TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Gwiezdne dziecko [+18]

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
gantzerek
Posty: 79
Rejestracja: 19 marca 2012, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Gwiezdne dziecko [+18]

Post autor: gantzerek » 08 stycznia 2019, 19:32

Oto owoc mojego pierwszego w życiu NaNo (2018). Wiele nie wygrałem, z 50k słów udało mi się dobić do nieco ponad 13k, ale zawsze lepsze to, niż nic; pisanie i jaranie się tym na Literce razem z Wami sprawiło mi dużo nieoczekiwanej frajdy :)
Ugryzłem i zacząłem przenosić na cyfrowy papier historię, która kotłowała mi się w głowie od dłuższego czasu, miło było wrócić do pisania po kilku latach posuchy. Mam nadzieję, że opowiadanie będzie się Wam podobać i umili wam na chwilę czas. Na tę chwilę wrzucam pierwszy rozdział, aktualnie jestem niedaleko doprowadzenia drugiego do końca. Każde słowo krytyki i komentarza będzie dla mnie bardzo miłe, proszę tylko nie bić perwersyjnie mocno :P
Miłej lektury!




Gwiezdne Dziecko
tytuł roboczy


Rozdział pierwszy


Charakterystyczne pyknięcie notyfikacji systemu wszczepki w lewym uchu wyrwało Aurorę z zamyślenia. Fizycznie nie czuła, że od trzydziestu godzin nie spała, ale ze skupieniem było coraz gorzej. Zgubiła wątek w czytanym przez siebie, zagregowanym przez AI podsumowaniu manifestów planów bezpieczeństwa dotyczących delegacji wszystkich stron uczestniczących w nadchodzącym za trzy ziemskie doby szczycie Triumwiratu.
Jeszcze raz przeleciała wzrokiem wypunktowane nakłady i godziny obstaw, szukając jakichkolwiek nieprawidłowości, ale wszystko było w porządku. Aurora uważała, że wydarzenie było zabezpieczone wręcz do przesady. Nadmiarowe pokrycie warty, dodatkowa obstawa przy jej zmianach, nałożona przez Mędrca kwarantanna na ruch informacji w całej Sieci obejmującej Arkadię. Do tego jeszcze rotacja strategii kryptograficznych przy szyfrowaniu kanałów służb bezpieczeństwa co minutę; gdyby tym wszystkim nie zarządzała rozproszona Sztuczna Inteligencja na bazie sieci neuronowych Mędrca, to cała operacja byłaby niemożliwa do ogarnięcia przez zwykłych ludzi, jakkolwiek potężnych augmentacji by nie mieli do dyspozycji.
Wertując listę nazwisk delegacji, nagle poczuła, że serce na parę taktów zabiło jej mocniej i fala ciepła rozlała się szybko po nieważkim ciele. "No tak, Bernie Mauser. Dobrze byłoby się spotkać", pomyślała, uśmiechając się do siebie. Zrobiła mentalną notkę, którą jej wszczepka od razu wsadziła do folderu i automatycznie utworzyła stosowne przypomnienie.
Znienacka drzwi Biura Departamentu Bezpieczeństwa syknęły i otwarły się, oblewając ostrym światłem skąpane w półmroku oficerskie biurka z magnetycznymi blatami, a do pomieszczenia wszedł średniego wzrostu czarnoskóry mężczyzna z sumiastym wąsem.
— Podporucznik Knutsson! — rzucił nieznoszącym sprzeciwu basem.
Aurora nie zdążyła wylądować i umocować się butami grawitacyjnymi; zdołała tylko złapać pobliską ścianę, odwrócić się w stronę komandora i zasalutować.
— Tak jest! — Niemal krzyknęła. Nie pomagało jej to, że puściwszy się ściany, nadała sobie delikatny wektor ruchu i wyglądała teraz zgoła nieregulaminowo, bezładnie dryfując na baczność z rozczapierzonymi włosami, prostopadle wobec jej przełożonego.
Komandor Ross zmierzył ją milczącym spojrzeniem, po dwóch sekundach jednak parsknął śmiechem i machnął niedbale ręką.
— Spocznijcie — powiedział, tym razem łagodniej.
Aurora niezauważalnie odetchnęła z ulgą - komandor ewidentnie był w dobrym humorze. Odbiła się nogami od ściany i z gracją wylądowała przed nim, przygładzając do głowy rozczapierzoną burzę kasztanowych, sięgających ramion, asymetrycznie ściętych włosów. Założyła ręce do tyłu i odruchowo lekko się przygarbiła, była od niego wyższa o niemal głowę, a zawsze trochę głupio było jej górować nad starszymi stopniem. Z drugiej strony, jak na Arkadyjskie standardy komandor był wyjątkowo niski.
— Raport gotowy? To dawać mnie go tu! — Nie czekając na odpowiedź pani podporucznik wykonał dłonią gest w powietrzu, jakby otwierał niewidzialnym kluczykiem kłódkę. Utworzył w ten sposób bezpieczny kanał transferu danych między wszczepkami w ich mózgach.
Knutsson odpowiedziała w ten sam sposób, akceptując połączenie, w międzyczasie na szybko stemplując niedokończoną jeszcze wersję raportu swoim kluczem kryptograficznym, po czym wysłała komandorowi dostosowany do wojskowych standardów plik.
Wiedziała jednak, że Ross go nie przeczyta. Gdyby nie wyśrubowane środki bezpieczeństwa na czas szczytu, nawet by się nie fatygował osobiście - dokumenty przejdą tylko przez kilka rąk, a raczej głów osób z różnych departamentów, każdy klepnie swoją pieczątkę, przekaże dalej, na koniec Sztab da zielone światło i zaczną się zlatywać delegacje VIPów. Jak co cztery ziemskie lata od trzech bez mała dekad.
— Widzę, że nabijacie nadgodziny, Knutsson — spostrzegł komandor, wchodząc tonem w jowialność — dobra robota, ale wystarczy. Macie odpocząć porządnie, a za dwadzieścia cztery zero zero nie chcę mieć żadnych niespodzianek. Na szczycie — wrócił do wojskowej, szczekanej maniery — ma być, kurwa, nieskazitelnie! To nie tylko zbiorowe spuszczanie się ważniaków na nowe zabaweczki dla wojska! To czas, gdy cała marynarka, a zwłaszcza wywiad — tu popatrzył znacząco na fosforyzujące błękitem dwie belki i oficerski okrąg na naramiennikach jej munduru — ma pokazać, że z Arkadią się w chuja nie leci.
— Tajest! — machinalnie krzyknęła przed siebie Aurora, i zasalutowała agresywnie, pozwalając sobie popaść w fetysz musztry. Komandorowi uniósł się wąs w subtelnym uśmiechu. Tupnął metalicznie butem grawitacyjnym o ziemię, odwrócił się na pięcie i odszedł.
Na szczęście z samym Rossem miała w normalnych okolicznościach minimalny kontakt. Lubił bawić się w wojsko, zwłaszcza wobec pionu, nad którym jako człowiek z marynarki nie sprawował bezpośredniego zwierzchnictwa. Cała młodsza kadra oficerska wywiadu miała niejedną okazję się o tym przekonać. Sami nigdy się do siebie tak nie odnosili. Wojskowe rytuały odprawiali w zasadzie tylko przy okazji targów, szczytów dyplomatycznych i wspólnych manewrów Triumwiratu na orbicie.
Aurora domknąwszy resztę spraw w siedzibie Biura, postanowiła pierwszy raz od trzech tygodni wrócić do Arkadii. Dotychczas, w związku z przygotowaniami szczytu, cały czas spędzała na Cyplu.
Był to kompleks, w którego skład wchodziły placówki dyplomatyczne, wojskowe, sądy, trybunały, sale konferencyjne i siedziby międzyplanetarnych megakorporacji, ale też habitat z kilkusethektarowym parkiem leśnym i różnymi formami rekreacji. Do tego oczywiście luksusowe rezydencje dla rozmaitych gości. Cypel nie był fizycznie połączony z Arkadią; orbitalna metropolia trzymała go tylko elektromagnetycznymi szczypcami.
Czekając na zautomatyzowaną kapsułę transportową, Knutsson stała oparta przy balustradzie oddzielającej ją od wielkich, przeszklonych ścian terminala i chłonęła widok. Jego większość zajmowała olbrzymia kula, zawieszona na tle czarnej kosmicznej pustki. Na powierzchni wiry huraganów mieszały rzadkie kłębowiska chmur, szalejąc nad wszechoceanem i szerokimi połaciami skalnych pustkowi. Niegdyś pokryta gradientem kolorów, teraz Ziemia, poza osamotnionymi plamami zieleni, była w dużej mierze dwubarwna.
Arkadia oparta była na bazie olbrzymiego, majestatycznie obracającego się okręgu o promieniu trzydziestu kilometrów. Całość konstrukcji była zawieszona czterysta kilometrów nad powierzchnią Ziemi, prostopadle do nitki windy kosmicznej, której przeciwwagę stanowiła asteroida, osadzona wysoko na orbicie geostacjonarnej. Przez to miasto współdzieliło cykl dobowy z resztą planety, z tą różnicą, że dni były odrobinę dłuższe, horyzont półokrągły, a galeria gwiazd nieprzesłonięta zanieczyszczoną atmosferą. Winda wyróżniała sie od pozostałych tego typu konstrukcji tym, że nie ciągnęła się w dół, równolegle do wektora grawitacji. Zamiast tego była, stosownie do siły odśrodkowej, oddziaływania Coriolisa i szerokości geograficznej podstawy, przechylona o kilkanaście stopni na południowy zachód.
Kapsuła transportowa wleciała do Cyplowego portu kosmicznego, w oczekiwaniu na nią zdążyła zebrać się mała grupka osób. Wśród ich ubioru dominowała stalowa szarość minimalistycznych mundurów, przełamana błękitem stopni wojskowych na naramiennikach i akcentów na krawędziach klap marynarek, rękawów i nogawek. Aurora wtopiła się w nich i wsiadła do kapsuły.
Rozmowy, które docierały do jej uszu obracały się głównie wokół szczytu Triumwiratu oraz tego, czy ochłodzenie stosunków dyplomatycznych z Marsem naprawdę zwiastuje pierwszą w historii ludzkości wojnę międzyplanetarną - nie przywiązywała jednak uwagi do tych tematów. Czuła przesyt od tych wszystkich przygotowań.
Patrzyła przez grubą, w pełni przeszkloną ścianę kapsuły, jak trzymany przez miasto Cypel maleje w oczach i ucieka w lewo; razem z Arkadią przypominał brylant osadzony w eterycznym gnieździe pierścionka. Zautomatyzowany wagonik kosmiczny, puszczony w ruch na elektromagnetycznej wyrzutni Cypla, poruszał się po krzywej wykorzystując swój wektor i zamontowane po bokach kapsuły duże koła reakcyjne. Dzięki temu oprócz energii elektrycznej nie wymagał żadnego dodatkowego paliwa. Płynął jak po niewidzialnym sznurku, prosto w jeden z wielu arkadyjskich terminali.


***

Arkadia swój bazowy kształt opierała o pierścień, który przez lata przepoczwarzał się i wyrastały na nim kolejne metalowe nowotwory odgałęzień, całe struktury osiedli, budynków użytkowych i niemal całkowicie zautomatyzowanych hal produkcyjnych. Znaczna część rozwoju miasta dokonywała się samoistnie. Mędrzec, kwantowy, świadomy superkomputer obdarzony sztuczną inteligencją analizował potrzeby i logistyczne obłożenie miasta, po czym na bieżąco rozwijał infrastrukturę, budował kolejne struktury i generował zapotrzebowanie na surowce, które potem zaspokajane były przez arkadyjskie firmy i korporacje. Mędrzec był chlubą Arkadyjczyków, jako najstarszy i prawdopodobnie najlepszy tego typu projekt zainicjowany ludzką ręką.
Cypel przed samym szczytem przechodził serię modernizacji, które dało się przeprowadzić tylko w stanie nieważkości. Aurora wysiadła z wagonika i znalazła się pierwszy raz od trzech tygodni pod wpływem stałej, jednolitej grawitacji, która stanowiła przyjemne osiemdziesiąt procent naturalnej siły ziemskiego przyciągania. Poczuła jak nagromadzone przez pracę napięcie zaczyna z niej spływać - stopniowo wypełniał ją za to spokój i świadomość, że wreszcie jest w domu. Jedynym jaki zna i jedyny, na jakim od ponad trzydziestu jeden lat mieszkała.
— Witaj ponownie, Auri — miły, kobiecy wirtualny głos aplikacji Towarzysza wybrzmiał w jej głowie — dawno nie miałam z tobą kontaktu. Od ostatnich dziewiętnastu dni zebrałam dla ciebie sto sześćdziesiąt jeden notyfikacji z twojej sieci znajomych. Mam ci je podsumować?
— Na razie tylko te z grupy Prawilnych Arkadusów — zakomenderowała w myślach Aurora. Jej Towarzysz działał tylko, gdy była w zasięgu Arkadyjskiej Sieci, a z racji blokady na Cyplu nie miała od dłuższego czasu tej możliwości. — I weź mi jeszcze przygotuj w domu kąpiel odprężającą i nastaw łóżko na intensywną regenerację.
— Czterogodzinna wystarczy? — dopytywała słodkim głosem aplikacja, przy okazji mapując w wewnętrznym interfejsie najbardziej optymalną trasę do domu. Aurora mentalnie kiwnęła głową, kierując się zielonymi strzałkami w swoim polu widzenia, przesyłanymi przez wszczepkę bezpośrednio do nerwu wzrokowego. Wsiadła w wagonik kolejki magnetycznej, kursujący po okręgu przez całe miasto.
— Co do Prawilnych Arkadusów — podjął program po chwili milczenia — dotyczy ich pięćdziesiąt osiem notyfikacji, z czego, najwięcej, bo trzydzieści pięć od Roberta Biffy'go, po osiem od Umy i Nicholasa, a pozostałe siedem to podsumowanie wspólnych wydarzeń w grupie.
— Oczywiście! Najwięcej nasrane od Biffy'ego — z przekąsem mruknęła pod nosem Aurora. Opływowy wagonik pędził w próżniowym tunelu, przejeżdżając z dzielnicy przemysłowej w park naukowo-technologiczny. Mijał właśnie fraktalną bryłę kampusu alma mater Knutsson, elitarnej Akademii Przyszłości, uczelni przeznaczonej tylko dla dzieci-projektów. — Weź go wsadź do przeczytania na później. Albo wiesz co, oznacz wszystko jako przeczytane. Nie chce mi się przez to przebijać.
— Dobrze Auri — odpowiedziała aplikacja serdecznym głosem, w żadnej nucie swojej melodii nie sugerującym sarkazmu, ironii czy choćby oceniania właścicielki.
Po kilku minutach czytania Aurora z grubsza nadrobiła zaległości i była na bieżąco z informacjami, ploteczkami i trendami z ostatniego tygodnia, które subskrybowała i które znajdowały się w obrębie jej bańki informacyjnej. Mimo bycia oficerem wywiadu i operowania w bardzo szerokim spektrum informacji, lubiła, jak każdy inny obywatel Arkadii, skrojone na wymiar, łatwe do skonsumowania paczki artykułów, postów i memów.
Wysiadłszy z wagonika w jednej z kilku dzielnic mieszkalnych, Aurora miała już stanąć na jedną z zaparkowanych obok stacji elektrodesek i dać się dowieźć pod same drzwi, ale postanowiła zażyć nieco ruchu i ostatnie pół kilometra pokonać na piechotę. Mijała ludzi, mniej lub bardziej znajomych, odzianych w przeróżnych stylach, ale zawsze schludnie i podążających za uznanymi w Arkadii trendami.
Jednym z takich trendów był powrót do bufiastych, półprzezroczystych koszul i bluzek, które klarownie prześwitywały w miejscach tam, gdzie skóra przylegała bezpośrednio do syntetycznego materiału. Z naprzeciwka szła właśnie sąsiadka z osiedla ubrana w taką bluzkę i Aurora odprowadziła wzrokiem jej delikatnie falujące w rytm chodu, sterczące piersi i lekko wydęte sutki koloru jasnej ochry. Zrobiło jej się przyjemnie jak wyobraziła sobie uczucie tego delikatnego ocierania się materiału o swoje własne piersi i w ciągu podniecających skojarzeń przypomniała sobie o Bernim Mauserze. W końcu miał jutro przylecieć z Ziemi, z Nowego Drezna jako szef ochrony delegacji nowodrezdeńskich VIP-ów. Wspomniała okres, kiedy Bernie przyjechał w ramach urlopu na trzy tygodnie do Arkadii - to były prawdopodobnie najlepsze trzy tygodnie w jej życiu.
Aurora zanurzyła się razem z myślami o nim w automatycznej kąpieli; towarzyszył jej też przy odpływaniu w sztuczny, zaprojektowany na głęboką regenerację pięciofazowy sen, indukowany nakładaną na głowę obręczą.


***

Plac Łajki był popularnym miejscem punktów zbiórek i umawiania się na wspólne wyjścia. O tej porze w dzień wolny, tu i ówdzie stały małe grupki ludzi. Miał formę przestronnego heksagonu, którego kąty stanowiły wyjścia uliczek Dzielnicy Rozrywkowej, leżał w samym jej centrum. Tutaj krzyżowały się stacja kolejek próżniowych oplatających całą Arkadię z mniejszymi przystankami podziemnych tramwajów, które rozwoziły podróżujących w obrębie dzielnicy. Podłoże heksagonu stanowiła interaktywna podłoga, rzucająca geometryczne kształty losowych ale stonowanych świetlnych projekcji, mieniących się pastelowymi kolorami.
Aurora ubrała się na spotkanie ze swoją imprezową paczką w kraciaste krótkie spodenki, klapki japonki i luźną tunikę bez rękawów, zrobioną z tego samego półprzezroczystego materiału co bluzka sąsiadki, którą taksowała wzrokiem poprzedniego dnia. Zrobiła to głównie po to, żeby w zamierzeniu trochę zagrać na nosie Biffy'emu.
Stała pod trzymetrowym szklanym pomnikiem poczciwej psiny, pierwszego w historii stworzenia uwolnionego z kajdan ziemskiej grawitacji. Łajka spoglądała tęsknym wzrokiem przez przeszklony sufit dzielnicy w kierunku gwiazd, a wokół jej szyi obracała się holograficzna projekcja pierścienia Arkadii, wiernie odwzorowanego w czasie rzeczywistym. Przedmiotem kontrowersji było zawsze, dlaczego hologram miasta przypominał ciernistą obrożę, czy był to ze strony artysty zabieg celowy i co tak naprawdę miał znaczyć.
Jadąca jednym wagonikiem grupa Prawilnych Arkadusów pojawiła się właśnie w polu widzenia Knutsson; zamachała do niej Uma, koleżanka jeszcze z czasów szkoły średniej. Lekkim truchtem zamknęła dzielący je dystans i wpadła jej w objęcia. Nicholas, Robert Biffy i Tor z nieznajomą dziewczyną również podeszli.
Aurora pocałowała Umę w usta, Biffy widząc to zaczerwienił się i nieznacznie odwrócił wzrok; nie umknęło to jej uwadze.
— Aurorcia, ale dobrze wyglądasz! — Uma, oblizując wargi, sprezentowała ją sobie szerokim gestem ręki —Kupę czasu żeśmy się nie widziały!
— No, robota mnie zawaliła, ale się wreszcie odkopałam. Dzisiaj dzień wolnego, tylko przetrwać te cyrki ze szczytem, i biorę jakiś krótki urlopik. — Aurora opowiadając w międzyczasie przywitała się z Nicholasem, Torem i przytuliła Biffy'ego, dbając o to, żeby gest nie zdradzał znamion czułości - mimo jego dążeń, żeby tak było. — Myślałam poszukać jakiejś tańszej okazji, żeby polecieć na Księżyc, odwiedzić starą... — niezauważalnie zawahała się — przyjaciółkę z Akademii. — Towarzystwo z wyjątkiem Roberta pokiwało głowami, z lekkim, mimowolnym ukłuciem zazdrości. W końcu tylko genetycznie zaprojektowane i uwarunkowane dzieci-projekty miały przywilej uczenia się w elitarnej Akademii Przyszłości, więc niezależnie od starań nie mieliby szans. Przez to nie były dla nich dostępne krytyczne role ani zawody, takie jak kadra oficerska w siłach specjalnych wojska, główni inżynierowie, kierujący projektami badawczymi, politycy, dyplomaci czy inne stanowiska przywódcze. Nawet Biffy, który też był dzieckiem-projektem ale na podstawowym poziomie, nie mógł liczyć w wojsku na więcej, niż stopień podoficerski. Według standardowej ścieżki awansu, jego losem było pozostanie w stopniu chorążego. Zawsze mógł pocieszać się, że przynajmniej urodził się z biologicznej matki i nie musiał siedzieć na uczelni prawie do trzydziestki.
— Może zalejemy wreszcie mordeczki a nie tylko pitu-pitu? — Nicholas rzucił ze zniecierpliwieniem podniesionym głosem, przerywając rozmowy, tak, że Aurora w końcu nie przywitała się z dziewczyną przyprowadzoną przez Tora. — Gadanie nie ucieknie.
— W takim razie, drużyna! Na Kwazara szturm, biegiem naprzód marsz! — zakomenderowała Knutsson, machając niewdzialną szabelką w stronę jednej z ulic wychodzących z Placu Łajki.
— Nieee — zgasił ją Nicholas. —Z kwazara mnie wykopali ostatnio.
— Co się dygasz, Dauer — Tor szturchnął go łokciem tej samej ręki, którą trzymał przyprowadzoną dziewczynę, przesuwając ją nieznacznie tym gestem, zdawało się to jej nie przeszkadzać. — Nie będą cię pamiętać.
— Chciałbym, bracie — westchnął Dauer, odgarniając z twarzy grzywę wyrastającą z czubka głowy, podgolonej do niemal gołej skóry. — Problem jest głębiej, mam kosę u Grubego Kubła. Wolę się nie pokazywać w żadnym z jego lokali.
Aurora nadstawiła ucha.
— Gruby Kubeł? Masz na myśli Olega Razivića? — zagadnęła. — Niby ma trochę wpływów i kontaktów w Rozrywkowej, ale to przecież grzeczny przedsiębiorca, lokalniak.
Nicholas tylko uśmiechnął się zagadkowo. Nie wiedział, co Aurora wiedziała, że on wie, więc na wszelki wypadek wolał się nie wypowiadać, żeby nie dołożyć jej przypadkiem kawałka puzzli do jakiejś układanki. W końcu ona i Biffy pracowali w wywiadzie, te puzzle to był ich chleb powszedni.
— Hahaha, Gruby Kubeł, ale dobre! — Uma zaśmiała się perliście. — Zajebista ksywka.
— No dobra, to może Bose-Einstein? Stamtąd cię nikt nie wywali, Nick? — zaproponował Biffy.
— A to nie jakiś przybytek dla sztywniaków? Nie chlało się tam jeszcze.
— Jest spoko — odparła Aurora — fajny klimat, spodoba ci się. Myślę, że można tam spróbować , tym bardziej, jeśli taki koneser jak ty — puściła do niego oko — nie skalał go jeszcze swoją obecnością. Przynajmniej będzie po drodze.
— Niech będzie. —Nicholas machnął ręką, sięgając drugą do kieszeni swojej czarnej marynarki i po chwili przebierania wyjął zeń ciemną kostkę wielkości paznokcia u kciuka. Ustawił pokrętłem dawkę jednego miligrama, wcisnął mały przycisk z boku i szybkim gestem przesunął aplikator nikotyny po całej długości języka. — Przynajmniej nie ma dymu, ani nie śmierdzi. — Odpowiedział na pytające spojrzenie towarzyszki Tora.


***

— Ej, Aurorcia, ty jesteś najmądrzejsza, na pewno będziesz to wiedziała — Nicholas, zmiękczony już dwoma piwami patrzył, jak po krótkiej konfrontacji z Biffym na spojrzenia ten odwrócił wzrok i lekko się zaczerwienił. "To niemożliwe, że Aurora nie wie", pomyślał. "Przecież wszyscy wiedzą, a nikt nic nie mówi". — Jest taki drink, który podłapałem u Błotniaków, jak byłem kiedyś w Nowym Dreźnie. Kochany panie barmanie, można? — Zamachał ręką na mężczyznę polerującego szklanki. Ten miał do pokonania niemały dystans, bo podświetlana od spodu lada barowa o hebanowej barwie rozciągała się przez trzy z czterech ścian knajpy, zakręcając przy narożnikach. Prawilne Arkadusy zajęły relatywnie odległe od kas miejsca. Tor z lekkim zażenowaniem próbował odwrócić uwagę swojej towarzyszki, gdy ta chciała już zapytać, co to właściwie są te Błotniaki.
— No czego tak bardzo chcesz, Dauer — mruknęła ze zniecierpliwieniem Aurora, dopijając resztkę swojego wina i odwracając spojrzenie od Umy — że aż musisz mi przerywać w pół słowa?
— Dostałem tam takiego drinka, że bierzesz kufel piwa i topisz w nim kieliszek wódki — podjął niezrażony Nicholas. — I mówili, że to, proszę ja ciebie, jakieś łuboty, czy coś. Wiesz skąd ta nazwa?
— Masz na myśli U-Booty — odpowiedziała po sekundzie namysłu Knutsson. — To takie statki, łodzie, które pływały pod wodą, pod oceanem. W kontekście chodzi pewnie konkretnie o te łodzie podwodne, co brały udział w drugiej z trzech wielkich wojen Gówniaków. Były szczelne jak statki kosmiczne, miały torpedy, ciężko było je wykryć na radarze, dobre do niszczenia okrętów wojennych pływających na powierzchni. — Wyliczała z pamięci, prostując przy każdej pozycji jeden palec lewej dłoni. Uma słuchała jak zaczarowana. — Później wyposażano je w rakiety z głowicami termojądrowymi, ale to już następna wojna.
Barman właśnie podszedł.
— Ciekawe z tymi łodziami, dla kosmomieszczucha trochę nie do objęcia umysłem tyle wody, żeby statki chować — odpowiedział Nicholas. — Dobrodzieju — odwrócił się do ubranego w czarną kamizelkę i gustowną muchę mężczyzny stojącego po drugiej stronie lady. Szybko policzył palcem siebie oraz siedzących przy barze ludzi. — Poproszę sześć lanych Orbitalnych Jasnych i tyleż strzałów czystej.
Barman przebiegł kciukiem po schludnej wąskiej linii przystrzyżonego wąsa, po czym wykonał subtelny gest dłonią, właściwy dla dyrygenta gestykulującego w dynamice piano. W odpowiedzi wychodzące z przeciwległej ściany kurki zaczęły z precyzją nalewać złociste piwo do nachylonych pod kątem wysokich szklanek. W międzyczasie barman złapał butelkę wódki, wykonał nią parę piruetów za swoimi plecami i z gracją malarza nalał szerokim gestem zmrożonej, gęstej cieczy do kieliszków. Po czarnym blacie przypłynął biały okrąg z wpisaną weń kwotą do zapłacenia; Nicholas machnął nad nim swoją ochipowaną dłonią, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować. Po krótkiej chwili sześć szklanek wypełnionych piwem zaczęło jechać po interaktywnej ladzie w ich kierunku.
— No nie wiem, musimy być z Aurorą jutro na chodzie. — Powiedział Robert, a Knutsson spojrzała na niego z mieszaniną politowania i czegoś jeszcze.
— No nie wiem, musimy poznać wreszcie nową koleżankę Tora Einara Haraldena — przedrzeźniła go z zachowaniem intonacji co do nuty, zwracając się ku trzymającej się blisko parze, która sporadycznie wymieniała szeptem parę słów. — Która, swoją drogą jest tak nieśmiała, że aż sama mnie onieśmiela. — Aurora nonszalancko zwodowała swój kieliszek, po czym wzięła drugi zestaw alkoholi i podała je drobnej dziewczynie objętej przez Tora ramieniem. Ta cicho podziękowała swoim delikatnym, lecz nieco nosowym głosem; twarz miała w większości ukrytą w długich, prostych blond włosach. Pozostali również skonstruowali swoje U-Booty.
— Jestem Natalie — powiedziała i skinęła głową do zgromadzonych wokół niej ludzi. — Miło mi… — chciała coś jeszcze dodać, ale głoska uwięzła jej w gardle. Speszyła się i chcąc wybrnąć z niezręcznej sytuacji podniosła kieliszek, płynnym ruchem wlała sobie wódkę niemal prosto do gardła i zapiła paroma łykami piwa.
Aurora spojrzała na nią, potem na Tora i na krótką chwilę wykrzywiła lewy kącik ust w uśmiechu.
— Zatem zdrowie Natalie i zdrowie Arkadusów, oczywiście tych najprawilniejszych. — Łupnęła szybko szklanką w każde trzymane szkło, które udało jej się trafić, wzięła na jednym wdechu cztery duże hausty drinka, rozsiadła się wygodniej na stołku przy ladzie, czknęła lekko i po chwili skrzywiła się. Jak zresztą wszyscy poza Nicholasem.
— Dauer — zaczął zdławionym jeszcze głosem Robert — to jest obrzydliwe.
— Ale przynajmniej srogie — dokończył za niego Tor. — Ktoś mi przypomni, czemu bujamy się z takim cieniasem? — Żartobliwie zmierzył Biffy'ego wzrokiem. Nicholas i Uma parsknęli synchronicznie śmiechem. Natalie niezauważalnie odetchnęła z ulgą, że przestano się skupiać na niej.
— Och, zostaw moją sierotkę — Aurora wzięła Roberta pod ramię i poczochrała drugą ręką po kruczych włosach, krótko ściętych na modłę rzymskiego patrycjusza. Biffy siedział sparaliżowany sprzecznością sygnałów, które do niego docierały. Zanim się zorientował, Knutsson wróciła do rozmowy z Umą, z premedytacją zostawiając na jego barku ciepły powidok swojego ciała. Wziął w milczeniu łyk piwa z dzwoniącym w środku kieliszkiem i po raz kolejny na jego twarzy odmalował się wstręt.
— Hej, hej, — Nicholas odkręcił stołek z Aurorą, kierując ją frontem do reszty — nie pozwolę na papużkowe pogaduchy. Gadaj, co tam w kosmosie piszczy.
— Heh, trochę ironicznie brzmi taki tekst, powiedziany przez ciebie — odparła. — W końcu to o tobie mówi się, że wiesz rzeczy, znasz ludzi i bywasz w miejscach. Co, Nikuś?
— A jak jednak nie wiem, to kogo mam zapytać? — spytał retorycznie Dauer, liżąc kolejną dawkę nikotyny.
— A ja? — wtrąciła się z pretensją Uma, nagle pozbawiona rozmówczyni. — Wiem więcej, niż se myślisz. Słyszałam, że ogarnąłeś Torowi wystawę w mieście, i to w Centralnej.
Haralden lekko się speszył, Aurora gwizdnęła. Nicholas nagle sobie przypomniał, skinął głową w jej kierunku.
— No tak, nie pucowałem ci się, bo zniknęłaś z sieci na trzy tygodnie. Ten oto dżentelmen — wskazał ordynarnie palcem w kierunku Tora — wpadł w oko dzianemu mecenasowi z Czerwonego Gongu i jak dobrze pójdzie, to może trafi pod skrzydła sponsora!
— Łał, świetnie! — Aurora klasnęła w dłonie. — Zajebiście, nie zmarnowały się te lata prześlęczane przy hologramach i kontrolerach. Już myślałam, że prędzej Mędrzec odkryje osobliwość, niż przekujesz to w coś konkretnego, a tu proszę!
— No tak, wiem, że filozofia to dla ciebie zbędna strata czasu na studiowanie — z delikatnym przekąsem odparł Tor, drapiąc się po haczykowatym nosie. — No i w sumie nie moje dysertacje, tylko światełka odniosły ostatecznie sukces.
— Nieprawda, nigdy tak nie powiedziałam — odgryzła się Knutsson, naśladując ton obrażonej dziewczynki. — Uważam tylko, że filozofia była dobra, jak ludzie nie mieli pojęcia jak i dlaczego działał świat. Odeszła od lamusa w momencie, gdy Mędrzec stał się świadomy, bardziej kumaty od nas i w zasadzie przejął pałeczkę na froncie nauki. Na ostatniej prostej wyścigu do stania się bogami nie potrzeba nam filozofów.
— Znowu ten argument — westchnął Tor. — Wiesz, że wtedy trzeba nam ich będzie bardziej, niż kiedykolwiek, jeśli mamy odkrywać wszechświat i zaprezentować się jako inny panteon , niż bogowie wojny, mordu i podboju, na dodatek pożarci ze sobą nawzajem. Na razie na nic innego się nie zanosi.
— Tor, wojna to szansa, podbój to rozwój. To co mówisz brzmi trochę jak hasła tych... jak im tam było — Biffy włączył się do rozmowy; siedział wsparty łokciami przy ladzie i obracał szklankę w rękach — Ruch Purystów?
Natalie lekko sie wzdrygnęła.
— Ta cała organizacja Gówniaków w Nowym Dreźnie? Słyszałam, że robią rozwałkę.
— Dobrze słyszałaś, Uma. — powiedziała Aurora. — Chcą zrobić tam zrobić przewrót, przejąć władzę i zerwać kontakty z Triumwiratem.
— Nie, żebyśmy nie dali, dosłownie, liny z nieba z pomocą, żeby wydostali się ze swojego błotniakowego bagna. — Żachnął się Robert — I kto nasrał do własnego gniazda, jak nie oni?
— Ej, ej, ale mało tego, że Tor przygruchał sobie sponsora. — Nicholas poczuł, że główny wątek rozmowy zaczyna się wykolejać i postanowił temu przeciwdziałać. — Za tydzień będzie instalacja na Placu Łajki, projekcje rzucone na taką skalę, to będzie dopiero coś! Wygeneruje dużo dobrego szumu na mieście.
— Co do srania do własnego gniazda — Haralden wygładził fałdy swojej syntetycznej, grafitowej koszulki w pływające wzory, i podjął nietypowym tonem, sytuującym się gdzieś pomiędzy brakiem zainteresowania i zażenowaniem. — Jak inaczej nazwać pakowanie się w kolejny wyścig zbrojeń? I po co? Żeby ponapinać sobie nawzajem chuje z Marsem, kto szybciej rozwinie arsenał międzyplanetarny, kto zmontuje większą flotę? Kto komu pierwszy dojebie? Czym się to różni od zachowania gówniaków na przestrzeni dziejów?
Nicholas westchnął i dopił swoje piwo z prądem. Skoro sam zainteresowany nie był zainteresowany, to jemu nie zostało już nic do dodania w temacie.
Aurora nagle spoważniała. Przygryzła na chwilę dolną wargę, zastanawiając się nad kolejnymi słowami. Po chwili zaczęła mówić, wchodząc w słowo Biffy'emu, co do którego wiedziała, że już sposobił się, żeby zmieszać z błotem pacyfistyczną retorykę.
— Co bym ci nie powiedziała, zawsze to zanegujesz tym, że przecież szczyt Triumwiratu to kolejna karta w rozdaniu, które ewidentnie prowadzi do wojny — poszukała wzrokiem barmana, a gdy go znalazła to palcem wskazała na pustą szklankę Nicholasa i nakreśliła po reszcie grupy. Mężczyzna skinął głową. — I pewnie masz rację, więc wezmę cię pod włos makiawelicznym grzebieniem. — Przepłukała gardło drinkiem, wstrząsnęły nią dreszcze przyjemności obcowania z coraz cieplejszym i coraz bardziej wygazowanym, wzbogacanym wódką piwem. — Sprawa jest prosta. Przedstawienie wspólnego wroga i symulowanie mobilizacji. Sprawnie przeprowadzone pozwoli nam na dyplomatyczny skok do przodu i może zjednoczenie naszych lokalnych sąsiadów z Luny, Wenus i wszystkich stacji-miast orbitujących wokół Słońca pomiędzy nami a nimi. A wszystko tak naprawdę po to, żeby niegrzecznemu chłopcu z Marsa nie marzyło się podskakiwanie. Ba, on też na tym tylko skorzysta. Wystarczy, że kupimy parę dekad spokoju i jak Mędrzec swoje ogarnie, to szybko te problemy staną się śmiesznymi błahostkami.
— Trzecia wojna światowa też zaczęła się jako udawanie i symulacja? — Niespodziewanie odezwała się Natalie, po raz pierwszy patrząca Aurorze prosto w oczy. Wszyscy nagle zwrócili się w jej stronę. Tor złapał ją mocniej za ramię.
Knutsson zmierzyła ją wzrokiem i uśmiechnęła się bardzo szeroko, taksując ją z góry do dołu. Wzięła głęboki wdech i miarowo wypuszczała potem powietrze przez kilka sekund.
— Oczywiście masz rację — przyznała miękkim głosem, machając ręką i odpuszczając — i tutaj Tor ze mną wygrywa, bo aż mnie skręca, żeby przyfilozofować. — Teatralnie podrapała się po głowie. — Jak to szło? Lekcja będzie powtarzana, dopóki nie zostanie przyswojona? Wierzę, że doszliśmy do tego momentu, w którym ta lekcja już nie będzie potrzebna. Wszyscy gracze w Układzie Słonecznym, którzy się liczą, wiedzą, że to się po prostu nie opłaca, widzą co się stało na Ziemi po zasypaniu się nawzajem atomówkami. A nawet jakby się sposobili rozwalić status quo w jakiś niewiarygodnie głupi sposób, to myślę, że nie zdążą. — Zamilkła nagle, pozwalając sobie na chwilę utonąć w lazurowo błękitnym spojrzeniu blondynki. — Ale wiesz co, już cię lubię, Natalie.
— Jeśli mogę się wtrącić — Zaskoczył ich barman, podchodząc ich znienacka od przeciwległej strony lady — to do konfiguracji, w jakiej raczycie się państwo tym drinkiem zdecydowanie lepiej będzie pasować likier malinowy. — Mówiąc to wykonał zgrabny piruet butelką z gęstym, rubinowym płynem, i ułożył metalową końcówkę w stanie gotowości, tuż nad pierwszym kieliszkiem w rzędzie. — Tuszę, że jest to dobry kompromis, który osłabi moc w stopniu nieporównywalnie mniejszym do korzystnych walorów smakowych jakich ten drink nabierze.
— Niech tak będzie — Aurora, jako płacąca przystała na propozycję i po krótkiej chwili wszyscy stukali się szklankami wypełnionymi złocistym płynem z ciemno karmazynowym, bezkształtnie ewoluującym akcentem w środku.


***

Z początku pustawy, w miarę nadchodzącego wieczora Bose-Einstein zaczął wypełniać się ludźmi. Miejsca przy długiej ladzie barowej były już niemal całkowicie pozajmowane. Pojawiło się w centrum pomieszczenia kilka osób, którym nie przeszkadzało stanie w półmroku ze szklankami i kieliszkami. Jedynymi źródłami światła były logo na suficie, podświetlenie baru oraz przeszklone półki z alkoholami, na tle których barman zajmował się wymierającym już rzemiosłem sporządzania i serwowania drinków.
— Kurczę — Aurora powiedziała z teatralnym smutkiem w głosie i stuknęła Nicholasa pięścią w ramię. — ale weź mi powiedz, co z tym Kubłem.
Nicholas utrzymywał dyplomatycznie neutralną twarz; to, co zdradzało, jak bardzo był już pijany, to delikatne bujanie się głowy na boki i drewniana gestykulacja. Siedzieli teraz tuż koło siebie, z twarzami w odległości pół metra. Od drugiej strony osłaniał ją Robert Biffy, próbując usłyszeć ich przez gwar i powolną syntezatorową muzykę retro. Uma, Tor i Natalie utworzyli zwarty trójkącik, co chwilę śmiejąc się i żywiołowo gestykulując.
— Co z Kubłem — powtórzył skierowane ku sobie pytanie Dauer, przeciągając słowa. — No przecież mówiłem chyba już... Trochę za dobrze się bawiło, trochę za głośno mówiło. — Podrapał się po głowie. — Potrąciło się przypadkiem kogoś ramieniem. I to nie przy jednej okazji.
— Nikuś, mnie chcesz takie bzdury sprzedać? — Aurora pokręciła głową. — Nie wiem co musiałbyś odjebać, bać się wejść do przybytków tego jegomościa, ale wiem, że na pewno bym o tym usłyszała. — Stuknęła dolnymi zębami o szklankę. — Cztery miliony ludzi może brzmi jak dużo, ale wbrew pozorom Arkadia to małe miejsce. Może Biffy by to łyknął, ale nie ja.
Robert akurat usłyszał końcówkę jej wypowiedzi. Spuścił wzrok i pociągnął kilka długich łyków piwa.
— A najbardziej ciekawi mnie — ciągnęła dalej Knutsson, sama zdradzając już objawy mocnego alkoholowego zmiękczenia — że właśnie nie wiadomo mi nic o żadnych interesach Grubego Kubła.
— Bania? — usłyszeli nagle z prawej strony. Uma, nie czekając na odpowiedź, zamaszystym gestem pchnęła po ladzie w ich stronę trzy kieliszki pełne purpurowej nalewki. Obracając się gwałtownie na barowym stołku potrąciła kolanem Tora, który z kolei wylał trochę piwa na błękitną sukienkę Natalie; na jej prawej piersi i udzie urosła szybko ciemna plama. Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi.
— Przepraszam — bąknął do niej speszony Haralden, wyciągając chusteczkę.
— Bania! — krzyknęła Natalie, myśląc że Uma zwróciła się do niej. — Dajże spokój, nic się nie stało. — Machnęła ręką na Tora, niezdarnie próbującego naprawić wyrządzoną szkodę.
— Widzę, że łoimy poza kolejką — uśmiechnął się Biffy.
— Zaiste, kochaniutki. — Uma miała problem z utrzymaniem zawartości w kieliszku; fioletowe krople ciurkiem spływały jej po nadgarstku. — Pijmy, bo się ciepli — zawołała i cmoknęła w kierunku opartej o ladę reszty.
— Co zrobić — westchnął Nicholas — chciałbym wznieść toast... — Zawiesił głos, a przez jego twarz przetoczyły się różne grymasy. Najpierw skupienie, potem zrezygnowanie i na końcu zrelaksowana obojętność. — Za następną banię!
— Ugh — skrzywił się Biffy, reszta parsknęła śmiechem, Uma na chwilę straciła równowagę i prawie spadła ze stołka. Uratował ją Tor, zrywając się w dobrym momencie. Wszyscy stuknęli się kieliszkami i wypili. W porównaniu ze smakiem U-Boota, owocowa nalewka była jak sok dla dzieci, co najbardziej było widać po rozanielonej twarzy Natalie.
— Idę do kibelka. — zapowiedział Biffy, stłumił czknięcie i wstał.
— Dziękuję za meldunek, chorąży. — Parsknęła Knutsson i szyderczo puściła do niego oko.
Odwróciła się na stołku w kierunku dawkującego sobie nikotynę Nicholasa. Nagle drgnęła, jakby wyrwana ze stuporu, a mętniejące spojrzenie odzyskało na chwilę ostry błysk.
— Skoro nic o tym nie wiem — podjęła przerwany wywód z nowym wigorem — to znaczy, że to musi być coś naprawdę ciekawego. Mieliście z Kubłem jakiś gęsty biznes i coś was na poważnie poróżniło.
Dauer słysząc to szerzej otworzył powieki i wyprostował się, w milczeniu patrzył jej raz w jedno oko, raz na drugie. Knutsson dostrzegła to i uśmiechnęła się w taki sposób, że aż się delikatnie wzdrygnął.
— Mam rację — nie spuszczała z niego wzroku. — Co to mogło być, skoro zadaliście sobie tyle trudu, żeby zorganizować kanał komunikacyjny poza kontrolowanym przez wywiad obiegiem?
— Nie mieliśmy żadnych biznesów — zaczął powoli zmienionym głosem Nicholas. Nie wiedział, co Aurora ze swoją wiedzą, doświadczeniem i wyspecjalizowaną militarną wszczepką mogła wyczytać z jego twarzy i mowy ciała. Rzucił okiem w stronę Tora.
Zobaczył, że Knutsson to dostrzegła. Oblała go nagle fala gorąca, a zaraz potem zimne kleszcze chwyciły jego wnętrzności. Zrozumiał, jak duży błąd właśnie popełnił. Urwał wpół słowa, trzeźwiejąc na chwilę i zapominając kompletnie, o czym mówił.
— Poczekaj chwilkę. — Aurora wstała i nie spuszczając Nicholasa z oczu, podeszła do Tora i Natalie. Dauer miał ochotę uciekać, ale siedział bez słowa jak sparaliżowany, nie mogąc ruszyć się z miejsca. W głębi serca miał nadzieję, że to nie dzieje się naprawdę. Przeklinał w duchu Haraldena.
Knutsson stanęła przed Natalie i bez słowa odgarnęła jej włosy z twarzy. Spoglądając dziewczynie w oczy sunęła delikatnie dłonią po jej policzku, zatrzymując sie na ukrytym przez fryzurę uchu. Nieśpiesznie eksplorowała palcem małżowinę. Tor, widząc to, pobladł śmiertelnie, co dało się poznać pomimo panującego w knajpie półmroku. Palec Aurory na próżno szukał podwójnego obrąbka, najbardziej zewnętrznej krawędzi małżowiny usznej. Była to cecha charakterystyczna u ludzi z wytrawionym w DNA pakietem genetycznym, który przysposabiał ich do życia w kosmosie i uodparniał na wszystkie rodzaje szkodliwego promieniowania. Małżowina nie miała praktycznego zastosowania, była raczej fanaberią inżynierów genetycznych i stała się wyznacznikiem wyjątkowości.
— Nie należysz do Gwiezdnej Rasy — stwierdziła Aurora, uśmiechając się smutno i odsuwając rękę. Haralden złapał mocno za ramię dziewczynę o blond włosach. Jego spojrzenie było przedziwne, wyrażało zarówno gotowość na wszystko, strach oraz swego rodzaju determinację.
— Mam do ciebie prośbę. Daj mi proszę zamienić dwa słowa z Natalie. — Aurora powiedziała mu to ze spokojem, ale w jej głosie czaiła się równocześnie nuta nieznoszącej sprzeciwu stanowczości. — Dla twojego dobra. Idź i uspokój trochę Nicka. Każ mu zająć Biffy'ego rozmową jak wróci.
— Ale o czym? — zapytał zmieszanym głosem Tor. Knutsson na krótko wydęła policzki.
— No nie wiem. Możecie poobrabiać mi trochę dupę, jak bardzo jestem wyrachowana, wredna i jak bardzo owijam go sobie wokół palca.
Haralden podszedł na miękkich nogach do Nicholasa. Usiadł i powiedział szeptem parę słow.
— Na co ty kurwa liczyłeś —usłyszał w odpowiedzi agresywne warknięcie.
Aurora patrzyła, jak piękne błękitne oczy Natalie wypełniają się łzami.
— Ja.. — głos się jej załamał, ukryła twarz w dłoniach. — Ja nie chcę, nie mogę tam wrócić. — Zaczęła cicho łkać, ale w imprezowym zgiełku nikt poza Knutsson tego nie dostrzegł. — Jak wrócę to mnie zabiją.
— Cii.. — Aurora przytuliła ją — Musisz opowiedzieć mi wszystkie kluczowe okoliczności tego, jak się tu dostałaś. — Szeptała do niej cicho. — Może i jesteś Błotniaczką ale zasługujesz na szansę. Ale tylko dlatego, że stoi za tobą Tor i Nicholas. — Pogłaskała ją po głowie, obtarła łzy. — Musisz nie wzbudzać podejrzeń i ogarnąć się zanim wróci Biffy. On jak się dowie, to od razu wrzuci cię w maszynkę administracyjną. Ja pogadam jeszcze z chłopakami — wskazała ręką Dauera i Haraldena, którzy zdążyli się już uspokoić i tylko rzucali ukradkowymi, pełnymi niepokoju spojrzeniami w jej kieurnku. — Jak dostanę od was pełną historię, to zobaczymy co dalej.
— Dob... dobrze — Natalie wydukała nieco już spokojniejszym głosem, wciąż jednak roztrzęsiona.
— I lepiej nie kombinuj — uprzedziła ją Aurora, czując że to dobry moment na wspomnienie o tym aspekcie sprawy. — Arkadyjski Pion Deportacyjny nie patyczkuje się z Gówniakami. Brak wizy oznacza bilet w jedną stronę, kontenerem prosto na Ziemię, nikt nie będzie tracił energii na zsyłanie takich jak ty windą. I nie licz na to, że wylądujesz w obrębie Nowego Drezna, ani jakiegokolwiek zamieszkałego miejsca. Ci z Deportacyjnego nie celują jakoś specjalnie Katapultą.
Nowa fala łez zaczęła płynąć z oczu Natalie, Knutsson widząc to szybko dała jej bolesnego prztyczka w nos.
— Nie rozklejaj mi się teraz, bo nie będę w stanie nic zrobić. Poczekaj tu sekundkę.
Podeszła do Tora.
— Powiedziałeś Nickowi, jaki jest plan?
— Tak — bąknął Haralden.
— To chodź, opowiesz mi jak było, potem zrobicie rotację przy Biffym.
Uma usiłowała zogniskować wzrok na Dauerze, który zamówił kolejne piwo, a minę miał nietęgą.
Tor i Natalie usiedli, trzymając się mocno za ręce, Aurora nachyliła się ku nim.
— No więc, ptaszki? — Zagadnęła pytająco. Widząc, że żadne z nich nie bardzo wie jak się do tego zabrać, przejęła inicjatywę. — Pozwólcie, że zgadnę. Weszliście z Nicholasem — tu zwróciła się twarzą do Haraldena — w komitywę z Grubym Kubłem. Kubeł ma zaplecze logistyczne i potencjalne kryjówki, Nick chody, dojścia i pewnie też niemałe plecy u różnych ludzi. Postanowiliście spróbować sił w przemycie ludzi do Arkadii. I chyba coś nie wyszło, co?
— Nieprawda — zaprotestował Tor, chociaż głos mu drżał — Trzeba było pomóc. — Popatrzył na Natalie, usiłującą teraz zebrać się w garść. — Jej.
— Co mogło być przyczyną, dla której zaryzykowaliście tak wiele, żeby zrobić tak głupią rzecz? — w głosie Aurory nie było gniewu ani smutku, była zwyczajnie zaintrygowana.
— Ja.. Mnie... — podjęła ochrypłym głosem Natalie, ale przerwała. Zamknęła oczy, wzięła głęboki wdech, wypuściła powietrze i spróbowała jeszcze raz, tym razem z nieco pewniejszym siebie tonem. — Byłam dziewczyną... A raczej własnością takiego jednego z Nowego Drezna.
— Mafiozo, taki lokalny capo — wtrącił się Tor — za to z potężnymi plecami w postaci ojczulka - ważna osobistość, polityk, ma duże wpływy i daleki zasięg. Nie znam szczegółów, ale słyszałem, że jak się do niej synek dobierał, to pokroiła mu twarz rozbitą szklanką i uciekła.
— No ładnie — mruknęła Aurora.
— Twarz można było bez śladu pozszywać — blondynka powiedziała dziwnie spokojnym głosem. — Chociaż jemu to by blizny nawet przydały męskości. Ale to nie o to chodziło. Nie...
— Nie można pozwolić nikomu bezkarnie tknąć nietykalnego. Nie chcemy w końcu żadnych precedensów — Knutsson dopowiedziała sobie resztę. — Bo znajdą się kolejni chętni, by próbować. Taki urok władzy, zwłaszcza w mafii. I niech zgadnę, pewnie jakiś zakochany, podrzędny siepacz z dołu hierarchii cię uratował. Bo nie sądzę, żeby filozof, z tych co to by muchy nie skrzywdzili — poklepała Tora po ramieniu — ani rozlazły alkus byliby w stanie coś takiego zorganizować.
— Nie do końca — na podpuchniętej od łez twarzy Natalie pierwszy raz od paru minut pojawiło się coś na wzór lekkiego uśmiechu. — Aż taka atrakcyjna chyba nie jestem, nie wpadłam nikomu w oko. To... — lekko się zawahała — to był któryś z kapitanów i paru wiernych ludzi pod nim. Znam może jednego z nich, o reszcie tylko słyszałam. Wiem tyle, że ten kapitan od jakiegoś czasu chciał zainicjować roszady na górze.
— Postanowił wykorzystać okazję i było mu na rękę ukryć cię przed szefem. Pewnie byłaś już spalona w ND. — Pani podporucznik włożyła rękę w otwór rękawa tuniki i podrapała się pod piersią. — Swoją drogą pewnie dużo łatwiej byłoby cię zniknąć w jakiejś beczce z kwasem.
— Ja i Nick nie mieliśmy nic z tym wspólnego — powiedział Tor. —Dauer dostał cynk, był tylko łącznikiem między ludźmi, którzy zorganizowali cały kanał przerzutowy. Jego punktem wyjściowym w Arkadii miał być Kubeł. Tu masz rację.
— A jaką ty masz rolę w całej tej historii? — Aurora skończyła swoją szklankę piwa, nie siląc się nawet na tłumienie beknięcia.
— Bania! — Krzyknęła bełkotliwie Uma, wyrwana ze stuporu odgłosem odbijania, który doszedł do niej pomimo grającej muzyki, zaraz jednak po tym z powrotem oparła się czołem o ladę barową i znowu przygasła.
— Nick poprosił mnie, żebym kogoś ugościł na parę dni. Ukrył. Z tego zrobiły się prawie trzy tygodnie. My... — Haralden chciał coś jeszcze dopowiedzieć, ale Knutsson weszła mu w słowo.
— Tor, jesteś niebywale głupi —pacnęła go lekko w czoło otwartą dłonią. — Wystarczy jeden rzut oka patrolu z Pionu Deportacyjnego, a nawet zwykłego drona i nagle zarówno ona, jak i ty macie przewalone.
— Ja... — zaczął niezdarnie, a alkohol mu tego nie ułatwiał. Zimny pot wystąpił mu na czole. Aurora znowu mu przerwała.
— Ale widzę co zrobiłeś. Zagrałeś va banque, przyprowadzając Natalie tutaj, do mnie i do Biffy'ego. Nie jesteś aż — mocno zaakcentowała to słowo — tak głupi, żeby nie być świadomym, jakie mogą być tego konsekwencje. No nie mogę tego nie szanować jak szalona. I powiem ci szczerze — przysunęła się blisko niego, tak że czuł jej ciepły, słodki oddech na swojej twarzy — że w dupie mam całą tę historię. Jaka by Natalie urocza nie była — niezdarnie cmoknęła skonfundowaną dziewczynę w bok głowy — dla mnie zawsze będzie tylko Błotniaczką, a nie Arkadyjką. Ale ty, Torze Einarze Haraldenie, zaimponowałeś mi. Niby niepozorny ale jednak jesteś prawdziwym graczem, masz jaja. I wiesz co? Chętnie zagram partyjkę w tę twoją gierkę.
Aurora kątem oka zauważyła, że Biffy wrócił właśnie na swoje miejsce i wdał się w rozmowę z Nicholasem. Nagle ściszyła głos do szeptu i rękami zbliżyła głowy Tora i Natalie do swojej.
— Ale Robert nie zrobi tego w żadnym z równoległych wszechświatów — cedziła konspiracyjnie, bełkotliwość zaczęła wdzierać się w pomiędzy jej słowa. — Legalistyczny kij w jego dupie siedzi tak głęboko, że utrzymuje go w pozycji wyprostowanej lepiej, niż jego własny kręgosłup. Pierwsze co zrobi, jak się dowie, to osobiście doprowadzi Natalie do Biura Deportacyjnego, a na ciebie zmontuje zarzuty kalibru przynajmniej szpiegostwa. Nawet sobie nie wyobrażasz, jaki wektor wywiad potrafi nadać rzeczom.
— Czemu w ogóle ufasz temu, co mówimy? — zagadnęła po krótkiej chwili milczenia Natalie, ośmielona nieoczekiwanym rozwojem wypadków. W odpowiedzi Aurora popukała się parę razy palcem w ciemię swojej głowy.
— Zawsze wiem, kiedy kłamiesz. — Uśmiechnęła się.
— Auri — zaczął cicho Tor. — Co się teraz stanie?
Knutsson niezgrabnie zeskoczyła z barowego stołka, lekko się potykając. Zamknęła na chwilę oczy i pomasowała przez chwilę nasadę nosa.
— Na razie nic — odparła po chwili, machając na barmana. Mogłaby przysiąc, że westchnął, widząc jej gest z oddali. — Muszę jeszcze usłyszeć wersję Nicka, jak to dokładnie było z Grubym Kubłem. —Widziała że Dauerowi udało się po raz pierwszy zaabsorbować uwagę Roberta na tyle, żeby nie rozglądał się za nią co pół minuty.
— To chyba nie jest dobry moment na rotacje — zasugerowała między smarknięciami Natalie, mówiąc do chusteczki.
— No raczej. Dlatego odrobinę zmienimy plan.
Barman właśnie podszedł.
— Szanowny panie — ukłoniła się przed nim z nienagannymi w jej mniemaniu manierami. — Poproszę całą butelkę tej purpurowej ambrozji, cośmy ją mieli wcześniej zaszczyt kosztować, oczywiście zmrożoną. I sześć kieliszków, za nie też płacę. — Popatrzyła na jego niemal perfekcyjnie neutralny wyraz twarzy. Uśmiechnął się profesjonalnie, nie mogła tego nie odwzajemnić. — I drugie tyle co za to wszystko wyjdzie— czknęła — dla pana jako napiwek.
Jako jedna z nielicznych posiadających wszczepkę Arkadyjczyków, nie musiała realizować płatności przez chip w ręce. Wystarczył subtelny gest dłoni w kierunku barmana, przypominający wrzucenie do automatu monety trzymanej kciukiem i palcem wskazującym, aby zainicjować zlecenie. W czasie parunastu milisekund środki zostały przetransferowane z konta na konto, transakcja zaakceptowana, a informacje o niej wyemitowane do sieci, zaszyfrowane kluczem kryptograficznym i bezpiecznie zapisane w kilkudziesięciu rozproszonych węzłach danych.
Aurora puściła oko barmanowi na pożegnanie. Potem wzięła kieliszki, wrzuciła je Natalie do małej podręcznej torebki, Torowi wręczyła flaszkę, sama zaś wzięła filigranowej budowy Umę na ręce, machnęła zapraszająco na Nicholasa i Biffy'ego, zatopionych w bliskiej rozmowie i przyjacielskim poklepywaniu się po plecach. Podrażniła trzymaną przez siebie półprzytomną brunetkę, dmuchając jej w nos i zebrawszy drużynę do kupy zarządziła przeniesienie spotkania na zaciszne obrzeża nowo powstającej dzielnicy Arkadii, niestrudzenie budowanej i nadzorowanej przez Mędrca.


***

Aurora siedziała na murku i patrzyła zahipnotyzowana, jak mrowie maszyn budujących poruszało się na przypominających pajęcze sieci rusztowaniach, transportując pojedyncze elementy konstrukcyjne odpowiednio licznymi grupami. Z milimetrową precyzją, używając najbardziej optymalnych tras i nie wykonując żadnego zbędnego ruchu roboty o przeróżnych rozmiarach sprawnie stawiały kolejne budynki, instalowały infrastrukturę, przeciągały nanowęglowe kable i wypluwały z siebie ażurowe stelaże umocnień. Dyrygentem tego koncertu był oczywiście Mędrzec, który rozbudowywał Arkadię, tak by zaspokajać wykoncypowane przez siebie zapotrzebowania jej mieszkańców. Nie skupiając się na detalach przypominało to zachowanie świadomego organizmu, którym miasto w jakimś stopniu niewątpliwie było.
Budownictwo i produkcja o tyle różniły się w nim od innych stacji, miast orbitalnych i koloni księżycowych, że nie były oparte na blokowych, prostopadłościennych, masowo drukowanych modułach, które tworzyły klasyczny brutalizm ery kosmicznej kolonizacji. Zamiast tego arkadyjskie konstrukcje pływały, wiły się i układały we fraktalne dzieła sztuki, które w żadnej mierze nie traciły na swojej funkcjonalności. Zmysł estetyczny Mędrca tak bardzo wszystkim odpowiadał, że superkomputer miał kompletnie wolną rękę w realizowaniu swoich artystycznych wizji, co odzwierciedlenie miało w najnowszych dzielnicach. Te starsze zostawiał w spokoju przez wzgląd na walory sentymentalne i historyczne, w końcu pierwsze, jeszcze modularne budowle były własnoręcznie montowane przez pierwszych Arkadyjczyków.
Knutsson usiłowała przypomnieć sobie jak tutaj dotarli. Jak przez mgłę kojarzyła parę migawek. Nicholasa, który odpieczętowywał odebraną Torowi butelkę fioletowej nalewki jeszcze w wagoniku kolejki śródmiejskiej. Natalie całującą się do utraty tchu z Torem, która upuściła swoją torebkę na ziemię tak niefortunnie, że pobiła wszystkie kieliszki w środku i teraz złowrogi chrzęst zniechęcał ją do wkładania ręki do środka. Oczywiście już po tym jak się skaleczyła.
Aurora odrobinę lepiej kojarzyła migawkę z rozeźloną miną Biffy'ego, w reakcji na pijącego prosto z butelki Dauera w wagoniku. Spodziewała się, że Robert będzie chciał rzucić się na niego z pięściami, dlatego prewencyjnie przywarła do niego ciałem od tyłu i zakleszczyła jego barki zgięciem swoich łokci, minimalna przewaga wzrostu jej w tym pomogła. W jakiś pokrętny sposób przerodziło się to w bliskie obejmowanie się. Koniec końców okazało się, że Biffy też chciał się tylko napić.
Piętrowe skumulowanie się wszystkich wlanych w siebie drinków sprawiło, że Aurora ledwo była w stanie skupić wzrok na jednym punkcie. Niezbornymi gestami dłoni usiłowała za pośrednictwem wszczepki aktywować blokery spowalniające metabolizowanie alkoholu, a także hamujące jego wpływ na receptory GABA i NMDA w mózgu. Nie mogła jednak trafić we właściwą opcję w menu.
Nagle w polu jej widzenia pojawiła się skądinąd odświeżona Uma, trzymająca w ręce wypełnioną w jednej trzeciej butelkę purpurowej nalewki. Musiała zapewne zdrzemnąć się chwilę w wagoniku kolejki podczas podróży, pomyślała Knutsson. Wzięła od niej flaszkę i pociągnęła dużego łyka.
Ostatecznie nie zdążyła włączyć blokerów.
"Life is not a problem to be solved, nor a question to be answered, life is a mystery to be experienced." - Alan Watts
Moje wypociny:

Awatar użytkownika
Coffee
Posty: 190
Rejestracja: 28 marca 2013, 12:45

Re: Gwiezdne dziecko [+18]

Post autor: Coffee » 12 stycznia 2019, 15:49

Wow, jaki ciekawy tekst się zapowiada!
Mam bardzo dużo wrażeń, mam nadzieję, że będę pamiętała o wszystkim, co chciałam napisać, gdy rano w pociągu sobie czytałam. Plusem samym w sobie jest w ogóle ilość treści, który zdołałeś upchnąć w było nie było krótkim fragmencie. Mamy zarysowany – i to w ilu detalach – świat, mamy kilka bardzo rozróżnialnych od siebie postaci, mamy już sytuację polityczną, informacje o tle bohaterki i formującą się fabułę (i to kilka wątków, nie wiem ile z nich pociągniesz dalej). Praktycznie nie ma zdania, które czegoś nie wprowadza, a jednocześnie nie czuję spiętrzenia infodumpingu, przy której po prostu już nie przyswajam kolejnych informacji (a jest to zjawisko dość powszechne w fantastyce). Także pod względem konstrukcyjnym – brawo, bardzo dobra robota!
I czytało mi się fajnie, płynnie i ciekawie, po czym była scena z sąsiadką Aurory i rozmyślania o materiale przesuwającym się po sutkach. No witki mi opadły całkowicie po podłodze i zrobiłam sobie przerwę. Po przerwie co prawda doczytałam do końca i zaczęłam się zastanawiać, że może, oby, to jest zabieg budujący Aurorę jako absolutnie seksualną bestię, może jej w Akademii przeładowali hormony, może to ten rodzaj utopii, w którym o wszystkie potrzeby zadbano już tak bardzo, że z przyjemności ścigać można tylko seks – ale nawet wtedy ta scena tego nie mówi, nie sugeruje, tylko w pierwszej kolejności przypomina… no sorry, stereotypowe męskie pisanie kobiecych postaci. Chyba że wynikało z tego coś jeszcze, czego nie dostrzegłam.
Ale z drugiej strony – budujesz przecież Aurorę z dużym rozmysłem. Jest absolutnie niesympatyczna i nie sposób jej lubić (okrucieństwo wobec Biffy’ego, arogancja w rozmowach, mocne tony ubermenschowe), ale to chyba po prostu przygotowanie gruntu pod dalszy rozwój akcji. Więc masz mój kredyt zaufania.
Tak jak mówiłam, czyta się płynnie i świetnie ustawiłeś po sobie elementy, żeby na starcie czytelnik wiedział wystarczająco dużo o świecie, by bez problemu śledzić fabułę. Bardzo dobrze nadajesz głos swoim bohaterom, dialogi są bardzo zróżnicowane, bez problemu słyszę każdego z osobna. W opisach czasem wpadasz w purple prose, jest bardzo kwieciście, falująco i doniośle. Osobiście nie miałabym nic przeciwko skręceniu tego o dwa punkty, ale to jest absolutnie kwestia tego, co się komu podoba i jak Ci się przyjemniej pisze.
Na marginesie – masz bardzo futurystyczny świat, ewidentnie podzielony na co najmniej dwie bardzo zróżnicowane warstwy (nastawiam się na piękną rozwałkę), no i oczywiście superkomputer, który przejął brzemię pracy z najdoskonalszych ludzi. Ciekawi mnie, czy będziesz tu może poruszał kwestię robotyzacji? Bo widzę, że Arkadyjczycy wykonują JAKĄŚ pracę, ale jak to leży w kontekście całego świata? To nie jest żadna uwaga, tylko moja ciekawość jak i jeśli to ugryziesz 😊
Gdzieś tam przewinęło Ci się „krytyczne” jako kalka z angielskiego.
Ogólnie rzecz biorąc jestem pod bardzo pozytywnym wrażeniem i bardzo chętnie zobaczę dalszy ciąg, bo widzę tu daleko idący plan i świat, który mnie złapał z linii startu. Kibicuję i pisz dalej!
It's not the end of the world, but you can see it from here.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1873
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Gwiezdne dziecko [+18]

Post autor: Kruffachi » 12 stycznia 2019, 17:56

Nie mam dużego doświadczenia z czytaniem Ciebie, a to, co czytałam kiedyś, to teksty dość już stare, więc możliwe, że będę chybiać z tym komentarzem, ale możliwe, że coś z niego dla siebie wyciągniesz.

Ponieważ właśnie słabo znam Twoje pisanie, nie mam pojęcia, na ile świadomie pewne rzeczy robisz. Co więcej widzę, że Coffee mnie wyprzedziła i pewne spostrzeżenia raczej się powtórzą. Zakładam – i mam wrażenie, że się nie mylę – że Aurorę budujesz bardzo świadomie i doskonale zdajesz sobie sprawę z odczuć, jakie może wywoływać w czytelniku. Może wręcz planujesz w tym względzie jakieś przełamanie, tego nie wiem. W każdym razie jest totalnie nieznośna. W swojej pierwszej scenie prezentuje trochę takiego luzu i niefrasobliwości i myślałam, że to będą cechy, które posłużą Ci do budowania sympatii do niej, ale szybko obróciłeś to początkowe wrażenie w nonszalancję, a potem było już tylko gorzej (gorzej w sensie sympatii do Aurory, absolutnie nie gorzej pod względem budowania postaci czy warsztatu jako takiego). Właściwie pokazuje się ona tylko ze słych stron – nawet kiedy postanawia pomóc Natalie, której instynktownie współczuję, zaznacza, że to dla niej gra i ja po prostu ani przez moment nie wierzę w jej dobre intencje. Prowadzi to między innymi do tego, że choć nie lubię zwykle postaci takich jak Biffy, w zderzeniu z nią to zdecydowanie on zbiera sympatę. Bo jest po prostu traktowany paskudnie i serio mi go żal, serio mu współczuję tej smyczy, która go trzyma w towarzystwie ludzi, którzy wyraźnie nim gardzą. Być może czymś sobie na to zasłużył, ale ja jeszcze o tym nie wiem i, no, szkoda mi go.
Ciekawy i bardzo udany moim zdaniem zabieg tu zresztą, bo o samym Biffym piszesz tak mimochodem, wspominasz tylko o jakichś reakcjach pojedynczych, ale to wystarczy, żeby w mojej głowie pojawił się wyraźny dysonans między tym, jak widzi go Aurora, a tym, jaki może być faktycznie. Nie wiem, jak zachowałby się w kwestii Natalie i może to absolutna racja, że wydałby ją bez zmrużenia oka, ale kiedy mówi o tym Aurora, to ja jej nie wierzę, bo widzę, że jest najzwyczajniej w świecie nastawiona negatywnie. Fajnie ten obraz wychodzi.
Tora i Nicholasa – będę szczera – nie odróżniam jeszcze od siebie i trochę mi się zlali w jedną postać, ale sądzę, że nie ma w tym niczego złego. W końcu był to dopiero pierwszy rozdział i to rozdział, w którym wprowadziłeś naprawdę sporo postaci. A ich funkcja w grupie była trochę podobna. Sądzę więc, że za jakiś czas nie będę miała najmniejszego problemu, żeby powiedzieć, czym się chłopaki różnią. Szkoda trochę, że Uma jest taką – na ten moment – trochę słodką idiotką z tła, ale, znów, wprowadziłeś naraz sporo postaci i siłą rzeczy ktoś musiał wylądować w pierwszym, a ktoś w trzecim rzędzie.
Zakładam też, że w pełni świadomie wykorzystujesz pewne klisze science fiction. Samo wykorzystanie kliszy (trzecia wojna światowa, orbitalna stacja dla najbogatszych, biedota i niepokoje na powierzchni, świadomy komputer sterujący ludzkością) nigdy nie jest dla mnie niczym złym. Wielu ludzi pisało o rozbitkach na bezludnych wyspach i wielu ludzi pisało o tajemniczych kosmitach wżerających po kolei członków załogi. Więc po prostu na razie czekam, co z tym zrobisz, acz pewien szczegół zwrócił moją uwagę – Cypel. Już widzę oczyma wyobraźni, jak dochodzi do zamachu i Cypel wraz z tymi wszystkimi kluczowymi ludźmi odpada od Arkadii i dryfuje w kosmosy ;) Nie wiem, czy to właśnie planujesz, ale z opisów aż bije taka możliwość i będę w sumie zdziwiona (niekoniecznie pozytywnie, nie wiem, może wymyśliłeś coś lepszego i się przekonam), jeśli jej nie wykorzystasz.
Ogólnie podczas czytania miałam wrażenie staranności. Owszem, były jakieś potknięcia, a część z nich to ewidentnie były potknięcia wynikające z przerabiania zdań, ale ogólnie napisane jest to bardzo starannie na wielu poziomach – konstrukcyjnym, literackim, warsztatowym i językowym. Narrację masz też sprzyjającą sf, klarowną i uporządkowaną, co umożliwia Ci czytelne przekazywanie dużej ilości informacji na małej przestrzeni.
Z drobiazgów czepnę się tej bluzki ocierającej o cycek… No nie, kobiece ciało działa tak tylko w reklamach i filmach z wyraźnym męskim adresem, normalnie przyjemność z noszenia bluzki, jaka by ona nie była, jest taka sama – jak zgaduję – jak z noszenia bielizny u faceta, czyli żadna, ot norma ;) *
Jestem bardzo ciekawa, usatysfakcjonowana i cieszę się, że wrzucasz :c[]:

* Widzę, że Coff też zwróciła na to uwagę. Może ma rację w swoich domysłach?
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
gantzerek
Posty: 79
Rejestracja: 19 marca 2012, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Gwiezdne dziecko [+18]

Post autor: gantzerek » 13 stycznia 2019, 16:21

Aa, ślicznie dziękuję Ci Coffee i Kruffo za poświęcony czas na czytanie i napisanie takich fajnych i bogatych komentarzy. Ogólnie bardzo mnie podbudowały i cieszę się, że się Wam podobało, jako piszący na nic więcej nie mogę liczyć ;)

Trochę zburzę chronologiczne odpisywanie na komentarze i zacznę od tych nieszczęsnych sutków :P
Coffee pisze:I czytało mi się fajnie, płynnie i ciekawie, po czym była scena z sąsiadką Aurory i rozmyślania o materiale przesuwającym się po sutkach. No witki mi opadły całkowicie po podłodze i zrobiłam sobie przerwę. Po przerwie co prawda doczytałam do końca i zaczęłam się zastanawiać, że może, oby, to jest zabieg budujący Aurorę jako absolutnie seksualną bestię, może jej w Akademii przeładowali hormony, może to ten rodzaj utopii, w którym o wszystkie potrzeby zadbano już tak bardzo, że z przyjemności ścigać można tylko seks – ale nawet wtedy ta scena tego nie mówi, nie sugeruje, tylko w pierwszej kolejności przypomina… no sorry, stereotypowe męskie pisanie kobiecych postaci. Chyba że wynikało z tego coś jeszcze, czego nie dostrzegłam.
Kruffachi pisze:Z drobiazgów czepnę się tej bluzki ocierającej o cycek… No nie, kobiece ciało działa tak tylko w reklamach i filmach z wyraźnym męskim adresem, normalnie przyjemność z noszenia bluzki, jaka by ona nie była, jest taka sama – jak zgaduję – jak z noszenia bielizny u faceta, czyli żadna, ot norma ;)
Jednym z takich trendów był powrót do bufiastych, półprzezroczystych koszul i bluzek, które klarownie prześwitywały w miejscach tam, gdzie skóra przylegała bezpośrednio do syntetycznego materiału. Z naprzeciwka szła właśnie sąsiadka z osiedla ubrana w taką bluzkę i Aurora odprowadziła wzrokiem jej delikatnie falujące w rytm chodu, sterczące piersi i lekko wydęte sutki koloru jasnej ochry. Zrobiło jej się przyjemnie jak wyobraziła sobie uczucie tego delikatnego ocierania się materiału o swoje własne piersi i w ciągu podniecających skojarzeń przypomniała sobie o Bernim Mauserze.
Celem tego fragmentu było trochę wspomnieć/ poruszyć kwestię pruderyjności i seksualności Aurory (i Arkadyjczyków w ogóle) - tego jak to by potencjalnie wyglądało za 100-120 lat w społeczności, która chce zerwać z przeszłością i błędami ziemskich przodków. Poza tym celem było też zrobić nawiązanie do Berniego Mausera, więc zbudowałem pewien ciąg skojarzeń. Może chciałem za dużo naraz, może nie na miejscu było nagłe wskoczenie w jej intymną perspektywę bez wcześniejszego poruszania intymności w ogóle. Mogło tez mi po prostu zabraknąć warsztatu.

Pewnie głównym problemem jest tutaj moja perspektywa. Przede wszystkim sam jestem mężczyzną, wiec mam męską perspektywę i na pewno jestem podatny na popadanie w męskie stereotypy ;) I jak pisałaś, Kruff, też nie jestem w stanie permanentnego podniecenia tylko dlatego, że noszę bieliznę :P
Postanowiłem to połączyć z pewną dotyczącą mnie kwestią, którą zasugerowałem się przy pisaniu tego fragmentu. Otóż mam pewną przypadłość; od najmniejszych lat nie przepadałem nigdy za fakturą zwykłych syntetycznych rajstop. Jechanie dłonią po nodze ubranej w takie rajstopy wywołuje we mnie uczucie podobne do tego, gdy skrobniesz na szkolnej tablicy własnymi paznokciami albo w mniejszym stopniu, gdy przy pisaniu po niej kredą wydobędzie się piszczenie. (wydaje mi się, ze fetysz rajstop sam w sobie opiera się nie tylko o doznania wizualne, ale też właśnie dotyk)
W oparciu o to wyobraziłem sobie, że ktoś mógłby mieć na inny rodzaj syntetycznego materiału podobną reakcję, ale być raczej z kategorii przyjemnych doznań, przynajmniej na początku, dopóki skóra się do niego nie przyzwyczai. Stąd nawet nie sam stymulujący bodziec ale jego wyobrażenie sobie, przechodzące płynnie w jakieś miłe wspomnienie z przeszłości było tematem tego fragmentu. Nie wziąłem tu pod uwagę założenia, że czytelnik nie musi mieć wcale mojej perspektywy i podobnych skojarzeń i kopnęło mnie to w tyłek :bag:
Przykro mi, że ten fragment zburzył Ci flow czytania, Coffee, kompletnie nie było to moim zamiarem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ułomność mojego przedstawiania pruderyjności za 100 lat bierze się też z tego, że dorastałem uwarunkowany w dosyć jednak pruderyjnej kulturze, gdzie eksponowanie ciała (chyba że sprowadzonego do roli produktu) nie jest powszechnie akceptowane. Nie mogę się też jednak zgodzić z tym, że Aurora jest jakąś seksualną bestią - nie jest też tak, że seksualność jest nieobecna w jej życiu - stanowi jakąś, wcale nie tak nieistotną jego część. Przynajmniej tak w zamierzeniu chciałem to oddać.

Postaram się przeredagować ten fragment, żeby nie usuwać kompletnie nawiązania, ale żeby też nie przerywał niepotrzebnie flow czytelnikowi. :)

Coffee pisze:budujesz przecież Aurorę z dużym rozmysłem. Jest absolutnie niesympatyczna i nie sposób jej lubić (okrucieństwo wobec Biffy’ego, arogancja w rozmowach, mocne tony ubermenschowe)
Kruffachi pisze:Zakładam – i mam wrażenie, że się nie mylę – że Aurorę budujesz bardzo świadomie i doskonale zdajesz sobie sprawę z odczuć, jakie może wywoływać w czytelniku. Może wręcz planujesz w tym względzie jakieś przełamanie, tego nie wiem. W każdym razie jest totalnie nieznośna. W swojej pierwszej scenie prezentuje trochę takiego luzu i niefrasobliwości i myślałam, że to będą cechy, które posłużą Ci do budowania sympatii do niej, ale szybko obróciłeś to początkowe wrażenie w nonszalancję, a potem było już tylko gorzej (gorzej w sensie sympatii do Aurory, absolutnie nie gorzej pod względem budowania postaci czy warsztatu jako takiego). Właściwie pokazuje się ona tylko ze słych stron – nawet kiedy postanawia pomóc Natalie, której instynktownie współczuję, zaznacza, że to dla niej gra i ja po prostu ani przez moment nie wierzę w jej dobre intencje.
No tak, postać Aurory tak sobie zaplanowałem, jej stosunek do innych ludzi, a zwłaszcza Ziemian są konsekwencjami tego kim jest, jaką pełni funkcję, skąd pochodzi i jak została uwarunkowana. Nie było ani nie jest jednak moim zamiarem zrobić postaci złej/negatywnej ani nawet, żeby główna bohaterka była tak naprawdę antybohaterką (w sumie żadnej z postaci nie planowałem ani nie chciałem ustawiać na osi dobra i zła), więc mam nadzieję, że nie pozostanie do końca w Waszych oczach tak jednoznaczna, bo ostatecznie nie chciałbym, żeby ktoś z tego powodu zarzucił czytanie. Ale oczywiście rozumiem waszą perspektywę, bo subiektywnie sam bym nie lubił Aurory :P

Przy okazji przedstawiłyście mi ciekawą dynamikę dotyczącą Biffy'ego, że w porównaniu z Aurorą wypada na postać, która budzi współczucie przez bycie tak traktowaną, chociaż sam też nie budzi sympatii. Nie planowałem świadomie takiej perspektywy, raczej pokazanie konsekwencji siedzenia we friendzone.
Kruffachi pisze:Zakładam też, że w pełni świadomie wykorzystujesz pewne klisze science fiction. Samo wykorzystanie kliszy (trzecia wojna światowa, orbitalna stacja dla najbogatszych, biedota i niepokoje na powierzchni, świadomy komputer sterujący ludzkością) nigdy nie jest dla mnie niczym złym. Wielu ludzi pisało o rozbitkach na bezludnych wyspach i wielu ludzi pisało o tajemniczych kosmitach wżerających po kolei członków załogi. Więc po prostu na razie czekam, co z tym zrobisz, acz pewien szczegół zwrócił moją uwagę – Cypel. Już widzę oczyma wyobraźni, jak dochodzi do zamachu i Cypel wraz z tymi wszystkimi kluczowymi ludźmi odpada od Arkadii i dryfuje w kosmosy ;) Nie wiem, czy to właśnie planujesz, ale z opisów aż bije taka możliwość i będę w sumie zdziwiona (niekoniecznie pozytywnie, nie wiem, może wymyśliłeś coś lepszego i się przekonam), jeśli jej nie wykorzystasz.
To znaczy tak, korzystam z tych klisz, ale nie mogę powiedzieć, że robię to ze świadomością, ze to jest klisza. Traktuję je bardziej jako motywy, które chciałem zawrzeć - zdaję sobie sprawę, że nie jest to jakoś bardzo innowacyjne, bo w końcu te motywy wielokrotnie już się przewijały, ale raz że w sumie to chciałem zrobić swój miks tych motywów i nie aspirowałem do nie wiadomo czego, a dwa, że jednak staram się trzymać realizmu "twardego" sf. Co do Twoich predykcji, to niczego nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć :P

Coffee pisze:Ciekawi mnie, czy będziesz tu może poruszał kwestię robotyzacji? Bo widzę, że Arkadyjczycy wykonują JAKĄŚ pracę, ale jak to leży w kontekście całego świata? To nie jest żadna uwaga, tylko moja ciekawość jak i jeśli to ugryziesz 😊
To jest dosyć ciekawa kwestia, generalnie w różnych miejscach w tym świecie technologia i jej wpływ na społeczeństwo nie jest wszędzie taka sama, w różnych miejscach rządzi się różnymi prawami i podlega różnym ograniczeniom. W takiej Arkadii automatyzacja jest oczywiście kluczową częścią gospodarki, ale nie jest też tak, że eliminuje kompletnie czynnik ludzki z funkcjonowania i zarządzania państwa-miasta. Specyfika jej udziału definiuje system gospodarczy i finansowy, ale też sam etos pracy i mentalność Arkadyjczyków w ogóle. (wiem, że to taka mowa-trawa, ale nie chciałbym niczego niepotrzebnie zespoilować).


Cieszy mnie, że podoba się Wam świat przedstawiony, a przede wszystkim, że ilość i stężenie informacji nie jest przytłaczające. Miałem co do tego poważne obawy, że się to będzie czytało bardziej jak glosariusz, niż opowiadanie, i bardzo mnie to podbudowało, że tak nie jest :)
Dziękuję za wszystkie wyrazy uznania, bardzo mnie to motywuje, żeby pocisnąć dalej!
Wiele dla mnie znaczy, jak ktoś, kto profesjonalnie zajmuje się korektą tekstów, mówi, że coś co zrobiłem jest starannie napisane :) (z drugiej strony trochę się obawiam tej poprzeczki, bo nie wiem czy uda mi się utrzymać to przez cały czas :bag: )

No ale przede wszystkim jaram się tym, że chcecie więcej :D :c[]: :fire:
"Life is not a problem to be solved, nor a question to be answered, life is a mystery to be experienced." - Alan Watts
Moje wypociny:

Awatar użytkownika
Aishikami
Posty: 26
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 14:03
Lokalizacja: Wrocław

Re: Gwiezdne dziecko [+18]

Post autor: Aishikami » 13 stycznia 2019, 17:33

Nie czytałam poprzednich komentarzy ani odpowiedzi (poza fragmentem o bluzce, bo nie chciałam pisać po raz n-ty o tym, jeśli już było ogarnięte), żeby się nie sugerować.

Moja pierwsza myśl była taka, że to jest dobrze, przyjemnie i przejrzyście napisane językowo. Podobają mi się opisy i zapoznanie z bohaterką. Wszystko jest takie niewymuszone, naturalne. Interakcje między bohaterami nie zachodzą w próżni, opisy są dobrze zrobione. Tekst mnie wciągnł.

Poniższe spostrzeżenia zapisywałam na bieżąco podczas czytania tekstu i są ułożone zgodnie z biegiem tekstu.

Te elektromagnetyczne szczypce to trochę taka nabita strzelba, jak się ją widzi, to się wie, że wystrzeli. A nawet jeśli nie wystrzeli, to tak trochę się wątpi w zmysł strategiczny architektów, że im nie wpadło do głowy, że wystrzelić może, w sposób dość spektakularny.

Trochę z klimatu wytrącili mnie Prawilni Arkadusi, jakoś nie pasuje mi to do tekstu, a przynajmniej do tekstu do tego miejsca, w którym się pojawili. Nie da się bowiem nie pamiętać o tym, jakie przynajmniej to pierwsze słowo ma konotacje obecnie, a Arkadusi brzmi trochę niepoważnie.

"Aurora miała już stanąć na jedną z zaparkowanych obok stacji elektrodesek" - miała stanąć na jednej albo miała wejść na jedną

Biedny Biffy.

Kiedy wprowadzasz nowe postaci, to trochę, jakby czytelnik miał ich już znać, np. "Nicholas, Robert Biffy i Tor z nieznajomą dziewczyną również podeszli." Dla mnie oni są wszyscy nieznajomi, i może warto byłoby poświęcić im chociaż kilka słów.

W pewnym momencie mamy do czynienia z tzw. skaczącą głową (Nicholas przejmuję pałeczkę bohatera, z którego ramienia oglądamy świat, kiedy udaje, że nie wie więcej o Olegu więc się wolał nie wypowiadać - w tym momencie, kiedy widzimy niejako co jest w głowie innego bohatera, to jemu oddajemy głos, na chwilę wewnątrz rozdziału).
Lepiej trzymać się zasady - jeden rozdział, jeden punkt widzenia.

Błotniaki i Gówniaki bardzo mnie rozbawiły. Ale za to "dobrodzieju" trochę mnie znowu wytrąciło, bo nagle poczułam, że jestem w fantasy karczmie, zamiast być w barze, w przyszłości, brzmi fajnie, ale niekoniecznie pasuje.

O Biffy też dostał na chwilę głos, kiedy go sparaliżowały sprzeczne sygnały, wyrywając palemkę "bohaterowania" tym razem Nicholasowi.

A ja myślałam, że piwo im zimniejsze tym lepsze, a im cieplejsze tym gorsze. (chociaż się nie znam, bo piwa nie pijam, więc mogę się mylić)

"Tuszę, że jest to dobry kompromis" - ponownie słowo tuszę gryzie mi się z kontekstem, w jakim zostało użyte.

Bardzo ładny opis likieru, ale słowo płyn zastąpiłabym słowem likier, ponieważ wiadomo co oni piją, przez co opisywanie tego jako jakiś płyn brzmi nieco sztucznie. (ale to taki drobiazg)

"Nie wiem co musiałbyś odjebać, bać się wejść do przybytków" - chyba wcięło "żeby"

W ostatniej części Aurora i Nicholas też wymieniają się głosem, to nie jest straszny grzech, ale wprowadza jednak pewne zamieszanie.

"Haralden złapał mocno za ramię dziewczynę o blond włosach." - Czyli Natalie? Czasami lepiej powtórzyć imię niż wpisywać opis, który może zmylić czytelnika, że chodzi o jeszcze kogoś innego.

"Powiedziałeś Nickowi, jaki jest plan?" - czy chodzi o to, co Aurora powiedziała Natalie? to czy Nick tego również nie słyszał, skoro Tor siedział obok niego, wyglądało na to, że słyszał, więc nie wiem co Tor miał mu przekazać. Jeśli chodzi o jakikolwiek inny plan, to nie mam pojęcia o jaki

Aurora tak właściwie to musi być geniuszem, że się domyśliła, że cała sprawa dotyczyła Natalie. Mnie to zaskoczyło. Zaskoczyło mnie też, że wystarczy na Natalie spojrzeć, żeby się domyślić co jest nie tak, pomimo iż Aurora musiała sprawdzić jej ucho, by się przekonać.

Kolejny fragment, który wybił mnie z sci-fi a wrzucił w fantasy to jak Aurora tak pięknie zamawiała "purpurową ambrozję", a ja zaczęłam się zastanawiać, skąd oni znają taki język.

Chociaż może się wydawać, że mam sporo zarzutów, to to są drobiazgi. Tekst jest dobrze napisany, czyta się go dobrze, i wciąga. Widać zbudowany świat, przemyślany, zarysy konfliktu, który ma szansę przerodzić się w coś większego. Są wojskowi, jest polityka, ale są też sprawy ludzkie, jak Natalie, wymagające podejmowania decyzji moralnych, a jednocześnie wymagające świadomości ryzyka. Są bohaterowie, szkoda, że nie wiem o nich więcej, ale są żywi, mają swój głos, swoje cechy, swoje role. Będę czekać na kolejną wstawkę!
*Nie mam własnej kultury, więc jem jogurt, aby mieć chociaż kulturę bakterii.*

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 98
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Gwiezdne dziecko [+18]

Post autor: Xanttis » 13 stycznia 2019, 20:03

Tło w tekście wygląda dosyć hm, tendencyjnie. Ziemia ledwo nadaje się do życia, napięte stosunki z Marsem i możliwość wojny, miasto w chmurach, ale uwagę przykuwają inne szczegóły. Bardzo, ale to bardzo mi się spodobał fragment, z konstrukcją windy kosmicznej. Ta konstrukcja wydawała mi się zawsze bez sensu, to jednak jej obraz w Twoim tekście ma chociaż inżyniersko większy sens niż trzymanie pionu :D. Szkoda jednak, że chodzi tylko o tą konkretną ;D bo piszesz, że "różniła się od tego typu konstrukcji". Niemniej super, gratki za uchwycenie i opisanie tego :fire: . Nawet jeśli wg mnie taka winda winda zbudowana na stałe jest bez sensu ^^

W tekście od początku są raz po raz techniczne wzmianki, ale całkiem zgrabnie napisane, przez co od początku wiem, że to rasowe science fiction, a nie space opera. I to w dodatku odświeżone, nowoczesne, na miarę XXI wieku :D posty, memy, grupy, portale społecznościowe. Bardzo mi się to podoba.
Tak samo ta technologia z gestami. Mega *___*. Masz wyobraźnię :c[]: :c[]: :c[]: (albo ja za mało czytam i nie wiem, że to już było XD )

Tak jak podejrzewałem, przy tych sutkach padną oskarżenia o stereotypowe pisanie kobiecych postaci przez facetów xD ale tak, mi też nie pasuje to do tekstu, trochę z dupy, mówiąc nieparlamentarnie :D. Ale czytając Twoje wyjaśnienie możliwe, że wystarczyło napisać to [edit] bardziej subtelnie.

Spotkanie bardzo swojskie xD widać, że to dobre ziomki. Ich niewybredny, bezpośredni język zbliża czytelnika do postaci.

Potem to się już tak wciągnąłem, że hej! Nie robiłem notatek, tylko wpadłem jak śliwka w kompot.
Czuję się jak totalny amator czytając ilości informacji jakie w tak świetny sposób przedstawiasz, i to informacji sensownych, ważnych dla całości. Pozamiatałeś. Ukłony.

Postaci wyraźne, dobrze zarysowane, każdą z łatwością sobie wyobrażam, może poza Torem. Trochę mnie wybiło nagłe wtargnięcie w tekst myśli Biffy'ego (jeśli dobrze zrozumiałem). Od początku śledzimy Knutsson, a tu nagle czyjeś inne myśli w środku akapitu. I w sumie nie było to jakoś szczególnie kontynuowane. W sensie zabrakło mi wyraźniejszego momentu przeskoczenia z jednej głowy w drugą. Chociaż zaczęcia od nowej linijki.
ALE. O ile na początku czytając tamten fragment nie powiązałem go z niczym, to później - po komentarzu Kruff - przypomniałem sobie o nim i mnie oświeciło. Bo generalnie już miałem pisać, że Aurora nie daje się lubić, ale Biffy to typ plastusia, na dodatek - jak mówiła o nim Aurora - z kijem w dupie. I takie "no właśnie, Aurora mówiła". Wróciłem do tego fragmentu, gdzie nagle pojawiają się myśli Biffy'ego, powiązałem z tym, że Biffy w czasie dekonspiracji Natalie był nieobecny i *pstryk* bingo! Mózg ... wiadomo co :D więc tym bardziej kolejny szacun za przemyślaną intrygę, którą plecie Aurora. Tylko, że właśnie, te jego myśli były tak wtrącone w tekst dla mnie, tak mnie wybiły z tropu, że o nich zapomniałem :facepalm: a były cholernie ważne. Może z resztą celowo i tylko ja taki głupi :bag:

Z drobnostek to wyhaczyłem:
Skoro barowa lada była tak długa, dlaczego stał przy niej tylko jeden barman? Trochę mnie to zdziwiło.

A z literówek:
"Odeszła od lamusa". A nie "do lamusa"?

"Chcą zrobić tam zrobić przewrót, "

Generalnie duże piwo :c[]: i czekam na dalszy rozwój wydarzeń, bo to bardzo ciekawy tekst
https://pl.pinterest.com/xanttis/
https://www.worldanvil.com/w/silaxis-sy ... is-xanttis

I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu. - Paulo Coelho – Alchemik
Jeśli mówisz prawdę, nie musisz niczego pamiętać. - Mark Twain
Ja tam wolę być nieszczęśliwy, niż pozostawać w stanie tej fałszywej, kłamliwej szczęśliwości, w jakiej się tu żyje. - Aldous Huxley - Nowy, wspaniały świat

ODPOWIEDZ