UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

Po co żyjesz?

Forumowy przybytek tematów różnych i z żadnym innym działem niezwiązanych.
Awatar użytkownika
Dr Drzewo
Posty: 26
Rejestracja: 17 października 2018, 08:43

Po co żyjesz?

Post autor: Dr Drzewo » 19 października 2018, 13:02

Żeby znów nie być posądzonym o monolog zadam same pytania.
Po co żyjesz? Po co tworzysz? Po co pracujesz? Po co się uczysz? itp itd.

Jestem bardzo ciekaw odpowiedzi, choć pewnie będziecie się bali. Wiem, wiem, marna prowokacja. Wybaczcie, wyszedłem z wprawy. Temat bardzo mnie nurtuje po prostu. Odkrywanie sensu w życiu było zawsze dla mnie priorytetem. W moim przypadku to 42. A dla Was?
"To dżuma, mieliśmy dżumę." Jeszcze trochę, a poproszą o ordery. Co to jednak znaczy - dżuma? To życie, ot i wszystko.

Awatar użytkownika
gantzerek
Posty: 77
Rejestracja: 19 marca 2012, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Po co żyjesz?

Post autor: gantzerek » 20 października 2018, 14:42

Po co żyję? Życie nie ma celu. Tak samo jak taniec, nie tańczysz w stronę jakiegoś celu, tańczysz, żeby tańczyć.

Po co tworzę? Bo lubię, bo tworzenie sprawia że czuję, że żyję, a nie egzystuję.

Po co pracuję? Żeby mieć pieniądze na realizację swoich podstawowych potrzeb życiowych, na sprzęt i potrzebne mi narzędzia do robienia rzeczy, a także żeby od czasu do czasu sprawić komuś miły prezent, żeby być materialnie niezależnym od innych ludzi, bo wiem, że oni nie biorą pieniędzy z powietrza tylko płacą za nie czasem swojego życia, które mają tylko jedno.

Po co się uczę? Żeby poznać więcej i wiedzieć więcej, mieć pełniejszy obraz świata, szersze horyzonty i lepiej robić rzeczy, dzięki którym czuję, że żyję i dzięki którym zarabiam pieniądze.


Pytanie, moim zdaniem dużo ważniejsze tutaj powinno brzmieć, po co Ty zadajesz te pytania? Co zamierzasz zrobić z odpowiedziami?
Odnoszę wrażenie, że tak naprawdę nie zadajesz ich po to, żeby usłyszeć odpowiedzi, a sama ich ogólnikowa specyfika jest irytująca dla ludzi w taki sposób, w jaki była irytująca dla mojej koleżanki z gimnazjum, kiedy miała okres, a ja w 2 klasie w poniedziałek na pierwszej lekcji pytałem się jej "Danka, czym jest dla Ciebie miłość?". Co miała mi odpowiedzieć? I co mi ta odpowiedź miała dać?
"Life is not a problem to be solved, nor a question to be answered, life is a mystery to be experienced." - Alan Watts
Moje wypociny:

Awatar użytkownika
Dr Drzewo
Posty: 26
Rejestracja: 17 października 2018, 08:43

Re: Po co żyjesz?

Post autor: Dr Drzewo » 21 października 2018, 13:31

Ujeee! W końcu. Pierwszy odważny. Zadaje pytania, bo chciałem zobaczyć czy ktokolwiek tutaj ma cokolwiek do powiedzenia. Wymieniać poglądami, a dzięki temu rozwijać się. Odpowiedź daje zrozumienie. To, że Ciebie pytania irytują nie oznacza, że irytują innych. Kto pyta nie błądzi. I tak, ja wiem, że dzisiejsze pokolenie już wszystko wie. Ale kłamstwo powtórzone 1000 razy nadal pozostaje kłamstwem.
Bardzo ładnie i konkretnie udzieliłeś odpowiedzi na każde z pytań.
Tylko, że jest kilka błędów logicznych. Uczysz się by poznać więcej, ale tańczysz dla samego tańczenia? Stwierdzenie, że życie nie ma sensu jest ekhem... możesz uargumentować? Akcja reakcja, taka Newtona informacja. Nic nie dzieje się bez przyczyny, każde ze stworzeń ma jakieś zadanie. Ale forma życia, która ma praktycznie największe możliwości, może robić co chce, od tak. Mógłbyś mi to wytłumaczyć?
Co do pracy. Jesteś zależny od innych, bo potrzebujesz pieniądza. A im więcej ich masz tym bardziej zależnym się stajesz.
Odpowiem na to jedno pytanie z mojego punktu widzenia. Ja pracuję, żeby rozwijać siebie, być pożyteczną częścią świata. Praca hartuje i uczy radzić sobie z problemami. Praca daje mi dostęp do jedzenia i noclegów. Praca również uczy i rozwija moje umiejętności, przez co staje się niezależny, bo sam umiem sobie poradzić. Zdobyć jedzenie między innymi, zdobyć to na co mam w danej chwili ochotę. Pieniądz jest pośrednikiem, nieistotnym. Kiedyś pomagając pewnej osobie w laboratorim, co swoją drogą było jednym z najciekawszych doświadczeń w życiu, dostałem od Niej samochód. Nie za hajs, za pracę. Za pracę zbudowane są domy. Nie z papieru. Wymiana barterowa można by rzec, Ona uczy współpracy. Bardzo ważna cecha społeczeństwa, której teraz nie ma. Każdy robi co chce. Coś za coś. Mając hajs, nie musisz pracować, hajs robi hajs. A praca jest najistotniejszą częścią życia, bo daje Nam satysfakcję i cel w osobistym życiu. Bo cel Życia, a to co ja chce robić, to dwie różne kwestie, ale bardzo ważne, by się pokładały. Moim celem życia nie może być stanie w opozycji co do Życia. Znaczy oczywiście, że może tylko, że wtedy zginę w męczarniach. Ot co, taka niby karma. Problemem jest też to, że inni mogą mi zaszkodzić. Swoim cynizmem budują rzeczy, które zatruwają mi świat w imię rozwoju, który jest niczym innym jak zniewoleniem. To, że nie biją Nas batem nie znaczy, że nie żyjemy w niewoli. Tylko trzeba myśleć, żeby to dostrzec. A Ty jesteś na dobrej drodze, bo również zadajesz pytania.
I proszę o wytłumaczenie pierwszego punktu, bo jak się zastanowisz, to zaprzeczasz sam sobie później.
"To dżuma, mieliśmy dżumę." Jeszcze trochę, a poproszą o ordery. Co to jednak znaczy - dżuma? To życie, ot i wszystko.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1833
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Po co żyjesz?

Post autor: Kruffachi » 21 października 2018, 13:40

Sądzę, że przede wszystkim odpowiedziałeś na pytanie gantza o to, po co pytasz ;) Po to, by podzielić się z nami swoją wizją i wytknąć "błędy logiczne" w cudzych ;) Dość typowa postawa dla neofity i dowód, że "I tak, ja wiem, że dzisiejsze pokolenie już wszystko wie". Swoją drogą, o które pokolenie chodzi?
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Dr Drzewo
Posty: 26
Rejestracja: 17 października 2018, 08:43

Re: Po co żyjesz?

Post autor: Dr Drzewo » 21 października 2018, 14:40

Najlepszą obroną jest atak. Sprytnie. Gdyby ich nie było to bym nie wytknął. Logiczne co nie? Dlatego poprosiłem o głębsze wyjaśnienie, bo może czegoś nie zrozumiałem.
Niestety muszę zasmucić, bo nie odkryłem żadnej wiary, a wręcz przeciwnie staram się zaprzeczać każdej. Dlatego wypytuje co inni widzą we wszystkim, bo pozwoli mi to przejrzeć na oczy może.
I chodzi o pokolenie w okolicach 2000roku. Tak zwani słodcy milenialsi. To nie ja mam postawę, że wiem czy życie ma sens czy nie, to nie ja mówię tak jest i już, bez argumentacji. Ale chyba intelektualiści i artyści to wiedzą, że zdanie trzeba uargumentować. A argument ma siłę kiedy się myśli i patrzy z wielu punktów widzenia, nie tylko ze swojego. Dlatego pytanie i poznanie wielu odpowiedzi pozwala ustalić swoje zdanie w temacie.
I prosił bym o nie offtopowanie, tylko odpowiadanie w temacie. Ale tego twórcom regulaminu chyba mówić nie trza.
PS: Dodam jeszcze, że właśnie milenialsi mają w zwyczaju definiować ludzi, całą ich złożoną osobowość, jednym wyrazem.
"To dżuma, mieliśmy dżumę." Jeszcze trochę, a poproszą o ordery. Co to jednak znaczy - dżuma? To życie, ot i wszystko.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1833
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Po co żyjesz?

Post autor: Kruffachi » 21 października 2018, 14:59

Ależ ja się nie mam przed czym bronić XD No, przynajmniej dotąd nie dostrzegałam w poście ataku, ale może powinnam go jeszcze raz uważniej przeczytać, skoro sugerujesz, że jest atakiem.

Druga kwestia - cieszę się, że ustaliliśmy, że nie należymy do tego samego pokolenia.

Trzecia - gdybyś jednak przeczytał regulamin, zauważyłbyś, że stoi tam: "- szerzenie offtopu ponad miarę;", co nie zachodzi, ponieważ odnoszę się do dyskusji. A to, że trochę w wymiarze meta? Tak to bywa w rozmowach.

Czwarta - neofitą można być różnym, choćby i drzewnym ;)

Wreszcie - mogłabym odpowiedzieć na Twoje pytania, ale uważam, że to bez sensu. Wybrałam bycie osobą wierzącą, więc założenia religii stanowią dla mnie punkt odniesienia przy konstruowaniu interpretacji świata, ale Ty taką postawą z gruntu gardzisz, co dałeś parokrotnie do zrozumienia, więc nie sądzę, żebyśmy mieli się zrozumieć, i nie sądzę, żeby moje spojrzenie miało się spotkać z szacunkiem.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Dr Drzewo
Posty: 26
Rejestracja: 17 października 2018, 08:43

Re: Po co żyjesz?

Post autor: Dr Drzewo » 21 października 2018, 16:48

Tak jak mówiłem. Sprytnie.
Odwracanie kota ogonem, łapanie za słówka, milenijne podejście. I tak powstaje offtop, ale cóż, tak to jest czytać, ale nie rozumieć.
Zaprzeczać, a gardzić, to dwie kompletnie różne kwestie. Podważam każde zdanie, bo to obowiązek każdego człowieka w miarę myślacego. W miarę, bo za chwilę zostanę uznany, że się wymądrzam. Nie przyjmuje niczego za pewnik i nie idę przed siebie z klapkami na oczach.
I to zabawne, bo żaden ze mnie wróżbita Maciej, żeby wiedzieć, czy spotkam się z szacunkiem czy nie. Jak na razie Ty tutaj wyzywasz mnie od neofitów. Ja Was nie szufladkuje. Nie oceniam. Mówię, że brak argumentów tylko. I z każdym postem to potwierdzasz. Bez sensu, to jest pisanie nie na temat.
Może inaczej. 2 + 2 = 5. Bo tak. Tak jest, bo ja tak powiedziałem. Tak wygląda Wasza postawa. A jak proszę o jakieś uzasadnienie, to lanie wody. Wiem, że ładnie składacie słowa, tylko po co?
Ja bym odpowiedział, a Wy się czujecie urażeni. Bo jakiś typ w necie śmiał zapytać "po co piszesz?". A podobno to ja mam problemy z osobowością. Swoją Sobą ju mejk maj dej ;)
"To dżuma, mieliśmy dżumę." Jeszcze trochę, a poproszą o ordery. Co to jednak znaczy - dżuma? To życie, ot i wszystko.

Awatar użytkownika
gantzerek
Posty: 77
Rejestracja: 19 marca 2012, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Po co żyjesz?

Post autor: gantzerek » 21 października 2018, 17:32

To, że Ciebie pytania irytują nie oznacza, że irytują innych.
Mnie pytania nie irytują, tylko zadawanie takich aksjologicznych pytań bez kontekstu (nad którymi filozofowie głowią się od zarania dziejów), jest po prostu jałowe, bo i co ma człowiek zrobić z taką bezprzedmiotową odpowiedzią? To jak zadawanie nieskończenie ważnego pytania "dlaczego rzeczy są rzeczami" - siła i waga takiego pytania zależy prawie wyłącznie od kontekstu w jakim ono jest zadawane.
I tak, ja wiem, że dzisiejsze pokolenie już wszystko wie.
Brzmi to wyjątkowo arogancko, spłyca i wrzuca w szufladkę jednego stereotypu tak niesłychanie złożone zjawisko jak perspektywa całego pokolenia (jakiego? którego?)
Ale kłamstwo powtórzone 1000 razy nadal pozostaje kłamstwem.
Oczywiście nie dowiemy się o jakie kłamstwo dokładnie chodzi.
I chodzi o pokolenie w okolicach 2000roku. Tak zwani słodcy milenialsi. To nie ja mam postawę, że wiem czy życie ma sens czy nie, to nie ja mówię tak jest i już, bez argumentacji.
Czy to pokolenie urodziło się w latach 2000 +? Posiłkując się definicją z Wikipedii Milenialsi, czyli pokolenie Y obejmuje pokolenie ludzi urodzonych między 1980 a 2000 rokiem, zdajesz sobie sprawę jak kolosalna różnica jest w mentalności ludzi urodzonych przed Stanem Wojennym, tym którzy urodzili się (jak np ja) w wolnej Polsce w 1990 roku, a tymi w okolicach przełomu tysiąclecia, którzy dorastali już wśród powszechnej obecności tabletów i Internetu? Do czego się ta słodkość ma odnosić?

I mówisz, że to nie Ty mówisz, tak jest i już, bez podawania argumentacji? Chyba musisz być millenialsem :zaslonka:
Tylko, że jest kilka błędów logicznych. Uczysz się by poznać więcej, ale tańczysz dla samego tańczenia? Stwierdzenie, że życie nie ma sensu jest ekhem... możesz uargumentować? Akcja reakcja, taka Newtona informacja. Nic nie dzieje się bez przyczyny, każde ze stworzeń ma jakieś zadanie. Ale forma życia, która ma praktycznie największe możliwości, może robić co chce, od tak. Mógłbyś mi to wytłumaczyć?
Stwierdzenie, że życie nie ma sensu

:what:
Napisałem, że życie nie ma celu, a to duża różnica. Cel jest na końcu drogi, która do niego prowadzi, w przemieszczeniu się z punktu A do B, celem jest osiągnięcie punktu B. Życie nie ma celu, bo celem życia jest przeżycie go samo w sobie, tak jak celem tańczenia jest sam taniec, a nie ostateczny ukłon pod jego koniec. Posługując się metaforą Alana Wattsa (z której zaczerpnąłem koncepcję tańca), życie jest muzycznym eventem, w którym chodzi o to, żeby tańczyć do muzyki, czyli żyć, a nie skupić się na celu (np. pójście do Nieba po śmierci w teologicznej wykładni) - życie jest tu i teraz i jest najważniejsze.

Stwierdziłeś, że jest kilka błędów logicznych, jeden już wyjaśniłem, nie wiem gdzie jest reszta.
Nic nie dzieje się bez przyczyny, każde ze stworzeń ma jakieś zadanie.

Jedna część tego zdania prezentujesz jako aksjomat, chociaż jest tak na lokalnym poziomie, w kosmologicznej skali ten askjomat wymięka na wytłumaczeniu "jaka była przyczyna powstania wszechświata". Druga natomiast to twoja opinia, której nie raczyłeś rozszerzyć i osadzić w kontekście, od którego zależy, czy będzie zgodna z ludzkim pojmowaniem rzeczywistości, czy tylko doklejaniem do rzeczywistości wydumanego ludzkiego pitu-pitu, że "o, zadaniem istot żywych jest np. rozmnażanie się - bo ja, samoświadoma istota żywa tak mówię, więc tak jest".
Ale forma życia, która ma praktycznie największe możliwości, może robić co chce, od tak.
Nie widzę tutaj, nomen omen, związku przyczynowo skutkowego, który spoiłby twoją poprzednią wypowiedź w spójną ciągłość.
Co do pracy. Jesteś zależny od innych, bo potrzebujesz pieniądza. A im więcej ich masz tym bardziej zależnym się stajesz.
Jestem niezależny od ludzi, którzy do pewnego momentu mnie utrzymywali, wydawali swoje pieniądze na zaspokojenie moich potrzeb. Wchodzisz w sferę bycia zależnym od pieniądza i ogólnie jego naturą, a nie bycia zależnym materialnie od innych ludzi.
Odpowiem na to jedno pytanie z mojego punktu widzenia. Ja pracuję, żeby rozwijać siebie, być pożyteczną częścią świata. Praca hartuje i uczy radzić sobie z problemami. Praca daje mi dostęp do jedzenia i noclegów. Praca również uczy i rozwija moje umiejętności, przez co staje się niezależny, bo sam umiem sobie poradzić. Zdobyć jedzenie między innymi, zdobyć to na co mam w danej chwili ochotę. Pieniądz jest pośrednikiem, nieistotnym. Kiedyś pomagając pewnej osobie w laboratorim, co swoją drogą było jednym z najciekawszych doświadczeń w życiu, dostałem od Niej samochód. Nie za hajs, za pracę. Za pracę zbudowane są domy. Nie z papieru. Wymiana barterowa można by rzec, Ona uczy współpracy. Bardzo ważna cecha społeczeństwa, której teraz nie ma. Każdy robi co chce. Coś za coś. Mając hajs, nie musisz pracować, hajs robi hajs. A praca jest najistotniejszą częścią życia, bo daje Nam satysfakcję i cel w osobistym życiu. Bo cel Życia, a to co ja chce robić, to dwie różne kwestie, ale bardzo ważne, by się pokładały. Moim celem życia nie może być stanie w opozycji co do Życia. Znaczy oczywiście, że może tylko, że wtedy zginę w męczarniach. Ot co, taka niby karma. Problemem jest też to, że inni mogą mi zaszkodzić. Swoim cynizmem budują rzeczy, które zatruwają mi świat w imię rozwoju, który jest niczym innym jak zniewoleniem. To, że nie biją Nas batem nie znaczy, że nie żyjemy w niewoli. Tylko trzeba myśleć, żeby to dostrzec.
Okej. Fajnie, że masz etos pracy i wykminioną jej rolę w życiu. Pewnie to chciałeś usłyszeć/przeczytać.
Pieniądz jest bardzo ważnym wynalazkiem, ale jest tylko abstrakcyjnym wskaźnikiem, na dodatek sterowanym przez spekulację, będącym reprezentacją długu i skonstruowanym tak, że funkcjonuje tylko w oparciu o systematyczny spadek swojej wartości. I tak, pieniądz jest współczesnym narzędziem zniewolenia, ale w świecie zawody i profesje stały się zbyt wyspecjalizowane, żeby można było dokonać wymiany wszystkiego za wszystko w oparciu o barter. Co możesz zaoferować za kolektywną pracę (fizyczne wydobycie wszystkich surowców potrzebnych do wytworzenia podzespołów, ich stworzenie, i zmontowanie - i intelektualne stworzenie oprogramowania, a także dekad rozwoju teorii i koncepcji naukowych, które to umożliwiły) tysięcy osób i w jaki sposób chcesz im to przekazać, żeby dokonać barteru za taki np komputer, na którym napisałeś niniejszego posta?
A Ty jesteś na dobrej drodze, bo również zadajesz pytania.
Tak, tak, jestem na dobrej drodze do wyjścia z Matrixa, dołączę do twojej oświeconej osoby, tak bardzo oświeconej, że aż odnoszę wrażenie, że zaślepionej w arogancji swoim oświeceniem. ;/
PS: Dodam jeszcze, że właśnie milenialsi mają w zwyczaju definiować ludzi, całą ich złożoną osobowość, jednym wyrazem.
np jak Ty w tym samym zdaniu zdefiniowałeś kogoś jako milenialsa?
"Life is not a problem to be solved, nor a question to be answered, life is a mystery to be experienced." - Alan Watts
Moje wypociny:

Awatar użytkownika
Alrune
Posty: 111
Rejestracja: 29 czerwca 2013, 13:02

Re: Po co żyjesz?

Post autor: Alrune » 21 października 2018, 17:54

Po przeczytaniu pierwszego posta i kolejnych w dyskusji naszło mnie parę myśli.

Pierwsze: nie wszyscy mają taki sam pogląd na różne sprawy. I wiecie co? To jest z jednej strony fajne. Ale, no właśnie jest to "ale", tak jak Kruff zauważyła - lepiej jest, kiedy mam inne zdanie, ale szanuje drugą osobę o odmiennej opinii od mojej, mimo że mogę się z nią nie zgadzać.

Drugie: podważanie wszystkiego. Człowiek uczy się całe życie, a i tak umiera głupi - gdzieś takie coś słyszałam. Można podważając jakieś z góry przyjęte przez sporą ilość osób rzeczy. Nikt nam tego nie broni. Ale moim zdaniem nie wszystko można w miarę logicznie uzasadnić. Znaczy swoje podważanie. Niektóre rzeczy, czy czynności ciężko zrozumieć u drugiej osoby. Niektóre zachowania, takie jak wiara (do wiary nic nie mam i teoretycznie zostałam wychowana w wierze katolickiej, ale nie jestem związana z Kościołem), są w pewien sposób wpajane w pewnym wieku dzieciom i po prostu zostają tam, gdzie chcieli inni. Oczywiście nie zawsze tak jest. Wszystko zależy od danego człowieka.

Trzecie: pokolenie milenijne. Nie wiem za bardzo o ile lat przed 2000 rokiem jest mowa, bo nie wiem czy zostałabym zakwalifikowana do nich, a tym samym zmieszana z błotem w pewien sposób. Ciężko na podstawie daty urodzenia określić jaka dana osoba jest, bo urodziła się w takim i takim pokoleniu. Fakt, widać pewne różnice, ale raczej mówiłabym tu o pokoleniu po moim pokoleniu (w sensie dzieci osób z mojego pokolenia), ewentualnie moje pokolenie i pokolenie dziadków lub rodziców. Tak całkowicie odchodząc od tematu, ale trzymając się "pokolenia", czytałam w liceum artykuł na angielskim o "pokoleniu kciukowców". Ciekawy był.

I teraz przechodzę do odpowiedzi na pytania.

Po co żyję? Ciężko powiedzieć. Sama na świat się nie pchałam. Zostałam zmajstrowana, a później poszło już z górki i nie miałam za wiele do powiedzenia. Po prostu się urodziłam. Bardziej chyba właściwym pytaniem w tym miejscu byłoby pytanie o sens życia. I to kolejne rozważanie by się nasunęło, bo sensem może być wszystko.

Najłatwiej byłoby powiedzieć, że sensem życia jest robienie czegoś co jest niezbędne do tego życia. Tylko no właśnie, co jest niezbędne do życia? Pomijam tlen, bo to oczywiste. Każdy z nas musi pracować, chyba że jest dzieckiem miliardera to wtedy nie musi, żeby żyć (ewentualnie dziecko rok w rok i cyk 500 plus [to żart]). Jak to się mówi " jeść musi każdy a musi mieć za co". Ale nie samą pracą człowiek żyje, podobno.

Jedna osoba kiedyś mi powiedziała, że człowiek niewierzący w nic jest jak zwierze, zaspokajające tylko swoje podstawowe potrzeby. Więc idą za tymi słowami może wiara mogłaby być tym "sensem życia". Wiara w bardzo szerokim rozumieniu, niesprecyzowana i do niej można zaliczyć też podejście podważające wszystko (bo wydaję mi się, że to byłaby wiara w to, że może być inaczej niż jest i trzeba to udowodnić).

Nauka też może być sensem życia i można się uczyć dla samej wiedzy. Bo przecież ucząc się cały czas człowiek się rozwija, czyli rozwój byłby tutaj sensem. Bo padło pytanie po co się człowiek uczy. Można się też kształcić, douczać, aby zdobyć coś, albo doświadczenie, a co za tym idzie np. lepszą pracę. Wszystko zależy od człowieka.

Po co tworzę/piszę? Bo mam natrętne myśli, które muszę spisać, ale którymi nie zawsze chcę się dzielić, więc trafiają do szuflady. A tak ogólnie: proces twórczy też może być sensem życia. Są osoby, które jedno, nazwijmy to, dzieło tworzą przez całe życie i ono jest najważniejsze dla nich.

I tak na koniec: to że ktoś nie zadaje pytań nie oznacza, że jest debilem i bezmózgiem. Może po prostu nie chce wtrącać się albo nie ma ochoty na dyskutowanie. Swoje może myśleć i robić, prawda?

I takie pytanie na samiutki koniec do Dr Drzewo: odpowiesz na zadane przez siebie pytania czy raczej inni muszą się produkować, a Ty łaskawie opierniczysz ich wszystkich? I nie, nie atakuję Cię. Tylko chcę uzyskać odpowiedź.

Awatar użytkownika
Dr Drzewo
Posty: 26
Rejestracja: 17 października 2018, 08:43

Re: Po co żyjesz?

Post autor: Dr Drzewo » 24 października 2018, 13:59

Gantzarku napisałem nie dla uznania, ale po to by pokazać, że pracować wcale nie trzeba po pieniądze. Z reguły jak mówię, że hajs mnie nie interesuje, to spotykam się ze stwierdzeniem, że ciekawe za co żyję. Normalnie.
Druga sprawa przeczytaj post Alrune. Można normalnie? Można. Łapanie za słówka i cytowanie to jest dewiza milenialsów.I tak, to bardzo złożone pojęcie. Każde zdanie jest wyrwane z kontekstu i nie odnosi się do całości. Przeczytaj całość to zrozumiesz wszystko co napisałem.
I nic nie wyjaśniłeś. Przedstawiasz swój punkt widzenia, że życie nie ma sensu (synonim słowa bez celu). Jestem tu tylko po to żeby przeżyć? Ptaki roznoszą nasiona, pszczoły zapylają rośliny, które mogą dawać tlen, woda pobudza martwą chemię coby zaminiła się w żyjącą biologię. Przykładami mogę sypać dalej, ale mam nadzieję, że rozumiesz. Ale ja człowiek, mogę żyć dla samego życia? Nie kupuję tego tłumaczenia. Moim zdaniem żyjemy żeby zadbać o tą planetę. Jesteśmy tylko Jej częścią, stworzoną po coś jak każde żyjątko na niej. Rozmnażanie służy tylko do przedłużenia gatunku, ale celem samym w sobie chyba nie jest.
Gdyby pieniądz był ważnym wynalazkiem, byłby bardziej hmmm... niezależny. Nie wiem jak mam to napisać. Pieniądz drukuje pewna grupa ludzi i ona decyduje, czy jest ich za dużo, czy za mało. Patrz większość kryzysów ostatnich lat. Czemu twór taki jak pieniądz nie należy do ogółu kraju, jako zawartość skarbca? Pieniądz już dawno temu nie jest pokryty żadnym kruszcem. To cyferki w tabelkach, tyle, że te cyferki często gęsto oznaczają również ludzi, mniej lub bardziej potrzebni. Tak jak piszesz, żeby był komputer, ktoś musiał coś wydobyć, później ktoś musiał coś napisać, później ktoś musiał zbudować kompa, później ktoś go przewiózł. Każda część jest istotna, jednej nie było by bez drugiej. Spróbuje wyjaśnić to na podstawie przykładu: Ja siedzę w koparcę. Super umiejętności itp itd Ziomek siedzi w dole, niby zerowe umiejętności bo dzierży tylko szpadel. Ale ja w dole nic nie widzę, On musi tam być. Bez niego nie wykonam pracy. Czemu więc On ma dostać mniej hajsu za pracę? A może mistrzowsko opanował łopatę? To, że ja chcę jeździć w koparce nie znaczy, że ktoś kto chce robić chleb jest niepotrzebny. Za każdą pracę można się dogadać. Nie musi być nawet barteru, to że chcesz jeść, pracować, spać to potrzeba każdego człowieka. Z tego powodu wolałbym pracować nad systemem, który to zapewnia. Na chwilę obecną mamy system, który potrafi ciężką pracę ukarać, a cfaniactwo wybić na piedestał.

A teraz grzecznie odpisuje Alrune. Dziękuję, że umiesz prowadzić dyskusję. Za odmienne zdanie się nie obrażasz i nie atakujesz. Miło, że ma tu ktoś w końcu coś do powiedzenia. (Tak to taka mini prowokacja do reszty).
Pokolenie milenijne nazywam bardziej stanem umysłu, bo i dużo starsze osoby poznałem z takimi farmazonami w głowie. A i dużo młodsze ode mnie, które mają zerową pozę roszczeniowo-wszystko wiedzącą. Więc breszkę sobie robię z każdej definicji, tym bardziej z wikipedi. Byłem nazwany neofitom, musiałem się odgryźć i zobacz jakiego bakcyla załapali XD
Co do samego podważania. Wiesz, doświadczenie mnie nauczyło, że warto podważać nawet swoje zdanie i to najlepiej kilkukrotnie. Jak nie masz przynajmniej 5 argumentów, to nie warto isć w danym kierunku. Bo co jest dobrem, a co złem? Gdzie ta granica? Nie raz zauważyłem, że dobre rzeczy prowadziły, do złych i na odwrót. Jak to się mówi "piekło wybrukowane jest dobrymi intencjami". I wiara jest istotna, ale mimo wszystko można wiele z ich aspektów uzasadnić. Czytałem na przykład "Biologię śmierci" Lyalla Watsona. Ziomek przez 30 lat studiował śmierć i podważył każdą Jej definicję. Co daje mi dużą podstawę do sądzenia, że śmierć jest tylko etapem Życia, a nie jego końcem. Co dalej, nie mam pojęcia. Tutaj wierzę w kilka konceptów, natomiast wydaje mi się, powtarzam Wydaje mi się, śmierć to tylko etap. Na moim ciele każdego dnia coś umiera, żebym ja mógł żyć dalej. Śmierć w lesie użyźnia całą glebę i jest istotną częścią. Odkrycie tego roku bodajże, to czarna dziura paruję, czyli coś w niej jest. Nie ma pustki samej w sobie. Nie ma czegoś takiego w naturzę jak nic. A jeśli jest proszę o oświecenie. Odbiegłem jak zwykle od tematu. Chodzi o to, że nawet wiarę można uargumentować. Stwierdzenie wierzę, bo tak uwłacza człowiekowi, a już na pewno artyście.
A co do samych pytań to odpowiem w maksymalnym skrócie, bo i tak się już rozpisałem. Mogę jakoby co, pogłębić odpowiedzi na życzenie.
Po co żyje? Traktuje pytanie jako Ja, a nie jako sens życia, wcześniej trochę już o tym popisałem. Żyję, żeby doświadczyć wszystkiego, poznać i poczuć wszystko co mnie otacza. Dobre jak i złe rzeczy również. Tylko wtedy będę mógł je skatalogować. Dużo rzeczy na drodze życia okazało się dobrymi, a zaczynało od cierpienia. I na odwrót. I poznać odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Kim jestem i dokąd zmierzam?
Po co uczę się? Żeby rozwijać swój umysł i znajdywać odpowiedzi. Żeby zdobyć potrzebne w teorii doświadczenie. Nigdy nie wiadomo co się może przydać, dlatego przyjąłem drogę humanisty. Chcę rozszyfrować człowieka. Poznać wszystko co z Nim związane. Przypominam, że matematykę na poziomie podstawowym, to również zadanie humanisty. Dużo razy spotkałem się z określeniem, że nie radzę sobie z matmą to zostanę humanistą. Nic bardziej mylnego.
Po co pracuję? Żeby zdobytą wiedzę przekuć w umiejętności. Doświadczenie pozwalające radzić sobie w życiu. Żeby hartować swoje ciało. Jestem ciekaw co dużo osób zrobi z pieniążkami jak wybuchnie kolejna wojna. Albo jak nadejdzie jakaś katastrofa ekologiczna. Wolę nauczyć sobie radzić bez nich, a wszelkie prace mnie tego uczą. Jak wytwarzać jedzenie, jak budować dom, jak zrobić broń do obrony domu i często gęsto do zdobycia jedzenia. Żaden etos, po prostu zwykłe zrozumienia słowa niezależny. Życie nauczyło, że im więcej pieniędzy tym większe problemy i większe mendy do okoła Ciebie.
Po co piszę? Mam tak zwaną korboksylozę głowy, czyt: słyszę rzeczy, których nie powinienem i to mi pomaga sobie z tym radzić to raz. Dwa chcę dzielić się doświadczeniem, coby inni takich samych błędów nie popełniali. Lubię mówić do społeczeństwa, bo nie raz dzięki temu co sam wysłuchałem stałem się mądrzejszy. Jeśli ktoś moją paplaninę uważa jako atak, to gratuluję, wygrałeś prawdopodobnie popsute zdrowie w przyszłości. A na co komu stres i nerwy? Nigdy nie przegadałem człowieka, który ma coś do powiedzenia. I Alrune aż się miłą czyta. I piszę dla samej frajdy tworzenia wszechświatów. Nigdy nie chciałbym na tym zarabiać, stałbym się zależny od innych, czy sprzedam, czy nie? Pracuje żeby żyć, piszę dla zabawy i przekazaniu swoich myśli.
A na koniec do Twojej końcówki. Niestety nie mogę się zgodzić. Trzeba nauczyć się wtrącać. Rrozumiem, że jak się czegoś nie wie, to lepiej posłuchać. Wychodzę z założenie, że "lepiej milczeć i sprawiać pozory głupca, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości". Ale Życie nauczyło, że często gęsto Ci co dużo mówią, podejmują decyzję, które odbijają się później na Nas. Musimy nauczyć się mówić. Wtrącać swoje i dawać czasem do pomyślunku innym. I nie chce dyskutować na forum pisarskim? Przykro mi, ale nie przyszedłem tutaj łechtać swojego ego, nie potrzebuję komplemencików. Nikt nie musi mi dać pozwolenia na pisanie. Przyszedłem tutaj, bo myślałem, że znajdę ludzi, którzy pragną odcisnąć swój znak na świecie. Będą pragneli przekazać światu lepszą wizję świata, a nie dostosować się do panujących schematów. Schematów, które krzywdzą masę ludzi. Kiedyś spotkałem w blablacarze ziomka co powiedział "Kapitalizm jest najlepszy. Niby minusem jest wyzysk, ale..." Więc zapytałem "Czy byłeś kiedyś wyzyskany?". "No nie, ale...". Więc to ale będę bił słowną maczetą. Jestem pacyfistą, nic więcej nie mogę. Jestem też przeciwko pisaniu nic nie znaczących historyjek, które później niszczą drzewa, żeby znaleźć się na półkach w sklepach. Nie jesteśmy pierwszą cywilizacją na tej planecie, miłoby było być ostatnią. A czuję, że będziemy kolejni z wielu. Jak zwykle.
"To dżuma, mieliśmy dżumę." Jeszcze trochę, a poproszą o ordery. Co to jednak znaczy - dżuma? To życie, ot i wszystko.

ODPOWIEDZ