UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

Gdzie stoi literatura?

Miejsce dla wszelkich poradników i pytań związanych z procesem twórczym, pogaduch o pisaniu, czytaniu i komentowaniu.

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 81
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Gdzie stoi literatura?

Post autor: Xanttis » 19 października 2018, 00:30

Naszło mnie dzisiaj pewne przemyślenie. Otóż gdziekolwiek się nie zajrzy za poradami dla pisarzy czy ogólnie storytellerów, scenarzystów itp. to jest tam o tym, by każdy charakter miał własny cel, ambicję, był wykreowany w pełni, oddychał, był niemal jak żywa postać, a nie jak kawałek kartonu postawiony na scenie, no i oczywiście najlepiej, by był nietuzinkowy. Zatem - przynajmniej ja - spędzam całe dnie biernie myśląc i czynnie opisując kolejne postaci, układając wszystkie elementy historii ich życia, zachowania, analizując ich wpływ na całość powieści, co przypomina historię pewnego Syzyfa i jego kawałka skały.
Jednak jeśli przyjmiemy, że za wartość książki odpowiada nie tylko jej styl, ocena krytyków, ale także opinia czytelników i ilość sprzedanych kopii dzieła, to okazuje się, że postacie w bestsellerach (i to samo tyczy się również filmów i gier) są wręcz zawsze sztampowe i kliszowe, podobnie jak opowiadane historie. Zmienia się tylko tło, czas historii, elementy świata przedstawionego i niuanse związane z tym, czy powieść jest space operą, czy fantasy, czy może dzieje się w całkiem "nudnym" świecie jak nasz. Odnoszę wrażenie, że w przeważającej ilości dzieł postacie są płaskie i płytkie. Albo są narzędziem do przedstawienia jakiejś historii, albo spełniają funkcję wypełnienia luki w drodze głównego bohatera, a i tak ludzie zaczytują się na amen (lub oglądają w tv z wypiekami na facjatach) o kolejnych historiach i postaciach z różnych książek nie różniących się jedna od drugiej niczym istotnym. Prawie zawsze w najgłośniejszych czy najbardziej udanych - jak się przyjęło mówić - dziełach, główny bohater mówi sobą "robię tylko to, co trzeba zrobić". W czołówkach takich filmów i książek nie ma zbyt wiele oryginalnych postaci, praktycznie zawsze jest ten sam zestaw; nie wszystkie mają głęboko opisaną przeszłość, przemyślany szczegółowo charakter, a co dopiero jakieś ambicje i głębsze cele, jakie im towarzyszą rzekomo przez całą powieść (pomijając tych głównych, gdzie ofc są to cele szlachetne -białe, lub czysto złe - czorne). Przykłady? Spiderman, Harry Potter, Igrzyska Śmierci, Gwiezdne Wojny, nawet LOTR, który wiadomo ma w sobie coś więcej. Przykładami mogą być zarówno książki z półek fantasy, SF czy postapo, jak i obyczajowych czy tzw. młodzieżowych (ostatnio czytałem trochę o nurcie YA i NA). Kryminałów tu nie oceniam, bo to trochę inna literatura i nie moja dziedzina.

Rozglądając się trochę ogólniej na co dzień jakie programy TV czy - bardziej ogólnie - jakie sytuacje ludzie lubią w codziennym życiu, łatwo można dostrzec, że lubią czerń i biel, przemieloną papkę. I to jest tragedią. Ludzie wypełniają sobie czas czytaniem lub oglądaniem takiej papki niewymagającej myślenia, a potem nawet ci sobie bliscy nie potrafią gęby otworzyć, gdy mają ważną sprawę do zakomunikowania i przyjmują postawę "ja nie mam sobie nic do zarzucenia, to ta druga osoba zje**ła" w myśl czarno-białego schematu życia. Te "dzieła" tylko umacniają nas w takich osądach. Co jest z nami nie tak? Czy jako cywilizacja wpadliśmy w błędne koło opowiadania historii z mniej lub bardziej metaforycznym rycerzem walczącym ze złym i nie ma miejsca w tego typu literaturze na nic bardziej realnego, życiowego? Sukces da tylko ta "podróż głównego bohatera"?

Czy literatura się skończyła i jedyne co możemy, to odtwarzać utarte schematy?

PS. Tym uogólnianiem lekko prowokuję, ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi :)
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

Awatar użytkownika
Dr Drzewo
Posty: 26
Rejestracja: 17 października 2018, 08:43

Re: Gdzie stoi literatura?

Post autor: Dr Drzewo » 19 października 2018, 10:05

Cieszę się, że nie tylko ja dostrzegam problem. Nie uważam się za osobę specjalnie bystrą czy myślącą. Ale jednak lubię wszystko analizować i nad wszystkim się zastanowić. Odnaleźć potrójne dno. Koniec końców coraz trudniej odnaleźć mi nawet to pierwsze.
Taki przykład dwóch seriali sensacyjnych: Following i Hanibal. Podobna tematyka poruszająca ciężkie zbrodnie. W pierwszej mamy typa, który manipuluje w sposób, "powiem, żeby zabiła", a Ona idzie i zabija. Rozmawiam ze znajomymi, "jak on manipuluje", "ale psychol"... No ja tego nie czuję. Serial naszpikowany tyloma błędami z każdej ze stron konfliktu, że masakra. Główny protagonista...alkoholik. No nie, oryginalne, że elo. Antagonista, w sumie trochę nie pamiętam. Wykładowca jarający się Edgarem Poe, który widzi sens życia w zabijaniu. Ale tak tłumaczony, że ni huhu nie jarzę jak można te dwie rzeczy ogarnąć. No i mamy Hanibala. Protagonista - typek, który ma tak wypracowaną empatie, że czuję i rozumie zwyroli. Widzi i czuję co robią, przez co jest dosyć samotnikiem, bo to po prostu boli. Być dobrym, a rozumieć i czuć potężne zło w sobie. A o Hanibalu mówić nie muszę, lepszy, mądrzejszy, zwodził za nos, a im bardziej się ktoś do niego zbliżał, to zyskiwał jego szacunek i decydował się go nie jeść, bo to też musi być bystry typ. Też niby głupota, ale tak jakby bardziej skomplikowana. Czuć, że chłopaki nie robili scenariusza na kolanie, tylko starali się dopracować wszystko, żeby szczegół z pierwszego odcinka miał sens w ostatnim. A teraz na ruszt wrzuce ostatnie Player One, czy jakoś tak. Kasowy hit, każdy spuszczatus i w sumie jeśli chodzi o wirtualny świat to nie mam zastrzeżeń. Ale tam było tyle nieścisłości, że mi się mdło robiło. Niby nic nie ma, wszyscy tylko grają w Oasis, podstawowe pytanie się nasuwa - kiedy srają? Jak jedzą, bo nagle w połowie filmu ruch oporu ma szklarnie. Ale to nadal mało. A na koniec policja przyjeżdża... O co chodzi z tym światem? Pytam znajomych. "Eee film ma być rozrywką, nie czepiaj się szczegółów", albo najlepszy hit " wracam zmęczony z pracy i chce się zrelaksować". Przepraszam za wyrażenie, ale kurwa wszyscy robią lekarstwo na raka, że są zmęczeni? 3/4 ludzi wciągnęła się w wykonywanie czyichś poleceń coby inni się bogacili. Moim zdaniem zmęczeni są nie marzeniem i życiem nie swoim celem. A, że nie są tego świadomi, to nie zauważają, że są ogłupiani jeszcze bardziej przez obecną "sztukę", którą osobiście nazwać Sztuką nie potrafię.
Artyzm to było kiedyś życie pełne wyrzeczeń i pasji. Artyzm to teraz praca jak każda inna dla wielkich korporacyjnych mollochów. Ważne, żeby była arogancja i jak się komuś nie podoba, to siłą wykrzyczeć "nie znasz się, to głębia której nie rozumiesz idiotą". I jak jestem w stanie uwierzyć, że potyrane filmy Kubricka czy innych wariatów z tamtych lat pomimo wulgarności, mogły mieć sens, tak sama w sobie wulgarność wielkiego sensu nie ma.
Mam ziomków co się jarają rapami. Lubię Bisza, Łone, Kleszcza. Ich teksty mają coś do przekazania. Pokazuje ich "eeee nie buja", ale za to puszczają jakiegoś Reto i leci "kurwa nie kumasz nie kumasz, kurwa nie kumasz nie kumasz" no i centralnie nie kumam. A tą ich całą oryginalność fantastycznie widać przy wszelkich featuringach. Bo pojedyńczo mogą wydawać się nietypowi. Ale widzisz nagle 3 identycznie wytatuowanych na twarzach typów. Zresztą zawsze mnie to bawiło. Widzę typa od stóp do głów wytatuowany, a ziomek ledwo co 20lat skończył. Idzie wyciągnąć wniosek, że lubi dziarki. Więc się po ludzku pytam "co dalej?". Odpowiedź prosta "zasłoni stary nowym, bo to tylko obrazek"... Robisz sobie dziarke na twarzy bo to ładnie wygląda? Serio? Tyson zrobił dziarkę na pyszczku bo chciał wyglądać groźnie jak bestia. Łykam ten sens. Jakaś odpowiedź. Ale większość robi, bo tak im się podoba i tyle. "Fajnie wyglądam hyhy". Kwestia gustu. Włączam sobie RUN D.M.C albo N.W.A. każdy tak samo wygląda. Te same czarne okulary. Każdy ma inny styl, każdego bez problemu odróżniam na płytach i każdy z nich ma co innego do przekazania. Można? Można! Tylko trzeba chcieć. A tera potrzeba wystarczająco długo krzyczeć i w końcu ktoś Cię usłyszy. Tylko, że ja bym tego sztuką nie nazwał.
Kończę, bo temat wywołuje u mnie skrajne emocje i gubie się i tak. Od dłuższego czasu nie czuję obecnej cywilizacji. To nawet nie jest spadek tylko pionowy upadek w dół. O! Dodam jeszcze jedną rzecz. W obecnej sztuce nie podoba mi się gloryfikacja tego co złe, dokładna analiza bandziorów i typów, którzy zrobili coś złego. Każda cecha dokładnie rozczłonkowana i w ogóle, i z jednej strony miło. Taki Breaking Bed git, ale przy dłuższym rozrachunku, pół świata jara się egoistycznym typem, który pędzi metaamfetamine i rozkręca ciężki i brutalny kartel narkotykowy, który robi wszystko bo się pochłonął, a rodzina zeszła na dalszy tor. I zgodzę sie, że człowiek potrafi bardzo zbłądzić. Ale właśnie dlatego wolałbym więcej przykładów ludzi, którzy pomimo słabości, trudności stają na wysokości zadania. Za dzieciaka szalałem na punkcie komiksów, więc nie dziwota, że lubię Marvela. Ale jestem jedynym, który jara się Kapitanem Ameryką. A ziomek nie przeklina, bez względu na wszystko wróci po przyjaciół i zawsze stanie w obronie słabszego. Faktycznie zły model postaci.
Teraz już na serio kończę. Sorki za błędy, ale problem ze spaniem i zmęczony jestem. A temat jak najbardziej uważam na probsie. Cieszę się, że ktoś przykłada się do roboty i dopracowywuje każdy szczególik. Miło się takie rzeczy czyta, słucha, ogląda.
"To dżuma, mieliśmy dżumę." Jeszcze trochę, a poproszą o ordery. Co to jednak znaczy - dżuma? To życie, ot i wszystko.

ODPOWIEDZ