Wybieramy TEKST ROKU 2018!!! Zapraszamy do udziału w ANKIECIE

Zawsze na zachód [Tekst lipca 2018]

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1455
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Zawsze na zachód [Tekst lipca 2018]

Post autor: Kanterial » 14 grudnia 2018, 00:54

co
ale co
...co?


Dobra, bo chciałam bez ostatniej wstawki skomentować, ale ją doczytałam i teraz mi zgasiło mózg, c'nie XDDD tak że momencik, czas wyjść na szluga i pogapić się na osiedle, żeby zrobić reset... Ale się dałam zaskoczyć, no nie mogę XD

Ok. Komentarz poniżej poziomu, bo dawno nie komentowałam, a i od Zachodu miałam przerwę (której niestety nie nadrobiłam w całości, bo odświeżyłam tylko ostatnie dwie komentowane wstawki). Nieco przesłonił mi obraz całości ten końcowy moment i akcja, jakiej bym się nigdy nie spodziewała, więc możliwe, że o czymś zapomnę.
No więc sytuacja Bai - Zoe, bo o niej pisałam już wcześniej i o niej najwięcej myślałam: jakoś balam się (pewnie wiesz?) że to zahaczy o coś-więcej-niż-znajomość i to w sensie innym niż zwykle w tekstach. To znaczy bałam się, że Zoe dostrzeże coś, czego nie ma, albo że będzie miała do Baia słabość, która potem mocno zaważy na fabule. Zacisnęłam usta na scenie tańca, ale tylko przezornie, bo, jak się okazało, była nie do przyczepienia się. W ogóle, cokolwiek znajdę z myślą, że będę mogła się przyczepić, zostaje później stłumione >___< i teraz trudno się przyczepić. Szkoda. Chciałam być taka ten, taki ostry komentujący. Bai nie urzekł mnie i w sumie niewiele mnie przyciąga do tej postaci (chyba dlatego, że widzę ją oczami Zoe). Porównania do kota to taki lekki trigger, może o to chodzi? Ale nie, raczej nie. To ta nienaganna postawa, w ogóle taki ludzki element (on serio jest najnormalniejszy z trójki) całej paczki. To, co w Baiu jest pozytywne i fajne, nie pozwala mi go polubić. Nie umiem zaufać. Dokładnie, ten tekst sprawia, że podejrzliwość i szukanie wszelkich ukrytych motywacji postaci ciągle mi towarzyszą. Bai jest zbyt spoko. Zbyt dobry i niezłamany atmosferą, w ogóle świetnie ułożony. Odporny. Może w jego głowie jest taki sam mętlik jak w głowie Zoe (choć wątpię) ale ostatecznie i tak nie mam tam wstępu, więc pozostaje wyłącznie powłoka - idealny, sympatyczny Bai, odważny, świetnie wyszkolony i gotowy się poświęcić - bo jest literką C i takie jest jego zadanie.
Czy to zamierzony efekt - wątpię, ale naprawdę, no nie mogę go przetrawić. Nie ufam. Wciąż czekam na potknięcie. I kiedy była scena tańca, też na nie czekałam. Te samotne spacery nad ranem były jak małe zwycięstwo, już się zajarałam, że padną podejrzenia, że się sformułuje konkretny zarzut. Ale nie. Nadal nie. I nadal tekst jest pisany z takim wyważeniem, że nie mogę się o to czepić.
Zoe może i go podejrzewa, ale to prędzej wina paranoi i tego zapętlenia we własnych domysłach. Efektu kabinowego, kto wie. Ona tak samo przestaje ufać Hrabinie, więc nie doszukuję się w tym racjonalności. Swoją drogą widać świetnie, jak powoli tracą postacie nerwy (eheh, no, poza Baiem, przecież to Bai, jprdl, jeszcze się okaże, że jest niezaprzeczalnie dobrą postacią bez skazy i będę cierpiała tygodniami) i choć wszystko widzę oczami Zoe, jestem w stanie uwierzyć w zachwianą równowagę Hrabiny. Sama Zoe też oczywiście dostaje lekkiej korby. I one dwie są dla mnie prawdziwe, potrafię uwierzyć w ich zachowanie. Zoe to kawał zatwardziałej baby - ale rozumiem ją, wiem, kiedy ma rację, wiem, że chce dobrze. Hrabina w ogóle jest bombowa i kibicuję jej, totalnie #in_love, ją również rozumiem. Szkoda, że Zoe patrzy na nią przez pryzmat pieniędzy, pieczonej świni i innych takich, nie potrafi dostrzec człowieka podobnego do siebie, wrażliwszego od siebie momentami. Najgorzej. Mogłyby się spotkać i dogadać, ale brodzą razem przez pył i wolą (mam wrażenie, że trochę przez Zoe) wzajemnie się podejrzewać, snuć jakieś domysły i wkręcać sobie kolejne scenariusze, zamiast zapytać wprost. Może Bai zapytałby wprost i może to byłaby kolejna rzecz, za którą bym nie umiała go polubić XDD
No więc tak - przykre jest to, jak Zoe i Schwerin się mijają, choć obie chcą (jak sądzę) dobrze i źle sobie nie życzą. Totalny popis daje już przy ognisku Hrabina i to tylko pokazuje, że bez sensu podejrzewała ją Zoe. Obydwie siebie wzajemnie oskarżają, ale Zoe robi to chamsko/w myślach/nie ma możliwości przyparcia do muru, a Hrabina, no cóż - właśnie mi pokazałaś, jaką dysponuje mocą decyzyjną. Bai jest jej. W sumie o to chodzi w byciu Alfą, nie mam pytań.

Okropna akcja na koniec, pokazuje ten bezsens wzajemnych oskarżeń. Dałam się zaskoczyć i za to wielki plus. Wielki, bo lubię. Strasznie bredzę w tym komciu, wiem o tym, to przez natłok myśli. I zawsze tak mam jak komentuję po przerwie. Wybacz.

Tak bardziej ogólnie - nadal jestem pod wielkim wrażeniem tekstu. Opisy w sumie juz mnie nie zaskakują (heh, dobra uwaga o korbie na punkcie pyłu, Bai XDD) ale to nie znaczy wcale, ze są mniej obrazowe. Te opuszczone miasta widzę bardzo wyraźnie, plac po dzielnicy fabrycznej <3 z samotnymi ścianami <333 jestem fanką. Podobnie jak takich smaczków (dla mnie co prawda niekiedy nieczytelnych, bo US nie ogarniam ni *uja) np. o moście, jedynym rozpoznawalnym doskonale elemencie zniszczonej metropolii. Nadal też działają na mnie rozkminy Zoe i te głębsze zadumy, metaforycznie i pięknie opisane to, co z człowiekiem się dzieje w twoim zniszczonym świecie. Samotność, izolacja. Ten motyw z hełmami odbierającymi twarze, daję propsy.

No strasznie namieszałam, wstyd mi, zero komentatorskie.

Jestem przerażona tym, jaki błąd popełniła Hrabina (choć kto wie? od początku Zoe wydawała mi się zbyt OP, może C. ma z tym coś wspólnego a ona nawet nie wie? O____O), jak posłusznie zrealizował swoje zadanie Bai i jak bezsilna (serio - bezsilna, nie tylko przy ognisku, ale od dobrych kilku k tekstu) była Zoe. Jestem zaintrygowana akcją z zielonooką laską, zamiarami jej ziomków, tym, co niepokoi Zoe (planami Hrabiny) i totalnym brakiem zrozumienia i zaufania, który jednocześnie mnie boli i pcha fabułę do przodu. Tak w ogóle, to teraz trochę bardziej lubię Zoe. Odrobinę. Powiedziałam odrobinę, ok? Tonicnieznaczy

DOBRA, TO TERAZ PRZESTAŃ SIĘ OPIERNICZAĆ I WYJAŚNIJ, CO ROBIŁ BAI CODZIENNIE POZA ŁAZIKIEM, OCZEKUJĘ NASTĘPNEJ WSTAWKI BO WIEM, ŻE BAI COŚ ROBIŁ I TO NIE BYŁ SPACER I NAWET NIE MÓW, ŻE TO BYŁ SPACER ALBO ŻE ON SIĘ UPEWNIAŁ, ŻE SĄ ŚLEDZENI, NA PEWNO BYŁO COŚ JESZCZE, MOŻE NASYPAŁ PYŁU DO ŁAZIKA I ŁAZIK SIĘ ZEPSUŁ DLATEGO.
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
Starucha
Posty: 23
Rejestracja: 18 sierpnia 2015, 16:09

Re: Zawsze na zachód [Tekst lipca 2018]

Post autor: Starucha » 10 stycznia 2019, 14:27

Po pierwsze: co to 🔇 za zwrot akcji jest ja się pytam!? Co to 🔇 jest!!!

Człowiek czyta sobie fajny tekst, dusi się od dymu, a tu takie coś!
Jak ja lubię takie rzeczy, klaustrofobia i ludzie zamknięci razem w małym pomieszczeniu i człowiek tylko czeka aż zwariują, albo zaczną sobie oczy wydrapywać. I się doczekałam!
Jedynie, czego tu nie rozumiem, to skąd Hrabina się domyśliła, że Zoe coś kręci i jest od "tych złych". Może Zoe to jeszcze z niej wyciągnie czy coś? Bo ja bym chciała wiedzieć, czytałam tamten fragment dwa razy i się nie doczytałam.
I pani, niewiarygodne bohaterki, prawdziwa kobieta by narzekała na piach w wadżajnie w takich warunkach.

Acha i Bai... Bai pewnie co rano chodzi kupę! Nie wiem czemu ją to tak interesuje co robi co rano. Normalna rzecz.
A poza tym jak o nim czytałam, to przed oczami miałam co prawda Japończyka ale... Ale ryło Baia wypisz wymaluj: https://www.filmweb.pl/person/Hiroyuki+Sanada-77344

Awatar użytkownika
Aishikami
Posty: 18
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 14:03
Lokalizacja: Wrocław

Re: Zawsze na zachód [Tekst lipca 2018]

Post autor: Aishikami » 13 stycznia 2019, 13:23

AAaaaa! Zachód! Ten tekst mnie bardzo kupił za pierwszym czytaniem, i nic się od tamtej pory nie zmieniło.

Dla bezpieczeństwa odniosę się tylko do ostatniej wstawki, ale wiedz, że wciąż pieję z zachwytu czytając o Zoe, Bai'u i Helenie. O tańcu, o żołnierzu-Baiu, o pyle, o zagrożeniach, o Yellowstone (i jakie dreszcze wzbudza fakt, że on naprawdę jest, naprawdę śpi, a kiedyś może się obudzić), o rozmowie przy rybach (bo to najlepsze miejsce, żeby omawiać misje niemalże-samobójcze), no o wszystkim, kay? ;)

Dobrze, to przechodzę do ostatniej wstawki. Tylko kilka elementów z niej opiszę.

Zacznę od dekonstrukcji Zoe przez Bai'a, to jest absolutnie piękna w swej straszności scena. Bo on to robi na zimno, po żołniersku, absolutnie skutecznie, bo wie gdzie uderzyć, żeby okaleczyć, ale nie zabić, żeby bolało. Zoe jest tu bardzo wiarygodna w swoich reakcjach, emocjonalnych, fizycznych (czy też fizjologicznych). Tutaj wychodzi, czy świadomie z Twojej strony czy nie, to nie wiem, ale że Zoe już sobie stworzyła obraz Bai'a w głowie. I nie mówię tutaj koniecznie o jakimś romantycznym obrazie czy uczuciach. Zoe po prostu przez chwilę zapomniała o "nie ufaj nikomu". I Bai ten obraz połamał, jak jej nogę.

Jej deklaracje o tym, że nie umrze w ten sposób, pokazują, że Zoe, choć świadoma zagrożenia, w jakim się znajduje, w jakie się ciągle pcha, tak naprawdę nie chce umierać, a przynajmniej, nie chce umierać na cudzych zasadach. Nie w sposób, jaki nie ma znaczenia, "inconsequential" - to jest takie słowo, którego moim zdaniem Zoe boi się najbardziej.

I ostatnia rzecz, która rzuciła mi się w tej wstawce prosto w twarz, jako osoba paranoiczna, wyczuwam i rozumiem paranoję. I wiem też, że ciężko opisać ją wiarygodnie i subtelnie. A tutaj nic nie wzięło się znikąd. Ta paranoja narasta w sposób organiczny, bo wszędzie pył, bo awaria filtrów, bo przebywanie stale razem, na małej przestrzeni, w bardzo nieprzyjaznym środowisku. Cabin fever w pięknej postaci.

Czekam na kolejne wstawki, bo chętnie znów wybiorę się na Zachód. Zawsze na Zachód ;)
*Nie mam własnej kultury, więc jem jogurt, aby mieć chociaż kulturę bakterii.*

ODPOWIEDZ