TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Hereditatem Cień nadziei 16+

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
DonWasiliew
Posty: 12
Rejestracja: 01 czerwca 2019, 10:06

Hereditatem Cień nadziei 16+

Post autor: DonWasiliew » 08 czerwca 2019, 13:18

Jest to moja pierwsza wstawiona twórczość kiedykolwiek, więc nie zdziwię się linczem, który spadnie na mnie w komentarach (o ile komukolwiek będzie się chciało).
Uwagi które na mnie spadną (o ile spadną) nie będą mnie demotywować czy gnębić.
Nie traktuję porażki jako przyznia się do winy tylko jako akt oświecenia. Błąd raz pokazany jest dla mnie wskazówką czego nie robić.
Dalsza część mniejwięcej za miesiąc.





DonWasiliew (Rafael)

Cień nadziei

I


Z półsnu w którym właśnie się kołysał zbudziło go głośniejsze niż inne wycie wilków. Musiały się szwendać dookoła polanki na której rozbili obóz, czuł to.
- Aż tak zanudzam że usnąłeś w połowie opowiadania? - Spytał się lekko wstawionym głosem Otto wyciągając z juków tęgie kawały słoniny otoczone konopną chustą.
- To przez to palenisko przy którym siedzimy -Nieco jeszcze śpiącym głosem odpowiedział Wynn prostując się na równe nogi i sycząc, bo komary gdy przysypiał zrobiły sobie z niego używanie.
-Jego miłe ciepło w połączeniu z rytmicznym skrzeniem się sprawia ze czuje się prawie jak w domu. - Westchnął.
- Pozwól że przybliżę ci rodzinne strony jeszcze bardziej. - Otto sięgnął do juków, wyciągnął oplatany gąsior z miodem, naczynie było prawie osuszone, trunku zostało raptem na kilka łyków. Wynn wziął głęboki oddech i za jednym zamachem opróżnił naczynie, następnie spojrzał wprost w płonące bale ogniska i z niepokojem spytał się starszego od siebie kolegi Otto Wan Farnwela.
- Nie boisz się tych wilków? Ciągle słyszę tylko ich wycie a my zamiast zrobić coś pijemy tylko twoją gorzałkę.
- Do ognia nie podejdą, nie ma strachu. Poza tym bardziej niż wilków bałbym się maruderów lub szajek podrostków których ukrzywdził czas wojenny i zła dola.
Którzy muszą kraść i grabić bo tylko tego nauczył ich wojenny czas i wojenni ludzie. - Spokojnym głosem powiedział Otto, rozglądając się po polanie na której był mały strumyk przy którym obozowali, zarysy lasu który ich otaczał i księżyc w kształcie rogala leniwie pełznący nad ich głowami.
- Do świtu jeszcze kilka godzin.Może opowiesz jakąś historię. Byle nie tak smętną jak ostatnia. Nudzi mnie handel i opowieści o przekupkach. Nie wątpię że znasz nieco przyjemniejsze historie niż te którymi raczyłeś mnie od samego spotkania tuż za masywami Birmy skąd to rozciąga się trakt którym podążamy.
- A no pewnie że znam -ucieszył się przekupka. Na targach i jarmarkach nie tylko o handlarstwie się prawi. Często takie historie człowiek słyszy że sam nie wierzy, a włos dęba staje.
- Zanim jednak zaczniesz, przynieś z powozu gąsiorek, coś czuje, że przyda się nam obojgu. Otto wstał z ociąganiem. Powolnym krokiem skierował się w stronę zaprzęgu który był nieopodal. Zanim zdążył pokonać połowę drogi oboje usłyszeli tętent kilku koni dobiegający od zachodu. Handlarz przyspieszył i dobiegł do zaprzęgu. Rzucił Wynnowi jego miecz sam zaś wyciągnął kuszę i kilka bełtów.
- Chodź do mnie. -Rozkazał Otto. - Ja będę mówić a ty schowaj się za wozem, to nie musi być to o czym myślę.
- Nim konni dojechali do ogniska przekupka zdążył napiąć kusze, usiadł cięzko na powozie, aż skrzypnęło, przykrył broń śmierdzącą derką która leżała na powozie, potem wlepił wzrok w zachodnią stronę polanki. Z zarysów drzew w które się przyglądali zaczęły formować się postury ludzi żwawo jadących w ich stronę.
- Pięciu. -Stwierdził. -Na koniach, ale jacyś karłowaci, co to baby jadą? - Szepnął w stronę straganiarza Wynn.
Handlowiec chciał coś dodać, ale nie zdążył, z ciemności bowiem rozległ się głos który odbijał się echem po otaczającym ich lesie.
- Hej! Wy tam przy ognisku! Kto wy!? - Rzekł głos ciężki niby pień zwalonego dębu.
- A kto pyta!? - Odkrzyknął handlarz nerwowo macając kraniec kuszy wychylający się spod derki.
- Najemnicy na łasce panującego nam króla Roda. - Jednym głosem ryknęli ludzie, zbliżając się do ogniska. - Na przekupce nie zrobiło to jednak większego wrażenia, w tych czasach nie można było ufać słowom bliźniego, a szczególnie takiemu co konno przez noc las przemierza.
- Jeden z was podjedzie tu sam, bez broni. Reszta niech z dala się trzyma.-Zażądał Otto, starając się by jego głos brzmiał równie tęgo co głos nieznajomego.
-Cienie zaczęły szemrać między sobą, nagabywać jeden drugiego, w końcu w ich stronę podjechał powoli jeden konny. Nie spiesząc się jakby wykonywał
spowolnione ruchy, zaczął tężeć i nabierać barw w wszechobecnej ciemności która ich spowijała, a którą ledwo jedynie rozjaśniało małe palenisko będące kilka metrów za ich plecami. W końcu cień podjechał na tyle blisko ogniska by Wynn i jego druh mogli zobaczyć kim ta osoba była, a była osobą niezwykłą, bo postać która jechała w ich stronę była krasnoludem, najprawdziwszym krasnoludem. Krasnoludy, rozumni kuzyni rasy ludzkiej byli mistrzami wielu dziedzin, które ludziom przychodziły znacznie ciężej.
Przedstawiciele pokrewnej rasy mieli nad ludźmi przewagę technologiczną, ich wyroby były legendarne. Wynikało to z podejścia do życia jakie mieli, również z tego że byli długowieczni. Normalny człowiek dla przykładu zawsze szuka nowości w życiu czegoś co nada mu inny charakter lub zmieni jego nastawienie do życia, a krasnoludy przeciwnie, gdy upatrzą sobie dziedzinę w której chcą się szkolić to robią to do czasu gdy nie zostaną absolutnymi mistrzami w tym czym się zajęli, lub nie zginą, toteż za wielkim morzem pełno jest mistrzów miecza, kowali, płatnerzy, złotników, chemików, kucharzy i saperów. Przedstawiciele pokrewnej rasy uwielbiają bowiem zabawy z materiałami które uczeni nazywają mało stabilnymi, toteż często można spotkać jednorękich lub kulawych krasnoludów. Równie często najemników, którzy gnani chęcią zysku zarabiają tutaj niewyobrażalne pieniądze. Nie ma się co dziwić, powszechnie wiadomo, że krasnoludcy najemnicy wykonują swój fach najlepiej spośród każdej innej rasy znanej człowiekowi. Postać podjechała na tyle blisko by mogli spostrzec stalowy hełm wypolerowany tak, że odbijał światło ogniska, spod hełmu wystawało imponujące rude brodzisko splecione w gruby nierówny warkocz, żylaste mięśnie wystające spod rękawów z kolczej siatki które imponowały szerokością przy tak niskiej posturze, tors i klatka chronione równie wypolerowanym co hełm kirysem na którym widać było wiele bruzd, wgłębień i szram wykonanych zapewne w różnych odstępach czasu
przez różnych ludzi, ale o jednakowym nastawieniu do właściciela. Na wysokości brzucha, poniżej kirysa, postać nosiła wielki pas z ciemnobrązowej skóry podbijany nierównie podbitymi stalowymi ćwiekami, pas zdobiła również piękna klamra, zapewne srebrna, która mieniła się światłem odbijanym od ogniska jeszcze sprawniej niż hełm.
Poniżej pasa przybysz nosił spodnie z równie ciemnej skory co pas, oczywiście też były ćwiekowane, tutaj jednak płaskie i większe, tylko mniej symetryczne.
Pełni wyglądu dodawały dwa trzewiki również wykonane z ciemnego, grubo szytego, skórzanego materiału, ewidentnie podbijanego czymś ciężkim i twardym.
- Podjechałem do was, jak chcieliście, by stało się jasne jakie mamy zamiary. Ja i moja drużyna co prawda jesteśmy najemnikami zdarza się zabijać, ale my zabijamy tylko wrogo nastawionych i tylko wojowników. Nie paramy się grabieżą czy gwałtem, my tylko wojaków wysyłamy na tamten świat, a wy panie na wojownika to wcale mi nie patrzycie. -Uśmiechnął się szczerze. -Po zastygłym na twarzy grymasie lekkiego wręcz szyderczego uśmiechu myślę żeście panie przekupka, lub inny jegomość co się handlem w bezpiecznych miasteczkach zajmuje. -Dodał, ciągle skacząc wzrokiem z jednego na drugiego. Ten obok młodzieniec patrzy mi na skrybę lub pomocnika medyka, tu jednak pewności mieć nie mogę, zbyt młody jeszcze jest by jakaś praca odbiła na nim piętno.
-Brawo mości krasnoludzie, podziwiam dar domyślności. Zawołaj swoich kompanów, niech się przysiądą do ogniska, razem bezpieczniej i milej. Bandy podobno grasują po tej okolicy, ale na waszych weteranów to raczej się nie rzucą. Oni tylko grabią tych co im odpór mały dadzą, bo sami też ledwo żyją.
- Przesadza pan panie kupiec, to są męty. Ludzie co za słabi są by mogli w armii przetrwać, a wystarczająco silni i odważni, by mogli formować takie parszywe grupy i rabować czyjeś mienie, lub nastawać na życie. My takich parszywców pod but bierzemy i rozgniatamy, bo i tak z nich żadnego pożytku nie ma. Tylko nawóz co żeby gleba lepsze plony dawała.
-Racji wam odmówić nie sposób. Zagadnął Wynn wchodząc w słowo straganiarzowi który właśnie miał coś powiedzieć.
Życie jednak różne płata figle. Różna dola ludziom wychodzi i spora część tych co mogliby wieść moralne życie przechodzi na bezprawie, dlatego ,bo prawo o nich zapomniało, bo prawo i ludzie nim zarządzający mają większe problemy niż jakiś tam plebs który był i będzie. Całe państwa szykują się do walki między sobą, póki co jeszcze na papierze ugody są i porozumienia, każdy lubi je zawierać, bo dają taką złudną nadzieję spokoju i szansy dobrobytu w przyjaźni. Tylko że słowo ma to do siebie że głupcy uwielbiają je łamać natomiast drwią z tego kto sam danego słowa dotrzymuje. Pastwią się nad nim jak nad słabszym, mimo, że sami nieprawi są. Wojnę pewnie i wy dostrzegacie wojowniku. -Dokończył po chwili ciszy którą wywołały jego słowa. Chociażby dlatego że sprowadzają was, mistrzów miecza aż zza kontynentu, a ja wiem ile wasze usługi kosztują. Tylko książąt i nieliczną magnaterie stać na usługi połowy tuzina najemnych krasnoludów, a i wyposażeniedają wam nieliche jak widzę. Wiem ja dlaczego Otto tak od razu wam zaufał, znam go, on do ufności ostatni jest.
Wiecie dlaczego kusza jago nie leży teraz napięta pod derką tylko w jukach? -Nie czekając ani chwili na odpowiedź, dokończył. Obaczył on jak i ja, waszą zbroję i konia wielkiego niby gryf. Oni nigdy by tyle nie zrabowali, bo nie napadają na zbrojnych, tylko na chude rybki. Na takich co piątce wygłodniałych chłystków nie dadzą rady.
-Brawo. - Klasnął przybysz.
Widzę że zmysły u mnie i u ciebie ostre tak samo. Wystarczyło mi kilka chwil by rozpoznać w was człowieka rozumnego, zapewne kształconego, a wam z racji owej rozumności przyszło rozpoznać moją role jak i przyszłość naszego świata. Jest jednak zasadnicza różnica. Moja spostrzegawczość nie wynika z wykształcenia. Lata jazdy po szlakach, gościncach i zajazdach sprawiły swoje. Ten kto nie był spostrzegawczy, często kończył ze strzałą wbitą między łopatki. Potem dokonczymy rozmowę, bo ludzie mi w tych zbrojach marzną, trzeba co prędzej ognisko powiększyć, bo to co macie to dobre, ale na troje najwyżej. A nas razem siedmiu.

II

- Czy wy naprawdę nic nie rozumiecie? - Zdziwionym głosem spytał się Otto. - Przekupka z bazaru kradł ubrania miastowym, te które były podarte
przerabiał na łaty, a potem sprzedawał jako akcesoria krawieckie, jeżeli były dobre, prał i też sprzedawał na tym samym bazarze.
-No i jak sobie mieszczuchy poradzili? - Z ciekawością spytał Kolberg, krasnolud z którym rozmawiali wczesniej.
- A no ciekawym sposobem. Zajechali w kupie do jedynego szewca, co w miasteczku pracował. Jako że miasteczko małe, to szewc zajmował się wszystkim nie tylko butami.
Przychodzą do niego i pytają się co by tu zrobić żeby oszusta poznać, a on, że jak łat się porobi kilka w różnych miejscach, to każda koszula będzie wyjątkowa, bo zawsze inne ułożenie łat będzie i jak ktoś będzie chciał sprzedać to będzie wiadomo że kradzione i od razu prawda wychodzi na wierzch.
Chłopi i mieszczuchy rozradowani, bo wreszcie spokój będzie. Dziękują mu i dziękują. Każą sobie pełno łat robić, a łaty szewc od kogo miał? -Rozbawionym głosem spytał się przekupka i nie czekając na odpowiedz sam dodał. - No pewnie że od tego handlarza co kradł.
Sam handlarz na takim szemranym interesie wzbogacił się nielicho. Podobno tak bardzo, że własną gospodę kupił i kilka morgów.
- Tylko jaki z tego morał wynika? Że co, że warto oszustwem się parać? -Spytał się jeden z krasnoludów grzebiąc patykiem w ognisku.
-Morał z tego żaden. - Szybko odpowiedział straganiarz. Ciągle śmiejąc się bez skrępowania. - Handlarz się schlał i w karczmie wygadał wszystko co robił. Pewnie do teraz siedzi na dupie w ciemnicy, i skrobie paznokciem kreski na ścianach.
- Wszyscy przy ognisku równo ryknęli śmiechem, ochoczo popijając z naczyń przyniesionego przez jednego z krasnoludów.
-Dobra, starczy tego. -Ostrym głosem zarządził przywódca weteranów.
- Do świtu jeszcze kilka godzin trzeba się wyspać. Złoty i ja idziemy na warte. Potem kogoś obudzę na zmianę. Kusze rozstawcie szeroko w koło ogniska, nie wiadomo kto nas może jeszcze zawitać. Zbudziło ich głośne wołanie Kolberga. - Wstawać zasrane moczymordy, nie trzeba było tyle chlać. Droga jeszcze daleka, a wy nie dość że pospaliscie przy ognisku, to i jeszcze na warcie. - Widząc jedynie niemrawe, zamglone spojrzenia westchnął, wziął dwa puste gąsiorki, podszedł do rzeczki która była nieopodal. -Lodowata, taka jest najlepsza, pomyślał. Z miną człowieka kochającego swój zawód napełnił je wodą, jednym szybkim susem znalazł się obok kompanów.
- Skoro słowa mają na was mały wpływ znalazłem lepszą metodę. - Jednym płynnym ruchem wylewał dwa gąsiory na każdego który jeszcze balansował między snem a jawą. Efekt nie zaskoczył go, już po chwili każdy wytrzepywał wodę z uszu i przeklinał niskoprocentowy trunek.
-Jazda, wsiadać na koń i jedziemy. - Zarządził przywódca wojaków.
Podczas jazdy Krasnoludy narzekały jaki to ich pieski los. Zazdrościli tego że młody rzeczywiście jest pomocnikiem medyka i ma szanse na naprawdę przyjemną i dobrze płatną prace w przyszłości.
-Dam ci dobrą radę młody. Jako ktoś kto starł się z wszystkimi możliwymi rodzajami wojska, widział wszystkie rodzaje broni, pancerzy, tarcz, et cetera, et cetera.
Broń to zło i głupota, a ja sam przeklinam siebie i dzień w którym moja dłoń dotknęła rękojeści miecza. My krasnoludy żyjemy znacznie dłużej od was, w waszej rachubie czasu jesteśmy prawie nieśmiertelni. Większość podobnych nam, nie mówię o tych co nie walczą, dożywa czterdziestu lat.
- Przecież to niedużo. - Zdziwił się młody medyk.
- Zgadza się. Teraz powiem ci ile krasnoludy mogą żyć, a umierają naturalnie w wieku około 320 lat, a waha się to do 400, jak ktoś naprawdę o siebie dba.
- Ale jakim cudem taka różnica 40 do 400 lat. -Nie mógł się nadziwić adept sztuk medycznych. -Jakim cudem przebicie jest dziesięciokrotne?
-Spójrz po nas, krasnoludach.-Westchnął.
- Tylko ja i Kolberg mamy więcej niż 190 lat, a różnicy między resztą zbytnio nie widać, prawda?
-To teraz wytłumaczę dlaczego tak się różnimy od reszty kompanii, nie mowie nic złego o nich, tylko że to młodzi mało jeszcze doświadczeni.
-Chodzi o próbę.
-Co? -Zdziwił się młodzieniec.
-Próbę. - Powtórzył. - Krasnoludy zyskują dojrzałość w wieku około 30 lat, czyli bardzo młodo jak na ogólną średnią wieku. Młodzi ponad wszelkie inne rzeczy
uwielbiają broń i wybuchowy proch. Obie rzeczy posyłają ogromne ilości podobnych tobie na tamten świat, i tu jest właśnie to o czym wspominał starszy kolega.
Nasza rasa jak i wasza ma kilka wspólnych wad. Jedną widać najlepiej, umieramy równie często z czystej głupoty, przez wybryki głupiej głowy.
-Jak to z głupoty? Przecież wy jesteście mistrzami.
Każda dziedzina musi być u was zgłębiona po mistrzowsku, albo wcale.
-My jako rasa niższa, słabsza i mniej mobilna od was mamy ciężej niż wy osiągnąć dany cel. Jedyna przewaga to długowieczność. Jesteśmy mistrzami bo możemy sobie na to pozwolić, wy nie.
-Krasnolud nagle, bez ostrzeżenia zdjął hełm.
Wynn widząc twarz weterana starał się panować nad twarzą. Przecież widział już takie rzeczy wcześniej.
-Teraz już wiesz dlaczego chodzę, myje się i śpię w hełmie, nie dlatego bo mam fioła, albo żeby utrudnić komuś
poderżnięcie mi gardła jak śpię, ale dlatego bo każdy kto przechodzi obok, na widok tego. -Krasnolud wskazał palcem jego prawą część głowy. - Szybko odwraca wzrok, i szuka miejsca w które mógłby się gapić, nawet jeżeli to miejsce to krowi placek na drodze, albo własne buty.
-To nie była ?. -Popędzony lekarską ciekawością spytał się młody. - Przecież to nie był miecz, na pewno nie miecz, ani żadne inne ostrze, to nawet nie był młot czy pałka z jakimi wieczorami chodzą zbóje po miastach.
- Zgadza się młody, zaraz opowiem historie która sprawiła że mam to co mam, a ty wyciągnij wniosek.
Wpierw jednak przynieś trochę miodu. Historii lepiej się słucha z bimbrem pod pachą, a i mi przyda się do zwilżenia gardła. - Adept posłusznie spełnił polecenie i już po chwili oboje mieli czarki pełne przepalanki.
-To było na początku mojej służby w wojsku, jeszcze na tamtym kontynencie. - Wojak wskazał palcem w stronę wschodzącego słońca, które przeplatało się z gęstniejącymi chmurami.
- Też wtedy myślałem że jestem niezniszczalny, że moje młode ciało zniesie każdy ból a umysł nie zna strachu, życie jednak postanowiło dać mi nauczkę już na samym starcie mojej kariery z mieczem i toporem. Pierwsza bitwa która zostawiła mi pamiątkę, to bitwa o twierdze werdenhall. Jedną z przygranicznych cudów architektury królestwa Ferrum. Trzeba było bronić tej zasranej fortecy która teraz już nawet nie istnieje, nie został tam nawet kamień na kamieniu. Jeszcze przed początkiem bitwy, gdy był jako taki porządek rozległy się krzyki ludzi z miasteczka którzy zaalarmowani zaczęli zbierać wszystko co mogli, a potem uciekać do baszt przystosowanych do obrony. Słysząc świst dochodzący z góry spojrzałem tam odruchowo, za późno. Pocisk z katapulty rąbnął w karczmę dziesięć stóp za mną. Dziura była wielka jak cholera. Widziałem piwo tryskające na sążeń z beczek w piwnicy piętro niżej, nie wiem jak, ale jakaś niewidzialna siła zwaliła mnie na ziemię. Poczułem gorąco które paliło całą moją skórę na twarzy, adrenalina sprawiła że wstałem szybko, zacząłem biec i ciągle próbowałem zrzucić z siebie ten ogień. Wreszcie mimo ogólnej paniki kilku ludzi zdołało powalić mnie na ziemię, było to kilku najemników i jakis staruch. Wtedy właśnie zorientowałem się co tak pali mi twarz, to był wieczny ogień, mieszanka żywicy, oleju, smoły i czegoś co oprócz oleju dobrze się pali. Taka mieszanka raz zapalona, pali się długo i za cholerę nie chce zejść, nawet polewana wodą dalej się pali. Staruch widząc co dzieje się ze mną, że mieszanka właśnie przeżera się przez skórę, a policzki zaczynają się zwęglać, nie czekał na nikogo, podbiegł, przeżegnał się i jednym zamaszystym pociągnięciem zebrał brzytwą palącą się maź razem z fragmentami skóry i uchem, nie poczułem nic, moja twarz nic już nie czułą. A z resztą sam wiesz, przecież znasz się na na podobnych przypadkach. Wiesz też pewnie że już nigdy nie będę słyszeć na prawe ucho, a świadomość tego że wtedy na początku cieszyłem się że będę walczyć, obstawiałem w głowie jak dużo trupów położę, miałem pewność że nic mi się nie stanie, że o tak wyjdę sobie nietknięty z bitwy pogwizdując i popierdują ochoczo w rytm śpiewanej przez trepów niezwykle głupiej melodii której już nawet nie pamiętam. W końcu byłem młody, silny, nieustraszony i jeszcze bardziej głupi niż teraz. -Krasnolud korzystając z ciszy która zapadła nalał kolejną porcję przepalanki w czarkę swoją i młodego.
-Wiem co chcesz powiedzieć młody. Pewnie coś w stylu. Nie każdy tak kończy, albo. Mimo wszystko zostałeś mistrzem i teraz jedną ręką pięciu możesz pokonać.
Nie młody, droga do mistrzostwa to droga przez ból cierpienie i łzy, to droga którą wielu takich jak ci młodzi. -Wskazał palcem na wprost, na swoją kompanie. Nie przejdzie.
Wiesz ilu jest krasnoludzkich mistrzów miecza? -Suchym, pozbawionym emocji głosem spytał się weteran, i nie czekając na jakiekolwiek słowa ze strony Wynna zaczął.
- Mniej niż setka młody, nieco mniej i z każdym rokiem ubywa. Cała kompania, setka chlopa, a z pośród nich jeden, czasami nawet nikt. Cała kompania do piachu, lub szczęśliwie do domu, a reszta, czyli ten jeden, do elitarnego oddziału, lub tak jak my, za pieniądze dla kogoś, lub pod czyjeś dowództwo.
Brzmi zachęcająco prawda? - Odpowiedziała mu cisza, bo młody zbyt już wczuł się w opowiadanie by przerywać komentarzem.
Wcale nie zachęcająca, a wiesz czemu? -Znowu cisza. To przez długowieczność.
-Jak to długowieczność, jakim sposobem możesz czuć się źle skoro dożyjesz do czterystu lat? -Spytał się lekko wstawionym głosem.
-Weteran przez chwile zastanawiał nad słowami, nad tym czy może chłopakowi powiedzieć tajemnice i zawarty w niej żal który skrywał. Po chwili zaczął. Zanim jednak to zrobił tęgo golnął sobie z gąsiorka. Pochowałem już wszystkich moich braci. -Zaczął. Każdego kogo znałem, tylko ta kompania mi została, tylko te małolaty i Kolberg, ja już postanowiłem. gdy przyjdzie ona, by podarować zimny jak lód pocałunek i pociągnąć za sobą tam gdzie odnajdę spokój, nie cofnę się, nie cofnę się ani na krok.
-Odrzekł, a egzaltowany głos łamał mu się, by po chwili wracać z coraz większą mocą. Pójdę za nią zostawiając wszystko co mam i każdego
kto mnie znał, ty zrób tak samo młody.-Dodał. Gdy przyjdzie ona, by przytulić cię swym lodowatym, uroczym i pięknym ciałem nie opieraj się przed jej niemą prośbą, pocałuj ją prosto w jej oszronione usta, tak jakbyś miał całować pierwszy i ostatni raz, w duchu myśląc o tym że zeszła z góry specjalnie dla ciebie, by zabrać w niesamowitą podróż. Tylko ty i ona, tylko ty i ona. - Powtórzył głośniej, a łza która popłynęła rzewnie nie wiadomo kiedy poczęła leniwie spływać z twarzy na odbijający się w blasku poszarpanego słońca kraniec gąsiorka, potem z naczynia na ziemię.
- Męskie łzy człowieka komu już wszystko jedno. -Pomyślał. - I co ja mam teraz niby z nim zrobić?
- Nie wiedząc co należy w takiej sytuacji powiedzieć, umilkł. Jechali tak jeszcze kawał w bezgłośnej ciszy nie patrząc na siebie nawzajem, a wiatr który wcześniej był nieobecny teraz zaczął lekko smagać ich plecy. Wynn zdał sobie sprawę że krasnolud właśnie wyjawił mu swoją tajemnice której najprawdopodobniej wstydził się powiedzieć przed jego kompanią. Już wiedział czemu na początku krasnolud zwolnił i odłączył się od drużyny. Nie było się czemu dziwić dziwić. Młody obcy człowiek szybko opuści drużynę wraz ze swoim druhem, nie będzie śmiać się z jego słabości i rezygnacji bo będzie już daleko, a sam krasnolud zrzuci z siebie ten ciężar i wreszcie zazna choć trochę spokoju. Sam przecież wiedział że jutro się rozdzielą. Za kilka mil jest wielki wąwóz tworzący rozwidlenie na drodze. Wąwóz co prawda potem się styka, ale Otto ma przecież zaprzęg, będzie wlókł się po trakcie jak ślimak po kamieniu. Adept spojrzał w górę prosto na chmury które teraz przybrały jeszcze bardziej granatowy odcień.
-Idzie na deszcz, idzie na tęgi deszcz. -Pomyślał, spuszczając wzrok na niekończący się szlak który rozpościerał się przed nimi. Spojrzał na Zefara który ciągle z markotnym wyrazem twarzy popędzał klacz by dorównać reszcie. Za plecami usłyszał grom, już wiedział że trzeba się spieszyć.

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 204
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Hereditatem Cień nadziei 16+

Post autor: Kimchee » 09 czerwca 2019, 13:49

Właściwie to nie mam w zwyczaju komentowania krótkich partii tekstu, ale jak tu zajrzałam to rzuciło mi się w oczy parę usterek, które łatwo poprawić, kiedy się wie, na co zwracać uwagę.

Muszę powiedzieć, że nie czytało się tego dobrze, i to nawet nie jest kwestia stylu, bohaterów i historii, chociaż tu też są mankamenty. Najgorsze są entery, pojawiające się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Czasem jest to środek narracji, czasem środek wypowiedzi bohatera. Kilka razy nawet środek zdania. Nie wiem, na ile jest to spowodowane programem, w którym piszesz (wspominałeś, że to nie Word) i kwestią przekopiowywania na forum, wiem jednak, że coś takiego nie tylko odbiera radość z czytania, a wręcz ja uprzykrza. Zamiast się skupiać na akcji, opisach i chłonąc świat, to zajmowałam się głównie śledzeniem, czy daną kwestia nadal wypowiada ten sam bohater czy inny, a może to już wypowiedź narratora. Dalej, problem z zapisywaniem dialogów. Zapewne przechodzi przez niego jakieś 90% początkujących autorów, trzeba ogarnąć kilka zasad i potem już będzie dobrze. Odsyłam do poradników w internecie. Jak już jesteśmy przy dialogach, to czasem zapominasz o spacjach przy (eee nie jestem ekspertem, więc nie wypowiadam się czy to dywiz czy półpauza). Czasem spacje są, czasem nie, więc zakładam, że znasz zasadę, ale czasem z jakiegoś powodu zapomniałeś ją zastosować.

Świat na razie wygląda na klasykę klasyki średniowiecza, co nie musi być złe, jeśli autor zainteresuje czytelnika historią lub bohaterami. Poza tym nie każde banalne na pierwszy rzut oka średniowiecze musi być takie w istocie. Z samym stylem nie jest najgorzej, chociaż nie podobały mi się stylizacje dialogów, które przypominały rozmowy Wiedźmina z Jaskrem. Uważam jednak, że trzeba umieć stosować stylizację, żeby to robić.

O bohaterach na razie mogę powiedzieć tyle, że są, i to w ten dość irytujący sposób, gdy ciągle pojawia się jakieś imię i informacja, że bohater coś robi, ale nie idą za tym żadne moje skojarzenia, a tym bardziej emocje. Nie wiem, czy próbując poradzić sobie z chaosem enterów, nie zauważyłam opisu bohaterów, czy ich tam po prostu nie ma. A to źle. Bo takimi bohaterami nikt się nie przejmuje. Po mnie na przykład spłynęłoby jak po kaczce, gdyby ich tam w lesie wybili do nogi, bo nawet nie wiem, jak kto wygląda. Opisałeś jedynie krasnoludy, z tego co pamiętam. Nie oczekuję pogłębionej psychologii postaci w pierwszym rozdziale, który ma głównie zainteresować czytelnika, ale chociaż jakiejś zajawki charakterów, nawet archetypicznej. Na razie to trochę tak jakbyś miał jednego bohatera i pisał cały czad o nim, tylko pod różnymi imionami. Nawet historia życia krasnoluda nie wzbudziła we mnie emocji, jedynie przez cały czas się zastanawiałam, po kiego grzyba on się dzieli najintymniejszymi szczegółami swojego życia obcymi i nie byłam ani trochę przekonana, gdy jeden z bohaterów (wybacz, ale nie potrafię ich nawet skojarzyć z imienia) sobie to na końcu przetłumaczył.

Jak widzisz, sporo jest do poprawy, część to łatwe do ogarnięcia usterki, nad innymi trzeba będzie trochę bardziej popracować.

Awatar użytkownika
DonWasiliew
Posty: 12
Rejestracja: 01 czerwca 2019, 10:06

Re: Hereditatem Cień nadziei 16+

Post autor: DonWasiliew » 10 czerwca 2019, 08:13

Większość błędów już poprawiona :D
Jestem na dobrej drodze by w następnym tygodniu wstawić kolejną część o podobnej wielkości.

ODPOWIEDZ