UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: pierdoła saska » 01 sierpnia 2014, 07:53

Poniższe powstało pod wpływem hodowanej przez wiele lat niechęci. Rzuciłam to już kilka dni temu na bloga, ale w sumie naszło mnie, że na forum też może kogoś zaciekawić. Może ktoś ma podobne odczucia :)




Soana musiała pojąć, że obecność Sennara wprawia jej gościa w zakłopotanie, i wysłała go na zewnątrz, aby poćwiczył jakieś zaklęcie.
— L. Troisi „Nihal z krainy wiatru” Powyższy cytat był tym, który przelał czarę goryczy. Jakieśowe jakiesiostwo atakowało mnie z wielu stron. Z tekstów na forach, blogach, a także z papieru i w końcu pękła mi żyłka. Poniżej w miarę zwięźle o tym, czemu w ośmiu przypadkach na dziesięć dziko nie cierpię tego słowa.

Nie ma chyba lepszego sposobu, aby dać czytelnikowi do zrozumienia, że jako autor nie ma się serca do jakiegoś wątku i czytelnik tez powinien go olać, bo tu, tu TU, jest to, co autora ciekawi, jest fajne, cool i super, jak wrzucić w zdanie słowo „jakieś”. Naprawdę. Już czasami chyba lepiej nie dawać niczego niż precyzować na odwal się. I oczywiście są zdania, gdzie to nieszczęsne „jakieś” jest jak najbardziej na miejscu i należy go użyć, ale jest cała masa takich, gdzie po prostu się nie powinno.

Bo jeśli ktoś napisze:
Kup pomidory


Tu rejestruję fakt, że mają być pomidory i dla wszystkich jest jasne jakie – malinówki, śliwkowe czy co kto lubi – koniec kropka. Konkret i brak wątpliwości po mojej czytelniczej stronie.

Jeśli za to uraczy się mnie tekstem:
Kup jakieś pomidory


Tu nie ma konkretu, że mają być pomidory, bo potrzebne pomidory, ale że drugiej stronie zwisa i powiewa jakie. Po pierwsze to sygnalizuje, że w ogóle gdzieś mają więcej niż jeden rodzaj, zatem sygnalizują, że jest wybór… dają też do zrozumienia, że ich ten wybór nie obchodzi i chyba wyszedł przypadkiem.

Wracając do zdania z początku wpisu, mi przy czytaniu wyszło tak:
Sennar uczy się magii, to ważne w sumie dla fabuły, bo gość przyszedł się magii uczyć. Na razie jednak gość ma rozmawiać oko w oko, więc trzeba się ucznia numer jeden pozbyć z planu, zatem wysyłamy go za drzwi pod pretekstem ćwiczeń. Ok. Nie mam nic do tego. Ale gdyby „wysłała go na zewnątrz, aby poćwiczył niedawno poznane zaklęcie”, to tworzyłoby jakiś obraz całości. Można napisać czego dotyczyło to zaklęcie – naprawdę opcji jest wiele. Ale na święte literki nie „jakieś”, bo kto jak kto autor wie jakie było, a jak nie wie to mógłby się tak otwarcie nie przyznawać do tego, że nie przemyślał tej kwestii, bo go nie interesuje (tak to dla mnie wygląda) co się dzieje z uczniem nr jeden, bo ważna akcja jest w domu, nie na podwórku, i tyle, odpitol się czytelniku.

I tak mi wychodzi bardzo często w bardzo wielu tekstach.

Nie. Dodanie słowa do zdania nie zawsze jest fajne. Dodanie pseudo precyzyjnego słowa tym bardziej, bo jak widać efekt jest odwrotny. Co przechodzi w mowie potocznej i wypowiedziach bohaterów, w narracji już nie zawsze – trzeba się zastanowić nad tym co się pisze.




A na deser teoria spisku: to wszystko przez język angielski, bo w nim „some” może zarówno oznaczać „jakieś”, ale także możemy przetłumaczyć to jako „trochę”.
I nie, nie wierzę, że to winne wszystkiemu, ale kalki językowe czasami bolą.

Tekst pierwotnie ukazał się tu: http://mlaasik.eu/2014/07/jakies-czemu- ... -to-slowo/
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: R. Bates » 01 sierpnia 2014, 09:27

Z jakieśiem historia jest podobna, co z zaimkami dzierżawczymi. W większości przypadków nikomu do niczego nie są potrzebne, ale początkujący autorzy wrzucają je to tekstu, bo myślą, że to fajne. W miarę pisania uczą się eliminować z tekstu zbędne słowa, zdając sobie sprawę, że liczy się jakość słów a nie ilość ;).

Podobna akcja jest z przymiotnikami takimi jak: "wileki", "duży", "niewielki", "nieduży" i innych, których nie pamiętam teraz. Ja osobiście nie cierpię tych słów (choć pewnie zdarza mi się używać). Ludziska wrzucają w tekst wstawki typu: "Stała tam niewielka rezydencja" O.o. No rezydencja sama w sobie jest zwykle dużo większa niż przeciętne chałupy, więc to bez sensu. Albo: "Na środku pokoju stał duży stół" - czyli jaki? Duży w stosunku do czego. Jeśli nie ma układu odniesienia i celu fabularnego nie powinno używać się takich przymiotników, a zastępować je czymś przydatnym albo obrazowym. Np. "Na środku pokoju stał zabytkowy stół" - zabytkowe zwykle są spore, bo im dalej w przeszłość tym możni żyli z większym rozmachem. Albo: "Na środku pokoju stał betonowy stół" - co mogłoby wskazywać, że gospodarz lubi nowoczesne trendy i rozmach ;).
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: Siemomysła » 01 sierpnia 2014, 11:28

Po pierwsze podoba mi się teoria spisku. Zresztą ta teoria pasuje też do wspomnianych przez Batesa zaimków. Zwróciłam ostatnio uwagę, że w tłumaczeniach książek z angielskiego jest ich zdecydowanie więcej niż wymaga tego zrozumienie tekstu.

Po drugie, tak sobie myślę, że ja bym to "jakieś zaklęcie" wypowiedziane przez bohaterkę w stronę ucznia w tej konkretnej sytuacji zrozumiała tak: rób co chcesz, ale zniknij stąd, czyli, że to, co się dzieje między nią a jej gościem, jest ważniejsze od ucznia, jego szkolenia i czegokolwiek. Może to autor chciał wyrazić? Nie wiem - ot tak sobie kminię, mając tylko tyle, co ten cytat, który przywołałaś, Marszo. Choć, nie... to by wyraził, gdyby wrzucił to w dialog, a nie w narrację... cóż... najwyraźniej autor miał jednak w nosie, to, czego uczy się młody (a może niemłody?) XD
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: Kruffachi » 01 sierpnia 2014, 11:49

To nie jest kalka językowa, to raczej podobna konstrukcja - nie można wszystkiego zwalać na angielski ;) Nie wykluczam, że złe tłumaczenia przyczyniły się do rozpowszechnienia maniery, ale bez przesadyzmu. Konstrukcje wyrażające niesprecyzowanie są stare jak język polski, kiedyś było ich znacznie, znacznie więcej.

Owszem, zgadzam się, że są one symptomatyczne dla języka potocznego i mówionego, podczas gdy teksty pisane powinny dążyć do precyzji. A teksty pisane artystyczne dodatkowo do równowagi między precyzją, swobodą czytelnika a artyzmem, szczególnie jeśli chodzi o wydźwięk emocjonalny słów, a słowo "jakiś" jest istotnie deprecjonujące.

Nie zgodzę się natomiast z określeniami wielkości - informacja jak każda inna, a stół zabytkowy wcale nie musi być duży ;) Niewiele jest przydawek, których nie odbiera się subiektywnie. Jeśli napiszę, że stół był zielony, to też nie wiadomo, o jaki zielony mi dokładnie chodzi, ale nie czuję się w obowiązku żeby podawać, w którym miejscu spektrum plasuje się mebel :P

Ze swoich własnych fobii w większości się wyleczyłam (wyjątkiem jest "zaś"...), natomiast widzę problem wręcz przeciwny - często słowa bardzo precyzyjne są dookreślane, tworzą się pleonazmy i tautologie. I tak mamy jasną biel, niemniej jednak, bardzo piękny itp. Źródło wydaje się podobne - szafowanie (o, kontynuując przykłady, można napisać "niefrasobliwe szafowanie" ;) ) słowami bez przyjrzenia się ich znaczeniu. Wiem, że gonię o to, ale - żeby nie było - z dużą dozą wyrozumiałości i utożsamienia, bo sama długo walczyłam z tym problemem i nadal walczę.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Christa

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: Christa » 04 sierpnia 2014, 15:17

Jeśli chodzi o 'jakieś', to mi osobiście nie przeszkadza. Swego czasu bardzo często używałam tego słowa w swoich opowiadaniach. Nigdy nie spotkałam się z tym, by było za dużo 'jakichś' w tekście, chociaż gdyby tak było, to rzeczywiście drażniąca sprawa. Ludzie są różni, niektórych to drażni, niektórych nie.

Awatar użytkownika
Bofur
Fraa
Posty: 35
Rejestracja: 03 stycznia 2014, 17:42
Kontaktowanie:

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: Bofur » 28 sierpnia 2014, 10:39

Rozumiem problem z jakiesiem, ale nie do końca podzielam odczucia. Owszem, jeśli mam przezroczystego, trzecioosobowego narratora, który by mi wypalił "Stefan wszedł do pokoju, w którym stał jakiś stół", to byłoby to co najmniej komiczne. Ale inaczej to wygląda, gdy np. jest narrator pierwszoosobowy i Stefan oznajmia nam: "Wszedłem do pokoju, a tam jakiś stół na środku" - no bo wiadomo, pierwszoosobówka, więc potoczna mowa jak najbardziej wchodzi w grę. Podobna sytuacja, moim zdaniem, zachodzi przy narratorze trzecioosobowym... erp... personalnym, chyba tak to się nazywa, prawda?^^ Jako że narrator nierzadko wtedy dosłownie przytacza odczucia bohatera, to też może sobie pozwolić na jakiesie i inne nie do końca zgrabne zwroty ("Stefan wszedł do pokoju i rozejrzał się. Jakiś stół na środku, kto tu w ogóle ustawił tego kloca? Przeszedł kawałek po skrzypiącej podłodze.")
Marša pisze:Nie. Dodanie słowa do zdania nie zawsze jest fajne.[/interlina][/align]
NaNoWriMo, dobra kobieto. NaNoWriMo. 8)
Obrazek

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: pierdoła saska » 28 sierpnia 2014, 11:03

Pierwszoosobowem narratorowi generalnie więcej wolno i tu w sumie mnie tak nie drażni. Generalnie tuptało mi o tego trzecioosobowego stojącego obok i wiedzącego wszystko. :bag: takiego co wie wiele rzeczy i w ogóle, ale jakieśuje czasami właśnie tak na odwal się. Są po prostu czasami sytuacje, gdy jasnym jest, że narrator "wie" tylko...

Absolutnie nie hejtuje jakiesiów ogólnie xD



Off Topic
wiem, wiem, NaNo to NaNo xD *trauma po próbie upchnięcia dosłownie kilku słów w campie, bo jej brakowało do wyznaczonego celu, a tekst niby był już skończony xD*
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Bofur
Fraa
Posty: 35
Rejestracja: 03 stycznia 2014, 17:42
Kontaktowanie:

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: Bofur » 28 sierpnia 2014, 11:07

Marša pisze:Generalnie tuptało mi o tego trzecioosobowego stojącego obok i wiedzącego wszystko. :bag: takiego co wie wiele rzeczy i w ogóle, ale jakieśuje czasami właśnie tak na odwal się.
A to mi się odpala w takich razach myśl: "WTF, narratorze? 'jakiś' czyli jaki? Kto ma wiedzieć jak nie ty?!" :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Zaimek
Posty: 39
Rejestracja: 11 sierpnia 2016, 17:59
Lokalizacja: Olsztyn
Kontaktowanie:

Re: Jakieś, czyli czemu drażni mnie to słowo

Post autor: Zaimek » 10 stycznia 2017, 15:48

Zaimki nieokreślone nie są wcale słowami zbędnymi. I nie uważam, aby znajdowały zastosowanie tylko w narracji spersonalizowanej, pierwszoosobowej. Moim zdaniem narrator trzecioosobowy niekoniecznie znaczy — wszechwiedzący. Nawet jeśli ani on, ani okoliczności towarzyszące narracji się w tekście nie ujawniają. Ja korzystam z zaimków nieokreślonych chętnie i, mam nadzieję, z rozmysłem.

ODPOWIEDZ