UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Wilki w Karkonoszach - komentarze z 2014

Opowiadania starsze lub starawe. Takie, których autorzy nie mają już kont na forum, albo takie, których treść na prośbę autora została usunięta, a bo to na konkurs iść miało, a bo co innego.

Komentowanie w tym dziale jest wyłączone.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Siemomysła » 02 czerwca 2014, 11:11

Od czego mam zacząć? Od czego? Nie wiem. Zaczynałam czytać powolutku, ostrożnie, głównie dlatego, że bałam się, że coś mi umknie, bo jestem nieco rozmazana po tym weekendzie pełnym emocji i ubogim w sen XD No i z każdym zdaniem czytałam szybciej i znów szybciej. Ciebie jakoś po prostu szybko czytam. Nie zaliczyłam żadnego podskoku na mniej udanym zdaniu, żadnego momentu, gdy potrzebowałam się cofnąć, by coś zrozumieć lepiej. Nie ma spoilera, bo ani nic nie wzbudziło moich wątpliwości, ani nie zauważyłam nawet żadnej literówki: to nie musi niczego oznaczać, poza tym, że jestem śpiąca i mam podwyższoną tolerancję ;)

Tymczasem garść wrażeń zapewne chaotycznych:
Po pierwsze to on tak bardzo wszystko rozumie, a taki jest sztywny. Tak się kryje jakoś, tak chyba sam sobie broni sentymentów, tak nie umie odpuścić czasowi, który był, a przyjąć tego który jest. Córka mu przeszkadza (bo się jej nie da zamknąć do szafy, zrobić sobie chwili przerwy, bo to jest taka ostateczna ostateczność - dziecko), choć widać, że ją kocha najzwyczajniej w świecie, jak to ojciec. Nieco inaczej niż matka myślę. Ciekawe, że to mężczyźni właśnie się kojarzą z takim postrzeganiem dzieci: jako dzieła swego. Wiesz, najmocniej mnie chyba uderzyło i jakoś zesmuciło to porównanie do siedzenia w piaszczystym dole, to, że każdy ruch, każda podjęta walka, to tylko kolejna porcja tego, co człowieka zasypuje, zgniata, unicestwia. Że tak - nie ruszaj się, to nie utoniesz, nie tak szybko przynajmniej, bo nie ruszając się przecież nie przyczyniasz się do własnego uwolnienia, więc prędzej czy później zginiesz i tak. Na raty zginiesz. I tylko jedna odpowiedź - linę ktoś musi rzucić. Drugi ktoś potrzebny. Są miejsca, z których się nie da uratować samemu, a Przemek to chyba musi odkryć dopiero.
W ogóle ona-żona ona jest taka, że ja nie wiem, czy się da tak. Jak oni się traktują oboje, trochę jak przez szkło? Nie, źle. Nie przez szkło, ale ostrożnie z szacunkiem dla własnych potrzeb, ale też szczerze. Ja bym chciała być taka szczera, jak ona, gdy mu mówi, że jej to nie interesuje. Tak zwyczajnie mu to mówi. Prosto i mam wrażenie, że bez strachu. Bo można się bać, że się komuś zrobi przykrość, a ona myślę liczy na zrozumienie. Podoba mi się ich relacja i na podstawie tej właśnie relacji, gdy zaprosiła księdza do domu swego niewierzącego męża, uznałam, że to będzie znajomy ich, bo jakby inaczej? Nie zaprosiłaby zwykłego księdza.

I teraz mnie zostawiłaś z tymi siedmioma kogutami i siedmioma latami jego życia w Karpaczu, ze Starym Wilkiem i legendą o Liczyrzepie i tym młodym dziwnym wilkiem skrytym jakby w owczej skórze. Jak to wszystko zaplączesz? Połączysz? I czy Przemek da radę nieco jakby zdjąć gardę, wyjść zza szyby? Zanim go zasypie? No i czy ma rację, czy jej nie ma w sprawie pana Wolverina?

Czekam bardzo.
I przepraszam za wyjątkowy chaos.
SpoilerShow
– Jak, jak, jaak? Mama kazała mówić „pan ksiądz” – zdradziła Monika.
– Wolfgang, z niemieckiego „chodzący jak wilk” albo „idący wilczą drogą” – wytłumaczył oszczędnie.
– A Niemcy zabili dziadka mojego taty.
Drgnąłem. Wolf też drgnął.
– Curuś, zajmij się obiadem…
– A mogę mówić na pana księdza Wolfrank?
– Wolfgang – poprawiłem.
– A mogę Wolverin?
– Możesz – szepnął Krone.
– A mogę…
A to Ci bardzo, bardzo wyszło.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: wołszebnik » 02 czerwca 2014, 13:17

No więc Kan, teges. Aż czasem szkoda, że tak mało jest na forum twojego obyczaju. Bo masz ku gatunkowi talent. Potrafisz zatrzymać się, przypatrzeć, pochylić nad detalami.
Zaserwowałaś nam zupełnie inny styl narracji od tego, co twego autorstwa znamy. Więcej jest właśnie opisów, przemyśleń, grą sytuacją. Jest i coś, w czym wydaje mi się, że odsłoniłaś część siebie, acz, może pozwolę sobie tego fragmentu nie wskazywać, nie wiem na ile chciałaś/nie chciałaś zostać rozpoznana, do tego zwyczajnie przecież mogę się mylić.

Hmm, co mamy? Mężczyzna - główny bohater, jego żona, dziecko, stary człowiek - sąsiad i przyjezdny nowy ksiądz - stary przyjaciel. Nie powiem, intryguje mnie co z tego kotła upichcisz. Jakie zadasz pytania i jakie odkryjesz odpowiedzi. Masz mnie po tym wstępnym fragmencie.
Na razie widzę tekst o kryzysie, o dotarciu do punktu w życiu, gdy się odkrywa, że minęły szanse na to, na co się liczyło, gdy wchodzi się w etap marazmu, rozczarowania. Zobaczymy dokąd z tego punktu powędruje Przemek. Jego relacja z Wolfem - to będzie chyba oś "katastrofy". Zdaje się, że to to przybycie człowieka z przeszłości da kopa Przemkowi do jakiegoś działania, uzmysłowi, że to wcale nie tak, że dla niego wszystko się już skończyło. Zobaczymy. Na razie tak z postawy Przemka wnoszę, że on Wolfowi nie ufa tak całkiem. Coś tam dawniej się wydarzyło, coś, co do tego dnia rzuca cień.


Czekam, Kan.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Kruffachi » 02 czerwca 2014, 17:40

Przeczytałam. I myślę. I nie mogę wymyślić - znaczy nie mogę mieć pewności. Więc pytam - męska pierwszoosobówka to u Ciebie nowość? Bo zauważyłam pewne symptomy, których nie zauważałam u Ciebie wcześniej, a które właśnie kojarzą mi się z takim dość częstym zachłyśnięciem się możliwościami nowo wypróbowywanego narzędzia. Tym bardziej mi się to tak kojarzy, że symptomów tych jest coraz mniej w miarę upływu tekstu. Zupełnie, jakbyś się obwąchiwała z materią i na bieżąco uczyła nią posługiwać. Jeśli w tym, co piszę, jest choć ziarno prawdy i czytelnicza intuicja nie zawiodła mnie całkowicie, zasługą Twoją niewątpliwie jest to, że uczysz się na tyle szybko, że już w pierwszej wstawce widać różnicę między pierwszymi akapitami a kolejnymi. Jest też inna opcja, zakładająca, że to dziwne rozwleczenie początku wynika z - cóż - z tego, że zaczynasz nowy tekst właśnie. To przecież też się czasem zdarza, kiedy autor sam daje się uwieść nastrojowi własnej opowieści, a tu ma co uwodzić, więc to też uznaję za możliwe. Fakt faktem, że potrzebowałam nieco czasu, żeby się przez początek przebić. Nie narzekam jakoś szczególnie mocno, bo niejednokrotnie przebijałam się tysiąc razy dłużej, a sama potrafię rozwlec dwa zdania na piętnaście stron, ale chyba po prostu przywykłam do czegoś innego i nie kojarzy mi się to do końca z efektem zamierzonym, a raczej z którymś z powyższych wypadków.

No ale to tylko pierwsze akapity, a potem tendencja zwyżkowa :D Nie wiem, czy o tym już wspominałam, ale uwielbiam to, jak piszesz o starości. Bardzo, bardzo kibicuję portretom starszych ludzi, w których jest godność i piękno, więc tu mnie masz od razu. Potem jeszcze walisz mnie z drugiej bardzo czułej flanki, czyli relacji ojca z dzieckiem - wspaniałej relacji, odmalowanej za pomocą codziennych szczegółów - scena kąpieli bardzo mną literacko zakręciła, a motyw z Wężem Bobem jest po prostu przemiodny :D Więcej takich obrazów w literaturze - niewymuszonych, nie na siłę lukrowanych, ale pięknych w codzienności i prostocie. Troszkę mnie w tym ukuł sposób, w jaki Przemek opisuje Marię, ale tylko troszkę. Może po prostu za długo te peany trwały. Bo ja rozumiem, że "wpompował" w siebie dobre emocje i przyszedł do domu ujarany endorfiną, ale jakoś mi to wystawało ponad tę codzienność, nawet jeśli iluzja pękła, kiedy okazało się, że na obiedzie będzie ksiądz.

Właśnie - Wolfgang. Dość czytałam Twojego, żeby, gdy pojawiła się para niewierzący-duchowny, spodziewać się prostych treści rozwiązań i zagrań. No i nie zawiodłam się, bo dostaję wyraźną zapowiedź czegoś bardzo nieoczywistego i jestem niezwykle ciekawa, w jakim kierunku to pociągniesz. Nawet nie próbuję zgadywać, bo to przecież bez sensu :D

Oczywiście nie mogłabym nie dostrzec motywu przewodniego, skoro - to Twój zwyczaj? - pojawia się już w tytule. A potem pojawia się na bardzo wielu różnych poziomach. Jest Wolfgang Krone oczywiście - znak bardzo czytelny, skoro (naturalnie zresztą, za co brawa) pojawia się nawet tłumaczenie imienia. Jest całe jego zachowanie, jego wejście, jak wejście wilka w zagrodę albo - może trafniej - w stado, które ma już swojego samca. Jest ulica Wilcza i ulica Sarnia (matusiu, ileż lat mnie nie było w Karpaczu, a teraz tak blisko...), które symbolicznie - śmiem zakładać - rozwidlają się i biegną obok siebie w tym samym kierunku. Jest Janusz. Jest ta dzikość nieznanych szlaków, zew natury. Znikające kurczaki. Jest wreszcie motyw perfum i "tropienia" ukochanej (samicy). Pisałam to pewnie miliard razy i jeszcze dwa, ale uwielbiam, kiedy autor jest wierny obranemu przez siebie systemowi znaków. Czekam niecierpliwie, dokąd tym razem mnie zaprowadzisz.

Nie spekuluję, pokornie czekam na ciąg dalszy :)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Joa » 02 czerwca 2014, 17:55

Zacznę od tego, że mi usunięto perfidnie przemyślanym atakiem komentarz poprzedni z wypisanymi ulubionymi fragmentami, zgubioną kropką nad "ze", kilkoma zgubionymi przecinkami i ortografem. Usunięto, a ja już nie mam siły wypisywać od nowa, mam nadzieję, że zrozumiesz.

Lubię Cię w obyczajówkach. Ogólnie to w bardzo dużej ilości tekstów Cię lubię, bo w każdym mogę Cię rozpoznać, znaleźć ten pierwiastek, który sprawia, że czyta mi się dobrze i przyjemnie. Ufam Ci jako autorce, jestem zawsze niemalże pewna, że przeczytam coś dobrego - nieważne, czy jest to tworzone w wielkim bólu i trudzie, tak naprawdę poza kilkoma wyjątkami, nie jestem w stanie powiedzieć, jak ciężko Ci idzie, bo czytając tekst, nie ma się wrażenia zgrzytów. Wręcz przeciwnie - jest przyjemnie, błogo, płynie się przez tekst w trochę leniwym tempie. Leniwym tempie leniwej obyczajówki. Spokojnie, jak na jeziorze statkiem, co nie, kto nie lubi statków i jezior w ogóle, nawet nie pytam, tacy ludzie to wiesz, chyba nie istnieją.
Więc lubię. Ufam. Jest tu wszystko, prawie, co lubię.

Czego nie lubię? Nie podoba mi się narrator, Przemek, główny bohater. Jego imię oddaje wszystko to, czego nie lubię - a tak właściwie to gość mnie irytuje. Przypomina mi trochę charakterem gościa z Dysertacji, tak mi się wydaje. Tylko tu Przemek irytuje naprawdę, tam - było to do zniesienia. Wiesz, wszystko gra w jego osobowości do momentu, gdy pojawia się w kuchni przy żonie - bo jak dotąd jest trochę taką ciepłą kluchą, bardzo refleksyjny, wzrusza się troszkę gdzieś tak w pewnym momencie, wspomina, myśli, a tu córka, tu żona, tu ksiądz i nagle pojawia się przy żonie i pojawia się - sygnalizuję, nie robię tego specjalnie, by Ci sprawić przykrość, wiem, że tego nie lubisz - i pojawia się taka natura, jakaś część, coś, czym obdarzasz też niektóre inne postacie. Ja rozumiem, że facet, że on chce się spoufalać z żoną w kuchni i tak dalej, że to żona, kobieta, że ona pachnie. Ja to wszystko rozumiem, ale mi to nie gra z tą całą jego kluchowatością, którą zauważam wcześniej - tak, jakbyś podmieniła nagle Przemka na Przemysława.

Ja się czepiam, ja wiem, może to są tylko moje niczym nie podparte wymysły, subiektywne odczucia, ale nie czuję bohatera, zaznaczam od razu. Tak naprawdę bardzo mnie denerwuje, początkowo tylko miałam względem Przemka neutralne odczucia, ale później przeradzało się to w irytację. On nie gra tu pierwszych skrzypiec dla mnie; ja bardzo czekałam w miarę czytania, aż pojawi się ktoś inny przyjemniejszy, po tym, jak zniknął Janusz. Bo Janusz. Jak nie lubić Janusza.

Ale to, co mnie urzeka, to klimat. Taki swojski, trochę wiejski, bardzo powolny i przyjemny. Wiesz, dzieci, słońce, sierpień, lato, bzyczenie owadów, klimat, atmosfera, góry niedaleko. Ja tylko czekałam, aż pojawi się sierpniowa burza wraz z chłodnym, pachnącym deszczem. Tylko czekałam na to, na taki wieczór w tym tekście.
Wszystko jest tak realnie opisane, tak fajnie, te wnętrza, to miejsce, postacie, każdy ich ruch i reakcja. Naprawdę mi się to podoba.
Zresztą wiesz, jak jest.

Lubię dużo momentów, wspominałam, że je wypisałam. Ja ogólnie uwielbiam, gdy ktoś ujmuje coś tak dobrze, że chciałabym to sobie gdzieś zapisać. Lubię relacje Przemka z córką, lubię opis jej koleżanek jako piskląt, durnych i przekonanych o swojej wyższości. Lubię te momenty, choć one mi do tego faceta nie pasują. Ogromnie podoba mi się opis sytuacji w kuchni - paradoksalnie. Lubię całą rozmowę z Kronem, gdy pojawia się w ogrodzie, jak smagają go po twarzy i całym ciele gałęzie, lubię mycie córki. Lubię Janusza i to, co mówi. Chcę by pojawił się jeszcze kilka razy. Ja ogólnie dużo lubię, dużo fragmentów w tym tekście - paradoksalnie, bo to, co mówi Przemek, myśli albo cokolwiek innego, wydaje mi się w większości trafne, bardzo dobrze ujęte i pięknie. Paradoksalnie, bo to nie zmienia mojego stosunku do niego.

Wiesz, jak się cieszę, że piszesz, że będę czytać, bo to mi sprawia przyjemność - czytanie Ciebie i kilku innych osób na forum, do których mam zaufanie jako do autorów. Może ten tekst jest inny niż wszystkie, może to nie jest do końca to, co ja wiesz, lubię tak na sto procent, może nie odpowiada mi bohater lub coś innego. Ale z Tobą i tymi innymi autorami na forum jest tak, że ja lubię Was czytać, komentować, może nie do końca wiem, co napisać, może czasami brak mi słów, ale ja naprawdę, ogromnie lubię słuchać, co macie do powiedzenia. I czasami chciałabym mieć Wasze wszystkie teksty, wydrukowane, oprawione, legnąć sobie gdzieś z herbatą, czymkolwiek, wiesz, muzyka, te sprawy, zapomnieć o tym, że jest słabo, czy coś i czytać. Bo tak naprawdę to trochę zapominam, jak Was czytam i za to Wam dziękuję.



PS. Wolf. Krone. Czy muszę cokolwiek dodawać?
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: pierdoła saska » 09 czerwca 2014, 07:39

Czytłam w poniedziałek zeszły, ale musiało się uleżeć i poukładać w głowie. ^^” Czuje się złym czytelnikiem, bo przez sporą część tekstu zamiast pochłaniać co mi dają - ludzi i ich odczucia, ja sobie błądziłam po okolicy. Bo okolice namalowałaś jakoś tak ładnie, że mózg mi się zafiksował na rozkminie czy Wilcza Poręba, to jest koło Skalnego Osiedla, czy po drugiej stronie Konstytucji 3-ciego maja :bag: Jakoś kojarzyły mi się okolice Skalnego, ale dziury w geografii Karpacza Dolnego zieją w mojej głowie, a czytałam na czytniku i będąc offline, więc nie mogłam zaspokoić ciekawości na tu i teraz. Koniec końców zrobiłam to dopiero jakieś pół godziny po przeczytaniu. Czy to zasługą tekstu, czy mej słabej znajomości Karpacza w wyobraźni widziałam ten rejon, który opisywałaś. Raz czy dwa zdarzyło mi się tamtędy przespacerować :)
Mniejsza z większym o geografię, chodzi o tekst. A w tekście ładnie Karpacz malujesz. Jestem skrzywiona, znam nieco miasto, więc obrazki są tym żywsze dla mnie, ale wydaje mi się, że i bez tej wiedzy podobałoby mi się to, co czytałam, wciągnąłby mnie opis ulic. :)
Jeśli chodzi o same wydarzenia, to będę szła od końca, bo jakoś tak bardziej czepiło się pamięci. Atmosfera obiadu wyryła mi się w tejże jakąś taką niepewnością i podobieństwem do chmury burzowej. Czytałam i nie dawało mi spokoju kiedy huknie tak, że zatrzęsą się szyby. I strasznie mi się to podobało.

W ogóle nie powiem niczego nowego, jak wtrącę, że mam awersję do pierszoosobówek. No mam i powtarzam to często, zwłaszcza jak trafię na tekst z narratorem pierwszoosobowym, który jest dobry, który robi prawdziwie dobry użytek z opcji, jakie taka narracja daje. I tak jest tutaj :) Dygresyjki, opowiastki obok opowieści, krążenie myślami i język, który jest bardzo spersonalizowany i sam w sobie bohatera charakteryzuje. Miód. Już w komentarzach wyżej widziałam coś o tym jak Przemek się o koleżankach córy wypowiada i to było takie paskudne i urocze zarazem, a przede wszystkim bardzo udane <3 szaczunek dla ciebie, za tak fajne uchwycenie momentu.
Takich małych smaczków, historyjek w historii, było tu zresztą sporo. Choćby o wężu <3
Ale i tak atmosfera obiadu wydaje mi się najmocniejszym elementem tekstu. Najbardziej wyryła mi się w pamięć. Nawet nie to, o czym mówili, z czego żartowali lub nie, ale właśnie taki ogólny odbiór. To ciągnęło, to budziło skojarzenia - wiele takich, które sama zabijałam myśląc “nie, nie zrobiłaby tego tak, tak nie będzie, zaskoczy mnie, bo to Kan” XD I z taką to myślą doszłam do końca tekstu i dalej sobie tkwię najzwyczajniej w świecie ciekawa, co się wydarzy dalej. :)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: wołszebnik » 18 czerwca 2014, 19:56

Za pauzy, Kan, to należy Ci się, by Cię Joła za uszkiem posmyrała - przepięknie wygląda z pauzami tekst, wierzę, że się do nich przekonasz :D

Mam dziś sieczkę w mózgu :D stąd ciężko mi sklecić konstruktywne słowa. Ale (na moje szczęście) czytałam jeszcze wczoraj, a dziś już tylko dla wyłapania kilku fraz. Może się powtarzam, ale to, co najbardziej rzuca mi się w oczy (w uszy), to styl twojej narracji. Jest tutaj zupełnie inny od tego, do czego nas przyzwyczaiłaś. Wolniejszy, ale nie w tym złym znaczeniu, tylko wolniejszy jako przemyślany, zrównoważony, niegwałtowny. Zatrzymujesz się i co rusz rozglądasz, pochylasz nad detalami i to jest piękne, to mnie urzeka. Meszek na twarzy dziecka, klapki przyklejające się do chodnika, jakiż mój zachwyt, że to dostrzegłaś!

grudzień siedem lat wcześniej - coś, co kojarzy mi się z tym, co już padło we wstawce wcześniejszej: coś z przeszłości Przemka i Wolfa. Hmm, ten kryzys wiary, intrygujący. I śmierć w kuchni Janusza... teraz chyba właśnie najbardziej skupiłam się na kminieniu kim jest Janusz i co skrywa, i jak ma się to do tego, co skrywają Przemek i Wolf. Co on robił w lesie? Przemek pomyślał o tym dlaczego to Wolf błąka się po lesie, ale już wycieczkę Janusza wziął za coś normalnego. I może słusznie. Zapewne Januszowi nie jeden raz takie wycieczki się zdarzały, acz coś niucham, że za tą konkretną stało coś więcej. I jeszcze ten upór, by nikogo nie zawiadamiać plus takie oczywiste przystanie na to Wolfa. Hmmm, Janusz boi się policji? Narozrabiał coś?
Kminię.

Acz, także drobna uwaga, tak zakłuło mnie w oczęta, że Przemek nie zarejestrował, by mieli jakiekolwiek problemy z przeniesieniem Janusza do jego domu. Jakby nie sprawiło im to trudu. No, a pewnie jakaś odległość to była, do tego Karpacz. Wiesz, jak by to rzec... słuchaj, Karpacz to góry *odkryła Amerykę* i nawet jeśli Janusz nie waży nie wiadomo ile, a ich jest w końcu dwóch, to i tak powinni się nieco zmachać. Człowiek się męczy tylko łażąc po lasach wokół Karpacza, a co dopiero coś niosąc.

Ok, było o ogóle, może coś o szczególe.
Czułem się jak kartka wyrwana z obszernej książki tuż przed spaleniem, pojedyncza, niepasująca do niczego i wrzucona przez czyjeś okno na pastwę losu i szalejący wiatr. Po kolei więc — myślałem — wyszedłem z domu, trafiłem tu, Wolf znalazł Janusza, nie wiem, co Januszowi jest, w domu czeka Maria, Monika u Oleckich, nie zostawię Janusza samego, nie zostawię Janusza z Wolfem, Wolf jest tu od trzech dni, od trzech dni giną zwierzęta... Jakieś to takie bez sensu? Bez sensu.
Myśli nie piętrzyły się jak chciałem, tylko walały z miejsca na miejsce, a ja brodziłem między nimi i rozpaczliwie próbowałem poukładać w rzędach, stosami, na wyimaginowanych półkach logiki. Zamknąłem oczy i zrozumiałem nagle, dlaczego jest mi źle.
Dobrnęłam do 'źle' i musiałam przestać czytać, oderwać wzrok. Odpłynęłam. TO BYŁO EKSTRA! Kan, to było jak odjazd. Odjazd, który udziela się czytelnikowi także.

za to tutaj:
Pierwszym, co zobaczyłem po otworzeniu oczu, był nieudany skok wikarego Wolfganga, który postanowił pokonać ogrodzenie i w połowie lotu zaczepił o nie czubkiem buta. Naprawdę, tylko on mógł tego dokonać. Pomijam fakt, że stalowe pręty były obłe i śliskie, a co dwadzieścia centymetrów wystawały nad nimi długie, ozdobne kolce.
aż rzeczywiście mnie zabolało.

Opisy są mocną stroną tego tekstu, takie plastyczne, do tego dynamiczne. Tak pełne. Majstersztyk.

To:
Chyba go nie było. Janusza znaczy, nie dzwonka, bo znalazłem jakiś guziczek i wcisnąłem go parokrotnie, oszukując samego siebie.
pokochałam :heart:

zaś to:
Dawno już zrozumiałem, że nigdy mi się nie uda znaleźć prawdziwego, więc został ten - spłycony, uczłowieczony, złośliwy dziad nade mną,
Skojarzyło się z pewnymi moimi własnymi przemyśleniami na temat religii, tego jak powszechnie odbiera się Boga. Lubię odnajdywać w tekście cząstkę samej siebie.

"Błędy" znalazłam w sumie dwa, z początku:
**stawał mi przed oczami wyraz jego twarzy i wszelkie wahania jakoś mu ustępowały.
wahania ustępowały wyrazowi

***Nie, żebym od początku wiedział, jaki
moim okiem ten drugi przecinek jest zbędny


Zatem, nieogarnięty wyszedł mi ten wpis, ale przez sieczkę w mózgu, to po pierwsze, no i że z pracy, a ludzi dziś masa i tak pisałam po dwa słowa tego komentarza. Pewnie o wielu rzeczach zapomniałam.
Hmm, tak mi się jeszcze skojarzyło, wiesz jaki jest paradoks ateisty? Otóż odnosi się do Boga (w przeczeniu, niemniej jednak) częściej niż niejeden wierzący ;) Tak mi się skojarzyło z Przemkiem jakoś, z jego przemyśleniami.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Kruffachi » 22 czerwca 2014, 11:57

Przeczytałam. I nie mam bladego pojęcia, co napisać. Pustka w głowie. Martwię się o Janusza, to na pewno. Martwię się o Marię, ale w zupełnie inny sposób - to też. Bezradność Przemka zaczyna być przerażająca. Tym bardziej przerażająca, że prawdziwa.

Wiem, że to nie komentarz stulecia, nie chcę też powtarzać tego, co pisałam wcześniej. Chyba lubisz ludzi w momentach przełomowych, prawda? Skojarzyły mi się "Wilki..." z "O wygranej i przegranej". Coś w tematyce, coś w portrecie bohatera. Już mam dreszcza, kiedy myślę o tym, co możesz z tym zrobić.

Czuję się jak spamer z tym komentarzem. Wybacz. Po prostu czekam na więcej.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Wilki w Karkonoszach

Post autor: Joa » 25 czerwca 2014, 12:16

Jak ten Przemek zazdrości, jak on by chciał, jak on czuje, że zasłużył, że powinien. Jak on chce wierzyć, dostać znak, że bóg gdzieś tam jest. Jego monologi do boga to najmocniejsza część Wilków. Według mnie. Te fragmenty chyba zawsze mnie u Ciebie zatrzymywały na dłużej i wywoływały smutek. Ten jeden fragment w Technologicznej, ja go wciąż pamiętam i przychodzi mi na myśl, gdy czytam Wilki.
SpoilerShow
Jeszcze jeden, mały kopniak od boga, tak na zaś, na pożegnanie, żebym przypadkiem nie zapomniał, gdzie moje miejsce.
Siedział, kretyn, pod domem Janusza i czekał chyba, aż bogu zrobi się go żal.
— To już? Ile mam jeszcze żyć, żebyś sobie o mnie przypomniał? Słyszałeś, że męczę się cały dzień, od piętnastu lat słyszysz, nie ma cię, jesteś? Niczego już nie wiem, choć raz odezwałbyś się do mnie — myślałem, zaciskając powieki. — Myślisz, że po co kłócę się z nimi wszystkimi, po co im mówię, że nie istniejesz, jak nie po to, żebyś wreszcie zaprzeczył? I dlaczego nie przeczysz? Dlaczego nic nie robisz, dlaczego mi nie pomagasz? Mam iść do kościoła i powtórzyć to w środku? — Sądziłem, że już mi przeszło. Wtedy, któregoś grudnia siedem lat temu. Ale z żalu nie da się wyleczyć, ciągle miałem jeden, ten sam problem. Znów mówiłem do boga przez kilkanaście minut. Na szczęście ani przez moment nie zwątpiłem w swoje zdrowie psychiczne, nawet wtedy, gdy po wyjątkowo rozpaczliwym „Zlituj się nade mną”, runął na mnie grad z deszczem. Pamiętam, że całą tę tyradę zakończyłem jednym zdaniem: — Błagam, daj mi wreszcie znak, jakikolwiek.
Prócz momentu z Technologicznej kojarzy mi się jeszcze ta piosenka, wiesz o tym na pewno. Wiesz, że mi się też kojarzy z czymś innym, na pewno wiesz, domyślasz się.
SpoilerShow
I nie wiem, w tym fragmencie ja chyba poczułam jakąś cienką nić zrozumienia Przemka. Ja wciąż pamiętam, co czułam do niego w pierwszym fragmencie, jakie ja miałam z nim problemy, ale tu jest lepiej. Przerażają mnie te jego myśli, to, co on mówi. Współczułabym mu, ale współczucie jest słabe. Ja go rozumiem, rozumiem, że ma ból, że on też by chciał. Że wini coś, kogoś, może boga, że taki Wolfgang - jaki Wolfgang jest każdy wie, ekhe - on, chuligan szkolny (napisałam przed chwilą "huligan", serio > . <) on dostał to, co chciałby mieć Przemek. Wiarę. Bo on by chciał, ale on wie, że boga nie ma.
Ciekawa jestem, dlaczego Janusz jest tak nastawiony do Krone'a. Czy to zwykła awersja do księży, wiary - taki trochę Przemek z przyszłości - czy może podejrzewa Wolfa, nie wiem, może o te kury? I co po ciemku, w lesie, robił Janusz? Szukał kogoś, kto te zwierzęta dziabał? Może pełznął za Wolfgangiem, którego o coś podejrzewa? No lol. Czekam.
Lubię Krone'a. Wciąż. Nawet jak to on zabija te kury (może lunatykuje), co nie, ale chyba nie, ja coś nie wierzę.
Ogólnie to przy tym fragmencie się odstresowałam. I było przyjemnie.
SpoilerShow
Karpacka łuna za drzewami...
Od małej?
kierując słowa wgłąb plastikowego opakowania.
Osobno?
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Wilki w Karkonoszach - komentarze z 2014

Post autor: Kruffachi » 19 maja 2017, 19:10

*admińska pieczątka*
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Zablokowany