UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

OZ reborn - tekst

Opowiadania starsze lub starawe. Takie, których autorzy nie mają już kont na forum, albo takie, których treść na prośbę autora została usunięta, a bo to na konkurs iść miało, a bo co innego.

Komentowanie w tym dziale jest wyłączone.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Maradine » 04 sierpnia 2014, 16:37

Najpierw poczuł się przygnieciony. Potem ktoś zabrał z niego zwłoki, z których pociekło jeszcze trochę krwi, prosto na jego ubranie. Trupa trzymał ten lustrzany pajac, z miną sugerującą, że już zastanawia się jak wkręcić Informatora w dług wdzięczności. Nie miał zamiaru być winny temu draniowi cokolwiek, a na pewno nie przysługę.
- Spierdalaj - pomyślał, jednocześnie układając w głowie jakiś scenariusz, dzięki któremu mógłby się wykręcić.
- Spoko - rzucił Jivan, po czym opuścił chuchro z powrotem na Informatora. Czyli jednak nie pomyślał, powiedział to na głos. - Ale może najpierw powiesz mi co tu się stało? Ratowałeś damę w opałach? – zapytał, uśmiechając się złośliwie i podniósł nogę, jakby chciał oprzeć ją na truchle.
Widząc to, Informator zebrał wszystkie swoje dostępne siły (których w sumie nie miał zbyt wiele, ponieważ zawsze był zwolennikiem wyższości siły umysłu nad siłą fizyczną) i wyturlał się spod zwłok. Pech chciał, że możliwości były dwie - przekręcić się w prawo lub w lewo, a on wybrał prawo. Prosto w kałużę krwi.
- Cholera jasna - zaklął, czując jak posoka wsiąka mu w ubranie, brudzi włosy i skórę. - Ja pierdolę, kurwa mać - dorzucił dla podkreślenia dramatyzmu sytuacji, po czym zerwał się na równe nogi.
Tak właściwie, to nie miał nic do krwi. Nie przeszkadzały mu kałuże, wanny, ani nawet wodospady krwi. Nie przeszkadzały mu zgrzewki buteleczek dostarczanych do supermarketowych działów dla wampirów przez Stowarzyszenie Honorowych Dawców Krwi. Nie przeszkadzały nawet ciała pływające czasem w rynsztoku, zabarwione czerwoną (inne pomińmy ze względu na dbałość o apetyt) cieczą. Podsumowując, nie przeszkadzała mu ona w żadnej postaci. Dopóki nie miał z nią bezpośredniego kontaktu. Najlepiej, gdy znajdowała się w odległości co najmniej pół metra.
Ogólnie Informator lubił się dzielić informacjami wszelakimi, poza tymi dotyczącymi jego osobiście. Za każdym razem, gdy ktoś proponował mu kolejeczkę w pobliskiej karczmie, uciekał gdzie pieprz rośnie, a krowy latają na słoniach, byle tylko nie musieć się tłumaczyć ze swojej awersji do alkoholu. Miał bowiem wrażenie, że po nawet niewielkiej dawce działoby się z nim to, co po zbyt bliskim spotkaniu z cudzą krwią. Widział to u innych ludzi.
- Maseczka z krwi dziewicy? Chcesz być zawsze piękny i młody? Ale z ciebie baba - komentował Jivan, najwyraźniej zapominając o swoim wcześniejszym pytaniu. W sumie wszystkim już to zwisało.
Informator, słysząc to, rzucił się w jego stronę z zamiarem rozpoczęcia zdrowej męskiej bójki, jednak poślizgnął się, zatoczył, czknął i wpadł na ścianę, jakiś metr na prawo od lustrzanego pajaca.
- Ja pierdolę. Rzygam tymi zjebami i ich cholernymi fetyszami. Po kiego rozcinać ludziom bebechy? - mamrotał do siebie, z całych sił starając się podnieść na czworaki. Jivan przypatrywał się tym wysiłkom z dziwną mieszaniną uczuć ukazujących się na jego twarzy. Jakby litości, zaskoczenia, rozbawienia i ...zadowolenia?
- Ty sukin...hic! - jęknął Infoś, po czym oparł jedną dłoń o ścianę, drugą o podłogę i spróbował wstać. - Kurwa. Nienawidzę tego pierdolonego świata - burczał pod nosem. Miał wrażenie, że zrobił się nieco wulgarny. - Przepraszam - rzucił do ściany. - Kurwa - dodał, by podkreślić szczerość tych płynących wprost z serca słów. Ściana nie odpowiedziała, najwyraźniej zdegustowana jego postawą. Gdy w końcu udało mu się stanąć na nogach, miał w głowie karuzelę, w brzuchu stado motyli, albo innych robali, od których było mu niedobrze, a nogi były równie stabilne co żelki. Jivan nadal uśmiechał się, zapewne napawając się tym upokorzeniem Informatora i zapamiętując szczegóły do przyszłych... Czegoś tam.
- Zetrę ci z tej prostackiej mordy... hic... ten... hic... prostacki... kurwa, powtórzenie... hic... uśmieszek - oznajmił z determinacją Informator, po czym odepchnął się od ściany jedną ręką, biorąc jednocześnie zamach drugą, co zaskutkowało wykonaniem połowy nieudolnego pirueta, kolejnym potknięciem i zwaleniem się na podłogę. Jivan uprzejmie odsunął się o pół kroku, by jego buty nie przywitały radośnie zębów Infosia.
- O...a...li...ca..wa - wymamrotał tamten w podłogę.
- Ha? Co tam mamroczesz, kurduplu? - Jivan chwycił go za ramię i oderwał od podłogi bez najmniejszego wysiłku.
- Lisica ucieka, kutwa - burknął poszkodowany i stracił przytomność.
Ten właśnie moment wybrała sobie ochrona burdelu, by dołączyć do imprezki.
Obrazek

Awatar użytkownika
Stwór
Posty: 31
Rejestracja: 21 lutego 2014, 00:32

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Stwór » 19 sierpnia 2014, 00:58

Stwór nigdy nie był pasjonatem walki. Można wręcz powiedzieć, że uchodził za pacyfistę, choć, jak każdy jego gatunku, lubił krew, ze względu na jej dużą wartość jako źródło morficznej energii. Teraz więc, gdy już przyczynił się do wymordowania dużej ilości napastników i odleżał swoje w kącie (wyrzuty sumienia to straszna rzecz), korzystając z zamieszania zaczął bezczelnie ograbiać zwłoki. Im już się nie przydadzą brzęczące monety i odzież, prawda?
Podczas gdy dwójka dziwnych ludzi - a raczej człowiek i jakaś odmiana demona, nie był pewny - prowadziła rozmowę, a Pan od Narkotyku jeszcze nie wyszedł z szoku po walce, Stwór zdołał skompletować sensowne ubranie, przewidujące między innymi ciężkie buty, skórzaną kurtkę, a także sakwę i pas, do którego mógł przytroczyć kilka znaleźnych noży. Znalazł także słoik wypełniony białym proszkiem, który wysypał na podłogę, a gdy uznał, że szkło jest wystarczająco wytrzymałe, zaczął kolekcjonować do niego krew.
Oczywiście nie była to krew w płynnej formie.

Tu trzeba nadmienić, jak dokładnie działa Stworowy morfizm. Morfizm jest sztuką pozyskiwania tak zwanej morficznej energii z pokarmu, którą następnie można wykorzystać do przemiany przedmiotów - od ugotowania jajka, poprzez stworzenie ubrania ze skóry, aż do modyfikację własnego ciała. O ile produkty morfizmu, które mogą istnieć w danym multiwersum (odzież, jedzenie, ewentualnie ogon) po samej przemianie nie zużywają morficznej energii, o tyle jakakolwiek rzecz niemogąca istnieć bez naginania praw fizyki danego świata (jak ciało Stwora) wymaga odnawiania, aby nie przestała istnieć. Przez tę zależność, podczas podróży przez multiwersa, Stwory przeważnie są zmuszane do zamiany własnego, elastycznego ciała, na ciała mogące stabilnie istnieć w danym świecie.
Dodatkową niewygodą, wiążącą się z morfizmem, jest fakt, że morficzna energia, chociaż można ją składować w formie 'balonu', ma tendencję do przeterminowywania się, w związku z czym potrzebne jest jej stałe źródło. W tym przypadku sproszkowana krew sprawdza się idealnie.

Korzystając z zainteresowania wampira jego upitym krwią kolegą, Stwór rozpoczął swój obchód po znajdujących się na uboczach kałużach krwi i ciałach. Zużywając niewielką ilość energii, najpierw zupełnie odwadniał znalezioną krew, a gdy ta przyjmowała postać proszku, składował ją w szklanym pojemniku. Nazbierał już prawie cały, gdy usłyszał ludzi biegnących korytarzem. Dźwięk ich chodu nie wskazywał raczej na pokojowe zamiary.
Dach! Tak, dziura w dachu będzie dobrą opcją ucieczki. Stwór wylizał odrobinę krwi z kałuży obok, po czym wydmuchał pod dziurą ogromną, krwawą bańkę. Nie przejmując się, że zwraca na siebie uwagę pijanego człowieka, wskoczył na bańkę i odbił się od niej, jak od trampoliny.
Gruchnął ciężko na dachówki akurat w momencie, gdy przez wyważone wcześniej drzwi wpadła kolejna ludzka masa - ubrani na czarno, w najwyraźniej ochronnych strojach, szybko wyprowadzili nagiego Pana od Narkotyku i zaczęli potrząsać pijanym człowieczkiem, wydzierając mu się prosto w twarz. Stwór uznał, że chwilowo nie powinien się tu znajdować i zaczął skakać po dachach, w zupełnie losowym kierunku, aby się choć odrobinę oddalić od zamieszania.

Być może źle wymierzył skok, albo to buty go zdradziły, ale zdecydowanie spadł. A przynajmniej tak uznał, kiedy ocknął się po chwili zamroczenia. Znowu na kimś leżał, kimś dość brudnym, pachnącym rzepą i zdecydowanie zakłopotanym faktem, że oto z nieba spadła na niego kobieta. Stwór odsunął się naprędce, mało nie wpadając w kobietę-kota. Odwrócił się, aby jakoś gestem przeprosić, kiedy zauważył mężczyznę z zakrwawionego pokoju.
Pisnął i, cofając się, znowu wpadł na mężczyznę, którego przed chwilą przygniótł. Nie, to nie może być ten, który był w miejscu masakry - raczej nie zdołałby tak szybko się tu dostać, poza tym wyglądają trochę inaczej... odbici. Obaj byli swoimi dokładnymi odbiciami.

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 152
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Prophet » 20 sierpnia 2014, 18:58

- Nuuuuuudzeeeeeeę sieeeeeeeę..! - zawodził Kuole spod wątpliwej świeżości szmaty.
- Meeeeee! - zawtórowała mu Rozalia.
- Zamknij się wreszcie! - warknęła Ruda, wyraźnie wkurzona faktem, iż od godziny zmuszona była słuchać żałosnego zawodzenia maga.
- Ale ja się nuuuudzeeeeę... Głupie słońce. - odburknął Kuole. Zbliżała się najgorsza pora dnia, kiedy to słońce promieniuje najmocniej. Dla wampira jest to najgorszy okres, zwłaszcza gdy nie ma gdzie przeczekać. A dla wampira z wiecznym adhd, którym ewidentnie był Kuole, zmuszenie do nieprzemieszczania się było niczym tortura. - Daleko jeszcze?
- Tak. - odparł Grab. Po tonie głosu można by wnioskować, że i jemu cierpliwość do Kuole niebawem się skończy.
- To za daleko. - stwierdził rozumnie mag, szukając po kieszeniach czegoś, co zajęło by mu czas. Zamiast tego znalazł kredę.
Kreda z kolei podsunęła mu pomysł.
Nie żeby kreda potrafiła mówić.
Na nieszczęście dla pozostałych był to jego własny osobisty pomysł.
Trzymając materiał jedną ręką, by się nie zsunął, drugą dzielnie dzierżąc kredę kreślił na wozie znajomy symbol, tylko większy, ponieważ objąć musiał więcej niż tylko jego samego. Gdy skończył, wstał i niewiele myśląc podniósł Graba i usadowił w symbolu, po czym to samo zrobił, mimo ostrzegawczych prychnięć, z Kotką.
- Co ty do cholery odwalasz, głąbie? - syknęła obserwując mierne próby wciągnięcia Rozalii na jadący wóz.
- Teleportuję nas. - wyszczerzył się, dumny ze swojego pomysłu. Wreszcie udało mu się wywindować kozę na wóz i umieścić w symbolu.
- Zaraz, telepo… - zaczęła, ale w tej chwili błysło, świsło i zamruczało, a po chwili wszyscy siedzieli przed bramą wjazdową do Obłędu. - …rtować?
- Patrzcie! – Kuole wykonał kolejny taneczny piruet i zaklaskał z radości. – Udało mi się!
- Jak to udało? – zapytał zaskoczony Grab. – A kiedyś się nie udało?
- To mi się zazwyczaj nigdy nie udaje. – wyszczerzył się. Był z siebie bardzo dumny. Po czym spojrzał na Graba. – Chyba jednak nie wszystko się udało, ale w każdym razie nie brakuje wam fragmentów ciała. – rzucił i, okręciwszy się na palcach, pobiegł wzdłuż ulicy.
Musiał znaleźć Jivana i opowiedzieć o swoim wielkim sukcesie. Kij z tym, że spodnie Graba prawdopodobnie zostały na wozie. Albo poleciały na dwór Hrabiny de Vines. To nie było teraz ważne.

*

Jivan miał za to całkiem inne zmartwienia. Nie dość, że niczego się nie dowiedział, to miał teraz o trzy więcej problemy na głowie. Pierwszy – Informator, który, nie wiedzieć czemu w kontakcie z krwią bełkocze i mdleje. Drugi – ochrona burdelu, która średnio chciała słuchać wyjaśnień, w efekcie czego musiał pożegnać się ze zniżkami w tym przybytku i nawiać z kurduplem pod pachą. Trzeci – lisica, którą śledził z tego tylko powodu, że Infor o niej wspomniał.
Po paru godzinach jednak zwątpił w celowość skakania po dachach za demonicą, poza tym nieprzytomne truchło zaczęło mu nieco ciążyć. Wycelował więc w Stwora tym samym zaklęciem, co uprzednio w Informatora, czym spowodował jej malownicze przemieszczenie po łuku i w dół, na ulicę. Po zejściu na dół zauważył, że przemieściła się nie tyle na ulicę, co na jakiegoś bezdomnego bez spodni, któremu towarzyszyli Kuole i jakaś kolejna demonica.
- Co to jest, kurwa, festiwal dziwadeł? – wymamrotał pod nosem.
- Na to wygląda. – Infor najwyraźniej odzyskał przytomność i swój zwyczajowy sarkazm, więc Jivan odstawił go na chodnik.
No może nie tyle odstawił, co po prostu zrzucił sobie go sobie z ramienia. Po czym, ignorując dość wątpliwej kultury słowotok kurdupla, podszedł do pozostałych, po drodze ze zgrozą zauważając, że osobnikiem w półnegliżu jest Grab. Z kolei lisiczka nie wyglądała na zbyt szczęśliwą na jego widok, bo, z jeszcze większym piskiem niż chwilę wcześniej, próbowała schować się pod Grabowym płaszczem, co wyglądało dość… nietypowo.
- Jivanjivanjivan! – Kuole dopadł do swego odbicia cały rozpromieniony. To znaczy bardziej niż zwykle. – Zgadnij co? Udało mi się przeteleportować trzy osoby na raz! I wszystkie żyją! – Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.
- Okeej… - odparł Jivan bezpiecznie zwiększając odległość między nimi. Może i byli tą samą osobą, ale przebywanie blisko Kuole, gdy jest w takim stanie groziło dużym uszczerbkiem na zdrowiu.
- Nosz kułwa jeho maść!..
To jakże wysublimowane stylistycznie zdanie wyartykułował Infoś, który nie wiedzieć kiedy przypełzł za nim, zapewne chcąc uzyskać jakieś informacje, jak to miał w zwyczaju. Niewiele mu to jednak dało, gdyż tuż po swoim okrzyku zwalił się jak długi, a raczej krótki, na chodnik.
- A temu co? – spytała kotka.
- Cóż… dość kiepsko znosi kontakt z krwią. – Jivan wzruszył ramionami. Zapowiadało się na to, że znów będzie musiał nieść jego niewładne kościste dupsko.
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1833
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Kruffachi » 22 sierpnia 2014, 20:18

– JestĘ zachwyconĄ – rzekła hrabina de Vines, posyłając łaskawe spojrzenie swemu nadwornemu cukiernikowi i zaklaskała tłustymi łapkami z uciechy.
– Zawsze do usług, pani – ukłonił się mężczyzna tak chudy, że w pasie miał pewnie obwód jej ramienia, i tak mały, że czubek jego głowy ledwie wystawał ponad trzypiętrowy tort przyozdobiony różową i zieloną masą cukrową oraz żywym flądrolotem w maleńkiej, złotej klatce.
– Och! ProszĘ miĘ podać widĘlec.
Srebrny sztuciec wylądował w pulchnej dłoni hrabiny.
Ale to nie jedyne, co wylądowało w tamtym momencie. Bo na wyczekany, wymarzony deser, niczym samotny latawiec, spłynęły zmaterializowane nagle pod sufitem męskie portki.
– Och!

Z każdą chwilą Grab czuł się coraz bardziej niekomfortowo. Jakby nie wystarczyło dziwnie łaskoczące pod żołądkiem towarzystwo rudej kotki, jakby nie wystarczył nagły brak ważnej części garderoby, to jeszcze coś pchało mu się pod płaszcz i to coś miało te, no… eee… takie… atuty.
Ostatecznie, żeby jakoś zaradzić tej krępującej bliskości, odpiął płaszcz i pozwolił się nim okryć tej istocie przypominającej kobietę z puszystym ogonem.
Coś miał ostatnio szczęście do kobiet z ogonami. Trochę mu to burzyło światopogląd, bo dotąd żył w naiwnym przekonaniu, że to nie jest akurat atrybut kobiecości.
– …Grozmoł… – przypomniał nieśmiało, chwilowo ignorując kwestię najwyraźniej cudem udanego teleportu, bo ani na moment nie stracił z mentalnego celownika powodu całej tej eskapady.
– Jaki znowu Gryzmoł? – westchnął Jivan z wyraźną irytacją.
– Ten, na którego ma być zamach! – ucieszył się z jakiegoś powodu Kuole i tyrpnął paluchem Informatora w czuprynę. Bezwładna głowa zakołysała się lekko.
Wampirze odbicie wyraźnie się spięło. Lisiczka również i Grab szybko pojął, że nawet oddanie jej płaszcza nie uwolni go od towarzystwa. W sumie… tak po prawdzie… biedne stworzenie wydawało się takie zagubione… Gdyby miał chociaż przy sobie jakieś herbatniki albo coś, ale nie miał, miał tylko śpiącego jeża.
Posłałby jej uspokajający uśmiech, ale obawiał się, że z tą mordą i brakiem portek, mogłoby to wyglądać jak grymas zboczonego psychopaty, więc rezygnował.
– Filantrop – szepnął. – Kiedyś był… u nas. Fundował wybieg…
– No, to chyba już po wszystkim – ocenił Jivan, wzruszając ramionami.
– …co…? – Grab zamrugał. – Jak…? Spóź… – Przełknął ciężko ślinę. – …niłem się… – Zwiesił smętnie ramiona.
– W pewnym sensie. W sumie nie jestem pewien, więc nie smęć. Ten tu – Jivan wskazał głową nieprzytomnego Informatora – będzie wiedział, ale na nic się nie zda, póki go… nie wykąpiemy. Ma te swoje krwawe odpały.
– Kąpiel! – ucieszył się Kuole, przerywając zaplatanie kosmyka włosów poszkodowanego w warkoczyk. – Zróbmy mu kąpiel! Taką z bąbelkami!
– Pytanie gdzie, bo do tamtego burdelu raczej nie wrócimy.
– Banda debili – podsumowała Kim, biorąc się pod boki. – Ech, sama nie wiem, dlaczego to mówię, ale… za mną, pacany.
– Dokąd?
– Do konkurencji. Przynajmniej będzie jakaś rozrywka. Dawno się dobrze nie bawiłam.

Konkurencyjny przybytek miłości pachniał… kebabem. Tak głównie. Poza tym trochę perfumami, trochę alkoholem, trochę pieniędzmi i trochę mokrym psem.
–Wilkołaki – Kim skomentowała z niechęcią to ostatnie. – Idźcie i nie rozglądajcie się – poinstruowała. – Widoki też są tu płatne.
Nie rozglądali się.
No, przynajmniej Grab się nie rozglądał. Bardzo uważnie lustrował podłogę pod swoimi stopami, skromnie zgarbiony i zaczerwieniony po czubki uszu.
A więc Ruda była też prostytutką… Wspaniały westchnął w duchu nad jej zranioną duszą. Jak miał jej pomóc…?
– Mrr! – usłyszał za sobą i zdecydowanie nie było to mruczenie człapiącej sobie obok Lisiczki, jak ją nazywał w myślach dla odróżnienia od Rudej Kotki. – Zgrabny tyłeczek! Nie, nie twój! Do tego siwiejącego w samych gaciach mówię. Lubię doświadczonych, Tatuśku!
Grab czuł, że skóra na jego karku i twarzy płonie piękną purpurą. W pierwszej chwili chciał odruchowo zasłonić tył rękoma, ale w porę przypomniał sobie, dlaczego trzyma je starannie splecione z przodu. Miał ochotę zapaść się pod ziemię.
I jego tyłek nie był zgrabny. Był chudy. I pewnie poobijany po ostatnich wydarzeniach i miesiącu tułania się po rowach.
Zacisnął wargi, zrozumiawszy, że ktoś sobie z niego jawnie kpi, ale nie miał w zwyczaju odpowiadać na takie zaczepki.
Jakby się dobrze zastanowić, to w ogóle nie miał w zwyczaju odpowiadać.
– Na górę – zakomenderowała Kim.
No to poszli na górę skrzypiącymi schodami wyłożonymi różowym pluszem. Tu było tak… wulgarnie. I tak smutno – tyle zranionych dusz! Tyle niewinnych dziewcząt, zmuszonych przez życie i biedę do uprawiania obrzydliwego procederu! Potworna deprawacja…
– Poczekajcie tu, zaraz załatwię kąpiel – rzuciła Kim, otwierając drzwi do jakiegoś niewielkiego pokoju. – I może jakieś spodnie.
Na ścianie wisiały kajdanki.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Kandara » 29 sierpnia 2014, 22:54

Na ścianie wisiały kajdanki.
A do kajdanek przypięty był nagi facet. Nie on jednak zwrócił uwagę dziewczyny, a leżące na ziemi części garderoby, w śród których oczywiście znalazła się całkiem ładna para spodni: czarnych od garnituru, uszytych z wysokogatunkowego jedwabiu z domieszką równie wysokogatunkowej bawełny. Jang zmierzyła Graba krytycznym wzrokiem, potem przeniosła spojrzenie na trzymane już w ręku portki, następnie rzuciła je Wspaniałemu.
- Proszę, na moje oko powinny pasować. - Uśmiechnęła się niemal życzliwie i nie roześmiała się, kiedy spodnie uderzyły stojącego jak kołek Graba prosto w twarz. Nie roześmiała się nawet wtedy, gdy te osunęły się na posadzkę, odsłaniając wyjątkowo głupią minę mężczyzny.
- No wkładaj to! - ponagliła rozkazującym tonem. - Chyba, że wolisz biegać po tutejszym przybytku w samych gaciach. No dobra niektórzy biegają tu nawet, bez, ale chyba nie o to tu chodzi.
- Ale to moje! - odezwał się golas ze ściany.
- Cicho! - warknęła w jego kierunku i w tym samym momencie otworzyły się drugie drzwi i wysoka, bardzo proporcjonalna dziewoja w lateksowym wdzianku wsunęła się do pokoju. Błąd włosy spięła w okazały koński ogon na czubku głowy, duże lazurowe oczęta otaczały długie silnie, choć nie przesadnie wytuszowane rzęsy. Ciasno zasznurowany gorset podkreślał krągłości i wąską talię. a trzymany w ręku pejcz, dopełniał obrazu.
Kim syknęła. Nienawidziła tego miejsca i naprawdę nie wiedziała, co jej odbiło, że przyprowadziła ich właśnie do tego przybytku. Po pierwsze tutejsze dziewczyny wykazywały się iście wysokim stopniem nachalności nawet jak na prostytutki, a i większość z nich była posiadaczkami całkiem niezłej urody, za co nienawidziła ich jeszcze bardziej. Cholerne luksusowe kurwy! A niech je tam... Mruknęła ostrzegawczo i skoczyła na szokowaną dominę, ścinając ją tym samym z nóg i zupełnie przypadkiem skręcając dziewczynie kark.
- Szlag by to... - zaklęła podnosząc się z martwego ciała blondyny. Naprawdę nie chciała jej zabijać! Tylko unieruchomić, związać... Trudno, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Przynajmniej znaleźli łazienkę.
Przypięty do kajdanek facet zaczął wrzeszczeć, a to sprawiło, że Kim sobie o nim przypomniała. Sięgnęła pod spódniczkę, wyciągnęła sztylet i bezceremonialnie wbiła go golasowi prosto w gardło. Podwójne ups... Ale przecież jakoś musiała go uciszyć. Pozostało jednak pytanie, co z tą bandą oszołomów, której częścią stała się nie z własnej woli? Ich też ma pozabijać? Nie ma co wpakowała się w niezły pasztet.
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Maradine » 06 września 2014, 14:55

Kiedy Informator otworzył oczy, zobaczył nad sobą Graba. Grab właśnie unosił nogę, w rękach trzymał spodnie. Zakładał je? Zdejmował? ZDEJMOWAŁ? Informator zdał sobie sprawę z tego, że ktoś go przytrzymuje. Rozejrzał się szybko dookoła. Na podłodze leżało ciało martwej kobiety, na ścianie wisiał przykuty kajdankami martwy mężczyzna. W dodatku rozpoznał, że znajdują się w jakimś burdelu, ale na pewno już innym niż ten, do którego wpadł przez dziurę w dachu. Wszystko stało się jasne. Chcieli go zgwałcić i zabić.
Szarpnął się, zbierając w sobie wszystkie dostępne siły, jednak trzymająca go osoba tylko zacieśniła uścisk. Poderwał głowę do tyłu, by sprawdzić, kto wbija mu place w ramiona, przez co Jivan prawie oberwał w szczękę i nie omieszkał tego skwitować jakimś głośnym przekleństwem. Informator poczuł, że zaczyna się czerwienić, zapewne ze złości.
- A więc TO TAK - warknął.
- A więc to jak? - odburknął Jivan, ze zdezorientowaną miną.
Informator zmrużył oczy i posłał mu najbardziej mordercze spojrzenie, na jakie było go stać. Pan Odbicie uniósł jedną brew i skrzywił się dziwnie, jakby uznał go za wariata.
- No dobra, koniec tej zabawy. - W drzwiach do jakiegoś pomieszczenia w głębi pokoju stała Yang i wpatrywała się w nich ze złością. - Rozbierajcie go.
- NIE - ryknął Informator. Nie zamierzał dać się wziąć żywcem.
- Będzie kąpiel! - krzyknął skądś Kuole, po czym pojawił się tuż za kobietą, w samych tylko bokserkach, dmuchanym kółku do pływania przewieszonym przez szyję i okularami wraz z maską do nurkowania zasłaniającymi twarz. Informator podniósł odruchowo dłoń, by uderzyć nią w czoło, jednak zobaczył, że jest cała zakrwawiona. Po chwili poczuł tylko, że mdleje.


Informator odzyskał przytomność siedząc w wannie.
- Wyciągajcie z niego informacje! - darł się Kuole. - Ważne informacje! Jak zrobić sałatkę z selera?!
- Zamkniesz się ty wreszcie, czy mam cię stąd wykopać, przeklęty głupcze?! - wrzeszczała zabójczyni.
- Możecie, do ciężkiej cholery, wyjść stąd, bo blokujecie przestrzeń?! - Po głosie Jivana słychać było, że trzęsie się ze złości.
- Phihiiik - dziwny, niezidentyfikowany dźwięk dochodził z ust, zapewne Lisicy, ubranej w dziwny strój, będący chyba mieszanką wyniesionej ze sklepu "Moda dla ochroniarzy i innych drabów".
- Widział ktoś może pasek do spodni...? - Pytanie Graba prawie utonęło we wrzawie panującej w łazience, zapewne ogółem raczej przestronnej, teraz po brzegi wypchanej różnymi indywiduami.
- Mieliśmy myć kurdupla, czy możemy już mieć to za sobą? - Spróbował łagodniej Jivan, po zaopatrzeniu się w dziesięć głębokich oddechów.
- Masło! Myślicie, że potrzeba masła do sałatki z selera?! - Kuole, wciśnięty w kąt między ścianą a umywalką nie dawał za wygraną.
- Mam dość, wychodzę! - krzyknęła piskliwie Kim i spróbowała skierować się do wyjścia, jednak robiąc zwrot w stronę drzwi wbiła Grabowi pod żebra łokieć tak mocno, że ten aż puścił spodnie, które przytrzymywał do tej pory z braku paska. Zjechały mu do kolan.
- Kuuihihik - Lisiczka szarpnęła się, by spróbować mu je chwycić, jednak poślizgnęła się na mokrej od krwi i wody podłodze i prawie wylądowała w wannie razem z Informatorem, który pod wpływem wstrząsu, jakiego doznała wanna, zaczął osuwać się do wody. Nie miał ani odrobiny siły na to, by jakoś próbować utrzymać się w jednej pozycji.
- Czy ja jestem w jakimś pieprzonym cyrku dziwadeł?! - Zdenerwował się na powrót Jivan, gdyż właściwie nikt go nie słuchał.
- MASŁOOO! - Wył Kuole ze swojego kąta, który zapewniał łazience dobrą akustykę, fałszując do jakiejś znanej melodyjki.
- Cholery można dostać!! - Yang zaczęła wymachiwać rękami o długich zadbanych paznokciach, jednak Stwór, z nieco już zirytowanym wyrazem twarzy chwycił jedną z jej rąk i ugryzł w nadgarstek. Zabójczyni wrzasnęła i wyrywając się wpadła na Graba, który akurat prostował się, podciągając spodnie. Jego twarz zatonęła w biuście kobiety, spodnie opadły z powrotem, a kolor uszu wskazywał najwyższy poziom zażenowania.
- MAAAASŁOOOOO - Kuole próbował wyciągnąć O na nutę wysokiego C.
Jivan, na skraju wytrzymałości psychicznej przepchał się do wanny, w której głowa nieprzytomnego, zapomnianego i nadal nie rozebranego Informatora zdążyła już prawie całkowicie zniknąć pod wodą. Złapał go za tył koszuli i usadowił we w miarę stabilnej pozycji.
- Czy ktoś mi może podać szampon? - rzucił Jivan, doszczętnie już zirytowany, bardziej do siebie niż do reszty towarzystwa. Oczywiście nie usłyszał odpowiedzi, za to z odgłosów, które dobiegały go zza pleców wywnioskował, że Kotka i Lisiczka zaczęły się bić i drapać, Grab próbował wydostać się z łazienki, a Kuole nadal wył o maśle.
- Ktoś musi zrobić coś z tym burdelem - wymruczał pod nosem Jivan. -
Tylko czemu muszę to być ja?
No ale raz się żyje.
Spróbuję być miły.
Ostatni raz.
CZY KTOŚ MI MOŻE PODAĆ, KURWA, MASŁO? - ryknął.
Nagle wszyscy zamilkli, Kuole wziął głośny wdech, jakby był urażony.
- Znaczy ten. Szampon - wysyczał Jivan przez zaciśnięte zęby.
Obrazek

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 152
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Prophet » 27 września 2014, 22:25

Kuole wprawdzie lubił kąpiele, ale w obecnej chwili bardziej zajmowała go ważniejsza sprawa. Mianowicie robił się głodny. Na tyle, że pochłonąłby nawet krew w proszku, choć jej szczerze nie znosił. W sumie to ciekawe, że coraz więcej rzeczy jest sprzedawane, jako proszek. Krew w proszku, zupki w proszku, ciasta w proszku, wojsko w proszku… wystarczało dolać wody. Ile on by dał, by mieć teraz przy sobie zupkę w proszku! Albo jakieś warzywo. Cokolwiek, co odwróciłoby jego uwagę od dwóch zakrwawionych trupów w pokoju. Nie był przecież aż tak głupi, nie „opróżni” ich w obecności reszty. To byłoby niegrzeczne, a on jest dobrze wychowanym wampirem.

Seler.

Lubił seler.

A może by tak sałatka z selera?

Tylko co do niej dodać oprócz selera? Jivan, by wiedział? Chyba nie, on nigdy nie zrobił mu sałatki z selera. To może Infoś? Tak! Infoś wie wszystko, więc będzie wiedział, co dodać. Musi go zapytać, ale nie teraz. Teraz musi grzecznie czekać na swoją kolej zadawania pytań.

Pięć minut później cierpliwość Kuolego się skończyła.

*

Nie doczekawszy się jakiejkolwiek reakcji, ani tym bardziej podania szamponu, od skamieniałej masy, Jivan, niewiele myśląc, po prostu wywalił ich wszystkich i każdego z osobna z łazienki, pozostawiając tylko Kuole, który, jako jedyny, wydawał mu się w tej chwili przydatny.
Wspólnymi siłami jakoś wyswobodzili Informatora z zakrwawionych ubrań. Chcąc mieć to już za sobą wcisnął Kuolemu w ręce szampon, a sam zaopatrzywszy się w mydło i gąbkę zaczął odszorowywać kurdupla, starając się nie gapić na jebitnie różowe bokserki. Z kolei bokserki wydawały się gapić na niego. A konkretnie misie na nich się znajdujące. Pozostawili je na chudym zadzie Infora, gdyż Jivan uznał, że samo ich posiadanie jest wystarczającym powodem do wstydu. Starał się nie zwracać uwagi na coraz bardziej przytomne pomruki Informatora, który najwyraźniej nie był zachwycony z całej tej sytuacji. Jivan zastanawiał się tylko kto tu ma większą chęć zamordować drugą stronę. Sprawę dodatkowo skomplikował fakt, że myty zaczął się wyrywać, co poskutkowało unieruchomieniem go przez maga.
- Noż kurwa, nie wyrywaj się idioto...
- Spierdalaj – odparł Infor jak najbardziej trzeźwo, choć wciąż dosyć nieprzytomnie.
- Wyobraź sobie, że też nie emanuję radością z powodu tej sytuacji – warknął.
- Ej, opuściłeś jedno miejsce! – zauważył Kuole.
- Że niby gdzie op... - Jivan spojrzał na niego i zamarł. - O nie, zapomnij. Nigdy w życiu. Mam swoją godność - zaparł się stanowczo. Poza tym nie uważał, by krew mogła wniknąć kurduplowi aż w tamte rejony.
- No ale co to za kąpiel jak się opuszcza? – upierał się wampir. Jivan spojrzał na niego, na Informatora, znów na niego i odparł:
- Rób co chcesz.
- O czym wy... Ej, zostaw to!
Odwrócił się, nie chcąc nawet patrzeć na to, co miało za chwilę się stać. Tym bardziej, że mag miał TEN wyraz twarzy. Ten, przez który Jivan bał się zasnąć, jeśli nie był w swoim lustrzanym wymiarze.
Przed nosem przeleciały mu różowe bokserki i malowniczo rozpłaszczyły się na lustrze, by następnie powoli zsunąć się na podłogę. Ze strony wanny dobiegło pełen bolesnego upokorzenia jęk jednego idioty i cichy chichot drugiego.
Sekundę później podziwiał refleks Graba, który wbiegł do łazienki i, zamotawszy się w swoje opadające wciąż spodnie, wyrżnął jak długi na kafelki. Dla pełniejszego upokorzenia Informatora, w tej samej chwili do łazienki zajrzały dziewczęta. Jivan, mimo iż serdecznie nie znosił tego sarkastycznego kurdupla, tym razem zapałał do niego szczerym współczuciem.
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1833
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Kruffachi » 28 września 2014, 14:33

Nawet Grab miał pewne granice cierpliwości i oto poczuł, że pierwszy raz od dłuższego czasu się do nich zbliża. Podciągnął nieszczęsne portki i na tyle zgrabnie, na ile było to możliwe wobec uwalanej mydlinami podłogi, pozbierał się na kolana. Ale wtedy zamarł nagle, powoli podniósł rękę do czoła, spojrzał na swoje palce i – jakby dopiero teraz zrozumiawszy, jak bardzo wyrżnął – opadł z powrotem.
– Oho, bo mało mieliśmy krwi – sarknął Jivan, choć musiał przyznać, że i on odczuwa narastający niesmak. – Czego się gapicie? – prychnął na wyglądające zza progu damy, jednocześnie pochylając się nad Grabem i usiłując zabezpieczyć rozcięte czoło, nim cała afera z szorowaniem Informatora pójdzie na marne.
– Wierz mi, nie takie rzeczy oglądałam. – Niewzruszona Kim przewróciła oczyma z dezaprobatą. – Też mi coś. Długo to jeszcze potrwa?
– Nie! – odkrzyknął Kuole znad próbującego się oswobodzić Informatora. – Już prawie dosz… – Reszta zdania utonęła w mydlinach.
– No ja nie wątpię – burknęła Kim.
– Purr, purr! – dodała Stwór elokwentnie.

Jakieś pół godziny później siedzieli razem w pokoju szczęśliwie pozbawionym przytwierdzonych do ścian klientów i kontrowersyjnego oprzyrządowania, jeśli nie liczyć leżącej na łóżku ćwiekowanej obroży.
– Ooo! Jakie słodkie! – zachwycił się nią Kuole i natychmiast wziął do przymierzania, co Jivan skwitował cierpiętniczym westchnieniem.
Posiadało to też jednak swoje dobre strony, bo chwilowo mieli z głowy i wampira, i jego selerową sałatkę.
– Zatem macie pytania – Informator stwierdził oczywistość i złapał największą frytkę z talerza.
– Purr!
– Oczywiście wiecie, że nie jestem tani.
– Oczywiście – Jivan uniósł kącik ust w krzywym uśmiechu. – Satynowe różowe majty w misie to zapewne towar z najwyższej półki.
Informator zmierzył go zimno, ale nie skomentował.
– No to ja bym postulowała przejście do konkretów – stwierdziła Kim i też sięgnęła po frytkę. – Osobiście interesuje mnie demon, który pojawił się ostatnio w mieście.
– Grozmoł… – przypomniał Grab, przyciskając do czoła opatrunek. Był dziwnie blady, niemal zielonkawy i trzymał się podejrzanie daleko od jedzenia.
– Purr!
– Standard – westchnął Informator. – To po kolei… Informacja o demonie: trzy stówy, informacja o Grozmole: dwie.
– Ej, dlaczego o demonie najdroższa?
– Informacja o sałatce z selera: w chuj dużo, nie stać was.
– No to co? – Grab powiódł po nich mętnym wzrokiem. – Ściepa?
– Jaka ściepa? – prychnął Jivan. – Mam dopłacać do jej demona?! - wskazał podbródkiem Kim.
– Cóż – stwierdził Informator, ze stoickim spokojem maczając frytkę w ketchupie. – Demon niewątpliwie łączy się z osobą Floresa Grozmoła. Właściwie mogę zażądać jednej stawki.
– Dzięki, Kim – parsknęło odbicie z niezadowoleniem, na co kotka odpowiedziała, szczerząc ostre ząbki. – No to ściepa. Kuole, podskocz tu na chwilę!
Kuole podskoczył. Całkiem dosłownie.
Zaczęli opróżniać kieszenie z bluzgów. O dziwo zrobił to także Grab, który znalazł jakieś drobne w tymczasowych portkach. Informator zgarnął pokaźną kupkę i przeliczył szybko.
– W porządku – ocenił. – No więc Flores Grozmoł zginął tak naprawdę dwa miesiące temu, podczas dorocznego Festiwalu Dojenia Kaczek i jego ciało zostało opętane przez demona trzeciego wymiaru, niejakiego Ggula. Dorwać próbują go najemnicy wynajęci przez Stowarzyszenie Egzorcystów Dyplomowanych.
– Purr?
– No bo to demon trzeciego wymiaru. Jeśli coś mu odwali, wszyscy mamy przechlapane.
– Purr?
– Lord Ciemnobrewy, jeden z Osobliwych. Ostatnio do władzy doszło tam nowe pokolenie i frakcja Czarnych Charakterów, która uważa, że organizacja skostniała i jest za mało widoczna. Zwłaszcza… – Informator spojrzał na Kuolego i chrząknął znacząco. – Zwłaszcza wobec niektórych Wspaniałych.
– Aha – Kim nie wyglądała na zachwyconą. – Czyli przesrane.
– Są podstawy, by podejrzewać, że to pierwszy przyzwany demon z listy oczekujących.
– …wiat jest w niebezpieczeństwie… – szepnął Grab i próbował wstać, ale zachwiał się i z powrotem klapnął na tyłek. Na twarzy miał jednak wyraz zaciętości, który nie mógł wróżyć niczego dobrego.
Postanowił – musiał wrócić do siedziby Wspaniałych i ostrzec, kogo trzeba, a potem zabrać stamtąd opakowanie armii instant. Mogła się teraz bardzo przydać do ochrony świata i…
…i takich różnych pogubionych dusz.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Kandara » 05 października 2014, 22:59

Trzeciego wymiaru... Jak to kurwa trzeciego wymiaru? I to niby jego miała dorwać? To chyba jakieś żarty, w dodatku kiepskie. Chociaż z drugiej strony fakt ten wiele wyjaśniał. Na przykład to, dlaczego niczego nie wyczuła. Demony trzeciego wymiaru nie posiadały zapachu... Na dobrą sprawę nie miały też własnej formy, ani ciała. Były tylko cieniami. Takimi co bujają się w powietrzu, czają w zaułkach, a w nocy wychodzą na żer. Znaczy zniewalać niewinne istnienia... żywe, czy martwe, wszystko jedno. Owszem unicestwienie takiego bytu nie stanowiło rzeczy niemożliwej, ale Jang-Won specjalizowała się w ofiarach posiadających skórę, krew i kości... O co tu do cholery chodziło?
Zzezowała na Stwora. Lisie stworzonko pachniało... Dziwnie. Jego sierść wydziałała dziwną, słodko-gorzką woń, jakiej panna Kim nigdy przedtem nie wdychała. Możliwe, że także zaliczało się do demonów, albo innych paranormalnych istnień, ale nawet, jeśli to raczej nie groźnych. Zmarszczyła czoło, sięgając po kolejną frytkę. Smażone w głębokim tłuszczu, ziemniaczane paseczki smakowały całkiem nieźle, a ona znów nic nie jadła od dobrych paru godzin. Przełknęła z pozoru spokojnie ostatni kęs i podniosła się gwałtownie. Ona także podjęła decyzję. Nie to, żeby świat obchodził ją specjalnie... Po prostu tak się składało, że na tym zagrożonym świecie znajdowało się także jej dupsko. A to akurat obchodziło dziewczynę bardziej niż bardzo.
- To za dwie godziny spotkamy się tam, gdzie wszystko się zaczęło - rzuciła dość apodyktycznym tonem, co sprawiło, że nagle stała się obiektem uwagi wszystkich. No, prawie wszystkich, bo Kuole nadal bawił się obrożą szczerząc się przy tym jak dureń.
- Od kiedy to ona dowodzi? - W głosie Jivana brzmiało coś na kształt źle zmiksowanej mieszaniny szoku, niedowierzania i irytacji. Zignorowała go, pozostałych z resztą też. Znała i pamiętała już ich zapachy, więc nawet, jeśli nikt nie posłucha, to z pewnością ich znajdzie. Podeszła do zasłoniętego roletą okna i otworzyła je.
- Narka - powiedziała wesoło, stawiając stopę na parapecie. Chwilę później w miejscu, w którym stała zostało tylko powietrze.

- Powiedziałam, żebyś mnie wpuścił! - Udawane spokojnej szło jej coraz gorzej, złość zaczyna wdzierać się do głosu i ruchów dziewczyny, tym szybciej, że demoni wartownik, z którym usiłowała rozmawiać, okazał się wyjątkowym tłukiem... Cholera jasna, skąd on ich bierze?
- Mówiłem już, że pan Hwang...
-Mówiłam już, że to pilne, jak jasna cholera! - wydarła się Kim wbijając w demona bazyliszkowe spojrzenie fioletowych oczu. Wartownik instynktownie cofnął się o krok, ale nie spuścił wzroku, nie wzdrygnął się.
- Przykro mi, ale... - Zaczął spokojnie.
- Ależ zupełnie nie rozumiem, dlaczego, to raczej mnie powinno być przykro. - Głos Kim znów brzmiał tak, jak chciała aby brzmiał: o ton niżej niż zwykle, jednostajnie, ale nie monotonnie. Za pozbawionymi akcentu sylabami czaiła się groźba.
- Ale...
Wymownie spojrzała w niebo, a potem po porośniętym dzikim winem, ogrodzeniu z lanego żelaza separującym pałac demoniego arystokraty od reszty świata.
- Zapewniam, że mnie przyjmie.

Nie pomyliła się. Pan Hwang, chociaż wyraźnie niezadowolony z odwiedzin zabójczyni i prostytutki, przyjął ją w swoim prywatnym gabinecie. Miejscu pełnym książek, stojących na ciężkich regałach z ciemnego drewna, skórzanych sof i foteli. Oczywiście biurko, stojące tyłem do okna i przodem do wysokich mahoniowych drzwi. Po mimo raczej przytłaczającego wrażenia, jakie wywierało to wielkie jak hala fabryczna pomieszczenie, panna Kim wydawała się być zupełnie rozluźniona. Rozparta wygodnie na jednej z kanap, nonszalancko założyła nogę na nogę i bez uśmiechu spoglądała na zasępionego właściciela tychże dóbr.
- Nie, nie wiedziałem, że to demon trzeciego wymiaru - odezwał się w końcu ten ostatni. - I o Gryzmogole też nie wiedziałem, ale to niczego nie zmienia.
- Nie jestem egzorcystką!
- Wiem, Kim. - Wyprostował się na krześle, odsuwając ciało od blatu. Odsunął szufladę, włożył do niej rękę, a po chwili wyciągnął coś, co wyglądało jak zakrzywiony, srebrny róg myśliwski, wielkości paznokcia, zawieszony na subtelnym łańcuszku. - Podejdź tutaj.
Podeszła. Oparła prawą dłoń o biodro, zmrużyła oczy, oparła ciężar ciała na obu stopach i ułożyła usta w możliwie neutralną minę.
- Możesz to potraktować, jako zaliczkę. - Wyciągnął wisiorek w jej stronę. Nadstawiła dłoń, a on spokojnie opuścił na nią przedmiot.
- Co to właściwie jest? - zapytała obracając wisiorek między palcami i uważnie oglądając go z każdej strony. Powierzchnię srebra znaczyły liczne wyryte na nim nuty? Tak i to jeszcze na pięciolinii. Obróciła róg raz jeszcze i znalazła nawet klucz wiolinowy znaczący początek zapisanej na nim melodii.
- Amulet egzorcysty. Kiedyś używał go jakiś kapłan jednej z tych zwariowanych religii, ale nie pamiętam już, jakiej. Używał do odpędzenia i więzienia demonów. Tych bez ciała.
- I to działo?
- Działa - poprawił ją. - Widziałem na własne oczy. Tak właściwie... to zdaje się, że dalej jest tam jakiś, ale w sumie to nie wiem. Nie sprawdzałem ostatnio.
Kim mruknęła coś, co można by uznać za potaknięcie.
- Mam rozumieć, że to ma jakiś związek z wyrytym na nim zapisem melodyjki?
- Jeśli użyjesz tego jak gwizdka to ją usłyszysz... Taaaak właściwie to się z tym łączy... tyle, że mogę sobie przypomnieć czy ta melodia zniewala demona, czy go uwalnia...
- Co?!
Wzruszył ramionami.
- Nigdy mnie to nie interesowało, a to coś wziąłem sobie, bo było ładne.
Głośno wypuściła powietrze z ust. Nagle zorientowała się, że przychodząc tutaj zmarnowała tylko czas. Ale w zasadzie, czego się spodziewała? Przyjście do posiadłości było odruchem, czymś, co wtedy wydawało się jej z jakiegoś powodu naturalne, a teraz... teraz nie umiała odpowiedzieć sobie na pytanie, co tu właściwie robi. Chociaż z drugiej strony zyskała medalion egzorcysty... Bez instrukcji obsługi, ale zawsze... Może jednak nie zmarnowała czasu tak całkiem? Tylko trzeba dowiedzieć się jak działa to ustrojstwo.

Plac znów wyglądał zatwardzająco normalnie. Ludzie spokojnie przemierzali jego bruk, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Nie było żadnej syreny i żadnych trupów... O tych ostatnich przypominała tylko całkiem ładna tabliczka przytwierdzona do jakiegoś kamienia. Tyle, że jakoś nikt specjalnie nie przejmował się ową nową dekoracją. Kim westchnęła. Przyszła tu, bo sama określiła miejsce zbiórki, ale na dobrą sprawę nie wierzyła, że ktoś jej posłucha. Wkrótce przekonała się, że nie miała racji, bo w drugim końcu placu dostrzegła najpierw sylwetkę Graba, a potem tych innych dziwnych gości. Nie podbiegła do nich, nadal stała w miejscu i uśmiechała bezczelnie, chociaż wcale nie miała ku temu powodu.
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Maradine » 12 października 2014, 20:20

- ...za dwie godziny spotkamy się tam, gdzie wszystko się zaczęło!
- Od kiedy to ona dowodzi?
Informator poklepał się po kieszeni, sprawdzając, czy świeżo nabyte pieniądze są nadal bezpieczne, po czym podniósł się ze swojego miejsca i ruszył w kierunku wyjścia. W połowie drogi ktoś złapał go za ramię i pociągnął w tył.
- A ty dokąd? - warknął Jivan, porządnie już rozjuszony wypadkami dzisiejszego dnia.
Informator ze stoickim spokojem, nawet nie oglądając się na niego, strzepnął dłoń mężczyzny, jakby ta była jakimś wyjątkowo dużym paprochem, który uczepił się jego ubrania.
- Nie będę się tłumaczył przed napastnikiem na tle seksualnym - rzucił z wyższością, zadzierając głowę tak wysoko, jakby mówił do sufitu i pomaszerował przed siebie, ciesząc się z ciszy, która zapadła. Dotarł prawie do drzwi, kiedy nagle coś zwaliło go z nóg, a na szyi poczuł zaciskający się skórzany pasek. Wyrwał się szybko z objęć napastnika, przeturlał po podłodze i zakończył manewr w pozycji kucającej, znajdując się twarzą w twarz z Kuole. Zapłakanym Kuole, wyglądającym, jakby chciał zaraz zachlipać "nie odchodź!"
- Nienawidzę cię! - powiedział, niezgodnie z przewidywaniami.
- Dlaczego? - wykrztusił ze zdumieniem Informator, zupełnie odruchowo.
- Bo na ciebie lepiej pasuje - syknął Kuole mrużąc z zawiścią oczy, po czym wskazał drżącym palcem na szyję tamtego. Informator złapał się za nią, jednak zaraz oderwał dłonie z cichym syknięciem. Nadział się prosto na zaostrzone ćwieki zdobiące obrożę, wypróbowywaną wcześniej przez świrniętego maga. Z kata pokoju dobiegło szydercze prychnięcie Jivana.
- No proszę, ale pasuje.
- Chyba sobie jaja robicie... - jęknął Informator. Już dawno nie przeżył tak paskudnego dnia, a co gorsza, ten nie wydawał się zbliżać do końca.

Pół godziny później cała kompania znalazła się już na zewnątrz budynku, wyrzucona z powodu zakłócania spokoju i sprowokowania bójki, do której doszło po tym, jak Jivan zakradł się od tyłu do Informatora i dopiął do obroży długą smycz, wyraźnie uważając to za bardzo zabawne. Potem poszły w ruch pięści, nogi, a nawet pazury lisiczki, która z ochotą dołączyła się do ekscytującej zabawy. Co dziwnego, najwięcej obrażeń otrzymał Grab, który próbując wszystkich rozdzielić, sam dał się zdzielić, czego dowodem było rozkwitające mu wokół oka barwne limo. Kuole, który najwyraźniej nadal był święcie obrażony na Informatora, nie chciał cofnąć uroku, którym sprawił, że obroża stanowiła jedną całość i nie dało się jej zdjąć inaczej, niż jak przez rozcięcie nożycami garbarza (wykorzystanie zatrutych sztyletów Infosia nie wchodziło bowiem w grę z uwagi na zbyt wielkie ryzyko kontaktu ostrza ze skórą szyi).
- No to dokąd teraz? - zawołał wesoło Jivan, poklepując się po krwawym rozcięciu na policzku, zostawionym tam przez lisiczkę, wyraźnie w lepszym humorze. Drugą dłonią ściskał niesławną smycz, na której ciągnął Informatora.
- Tam, gdzie wszystko się zaczęło - oświadczył grobowym tonem Grab, sprawiający wrażenie najnieszczęśliwszego człowieka chodzącego po świecie.
- Zaraz - mruknął nagle Infoś. - Gdzie CO się zaczęło?
Zapadła cisza. O tym akurat nie pomyśleli.
Obrazek

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 152
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Prophet » 15 grudnia 2014, 22:50

Kłopotliwe milczenie przerwał Jivan.
- Dobra, to wy myślcie - rzucił, podając Kuolemu smycz - a ja skoczę do sklepu. Zgłodnieliśmy. - Po czym wszedł w pobliską witrynę i przeniósł się do marketu. Nie widział powodu do zmartwień, bo czy coś gorszego mogło się jeszcze dziś wydarzyć?

Mogło.

Gdy piętnaście minut później Jivan wrócił na miejsce, zastał widok iście osobliwy. Jak inaczej nazwać metr osiemdziesiąt blondwłosej kuolowatej radości ściskającej różowoogoniastego Informatora i samego Kuolego radośnie skaczącego dookoła?
Zaraz, różowoogoniastego?
- Co tu się dzieje do diabła?! - wrzasnął Jivan, ale najwyraźniej zbyt cicho by ktoś go posłuchał.
- Jivan... zrób coś... - Grab wyglądał jakby miał zaraz zemdleć. Jivana zastanowiło bardziej dlaczego, do licha, ma on na sobie różowe futro.
- Dobra, moment. Skąd to futro? I czemu Infor ma ogon?
- Ee, tego... bo Informator chciał uciec i... i Kuole chciał go zatrzymać... i... tego, pomyliły mu się zaklęcia - wydusił z siebie Grab.
- Kurna. Dobra, ostatnie pytanie. Kim do cholery jest ten gość? - Wskazał na blondyna ściskającego biednego kurdupla. I samego kurdupla próbującego się uwolnić, z dość żałosnym rezultatem.
- Nie wiem, przyszedł i jakoś tak...
Westchnął. Spojrzał na lisiczkę, po czym uznał, że ta mu raczej nie odpowie na pytanie. Zbliżył się więc do tego osobliwego, trzyosobowego przedstawienia i chwycił nadal biegającego wokół maga.
- Koniec szopki! Kto to, kurwa, jest?
- Tata Infosia! - wrzasnął mu do ucha Kuole.
- To nie jest mój ojciec, idioto! - odwrzasnął mu w drugie ucho Infor.
- Ja pierdolę... - westchnęło odbicie.
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1833
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: OZ reborn - tekst

Post autor: Kruffachi » 21 grudnia 2014, 22:01

Efekt całego zamieszania był dość zaskakujący, bo choć z ogonem i po niewątpliwych przejściach, Informator wyprostował się z godnością, otrzepał marynarkę i nagle zaczął wyglądać jakoś tak… poważnie.
Tak, zdecydowanie poważnie. Zdecydowanie na kogoś, kto zasługiwał na szacunek, co z kolei spowodowało ogarnięcie się u Graba i niewybuchnięcie po wszystkich przykrych wydarzeniach ostatnich dni. A naprawdę miał już dość. Naprawdę czuł się bardzo, bardzo źle nawet jak na siebie.
– Nie jest moim ojcem – rzekł Informator, wyślizgując się z rąk blondyna – tylko moim… cóż, Mistrzem. Tak.
– Emm… – Kuole podrapał się po głowie. – To dlaczego mówi do Infosia „moje dziecko”?
– Ależ mógłbym być także twoim ojcem, moje dziecko! – usta blondyna rozświetlił szeroki, czarujący uśmiech.
Grab, nawet z opuchniętym po bójce okiem, nie mógł nie zauważyć nerwowej żyłki, która dosłownie na ułamek sekundy pojawiła się na czole Informatora.
– Zdecydowanie nie – odparł ten z przekonaniem. – Wiedziałbym o tym. No dobrze – westchnął, ściskając nasadę nosa. – Mistrz wybaczy, ale mam umówione ważne spotkanie.
– Tam, gdzie wszystko się zaczęło – podchwycił Jivan.
– Co? – Jasne brwi Mistrza uniosły się z ciekawością.
– No właśnie tej jednej rzeczy nie ustaliliśmy…

Grab miał ochotę zniknąć. Odciąć się, zaszyć w jakimś kącie i zapomnieć o wszystkich ostatnich dniach, w tym także o tym, że człowiek, którego chciał ocalić, nie był już żadnym człowiekiem, a demonem. Kilka razy zerknął na Jivana i już otwierał usta, żeby napomknąć grzecznie o okrywającym go różem zaklęciu, ale ostatecznie zawsze zamykał je, nie wydusiwszy z siebie nawet słowa. Miał wrażenie, że powiedział ich przez ostatnie godziny stanowczo za dużo i że nic dobrego z tego nie wynika.
Poza tym Informator niósł swój ogon z taką godnością. A Stworowi chyba podobało się to miękkie owłosienie, po purrczał jakby z zadowoleniem. No i nie dało się ukryć, że to stanowiło niezły kamuflaż, dzięki czemu nikt nie rozpoznawał w nieszczęsnym wynalazcy sprawcy masakry sprzed paru dni i ściganego listem gończym uciekiniera.
Grab szczelniej zatem owinął się płaszczem i postanowił poczekać, aż będzie mógł pozbyć się klątwy w inny sposób – choćby za pomocą wody, mydła i brzytwy. Teraz przynajmniej nie było mu zimno, co akurat całkiem służyło obitym kościom i też nieco wystraszonemu tym wszystkim jeżowi. Pomyślał o tym, że pewnie Kim go wyśmieje albo wywróci oczyma na jego widok, ale i tak nie miał szans zdobyć jej sympatii, więc w sumie nie powinien się tym przejmować.
O, o wilku, eee… kotce mowa.
Kim czekała na nich na placu, siedziała na murku z obojętną miną i uśmiechała się jednym kącikiem ust. Zmierzyła kolejno wzrokiem członków bandy, aż natrafiła na nieznane, blondwłose, eleganckie indywiduum w pobliżu Informatora.
– A to kto? – zapytała.
– Mistrz Informatora – odrzekł radośnie Kuole, bo choć nie było to tak zabawne, jak gdyby Mistrz był ojcem, to nadal całkiem fajne.
– A piękna pani, to…?
Panna Yang jedynie obrzuciła blondyna obojętnym spojrzeniem.
– No to musimy się zastanowić, co robimy z tym demonem – stwierdziła autorytatywnie, wstając powoli ze swojego miejsca.
Grab z pewną dozą zaskoczenia skonstatował, że w żaden sposób nie zareagowała ani na jego futro, ani na ogon doprawiony Informatorowi. Wątpił szczerze, by nie zauważyła. Raczej zwyczajnie zignorowała.
No tak, przecież nie powinien się spodziewać, że ma dla niej znaczenie.
Westchnął cicho schowany za plecami Kuolego.
Stał za wszystkimi, jednym tylko uchem przysłuchując się dyskusji o tym, dokąd pójść, jaki ekwipunek zabrać i jak przygotować się do walki z groźnymi demonami i w ogóle nową frakcją młodych, ambitnych czarnych charakterów. Wiedział przecież, że pójdzie, dokądkolwiek go zaprowadzą. Oczywiście podzieli się tym, co ma, skonstruuje, co będzie trzeba, ale na pewno nie pchał się do decydowania o organizacji. Zwłaszcza takiej przetykanej subtelnym flirtem ze strony – co by nie mówić – dość sympatycznego i czarującego Mistrza. Takiego obytego. I eleganckiego.
Dyskretnie i nieśmiało zerkał też na Kim. Zauważył, że na jej szyi buja się całkiem ładny wisiorek, którego nie widział wcześniej.
Ciekawa rzecz.
I tak ładnie na niej wyglądała.
Jednak wrażenia estetyczne nie mogły zatrzeć innych wrażeń, a ponieważ Grab był jak najbardziej ludzkim człowiekiem, czasami po prostu musiał.
– …dę siusiu… – powiedział bez szczególnej nadziei na to, że ktoś go usłyszał, i podreptał za załom, by ulżyć sobie możliwie dyskretnie.
Oczywiście czuł pewne wyrzuty sumienia z powodu niszczenia komuś muru, ale na miejski szalet nie było go stać, a nie lubił mieć długów. Stanął więc sobie dyskretnie w cieniu i pozwolił fizjologii działać.
A kiedy już skończył i uporał się z rozporkiem, poczuł niespodziewanie coś dziwnego.
Zamrugał. Jęknął. Pomacał się po brzuchu.
Tak, ewidentnie z brzucha coś wystawało. Coś twardego, trochę kanciastego i wyraźnie umazanego krwią.
Grab stęknął raz jeszcze – nie wiedząc sam, czy z bólu, czy frustracji – i zwalił się na ziemię. Leżąc tak w rosnącej kałuży krwi dostrzegł nad sobą zakapturzoną postać.
– …czego…? – wyszeptał jeszcze.
– Wysyła mnie Lord Ciemnobrewy – zasyczała postać. – Mam zabić każdego, kto interesuje się demonami Trzeciego Wymiaru, nic osobistego, Wspaniały.
Grab westchnął.

– No dobrze, w takim razie prowiant – podsumowała Kim, na co Kuole, wciąż chyba nieco głodny, przytaknął skwapliwie. – Zaraz, gdzie jest ten bezdomny?
Bezdomnego nie było.
– Poszedł tam – Informator wskazał jeden z zaułków. – Za potrzebą.
– No to mam nadzieję, że się pospieszy, bo nie zamierzam tracić czasu – westchnęła panna Yang.
– Nie pospieszy się, bo jest martwy.
– Purr?
– Znowu? – jęknął Kuole. – To już trzeci raz w ostatnim stuleciu!
– Purr?
– Spoko – wzruszył ramionami Jivan. – Na dniach przyślą nowego. Jest szansa, że mniej używany nie będzie tak śmierdział.
– Purr?
– Taki tam projekt Instytutu Wspaniałych. Jakoś chłopak nie ma szczęścia do tego, żeby się rozmnażać.
– Purr, purr?
– Tak w skrócie – z wyjaśnieniem podążył Informator – Wspaniali uznali, że nie mogą sobie pozwolić na utratę umysłu genialnego wynalazcy, bo drugiego takiego nie będzie. A że Grab niespecjalnie przekazuje swoje cechy dalej, to, cóż, został magicznie sklonowany i Instytut trzyma kopie zapasowe.
– Purr…
– To chyba nie zmienia planów w kwestii żarcia – podsunął Jivan. – Kim?
Ale Kim nie dosłyszała pytania. Nadstawiła uszu i zamachała ogonem – wyraźnie czuła w pobliżu obecność innego zabójcy.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Zablokowany