UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

[CoffeeShopAU] Stopnie turpiości

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

[CoffeeShopAU] Stopnie turpiości

Post autor: pierdoła saska » 21 marca 2018, 18:44

Ja to tu zostawię, bo gmail mówi mi, że napisałam to miesiąc temu, ale się nie składało, a głupio tak jakoś, aby zgniło do reszty w odmętach moje skrzynki e-mailowej. Poza tym sprawiało, że miałam wrażenie jakiejś "niedokończonej sprawy". Soł... without further addo:

postacie pożyczone od:
- Mononoke (Lutka)
- Siem (Fiks)
- Krin (Nean)

Zestawienie powstałe po części jako challenge rzucony mi przez Siem (kujam). I cóż.

Tytuł poszedł robić TO nazielonym... :| To w nazwie tematu jest z przypadku.



Byłoby niedomówieniem powiedzieć, że Lutka poczuła dreszcz podekscytowania, gdy już nie do końca nieznajomy w długim czarnym płaszczu znowu zjawił się w kawiarni. Ich poprzednia rozmowa skończyła się zdecydowanie za szybko i kobieta miała jeszcze wiele pytań. W sumie teraz miała ich więcej niż gdy kończyli rozmawiać poprzednim razem. Przez ponad dwa tygodnie wszystko sobie dokładnie przemyślała i znalazła jeszcze tyle rzeczy, których chciała się dowiedzieć. Dlatego posmutniała widząc, że Nean kieruje się nie ku swojemu zwykłemu miejscu w kącie kawiarni, ale do położonego daleko od lady stolika tuż przy oknie. W dodatku zajmowanego już przez mężczyznę w średnim wieku, bardzo eleganckiego, z wąsem, którego wiedziała, że nigdy już nie zapomni. To był wąs jak z książek. Wypielęgnowany, dopełniający twarz, przekazujący część jej mimiki... Nie Lutka nie gapiła się, ale podając mężczyźnie kawę zdążyła to i owo zauważyć. Poza tym zerkała. Nic więcej. To był spokojny dzień.
A potem pojawił się Nean w całej swojej Neanowej scenerii czarnego płaszcza, kaptura, nieco przygarbionej sylwetki i z ruchami drapieżnika skradającego się do ataku i dosiadł się do tego, Lutka użyła w myślach tego słowa: dżentelmena. Pierwszy raz od kiedy pierwszy raz zobaczyła Neana w kawiarni widziała jak dosiada się do kogoś. To czyniło zarówno dzień jak i dżentelmena z wąsem wyjątkowymi. Rozpalało jej ciekawość do czerwoności, ale jak na złość siedzieli za daleko, aby ze swojego miejsca słyszała ich rozmowę, a ile można było przecierać przetarte stoły?
Nie było przypadkiem, że siedzieli w tak niewygodnym dla niej miejscu. Dżentelmen z wąsem, detektyw Fiks, trzy raz się zastanowił, zanim wybrał stolik. Słusznie założył, że w mroźny dzień ludzie mogą stronić od okna, od którego ciągnęło, a ci, którzy siądą w pobliżu będą zajęci swoimi sprawami. To czyniło jedynie młodziutką kelnerkę potencjalna słuchaczką, a więc to od niej starał się trzymać z daleka. Nie ze złośliwości, a ponieważ sprawa, którą przyszedł przedyskutować wymagał dyskrecji i gdyby mógł, to omawiałby ją gdzie indziej, ale zdać się musiał na swojego rozmówcę. Spóźnionego, czego Fiks nie zamierzał wypominać temu raczej młodemu mężczyźnie, choć osądzenie jego wieku nie było łatwe. Zdawał się mieć oczy o całe dekady starsze niż sugerowałaby to jego twarz. Ruchy również nie do końca pasowały do studenta, nawet takiego, który, według słów zaufanego źródła, wiele razy powtarzał już lata na wymarzonej medycynie. To absolutnie nie było ważne dla Fiksa. On potrzebował wskazówek w nieprzyjemnej sprawie, którą mu powierzono. Sprawie, która dla ludzi stąpających twardo po ziemi mogła wydać się sennym majakiem i dlatego została powierzona jemu.
- Zatem twierdzi pan, że można dowieźć, czy był on sprawcą i skończył źle, czy też jest raczej ofiarą o nieznanym jeszcze stopniu przypadkowości? - Fiks dobierał słowa ostrożnie, czego może nie było słychać, ale detektyw świadom był, że ma do czynienia z człowiekiem niezwykłym. Instynkt podpowiadał mu, że zrazić go do siebie byłoby bardzo, ale to bardzo nierozsądnym posunięciem (i miał rację).
- Owszem, wystarczy zapytać. - Nean z kolei mówił niech inaczej, niż w swojej rozmowie z Lutką, o czym ona nie bardzo mogła wiedzieć, a szkoda, bo z pewnością to również rozpaliłoby jej ciekawość. Bowiem w jego głosie nie było cienia wahania, nie wyrzucał z siebie pojedynczych słów, a odpowiadał pełnymi zdaniami i nie pozbawionym pewności siebie głosem, choć nadal robił to cicho.
- On, z czego pan z pewnością zdaje sobie sprawę, nie żyje.
Co było bardzo precyzyjnym określeniem stanu Mieczysława Kopytko, a zarazem pomijało wiele interesujących szczegółów. Patolog, Konstanty Sydor, człowiek bardzo stateczny i trudny do poruszenia, opowiadał Fiksowi z niespotykanym poruszeniem, że zwłoki jak na coś co wedle wstępnych ustaleń spłynęło całkiem spory kawałek rzeką nim zahaczyło się na konstrukcji jazu. Po pierwsze, wyglądał bardzo nie świeżo, jak na fakt, że ledwie siedemnaście godzin przed znalezieniem jego małżonka rugała go w zaciszu ich domu. Małżonka zdecydowanie twierdziła, że Mieczysław Kopytko żył wtedy. Podobnie twierdziła też sprzedawczyni w kiosku, u której kupił papierosy. Siedemnaście godzin później, twarzą w stronę pleców, wzbogacony o kilka niesamowicie symetrycznych, pajęczych złamań znajdował się na jazie. Pomiędzy tkwiły pozostałości po... tego właśnie Fiks nie wiedział, w porzuconym spichlerzu. Zdecydowanie Mieczysław Kopytko mógł detektywowi bardzo pomóc.
Nean obrócił w dłoniach filiżankę z przestygłą czarną kawą w palcach i w końcu przestał wybijać na niej rytm nieznanego detektywowi utworu.
- Jakby żył, to nie byłoby sensu zawracać mi głowy - prychnął. - Potrzebuję znać sytuację, aby sie przygotować. Czy zachował się sprawny aparat mowy.
Fiks skrzywił się nieznacznie, jego wąsy drgnęły, ale nic więcej nie zdradziło, że to pytanie wzbudziło jego obawy i zainteresowanie zarazem.
- Nie zupełnie. Denat ma poważnie skręcony kark, wręcz zdawałoby się, że niemożliwie skręcony.
- Szczęka, żuchwa? - Nean przeszedł do rzeczy ważnych.
- Zachował obie.
- Język?
Fiks zawahał się, cmyknął i w końcu przypomniał sobie, że owszem, język był. Nieco nieestetyczny, ale żadne wodne zwierze, ani ptak nie pokusiło się, aby go zjeść.
- To wystarczy - Nean stwierdził niemalże nonszalancko. - Muszę wrócić do siebie po kilka niezbędnych rzeczy i mogę z nim porozmawiać.
- Nigdy nie spotkałem kogoś tak pewnego swoich umiejętności - przyznał Fiks ze szczerym podziwem i zdumieniem.
- Widać do tej pory spotykał pan idiotów z ambicjami, a nie prawdziwych nekromantów.
Można by powiedzieć, że Nean uniósł się, ale nawet to zrobił cicho i tylko to, jak wyprostował się na krześle sugerowało, że zaszło coś ważnego.
Detektyw Fiks, choć nie w pełni przekonany do młodego mężczyzny i może nieco nawet podejrzliwy, bo już nie raz słyszał podobne przechwałki, przytaknął tylko milcząco. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnął stamtąd niewielki portfel. Wyłuskał z niego dwa banknoty i położył na stole, przy swojej filiżance. Dopiero wtedy odezwał się.
- W takim razie czy pasuje panu, żebyśmy spotkali się za trzy godziny przy moście pomorskim.
- Za pięć, po zmierzchu - Nean odpowiedział szybko.
- Za pięć godzin w takim razie.
Wyszli jeden po drugim, ale wyraźnie nie razem i Lutka jeszcze chwilę stała przy ich stoliku i wyglądała za nimi przez witrynę. Była pewna, że o to wydarzyło się tu coś ważnego, ale co? Nie miała pojęcia.


no.
od razu lepiej.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

ODPOWIEDZ