UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Scheiße, po raz trzeci, sprzedane

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Scheiße, po raz trzeci, sprzedane

Post autor: pierdoła saska » 13 grudnia 2017, 21:09

Dziwnie pisze się o Maksie nie z głowy Maksa O.o Czyli Coffee Shop AU leci dalej


Scheiße, po raz trzeci, sprzedane Można pomyśleć, że minąłeś się z powołaniem. Powinieneś pracować w przedszkolu, choć pewnie do tego potrzeba specjalnych papierów, a ty ich nie masz. Masz za to rękę do dzieci, bo kiedy serwujesz kawę, małe drzypyski są cichsze. Gdy przynosisz do ich stołu koszyczek z kolorowanką i kredkami, to nie rozrzucają ich wokoło, nie próbują zadźgać nimi innych gości. Co ciekawe, nawet ekspres wydaje się działać ciszej, gdy to ty go obsługujesz, jakby lubił ciebie bardziej niż innych. A znam tu chyba wszystkich, bo gdy wtaczam się tu po porannych zajęciach, to zwykle utykam tu do późnego popołudnia.
Dziś będzie podobnie. Jest trzynasta, moje wykłady już się skończyły, ale nie mam powodów, aby wracać do akademika. Obserwowanie ciebie jest ciekawsze. Poza tym Zimowa Panienka kończy o trzeciej i przyjdzie tu, I wtedy wszystko stanie się łatwiejsze.
Masz mordę poczciwego faceta. Takiego, któremu życie da w dupę za tę poczciwość, a ty i tak się nie zmienisz. I tak będziesz uśmiechał się do ludzi podając im mocchę z wegańską kanapką, i tak będziesz szeptał do ekspresu, a on będzie mruczał do ciebie w odpowiedzi. To widać. A przynajmniej widać, gdy siedzi się tu godzinami.
Scheiße.
Czuję się jakbyś wlazł mi do głowy, zorientował się co o tobie myślę i dlatego nagle spoważniałeś. Chociaż. Cofam to. Nie spoważniałeś, bo ty ciągle wydajesz się poważny, ale uśmiech spełzł ci z twarzy i zastąpiła go grzeczna obojętność — to coś nowego i chcę zrozumieć co się zmieniło. Ty masz swoją poczciwość, ja ciekawość i tendencję do rozbierania rzeczy na części pierwsze. Tylko zazwyczaj to nie są ludzie, a maszyny.
Więc załóżmy, że nie wszedłeś mi do głowy. Ekspres może cię słuchać, ale głowa to co innego. Co zatem się zmieniło? Klientka przy ladzie? Pierwszy raz ją tu widzę, ale wystarczy jedno spojrzenie, by zrozumieć, że to nie ktoś przypadkowy. Nie dla ciebie. Jesteście do siebie podobni. Zbyt podobni, aby był to przypadek, a zatem jesteście rodziną. Zgaduję, że to twoja siostra. W tym, jak odnosisz się do dzieci widać, że masz młodsze rodzeństwo. Ja nie mam, może dlatego bardziej rzuca mi się to w oczy. Albo Zimowa Panienka ma rację i za bardzo ryję się w nie swoje sprawy. Z tym że przecież nie ryję się. Patrzę jedynie i zastanawiam się, bo nawet nie podsłuchuję.
Rozmawiacie cicho i jestem ciekaw o czym. W moim kubku już widać dno i to byłby dobry pretekst, aby się do was zbliżyć, ale nie wymanewruję się cicho i dyskretnie ze swojego miejsca. Zwrócę na siebie uwagę, zrobię zamieszanie i przestaniecie rozmawiać, więc nie ma sensu. Tylko się zmacham. Twoja twarz to pomnik skupienia i powagi. Stary Franz, król pyry, filozofii i strategii, tylko odmłodzony i dociera do mnie, że się kłócicie. Bez podnoszenia głosu i darcia szat, ale w krótkiej chwili, w której znowu dobrze widzę twarz twojej siostry, widzę też odmalowaną na niej wściekłość. Zmieniły się również twoje ruchy. Zawsze wykonujesz ich tylko tyle ile trzeba. Nigdy nie widziałem, żebyś coś potrącił i wydajesz się cholernie świadomy wszystkiego co robisz, jak to robisz i co znajduje się dookoła ciebie. Teraz jednak ta strefa dookoła zmniejszyła się o dobrą połowę. Jakbyś wlazł do rury. Nie wiedziałem, że da się cyzelować nabijanie kawy na kasę, ale owszem da się. Jesteś tego chodzącym dowodem. Podziwiam cię, bo ja bym już się wydarł. Huknął na nią i walnął czymś; nie jest to godne pochwały. Wiem. Zimowa panienka wypomina mi to, aczkolwiek robi to dość milcząco. Pasowalibyście do siebie w tym byciu filarem – drzewem, którego nic nie ruszy.
Szkoda tylko, że oglądam to teraz o suchym pysku.
Ja pierdolę.
Nein, to niesprawiedliwe.
Już coś myślałem, właśnie – myślałem, o wchodzeniu mi do głowy. Bardzo miło, że zauważyłeś dno w moim kubku i postanowiłeś podejść, zapytać, czy nie chcę jeszcze czegoś, ale twoja siostra właśnie wierci ci dziury w plecach. To nie może być przyjemne, bo uśmiechasz się, ale to nie wygląda naturalnie. Nein. Zbyt długo cię obserwowałem, co czyni mnie creepem, ale jakoś nie specjalnie mnie to rusza.
– Tak, jeszcze raz to samo. Dziękuję.
I może posiedziałby pan ze mną, bo mi nudno, jest druga piętnaście i Meelisa jeszcze długo nie będzie, a ciśnienie mamy dziś w rynsztoku i po trzeciej kawie nadal robi mi się słabo na myśl o turlaniu się do akademika. Ręce bolą mnie i ciążą, jakby mi ktoś w nie wlał ołów, więc jeśli można by prosić. Nie można, wiem, ale mogłem sobie pomarzyć. Mogę też uśmiechnąć się do twojej siostry za twoimi plecami, ale niekoniecznie mi za to podziękujesz. Faceci na wózkach inwalidzkich uśmiechający się do przypadkowych kobiet niekoniecznie wywołują pozytywne skojarzenia. Poza tym ona patrzy tylko na ciebie i jestem cholernie ciekaw co takiego zrobiłeś. Zapytałbym, ale to nie moja sprawa, prawda?
Śmiać mi się chce.
– Dziękuję.
Scheiße, teraz dopiero zauważyłem co mi w tobie nie gra. Masz coś z oczami i to ma jakąś fachową nazwę, ale ni chuja jej nie pamiętam. Sprawdziłbym w internecie, ale wtedy musiałbym przez dłuższą chwilę gapić się w telefon, a to by były stracone minuty. Sprawdzę więc w akademiku, albo jak mnie Zimowa Panienka będzie turlała do niego. Z daleka nie było tego widać, a teraz będę się na ciebie gapił. Możesz gapić się na mnie, proszę bardzo. Nie mam nic przeciwko temu, że ludzie się na mnie gapią. Niech sobie popatrzą, zobaczą człowieka na wózku, przyjrzą uważnie i zapamiętają, żeby potem nie gapili się na tych, którym przeszkadza być psem na wystawie. Twoja siostra ma oczy normalne. Jedno i drugie w tym samym kolorze i nagle wydaje mi się przez to nudniejsza. Gdybym miał w sobie krztę przyzwoitości, to teraz chyba powinienem poczuć się totalnie niewłaściwie i w końcu odwrócić wzrok. Zacząć przyglądać się ulicy za oknem i wypatrywać na niej Meelisa, ale przyzwoitość i Thilo Ziehle to często rozłączne zbiory, Zimowa Panienka potwierdzi to, jak tylko tu przyjdzie.
Czternasta czterdzieści siedem.
Mógłby się spóźnić.
Ale jak przyjdzie o czasie, to jutro też jest dzień. I pojutrze. I do końca semestru, a potem zobaczymy.
Twoja siostra pije kawę, którą jej zrobiłeś. Miałbym kilka sugestii w kwestii tego, co mogłeś dosypać do kubka, tak, aby uprzykrzyć jej życie, ale wątpię aby cię zainteresowały, bo poczciwość. To niesprawiedliwe, że miałbym dla ciebie tyle możliwości, gdyby ta twoja poczciwość nie stała mi na drodze, a zarazem, to przez tą poczciwą mordę w ogóle zwróciłem na ciebie uwagę. Bardzo niesprawiedliwe, bo ta kawiarnia nie należy do tych, do których jest jakoś szczególnie łatwo się doturlać, więc może gdyby cię tu nie było...
Ciemność. No tak.
Strącam bluzę z głowy i zabijałbym spojrzeniem, ale Meelis jest na to już odporny, więc odpuszczam. Zamiast tego uśmiechamy się, ale to na razie tyle, bo on zmierza do ciebie, aby zamówić wiadro czarnej kawy, która zakończy dzisiejszą obserwację. Dowiedziałem się, że masz siostrę, zauważyłem to coś z oczami i nadal jestem pełen podziwu, gdy patrzę jak dogadujesz się z ekspresem. To całkiem sporo.
Meelis siada po drugiej stronie stołu; koniec.
– Ma na imię Maksym Lankocz – stwierdza cicho i równie pozbawionym emocji głosem, jak ten, którym rano skonstatował, że pada.
Scheiße.
Po raz trzeci, sprzedane i widok za oknem jest jednak cholernie ciekawy.
Meelis zabiera mi kawę i wypija ją duszkiem, ale niech mu będzie. Niech mu kurwa będzie, bo skoro tak gra, to czeka go trochę wyjaśnień. Kiedy zważył, że się przyglądam i skąd zna twoje imię, tak na początek. Biedna Zimowa Panienka wypowie więcej słów niż niekiedy zdarza mu się przez dwa dni, więc niech się napije. A następnym razem, może porozmawiamy. Co pan na to, panie Lankocz?
:bag:
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

ODPOWIEDZ