UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Na koszt firmy

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Na koszt firmy

Post autor: pierdoła saska » 12 grudnia 2017, 09:56

A zatem kolejne Coffee Shop AU. Idea generalnie jest taka, żeby brać postaci autorów z forum i wciskać je w jeden z najczęściej przewijających się przez fandomy alternate universe, czyli Coffee Shop AU. Proste ;)



Fandom: “Zatopić Niezatapialną
Oświadczenie: postaci totalnie nie moje, bezczelnie je sobie pożyczam.



Na koszt firmy
Po porannej zawierusze zawsze przychodziła ta godzina lub dwie ciszy. Strumień ludzi wpadających tu w pędzie do pracy lub na uczelnię, by zamówić kawę w tekturce, już wysechł. Rzeka chcących nad kawą omówić wielkie biznesy wciąż wzbierała za tamą. W przeciągu tej godziny lub dwóch Nes mogła niemal zupełnie skupić się na swoich sprawach i problemach.
Tylko dlatego w ogóle zwróciła większą uwagę na mężczyznę, który wszedł do kawiarni.
Dzwoneczek przy drzwiach zaanonsował jego pojawienie się i podniosła wzrok, aby zobaczyć kto to. Nie znała go. Może był tu pierwszy raz, a może po prostu pierwszy raz trafił na jej zmianę. W godzinach szczytu na tym skończyłaby się jej obserwacja, ale teraz miała czas, więc przyglądała mu się ponad książką. Był przystojny. Nie jakiś klękajcie narody i mdlejcie niewiasty, ale tak po prostu przystojny i miły dla oka, a przynajmniej dla jej oka. Skinął jej głową i odwzajemniła ten gest.
Uśmiechnęła się.
Wyglądał na nieco zagubionego. Rozejrzał się, wyraźnie kogoś szukając, ale nie był to nikt z trojga gości, w milczeniu sączących swoje kawy, bo nie ruszył w stronę żadnego z nich i przez moment myślała, że wyjdzie, ale nie. Usiadł przy stoliku widocznym zaraz od progu i zaczął bawić się menu. Otwierał je i zamykał, obracał w dłoniach. Nes złapała się na tym, że przygląda się im uważnie. Wyglądały na silne i wyobraziła sobie, że gdy podaje rękę, to jest to porządny, męski chwyt, a nie jakiś tam śledzik. Nie cierpiała gdy mężczyźni podawali dłonie jak zdechłe ryby. Już wolała, aby mieli brud pod paznokciami i szorstkie knykcie, a ściskając ją niemal miażdżyli kości, niż żeby podawali jej pięciopalczastego śledzia. Wzdrygnęła się i odwróciła wzrok, ale książka przestała być ciekawa, a młody mężczyzna –  wręcz przeciwnie.
Zerknęła na niego.
Nadal obracał w dłoniach kartę i Nes poczuła, że rumieniec wypływa jej na policzki.
Czeka na kogoś  –  pomyślała i od razu chciała dowiedzieć się na kogo. Na dziewczynę? Pora była nieodpowiednia na schadzkę, ale może nie chodziło o randkę, a rozmowę skłóconych kochanków? Wyszarpniętą spomiędzy ważnych zajęć godzinę na pogodzenie się albo rozejście. Wolałaby to drugie i ledwo uświadomiła to sobie, zrobiło się jej wstyd. Mogło oczywiście chodzić o jakiś biznes, choć on nie miał przy sobie żadnej torby, nie wyciągnął laptopa, ani nie położył na blacie papierowej teczki, która mogłaby kryć w sobie CV.
Znów odwróciła wzrok, ale myślami nadal analizowała nieznajomego.
Układała filiżanki na ekspresie, nie żeby było trzeba, ale za nimi znajdowało się lustro i widziała w nim odbicie mężczyzny. Zastanawiała się jaki ma głos i liczyła, że w końcu podejdzie i coś zamówi, ale ani przez chwilę nie wyglądał jakby czytał menu. Po prostu zajmował nim ręce, a minuty mijały. Jej ciekawość wspinała się na nowe wyżyny i zjadała ją od środka. Nes zrzucała to na karb nudy w martwych godzinach, ale okłamywanie samej siebie wybitnie jej tego dnia nie wychodziło, bo w końcu skapitulowała. Zmierzyła mężczyznę uważnym spojrzeniem i zebrała całe swoje doświadczenie nabyte przy serwowaniu dziesiątek tysięcy kaw tysiącom ludzi. Nie wyglądał jak ktoś, kto pije espresso, ale latte też wydawało się nie do końca na miejscu. Zmarszczyła brwi i odruchowo zaczęła szarpać końcówkę warkocza. Niczym kapitan na mostku oceniała wzburzoną wodę i szukała najbezpieczniejszej drogi do celu  –  głosu. Au lait też brzmiało nie odpowiednio, flat white już absolutnie nie pasowało, czarna była bliżej. Americana z odrobiną mleka, zdecydowała w końcu i zabrała się za jej przygotowywanie. Spieszyła się, aby nie zdążyć się rozmyślić, bo to było lekko szalone. Budziło w niej dreszczyk emocji, podekscytowanie paliło jej policzki, ale mogła wyjść na nienormalną i go przestraszyć.
Raz się żyje  –  spróbowała dodać sobie animuszu.
Położyła na spodku herbatnika, spojrzała na swoje odbicie w lustrze, uniosła podbródek i uśmiechnęła się. A co, ona nie da rady?
Spokojnym, pewnym krokiem wyszła zza kontuaru, w pewne ręce wzięła filiżankę i jak gdyby nigdy nic podeszła z nią do stolika młodego mężczyzny. Jego uwaga skupiła się na niej jeszcze zanim spodek dotknął blatu i Nes zauważyła, że wyglądał na nieco wystraszonego.
– Proszę.  – Jej głos nawet nie zadrżał, choć ciekawość właśnie osiągnęła najwyższy ze szczytów.
Jeśli teraz okazałoby się, że nieznajomy jest niemową, to umarłaby ze wstydu. Może nie stojąc obok niego, ale w sekundę po tym jak zniknęłaby na zapleczu.
– Przepraszam, ale tylko czekam na kogoś. Nie mam przy sobie portfela.
Nie tego Nes się spodziewała, ale była gotowa zapłacić za swoją ciekawość
– Nic nie szkodzi, to na koszt kawiarni  –  odpowiedziała z uśmiechem.
– Dziękuję.
Podobał się jej jego głos. Był mocny i w innej sytuacji mógłby z pewnością mieć w sobie dużo władczości. Nawet zmieszanie w nim było nie pierdołowate, jak u niektórych artystów ze spalonego teatru, którzy tu przychodzili i brakowało im złotówki. Ani trochę nie żałowała, że będzie musiała ze swoich pieniędzy włożyć do kasy dwanaście dziewięćdziesiąt. Gdyby trzeba było, to dołożyłaby i drugie. Albo dopisała je do rachunku flirtującego z nią przy każdej okazji buca. Nie zorientowałby się, bo miał ten głupi zwyczaj przykładać kartę do terminala zanim nabiła na niego kwotę. Głupek, a za głupotę się płaci  –  Nes zawsze głęboko w to wierzyła.
Wróciła za ladę i udała, że ustawia syropy do kawy podług jakiegoś tajemniczego klucza, ale tak naprawdę znów obserwowała nieznajomego. Była ciekawa jak ma na imię, bo myślenie o nim per on i mężczyzna męczyło ją. Było takie odległe, jakby oddzielała ich pancerna szyba, a przecież siedział zaledwie kilka metrów od niej.
Opanuj się, panno Joliness  –  ostrzegła się w myślach, ale to nie zmniejszyło jej ciekawości.
Dzwoneczek przy drzwiach odezwał się ponownie i odwróciła się szybko, aby zobaczyć kto wchodzi. Tego mężczyzny również nie znała i nie pasował do klientów zaglądających tu o tej porze. Nie chciała powiedzieć, że był stary, ale zdecydowanie miał dużo więcej lat niż ona, włosy przyprószyła mu siwizna i poruszał się z charakterystyczną dla starszych osób ostrożnością. Uśmiechnął się do niej ciepło i odpowiedziała mu takim samym uśmiechem.
– Feliksie!
Młody nieznajomy poderwał się z krzesła, a jedyne o czym pomyślała Nes, to że nie spodziewała się, że czeka on na kogoś takiego.
– Edwardzie.
Nes nie chciała podsłuchiwać. W domu nauczono ją, że bardzo niegrzecznym jest to robić, ale ciekawość pchała ją na złą drogę. Poza tym nie interesowały jej ich sprawy, a po prostu chciała zapamiętać ten głos. Wyczuć gdzie ma tendencję do przeciągania liter, jaka jest podstawowa melodia wypowiadanych przez niego zdań. Siedziała na swoim krześle i patrzyła na stronę książki w ogóle jej nie czytając. Czasami, dla utrzymania pozorów, przekładała stronę, a potem cofała się, by nie zgubić miejsca w którym skończyła. Bo przecież Feliks i Edward kiedyś musieli dopić swoje kawy i wyjść. A wtedy ona będzie naprawdę czytała. Na pewno. Nie będzie siedziała i zastanawiała się dokąd poszli, czy wrócą kiedyś i czy w ogóle są z tego miasta. Na pewno nie.
Głupiaś  –  skarciła się.
Kolejny zbłąkany klient wślizgnął się do środka, nawet nie ściągając kurtki podszedł do lady, przywitał się krótko i poprosił o czarną na wynos. Przygotowała mu ją najszybciej jak umiała, aby ekspres najkrócej jak to było możliwe zagłuszał jej najważniejszych gości. Nawet wrzucając monety do kasetki starała się robić to jak najostrożniej i czuła ciepło zawstydzenia na karku, bo to było tak bardzo głupie, niedojrzałe i śmieszne. A jednocześnie nie potrafiła się zmusić, żeby przestać i zacząć zachowywać się normalnie.
– Wpadłaś, Nes  –  szepnęła i uśmiechnęła się do swojego dobicia, ale szybko jej ten uśmiech spełzł z twarzy, bo za jej plecami szurnęły dwa krzesła i nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć co to znaczy.
Odetchnęła, obróciła się na pięcie i podeszła do kasy z profesjonalnym uśmiechem na twarzy. Nie zdziwiło jej, że to starszy pan płacił.
– Trzynaście złotych i siedemdziesiąt groszy  –  powiedziała nie musząc nawet sprawdzać tego w komputerze.
– Proszę doliczyć też kawę Feliksa  –  pan niemal szepnął.
– Nie trzeba  –  zapewniła.  –  To było-
Położył swoją dłoń na jej i w każdej innej sytuacji uznałaby to za coś nieodpowiedniego. Za naruszanie jej przestrzeni, ale tym razem było inaczej. Zrobił to w łagodny sposób i nie poczuła się zagrożona. Nie rozumiała czemu. Niepokoiło ją to, ale nie dał jej czasu na zastanowienie się.
– Trzeba, moja droga. Też kiedyś byłem młody i też z trudem wiązałem koniec z końcem.
Chciała zaprzeczyć, że wcale nie jest jej tak ciężko, ale nie dał jej. Mówił dalej.
– Ty okazałaś życzliwość Feliksowi, pozwól, że ja okaże ją tobie i jednak zapłacę również za jego kawę. Następnym razem, gdy znów zapomni portfela, a mnie tu nie będzie, to wtedy będziesz mogła podać mu kawę na swój rachunek i nie będę się wtrącał.  –  Spojrzał przez ramię i roześmiał się. – I może nie mówmy mu, że tym razem za niego zapłaciłem  –  dodał konfidencjonalnym szeptem.  –  Niech go to trochę pogryzie.
Również zaśmiała się.
Patrzyła jak wychodzą razem i pochyliła się nad ladą, aby nieco dłużej widzieć ich, jak idą chodnikiem w stronę rynku. Naprawdę miała nadzieję, że będzie mogła Feliksowi postawić kawę jeszcze raz i że wtedy, gnany wyrzutami sumienia porozmawia z nią dłużej.
Odetchnęła, ale chytry uśmiech za cholerę nie chciał spełznąć jej z twarzy aż do końca zmiany, ani nawet później.
:bag:
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
kmiriad
Posty: 26
Rejestracja: 26 września 2017, 16:14

Re: Na koszt firmy

Post autor: kmiriad » 12 grudnia 2017, 15:17

Usiadł przy stoliku widocznym zaraz od progu i zaczął bawić się menu. Otwierał je i zamykał, obracał w dłoniach. Nes złapała się na tym, że przygląda się im uważnie.
Im? Menu? :) Z początku tak przeczytałem. Może dać jakiś przymiotnik do tych dłoni już tutaj? Albo jakieś inne odniesienie. Albo odwrotnie - napisać: przygląda się tym dłoniom. Wyłącznie dlatego, żeby się płynniej czytało (a i to wyłącznie z mojej perspektywy; może inni nie będą mieli z tym problemu)
Wyszarpniętą spomiędzy ważnych zajęć godzinę, na pogodzenie się albo rozejście.
Bez przecinka
Rozejrzał się wyraźnie kogoś szukając, ale nie był to nikt z trojga gości w milczeniu sączących swoje kawy, bo nie ruszył w stronę żadnego z nich i przez moment myślała, że wyjdzie, ale nie.
Przecinek przed wyraźnie. Plus ewentualnie przed "w milczeniu"
Wolałaby to drugie i ledwo uświadomiła to sobie, zrobiło się jej wstyd.
i ledwo to sobie uświadomiła.
Również zaśmiała się.
Wolałbym jednak się zaśmiała :P

To tyle z czepiania się :)
I teraz żałuję, że nie przeczytałem wstępu, tylko przeszedłem od razu do opowiadania. Mogę tylko pochwalić, że dobrze napisane. Chociaż w zasadzie nic nie ma w treści, czytało się przyjemnie.

ODPOWIEDZ