UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

O wilku, złotogłówce i dekoracji wnętrz

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

O wilku, złotogłówce i dekoracji wnętrz

Post autor: pierdoła saska » 11 grudnia 2017, 16:29

Słowem wstępu, to było jakoś tak, że jechałyśmy z Kruff do Zielonej Góry, a to droga ni długa, ni krótka, a jeszcze moja nawigacja lubi sobie pobłądzić, więc czasu na gadanie było dużo i tak jakoś doszło do tego, że są pewne AU (alternate universe), które przewijają się przez fandomy. Nie ważne czy to będą fice do Doctora Who, Stargate, Star Treka czy MCU gdzieś wśród nich zaczai się AU w którym bohaterowie pracują w kawiarni, gdzieś będą upchnięci do szkoły i tak dalej. I od tego jakoś wyszło gdybanie jakby niektórzy bohaterowie z forumowych tekstów wyszli upchnięci w któreś z tych AU. A że smutno jak gdybanie pozostaje tylko gdybaniem, to oto i jest bardzo przypadkowy, nie za bardzo sensowny fanfik do Kruffowego fanfika, w którym przenoszę sobie bohaterów do jakiejś bliżej nieokreślonej kawiarni i każę im obsługiwać ludzi. Bo mogę xD
Enjoy!

O wilku, złotogłówce i dekoracji wnętrz


Ekspres zdawał się warczeć głośniej i wścieklej tego dnia, jakby po psiemu upodabniał się do swojego właściciela. A przynajmniej do obsługującego go obecnie baristy, jedynego za ladą w ten depresyjnie szary poranek. W zasadzie dziw brał, że ciśnienie kawy nie roztrzaskiwało białych filiżanek, naprawdę. Drugi dziw brał, że ktoś w ogóle miał odwagę cokolwiek zamówić. Śmiałkowie dzielili się na dwie kategorie. Pierwszą były zbyt zaspane korposzczury i przedsiębiorcy widzący nie Jurę a proxy między nimi a napojem życia. Drugą, licealistki pijące jedno gówniane latte przez trzy godziny i wpatrujące się w niego z durnymi uśmiechami przyklejonymi do twarzy. Gdy spoglądał w ich stronę, odwracały wzrok, udawały, że są zafascynowane menu nad jego głową i święcie wierzyły, że się nie zorientował. Były głupsze niż ustawa przewidywała. Głupsze niż debil, który zapomniał wykupić recepty ze swoimi kolorowymi pigułkami normalności, więc w dniu dzisiejszym nie pojawił się w pracy.
Jura spojrzał na zegar na ścianie.
Za cztery godziny pójdzie do niego, wciśnie mu te wszystkie kolorowe pigułki do gardła i wbije mu do tej durnej blond łepetyny, że ma się to więcej nie powtórzyć.
–  Latte z syropem orzechowym –  warknął na salę i zacisnął zęby, gdy klasyczny okaz licealnego zachwytu zaczął kicać w jego kierunku.
Postawił kubek na blacie i szybko wrócił do ekspresu w dupie mając instrukcję, że klientowi należy życzyć smacznego i całą resztę wersalu.
W wersalu zresztą szczali po kątach, a on do kawy nie szczał, nie żeby czasami nie miał ochoty. Ekspres znowu zawarczał wściekle, jakby chciał komuś coś odgryźć. Na przykład jaja facetowi, który wisiał na telefonie przez cały czas gdy zamawiał swoje życiodajne eKSpresso doppio i muffinkę z czekoladą. Żeby mu ona w gardle stanęła i umarł w bólach. Tylko może nie w kawiarni, a za jej progiem. Trup w kawiarni oznaczałby przerabianie wkurwiajacego pierdololo z pogotowiem i policją, zmiana by mu się skończyła, a on by musiał mówić pierdyliard razy co zaszło, jak zaszło…
–  Frappucino –  ryknął.
…a on miał rzeczy do załatwienia, bo złotogłówka pewnie nie powlokła się do apteki po te cholerne pigułki. Jura nie łudził się, bo to jak Miguel mówił przez telefon nie wskazywało na jakąkolwiek chęć wyściubienia nosa za próg mieszkania. A zatem najpierw Jura będzie musiał zabrać mu tę pieprzoną receptę, pójść do śmierdzącej apteki, kupić pigułki i dopiero potem będzie mógł mu cokolwiek wciskać do gardła i wbijać do głowy. A potem mu ten debil podziękuje. Jak, kurwa, zawsze.
–  Latte z toffi i bitą śmietaną poproszę –  ćwierknęło dziewczątko tak słodko, że można było cukrzycy dostać.
–  Siedemnaście pięćdziesiąt.
Dziewczęcie zamrugało i wysupłało z portmonetki wymiętą dwudziestkę. Ćwierknęło, że reszty nie trzeba i pognało do koleżanek. Usiadło speszone, a on zmrużył brwi i patrzył przez chwilę podejrzliwie jak szepczą do siebie i chichoczą wcale nie tak cicho jak się im pewnie wydawało. Tknięty przeczuciem spojrzał na banknot i zaklął siarczyście pod nosem, bo od różowego tła wyraźnie odcinały się czarne litery numeru telefonu i imię.
Zacisnął szczęki tak mocno, że zadrżał, i odłożył banknot na bok, by wydać nim resztę jakiemuś najdurniejszemu bucowi jaki się trafi na tej zmianie. Do latte wlał tyle syropu, że na samą myśl o tym mdliło go, dopisał to do listy win złotogłówki i ryknął na salę, że jest latte do wzięcia. Dziewczątko zerwało się z miejsca i Jurij utwierdził się w przekonaniu, że jak już te wszystkie pigułki znajdą się tam, gdzie powinny, to urwie Miguelowi łeb, powiesi go nad ladą i niech się BHP i sanepid pierdolą.
Uśmiechnął się szczerząc zęby na myśl o tym ile radochy mu to sprawi.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

ODPOWIEDZ