UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Śmierć porucznika Blaze'a

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
RebelMac
Posty: 42
Rejestracja: 22 stycznia 2017, 13:23
Lokalizacja: Bielsko - Biała

Śmierć porucznika Blaze'a

Post autor: RebelMac » 28 kwietnia 2017, 12:06

Śmierć porucznika Blaze'a



W czarną, bezbrzeżną przestrzeń kosmosu, nad oliwkową planetą Dantooine, wkradł się obcy jej kształt. Trójkątny i wielki na tle migoczących w oddali gwiazd, jednak w rzeczywistości mikroskopijny do ogromu chociażby najmniejszej z nich, majestatycznie i przy wtórze ryku trzech silników, gwiezdny niszczyciel „Stalker” zakończył podróż w hiperprzestrzeni. Zaraz po nim, od strony lewej burty, bliźniaczy statek gwiezdny „Tyrant” zajął równoległą, oddaloną o dwa kilometry pozycję. Na orbicie zaciemnionej półkuli planety, niszczyciel łącznościowy „Vengeance” oraz okręt flagowy „Devastator” od dawna poddały się siłom grawitacji powoli okrążając Dantooine. Na mostku okrętu „Stalker” odebrano sygnał rozkazu. Czekać.


***


Komandor Praji wpatrywał się w iluminator. Kiedy po wspaniałych wynikach w Akademii Marynarki Wojennej na Caridzie dostał przydział na „Devastatora”, podejrzewał że zostanie mu powierzona rola adiutanta. Jednak kiedy po raz pierwszy zobaczył odzianą w czarną zbroję, wysoką, zcyborgizowaną postać Lorda Sith, nie wierzył że dowództwo mogło zgotować mu taki los. Mimo to nie bał się Dartha Vadera. Dostrzegał w nim „człowieka” owładniętego misją zniszczenia Rebelii. Vader był po części maszyną, i równocześnie doskonałym dowódcą i pilotem. Praji wiedział, że lord wyznaje starą religię, zapewne znaną na setkach innych planet, jednak komandor jak i jego rówieśnicy, uważał ją za wymarłą i zabobonną. Nigdy Moc nie wpłynęła na jego życie i nic nie wskazywało aby miało to nastąpić w przyszłości. Wiedział, że na wojnie można tylko polegać na roztropności przełożonych i przytomności umysłu podwładnych. Oczywiście również na sobie.
Rozmyślania przerwało mu pojawienie się w iluminatorze jednostek gwiezdnych. W odstępach sekundowych, pośród oślepiającego blasku, z hiperprzestrzeni wylatywały frachtowce, korwety i transportowce. Prosto w pułapkę. Żaden ze statków nie posiadał widocznych oznakowań, jednak oczywistym było że jest to rebeliancki konwój, na którego on, kapitan „Devastatora”, jak i Darth Vader, czekali od przeszło godziny. Przypadek spowodował, że Imperialny Urząd Bezpieczeństwa dowiedział się o trasie przelotu, a słynny „Death Squadron” pod dowództwem lorda Vadera składający się z czterech gwiezdnych niszczycieli, wykona zadanie unieszkodliwienia konwoju. Dwa niszczyciele sprawiły, że rebelianci musieli opuścić hiperprzestrzeń, i te same okręty udaremniły im powtórny skok. Praji nie wiedział jednak, że przez kolejny przypadek, pułapka została zastawiona nie na trasie przelotu, a w miejscu docelowym konwoju. Statki Rebelii były pierwszymi dowożącymi zaopatrzenie do nowo tworzonej bazy na Dantooine.
Kapitan rebelianckiej korwety sunącej na przedzie, a razem z nim reszta armady, dokonywał zakrętu o całą długość statku ustawiając się rufą do dwóch niszczycieli, które nagle znalazły się na kursie kolizyjnym udaremniając mu skok w hiperprzestrzeń. Szybkość działania dowódcy corelliańskiego Łamacza Blokad pozwoliła by na ucieczkę jemu jak i reszcie statków, gdyby nie wyłaniający się zza pięknie ozłoconej planety kolejny gwiezdny niszczyciel. Rozpoczęła się nierówna walka. Czerń kosmosu rozświetliły błyski turbolaserów i baterii dział jonowych, a ciszę zmącił jazgot silników i wybuch jednego ze średnich transportowców. Komandor wrócił do rozmyślań.
Zastanawiał się jak zostały nazwane przez Rebelianckie Przymierze statki gwiezdne, które w tej chwili broniły się przed lawiną ognia okrętów Imperium. Rebelianci wymyślali piękne nazwy kojarzące się z wolnością, wolą walki i odwagą. Sam uważał, że imperialne nazwy „Conquest” czy „Tyrant” są zbyt barbarzyńskie i mylnie sugerują agresję i ekspansję, choć zgodnie z prawdą Imperium jedynie przejmowało władzę po zgnuśniałej i skorumpowanej Republice. Nie potrzebna również była obecność aż czterech gwiezdnych niszczycieli do schwytania konwoju. Połowa z tych sił mogła być użyta w innym rejonie galaktyki, jednak był to osobisty szwadron Dartha Vadera operujący tylko w wyjątkowych sytuacjach liczbą mniejszą niż cztery okręty. „Defender”. Ta nazwa pasowała do rebelianckiej korwety, i tę lub podobną nazwę zapewne posiadał statek prowadzący konwój.
Kolejny wybuch rozjaśnił ekran iluminatora. Jedna z korwet przełamała się na pół, po czym z wyraźnie słyszalnym hukiem wybuchła. Komandora zawsze interesował dźwięk rozchodzący się w próżni. Mimo że trudno było mu pojąć istnienie hiperprzestrzeni, jednak została ona opracowana przez fizyków zanim się jeszcze narodził, i wiedział że jest to rzecz do końca zbadana teoretycznie i praktycznie, potwierdzona wieloma dowodami i wzorami. Dzięki temu można było podróżować z jednego krańca galaktyki na drugi w kilka standardowych dni. Lubił słuchać wykładów w akademii, i wiadomość że dźwięk rozchodzący się w próżni jest do dzisiaj zmorą wszystkich profesorów galaktyki, wywołała u niego zdziwienie. Istniały rzeczy niezbadane...może ma z tym coś wspólnego owa mistyczna Moc?
Tymczasem bitwa rozgrywała się inaczej niż mógł się tego spodziewać. Z konwoju ocalał jeden transportowiec nie draśnięty nawet ogniem laserów, a ostatnia z korwet, na której jak przypuszczał dokonany zostanie abordaż, rozpadła się pod ostrzałem niszczyciela. Dlaczego „Devastator” nie użył promienia ściągającego na korwecie, na której powinni się znajdować oficerowie przeznaczeni do przesłuchania? Czyżby kapitan posiadał informacje pozwalające na dokonanie inspekcji transportowca kosztem uzbrojonych jednostek?
Od ciągłego wpatrywania się w iluminator Praji poczuł się głodny. Spojrzał jeszcze na pozbawiony silników wskutek ostrzału dział jonowych rebeliancki okręt, niknący w hangarze dokującym. Życząc szturmowcom małych strat, udał się do mesy oficerskiej na obiad.


***


W swoim prywatnym apartamencie na pokładzie statku flagowego „Devastator”, mroczny Jedi Darth Vader obserwował na ekranie pozycję „Stalkera” i Tyranta”. Czekał na zdobycz. Po chwili na monitorze pojawiły się okręty Rebelii. W rzeczywistości długie na kilkaset metrów, tutaj wyglądały jak małe, podobne do pudełek, zabawkowe stateczki. Wzrok Vadera przykuł jeden z transportowców. Było w nim coś dziwnego. Nie, nie w jego zachowaniu, podążał za resztą grupy, nie wyróżniał się również wyglądem czy kolorem poszycia od innych jednostek w jego klasie, jednak to na nim, a nie na chociażby korwecie prowadzącej skupiła się uwaga Sitha.
Ekran zamigotał, po czym pojawił się na nim obraz mostka i postać imperialnego oficera w stopniu kapitana linii, aktualnego dowódcy „Death Squadronu”.
- Tak, lordzie Vader?
- Chcę by „Devastator” dokonał abordażu na jednostce transportowej, kapitanie – wysyczał dudniącym basem Lord Sith – Drugiej w szyku. Pozostałe okręty zniszczyć.
- Tak jest, sir! Ale czy korwety też zniszczyć...wszystkie? - w głos kapitana wdarła się nuta niedowierzania.
- Czy zrozumiał pan mój rozkaz? - głowa odziana w czarny hełm patrzyła w ekran – Nie toleruję osób kwestionujących moje rozkazy. W szczególności jeśli ja je wydaję.
- Oczywiście, mój lordzie – kapitan statku skinął na oficera pokładowego – Wykonać!
- Załogę umieścić w bloku więziennym. Dowódcę transportowca przesłuchać natychmiast – wolno przeciągając sylaby Vader zakończył dialog – Oczekuję raportu za godzinę.
Wyświetlacz zgasł i Darth w granatowo-czarnej tafli szkła ujrzał swoje odbicie. Na jednego z dwóch żyjących Sithów, spoglądała identyczna nieruchoma postać, równie straszna co groteskowa. Darth Vader spoglądał w swą mechaniczną twarz.
Coś dziwnego było w tym transportowcu, coś co kazało lordowi zwrócić na niego uwagę. To co nazywane jest intuicją, dla Sitha było po prostu kolejną, ledwie zauważalną, manifestacją Mocy. Nic w galaktyce nie działo się z przypadku.


***


Praji nie dokończył obiadu. Komandor leniwie obrócił się na krześle w stronę dumnie wyprostowanej sylwetki oficera łącznościowego.
- Słucham – spytał Praji przeżuwając resztki posiłku – Możecie spocząć.
Żołnierz rozluźnił się i zameldował.
- Przechwyciliśmy rebeliancki transportowiec przewożący puste pojemniki na Bactę, sir. Kapitan okrętu wraz z załogą zostali umieszczeni w celach oraz poddani standardowemu przesłuchaniu. Lord Vader oczekuje raportu, sir.
- Jak brzmi nazwisko kapitana? - spytał komandor.
- Porucznik Kitster Blaze, sir.
Porucznik Blaze. To przypomniało Prajiemu, że Imperium toczy wojnę z przeciwnikiem zorganizowanym, posiadającym własne instytucje, wywiad, stopnie wojskowe. Rebelia, mimo że przypominała zbieraninę ze wszystkich zakątków galaktyki, mieszaninę kultur i ras, była w stanie zunifikować się do walki z o wiele potężniejszym przeciwnikiem. Fanatyczna wola zwycięstwa przyćmiewała zdrowy rozsądek. Rebelianckie Przymierze nie mogło wygrać posiadając tak małe środki, ale przede wszystkim żołnierze Rebelii byli okłamywani przez swoich dowódców. Imperium nie dokonywało czystek etnicznych, okupacji planet, zastraszania i dyskryminacji gatunków. Praji wiedział, że stoi po właściwej stronie barykady.
- Dziękuję, możecie odejść – odparł wstając z krzesła komandor.
- Odmeldowuję się, sir! - łącznościowiec stuknął obcasami i opuścił mesę.
Praji spojrzał na zimne już drugie danie, po czym wyszedł na korytarz. Idąc w stronę bloku więziennego zastanawiał się czy porucznik Blaze jeszcze żyje. Tortury stosowane przez Imperium w celu wyciągnięcia z więźnia informacji były dość skuteczne. Robot przesłuchujący IT – O nie posiadał woli na tyle rozwiniętej by współczuć. Jego zadaniem było zadawać ból, aż do osiągnięcia wyników. Komandor nie pochwalał tych metod, wiedział jednak że rebelianci również je stosują. Trwała wojna i jedna ze stron musiała ją wygrać.
Idąc korytarzem więzienia zauważył, że z cel nie słychać żadnych odgłosów. Wrzasków torturowanych ludzi. Panowała cisza. Wciskając przycisk na panelu otwierającym ujrzał za rozsuwającymi się drzwiami sylwetkę rebelianckiego oficera siedzącego na metalowej pryczy. Jego twarz była pełna otwartych ran, z których ciekła powoli krzepnąca krew. Praji nie usłyszał buczenia I – TO, więc przesłuchanie musiało się już zakończyć. Wszedł do środka.
- Chciałem oddać panu honory, poruczniku – zaczął komandor, twarz rebelianta nie wyrażała żadnych uczuć, więzień powoli uniósł głowę – mimo że nie mieliście żadnych szans, doceniam pana i pańskich nieżyjących towarzyszy...
- Odda mu pan honory później, komandorze Praji. Możliwe, że przy jego trumnie – oznajmił metaliczny głos.
Komandor obrócił się i ujrzał w drzwiach wysoką, czarną postać. Lord Darth Vader.
- Uch...Tak jest! Chciałem złożyć raport mój lordzie. Kapitan rebelianckiego transportowca został poddany przesłuchaniu, wyniki zostaną przedstawione najdalej za...
- Zrozumiałem komandorze Praji. Zostaw nas samych – przerwał Vader. Patrząc z góry na komandora, mroczny Jedi wsparł kciuki na pasie.
Praji spojrzał jeszcze raz na więźnia i wyszedł. Drzwi zamknęły się z głuchym łoskotem.
Vader patrząc na porucznika czuł to, wiedział już, że ten zgarbiony, siwiejący człowiek jest przyczyną wydania rozkazu abordażu transportowca. To jego, nie cały okręt, widział na ekranie wizyjnym.
- Jaki jest punkt docelowy waszego konwoju? Czyżby miał tędy przelatywać kolejny? Im szybciej odpowiesz, tym szybciej zakończą się Twoje męczarnie poruczniku – palec lorda wskazywał na więźnia.
- Czy...czy mogę dostać odrobinę wo...wody? - odpowiedział Blaze patrząc szklistym wzrokiem na buty czarno odzianej postaci – wody...
- Nie dostaniesz wody, chcę odpowiedzi i chcę ją teraz – wysyczał Vader.
Rebeliant zdawał się nie słyszeć swojego rozmówcy. Ledwie zauważalnie uśmiechnął się kącikiem spękanych ust.
- Da ouna bliel, pata.. - wymamrotał.
Vader opuścił palec. Zrobił krok do przodu, swoją potężną sylwetką rzucając cień na więźnia.
- Coś Ty powiedział, śmieciu?
- To...to po huttańsku... - wyjaśnił kapitan transportowca.
Dłoń odziana w czarną rękawicę złapała Blaze'a za gardło i uniosła do góry. Porucznik bezskutecznie próbował uwolnić się z uścisku chwytając obiema rękami palce lorda. Jeszcze chwilę szamotał się bijąc z całej siły w nadgarstek, po czym się poddał. Zawisł bezradnie pół metra nad ziemią.
- Znam huttański, szumowino. Co powiedziałeś? - dopytywał się Vader.
- Ja...to z dzieciństwa...Jeden bliel proszę... - tłumaczył porucznik powoli tracąc zmysły – Porucznik Kitster Blaze...w Służbie Zaopatrzeniowej Rebelii...numer jednostki...
- Kitster...? - metaliczne oczodoły wpatrywały się w cierpiącą twarz żołnierza.
- To...ty? - wycharczał Blaze. Nie wiadomo czy sprawiła to nadmierna ilość wstrzykniętych narkotyków do organizmu, przemęczenie torturami i świadomość nieuchronnej śmierci, czy też po prostu była to halucynacja wywołana stopniowym brakiem tlenu. Porucznik Kitster Blaze, żołnierz weteran w służbie Rebelii, zamiast własnego sponiewieranego oblicza odbitego w hełmie lorda Vadera, ujrzał małą, pyzatą twarz chłopca z czupryną blond włosów – Annie...?
Palce zacisnęły się na szyi kapitana łamiąc mu kark. Ciało spadło na pryczę i zsunęło się na podłogę. Lord Sith, Darth Vader, przy głośnym akompaniamencie stukotu własnych obcasów o podłogę, wyszedł z celi.


***

Leżąc w swojej kajucie komandor Praji poczuł, że okręt zaczyna przyspieszać. Po godzinie oczekiwań kapitan lub może sam Vader, wydał rozkaz opuszczenia systemu. Kolejny konwój się nie pojawił. Gdyby Praji był dowódcą szwadronu, na pewno pozostawił by jeden ze statków na orbicie Dantooine. Nie on jednak dowodził.
Niszczyciele powoli zwiększając prędkość do pół naprzód, osiągnęły w końcu maksymalne przyspieszenie, i jeden za drugim zostawiając za sobą białe smugi światła, zniknęły. System Dantooine, nie licząc dryfujących śmieci - pozostałości po rebeliancki jednostkach, opustoszał.
Przypadek sprawił, że następny rebeliancki konwój, spóźniony o godzinę z powodu awarii jednego z frachtowców, przylatując nad planetę nie zastał tam imperialnych okrętów. Przypadek również sprawił, że rebelianci pojawili się kilka sekund później niż odlot ostatniego z niszczycieli. Złotawo - oliwkowa planeta Dantooine znowu miała gości.

„Dobry z ciebie chłopiec, Annie.” - Jira, handlarka owocami z Tatooine.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Śmierć porucznika Blaze'a

Post autor: pierdoła saska » 04 maja 2017, 08:45

Co się dzieje? ← to pytanie sponsorowało mi czytanie.
I to nie dlatego, że zdania nie miały sensu i się w nich gubiłam, bo z tym było w miarę OK. "W miarę" bo chwilami było też ciężko:
Trójkątny i wielki na tle migoczących w oddali gwiazd, jednak w rzeczywistości mikroskopijny do ogromu chociażby najmniejszej z nich, majestatycznie i przy wtórze ryku trzech silników, gwiezdny niszczyciel „Stalker” zakończył podróż w hiperprzestrzeni.
- mikroskopijny względem ogromu...?
- w ogóle zrobiłabym z tego dwa zdania, jedno o rozmiarach i drugie o tym, że to niszczyciel i wychodzi z hiperprzestrzeni... albo napisała to zdanie zupełnie od nowa, żeby płynnie przechodziło z jednego w drugie...
Ale wracając do cosiędzieja, to pierwsza scena z komandorem mnie pogubiła. Niech będzie pseudo retrospekcja na starcie, choć ona z jednej strony mało powiedziała, z drugiej była długa, ale mnie tupta o bitwę. Opisujesz ją nie przez pryzmat tego co dzieje się na przykład na mostku jednego statku (komendy, raporty o pozycjach innych statków, próby domysłów co zrobią za chwilę) a raczej rysując strzałki na mapie. A nawet nie tyle rysując je, co po prostu opisujesz sporządzoną po fakcie mapę.
Po pokonaniu bagien książę Schwarzenberg dołączył do oddziałów Beningsena na południu i zepchnął Murata pod miasto... ← ten dramatyzm przedzierania się przez bagna, których miało nie być, ten dramat osaczonych Francuzów... ten dramat, którego nie ma.
A w środku mapy jeszcze refleksja nad nazwami statków i w ogóle komandorowi się zgłodniało. I w sumie mu się nie dziwię. Mnie się kawa skończyła jak czytałam i miałam straszną ochotę pójść po kolejną. W sumie to nawet poszłam, bo tekst nie usidlił mnie na tyle, aby zatrzymać mnie przed ekranem. A nie usidlił, bo, i tu zjadam własny ogon, opisałeś tę mapę i jedyną emocją, jaką mi przekazałeś był głód komandora. Napisałeś, że bitwa przebiegła inaczej niż planowano, że pułapka została zastawiona w miejscu dla zastawiających niekorzystnym (o czym oni nie wiedzieli) – to są zwroty akcji, tu prosty plan bitwy się komplikuje, ale opis dalej sunie spokojnie, jakby bitwą nie zainteresowany. A ja tyle wiem o komandorze, że miał dobre wyniki w szkole i że jest głodny.
Jeśli twoim zamiarem było pokazać, że ta bitwa jest w sumie rutynowa, taka kawka po obiedzie i nawet ciśnienie ci nie skacze, to tez się to nie udało, bo komandor nie tyle komentuje swoimi myślami i zachowaniem tę rutynowość (no to też trochę, ale trochę), a raczej wrzuca dygresje, które w większości aż za głośno krzyczą "jestem tu dla podania pewnych faktów, żebyś czytelniku wiedział co i jak". Bez nich scena byłaby krótsza i bardziej na temat.
I ja w sumie nie wiem. Ten jego statek brał udział w bitwie czy czekał w oddaleniu i tylko sobie patrzyli, bo serio mam wrażenie, że to drugie... :/ Przydałoby się nieco zaangażowania z ich strony. Nie w myślach, a w czynach.

W podobny sposób potraktowane jest przesłuchanie później. Niby to powinno być coś, ale przelatujesz nad tym w formie streszczenia.

Dopuszczam opcję, że opisane tu wydarzenia są małym ziarnem w większej historii, przez co potraktowane są nieco skrótowo i w tej większej całości bardziej by się to obroniło. Bo zdystansowany komandor ze swoimi refleksjami na temat Rebeliantów, Imperium i honoru jest generalnie ciekawym motywem, pokazuje, że "ci źli" to niejednorodna masa i mięso armatnie.


I na wyjściu: czy to nie powinno wisieć w dziale z fanfiction?
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
RebelMac
Posty: 42
Rejestracja: 22 stycznia 2017, 13:23
Lokalizacja: Bielsko - Biała

Re: Śmierć porucznika Blaze'a

Post autor: RebelMac » 04 maja 2017, 09:22

@Marsa

Dzięki za wyczerpujący komentarz, uwagi bardzo cenne.

Pozdrawiam.

PS Proszę moderatora o przesunięcie Blaze'a do działu fanficów.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Śmierć porucznika Blaze'a

Post autor: Kanterial » 04 maja 2017, 10:40

Ay, kapitanie, witam. Miałam zacząć od najstarszych tekstów, ale ten mi się rzucił w oczy i uznałam, że co tam, pójdzie na pierwszy ogień. Niestety mam sporo uwag i niewiele pochwał, zaznaczam jednak z góry - nie czepiam się dla samego czepiania, myślę, że coś (cokolwiek?) z rzeczy, które wypiszę, pomoże ci w szlifowaniu warsztatu.

Może będę trochę niechronologiczna, ale lecę z pamięci, więc wybacz. Chyba najbardziej dla mnie niezrozumiała rzecz w tym tekście, znaczy taka zaskakująca, przez którą aż przerwałam czytanie i zamrugałam, to był fragment... mm, o dźwięku w próżni. Tak, tak, wszyscy wiemy, w Star Wars te dźwięki są. Oczywiście chciałam ci to wypomnieć - to, że opisujesz huki i wybuchy, a one nie mają prawa być słyszalne. No ale czekałam, bo może chciałeś to wytłumaczyć. I chciałeś! I przez chwilę aż byłam uradowana, że zwróciłeś uwagę na ten szczegół (ten Praji zaczął o tym rozmyślać, że jak to się właściwie dzieje) ale... No ale co to w ogóle było? Ani zmyślona teoria fizyczna, ani "technobełkot", jak my to nazywamy, ani w ogóle zero wysiłku. Twój bohater myśli - hm, jak to jest z tym dźwiękiem, zawsze mnie interesował dźwięk w próżni, po czym zamiast "wytłumaczenia" dostajemy info o hiperprzestrzeni. Że została zbadana. Że tak spytam kolokwialnie - co ma piernik do wiatraka? Nadprzestrzeń wiąże się z podróżami, ok, ok. Próżnia nadal jest próżnią. Dźwięk nadal nie powinien się w niej rozchodzić. I co? Ktoś zbadał hiperprzestrzeń, dlatego dźwięk słychać w próżni? Te statki (o ile zrozumiałam) nie walczyły wcale w hiperprzestrzeni. Totalnie nie pojmuję, co chciałeś osiągnąć, pozostaje zawód, że nie wysiliłeś się i nie napisałeś (choćby bzdurnej!) teorii. Dostajemy tylko gdybanie "a może to Moc". Jestem na nie.

Muszę też przyznać, że choć sama nie jestem mistrzem interpunkcji, to ona jest u ciebie naprawdę mocno do poprawy. Do tego stopnia, że zjadasz przecinki przed "że", nie oddzielasz zdań składowych i gubisz kropki w dialogach. Właśnie, osobna sprawa. Zapis dialogów. Jest na forum świetny poradnik o zapisie dialogów, autorstwa Amon zdaje się, stary ale jary. Odsyłam do niego, mi pomógł i naświetlił, co robię źle. Są też w twojej pracy takie rzeczy nie do końca chyba konsekwentnie prowadzone - lord i Lord, raz wielka raz mała, odmienianie wyrazu "Sith", gdzieś tam było Sitha. Nie wypisuję cytatów, więc może tylko takie wrażenie odniosłam, ale jakoś mi zgrzytało.

Co do tekstu samego, do fabuły, pomysłu - nie wiem, czy to jest część większej całości, jak wyżej wspomniała Marsa. Wątpię, mówiąc szczerze, to znaczy dla mnie to wygląda jak zamknięte opko. Z jakiegoś powodu, nie wiem z jakiego, może jestem w błędzie. Nie jestem też pewna, o czym właściwie chciałeś opowiedzieć, co miało być osią, co było ważne, a co poboczne. Tak jest, bo:
- narracja raz jest z perspektywy Praji'ego, raz Vadera, a na końcu jeszcze Blaze'a. I to taka wszechwiedząca narracja, która sugeruje, że wchodzisz w głowę postaci, znasz emocje, wiesz, co myśli. Przeskakujesz z postaci na postać i teraz nie wiadomo - kto w ogóle był głównym bohaterem?
- najmocniejsze uczuciowe zagranie (w zamyśle, jak podejrzewam) to odniesienie do Anakina jako dziecka, ogólnie ten zwrot po imieniu. Widać, że wierzyłeś w moc tego zagrania, bo po to jest ostatnie zdanie - to z handlarką. Taka przeciwwaga dla złego Vadera, że dobry chłopak Annie. Więc ja, czytelnik, myślę sobie "aha, to jest to, co miało mnie ruszyć, tu był ten haczyk". Dobra. Tylko po co w takim razie jest w ogóle Praji? Po co opis statków, walki, totalni zbędne rzeczy, których jest dziesięciokrotnie więcej niż wskazówek na emocje Vadera/Blaze'a?
- ten tekst jest zupełnie pozbawiony emocji. To taka relacja, historia mówiona bez intonacji, jakby robot zdawał raport, ale ten raport był taki trochę poetycki, bo programista poszalał. Nie wchodzi tu nic, nie rusza ani śmierć Blaze'a (bo przecież go NIE ZNAMY, więc jak ma nam być go szkoda?), ani okrucieństwo Vadera (bo o tym jest cała saga filmów i to oczywiste jak słońce, nic nowego), ani wątpliwości Praji'ego, bo one w ogóle nie mają nic wspólnego z fabułą.

Strasznie ci nawrzucałam, co? :bag: Nie tak miało być. Zwykle unikam takiego zasypywania uwagami, kiedy nie trzeba, ale jak mam naprawdę potrzebę, taki ból i trochę zawiedziony nastrój po ostrzeniu sobie zębów na fajną rzecz, to mi się zdarza. Bo naprawdę - widzę, że masz coś w słowach, piszesz naprawdę przyjemnie, lepiej niż spora część ludzi, których mi się zdarzyło czytać latami na forum (no, pomijam, że są błędy). Więc jest nad czym pracować, co szlifować. Jednocześnie lubisz uniwersum SW, a ja je kocham. I chciałabym móc czytać fajne, udane fan-fikszyn. I pewnie nie pisałabym ci wszystkich tych zarzutów, gdybym uznała, że nie warto i trzeba cię skreślić z listy potencjalnych autorów świetnego sc-fic. Więc apeluję, trochę czasu na interpunkcję, trochę na zapis dialogów, pisz jak najwięcej tekstów i oby były coraz lepsze, bo masz co rozwijać.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
RebelMac
Posty: 42
Rejestracja: 22 stycznia 2017, 13:23
Lokalizacja: Bielsko - Biała

Re: Śmierć porucznika Blaze'a

Post autor: RebelMac » 04 maja 2017, 11:13

@Kanterial

Tak to już, jak człowiek wrzuca tekst sprzed dwudziestu lat. :) Tak wtedy pisałem, nic nie poradzę. ;) Dzisiaj dzień SW, fajnie, że pojawił się kolejny komentarz, chciałem pokazać jak może wyglądać spotkanie Anakina (Vadera) z Kitsterem po latach.

Pozdrawiam.

ODPOWIEDZ