UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Świerk

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Świerk

Post autor: Siemomysła » 10 września 2016, 22:14

Lepiej mi. Tak. Zawsze.
Zrobię Wam Wasze ulubione ciasto.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Świerk

Post autor: Kanterial » 22 września 2016, 17:51

Wraz z wybitą godziną 23.33 przedstawiciele w osobach Aurica Kierownika i Dyera Łowcy przybyli na rozdroże. W drodze na miejsce spotkania z Polakami Złodziejami, którzy przypadkowo byli też eks siatkarzami reprezentacji Polski, a kilka dni wcześniej ukradli z Brazylii trofeum Mistrzostw Świata Polska 2014, Dyer Łowca zbierał chrust, rzekomo by rozpalić w kominku.
Auric kilka razy w drodze na rozdroże przypominał, że celem jest świerk. – Wyryj to sobie w pamięci – kończył zawsze, wykrzywiając psią mordę najbardziej jak się dało.
Łowca z kolei przytakiwał, przejęty swoją rolą. Starał się wyglądać na jak najbardziej chłodnego mężczyznę w okolicy i cóż, udawało mu się to nadspodziewanie dobrze.
Wybiła więc 23.33. Dyer odłożył chlebak z chrustem i, wyciągając ulubiony kawałek patyka z kieszeni, usiadł na ziemi z niegroźnym uśmiechem na ustach.
– Chętnie bym cię oheblował – spróbował tekstu na podryw. Nieopatrznie powiedział to na głos. Kierownik miał już coś odpowiedzieć, ale Dyer w zamyśleniu ciągnął dalej, próbując przybrać najbardziej ponętne miny, na jakie było go stać:
– Czujesz te rozżarzone węgle, gdy jestem blisko? Bo ja czuję... Czuję drewno... Mmm...
Dyer czuł tak wielką niemoc twórczą i ból duszy (niemalże jak Joa całe życie lub każda normalna osoba, słuchająca Rolfa), że nieświadomie złamał patyk na pół. Atryda tylko patrzył na to z nieskrywanym politowaniem. Nie mógł pozostać bierny.
– Gwałtem ją i do lochów, pyr – poradził z przekonaniem, jakby co najmniej się znał na czymś związanym z miłością i jakby miał jakieś inne doświadczenia poza lochami.
Jednak łowca nie wziął uwagi do serca, bo, cóż, zwyczajnie wkręcił się w wizualizację tak bardzo, że dobrnął do momentu, gdy zaufanie w relacjach z Kan będzie tak wielkie, że pozwoli jej zbierać patyki niedaleko chaty. Może nawet pozwoli jej wybrać jakiś chlebak.
Po prostu zignorował towarzysza, a on, jak to kierownik, zaczął deklamować wiersze o gwałtach, martwych kobietach i padlinie leżącej w łóżku pod nosem, nerwowym krokiem, ze spiętymi łopatkami, drepcząc w miejscu. Widać było, że jego żądze chcą wyswobodzić się spod kontroli, którą sam sobie nałożył. Oczy zaczęły mu łzawić, a ręce drżeć gdy… Z kłębiącej się mgły wypadła piłka. Straciła na szybkości w połowie dystansu, opadła na ziemię i podturlała się pod nogi kierownikowi z dramatyzmem. Auric fenomenalnie zakamuflował zaskoczenie wyniosłością.
Trącił piłkę czubkiem buta, czekając w napięciu na dalszy rozwój wydarzeń.
Z szarej mgły zaczęły wychodzić postacie. Początkowo pojawiły się uszy. Potem stopy, dłonie, nogi i tułów. W końcowej fazie pojawiła się twarz. Dyer nerwowo poruszył się na kamieniu.
– To twoja rzecz, Paskudniku? – sklnął postać na przywitanie Auric. Baptaw Kypek, gdyby nie przeżył sezonu na chlaniu wódki w pokoju w Rosji z kolegami z zespołu i kolejnego we Włoszech na wpierdalaniu makaronu, pewnie by się przeraził, jak to zrobił niechybnie Dyer, ale były Bełchatowianin zatrzepotał tylko końcami uszu i strzelił sążnego bitchface'a.
Auric miał zakląć znów siarczyście i byłby to zrobił, gdyby nie wyłaniająca się z mgły druga sylwetka – gabaryty niczym u Zonzona wybiły się z szarości i oczom kierownika i łowcy ukazał się ZB9 w pełnej krasie. Koszulka byłaby nie pękła, tak opinała się na jego bicepsach.
– Gdy pytają, Zibi, co pooglądasz, mecz reprezentacji w siatkówkę czy mecz pomiędzy Barceloną a Realem, odpowiadam: pójdę do kina z narzeczoną – rzucił Bartman tonem, który wprowadzał wiele dwuznaczności. – Gdy pytają dalej, co gdyby zamknęli kino, odpowiadam, miły wieczór z kobietą w moim mieszkaniu. Gdy próbują mnie złamać i pytają...
Kurek strzelił bitchface'a. Żałował, że jednak nie podmienił losów i nie pomógł życiu w wybraniu lepszej opcji na reprezentację ich drużyny niż atakujący. Zawsze lepszy Żygadło od Bartmana, który w drodze na rozdroże co rusz wyskakiwał w powietrze, imitując atak zza trzeciego metra i pokazując Kurkowi, jak dobrze zagrać w reklamówce z Okocimia, rozrywał koszulkę jak Rejtan. Co chwilę motywował Kypka, by też spróbował ataku. Zdecydowanie towarzyszem Bartman nie był dobrym, ale losy są nieubłagane, fortuny nie da się oszukać.
– Ścierwa – podsumował Auric.
– Czego chcecie? – zapytał z uprzejmym chłodem Łowca, wstając z kamienia. Pragnął jak najszybciej dojść do sedna sprawy, by móc dokończyć zbieranie chrustu i rozmowę z Kanterialem.
Trochę przykro się poczuł, gdy jego 186 cm zaczęło wyglądać tak licho przy prawie i ponad dwóch metrach siatkarzy. Pomimo tego sprawiał wrażenie barbarzyńcy, nie powiem, że nie, z rozchełstaną koszulą, niedbale naciągniętymi na biodra spodniami i ciemnymi, srogimi brwiami, a także głową schowaną pomiędzy zgarbionymi ramionami. A broda dodawała mu dodatkowo 100 pkt do zajebistości.
– Czego my chcemy – zastanowił się Kurek. Wydawali się być trochę spięci, przygaszeni, bez luzu. – Widzicie, jesteśmy...
– ... siatkarzami – wjebał się w zdanie Zb9. Kurek zgiął palce w geście tłumionej złości.
– Jesteśmy siatkarzami. Polskimi, znanymi siatkarzami. Szanowanymi. W tym roku odbywają się w naszym kraju, jakby to powiedzieć, byście zrozumieli nasz jęz...
– Atrydzia stopa, do sedna – gwałtownie przerwał Kypkowi Auric, wprawiając siatkarza w stan wielkiego zdziwienia.
– Gdzie świerk? – zainteresował się w końcu Dyer, niszcząc psychikę siatkarzy swoim dogłębnie skrywanym chłodem. Zmroził ich mózgi, potwierdzoneinfo.
– U nas w magazynku – odparł szczerze prostolinijny Bartman.
– Co nie zmienia faktu, że jest jeden sposób na to, byście go odzyskali... – Kurek zasiał ziarno niepewności. – Nie oddamy wam go ot tak. Musicie o niego powalczyć.
– Jak?
– W meczu siatkówki. W innym wypadku świerk zginie.
– Nie żartujemy – zakończył Bartman złowrogo.

*** Tylko dla fanów siatkówki:
SpoilerShow
– Dobry wieczór, mówi Jerzy Mielewski, witam państwa w studiu pomeczowym! Z nami dziś Ireneusz Mazur, Wojciech Drzyzga i puste miejsce symbolizujące brak najzacniejszych graczy w tegorocznych Mistrzostwach Świata w piłce siatkowej mężczyzn! Panowie, co możecie powiedzieć o, rozegranym właśnie przez Polaków, półfinale z drużyną Niemiec? Czy to równa gra naszego zespołu zaważyła na wyniku, czy może ta niepokojąca, szybująca zagrywka Piotra Now…
– Piotrek nie umie zagrywać.
– …kiego doprowadziła do zwycięstwa? Nie zaskoczę chyba nikogo, jeśli zauważę, że powtórnie Wariusz Mlazły był dziś tym, który prowadził w nasz zespół ku wygranej. Irek, co sądzisz?
– Cóż, nie mogę się nie zgodzić, Mariusz łapał dziś piłki na pełnym zasięgu, a wszyscy wiemy jakie ten chłopak ma możliwości i co potrafi zr…
– Prawda jest taka, że nawet najlepszy atakujący nic nie zrobi bez dobrego rozegrania.
– …ć na prawym skrzydle. Oczywiście nie wolno zapominać, że poprzedni mecz również był dla Mariusza bardzo wyczerpujący, wiemy, że Wlazły przejął wtedy inicjatywę i na dobrą sprawę sam ciągnął grę przez co najmniej półtora seta. To, że Rosjanie pod siatką nie sprawiali akurat tamtego dnia większych problemów, jest zupełnie osobnym tematem. Nie mieli bloku, nie mieli ataku, nie było dogrania a co za tym idzie dynamicznego rozegrania, zm…
– Grankin przytył.
– …ana rozgrywającego pociągnęła za s…
– Bo że zmężniał to już nie powiem.
– …abą wiele…
– On już ma trzydzieści lat.
– …r…
– TO JUŻ NIE JEST TA SKOCZNOŚC I DYNAMIKA CO WTEDY. NIE, NIE WYBACZAMY, PIOTRKOWI TAK NAPRAWDĘ TEŻ NIE WYBACZAMY, MOŻE TOMEK TAK, ALE JA NIGDY MU NIE WYBACZĘ. GRA PIOTRKA TO KOSZMAR, PIOTR ZASNĄŁ POD SIATKĄ, PIOTR SIĘ ZAGAPIŁ. TO CO PIOTREK WYPRAWIA… NIE, NA TO NIE MA ZGODY W TYM MOMENCIE SETA. SZKOLNY BŁĄD. NIEDOPUSZCZALNE NAWET U JUNIORÓW. PIOTREK JEST DO ZMIANY, PIOTREK JEST DO ZDJĘCIA. A TERAZ PRZEPRASZAM, IDĘ POGRATULOWAĆ SYNOWI.
– ...wiązań... Niemniej jednak gra polskiego zespołu mogła się podobać. Krótkie przesunięte grane z Piotrkiem Nowakowskim...
– ZAPRASZAMY WRAZ Z TOMKIEM SWĘDROWSKIM NA TRANSMISJĘ NAJLEPSZEGO W TYM SEZONIE MECZU SIATKARSKIEGO, W KTÓRYM NA PEWNO NIE BĘDZIE ZAWODNIKA POPEŁNIAJĄCEGO JUNIORSKIE BŁĘDY – NIE WYMIENIĘ JEGO NAZWISKA, ŻEBY NIE POSĄDZONO MNIE O ZNĘCANIE SIĘ. 23:33, PROSZĘ PAŃSTWA, TELEWIZJA KYAN, KANAŁ 3! KŁANIAM SIĘ, WOJTEK DRZYZGA.
– ...i ataki Mariusza Wlazłego w połączeniu z niczym innym jak drużynowym kolektywem, dały nam taki wynik...
– Tak, oczywiście... A teraz zapraszamy na krótki wywiad z bohaterem meczu, Mariuszem Wlazłym, który przeprowadzi Marcin Lepa...

Sala tonie w mroku, a na trybunach zapada cisza. Hala drży w oczekiwaniu na to, co ma się wydarzyć. Już słychać echo podeszew w korytarzu i rozmów o taktyce – nie tylko dotyczącej meczu.
Reflektory zaświecają się, czerwonymi promieniami wyznaczając drogę na boisko zawodnikom, którzy lekko już rozgrzani wychodzą na parkiet. Trybuny skandują nazwiska graczy, tłum klaszcze, śpiewa, płacze ze szczęścia i dumy. Każdy wie, w jakim celu tu przyszedł – by brać udział w legendarnym spotkaniu dwóch drużyn. Kontrowersyjnych, pełnych przemocy i wspaniałych zawodników.
Na stanowiska komentatorskie Telewizji Kyan siadają komentatorzy polsatu – Wojciech Drzyzga i Tomasz Swędrowski.

Tomasz Swędrowski:
23:33 (tak, ta sama), witamy państwa z hali Szyzrpromie ze spotkania, które może przejść do historii jako legendarne. Polska Reprezentacja Wielkich i Nieobecnych rozegra spotkanie z niezwykle silną i doświadczoną drużyną Paaginczaty. Mamy się czego obawiać – zawodnicy nieprzeciętni, niezwykle silni fizycznie i o świetnych parametrach. Drużyna marzeń, którą od niepamiętnych czasów prowadzi trener Ocean z małą pomocą drugiego trenera Egila. Bardzo doświadczona para trenerska. Przejdźmy do składów – zacznijmy od gości. Przyjmujący i kapitan drużyny Bartosz Kurek, atakujący z dziewiątką, Zbigniew Bartman, Grzegorz Kosok na środku bloku, drugim przejmującym jest Michał Ruciak, na rozegraniu Łukasz Żygadło, drugi środek bloku, Daniel Pliński i wreszcie, na libero Damian Wojtaszek. Trenerami oczywiście Andrea Anastasi i Andrea Gardini. Jednocześnie jest to wyjściowa szóstka.
W Paaginczacie – Dyer Łowca środek bloku, rozegranie Joa, przyjęcie Kanterial, libero Nidar, przyjęcie drugie Steir, atak Auric, jako zmiennik Ikava. Dzisiejsi sędziowie to arbitrzy z Niemiec – jako pierwszy Wolfgang Krone, wielebny z Karkonoszy, a jako drugi sędzia Rolf Stojke.



– Przepraszam, jak to nie mogę oddać questa?
– Znowu bug? Jebać ten serwer – stęknął Wolf (chciał zabrzmieć groźnie ale wyszło żałośnie, bo akurat próbował spełznąć z łóżka, owinięty kołdrą). – Stojke, weź sprawdź to na wowheadzie.
– Ok.
– Ale o co chodzi z tym wowheadem? Nic nie ogarniam – zdradziła dziewczynka.
– Sprawdziłem, oddaje się Quest w Gilneasie – oznajmił Rolf tonem znawcy. – Obczaiłem na youtube. I popatrzyłem na expa, bo mam na to swoje sposoby – zaznaczył z dumą (nikt nie wiedział, że jego zdolności szukania questów ze względu na exp ograniczały się do spuszczenia WoWa do ikony i szybkiego zmyślenia pierwszej lepszej lokacji, którą mógłby podać Wolfowi).
– Mam pomysł. Możemy wrócić, skąd przyszliśmy – zaproponował priest.
– Ale… ale wtedy cała ta wyprawa byłaby… mieliśmy pomóc Kobiecie, to bez sensu, bez…
– …bez pointy, Stojke. W twoim stylu.
Wojownik zmartwił się widocznie, jak zawsze gdy klepały go hordziaki, (nieźle mu też wychodziło pisanie do nich, choć nie mogli się porozumiewać). Czasem lepiej dogadywał się z hordą niż z własnym healerem.
W sumie radził sobie w grze całkiem dobrze. Zawsze udawał, że jest niepokonany i epicki – machał mieczem i wybierał skille na chybił trafił (uruchamiając je myszką). Poza tym lubił też wypić w stolicy, robić siarę na rynku i chwalić się wszystkim, że ma własną szmatę, która mu daje za darmo, tak, za darmo buffy i leczenie. I wskrzeszanie. Najlepiej mu wychodziło czekanie, aż healer wytraci całą manę i wpierdalanie się w spot pełen elity, żeby tam heroicznie walczyć z mobkami po kilkaset tysięcy HP i drzeć mordę, że go nikt nie leczy.
W każdym razie lepiej być nie mogło. Zgodził się na propozycję Wolfa i zaczął szukać hearthstone’a.
Całe szczęście, że tym razem nie zapomniał go z banku i mógł od razu przenieść się z Wolfem do Stormw…
…do Hali Szyzrpromie?!

Wyjebało ich idealnie nad stolikiem sędziowskim, tak, że Rolf pierdolnął o wyświetlacz challenge, a Krone, jakimś cudem, został dzięki temu kopnięty prądem.
– Noż kurwa – wściekł się, aż stolik pod którym leżał (nadal owinięty kołdrą) zaczął dymić od płomiennej wiary i kapłańskiego wkurwu – wypierdalać z tymi kablami CHUJ BIER TE TRAMPKI Z MOJEJ ŚWIĘTEJ SZATY – wydarł się na Mielewskiego. Komentator aż podskoczył.
– Kto to jest, co to są niby za…
– To są, Jerzy, sędziowie dzisiejszego spotkania – oświecił go Drzyzga – i nie skacz tak, bo wiesz, nie mam już tych kolan co kiedyś…
– Kto jest niby sędzią – zainteresował się Stojke. Już miał dodać „pedały”, ale niezawodny instynkt uciekającego rapera podpowiedział mu, że nie warto mieć w tym poczciwym, starym okularniku w kraciastej koszuli wroga. Czuł, że mógłby mieć wtedy przejebane jak Piotr Nowakowski po nie skończeniu piłki przechodzącej.
– Sędzia główny, Wolfgang Krone – wyczytał Swędro z kartki.
– Co? – wydobyło się spod stolika.
– Jak Wolf kurwa nawet nie wie, gdzie jest środkowa linia – skomentował Stojke. Drzyzga z Mielewskim spojrzeli na niego w identycznie podejrzliwy sposób.
On jest szalony, mówię ci – mruknął Jerzy. – Zawsze tak było, pamiętam jak sędziował w meczu Chiny – Portoryko i przyznał punkt Niemcom…
– Że niby ja? – oburzył się Stojke. To prawda, miał wiele zdolności, całe multum nieskończenie wielką liczbę w chuj, znaczy się umiał rapować i spierdalać, no i wiadomo, żyć na ulicy, ale żeby jeszcze sędziować? – Wolf – szepnął, pochylając się i zaglądając pod stolik. Ksiądz akurat zdołał uwolnić się z kołdry i kabli. Spojrzał z niechęcią na dresy, potem bluzę z odblaskami, aż wreszcie na zaniepokojoną (jak u Joi po wpierdoleniu wszystkich Kinder country dla Kanterial) twarz Rolfaija Niezłomnego.
– Co, pedale – rzucił w odpowiedzi.
– Od kiedy my niby sędziujemy? – spytał Stojke nerwowo.
– No ja to chyba od zawsze, jestem w piździec legendarnie dobrym sędzią, osądzam w konfesjonale staruszki – wyznał Wolfgang z zadowoleniem – im starsze tym cięższa pokuta, heh, sędziowanie takie ostre, t…
– Ale że siatkówkę – drążył Rolf uparcie (próbował ignorować fakt, że komentatorzy słyszą każde słowo ich rozmowy) – Szmato – dodał, by Wolfa udobruchać. – Jak jedyne co ty masz ze sportem wspólnego to skarpetki, to powodzenia z takim sędzią, kto niby ten mecz wygra?
– Jak to kto. Niemcy – odparł Krone – oczywiste chyba.
– A jak będą się kłócić – nie odpuszczał Rolf. Widział parę meczów i znał już harpagońskie zachowania niektórych graczy, takich jak Kubiak (gryzienie siatki, pyskowanie do arbitra) czy Joa (UFO).
– To odpalę płomienie – stwierdził Wolf spokojnie.
– A jak to nie wystarczy?
– To uruchomię pingwiny.


*** Weszli do szatni w bojowych nastrojach. To znaczy, Auric miał bojowy nastrój.
– Niby nigdy nie grałem w siatkówkę – zdradził Nidar poufale, jak gdyby wyjawienie tej niewąsko szokującej informacji mogło kogokolwiek zaciekawić. – Ale czuję, że będę w tym dobry jak w bałamuceniu nierządnic i pruciu Kyańskiego alkoholu.
– Och. Zaskakująca rzecz – stwierdziła Kanterial. Nieźle jej szło konwersowanie, no i w ogóle, lubiła być miła dla ludzi. Poza tym też była sprytna i wielofunkcyjna jak krem nivea i wszystko jej wychodziło, no może poza publikowaniem tekstów na forum, ale to dlatego, że było tajne i niewidzialne, i po prostu ciężko było zamieścić tam wątek bo chuj nic nie było widać. Ale wracając do Kanterial. Zachowywała się naprawdę miło i to była taka jej dominująca Cecha, jak u Oceana Pierwsza, u Aurica sześćdziesiąta dziewiąta, a u Joi III’cia. Nawet jak ktoś pytał ją, czy chce przeczytać tekst, to ona na to że jasne, spoko, chętnie. Potem czytała w nocy i miała ból.
Skąd tak długa dygresja na ten temat? Nie bez powodu. Bo właśnie tego dnia, siedząc w szatni wraz z Łowcami, Atrydami i Joą, Kanterial doszła do wniosku, że powinna udźwignąć brzemię bycia kapitanem (nie wiedziała jeszcze wtedy, że kapitanem będzie Auric, bo sam siebie wybierze). Wstała i oznajmiła głośno:
– Opowiem wam motywującą historię.
Auric uniósł brwi i poprawił legginsy, patrząc na nią wyzywająco.
– To jakiś wasz zwyczaj? – prychnął pogardliwie. – Chyba znam lepsze techniki motywujące, niż opowiadanie historii.
– A jakie? – zainteresowała się Joa, nie żeby coś, tak tylko zapytała, nikt nic nie mówi przecież, że krzywo czy coś w ten deser. Zwykłe pytanie bez podtekstów i ukrytej zachęty. Jak to Joa.
– A różne – ożywił się kierownik – na przykład…
Acha – przerwała mu Kanterial. – Fajnie.
Auric tak się oburzył, że aż nie umiał powiedzieć nic wystarczająco wrednego i chamskiego, a niesamowita siatkarka natychmiast ten fakt wykorzystała, przejmując pałeczkę.
– No więc powiem tę historię. To, na dobrą sprawę, ciężka do sklasyfikowania historia, ma niby elementy fantastyczne…
To może fantastyka – podsunął Nidar, zdejmując sutannę.
– Może sama zdecyduję ok, może zasięgnę szerszej opinii – zgasiła go szybko. – Tak naprawdę to trochę romans, ta moja historia.
Na te słowa w szatni zapadła dość gęsta cisza. Nikt z obecnych (podobnie jak cała normalna część społeczeństwa) nie trawił romansów. Dyer uznawał tylko wiersze wyryte tępym narzędziem w korze żywego drzewa, ale raczej ze względu na doznania towarzyszące ryciu niż treść. Ragnar kochał swoją procę (bez komentarza), Joa plastry kinesiotapingowe.
Może ewentualnie Nidar był potencjalnie zainteresowanym odbiorcą, bo z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, choć powinien być najbardziej pojebany, jako jedyny miał poprawne preferencje seksualne.
– No to tak – Kan zaczęła gestykulować, pochłonięta swoją zajebistą opowieścią, podczas gdy Ragnarowi zrobiło się niedobrze, a Joa z zażenowania schowała się pod wózkiem z piłkami. Auric zamarł podczas ściągania legginsów, z koszulką z numerem 69 w zębach, a Nidar popatrzył na niego z radością. Tymczasem Kanterial pieprzyła od rzeczy.
– W chuj się wzruszyłam tym, ja pierdolę – skończyła uroczyście – prawie jak wtedy co dostałam komentarz od Zehel do CA, albo jak zjechałam pierwszy tekst Joi na L. Lubię romanse.
– Lecz się. Jesteś pojebana. – Nic innego nie przyszło do głowy nowej rozgrywającej Ruzr–Adrienńskiego zespołu. Gdzieś obok Ragnar powstrzymywał się przed wymiotami, ale ciężko było stwierdzić, czy to przez alkohol, czy jednak historię Kanterial.
– Dobra, przepraszam, co nie – obruszyła się w odpowiedzi. – Ale nie będę wszystkiego robić pod ciebie – dojebała przyszłemu Fabianowi Drzyzdze, który swoimi krótkimi palcami bez jednego milimetra oplótł jakąś Mikasę – jasne? Więc nie mów mi co i jak, poza tym nie, Ervin nie umarł i nie mogło by być zamiast sarny jakieś inne zwierzę.
– Co? – spytał Ikava niespodziewanie. Do szatni wzniósł Sarnę (Joa zabulgotała na nią jak Gollum spod swojego wózka). Tuż za Adeptem w drzwiach pojawił się Ocean, obniżając temperaturę o kilka stopni, oraz Egil, który samą swoją obecnością sprawił, że Dyer zesztywniał, przestał obmacywać drewnianą ławkę i nagle przypomniał sobie, że musi się przebrać w strój (jakby miał więcej czasu, to może jeszcze zacząłby się uczyć pisać i czytać, żeby Egil nie miał go czym zagiąć).
– To była trudna decyzja, chłopcy – staruszek zwrócił się głównie do Ragnara i jego brata. – Bo, dla dobra składu, musiałem wykluczyć z meczowej szóstki trzeciego z was, Alana Al–Abdula Adelaida.
– Anabela? – spytała Joa podejrzliwie (była jedyną osobą w Kyan, która potrzebowała mniej niż trzydziestu sekund na przypomnienie sobie tego imienia).
– Tak, właśnie jego. Zdecydowały walory sportowe – zapewnił Egil. – Czysto sportowe. Alan nie był w formie, przegrał z Dyerem w rywalizacji, był gorszy, nieskuteczny. To nie tak, że go nie lubiłem i powiedziałem, że symulował kontuzję pleców.
– Pewnie chcielibyście myśleć, że mamy taktykę – zgadł Ocean. – A chuj nie mamy.
Był Mistrzem i właśnie dlatego, gdy usłyszał, jaką przydzielono mu rolę, postanowił się zgodzić. W końcu prowadzenie zespołu nie może być cięższe od prowadzenia zoofila, przynajmniej tak mu się wydawało. Choć nie do końca ogarniał.
– Najpierw może wybierzemy kapitana, w sumie nic innego nie zdążymy zrobić, bo mecz się zaczyna. Podobno pierwszy sędzia już pokłócił się z drugim – mruknął w stronę Egila. – Wzięli challenge…
– Ja jestem kapitanem – warknął Auric, przerywając im niemal tak chamsko jak Joa Kanterial, gdy ta chciała polecić jej coś w warcrafcie – wyryjcie to sobie w pamięci, ścierwa!
*** – Polecam ci celować w zawodnika z numerem 69, ma dość słaby gear i psychikę, im szybciej go złamiesz, tym lepiej, bo on bardzo szybko się rozpędza. Co jeszcze... Acha. Atak zawsze przez blok albo III, albo ósemki, nie ma innej opcji. Możesz też próbować drewnem lub chlebem, ale ciężko będzie. Polecam ogólnie zdecydować czy wolisz bardziej prostą, czy skos, to ważne. Mmm... Acha, jeszcze jedno. Próbuj bokiem albo najlepiej zacznij od tyłu, a potem zaskocz wszystkim tajnym obrotem o sto osiemdziesiąt stopni.
Nie. Kurek nie był wkurwiony. Dłoni na mikasie nie zacisnął w geście zdenerwowania, a ryja nie skręcił w biczfejsie. On po prostu Skromność zastąpił Niedowierzaniem.
Przez całe życie, które poświęcił na zagrywanie, przyjmowanie i atak, nie doznał tak głębokiego mindfucku i zdezorientowania, jak od chwili, gdy stanęło przy nim to stworzenie o (?) cm joa–poczekaj–ja–jebię–nie–umiem–liczyć–matematyka–taka–trudna niższe.
– Jestem trochę spięty – odparł Kurek, nie wiedząc, co mówi się w sytuacjach, gdy Kanterial atakuje ludzi swoim grubym i wspaniałym doświadczeniem. Gdyby porozmawiał z Jooą, wiedziałby, że trzeba przytakiwać, a najlepiej spłycić i udać, że się to wie lub nie chce się tego wiedzieć, bo tylko plebs słucha plebsu, a Joa plebsem nie jest.
Fajnie w chuju – wzruszyła się Kanterial jak przy Top Gunie, gdy Tom Cruise ściąga Ray Bany.
Kurek przygasił się nieco i zeskromniał.
– I polecam też wie...
*BANG*
Pomimo dźwięku odebranej wiadomości, który rozniósł się echem po Szyzrpromiu, Kanterial nie zaprzestała swojego wywodu i ciągnęła dalej.
– …ale nie masz się czego obawiać wiesz, młoda z nas drużyna, średnia bloku jest też nieco niedor…
*BANG*
*BANG*
*BANG*

– Przepraszam na momencik – wydusiła Katarzyna, z kieszeni wyjmując archaiczny telefon Nokia WK 1976 i wkurwiając się w myślach. Miała właśnie prosić o skarpetki, które miała zdobyć dla niej kiedyś Joa, ale nie zrobiła tego, bo była zajęta zniesmaczeniem wobec kibiców Resovii i Skry, i oglądaniem pysku Zbigniewa Bartmana na żywo w zwolnionym tempie.


Joa(3222): Widze wszystko kan.
Joa(3223): Ty jestes kt8 on ma numer 6, was jest dwoje różnica waszych numerów to dwa.
Joa(3224): Przypadek nie sadze.
*BANG*
Joa(3225): Ale moze kurwa wroc i rozgrzewaj sie z nami co prosze nie moge przestac pełzać a dyer pyta gdzie chlebak.
*BANG*
Joa(3226): Cierpie. Spojrz na mnie stoje tuż obok popatrz kan jak cierpie jaki bol Kan patrz.


W załączniku Joa wysłała jej zdjęcie parkietu i kawałek otejpowanych palców, żeby skusić przyjmującą.
Rzeczywiście, gdy Kanterial odwróciła twarz w lewą stronę, omijając skutecznie zdziwiony ryj Kurka, robiąc to nadzwyczajnie wolno, tak wolno jak Auric wolno sprawia ból w lochach, zobaczyła przyklejoną do siatki Joę. Nos zaliczał pierwszy błąd siatkarski w tym meczu – przejście dołem – 8,9 centymetrów zrobiło to samo, ale miało styczność z linią, więc sędziowie (których wciąż nie było, a to ci zagadka, gdzie się oni podziewali, ciekawe, ciekawe, zadziwiająca rzecz) nie mieli czego odgwizdać.
Joa trzymała swój świetny, superszybki telefon z aparatem 0,000000000001 mpx (można dzielić przez zero, pozwalam) i napierdalała smsami do Kanterial jak dzika, próbując jednocześnie złączyć nogi w kolanach albo gdziekolwiek. Nieco jej to nie wychodziło, więc inni patrzyli na nią z niesmakiem, bo ani nie była w tym aspekcie jak kobieta, ani tym bardziej w symetrycznym rozłożeniu tyłka względem biustu. Nie używała cieni ani nie nosiła legginsów, chociaż bardzo ją ciągnęło do tych z odblaskami.
Nie była piździelcem, może dlatego tak dobrze dogadywała się z Kanterial.
Dodatkowo, gdyby było tego mało, zaczęła się rozgrzewać, więc wykonywała śmieszne podrygi, rękami dając znać Kanterial, że czas się zbierać.


*BANG*
Joa(3227): Odejde.
*BANG*
Joa(3228): Odchodzę kan. Patrz.


I odeszła w chwale jak kiedyś z Literki, człapiąc w swoich niesamowitych Najkach Wapor Kort Tenis ze złotym znaczkiem najka. Podeszła do Dyera mówiąc mu coś, a Kanterial obserwowała i się zmartwiła, że co jeśli Joa nie lubi rozgrywać piłek w jej stronę, co wtedy, jak to. Może woli do Aurica (na pewno) albo może woli tylko krótkie przesunięte z Łowcami. Albo może będzie tracić punkty na rozgrywaniu do Libero zespołu, bo uzna, że woli przegrać niż rozegrać do Ósemki.
Ogromnie się zafrasowała i całkowicie zapomniała o przyjmującym Wielkich i Nieobecnych, który nie chciał czekać na kolejną szansę, by w spokoju znów być Skromnym Kurkiem.
Zanim Joa zdążyła do końca usłyszeć przepis na sarninę zapiekaną w chlebie z dodatkiem wiórków, Kanterial była już przy rozgrywającej i środkowym.
– Joa.
– No – zawiesiła pytanie–nie–pytanie w powietrzu jak ktoś miecz w Kyan na gałęzi.
– Jakie lubisz pozycje?
Joa byłaby zapłonęła w środku, ale wolała się tajniaczyć i nie dać po sobie poznać, że takie pytania ją peszą, więc hardo odparła:
– No, różne, co nie, to zależy z kim, prawda, to… No nie wiem.
– No, ale ja pytam dokładniej.
– No więc cał…
– A lubisz przyjmujących?
Rozgrywająca nie wiedziała, co prawda, co mają przyjmujący do pozycji i jak bardzo Kanterial musiała dużo wypruć tyskiego przed meczem, by jej myśli skakały z jednej krzywości na drugą, zahaczając w pewnym momencie o normalne tematy związane z siatkówką.
– Lubię – odpowiedziała, próbując ogarnąć ile tych żywców wypruła. – A ty rozgrywających?
– Wszystkich przyjmujących? – wtrąciła Kan szybko. – Chyba tak, ja chyba każdą lubię.
– Ja tylko fajnych.
– A jakich lubisz najbardziej? – brnęła Kanterial.
– Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym chyba.
W tym momencie cały siatkarski, iluzoryczny świat Kanterial, w którym tworzyła z Joą wspaniały duet przyjmująca:rozgrywająca, rozpadł się jak słoik konfitur.
– Bo na przykład z opcymi bym nie mogła prawda, ale jak się znam dobrze, no to wiesz…
– Ja lubię nawet z opcymi kobietami ok – wypalił Dyer, patrząc znacząco na Kanterial.
Pysk turbo–pisarki stał się kolorem bokserek Wolfganga, po czym przyjmująca wyciągnęła z kieszeni spodenek komórkę i zaczęła stukać w klawiaturę. Miała tak serdelkowate palce (9cm), że zajęło jej to więcej niż momencik.
*BANG*
Joa chwyciła za swój ekstra telefon, odblokowała ekran wpisując hasło „Dyer” i przeczytała smsa, bo ktoś jej go wysłał, nagle, niespodziewanie, po przeczytaniu którego jej wyraz twarzy przypominał mordę urażonego walenia.
– Nie wyymganoak m​nie, ok. Bo odejdę.



c.d.n. :belt:
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Świerk

Post autor: Kruffachi » 23 września 2016, 10:26

Daję znać, że przeczytałam, daję znać, że ubawiłam się przednio, jak zawsze, a poza tym zrobiłyście mi coś dziwnego i ja chyba jednak napiszę tego obyczaja sportowego dla Rolfa, żeby się mogła załamać nad ignorancją >.>
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

ODPOWIEDZ