UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

FANFICTION
Fanfiki to literatura, która może wyglądać jakby została wynaleziona na nowo po katastrofie jądrowej przez grupę cudownych pop-kulturowych ćpunów uwięzionych w zamkniętym bunkrze. [...] Kultura mówi do nich, a oni jej odpowiadają w jej własnym języku. ~ Lev Grossman
Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

Post autor: Kruffachi » 23 lipca 2016, 19:17

Tekst powstał ponad dwa lata temu. Wrzucam na specjalne życzenie. Tylko i wyłącznie. A potem pójdę nakryć się deklem.

BAJKA O DZIELNYM ŁOWCY I JESZCZE DZIELNIEJSZYM CHLEBAKU


Dawno, dawno temu, zanim rozdziobały nas kruki, żyło sobie dwóch braci i jedna dziewczyna, która nie była ich siostrą, za to spała z jednym (tym fajniejszym, z brodą), a ogarniała drugiego. Żyli sobie w mroźnej krainie, w której padał śnieg i rosły lasy. W tych lasach z kolei hasały wendigo…
…i coś jeszcze.


*słychać stukot drewna*

***

Wszyscy poszli wreszcie spać – z góry dochodziło już pijackie chrapanie Ragnara – i Dyer został sam. No, nie tak do końca sam, bo w nie najlepiej wietrzonym powietrzu wciąż unosił się odór piwnych wyziewów, a w kątach zdawało się pobrzmiewać echo dzikiego rechotu, pełznące ku niemu po podłodze i trącające niechciane struny.
Łowca westchnął ciężko i podniósł się ze stołka z zamiarem legnięcia na łóżku i wyzwania Ragnara na ubitą ziemię w kwestii nocnych pochrapywań i sapnięć. Nie spodziewał się bowiem, by Zija szybko do niego zajrzała, a nawet gdyby jakimś cudem przezwyciężyła swoją chęć niesienia pomocy i udowadniania, jaka to nie jest przydatna, sam raczej nie był w nastroju… no, na nic. Nawet na to, czego nie było w kanonie, ale pisząca niniejszy fanfick sobie dopowiedziała.
Była przydatna (Zija, nie pisząca). Byłaby potrzebna – zwłaszcza jemu – nawet gdyby nie miała rąk i nóg, ale nadal zdawała się tego nie rozumieć. Istniała groźba, że nigdy tego nie zrozumie.
Dyer zatrzymał się gwałtownie, wyrwany z zamyślenia niespodziewanym chrobotem. Odwrócił się powoli ku drzwiom, na wpół bezwiednie sięgając ku rękojeści noża. Ale nie – to coś, cokolwiek to było, nie weszło jeszcze do środka. Brzmiało, jakby usiłowało przedostać się przez drzwi i tylko nie miało bladego pojęcia, jak tego dokonać.
Zwierzę?
Czy zwierzę pchałoby się do ludzkiej siedziby? Wprost w światło i pod rzeźnickie noże? Wielce wątpliwe.
Wystarczyła zaledwie chwila intensywnego nasłuchiwania, by stwierdzić, że owo coś nie jest za duże i sięga swoimi staraniami może łokieć od podłoża. To zaczynało niepokoić. Gdyby było większe, Dyer mógłby bez trudu zakwalifikować to do zjawisk niebezpiecznych, ale tak… istniała nikła szansa, że będzie raczej potrzebowało pomocy. To z kolei zdawało się prowadzić wprost do konieczności otwarcia drzwi i upewnienia się w tej materii.
Łowca starał się stawiać kroki cicho, tak, by owo coś – jeśliby jednak miało wrogie zamiary – nie zdążyło przygotować ataku. Szedł miękko, na ugiętych nogach, wcielając w czyn wszelkie nauki i angażując całe swoje doświadczenie. Sięgnął ku zasuwie, odsunął ją niemal bezszelestnie, potem wyciągnął dłoń ku klamce…
Szarpnął.
Natychmiast spuścił wzrok, spodziewając się intruza raczej u swoich stóp.
I zamarł.
Nie, nie tego się spodziewał.
Prawdę powiedziawszy, nie puścił fantazji w swobodny dryf, bo to nigdy niczemu nie służyło – mogło jedynie spowodować niepotrzebne nerwy, na pewno nie dostarczało przydatnych podczas tropienia faktów, jedynie potem pozwalało na rekonstrukcję przebiegu zdarzeń – ale nawet gdyby popełnił ten błąd, nie wpadłby na coś podobnego. Ba! – pijany Ragnar by nie wpadł.
Nie.
Nie, nie, to się nie mogło dziać naprawdę.
Dyer prychnął i kucnął, cały czas spięty i ostrożny, obawiając się, że to tylko wabik, że ktoś chce go wyprowadzić z równowagi, uśpić jego czujność, a tymczasem czai się w nocnych ciemnościach i szykuje do ataku.
Tylko… Kto planowałby coś takiego na progu domu pełnego ludzi? W dodatku… za przynętę wykorzystując… pudełko?
Łowca nieufnie wyciągnął ku niemu rękę. O nie, nie był głupi, nie zamierzał pchać tam placów. Ostrożnie dotknął… tego czegoś sztychem noża.
Podskoczyło, zatrzęsło się, zaterkotało i klapnęło klapką. Dyer wyprostował się gwałtownie i cofnął o krok.
– Co do…
Klapka uniosła się znowu. Sama. W dodatku… jakoś tak znacząco.
A potem pudełko zaczęło niezgrabnymi podskokami zbliżać się do nóg łowcy. Odruchowo odsunął się więc kolejnych kilka kroków, a ono wykonało kilka kolejnych pełznięć i tak – ostatecznie – przekroczyło próg.
– Ooo, nie!
Chciał je wypchnąć, ale zaskakująco zwinnie przeskoczyło mu między stopami i potoczyło się na środek izby.

*

Kiedy rankiem Zija zeszła na dół, zastała Dyera siedzącego na stołku i intensywnie gapiącego się na coś, co – jak wnioskowała – leżało na tym skrawku podłogi, którego akurat nie widziała.
– Dyer…?
– Siad!
Coś stuknęło.
– Wspaniale! Dobre… pudełko! Masz chleba!
– Dyer, to było do mnie? – Zija niepewnie postąpiła jeszcze kilka kroków.
– E-e… Co?
Łowca wreszcie na nią spojrzał, a na twarzy, prócz skrajnego nieogaru i niewyspania, miał też szeroki uśmiech, tak rzadki na jego posępnej twarzy.
Zija wychyliła się, żeby dojrzeć wreszcie, co też znajduje się na tym kawałku podłogi i zobaczyła… drewniane pudełko. Drewniane pudełko, które wydawało się… dziwnie rozentuzjazmowane jak na drewniane pudełko. I chyba… robiło stójkę.
– Dyer…? – zapytała słabo.
– Jak ci się podoba Eustachy? – odparł, wciąż szczerząc się jak dziecko.
– C-co…?
– No… – Łowca jakby stracił nieco rezonu. – Eustachy. To ładne imię, prawda? Słyszałem na jednej z wędrówek, na których byłem, chociaż Joła tego nie opisała.
– No dobrze, ale…
– Eustachy, to jest Zija. Przywitaj się grzecznie.
Pudełko wykonało trzy energiczne podskoki i trzasnęło klapką.

*

Jakiś czas później, już po tym, gdy Dyer, Zija, dość mocno skonsternowany Egil i… pudełko zjedli razem śniadanie, po schodach zaczął staczać się Ragnar. Zakup kurtki i towarzyszące temu atrakcje wyraźnie odbiły się na jego kondycji – oto dreptał z pochyloną głową, z zapuchniętymi oczyma i sztywnymi mięśniami, gotów zamordować każdego, kto by się głośniej odezwał.
Albo głośniej zaklekotał.
– AaaAAAaaa… A… – jęknął z wielce zdegustowaną minę i spojrzał oskarżycielsko na towarzyszy.
Trochę potrwało, nim przez jego skacowany mózg przebiła się informacja (#potwierdzoneinfo), że żaden z nich raczej nie klekocze. Nie sam z siebie przynajmniej.
– Eeerrrm…
– Może lepiej usiądź, chłopcze – mruknął Egil, jednocześnie pokazując Ziji ręką, że niepotrzebnie wstaje ze swojego miejsca.
Ragnar i jego wielce niezadowolona mina posłusznie wykonali polecenie.
I wtedy znowu coś zaklekotało.
– To nie jest śmieszne! – burknął chłopak, wodząc od twarzy do twarzy morderczym wzrokiem przekrwionych oczu. – Jeśli ktoś…
– Klekot. Klekot.
– Eustachy, bądź ciszej! – rzucił Dyer w okolice swoich butów.
Ragnar w pierwszej chwili zareagował tylko na dźwięk, krzywiąc się potwornie i boleśnie. Dopiero potem dotarł do niego sens słów brata.
– Eu… Kto? – spytał, obejmując jednocześnie głowę, by ta przypadkiem nie rozpadła się na kawałki. W jego nozdrza uderzył już ostry zapach ziół, gotowanych w kociołku przez Egila, który niepostrzeżenie zniknął z towarzystwa.
– Eustachy – Dyer z dumą zaprezentował swojego nowego przyjaciela. – To jest…
– …chlebak…
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

Post autor: Siemomysła » 23 lipca 2016, 19:23

To jest absolutnie genialny fanfik. To jest wzorcowy fanfik.
Do Sevres z nim!
c[___]!
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

Post autor: Kanterial » 23 lipca 2016, 19:26

"– Wspaniale! Dobre… pudełko! Masz chleba!" sikam XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

"trochę potrwało, nim przez jego skacowany mózg przebiła się informacja (#potwierdzoneinfo)"
JPRDL


to nie będzie mój najlepszy komentarz, Kili, ale zrobiłaś mi dzień i cię wielbię tak samo jak autorkę Kruków XDD jesteście obydwie drewniane.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

Post autor: Joa » 23 lipca 2016, 21:50

Dobrze. To nie będzie miły komentarz, Kruffachi. Zakładam swoje okulary i komentuję, bo tym razem nie mam nic dobrego do powiedzenia. Boli mnie ten komentarz, ale mus, to mus, prawda (czy tu daje się przecinek?)? Czegoś się nauczysz może, po tylu latach pisania słabo.
SpoilerShow
Dawno, dawno temu, zanim rozdziobały nas kruki, żyło sobie dwóch braci i jedna dziewczyna, która nie była ich siostrą, za to spała z jednym (tym fajniejszym, z brodą), a ogarniała drugiego.
A przepraszam, a co Ci, a kto Ci to powiedział, że oni ze sobą spali? Może to miłość bez seksu? Ba, bez spania?
Łowca westchnął ciężko i podniósł się ze stołka z zamiarem legnięcia na łóżku i wyzwania Ragnara na ubitą ziemię w kwestii nocnych pochrapywań i sapnięć. Nie spodziewał się bowiem, by Zija szybko do niego zajrzała, a nawet gdyby jakimś cudem przezwyciężyła swoją chęć niesienia pomocy i udowadniania, jaka to nie jest przydatna, sam raczej nie był w nastroju… no, na nic. Nawet na to, czego nie było w kanonie, ale pisząca niniejszy fanfick sobie dopowiedziała.
Na co niby? Nie podoba mi się to dopowiedzenie.
Była przydatna (Zija, nie pisząca). Byłaby potrzebna – zwłaszcza jemu – nawet gdyby nie miała rąk i nóg, ale nadal zdawała się tego nie rozumieć. Istniała groźba, że nigdy tego nie zrozumie.
Ech, no i znowu...
Prawdę powiedziawszy, nie puścił fantazji w swobodny dryf, bo to nigdy niczemu nie służyło – mogło jedynie spowodować niepotrzebne nerwy, na pewno nie dostarczało przydatnych podczas tropienia faktów, jedynie potem pozwalało na rekonstrukcję przebiegu zdarzeń – ale nawet gdyby popełnił ten błąd, nie wpadłby na coś podobnego. Ba! – pijany Ragnar by nie wpadł.
Nie.
Nie, nie, to się nie mogło dziać naprawdę.
Dyer prychnął i kucnął, cały czas spięty i ostrożny, obawiając się, że to tylko wabik, że ktoś chce go wyprowadzić z równowagi, uśpić jego czujność, a tymczasem czai się w nocnych ciemnościach i szykuje do ataku.
Tylko… Kto planowałby coś takiego na progu domu pełnego ludzi? W dodatku… za przynętę wykorzystując… pudełko?
Łowca nieufnie wyciągnął ku niemu rękę. O nie, nie był głupi, nie zamierzał pchać tam placów. Ostrożnie dotknął… tego czegoś sztychem noża.
Podskoczyło, zatrzęsło się, zaterkotało i klapnęło klapką. Dyer wyprostował się gwałtownie i cofnął o krok.
Przepraszam, ale czy w tym uniwersum występują gadające pudełka? Nie? No właśnie.
Kiedy rankiem Zija zeszła na dół, zastała Dyera siedzącego na stołku i intensywnie gapiącego się na coś, co – jak wnioskowała – leżało na tym skrawku podłogi, którego akurat nie widziała.
– Dyer…?
– Siad!
Coś stuknęło.
– Wspaniale! Dobre… pudełko! Masz chleba!
– Dyer, to było do mnie? – Zija niepewnie postąpiła jeszcze kilka kroków.
Przepraszam, ale Dyer tyle nie mówi. I gdzie wspomnienie o jego chłodnym, chropowatym głosie?
Łowca wreszcie na nią spojrzał, a na twarzy, prócz skrajnego nieogaru i niewyspania, miał też szeroki uśmiech, tak rzadki na jego posępnej twarzy.
– Eustachy, to jest Zija. Przywitaj się grzecznie.
Pudełko wykonało trzy energiczne podskoki i trzasnęło klapką.
– Eustachy, bądź ciszej! – rzucił Dyer w okolice swoich butów.
Ragnar w pierwszej chwili zareagował tylko na dźwięk, krzywiąc się potwornie i boleśnie. Dopiero potem dotarł do niego sens słów brata.
– Eu… Kto? – spytał, obejmując jednocześnie głowę, by ta przypadkiem nie rozpadła się na kawałki. W jego nozdrza uderzył już ostry zapach ziół, gotowanych w kociołku przez Egila, który niepostrzeżenie zniknął z towarzystwa.
– Eustachy – Dyer z dumą zaprezentował swojego nowego przyjaciela. – To jest…
– …chlebak…
Przepraszam, ale w moim uniwersum nie występują takie imiona. Poza tym... mało to śmieszne, wiesz?

Tak naprawdę to kłamię. Spłakałam się. Ze wzruszenia, ze śmiechu, z genialnego przerysowania postaci i ogarnięcia ich intencji, a potem w skrócie ich opisania. Jezu, napisałabyś lepsze Kruki niż ja XD
Dziękuję, Kili. Zrobiłaś mi życie.

SpoilerShow
a wyższy spoiler to najbardziej spłakane fragmenty. Te pogrubione i poczerwione jeszcze bardziej.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

Post autor: Kruffachi » 23 lipca 2016, 21:55

Tak, wiem, że muszę jeszcze pracować nad swoim warsztatem :pas: Ja bym już chciała tak jak Wy, ale nie umiem... i jest mi przykro :sigh:
SpoilerShow
:u: Cieszam się, że sprawiło radość, przecież taki był cel.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 197
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

Post autor: Kimchee » 24 lipca 2016, 10:25

Uśmiałam się. Szkoda, że nie wrzuciłaś tego wcześniej.

Jak tak pamiętam kruki, to to opko bardzo pasuje do klimatu i postaci (tak, jeszcze pamiętam po takim czasie, że coś tam było z kurtką) ^^ Sam chlebak bardzo mi przypomina bagaż Dwukwiata ze Świata Dysku. Fajny jest, no :D

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 80
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Bajka o dzielnym łowcy i jeszcze dzielniejszym chlebaku

Post autor: Xanttis » 02 listopada 2017, 12:45

Humor przedni :D najpierw WTF na to pudełko, potem próba wytresowania go i to imię... Eustachy... ległem xd

Dla mnie trochę początek zbyt przegadany, ale tak mam, lubię dialogi, lubię akcję od początku. Atutem jest na pewno absurdalny humor, także w sposobie narracji. Fajnie coś takiego czasem przeczytać ;D
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

ODPOWIEDZ