UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Dąb i wiatr

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Nazareth
Posty: 65
Rejestracja: 20 stycznia 2017, 13:06

Dąb i wiatr

Post autor: Nazareth » 26 lutego 2017, 20:38

Od autora: W poniższym tekście mogą zdarzyć się błędy i niedociągnięcia, nie oczekuję od nikogo, że będzie je wypisywał i poprawiał, podobnie jak nie oczekuję, że zostaną zignorowane nie wpływając na ocenę tekstu.

Dąb i wiatr

Wiatr w nieuchwytnym pędzie szybuje po świecie. Nie jest monumentalny jak górskie łańcuchy, które uparte dumnie tkwią w tym samym miejscu od zarania dziejów. Nie ma nawyków, jak morza i oceany które cofają się tylko po to by niebawem powrócić, zawsze w ten sam sposób. Nie można go również oswoić, tak jak ognia który z furią trawi wszystko na swej drodze, lecz wprawna ręka z łatwością zaprząc może go do pracy.
Wiatr jest wolny, nieprzewidywalny, nieokiełznany, pomaga gdy jest mu to na rękę, wybucha gniewem bez wyraźnej przyczyny, pojawia się i znika wedle własnego życzenia. Przede wszystkim jednak gna przed siebie, prawdziwie niezależny, zawsze młody a jednak wieczny. Gdy staniesz samotnie, i będziesz cicho, trwając w bezruchu możesz usłyszeć na wietrze słowa: „Gnam przed siebie! Przynoszę zmiany!”. Jest to pieśń Wiatru, którą on powtarza w swej nieskończonej gonitwie.
Zdarzyło się pewnego razu, wiele lat temu, że wiatr trzęsąc całym lasem w potężnej zawierusze przeniósł jeden mały żołądź, który oderwał się od dębu. Coś tak małego, że umknęło jego uwadze podróżowało, nieświadomie na jego skrzydłach. Końcem drogi tego pasażera na gapę okazała się rozłożysta polana o żyznej glebie gdzie żołądź mógł wtopić się w ziemię i pod przykryciem z liści i traw zapaść w długi sen.
Gy zaczął się budzić nie był już żołędziem, ale małym drzewem, roślinką samotnie wystającą pośród, traw. Teraz mógł obserwować świat który pędził dookoła, szaleńczą gonitwę słońca i księżyca, które pędziły po nieboskłonie pogrążając świat na zmianę w blasku lub ciemności. Gy słońce biegło wolno a księżyc jedynie migał krótko na niebie świat tonął w zieleni, gdy role zaczynały się odwracać i biegli prawie równo, deszcze zaczęły pojawiać się częściej a zieleń zmieniać w pomarańcz i złoto. Gdy wreszcie tarcza księżyca zwolniła na tyle by dąb mógł się jej dobrze przyjrzeć świat usnął pod kołdrą białego puchu. „Wszystko się zmienia” – pomyślał dąb „JA ciągle trwam”. Wtem księżyc zaczął doganiać słońce i wszystko wokół dębu eksplodowało zielenią, a jemu dane było oglądać ten wyścig ponownie. Oglądał go więc raz za razem aż zrozumiał, że nigdy nie pozna zwycięzcy.
Spojrzał więc na dół i zdziwił się widząc jak daleko ma do ziemi, ile większy jest od trawy, z której przed chwilą przecież ledwo się wyłaniał. „Wszystko się zmienia” – mruknął do siebie „JA nadal trwam”.
Obserwował zwierzęta, przechodzące przez polanę, skubiące trawę, gaszące w pobliskim strumieniu pragnienie, polujące jedne na drugie. Pojawiały się regularnie ale nie długo, po pewnym czasie przychodziły inne, i wkrótce one również przestawały wracać. Słuchał śpiewu ptaków przysiadających na jego konarach i kiedy nauczył się już rozpoznawać, trel jednego z nich on znikał a jego miejsce zastępowała nowa melodia. Kiedy rozglądał się wypatrując znajomych zwierząt i ptaków zauważył, że widzi więcej niż tylko swoją polanę. Widnokrąg rozpościerał się daleko ponad wierzchołki otaczających ją drzew. Zapatrzył się na falujące morze zieleni rozpościerające się wokoło jego bezpiecznej przystani, rzeki i góry a także inne polany, które zdawało by się nagle wyrosły dookoła niego. Nagle poczuł uderzenie naginające jego najwyższe gałęzie i konary, strącające liście i żołędzie i usłyszał zawodzącą w powietrzu pieśń: „Gnam przed siebie! Przynoszę zmiany!”. Poruszyło to odległą strunę w pamięci dębu. „Wszystko się zmienia. JA nadal trwam” – rzucił w odpowiedzi i nie przejmował się tym więcej. Wrócił do obserwowania nowo odkrytego świata.
Dąb trwał przyglądając się rozległym obszarom, które z dnia na dzień zdawały się stawać coraz większe ale wcale nie działo się w nich coraz więcej. Wiatr powracał, szarpał jego koroną, czasem nawet łamał gałęzie ale zazwyczaj szybko się tym nudził i ustępował, na pożegnanie śpiewając swoją pieśń, Dąb śpiewał mu w odpowiedzi swoją.
Pewnego dnia w lesie zapanował rumor a po nim chaos, drzewa zaczęły padać, zwierzęta uciekać, polany i połacie lasu stawały w płomieniach. Dąb po raz pierwszy zobaczył ludzi. Z początku wydawało się, że jedynie niosą ze sobą zniszczenie jednak w niedługim czasie na wypalonych polanach zaczęły wznosić się drewniane sadyby. Miejsce wyciętych drzew zajmowały równe rzędy roślin posadzonych na świeżo zaoranych polach. Było to coś zupełnie nowego, coś czego Dąb nie pojmował ale obserwował z wielkim zaciekawieniem. „Wszystko się zmienia” – zadudnił potężnie „JA nadal trwam”.
Wkrótce ludzie znaleźli drogę do polany, na której potężny Dąb rozpościerał swoje szerokie ramiona, zadzierali głowy starając się dostrzec czubek jego korony a on spoglądał w dół na nich zastanawiając się jak coś tak małego może spowodować tyle zniszczenia. Ludzie nie próbowali jednak nigdy zniszczyć wielkiego dębu, wręcz przeciwnie, przychodzili często odwiedzać go i podziwiać. Młodzi spotykali się przy jego pniu, na polanie w jego cieniu odbywały się ceremonie i obchodzono święta. Tak to trwało przez pokolenia i nowi mieszkańcy lasu stali się częścią Dębu tak jak on stał się ich częścią. Gdy wielki pożar strawił część lasu i polanę na której stał, popieląc jego liście i nadpalając korę ludzie przyszli by obmyć go z sadzy i dbać o niego zanim jeszcze zaczęli odbudowywać własne domy strawione w pożodze. Długo zajęło zanim wioska powstała na nowo, a młody las zaczął kiełkować spod sczerniałej ziemi. „Wszystko się zmienia” – zaszumiał Dąb, badając nowy krajobraz „JA nadal trwam”.
Ludzkich budynków i samych ludzi wolno przybywało. Wznosili budowle coraz większe i porządniejsze, jedna czy dwie nawet powstały już nie z drewna a z kamienia. Dąb przywykł do nich i całego nowego widnokręgu i mimo, że był on bardziej dynamiczny stał mu się równie bliski jak kiedyś bezkresne morze drzew. Wtedy powrócił Wiatr. Gnał przez przerzedzony las z furią, której nikt w tych stronach nie pamiętał. Porywał w powietrze i ciskał na oślep patyki i porozrzucane po wioskach przedmioty, łamał drzewa, zrywał z domów dachy, wszystko mocząc rzęsistą ulewą. Raz za razem ciskał piorunami, wyrzucając w powietrze snopy iskier i kolumny dymu, wzniecał kolejne pożary. Dął z taką siłą jak tej nocy przed wieloma laty, kiedy rozpoczęła się historia Dębu. W jego przerażającym wyciu i ryku gromów brzmiała pieśń, dzika i oszalała jak on sam : „Gnam przed siebie! Przynoszę zmiany!”.
Dąb jak niemy strażnik trwał na swojej polanie, jako jedyny stawiając mu opór. Rwany na wszystkie strony, brutalną siłą jego podmuchów, powtarzał swoją dewizę: „Wszystko się zmienia. JA nadal trwam”. Wiatr wytężał wszystkie siły, giął i łamał dębowe gałęzie jednak, jednak trzon mocarnego drzewa nawet nie drgnął. Rozgniewany jego oporem cisnął potężną błyskawicą w sam pień, łamiąc go. Z następnym podmuchem wiekowy Dąb runął na ziemię z hukiem, który zagłuszył wszystkie grzmoty i zwycięski ryk Wiatru. Potem nastała cisza, burza skończyła się jak ucięta nożem a zza chmur wyjrzało słońce.
Ludzie zebrali się na polanie, wokół wielkiego, zwalonego dębu. Długo debatowali i rozprawiali, potem odeszli. Powrócili jednak niebawem, prowadząc konie, niosąc piły i siekiery. Praca trwała miesiącami, Dąb był tak ogromny, że po naprawieniu uszkodzonych przez burzę budynków ludzie nie wykorzystali nawet trzeciej części pozyskanego zeń drewna. Zaczęli więc budować meble, narzędzia, przedmioty codziennego użytku i nadal nie umieli całego drzewa wykorzystać. W końcu na polanie, na której od pokoleń stał wielki Dąb zbudowano w jego miejsce wiatrak.
Gdy w nocnej ciszy, stękają deski podług i gdy skrzypi suto zastawiony stół, albo któryś z ludzi używa narzędzi wykonanych z mocnej dębiny słychać dźwięk, cichszy od szeptu. Usłyszysz go też w zasypiającym domu, na chwilę zanim sam odejdziesz w krainę snu. Jeżeli chcesz jednak zrozumieć ukryte w nim słowa musisz się udać na starą polanę, gdzie stoi wiatrak. Gdy wiatr obraca jego ramiona, zamknij oczy i wsłuchaj się całym sobą, całą duszą, a zamiast skrzypienia drewna usłyszysz mocny głos:
„I ja się zmieniłem. Lecz nadal trwam.”
Z mroku zabobonu wyszliście i w mrok zabobonu powrócicie, ażeby tarzać się w grzechu i bujnie obrastać diabelstwem!

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Dąb i wiatr

Post autor: Krin » 26 lutego 2017, 23:49

Słuchał śpiewu ptaków przysiadających na jego konarach i kiedy nauczył się już rozpoznawać (tu bez przecinka) trel jednego z nich(tu z przecinkiem) on znikał a jego miejsce zastępowała nowa melodia.

Mam wrażenie, że nie tylko tutaj, ale też w kilku innych miejscach interpunkcja wprowadza czytelnika w błąd, ale nie analizowałam ich.

Widnokrąg rozpościerał się daleko ponad wierzchołki otaczających ją drzew. Zapatrzył się na falujące morze zieleni rozpościerające się wokoło jego bezpiecznej przystani, rzeki i góry a także inne polany, które zdawało by się nagle wyrosły dookoła niego.

Tutaj z kolei wyszło, że widnokrąg zapatrzył się na falujące morze.

na pożegnanie śpiewając swoją pieśń, Dąb śpiewał mu w odpowiedzi swoją.

Tu masz powtórzenie. Nie wiem, czy celowe, ale jeśli nawet tak, to nie brzmi. Zmieniłabym na "własną".

Pewnego dnia w lesie zapanował rumor a po nim chaos,

Czy rumor może zapanować? Raczej nie, bo rumor to hałas, a hałas zapanować nie może.

Z początku wydawało się, że jedynie niosą ze sobą zniszczenie jednak w niedługim czasie na wypalonych polanach zaczęły wznosić się drewniane sadyby.

Szyk zdanie zdaje się sugerować nie, że ludzie nie niosą ze sobą nic oprócz zniszczenia, ale że niosą tylko jakieś tam zniszczenie, nic ważnego.

Gdy w nocnej ciszy, stękają deski podług i gdy skrzypi suto zastawiony stół, albo któryś z ludzi używa narzędzi wykonanych z mocnej dębiny słychać dźwięk, cichszy od szeptu.

Po pierwsze, podłóg, nie podług. Po drugie, masz czasem tendencję do używania większej liczby wyrazów niż potrzeba. Napisałeś na przykład "któryś z ludzi", a wystarczyło napisać "ktoś", bo raczej nie używamy tego słowa, kiedy mamy na myśli zwierzę czy roślinę.

O ile pamięć mnie nie myli, jest to pierwszy twój tekst, który komentuję, a komentuję ostatnimi czasy tak rzadko, że chyba bym pamiętała, gdyby mi się zdarzyło. Może to tak nieuprzejmie pozwalać sobie od razu wytykać błędy, zwłaszcza po takiej informacji od autora, ale zawszę to robię i jak nie zrobię, to mnie ręce świerzbią i czuję, że nie spełniłam obywatelskiego obowiązku.
Ogólnie rzecz biorąc, styl masz ładny, a przynajmniej ładnie Ci wychodzi taka baśniowa stylizacja. Można powiedzieć, że właśnie sposób przekazu, który przyjmujesz mnie zaintrygował, zwłaszcza ciągle powtarzane pieśni Dębu i Wiatru. Podczas czytania zastanawiałam się, jak się zakończy ta baśń i jaki będzie jej morał, więc wielki plus za to. Oczywiście można się nieco domyśleć, ale ja czekałam na ubranie tego w słowa przez Dąb.
Tylko właśnie zeszłam z tematu, bo przecież mówiłam o stylu, a on jest wprawdzie w 80% bardzo ładny, ale zdarzają ci się liczne potknięcia wypisane przeze mnie powyżej, szczególnie interpunkcyjne, które wybijają z rytmu. Na drugim miejscu podium rzeczy, które mi przeszkadzały postawiłabym nadwyżkę słów, które nie oznaczają nic, czego byśmy nie wiedzieli, a zaburzają rytm.

Zastanawiam się jeszcze nad kwestią przekazu. Nie wiem, czy często zdarza ci się pisać baśnie (mi nie, bo nie umiem) ale z tą poradziłeś sobie całkiem nieźle, choć niezwykle prosta. Jednak ładna. Zrozumiała, ale unikająca nadmiernego dydaktyzmu i jakiejś takiej infantylności, z którą niektórym kojarzy się baśń. A przecież baśnie nie są dla dzieci. Ba! Te najlepsze są zdecydowanie nie dla dzieci... :D
Jeszcze raz powtórzę - to bardzo prosta baśń, ale mi się podoba.

Aż mi zrobiłeś ochotę na czytanie baśni. Podobno braci Grimm są mroczne, ale nie pamiętam ich. Słyszałam kiedyś też o jakimś zbiorze "Baśni Polskich" z rodzaju "chłop wracał nocą z gospody i zeżarł go utopiec", ale musiałabym poszukać. Tyle do przeczytania, a tak mało czasu...
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
ikosimazaki
Posty: 15
Rejestracja: 19 lutego 2017, 22:15

Re: Dąb i wiatr

Post autor: ikosimazaki » 27 lutego 2017, 13:29

Bardzo spodobała mi się gra motywów, które tu użyłeś. :) Po pierwsze mamy tutaj harmonię pierwiastków wiatru i dębu, niczym jin i jang. Gwałtowny wiatr przynoszący zmiany, spokojny dąb trwający mimo wszystko. Oba pierwiastki w symbiozie. Dopatrzyłem się także metafory życia po śmierci - dąb mimo, że umarł, trwa w innej postaci, przekształcony w przedmioty użytkowe. Prawie jak ciało i dusza żywych istot (no, tylko że dusz nie da się przekłuć na miecz w stylu Brisingra czy Zar'roca xd), no, ale wiesz do czego zmierzam. W każdym razie, piękno formy bajki polega na tym, że każdy w niej widzi, co chce, i może samemu nadać jej własny sens. Pomyśleć tylko, że za czasów maturalnych człowiek się wnerwiał, gdy kazano mu wszędzie doszukiwać się toposów, a teraz się z tego cieszy xD. A już chyba najbardziej podobało mi się końcowe przesłanie, że nawet rzeczy potężne i niezmienne mogą ulec zmianie. Cały pokład inspiracji i motywacji na wyciągnięcie ręki ;) pozdrowionka

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1824
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Dąb i wiatr

Post autor: Kruffachi » 08 marca 2017, 14:31

Musiało minąć trochę czasu, nim znów nabrałam ochoty na Twoje teksty (wrzuciłeś ich dużo, czytałąm wszystkie, a styl i manierę masz w nich na ogół dość podobną) i pech chciał, że trafiłam - w moim odczuciu - na Twoją najsłabszą publikację na forum.

Zacznę może od tego, że spojrzałam na tytuł i już wiedziałam, o czym to będzie. Sięgasz po metafory i alegorie tak oczywiste, że aż zgrzytnęłam zębami. Pomyślałam sobie jednak, że zaraz, przecież niczego nie wiem, nie czytałam, przeczytam, a może akurat czymś mnie zaskoczysz. Guzik :/ Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam. Kropka w kropkę, zdanie w zdanie. Stylem też się nie zachwycę. Błędy to jedno, no bo tak, wpływają na odbiór tekstu, zwłaszcza kuriozalne przecinki. Ale też stylizacja jest... naiwna tym razem. Dziwi mnie to, bo widziałam już, że potrafisz lepiej, a tu taka wycieczka po linii najmniejszego oporu.

Będzie też nowy zarzut dotyczący trudności z ustaleniem wirtualnego odbiorcy tekstu. Wydaje mi się, że on taki trochę dla nikogo. Dla dorosłego czytelnika zbyt prosty i naiwny, dla dziecka za mało atrakcyjny pod względem treści i stylu, a czytelnik w wieku, powiedzmy, gimnazjalnym już w ogóle może machnąć ręką. Ale też tak zerkam na komentarze powyżej i może się mylę? Może patrzę tylko przez swój pryzmat? W każdym razie ja czuję się zawiedziona bardzo :/
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Dąb i wiatr

Post autor: pierdoła saska » 13 marca 2017, 17:40

Wykopyrtło mnie na braku nawyków wiatru, ale to taka moja trauma z konkursu geograficznego w sp, gdzie pomerdałam pytanie o wiatry etezyjskie albo o suchowiej, generalnie o pewne kategorie wiatrów, a jak kategorie, to nawyki ;) I wiem, że tobie o co innego chodziło z tą wolnością wiatrów, to po prostu mój mózg zawiesza się w dziwnych miejscach.
Lecąc dalej, to gdzieś w momencie, gdy padły zdania, że żołądź był małym drzewkiem wiedziałam już, że wiatr ten dąb prędzej czy później złamie. Po prostu w świetle tytułu nie mogło być inaczej. I nie jest to zarzut, raczej punkt wyjścia, bo ta wiedza nie przeszkadzałaby w najmniejszym stopniu, gdyby coś mnie zaczarowało we wszystkim co było pomiędzy. Tu jednak wchodzi to, że swoje bajki piszesz bardzo klarownym językiem, nie czarujesz tam, nie ustawiasz pułapek dla czytelnika i no to samo w sobie nie mogło mnie kupić. Może zresztą nie miało, może nie jestem celem. Gdyby opowiedzieć to w tych słowach dziecku, to primo pewnie nie spodziewałoby się, że wiatr złamie drzewo, secundo, ten język by mu pasował. Mnie się jednak wzrok ześlizgiwał.
Jedno zdecydowanie mnie w tym tekście kupiło - zakończenie. Duży plus za nie. Spodziewałam się, że wiatr złamie drzewo. Nie spodziewałam się, że pociągniesz tekst poza to. Po przyjemnej, ale nie zajmującej opowieści, to jest taka wisienka, która sprawia, że na całość patrzę o wiele cieplej :D
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Dahaka
Posty: 9
Rejestracja: 04 lipca 2017, 15:08

Re: Dąb i wiatr

Post autor: Dahaka » 20 lipca 2017, 02:04

Całkiem przyjemny tekst, ale styl i interpunkcja zgrzytają od czasu do czasu. Ogólnie mam wrażenie, że tekst nie odleżał tych dwóch tygodni i tym samym nie został odpowiednio poprawiony. Piszesz całkiem ładne zdania, które czyta się płynniutko i przyjemnie, aż tu nagle zza rogu wyłania się jakiś toporny zakalec kompletnie rujnujący flow czytania.

Sam motyw prosty i przyjemny. Mnie też spodobało się zakończenie, bo spodziewałem się, że potężny, wieczny dąb jednak ugnie się pod szalejącym wiatrem i przegra walkę. Tymczasem wyciął ON wiatrowi psikusa. I dalej trwa.

Ogólnie na +, ale potrzeba szlifów. I skrócić o jeden akapit.

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 117
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Dąb i wiatr

Post autor: Ag. » 21 lipca 2017, 20:55

Ponieważ jest to bajka, nie przeszkadza mi prostota tego tekstu. Tak, metafory są dosyć oczywiste, tak samo jak przesłanie i wszystkie wydarzenia, łącznie z powaleniem dębu na końcu, ale nie ma to znaczenia – przecież to bajka, tak ma wyglądać, taka jest jej rola. Mi to odpowiada.

Przeszkadzają mi za to błędy. Momentami siada gramatyka, musisz też poważnie popracować nad ortografią, umykają ci tak oczywiste rzeczy jak przecinek przed "ale".

Wyłapałam też parę innych rzeczy:
Coś tak małego, że umknęło jego uwadze podróżowało, nieświadomie na jego skrzydłach.
Coś się pokićkało w tym zdaniu, a wcześniejsze zdania takie są ładne.
Gy zaczął się budzić nie był już żołędziem, ale małym drzewem, roślinką samotnie wystającą pośród, traw.
Bez przesady, zanim żołądź stanie się drzewem, nawet małym, mija trochę czasu. Rósł, będąc tego nieświadomym? To właśnie wypuszczenie pierwszego kiełka powinno być momentem przebudzenia, a nie po np. roku rośnięcia, gdy już można go nazwać małym drzewem, tak jak sugerujesz.
Nagle poczuł uderzenie naginające jego najwyższe gałęzie i konary, strącające liście i żołędzie
Już ma własne żołędzie? Wydawałoby się, że takie wydarzenie zostanie wyraźniej podkreślone.
Wiatr wytężał wszystkie siły, giął i łamał dębowe gałęzie jednak, jednak trzon mocarnego drzewa nawet nie drgnął.
Powtórzenie.
Rozgniewany jego oporem cisnął potężną błyskawicą w sam pień, łamiąc go.
Zaraz, zaraz! A od kiedy to wiatr ma władzę nad błyskawicami? Trochę się tu czuję oszukana, co dla mnie to jest wmieszanie dodatkowego żywiołu – miał być wiatr, a ostatecznie powalił dąb kto inny. Mały zgrzyt w formule.
podług
Ała!

Ogólnie jednak, tak jak powiedziałam, podoba mi się, choć zdecydowanie wymaga poprawek, dopieszczenia, zwłaszcza językowego (parę kwestii logicznych wymieniłam wyżej). Chciałabym przede wszystkim powiedzieć, że kupił mnie wstęp, ten pierwszy akapit, gdzie wymieniane są charaktery poszczególnych żywiołów. Co prawda można by się kłócić, czy są zgodne z rzeczywistością, ale na potrzeby bajki mogą być przecież uproszczone. I zdanie o ogniu jest trochę pokręcone. Ogólnie jednak jestem na tak.
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

Awatar użytkownika
kmiriad
Posty: 26
Rejestracja: 26 września 2017, 16:14

Re: Dąb i wiatr

Post autor: kmiriad » 11 października 2017, 03:21

Cześć :) W sumie widzę, że tekst stary, ale przeczytał się, to i komentarz jest raczej nieodzowny.
Błędy, literówki, zła interpunkcja. Nie przerywałem toku czytania, tekst prosi się jednak o całą KOPĘ poprawek, jest też zwyczajnie nieciekawie napisany, proces czytania nuży, nijak nie syci, jakkolwiek korzystasz z prostego języka i brnie się przez wydarzenia szybko, to jednak nic się tu literacko nie wydarza (no nie takie gołe nic, ale bardzo niewiele, rozumiesz) a fabuła jest nawet bardziej, niż przewidywalna, co chyba każdy przyzna. Popełniasz też błędy "logiczne" - piszę w cudzysłowie, bo z kolei przyjęta konwencja jest w tym względzie dość łaskawa i korzystna dla wykoślawień w realizmie i logice zdań. Przykładowo upierałbym się, że wiatr nie mógł moczyć ulewą, ciskać piorunami, ani nawet wzniecać pożarów i ten urywek nie czytało mi się najlepiej. Gdybym miał streścić wrażenie, powiedziałbym, iż czuć w tym miejscu pośpiech i niedbałość o szczegóły, które gdzie indziej niekoniecznie, ale tu akurat by się przydały. W ogóle relacja dębu i wiatru powinna dostać więcej miłości od autora (w sensie przyłożyć się do niej! :P) zbyt suche to tymczasem, a w końcu to oś pomysłu i puenty. Moim zdaniem należało się tu porządnie rozpisać, a tak wyszło, no, po macoszemu.
Sądzę, że mogło być z tego miłe czytadło (tak się zresztą nawet zapowiadało, mniej więcej do powstania dębu) i choć jest w istocie tak, jak to podsumowała Kruff, zaplecze całego konceptu pozwalało właśnie na coś zgoła odwrotnego - historyjka byłaby po prostu uniwersalna, dla każdego. Wciąż postawiona na banalnym pomyśle i przewidywalna od samego początku, ale miejsca na gawędę jest tutaj po prostu mnóstwo. Swoją drogą ciekawym jest, jak miło się czyta o takich oczywistych prawach natury :) Naprawdę fajnie tekst rozpocząłeś, może dlatego. Oczywiście uważam, że wyciśnięte z pomysłu smacznej warsztatowo i trochę jednak bogatszej w morały wersji niniejszego opowiadania byłoby sztuką i to niełatwą, ale no właśnie - tejże sztuki (tudzież jej większej porcji po prostu) mi tu brakuje. Użyłbym tu słowa przeciętność, bo nawet "poprawności" nie do końca mogę. Za dużo błędów.

ODPOWIEDZ