UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

Zapłata

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Zapłata

Post autor: Kanterial » 10 stycznia 2017, 13:46

Ohohoh, wspominki.

Wiesz, tak słowem wstępu - z racji, że już czytałam ten tekst i z racji, że jest stary (no, starszy niż reszta), zupełnie nie zwracałam uwagi na jakieś techniczne sprawy. Bo bez sensu, bo już się czepiłam wystarczająco w najnowszym Kruczarzu, a właściwie musiałabym (oczywista rzecz) wypisać to samo. Podmioty, bezokoliczniki. Więc nie wypiszę. Tak ogólnie to po raz kolejny doznałam jakiegoś dziwnego uczucia, czytając twój tekst, spróbuję to opisać.

Kiedy czytałam "Zapłatę" pierwszy raz, to było tak: przeczytałam od niechcenia kilka zdań, nawet się nie logując, zero zobowiązań, dobra, ktoś wrzucił fantasy, zobaczę, może się pośmieję, może będzie fajnie. Stara. Doczytałam do końca i to był szok, bo na Literce rzadko chce mi się czytać do końca, chyba, że na serio mnie coś ruszy. Wiesz, co czuję, kiedy czytam twoje fantasy? Że mogłabym pisać. Że chcę pisać fantasy, że to takie piękne, takie (no, może mało trafne słowo) "proste" - nie jak obyczaj. Tu panuje wolność. Twoje opisy widzę jak film, armię trupów widzę wyraźnie, zmieszaną, bezwładną, bezmyślną. Widzę Neana i widzę hrabiego, wszystko, śnieg na ołtarzu, groby, wzgórza, kruki. Po prostu lubię fantasy, wiesz, lubię teksty, które dzieją się, zamiast rozciągać. Nie wchodzisz w zbędne szczegóły i nie pławisz się w rozwlekaniu (co sama robię i czym sama zabiłam swoje fantasy) tylko lecisz z akcją i ja nie mam czasu się znudzić, chcę dalej, chcę więcej, chcę wiedzieć, zobaczyć. Naprawdę lubię cię czytać, to jest komplement, to jest rzecz niecodzienna dla mnie na L, żebym bez ŻADNYCH motywacji w typie "nie no, czas na komentarz/znów nic nie robię/winna jestem komuś swoją opinię" siadła i pochłonęła jakąś całość. Jasne, że to się zdarza, ale po prostu rzadziej. Jestem szczęśliwa.

Podobało mi się, spróbuję już nie pisać o tym, jak się wzruszyłam banalnością (poniekąd) samego rdzenia twojego fantasy. Ono jest tak klasyczne, tak pięknie klasyczne. Takie, no... nie, że przewidywalne (przeciwnie!) ale po prostu siedzi w klimacie całą pełnią i jaram się przez to jak pochodnia. I nawet ten Nean - tak do bólu idealny w swojej roli tajemniczej wzbudzającej grozę postaci - pasuje mi. Uwielbiam. Są dialogi, są opisy, jest pomysł, jest zagadka, jest smak na przyszłość (chcę o nekromancji więcej!) i przypomniałam sobie kolejny raz, że jestem fanką wszystkiego, co się pokazało i pokaże z serii "Kruczarz". Czapki z głów.

Ile słodzenia :facepalm: no trudno. Tekst jest z 2015 i już wtedy pisałaś lepiej niż 90% ludzi w twoim wieku, których dane mi było czytać. Proszę, pisz. Proszę, rozwijaj się, proszę napisz kiedyś powieść, którą będę czytać nocami i która mnie wciągnie w świat fantasy, bo potrzebuję tego.
Pozdrawiam, Człowiek Kompromitacja.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

Re: Zapłata

Post autor: Plastikowy Jezus » 10 stycznia 2017, 20:48

:zaslonka: To starszy tekst i pewnie zrobiłaś już wielkie postępy. Skoro jednak "Zapłata" wdrapała się ponownie na szczyt listy tematów, pogadam trochę o niej. Może na coś się przydam. Przede wszystkim - nie popłynąłem z nurtem tego opowiadania. Coś zgrzytało mi w narracji. Czasami gubiłem się w tym, kogo spostrzeżenia właśnie prezentujesz. Nie zrozum mnie źle - nie wytykam tu błędów. Jestem prostym jezusem, jak nie mam wyraźnie zarysowanej kompozycji (czy to na pewno właściwie słowo?), jasnej odpowiedzi na to, kogo oczami obserwuję teraz akcję, to się gubię. I tak w jednym fragmencie tekstu, nazwijmy to rozdziałem, chciałbym, aby myśli i spostrzeżenia opisywane były od początku do końca ze strony jednego bohatera. W "Zapłacie", w trakcie jednego rozdziału kilka razy zmieniałaś ten punkt patrzenia ( :) ) . To takie trochę widzimisię, ale ten styl często jest spotykany we współczesnej literaturze, więc może miałabyś ochotę się nad tym zastanowić. Może teraz piszesz w inny sposób, nie do końca wiem. W każdym razie, to mi głośno zgrzytnęło. W kilku miejscach ukróciłbym zdania, w kilku, zamiast wzmianki o tym, że coś bohaterowi się nie spodobało, opisałbym jego reakcję, z której można to wywnioskować. Wiesz, w myśl zasady, żeby nie opisywać, tylko pokazywać. I ogólnego minimalizmu, który być może nie powinien się aż tak wkradać do książek, ale mi bardzo pasuje. Bom leniwy. Jak większość czytelników, do czego trzeba się niestety dostosować ;) Tacy jesteśmy cwani.

Podoba mi się postać Kruczarza. Pomysł z dwoma krukami bardzo fajny. Zaciekawiła mnie też ta melodia, którą Nean z Czarnej Wody wystukuje w trakcie rozmów. Może to zwykły nawyk, coś mi jednak podpowiada, że jakiś triczek. Fajnie, fajnie. Jest nad czym porozmyślać. Ostatnia część jest moją ulubioną. Uderzyła w wyobraźnię, nawet zręcznie poprowadzona. Wnioskuję, że pojawiły się jeszcze inne teksty o Kruczarzu. Chętnie na nie zerknę!

Awatar użytkownika
MononokeGirl
Posty: 221
Rejestracja: 07 stycznia 2017, 17:46
Lokalizacja: Światełko w ciemnościach
Kontaktowanie:

Re: Zapłata

Post autor: MononokeGirl » 17 stycznia 2017, 07:00

Uwagę moją zwróciła nazwa - Kruczarz. Brzmi niezwykle. Chociaż normalnie słowotwórstwo rodzime średnio mi się podoba to ta nazwa bardzo przypadła mi do gustu :) Późniejsze nawiązanie do anty-wiedźmina tylko pobudziło moją ciekawość, bo wiedźmina bardzo cenię. Nawiązanie do Sapka widać już w pierwszym zdaniu - „Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej” zaczął się Wiedźmin, "Człowieka tego powleczono do Lamre pierwszego dnia zimy"oby Kruczarz miał podobne szczęście :) Robi klimat. Tak jakby człowiek wrócił do domu :P

Ten pierwszy akapit trochę mi namieszał w głowie. Czytając
" Przeprawiała się przez lasy, przepływała rzeki, dopadała podróżnych, aż trafiała do miast (przecinek?) wywołując epidemie. Na nic się zdały wysiłki kapłanów. Wieść zakradła się również pełnymi nędzy uliczkami Lamre i tam czekała na właściwy moment."
jakoś nie zauważyłam tego, że to "wieść" i przez chwilę myślałam, że jakaś zaraza, dlatego dodałabym np "Plotka przeprawiała się..." Bo też na 1 krótki akapit 2 razy użyte jest słowo "wieść".
".. Pan Kruczarz wygląda na porządnego. Ciekawej gawiedzi powiedzcie, żeby się do roboty wzięła, a nie sensacji szuka.
Strażnicy raz jeszcze spojrzeli ku obcemu, który, ich zdaniem, nie wyglądał wcale na porządnego i wyszli."
powt. (nie wyglądał wcale na takiego, za jakiego brał go szlachcic?)
" Włóczęga, dziwny czy nie dziwny, to jednak włóczęga."
2 powt. Chcesz chyba zasugerowć tym zdaniem, że możnaby sądzić, że jako czarownik Kruczarz mógłby podróżować w większych wygodach niż zwykli ludzie. Tylko, że "dziwny" nijak się ma w kontrze do włóczęgi i nie czuć tego. Bardziej pasowałoby słowo "niezwykły" - Włóczęga, niezwykły czy nie, to jednak (tylko) włóczęga. (zwłaszcza, że chwilę później używasz słowa "dziwak", co sprawia, że tych dziwności się robi trochę za wiele)
" Wysłałem po ciebie ludzi, bo mieliśmy też problemy z porywaczami ciał, ale na porywacza ciał też mi nie wyglądasz. "
powt. (może: ...ale na takiego też...)
" Czar zielonej otchłani prysł."
może "urok"? W krótkiej wymienie zdań pomiędzy Neanem a Renwardem pada bardzo dużo słów "czar, czary, czarownik". O ile w dialogach to brzmi naturalnie, tak już przy narracji te powtórzenia nieco nużą.

Chwilę wcześniej powt. czarownik, a potem
" pomrukując coś w niezrozumiałym języku. Prawdopodobnie nie tylko dla Renwarda był on niezrozumiały. "
– Moje usługi nie kosztują w złocie – oświadczył."
- znowu przypomina się Wiedźmin :) Aż jestem ciekawa, czego zażąda ^^
" Po tych słowach zadumał się na chwilę. Renwardowi nie przyszło wówczas na myśl, aby spytać skąd wiedział, że księga jest w gablocie, skoro do gabloty tej dziesiątki lat temu zgubiono klucz."
Prawie cała fraza została powt. słowo w słowo z poprzedniej wypowiedzi Neana. Tymczasem możnaby napisać, np: "...skąd, to wiedział, bo na pewno nie mógł jej przeczytać skoro od dziesięcioleci nie było do niej dostępu."
"... tego żadna siła. Co najwyżej siła spokoju rozmówcy."
powt. (może: żadna magiczna moc?)

Sposobem objawiania się klątwy bardzo żeś mnie zaskoczyła. Super pomysł! Tylko jestem ciekawa, czemu się nie odzywała podczas oględzin skoro jest taka gadatliwa? Najciekawsze, że może też rzucać zaklęcia! Wow Wow O.O
" Raz zamieniła służącego w szczura, a innym razem szczura zamieniła w kandelabr! To akurat było dobre (przecinek?) bo kandelabr droga rzecz (... xDD), ale nawet mojego syna zamieniła! Wiecie w co? Powiedzieli wam? W konia, panie czarowniku! W konia się czuję zrobiony! I ten koń poleciał gdzieś w las i więcej swego syna nie widziałem, a dziesięć lat już prawie mija! Dziesięć lat!"
xDDDD

Odejście Kruczarza tak tajemnicze jak on sam ^^ Niesamowite szczęście mam, że nie muszę czekać na ciąg dalszy! Zabieram się od razu, bo bardzo mnie wciągnęło :)
"...sam przygotował sobie śniadanie (...) Przypominały mu żonę, która przygotowywała je, "
powt.
" Okładka głosiła: „Sposoby na choroby, co ich się można jeżdżąc tyłkiem po diablim piachu nabawić.” Nie była mu ta wiedza bezwzględnie potrzebna, ale czytał ze względu na autora – swego brata. Jak inaczej miałby skrytykować tego głupca i nieudacznika?"
xD Tak bardzo prawdziwie xD (napisała siotra młodszego brata :P czegóż to się człowiek nie chwytał, żeby temu drugiemu dogryźć xD)
" coś mogłoby trafić takiego łajdaka – na przykład błyskawica – bo wiadomo, że taki człowiek musi mieć coś nieczystego na sumieniu "
xD I już polubiłam Tagridura :P Mam wrażenie, że sposób narracji przy nim jest znacznie lżejszy, niż wcześniej.
" ubogi czarownik, którego doświadczony czarodziej nie powinien się obawiać, ale obawiać się go powinien majątek czarodzieja. "
powt. x2
"Czarownik natychmiast odwrócił się, ratując go przed upadkiem. Zrobił to z gracją tancerza, a nie wędrownego czarownika. "
powt.

Dopiero teraz zauważyłam, że specjalnie odróżniasz czarodzieja od czarownika. Ciekawa jestem, jaka jest pomiędzy nimi różnica? Czarodzieje to ci certyfikowani? Czy może chodzi o rodzaj magii?
"I teraz ten człowiek-legenda siedział w jego domu. "
+a
... Tagridur zdążył policzyć mu wszystkie zęby. "
+mu
"– Popełniasz błąd.
– Błąd to popełniła twoja matka, rodząc cię."
xD
" Bardziej martwiło go, że Tagridur nie chciał zawrzeć umowy, ale też nie specjalnie mocno."
Po pierwsze trochę wyszło w tym zdaniu masło maślane, bo się niby martwi a jednak nie, a po drugie niespecjalnie pisane razem.
" ...dobytku, pora była jeszcze bardzo wczesna. (...)
Dla niektórych czarów noc jest bowiem porą najodpowiedniejszą."
powt.

I znowu koniec i znowu za szybko! Czyta się łatwo i przyjemnie. Postacie podobają mi się coraz bardziej. Zwłaszcza przeszłość Neana ciekawi, bo jak to się stało, że człowiek-legenda wylądował gdzieś na zadupiu? Ale główna nić fabuły, czyli plan Kruczarza wobec hrabiego i czarodzieja też wciąga :)
"Znał podobne miejsca. Znał szał, który potrafiły wzniecić w ludzkich sercach. (...)
Gdyby nie znaki lata temu wyryte przez kogoś, kto podobnie jak on znał rytuały starych bóstw..."
Na górze powt. podkreśla wymowę, ale użyte po raz 3 sprawia, że całość się gryzie.
" Wypalił resztki gnijącej trawy i liści. W ruch poszło krzesiwo, pozostawiając czarne koło wokół czarnego głazu. Musiał tylko zaczekać, aż świat wokół również przybierze czarną barwę, ukrywając wszelkie tajemnice. "
Rozumiem, że wszystko ma być czarne :P Może np: pozostawiając zwęglone koło? koło zwęglonych roślin? świat również oblecze się w nieprzenikniony mrok? ciemność?

Historia Alilele - wow! Narracja poprowadzona genialnie! Powstanie nieumarłych super!
" Wrócił cudownie odczarowany z końskiej postaci dziedzic. Mimo że miał umysł zupełnie otępiały, miłością do wszelakiej zieleni pałający, świetnie szło mu słuchanie rad lamrejskich możnych, którzy tak doskonale poradzili sobie z urządzaniem miasta, że choć nadal biedne, bogatsze było niż kiedykolwiek. "
xDDD

Główny bohater nieoczywisty. Niby handluje, niby potępieniec, a tu się okazuje, że czarodziej porywał dzieci i hrabiemu-łajdakowi też się oberwało - dobrze im tak! Kruczarz zdobył mnie od piewszej do ostatniej linijki ^^ Widziałam więcej tekstów to lecę czytać dalej! :yaaay:
:fire: :fire: :fire: PŁOŃ I PISZ! :fire: :fire: :fire:

Przyszłość ma wiele imion. Dla słabych ma imię – niemożliwe, dla nieśmiałych – nieznane, dla myślących i walczących – ideał.
Victor Hugo :heart2:

Awatar użytkownika
Ewoile
Posty: 30
Rejestracja: 19 stycznia 2017, 17:51

Re: Zapłata

Post autor: Ewoile » 20 stycznia 2017, 14:38

Jestem na razie po pierwszym rozdziale i przyznać muszę, że mi się podoba. Naprawdę. Rzadko kiedy lekko i gładko czyta mi się teksty amatorskie, ale przez ten naprawdę przebrnęłam bez trudności. Podoba mi się motyw kruków, nie licząc kotów i węży, są to zwierzęta, które niezwykle mnie fascynują. O głównym bohaterze oraz samym świecie na razie nie będę wspominać, bo za mało wiem, by móc się mądrzyć... chociaż nasz czarownik ma predyspozycje do zostania ciekawym, niedenerwującym bohaterem :D Jakby nie było jeszcze tu wrócę.
Bywaj.
Obrazek

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Zapłata

Post autor: pierdoła saska » 06 lutego 2017, 17:22

Czytłam byłam, ale że na telefonie, to będzie mało cytatów dla poparcia ogólnego gadania. Mam wrażenie, jakbym przeczytała trzy opowiadania. Albo przynajmniej dwa. Pierwszym byłoby to z część pierwszej i trzeciej, a drugim to z drugiej. Wszystko przez klimat. Ten w pierwszym ujął mnie i sprawił, że z "zerknę jakie to długie i z czym się je, a potem na spokojnie przeczytam w domu na kompie" skończyłam czytając na telefonie, gdy utknęłam w pięknych korkach, a potem w kolejce w sklepie i mieszając fasolkę w garze. Ogólnie rozdziałem pierwszym mnie kupiłaś, bo miał tę plastyczną gęstość i tworzył za jednym zamachem i świat i bohaterów. Karmił wyobraźnię wielkim światem - bo Syvante, bo Flave i w ogóle. Pakt, twarz na bruchu, kruki (*-*) - dużo smakołyków. Rozdział trzeci też miał swoje smakołyki, na czele z opisem tego, jak szkieletorki ruszyły jak rzeka, przez mury i wskroś ulic i tak dalej (nie wiem czy miały się LotR skojarzyć, ale się skojarzył, choć tam szkieletorki mocno niematerialny były). Smakołykiem też był powrót Kruczarza do Lamre i gawędziarskie zakończenie opowieści.

Rozdział drugi smakołyków nie miał. Przywitał mnie zupełnie nową postacią i OK, czemu nie, tylko że czytałam i miałam wrażenie, że coś jest bardzo nie tak i może ja co innego czytam. Że może za bardzo tekst próbuje przeciwstawić tego maga Kruczarzowi i dlatego wychodzi z Tagridura nie tyle bufon, co głupek - przez te oachy achy nad śniegiem, bo przesłodzenie tego w stosunku do sceny poprzedniej stanowiło kontrast, od którego zrobiło się nieco mdląco. A potem panowie zaczęli rozmawiać i choć fajnie było dowiedzieć się ziarnka historii Kruczarza, a i definicje wojny wywołały uśmiech, to ta rozmowa wisiała mi w próżni. Jak Kruczarz rozmawiał z hrabią, to było to jakieś takie pełne. A z Tagridurem Kruczarz przerzucał się tekstami tylko trochę lepiej od dwóch przekupek, co mi się gryzło ze wspomnieniem tej pierwszej rozmowy i wywoływało uczucie zawodu.

Było nie było to jednak jest pełne opowiadanie, rozdziałów ma trzy i kropka, a zebrane do kupy wyszły mi na plus. Ten pierwszy na dość długo rozbudził moją ciekawość, żebym dokicała do końca i uśmiechnęła się przy zakończeniu.

Drobnica, nieospoilerowana, bo to dwa cytaty na krzyż:
"Wyjątkowo nawet nie budząc sług, sam przygotował sobie śniadanie – ze świeżego chleba podarowanego mu w podzięce za pomoc i własnoręcznie zrobionych konfitur."
bo normalnie jak sobie je robił, to ich budził, tak się po kuchni rozbijał? a generalnie, to wiem, co miałaś na myśli, ale wydaje mi się, że nieco się to zgubiło.
"Przybyliście na ziemię czarodzieja Tagridura z Kurzej Skały, syna Rachelesa. Przedstawcie.."
kropeczka z wielokropka ci spierniczyła


SpoilerShow
(absolutny brak refleksji nad nawiązaniami do Sapkowskiego w tym komentarzu wynika z faktu, że mnie by takie nawiązanie mogło przez łeb uderzyć, a i tak bym gonie zauważyła; rzekłam :bag:)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 429
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Zapłata

Post autor: Kompot » 29 sierpnia 2017, 13:33

Hej, Krin.
Chciałam przeczytać całość, ale muszę wcześniej zabrać się za pracę, więc na razie będę miała dla ciebie tylko uwagi z przeczytania pierwszego fragmentu.
Koncepcja stworzenia opowiadania na podstawie polemiki z twórczością Sapkowskiego, jest ciekawa. Achaja to efekt takiej polemiki, chociaż może nie najlepszy efekt. Problem takiego zabiegu polega na tym, że trzeba wiedzieć co chcesz "przegadać". Tutaj mam wrażenie, że wstępne akapity są bardzo silnie inspirowane początkiem jednego z opowiadań i że w całości tekstu widać inspirację językiem, a może raczej konstrukcją zdań. Ciekawi mnie, co obrałaś sobie za kluczowy motyw, który będzie stał w opozycji do prozy Sapkowskiego. Pole do popisu jest ogromne i mam nadzieję, że nie poprzestaniesz w kolejnych fragmentach na zabawie językiem.
Mam zastrzeżenia do dialogów, a że stanowią one większość tego fragmentu, myślę że można by się pokusić o naprawienie ich. Może lekką analizę z twojej strony, czy postać reaguje w sposób naturalny i czy sama rozmowa wydaje się przebiegać naturalnie. Oczywiście pozostawiam to twojej subiektywnej ocenie. Ja miałam niekiedy wrażenie, że burmistrz to kukiełka, z którą ma przeprowadzić rozmowę Kruczarz. Reaguje on raz bardzo żywiołowo, raz się obawia, raz zmiesza z błotem i grozi, a innym razem opowiada rubasznie o tym jak syn mu w las uciekł i czuje się zrobiony w konia. Jest tu sporo niekonsekwencji, przez co nie odbieram tej postaci, jako żywy byt z charakterem, tylko narzędzie.
Swoją drogą, świetny pomysł z tym dzikim znamieniem. Naprawdę, bardzo mi się podoba i strasznie bym chciała, żeby to znamię nie siedziało cicho i grzecznie. Idealny tutaj wydaje mi się zabieg, w którym po odsłonięciu brzucha, w głowie czytelnika zapaliłaby się lampka "Acha! To nie burmistrz mówił/robił. To ta maszkara z brzucha.". Brzuchomówca! Nawet nie chodzi o to, że wywołałabyś zaskoczenie, w pewnym sensie uzasadniałabyś plot twist. Zostawiam ci to do przemyślenia. Może to jakoś ci pomoże, jeśli będziesz w przyszłości chciała poprawiać tekst w znaczniejszym stopniu.

EDIT
Obrazek

Come on! Jak można by nie zauważyć takich dwóch potworów. Zwłaszcza siedzących na ramionach. One są większe od przeciętnej głowy i zazwyczaj ruchliwe. Jesteś pewna, że to nie były kosy?
Przepraszam za ten wtręt, ale nie mogłam się powstrzymać :D
Obrazek

Awatar użytkownika
kmiriad
Posty: 26
Rejestracja: 26 września 2017, 16:14

Re: Zapłata

Post autor: kmiriad » 01 listopada 2017, 20:29

Po pierwszym akapicie wiem, że POWLECZONO kogoś. Dostał on już na starcie reputację czarownika. Wieść o nim wywoływała niejedną epidemię. Mówimy o dużym obszarze, jak sądzę.
Drugi akapit, imo, na siłę stara się wmówić, iż zachowanie uprzedzonej przez wieść społeczności jest obłędne(dopiero teraz czytelnik w miarę konstatuje, że słowo o epidemiach było czysto metaforyczne; jak dla mnie średnio wyszło, za bardzo to czytelnika gubi, słowo epidemia plus starania kapłanów... choć może to tylko mój problem). Osobiście mi się tak nie wydaje, żaden to dla mnie obłęd, całkiem pospolita ciekawość, a przynajmniej opis tego obłędu nie wykazuje. Tak czy inak - warto by nad tym posiedzieć. W ogóle to o wieści jest takie średnie, nie szedłbym tą drogą.
Oczywiście wszędzie w tym moje skromne imo :)

Kolejny problem to wcześniejsze wleczenie, które potem okazało się po prostu prowadzeniem, a na koniec się okazało, że woje trzęsą portkami. Niedobrze to wyszło. Poza tym sama pomyśl, jak się mają mury, otaczający ciebie kamień, do ataku zgoła kogokolwiek, kto jest przez ciebie prowadzony? idzie na wysięg ramienia, jak mniemam. Chcę powiedzieć, że uwaga o murach jest po prostu niemądra; zrozumiałbym mury obsadzone zbrojnymi, wycelowane groty strzał z tych murów. Ale tak to wyszło no niepoważnie.

Zdanie o uczonych umysłach bym wyleczył jednak z inwersji, jest ona zbyt niewygodna. Imo :)

Może uznasz, że za bardzo się czepiam i szukam każdego mankamentu, nawet urojonego, ale po pierwsze: czytam to drugi raz, znam historię, teraz po prostu mam czas wysmarować należyty komentarz (choć pewnie i tak powstanie ratami) przy pierwszym nie chciałem się odrywać od czytania, bo to grzech :) po drugie lubię mieć czarno na białym bilans plusów i minusów tekstu, a po trzecie - każde moje wytknięcie mam mimo wszystko za pomoc i chciałbym, żebyś i ty miała do nich takie samo podejście :)

No więc przyczepię się jeszcze do "być może".
Na przyjęcie z honorami było już być może za późno.
Nie widzę tu dla tego sensu. Nie wiem, jak innych, ale mnie takie momenty wybijają z rytmu - od początku jest tu, jak dla mnie, SPORA niekonsekwencja w podejściu mieszczan do ów być-może-czarownika (tudzież w podaniu tego faktu przez narratora). W tym miejscu po prostu nie wiem, czemu narrator dodał to "być może" i myślę sobie: być może niepotrzebnie?? :P Czegoś tu ewentualnie brakuje, rozwinięcia tej myśli.
Z jednej strony pada:
Na szczęście nieznajomy nie próbował walki.
a z drugiej zaraz:
Nie wyglądał na przybłędę mającego stanąć przed obliczem władzy. To on prowadził strażników, a nie oni jego.
czyli sugestia, że miałże by to być przybłęda. W ogóle ten początek jest zbyt urwany, podjęty z pewnego odcinku włóczki tej historii, zamiast z kłębka. I samo w sobie nie jest to problemem, ale w tym wypadku wprowadza w konfuzję; bo skąd takie rozbierzne zgadywanki na temat stanu kruczarza? Dlaczego go w ogóle prowadzą, gdzie pochwycili i w którym momencie przestali wlec, a zaczęli być przez niego prowadzeni? Dlaczego miał stanąć przed władzą? Naturalnie domyślam się, że to się wyjaśni, chcę jednak zasygnalizować, że brak tych wyjaśnień, choćby szczątkowych, może nie przeszkadza, ale też nie pomaga. Zasupłało się to trochę no.
No zdecydowanie to jest najbardziej wymagająca poprawy kwestia, jak dla mnie.
Ale dość o niej, bo teraz ja się zaczynam supłać w wyrażeniu swoich odczuć.

Wysoka i obszerna [przecinek] musiała być kiedyś chlubą tutejszych władców [przecinek] goszczącą dostojnych mężów i eleganckie damy.
Przecinki.
Teraz jednak siedział tam tylko samotny szlachcic, który swym obliczem idealnie odzwierciedlał niedostatek i ponurość owej mieściny.
Zaimek w złym miejscu. Nie było mowy o mieścinie, poprawnie by było albo o niej wspomnieć zdanie wcześniej (wtedy można się do niej odnieść zaimkiem) albo w tym zdaniu. Choćby zaimkiem "jego" - szlachcica.
Strażnicy przedstawili mu sprawę.
Nosz kurde :D Czemu mnie nie przedstawili!! No ale dobra, domyślam się, że tak miało być. Liczę na to, że dowiem się, czemu on w zasadzie został tu przywleczny i uchodził za włóczęgę z podejrzeniem o czarostwo.
nie wyglądał wcale na porządnego i wyszli.
Renward zaproponował gościowi poczęstunek, który ten z wdzięcznością przyjął. Nie wyglądał na cierpiącego od nadmiaru jedzenia i wygód. Włóczęga, dziwny czy nie dziwny, to jednak włóczęga.
Trochę za gęsto. Poza tym potem szlachcic wyraża "nie wyglądasz", co prowadzi mnie do kolejnego zarzutu - mianowicie raz zwraca się Ren do Kruczarza oficjalnie i uprzejmie, raz w liczbie mnogiej, a raz w pojedynczej i byłoby ok, ale pod warunkiem, żeby tak nie przeplatać.
Nie darmo ma się rozumieć.
Przecinek. Za często ich brakuje.
[quot]Zęby miał bielsze niż cokolwiek na świecie.[/quote]
A to mi się wyjątkowo podobało :)
Renwarda aż ciarki przeszły i tylko dlatego nie uniósł się gniewem i nie wyrzucił gościa.
A tu wspomnę, że postać hrabii jest strasznie mało przekonująca, jego nastawienie do kruczarza tym bardziej. Niby wiem, że sytuacja jest wyjątkowa od samego początku, ale ja odnoszę wrażenie, że natura tego Renwarda taka już po prostu jest, niezdecydowana, szara, raz sroga, raz przyjazna, odrealniona, do takiego dumnego pana mi nijak nie pasuje.
Jak to, że "czarci owoc" robi tak wiele, a w czas rozmowy Renwarda z Kruczarzem nie zrobił nic a nic??
10 lat z takim kataklizmem???! Nijak nie było widać po mieścinie. Nie skleja się to zbytnio.
Wszyściutko oczywiście in my humble opinion.
Czy pakt i umowa to nie to samo?
No i gdzie te kruki, które pojawiły się dosłownie na parę sekund, a potem pustka?

Jak mówiłem: czytałem drugi raz. Wrażenia miałem nienajlepsze, na razie jest parę niejasności, pewne kwestie wymagają dopracowania, postarałem się wyliczyć je teraz przy drugim czytaniu, żeby nie być gołosłownym. Oczywiście to moje osobiste subiektywne odczucia i nie oczekuję, że zostaną przyjęte jako nieomylne wyroki, jednak drugie czytanie nie poprawiło mojego odbioru.
Napisane jest to mimo wszystko przystępnie. Historia nie jest zbyt świeża, brnie po schematach dość rażąco i dodatkowo robi to trochę nieporadnie, ale to jak rozumiem dopiero począteczek; za to za postać kruczarza oczywiście należy się pochwała. Motyw z kubkiem był okej, mała rzecz, a cieszy. Pakt niby był, a jednak go nie było - w każdym razie dziwny to pakt. Oryginalności mu nie odbiorę, ale jednak wolę tradycyjne, gdzie czarne widnieć musi na białym - tudzież czerwone choćby i na skórzanym :)
Mam nadzieję doczytać resztę jutro.

Awatar użytkownika
kmiriad
Posty: 26
Rejestracja: 26 września 2017, 16:14

Re: Zapłata

Post autor: kmiriad » 04 listopada 2017, 14:51

Czemu wszyscy albo to włażą w zad temu kruczarzowi, albo dostają ataku choroby psychicznej, zanim jeszcze w ogóle się pojawi? Czarodziej wpuszcza tak o sobie kogokolwiek do domu? Jeszcze żeby sobie myślał: O! Gość bieży! Z pozoru niezbyt przyzwoity, ale co tam, mam ochotę na kreskę fety, niech wchodzi - pół biedy, wtedy bym go jakoś zrozumiał. A tak? Przecież nie przyszedł z granatem i wyjętą zawleczką, nie poprzedzała go awangarda króla i jego pisemny rozkaz. Co jest?? Dziwnie ludzie reagują.
Potem Czarodziej się wywraca we własnym domu, ale ratuje go kruczarz. I wciąż - podejrzane są myśli gospodarza, ale wazelinę nadal ma pod ręką. To po prostu nielogiczne, wypada więc niepoważnie.
Btw. mam nadzieję, że to potknięcie coś znaczy, bo jak nie...

Przyznam, że czegoś mi co rusz brakuje. Jak nie wspomnianej logiki decyzji i działań bohaterów, stałości i naturalności charakterów, to znowu trochę ładu w wydarzeniach. Tym razem podniosłem brew na zdanie o napoju w ręce kruczarza. Czarodziej nie zdążył nic zaproponować, ptaszki wfrunęły, oburzenie wezbrało, pada wyjaśnienie od kruczarza, a potem już jest niewiada skąd niewiada jaki i w czym napój. To ostatnie akurat nie powinno być obligatoryjne (podanie do wiadomości, co i w czym się pije) ale jako że tak znienacka kruczarz siada i ma już napój w ręce (zupełnie niespodzianie) ja widzę go odruchowo z flaszą coca coli.
No bo raz: jw. rzecz się stała zbyt znienacka, w końcu zaznaczono, że wszystko się działo w takim pośpiechu, że czarodziej "nie zdążył" a potem "z ociąganiem", to jak to tak, że nagle PYK, i jest napój?
A dwa: Pomimo przestrzegania obyczajów nie padło żadne pytanie odnośnie trunku, tylko został on podany prosto do dłoni gościa (nawet jeśli Tagridur rozstawił kubki na stole, potem grzecznie polał, a wcześnie w ogóle przebiegła niejedna procedura, i tak czyta się to inaczej; wlasnie tak, jak wspomniałem)
Czuję, że za dużo piszę o takiej bądź co bądź pierdole :) Bo to naprawdę pikuś, coś bardzo łatwego do naprawienia. Ale chciałbym po prostu zostać należycie zrozumiany. Tu jest, o, dziura. Po prostu. Nie wiem, czy to jakieś przeoczenie, czy może przeciwnie.
Swoją drogą bezmyślność i zapomnienie już w tym miejscu zaczęły mi formować pewien domysł... Może ci ludzie, którym kruczarz staje na drodze, głupieją?? Słuchając tych kruków? Dostają bezmyślności i zapominają się? Hm. To by tłumaczyło niejedno, nawet to potknięcie sie na progu czarodzieja... Na razie tylko zgaduję.

No tak, potem pojawia się w końcu ten kubek, a w nim płyn. Ja wiem, że zostanę posądzony o czepialstwo, ale nic bardziej mylnego. Sądzę, że takie totalne ominięcie scenografii czasem uchodzi, jasne, ale nie tutaj. Tu się czyta tak, jakby autor sam nie wiedział, co dwójka czarodziejów mogłaby mieć w kubkach. Odbiera to wiarygodności scenie. Niby nic, ale imo to już powoli nie pikuś. Dla powagi tekstu warto by ten niepikuś nareperować :)
Tagridur zaczynał rozumieć. Spojrzał na kubek, nerwowo oblizując wargi i zastanawiając się, jak mógłby umknąć przed atakiem tak znanego ze swej biegłości czarodzieja jak Nean z Czarnej Wody.
No mam nadzieję, że te kruki i ich imiona są naprawdę istotne. Bo w tym momencie pacnąłem się w czoło mówiąc: ty durny czarodzieju! sam żeś go wpuścił, geniuszu!
Jeszcze się zastanawiasz, co by cię mogło ocalić ty! :D
Już na samo hasło "czarna woda" czarodziej powinien zaskoczyć, tak nawiasem mówiąc.
Założył nogę na nogę i ją obracać trzymany kubek w dłoniach, jednocześnie wygrywając na nim dziwną melodię.
Melodia to za dużo powiedziane. Może z raz użyte to określenie mogłoby przejść, ale kruczarz co najwyżej wybijał rytm, ew. melodyjnie bębnił/pukał itd.
Zaproponował więcej wina, licząc że Kruczarz przestanie.
O, wino :)
W tym momencie już się zrobiło groteskowo. Dwóch nielichych czarodziejów, jeden stary i chyba niegłupi na swoim terenie wpuścił do siebie bez jednej sensownej myśli w głowie drugiego - obcego sobie, a jednak znanego w zasadzie każdemu z jego wiedzą (ba, chłop by wiedział, żeby obcego nie wpuścić do siebie tak o, dla checy i bo tak; tym bardziej, jak wygląda podejrzanie). Prędko zawisa w powietrzu groźba, to się gospodarz oburzył, postawił się, zademonstrował werbalnie siłę, a potem: to jak będzie? może więcej winka? ajć, nie wyszło. Za sprytny zawodnik.
:) No sama przyznaj.
W ogóle ta rozmowa poszła zupełnie niepojętym dla mnie torem. Z jednej strony przynajmniej zostałem zaskoczony, ale z drugiej pogłębiało to tylko wrażenie, że Tagridur jest już umysłowo niedołężny. Ewentualnie nie znam pewnych niuansów całej tej sytuacji, lecz w takim wypadku mam nadzieję, że się ich doczekam. Pytania, jakie się rodzą podczas czytania, to nie "co będzie dalej? czy on go zabije? jak Tagridur wyratuje się z tej opresji?" tylko "czemu on z nim normalnie nie pogada? czemu nie zapyta o nic? czemu nie umie się bronić choćby prostą erystyką? zmienia temat jak moja dwuletnia córka, czyżby bezmyślność i zapomnienie?"
No i to ostatnie napawa mnie nadzieją, tak po prawdzie. Nie wiem, co innego mogłoby tu rzecz ratować.
Czemu on jest hardy, a jeszcze w ogóle nie wie, na czym stoi (a jak wie, to czemu się poddaje? bo to wygląda na przegraną od punktu, gdy rozpoznał kruczarza) a nie chce się dopytać; czemu działa tak nielogicznie, a jeśli już gra twardo, czemu nie atakuje? Pacyfista? Samobójca?
No bardzo niemądrze no.
– Błąd to popełniła twoja matka, rodząc cię.
Naprawdę tylko tyle miał czarodziej? To kolejny punkt, gdzie zrobiło się brzydko komicznie.
Trudno z tekstu sobie wyobrazić należycie i jednoznacznie postać Tagridura, ale ja do tego czasu widzę go w spiczastej czapie, siwy, z dużym czerwonym nosem przede wszystkim postawionym na kwintę i płaczliwym spojrzeniem. Poważnie, tak to widzę. I stawiam każdy pieniądz, że błędnie; że w zamierzeniu wcale tak być nie powinno. Zachowuje się jednak no jak ofiara losu.
O magach czytam z podziwiem, lękiem na myśl o zadarciu z nimi. Nawet w komediowych tekstach Pratchetta. Tutaj się robi coraz to śmieszniej - nie mogę więc tego nie wytknąć. To jest największy minus tekstu. Cała ta rozmowa wydaje mi się osobiście zupełnie nieudana.
No dobra, po kolei. Tagridur ma jakieś zasady. Z nekromantami po prostu w pakty nie wchodzi, okej. Ludzi bez krępacji błyskawicami częstuje, okej. Rzuca klątwy, co latami nieliche kataklizmy zsyłają na miasteczko (no dobra, jedną klątwę, wyjątek; dla ocalenia skóry wyjątku nie zrobi, żeby wysłuchać kogoś, kto, jak sądzę, zrobiłby mu masakrę bez większej finezji - a zarazem nie błyska mu pomysł o błyskawicy). I żyje sobie sielsko. Nocą go nie mogli podejść, tak na marginesie pytając? Ci od hrabiego. Niewiele tu ładu; są jakieś szkoły magiczne, jest więc i jakaś władza magiczna, mniemam, czytamy przecież nawet o jakiejś inkwizycji. A tu taka samowolka. To na pewno ma jakieś wytłumaczenie, okej, ale w tekście pozostaje toto gołą niedorzecznością.

A potem scena o śpieszącym się kruczarzu. Eh, ja wiem, czepiam się niemiłosiernie i w ogóle jestem złym człowiekiem pewnie :( Ale to serio nie pasuje do całego sztafażu wokół tej postaci - jego zachowania, podejścia do rzeczy, a wreszcie jego żywej legendy (o krukach nie wspomnę; zupełnie zaniedbana para). To po prostu wypadło komicznie. Niczego tu nie kumam, wielki czarodziej rozpoznaje bogo-diabła, który poniekąd mu gdzieś tam grozi, mówiu mu jak dziecko w piaskownicy: idź sobie, a on, bóg-diabeł, idzie... i się potyka czy tam ślizga, a brnie w obawie, że słudzy czarodzieja mogą go zobaczyć. Żesz kruczę. Ja jestem większym czarodziejem póki co od tej dwójki.

Nie miej mi za złe ekspresji w powyższej opinii, po prostu nie owijam w bawełnę, ale co tu (i jak tu) owijać? Po prostu tę część opowiadania mam za nieudaną i staram się to jakoś uzasadnić :(

Zdarzyły się literówki:
Przypominały mu też zajadającą się nimi Frillę. Zawsze musiała wysmarować sobie nim całą twarz,
Założył nogę na nogę i ją obracać trzymany kubek w dłoniach,
brak przecinków:
Nawet wówczas gdy miała już piętnaście lat.
albo ich złe rozlokowanie:
w ogóle zdajesz sprawę, z tego co ten cham mi zrobił?
Ale najgorzej ma się treść. Poza tym zauważmy, że tu jest po prostu pusto. Bryk tej części wyglądałby tak: Kruczarz odwiedza czarodzieja, którego ma ukarać w imieniu hrabii. Zostaje wpuszczony bez problemu, dostaje wino i próbuje się targować. Czarodziej mówi nie, zmienia temat, próbuje sztuczki z winem, jak na czarodzieja przystało, padają jakieś strzępki danych na temat jednego i drugiego, a potem kruczarz ucieka, w zasadzie nie wiadomo czemu (jego obawy nie wynikają z opisanej sytuacji; czytelnik tych sług praktycznie nie jest świadom, kojarzy ich z tego, że śpią; ba, ta "wieża" w pewnym momencie jak padło to podniosłem brwi z zaskoczenia; wyobrażałem sobie jakąś chatynkę).
I nie zrozum mnie źle, mogło i wydarzyć się znacznie mniej, a mogło to zostać przepysznie i wciągająco napisane - ale tak również się nie stało.
To tak tytułem podsumowania.

Od razu czytam zakończenie.
Jakaś tajemnica zdawała się spowijać okolicę. Tylko ona znała własne imię, którego znaczenie zapomniano. Kolejne pokolenia przekazywały sobie ją jako pamiątkę dawno minionych dni – piękny i budzący grozę acz bezwartościowy bibelot. Nikt nie miał pojęcia, że w istocie chroni przed wzrokiem postronnych coś znajdującego się głębiej, pod warstwą ziemi, śniegu i roślinności. Tak głęboko, że mogło należeć do innych, przybyłych przed ludzkimi plemion.
Podmioty się na starcie mieszają, burząc porządek całego akapitu. Nie wiem, czy "ona" to tajemnica czy okolica? Imię to "cmentarz" czy coś niewypowiedzianego w tekście? Co przekazywały pokolenia? "ją" - czyli tę tajemnicę? Nie pasuje. Okolicę? Hm. Cmentarz?? A, okej. Przed plemion dałbym przecinek, trudna konstrukcja zdania, też ciężko było rozczytać.
Tak mniej więcej wyglądało moje czytanie, a nadal nie wszystko jest jasne. Główną winę ponosi niepewność w rozczytaniu zaimka "ona", jak sądzę; potem by na pewno czytało się łatwiej.

Kruczarz wzywa demona, który jest marą. Tak średnio z połączeniem tych tytułów; mara jest dość daleko od demona, imo.

niedane oddzielnie.
często łamiąc kruche żebra, by potem spoglądać z zaskoczeniem i fascynacją na urwane kości.
Jak szkielet patrzy z zaskoczeniem i fascynacją?
Nie zachwycał się, nie przyglądał się nieumarłym, nic nie mówił. Tylko patrzył – tak jak uczeń patrzy na dzieło
Wiem, o co ci chodziło, jednak nie przyglądał się tylko patrzył jak na dzieło brzmi dziwnie. Jak dla mnie ewidentnie się przyglądał.
Zalecałbym konsekwencję w kreowaniu postaci Kruczarza. Jest albo potężny ino niepozorny, albo nie. Opanowany i pewny siebie, albo przeciwnie. Jak to być może, że jest taki nieporadny a taki potężny rzekomo?

Przedziwniejszy dźwięk? Co jest dziwnego w brzmieniu rogu? Nic o tym wcześniej nie było. Trochę to wszystko nie po kolei w tym punkcie. Najpierw zwykły róg, echo z gór, a potem dziwność i jeszcze dziwniejsze skojarzenia z tym rogiem.

Są też zdania typu:
Postronni zapewne myśleli początkowo, iż to tylko wytwór wyobraźni będący zwielokrotnieniem szelestu wzburzonych wiatrem gałęzi albo buszującego w śniegu zwierza.
Które, jak dla mnie, nie trzymają się kupy. Co mają szumiące gałęzie buszującego w śniegu? Gdzie w tym wytwór wyobraźni, która umie pogodzić dźwięk rogu z tymi powyższymi brzmieniami? No i gdzie, skąd ci "postronni"? Postronni??
Biegali we wszystkie strony, wrzeszcząc jak potępieńcy i opóźniając tylko odejście nieproszonych gości.
To naprawdę nie ma sensu. Te pożary i wypadki zgoła też nie bardzo. Ludzka reakcja jest zawsze taka: uciekać łamane na bronić się łamane na ratować dobytek i uciekać bądź bronić się. Tym bardziej, że to noc była. Ja naprawdę chętnie bym przyjął taki opis, łatwiej by mi było, ale no kurczę nie da się. To wygląda jak scena taniego filmidła. Owszem, na ekranie to coś tam by tworzyło - ale gdyby reżyser oprócz popłochu i paniki chciał zaznaczyć, iż te kościotrupy nic a nic nikomu nie robiły, nawet tam musiałaby się pojawić zdrowa i taka no normalna, ludzka reakcja ludzi.

Nie wiem, cała ta parada (zwłaszcza w świetle "nie można zastraszyć [...] tym bardziej nekromanty nieczułego na moc boską i egzorcyzmy" nosz kurczesz no) wydaje mi się minimum niepotrzebna. Poza tym gdzie jest ta wieża maga?? W Lamre? Ale gdzie? Ja myślałem, że gdzieś na bardzo konkretnym uboczu.

nie podobna łącznie

Propos "przedziwnej butli" - użyte w tekście słowa "dziwne/przedziwne" wydały mi się... dziwne. Rzadko na miejscu. Raz, dwa razy, w dodatku zupełnie niezrozumiale dla czytelnika - okej, ujdzie, mogą paść i czytelnik nawet się nimi nie przejmie. Ot coś było dziwne, okej, nie muszę rozumieć, w jaki sposób dziwne. Ale było tego potem jeszcze parę nadużyć, w mojej optyce, i to już, imo, odejmuje tekstowi.
Choć pewnie każdy szanujący się przedstawiciel stanu kapłańskiego w tym niecierpiącym ciemnych sztuk świecie zganiłaby
zganiłby

Szczerze powiedziawszy wymęczyłem te dwie części. Pierwsza okazuje się teraz najlepsza. Druga, jak powiedziałem, dla mnie osobiście nieudana w całości. W zakończeniu nie było też niczego ciekawego, opisy rytuału (historyjka o bogini, choć była okej - tylko brutalnie krótka, a szkoda - okazała się bez znaczenia, zresztą pamiętane przeze mnie potknięcie czarodzieja też, podwójna szkoda; jak dla mnie to faux pas) opis powstania armii, a potem jej potop. Czemu tak traumatyzować miasto? Istota kruczarza, skąd te kruki, czemu akurat kruki, czemu bezmyślność i zapomnienie??? Wiele tego. A wszystko w sumie na minus :(
Nie wiem, co mógłby pozytywnego napisać. Nie zapowiadało się aż tak źle. Pusto trochę, w zasadzie żadnej satysfakcji z czytania. Początek miał jeszcze tajemnicę i oryginalność, mimo wielu potknięć, był do wyrobienia i mógł zaznaczyć preludium do czegoś niezłego. Potem, imo, się posypało.
Przeczytałem o włóczędze-czarodzieju, który był potężny, że aż strach, groźny, ale przez nikogo nie spacyfikowany, bez wyraźnego celu do czasu, aż zechciał zamieszkać w wieży w jakiejś pipidówce, wziął sobie, dość niedorzecznie, duszę pewnego możnego, który nawet się nie namyślił, nim się na to zgodził (jak dla mnie wcale się nie zgodził, ale no dobra, wszystko jest najwidoczniej możliwe) a ziściło się to drogą niezrozumiale dla mnie naokoło - najpierw wizyta u czarodzieja, co nic nie dała i sam nie wiem, co dać miała (tekst nijak nie podpowiedział, więc pustka w tym miejscu; przydałaby się jakaś klamra, że czarodziej skończył źle, strasznie źle, a mógł skończyć... no właśnie, jak? w "dziwnej butli" kruczarza? jest w tym jakaś nauka, pouczenie, rozrywka dla czytelnika?) a potem obudzenie całego cmentarza, jego wielu warstw wręcz, przy ryzykownym użyciu potężnego demona. Podczas gdy wydawało się, że kruczarz w zasadzie był w sytuacji już, w której mógłby palnąć czarodzieja w słabiznę i oskórować, ot co. I koniec.
Doradziłbym też ożywić trochę gawiedź. Tak mi się na koniec przypomniało, że nader milcząca jest; jakiś konkretny krzyk by się przydał, słowa jakieś z ciżby, minimum tam na sam koniec.

ODPOWIEDZ