UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Nekromanta

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Krin
Posty: 481
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Nekromanta

Post autor: Krin » 03 czerwca 2015, 19:46

Tekst ten jest bardziej ćwiczeniem niż opowiadaniem, ale strasznie mi się podoba. Nie dlatego, że uważam go za dobry, tylko dlatego że jest o nekromantach. Z resztą jest ćwiczeniem nie tylko na opisy, ale na wszelakie inne umiejętności, które chciałabym posiąść. Mam nadzieję, że wyszło strawnie. :bag:

Chata w środku lasu niemal całkowicie zlewa się z otoczeniem. Mchy i porosty już dawno wzięły w posiadanie cienkie ściany ze zmurszałego drewna. Tylko ta licha bariera chroni wnętrze przed destrukcyjnym działaniem deszczu i wiatru. Wciąż, nawet po tylu latach istnienia, musi spełniać swą misję, jaką jest obrona dobytku nekromanty przed niszczącym działaniem żywiołów. Stare księgi i zwoje, pamiętające jeszcze czasy Czarnej Szkoły w Ysre, piętrzą się pod ścianami w nierównych stosach. Zajmują niemal całą powierzchnię. Większość z nich ma swoje dobre czasy już dawno za sobą. Spleśniała lub nadgniła od panującej w izbie wilgoci, choć niektóre wyraźnie były uszkodzone już wcześniej, bowiem noszą na sobie ślady po ogniu i przemocy. Gdzieś pomiędzy nimi poupychano kości oraz słoje kryjące swą mroczną tajemnicę za nieprzezroczystymi ściankami – być może równie ważna, choć nie tak cenna część nekromanckiego dorobku.
Na niewielkiej pustej przestrzeni w środku stoi stół. Jedna jego połowa została już wprawdzie dawno opanowana przez atakujący z podłogi bałagan, lecz część nadal dzielnie broni swej niezależności, stwarzając niewielką wolną powierzchnię.
Innych mebli nie ma. Chata w środku lasu nie jest siedzibą ani pracownią żadnego nekromanty. To tylko magazyn na dawno zaprzepaszczoną część magicznej wiedzy, z którego można korzystać jedynie za bezpieczną osłoną drzew, by nie dosięgły zainteresowanego ciekawskie spojrzenia władzy.
Z dekady na dekadę właściciel tego dobrze ukrytego skarbu coraz rzadziej zjawia się, by zeń skorzystać. Dlatego teraz nieprzyjemne skrzypnięcie drzwi brzmi dla właścicieli gęsto zdobiących izbę pajęczyn niczym zapowiedź kataklizmu. Skryta pod ciemnym płaszczem postać zrywa je gwałtownym ruchem. Niemal bezmyślnie. Nekromanci nie lubią pająków. Sprzyja temu ich ciągła, irytująca bliskość.
Tego nekromantę coś jednak odróżnia od innych przedstawicieli swojej profesji. Wygląd. Nie jest taki, jakim wszyscy chcieliby go widzieć. Nie jest chudy, słaby i blady niczym starzec wciąż stojący jedną nogą w grobie, uważając, by nie stracić równowagi i nie wtoczyć się do zimnego dołu. Wręcz przeciwnie. Ten nekromanta jest ogromny. Poruszanie po chacie sprawia mu problem, ciągle musi pochylać głowę, aby nie zawadzać o i tak mocno już nadwyrężone przez lata belki stropu. O słabości też nie może być mowy, bo nawet patrząc na niego skrytego pod warstwą grubej wełny, dostrzec można, że na jego imponującą posturę składają się głównie mięśnie. Z kolei barwa jego skóry przypomina bardziej bulgoczącą w kotłach smołę niż ludzkie ciało.
Idealne zaprzeczenie wizerunku nekromanty, lecz wciąż nekromanta – zapamiętale pozbywa się pajęczyn, podróżuje w samotności i gromadzi zakazaną wiedzę. Jest dobrym obywatelem, pomaga innym ludziom, gdy są w potrzebie, lecz wciąż, jakby pod przymusem, gromadzi zakazaną wiedzę. Do tego został stworzony. Czuje, że po to się urodził. Sztuki ciemne to jego powołanie i choć część z nich można uprawiać całkiem legalnie, to przecież nie o to chodzi, by zaspokajać się namiastką. Albo jesteś mistrzem wszystkich sztuk ciemnych albo żadnej.
Nekromanta bez całości swej wiedzy jest niczym i to właśnie dlatego przedzierał się tego dnia przez niebezpieczny gąszcz pełny dzikich zwierząt oraz czyhających na nieuważnych wędrowców rozpadlin. Musiał dotrzeć do tej lichej chaty.
Natychmiast po wejściu rzuca się do zgromadzonych rękopisów. Szuka. Sam nie wie czego. Czegokolwiek. Czegokolwiek, co można by ocalić. Przekopuje się przez stos i wcale nie obchodzi go, że gwałtownością niszczy bezcenne świadectwo swej sztuki. Rzuca zakurzonymi tomami niczym workami piasku. Depcze delikatne, zdobione ręką mistrzów zwoje papirusu.
To już bez znaczenia. Teraz ważny jest tylko czas.
Jego uwaga skupia się na oprawionym w gadzią skórę kodeksie ze złotymi okuciami. Kartkuje go zupełnie bez szacunku. Najpotężniejsza magia uwięziona w szeregach równych symboli, zamknięta w twardej oprawie, skazana na zapomnienie.
Ile by dał, by móc posiąść ją całą w tej jednej chwili!
Wie, że są już blisko. Słyszy ich nieostrożne kroki dzięki strażnikom, których ukrył w leśnej gęstwinie. Martwi są jego oczami i uszami, ale nie sprawdzają się jako broń. Są tylko stosem starych kości. Kruchych, porzuconych na łaskę żywego świata. Połączonych w całość przez niego – szaleńca rzucającego wyzwanie światu ciemności.
Ale co obroni go przed zbyt mocnym światłem? Co podpowie mu, jaką wiedzę ma stąd zabrać i uchronić przed unicestwieniem, a jaką zostawić do wypalenia przez płomienie? Wypalenia przez światło nazywające się w swej aroganckiej dumie dobrem. Jasność jest bezlitosna. Odkrywa całą prawdę. Nie pozwala ukryć niczego. Dzieli świat na biel i czerń. Jasność nie uznaje szarości, w której się znalazł. Nie uznaje półmroku starej chaty skrytej w gęstym lesie ani jego stojącego pośród stosów ksiąg i bezwiednie przyciskającego do serca oprawiony w gadzią skórę rękopis. Jest jak matka broniąca swego dziecka. Żyje tylko dla stosów papieru i wypisanych na nim szkarłatnych run.
Twarz wykrzywia mu wściekłość. Cała marszczy się i zniekształca. Usta są tylko blada linią na ciemnej twarzy. Przekrwione od trujących oparów oczy wpatrują się w obraz zasłaniany przez niszczejące drewno. Oczy spoglądają na ludzi przedzierających się przez las. Jest w nich nienawiść, ale nigdy nie stanie się ona tak trująca, jak jad od wieków zatruwający jego umysł.
I w tej chwili wie już, że będzie walczył. Nagle nie ma już dla niego innej opcji. Ciemność podnosi rękawicę rzuconą jej przez światło. Ciemność nie chcę być wyganiana przez blask stosów. Teraz to ciemność będzie odganiać światło.
Mężczyzna gwałtownie znów otwiera księgę. Znów kartkuje ją z ogromną prędkością. Jego wzrok potrzebuje tylko chwili, by przesunąć się po plątaninie kresek, kropek i zwyczajnego szaleństwa. Po paru sekundach wie już wszystko. Dawno zapomniany obraz powraca na swoje miejsce. Przez setki lat czekało tylko na niego.
Zamyka oczy, ręką sięgając pod poły płaszcza. Jego dłoń zatrzymuje się na okrągłym, metalowym przedmiocie. Jest niepozorny. Wygląda jak złoty medalion, tylko trochę zniekształcony, jakby wadliwy. Nikt nie wie, że w rzeczywistości nekromanta nosi na szyi jeden z najpotężniejszych artefaktów, jakie kiedykolwiek stworzono. Owoc najczarniejszej magii, jaką kiedykolwiek poznano. Gdy dotknie go doświadczona ręka, wyryte na nim runy zaczynają lśnić niesamowitym blaskiem. Kuszą, by ich użyć.
Kuszą do zbrodni w imieniu pokoju.
Eleganckie znaki mogące uchodzić za zwyczajny ornament.
A on ich zaraz posłucha.
Jakby były tego warte.
Dał mu go kiedyś inny nekromanta, idąc na śmierć, choć wcale nie przyjaźnił się z tym skazańcem. Podziwiał go, ale nigdy nie darzył sympatią. Artefakt został mu przekazany tylko dlatego, że był akurat jednym z pięciu uniewinnionych wówczas mistrzów sztuk ciemnych Zakonu Avarena. Jednym z pięciu ocalałych pośród tysiąca zamordowanych. Jako jednemu z niewielu zaproponowało mu współpracę, a on przyjął propozycję, by ocalić życie. Stanął po stronie wroga. Przyjęcie medalionu było pewnego rodzaju próbą zadośćuczynienia. Co może bardziej uszczęśliwić człowieka idącego na śmierć niż obietnica kontynuowania idei, za którą oddał życie?
Teraz zdejmuje go z szyi. Obawia się zgromadzonej wewnątrz mocy. Ręce drżą mu jak w gorączce. Zgina na próbę zesztywniałe od chłodu palce. Nasłuchuje. Tym razem własnymi uszami. Są już tak blisko, że może usłyszeć ich oddechy. Dyszą po biegu. Kaszlą. Próbują zorientować się w sytuacji. Powinien zaatakować ich właśnie w tej chwili.
Ale ta chwila właśnie mija.
Zachowuje spokój. Wszystko zawsze robił ze spokojem i namysłem. Jeśli będzie trzeba, tak też umrze. Kawałek złota w jego ręku stacza się ze środka dłoni w przestrzeń pomiędzy środkowym a serdecznym palcem. Wygląda to na samoczynne poruszenie, ale wszystko zostało dokładnie przemyślane. Wyciąga obie ręce przed siebie. Prostuje, zgina i zaplata palce w sposób, jakiego nauczył go mistrz, nim spłonął na stosie.
Czeka.
Las zamiera razem z nim. Nie słychać wiatru. Nie słychać ptaków. Tylko powolne kroki stawiane przez prześladowców. Skrzypienie gałęzi. Bicie serc. Ciche mamrotanie nekromanty. Już go słyszą. Kolejne kroki. Coraz bliższe. Pewniejsze. Rozpoczyna się osaczanie ofiary. Nie widzi ich, ale potrafi to sobie wyobrazić. Pięcioro mężczyzn w bieli. Umysły też mają właśnie takie – nieskażone żadnym brudem, żadną myślą. Zakradają się. Udają pewnych siebie, choć wcale pewni nie są. To prawdziwy nekromanta. Widzą takiego po raz pierwszy i ostatni. Zazwyczaj wpadają konną bandą do miasta, na swych wielgachnych ogierach, w jedwabnych płaszczach, uzbrojeni po zęby. Nie biegają po zaroślach. Nie boją się. Teraz zapłacą. Muszą zapłacić.
Głuche uderzenie księgi o podłogę przerywa podchody. Słychać okrzyk zaskoczenia. Czy to atak? Ktoś rzuca się na ziemię. Nadal słychać kroki. Już nie idą. Biegną.
Rozejm został przerwany.
Już czas.
Najpierw huk. Tylko huk może być wszędzie. Potężna fala uderzeniowa. Zabiera powietrze. Knebluje usta. Ogłusza. Dezorientuje. Trwa ułamki sekundy i całą wieczność jednocześnie. Ułamki sekund pełne żałosnych prób obrony. Dłonie zaciskają się na uszach. Nogi pędzą, nie znając kierunku. Pędzą tez myśli. Skąd? Dokąd? Gdzie uciekać? Jak uciekać? Nie wiadomo, a zostało niewiele czasu na odpowiedź. Drzewa właśnie z hukiem kończą swój żywot. Drzazgi i gałązki wypełniają powietrze. Wbijają się w ciało jak bełty. Wycie brzmi nieludzko. Krew zabarwia zielony mech.
Zaraz potem jest błysk. Rani. Oślepia. Wręcz wypala oczy. Powinien być szybszy od dźwięku i być może jest. Kto sprawdzi? Kto oceni? Kto może rozsądzić chaos w ludzkich głowach? Kto zrozumie osąd zmysłów? Kolana dotykają ziemi. Potem łokcie, dłonie i twarz. W samą porę. Chwilę później ogień spopiela wszystko, co nie leży płasko na ziemi.
Po chacie pozostają zgliszcza. Ze zwęglonej ruiny wydobywają się obłoki dymu. Wybuch pozostawił czarna ranę w ścianie lasu. Nie ma ognia. Pojawił się tylko na chwilę, spełnił swoje zadanie i zniknął. Albo może wcale go tam nie było. Może tylko im się zdawało?
Jemu.
Na nowo powstałej polanie stoi tylko jeden człowiek. Kiedyś zajmował się ściganiem starego nekromanty. Teraz już nie może tego robić. Nie żyje. Jest tylko zwęglonym truchłem, choć nadal stoi. Za każdym poruszeniem odpadają od niego kawałki ciała. Zostawia za sobą czarny ślad, którego nie widać jeszcze na spalonej ziemi, ale wkrótce stanie się zauważalny i pozostanie tam na zawsze. Będzie dla starego nekromanty wyrzutem sumienia, a dla jednej ludzkiej duszy pozostanie świadectwem potwierdzającym wspomnienia. Miał szczęście. Nie został złożony w ofierze idei, która setki lat wcześniej zaprowadziła wielkiego człowieka do grobu – idei o świecie bez prześladowców.
Ale i dla niego jest kara.
Pozostanie tu na zawsze. Czasem będzie krążyć niespokojnie wokół, czasem będzie straszyć nieostrożnych wędrowców, a czasem będzie pozwalać, by porastał go zielony mech, by kiełkowało i umierało na nim życie, by ptaki wiły na nim gniazda, by krzewy otaczały go swoimi gałęziami niczym kokon. Będzie miał dostatecznie dużo czasu na stwierdzenie, że w starej chacie pośrodku lasu nie ma żadnego ciała nekromanty ani żadnego śladu po zniszczonych księgach.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Nekromanta

Post autor: pierdoła saska » 05 czerwca 2015, 10:36

Fajne :D Podobał mi się zwłaszcza kawałek o jasności. Ma melodię, która wciąga i stwarza klimat pośpiechu i niepewności. Bardzo dobrze mi się ją czytało. Za dynamikę całości należą ci się tak ogólnie brawa. Jest niby spokojnie, ale szczerze mnie wciągnęło. Sprawiło najpierw, że się kilka razy do tekstu uśmiechnęłam (pająki <3), a z czasem coraz bardziej zaczął mi się udzielać pośpiech i niepewność.
Czasami pisząc zdarzają ci się popadanie w nieprzystające do reszty techniczne zwroty, tu tego nie było. Było płynnie i wciągało. Plus za pokazanie kawałków świata poprzez wplatanie tego w wydarzenia, a nie info dump. Uważam, że bardzo zacnie ci to ćwiczenie wyszło i oby tak dalej :)


Faworek taki:
Z dekady na dekadę właściciel tego dobrze ukrytego skarbu coraz rzadziej zjawia się, by zeń skorzystać. Dlatego teraz nieprzyjemne skrzypnięcie drzwi brzmi dla właścicieli gęsto zdobiących izbę pajęczyn niczym zapowiedź kataklizmu.
<3

Mała łapanka:
SpoilerShow
Stare księgi i zwoje[,] pamiętające jeszcze czasy Czarnej Szkoły w Ysre[,] piętrzą się pod ścianami w nierównych stosach. Zajmują niemal całą powierzchnię. Większość z nich ma swoje dobre czasy już dawno za sobą.
Idealne zaprzeczenie wizerunku nekromanty, lecz wciąż nekromanta – zapamiętale pozbywa się pajęczyn, podróżuje w samotności i gromadzi zakazaną wiedzę. Jest dobrym obywatelem, pomaga innym ludziom, gdy są w potrzebie, lecz wciąż, jakby pod przymusem, gromadzi zakazaną wiedzę.
zamierzone?
Przekopuje się przez stos i wcale nie obchodzi go, że swą gwałtownością niszczy bezcenne świadectwo swej sztuki
Jego uwaga skupia się na oprawionym w gadzią skórę kodeksie ze ze złotymi okuciami.
Ile by dal, by móc posiąść ją całą w tej jednej chwili!
Jego wzrok potrzebuje tylko chwili, by przesunąć się po mieszaninie [plątaninie?] kresek, kropek i zwyczajnego szaleństwa.
Trwa ułamki sekundy i całą wieczność jednocześnie. Ułamki sekund pełne żałosnych prób obrony.
- pojedyncza, mnoga; gryzie się
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1830
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Nekromanta

Post autor: Kruffachi » 05 czerwca 2015, 17:49

Zacznę może od tego, że widać, że to tekst ćwiczeniowy, ale uczciwie przed tym ostrzegasz, więc wszystko gra :D I to całkiem udane jest ćwiczenie. To, czego mi zabrakło, to wyjaśnienia szerszego, dlaczego akurat ten moment - co sprawiło, że rozejm tak nagle został przerwany, bo przecież musiał istnieć jakiś impuls. Albo go przeoczyłam O.o Co jest mało prawdopodobne, ale jednak prawdopodobne, bo wszak zdarza się przeskoczyć wzrokiem o linijkę na przykład i trafić tak nieszczęśliwie, że nadal wszystko się zgadza. Jeśli jednak nie przeoczyłam, to to wygląda tak, jakbyś w tym miejscu dała się porwać wizji i narastającemu tempu, a mniejszą wagę przywiązywała do szczegółów tła. Co kontrastuje z dość szczegółową ekspozycją. To zresztą całkiem zgrabna, czytelna i dobra ekspozycja. Właśnie taka, jak powinna być, czyli ciekawa i nie w miejscu, w którym człowiek przeskakuje nad nią dalej, bo chce już wiedzieć, co za chwilę, albo skupił się na bohaterach, albo jeszcze coś. Cóż jeszcze, żeby sztucznie nie rozdmuchiwać... Końcówka, o! Brrr... Bo przez caly tekst tytułowy nekromanta taki raczej sympatyczny się wydaje. Ot, trochę dziwny, trochę niepokojący, bo czarna magia, ale jednak ktoś, z kim można sympatyzować. Ale ta kara z zakończenia jest okrutna. I to jakby przypomina, z kim mamy do czynienia. Ładne zagranie to było :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Nekromanta

Post autor: Siemomysła » 13 czerwca 2015, 08:55

Dzień dobry!

Przeczytałam do poduszki. Bardzo elegancka miniaturka, Krin! Zgrabna, z konkretną osią, z mocnym zakończeniem. Kruff świetnie to napisała - bohater wzbudza sympatię, na tak krótkiej przestrzeni uczyniłaś go kimś, kto pozyskał we mnie kibica, a jednocześnie w końcówce przypomniałaś mi kim jest. Podobało mi się i praktycznie nie mam uwag technicznych.
SpoilerShow
pisze: Nekromanci nie lubią pająków. Sprzyja temu ich ciągła, irytująca bliskość.

Przyznam ze wstydem, że tego nie zrozumiałam :bag: Chodzi o to, że nie lubieniu pająków przez nekromantów sprzyja bliskość tychże pająków?
O słabości też nie może być mowy, bo nawet patrząc na niego skrytego pod warstwą grubej wełny, dostrzec można, że na jego imponującą posturę składają się głównie mięśnie.

Wiem, że napisałaś, że nawet i w ogóle, ale jakoś i tak nie wierzę, że można przez tę grubą wełnę dostrzec takie rzeczy :bag:
Usta są tylko blada linią na ciemnej twarzy.
bladą
Jako jednemu z niewielu zaproponowało mu współpracę, a on przyjął propozycję, by ocalić życie.
zaproponowano?
Pięcioro mężczyzn w bieli.
Pięciu? Wydaje mi się, że pięcioro byłoby wtedy, gdyby osoby obejmowane tym słowem były różnej płci.
Pędzą tez myśli. Skąd? Dokąd? Gdzie uciekać? Jak uciekać?
też
Wybuch pozostawił czarna ranę w ścianie lasu.
czarną
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
DeathAwaits
Posty: 9
Rejestracja: 04 lipca 2016, 09:19

Re: Nekromanta

Post autor: DeathAwaits » 05 lipca 2016, 12:13

SpoilerShow
Tego nekromantę coś jednak odróżnia od innych przedstawicieli swojej profesji.
Usunęłabym "swojej" i zostawiłabym samą profesję. Dlaczego? Po prostu wiadomo, że ta profesja jest jego, w końcu w zdaniu występuje jako nekromanta ;)
Nie jest chudy, słaby i blady niczym starzec wciąż stojący jedną nogą w grobie
Wiem, o co Ci tutaj chodziło - o to, że pomimo wyglądu bliskiego śmierci, dana osoba nie umiera. Wydaje mi się jednak, że usunięcie słówka "wciąż" nie zmieniłoby wydźwięku zdania, a nadałoby mu płynności. Anyway, to tylko sugestia, nie błąd.
Poruszanie po chacie sprawia mu problem, ciągle musi pochylać głowę, aby nie zawadzać o i tak mocno już nadwyrężone przez lata belki stropu.
Podobnie jak powyżej, bez "i tak" zdanie byłoby płynniejsze, a niczego nie straciłoby w znaczeniu.
O słabości też nie może być mowy, bo nawet patrząc na niego skrytego pod warstwą grubej wełny, dostrzec można, że na jego imponującą posturę składają się głównie mięśnie. Z kolei barwa jego skóry przypomina bardziej bulgoczącą w kotłach smołę niż ludzkie ciało.
Jak dla mnie to wtrącenie, więc brakuje jednego przecinka. I to "niego"/"jego" w tak bliskim sąsiedztwie trochę słabo brzmi.
Jasność jest bezlitosna. Odkrywa całą prawdę. Nie pozwala ukryć niczego. Dzieli świat na biel i czerń.
Trochę tutaj zawodzi logika. Ponownie wiem, o co chodzi, ale... No, idąc tym tokiem rozumowania, to podział świata na biel i czerń jest zły. Złe jest swiatło, bo dzieli świat na biel i czerń, nie zostawiając szarości, ale... W takim razie ciemność tak samo jak światło dzieli świat na biel i czerń, więc powinna być zła. Nie wiem, dlaczego bohater obwinia tylko światło. Idąc dalej, nawet jeśli światło jest wtórnym zjawiskiem do ciemności, a co za tym idzie, tę ciemnosć niszczącym i dzielącym świat na biel i czerń, to półmrok - którego mamy tutaj apologię, półmrok przecież skrywa wiedzę - istnieje dzięki temu światłu! O.o To światło tworzy półmrok z mroku, więc dlaczego półmrok = dobry, skoro światło jest złe?
Zamyka oczy, ręką sięgając pod poły płaszcza. Jego dłoń zatrzymuje się na okrągłym, metalowym przedmiocie. Jest niepozorny. Wygląda jak złoty medalion, tylko trochę zniekształcony, jakby wadliwy. Nikt nie wie, że w rzeczywistości nekromanta nosi na szyi jeden z najpotężniejszych artefaktów, jakie kiedykolwiek stworzono. Owoc najczarniejszej magii, jaką kiedykolwiek poznano. Gdy dotknie go doświadczona ręka, wyryte na nim runy zaczynają lśnić niesamowitym blaskiem. Kuszą, by ich użyć.
Kuszą do zbrodni w imieniu pokoju.
Eleganckie znaki mogące uchodzić za zwyczajny ornament.
A on ich zaraz posłucha.
Jakby były tego warte.
Aby taki zabieg - jedno ważne zdanie jako osobny akapit - wywołał odpowiedni dramatyzm, nie można przesadzić. Tutaj mamy kilka (w zamyśle równorzędnie ważnych?) zdań, które stanowią osobne akapity i niestety, brak dramatyzmu. Według mnie można byłoby zostawić "kudzą do zbrodni w imieniu pokoju" (bo to zdanie jest najmocniejsze), a resztę albo usunąć, albo upchnąć do osobnego, bardziej rozbudowanego akapitu (zwłaszcza, że kolejny akapit też dotyczy artefaktu).
Jako jednemu z niewielu zaproponowało mu współpracę
Co zaproponowało? :wtf: Chyba, że "zaporponowano"?
Jako jednemu z niewielu zaproponowało mu współpracę, a on przyjął propozycję,
Takie trochę niezręczne powtórzenie.
Kawałek złota w jego ręku stacza się ze środka dłoni w przestrzeń pomiędzy środkowym a serdecznym palcem
Tu trochę niefortunny dobór słów, "staczanie" od razu odebrałam jako "stoczenie się na podłogę", a przecież ze środka dłoni pomiędzy palce nie jest szczególnie daleko ;) Nie wiem też, czy sama informacja jest tak istotna, że medalion spoczął akurat pomiędzy tymi konkretnymi palcami? Naprawdę muszę to sobie wyobrażać, aż tak szczegółowo?
Las zamiera razem z nim. Nie słychać wiatru. Nie słychać ptaków. Tylko powolne kroki stawiane przez prześladowców. Skrzypienie gałęzi. Bicie serc. Ciche mamrotanie nekromanty. Już go słyszą. Kolejne kroki. Coraz bliższe. Pewniejsze. Rozpoczyna się osaczanie ofiary. Nie widzi ich, ale potrafi to sobie wyobrazić. Pięcioro mężczyzn w bieli. Umysły też mają właśnie takie – nieskażone żadnym brudem, żadną myślą. Zakradają się. Udają pewnych siebie, choć wcale pewni nie są. To prawdziwy nekromanta. Widzą takiego po raz pierwszy i ostatni. Zazwyczaj wpadają konną bandą do miasta, na swych wielgachnych ogierach, w jedwabnych płaszczach, uzbrojeni po zęby. Nie biegają po zaroślach. Nie boją się. Teraz zapłacą. Muszą zapłacić.
Czytając te krótkie zdania miałam wrażenie, że mózg mi się zacina. Ja wiem, że to ma zdynamizować tekst, ale efekt jest taki, jak gdybym oglądała film na yt, który co chwilę mi się zawiesza.
. Czasem będzie krążyć niespokojnie wokół, czasem będzie straszyć nieostrożnych wędrowców, a czasem będzie pozwalać, by porastał go zielony mech, by kiełkowało i umierało na nim życie, by ptaki wiły na nim gniazda,
[/quote]

Szczerze? Nie sądzę, żeby trup mógł na cokolwiek pozwolić :devil: Zostawiłabym "a czasem porośnie go zielony mech, życie będzie na nim kiełkować i umierać, ptaki uwiją gniazda"...
Gdybym nie wiedziała, że to tekst ćwiczeniowy, to byłoby mi smutno ;/ Po przeczytaniu całości nie bardzo wiem, dlaczego zdecydowałaś mi się pokazać akurat ten moment, ani dlaczego skupiłaś się na tak szczegółowej ekspozycji. Ale na szczęście uprzedziłaś na początku, jak powinno się ten tekst traktować. Zatem: ćwiczenie. Domyślam się, że chodziło nie tylko o ćwiczenie opisów, ale także o sceny akcji?

Jeśli chodzi o opisy: mam nadzieję, że ta szczegółowość była przede wszystkim wymuszona przez ćwiczenie. Jeśli tak - to bardzo dobrze, jeśli nie - to gorzej. Tutaj taka mała rada, którą może zastosujesz do innych tekstów - nie trzeba wszystkiego opisywać szczegółowo, jeżeli coś nie jest niezbędne z punktu widzenia fabuły, znaczenia tekstu, czy osobowości bohaterów, można to pominąć. Czytelnik nie potrzebuje opisu wszystkich kafelek znajdujących się w toalecie, ani dokładnego sposobu trzymania w palcach medalionu ;) Dla mnie to trochę tak, jakbyś próbowała mnie-czytelnika nadmiernie kontrolować, abym przypadkiem nie wyobraziła sobie czegoś choć w odrobinę inny sposób, niż Ty byś chciała, abym sobie wyobrażała. Skoro potrfisz już opisywać świat, może następnym razem spróbuj obcinać niepotrzebne szczegóły i w ramach ćwiczenia zostaw tylko to, co absolutnie niezbędne dla tekstu?

Scena akcji: dla mnie trochę męcząca. Te ostre cięcia w postaci krótkich zdań sprawiały, że czytało mi się z oporem, zamiast płynąć przez tekst. Tak, jak wspominałam wcześniej - jak zacinający się filmik na yt, albo narrator z czkawką. Może kluczem byłoby naprzemienne stosowowanie dłuższych i krótkich zdań?

Co do samego tekstu, muszę przyznać, że zaciekawiłaś mnie tymi nekromantami. Dotąd raczej miałam z nimi do czynienia wyłącznie w grze Heroes: Might of Magic, i trochę zawiodłam się, że nie pokazałaś mi więcej :roll: Czym zajmują się Twoi nekromanci? Jak? Co robią, oprócz czytania ksiąg? Chętnie bym się tego dowiedziała!

ODPOWIEDZ