UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Stwórcze miniaturki [wulgaryzmy]

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Stwór
Posty: 31
Rejestracja: 21 lutego 2014, 00:32

Stwórcze miniaturki [wulgaryzmy]

Post autor: Stwór » 20 maja 2014, 00:41

Temat powstał głównie przez to, że nie potrafię pisać tak zupełnie do szuflady. Stwory są z natury samotnikami, jednak w swej samotności potrzebują czasem kogoś, kto podrapie takiego Stwora za uszkiem i powie "dobra robota!". Liczę nie tylko na pochwały, ale na wytykanie błędów, jako że uczę się dopiero i wiele rzeczy jest dla mnie nie do przeskoczenia (a przygotowując się do dużego projektu MUSZĘ jakoś się podszkolić) - ogółem: attention whore w pełnej mierze i chcę uwagi, o.

Pierwsze podejście Stwora do opisywania jakiejkolwiek walki/sceny bardziej dynamicznej od dojrzewającej gomółki sera.

Zarzęziła, gdy mężczyzna złapał ją za gardło i uniósł w powietrze. Czuła ból w całym ciele, w połamanych żebrach, zmasakrowanych dłoniach, pozdzieranej skórze, a teraz czuła, jak jej oczy próbują wywlec się z oczodołów, a gardło rozpaczliwie próbuje przemieścić tlen do płuc i krew do mózgu. Nie, stwierdziła z jeszcze większą grozą, nie czuła bólu w całym ciele – jej nogi wisiały bezwładnie, bezboleśnie i bez żadnego czucia. Skurwysyn zmiażdżył jej kręgosłup.
Potężnie zbudowany mężczyzna upajał się tym widokiem. Nie mógł wprost opisać radości, jaką napawało go pochwycenie Sikorki i jej nic niewartych uczniów. Oni, nie tak dawno śmiejący sami siebie nazywać przyszłością armii, teraz byli poupychani do klatek jak zwierzęta i pozostało im jedynie patrzeć, gdy ich mentorka ginęła w męczarniach. Szaleńcza euforia biła z jego oczu, gdy przyglądał się zmasakrowanej twarzy drobnej kobiety.
- Umrzesz – oznajmił jej, smakując to słowo. Głos miał zachrypnięty po walce, jednak pełny wiary w to, co mówił. – Umrzesz i na nic już zdadzą się twoje sztuczki. Mógłbym cię zwyczajnie rozpruć – mówiąc to, przystawił do jej brzucha miecz – lecz co to za zabawa? I co za cierpienie – umrzeć szybko? Zginiesz na oczach swych uczniów, jak pies na sznu...
Ogarnęła ją ciemność.

Unosiła się w bezkresnej pustce. Nie mogła jednoznacznie stwierdzić, czy pustka wkoło niej przywodziła na myśl ciemną noc, czy też bezkresną światłość – była to pustka, a więc nie miała barwy, góry czy dołu, ani nawet prawa czy lewa. Była niczym. Tylko ona i bezkres nicości.
Przyjrzała się swojemu ciału. Widziała dokładnie miejsca, w które uderzał – a uderzał wielokrotnie – ostry miecz. Widziała połamane żebra, zmiażdżone palce u lewej dłoni i kręgi w dolnym odcinku kręgosłupa. Miała pełną świadomość wszystkich obrażeń wewnętrznych, które to ciało otrzymało – krew wylewająca się z miejsc, z których nie powinna się wylewać, była jedynie początkiem tej listy. Dokładnie obejrzała każde zadrapanie na swym ciele, każde miejsce na głowie, z którego oprawca wyszarpał jej włosy, niegdyś tak piękne. Przez grzeczność nie wspominając o fakcie, że pozbawił ją dwóch stóp brązowych loków, teraz prawdopodobnie rozdmuchiwanych przez wiatr.
Przypomniała sobie wszystkie krzywdy, które spotkały ją w życiu. Wszystkie rzeczy, które nie powinny się wydarzyć. Począwszy od drobnych niesnasek, poprzez codzienne złośliwości, na walce o możliwość nauczania kończąc. Przypomniała sobie wszystkie te twarze, które najchętniej widziałyby ją właśnie taką – pokonaną przez prawdziwego wojownika, mężczyznę z krwi i kości, woja, który fach w ręku miał wyćwiczony przez lata zdobywania ran w walkach, nie przez lata ćwiczenia umysłu i opanowania, nauki o świecie dokoła i prawach nim rządzących.
Pomyślała o swoich uczniach, o ich zapłakanych, zastygłych w zgrozie twarzach. O trudzie, który włożyła w ich edukację i o tym, jakże nieprzydatna okazała się w chwili próby. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie przekazała im całej swej wiedzy – i że wiedza ta zginie wraz z nią. Nie zostawiła na tym świecie nic, co przetrwało próbę czasu.
Przywołała do pamięci obraz swej rodziny. Ukochanego męża i synka. I dziecka, które nawet nie zdążyła przyjść na świat. Może to i dobrze, że nie poznało jego plugastwa – najlepiej jednak, że nie zostało zamordowane razem z ojcem i bratem. Pamiętała ich krzyki, rozdzierające serce wołanie już nie o pomoc, ale o skrócenie męki, gdy ich ciała pękały pod wpływem ognia. Nie miała szans im pomóc. A może jednak? Może mogła zrobić coś, cokolwiek – nawet zatrzymać własne serce – tylko czy oni by wtedy przeżyli? Jaką miała pewność? A teraz? Czy zobaczy ich, jeśli zrobi krok wprzód?
W otchłani nie istniał czas – miała więc go wystarczająco dużo, by ocenić wszystkie za i przeciw. Sikorka złożyła ręce na piersi, zamknęła oczy i powoli pozwoliła swojemu ciału opaść w tył.

Ocknęła się, gdy gwałtowne uderzenie wstrząsnęło jej ciałem. Zachłysnęła się powietrzem, które teraz paliło gardło i płuca, z ust pociekł jej śluz, którego nie potrafiła przełknąć ani wypluć. Mężczyzna cisnął jej bezwładnym ciałem o ziemię i teraz leżała na nagich skałach. Skały...
- Jeszcze żyjesz! – radośnie zaszczebiotał wojownik, zwracając ku niej twarz. – A już myślałem, że to koniec zabawy. Widzicie? – zwrócił się do rzędu zawieszonych w powietrzu klatek, gdzie wisieli jej uczniowie. – Ta wasza Sikoreczka ma jednak trochę wigoru w sobie! Ciągle jeszcze żyje!
Odwrócił się, a to dało kobiecie lekką przewagę. Była słaba i ledwie żywa, nie miała wystarczająco energii, by korzystać w pełni ze swych umiejętności, jednak alchemia nieprzekraczająco poziomu jej uczniów dalej była w zasięgu jej zmasakrowanych dłoni. A dookoła siebie miała litą skałę. Leżała na niej, skała była wszędzie, gdzie okiem sięgnąć i ciągnęła się głęboko pod nimi – to dawało mnóstwo materiału do manipulacji.
Przeturlała się po ziemi, krzywiąc się z bólu i zmiażdżoną dłonią chwyciła mężczyznę za kostkę. Ten, oczywiście, od razu odwrócił się i uniósł miecz, by zadać cios – była jednak przygotowana. Poczekała, aż broń zacznie sunąć w jej kierunku i, łapiąc materiał ze skały, przerzuciła nad sobą zdrowszą dłoń, tworząc tarczę z kamiennej skorupy. Zadbała jednocześnie, aby wybrać nieco materiału spod stóp mężczyzny, by możliwie dyskretnie uwięzić jego stopy w podłożu. Nie zauważył. Miecz uderzył w skałę, która ustąpiła, a ostrze rozpruło kobiecie bark. Wrzasnęła z bólu, a gdy zachęcony tym oprawca przygotował się do kolejnego ciosu, znów otoczyła się kamienną tarczą, pogrążając jednocześnie przeciwnika po kostki w skale niczym w ruchomych piaskach.
Przyłożyła dłoń w miejscu, gdzie spodziewała się uderzenia – i istotnie, po ułamku sekundy poczuła jak stal przeszywa jej do niedawna jeszcze całkiem sprawną dłoń. Z trudem stłumiła krzyk, który wraz ze spazmem bólu szarpnął jej ciałem. Musiała jednak poświęcić dłoń, żeby dostać się do stali, którą teraz mogła stopić ze skałą, mając nadzieję, że przeciwnik jej nie wyszarpie.
Mężczyźnie z dzikim wrzaskiem szarpnął za broń, wyłamując ją razem z częścią skały, której odłamki posypały się na poranioną kobietę, i jednocześnie przekonując się, że nie może poruszyć stopami, przez co ledwie zachował równowagę. Zamachnął się mieczem, który teraz mógł sprawować co najwyżej funkcję kiepsko wykonanej maczugi, jednak Sikorka odbiła się rękoma tak, że cios uderzył w jej nogi. Skrzywiła się z powodu piekącego bólu w rękach. Nogi mogła już spisać na straty, chociaż ich widok teraz przyprawił ją o mdłości.
Gdy kolejny cios nadszedł, skrzyżowała ostrze z pośpiesznie wykonaną skalną lancą – musiała jedynie dostać się do kamienia otaczającego miecz, by złączyć je razem i wyrzucić broń z dłoni mężczyzny. Była zbyt słaba, by efektownie odrzucić ją w tył, udało jej się jednak przetransportować ją z dala od zasięgu jego rąk.
- Umrzesz – oznajmiła mu. Jej głos był daleki od ideału i w tym momencie brzmiał jak skrobanie widelcem po talerzu. – Umrzesz i na nic już zdadzą się twoje sztuczki.
Poczuła lekką satysfakcję, gdy jej przeciwnik wpadł w panikę, czego próbował nie okazywać. Był bez broni, nie mógł się ruszyć, a jedyna ochrona, jaką posiadał ograniczała się do ciężkiej zbroi – tak bardzo nieprzydatnej w jego sytuacji.
- Ty kurwo... – wydobyło się jeszcze z jego ust, gdy dotarł do niego fakt, że przegrał.
- Pani kurwo, worku gówna – odpowiedziała, siląc się na złośliwy uśmiech.
Była słaba, kręciło jej się w głowie od utraty krwi i wycieńczenia. Kiedy ostatnio spała? Nie mogła sobie przypomnieć. Tak bardzo chciałaby wrócić do domu, do pustego mieszkania, położyć się we własnym łóżku i choć na chwilę zapomnieć, że nie powinno być tak zimne. Zapomnieć o wojnie, o walce, której nie powinno być. Miała ochotę zwyczajnie się poddać, opaść tam, w kałużę własnej krwi i osunąć się w ciemność.
Jednak za dużo poświęciła, by teraz się poddać. Jej uczniowie potrzebowali przedstawienia, zapewnienia o sile swojej mentorki, o tym, że wszystko można przezwyciężyć. Nie mogła ich teraz zawieść. Musiała poprowadzić pokaz do końca, skoro już go zaczęła.
Oparła swoje dłonie o ziemię, kawałek poza zasięgiem mężczyzny i sięgnęła w głąb skały po potrzebny materiał. Wojownik ze zgrozą obserwował, jak wokół niego narasta kamienna skorupa, zbyt gruba, by mógł z nią walczyć, wbrew jego woli zamieniająca go w żywy posąg. Poddał się, wiedząc, że został pokonany.
Gdy sarkofag zamknął się na człowieku, przez chwilę dał się jeszcze słyszeć cichy płacz. Sikorka doczołgała się do posągu i objęła go ramionami, przy każdym ruchu krzywiąc się z bólu – nie chciała, by jej przeciwnik zginął od uduszenia, bo była to śmierć powolna i straszliwa w świadomości umierania, sięgnęła więc do jego serca, które teraz biło w przerażeniu i spokojnie je zatrzymała. Utuliła go do snu, tak, jak to robiła z ludźmi, którzy chcieli bezboleśnie odejść z tego świata.
Opadła wykończona na skały i spojrzała na zawieszone w powietrzu klatki. To jeszcze nie koniec, uświadomiła sobie, muszę jeszcze uwolnić tych idiotów. Bo wszyscy tu pomrzemy.

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki

Post autor: wołszebnik » 20 maja 2014, 10:21

No wreszcie coś tam na temat stworowego pisania wiem i zadowolonam :)

Ale, żeby nie było zbyt słodko. Oczywiście nie mamy do czynienia z miniaturą, a kawałkiem stworzonym przy okazji pracy nad czymś innym. Z częścią większej całości. No i całego tego tła mi brakuje. Nie wiem kim jest bohaterka, jakich wartości broni, nie wiem, czy jej kibicować. Nie wzbudziła żadnych moich odczuć, choć zapewne w perspektywie szerszej ten problem się rozmywa.
O twoim kawałku, Stworze, mogę powiedzieć po prostu, że jest poprawny, ale nie odnajduję się w nim. W aspekcie sceny walki, chyba mogę zasugerować, że gdybyś wplotła gdzieś w tok ze dwa zestawy szybkich, krótkich (trzech, czterech) zdań to wzmogłabyś tempo. U Ciebie wszystko płynie tym samym spokojnym rytmem.

Daj jakąś całość, Stworze, nie kawałek wyciągnięty z kontekstu ;)
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki

Post autor: Siemomysła » 20 maja 2014, 12:53

Podglądałam SB, to wiem, że wołszebnik mówiła Ci już, iż scena w zamyśle dynamiczna, jak to scena akcji, wyszła nieco statycznie i tu mam bardzo podobne odczucia. Zdania się rozciągają, spostrzeżenia Sikorki męczonej, torturowanej i tak dalej są wydłużone i zdają się być nienaturalne w jej sytuacji - znaczy w momencie, gdy jest przytomna. Bo w momencie, gdy odpływa, gdy obserwuje siebie z boku bardzo ładnie gra rozciągnięcie, zwolnienie, wejście w szczegóły. Podoba mi się.
Podoba mi się też fakt, iż piszesz przejmująco. Układasz słowa tak, że przechodzi mnie dreszcz, że współodczuwam z bohaterką takiej właśnie wyrwanej z szerszego kontekstu sceny. Powiem Ci jeszcze, że wydaje mi się, iż gdyby nie było ostatniego zdania - dwóch ostatnich właściwie - to scena byłaby domknięta, nie robiłaby wrażenia tak bardzo wyrwanej z większej całości - ot prezentujesz walkę, pojedynek, przeniesienie przewagi, błąd wojownika, który kosztuje go życie.
Mimo jakiś tam mankamentów to dobra scena! Trenuj dalej!

I jeszcze Czytelniczy Spontan:
SpoilerShow
wywlec się z oczodołów
Ciekawe sformułowanie powiem Ci… chyba spróbowałabym to jakoś zastąpić, bo te oczy tak same z siebie to jednak nic nie robiły chyba…?
gardło rozpaczliwie próbuje przemieścić tlen do płuc i krew do mózgu
Gardło raczej nie jest odpowiedzialne za przemieszczanie krwi gdziekolwiek i od razu powiem, że podziwiam ją za to, że w takiej chwili potrafi ogarnąć fakt co i jak ją boli/nie boli.
Widziała dokładnie miejsca, w które uderzał – a uderzał wielokrotnie – ostry miecz.
To wtrącenie jest przejmujące dość, takie dreszczogenne.
Miała pełną świadomość wszystkich obrażeń wewnętrznych, które to ciało otrzymało
którym to ciało uległo?
Przez grzeczność nie wspominając o fakcie, że pozbawił ją dwóch stóp brązowych loków, teraz prawdopodobnie rozdmuchiwanych przez wiatr.
To zdanie dla mnie psuje efekt całości, to sformułowanie przez grzeczność po prostu nie gra.
Nie zostawiła na tym świecie nic, co przetrwało próbę czasu.
Tu bardziej by mi pasował tryb przypuszczający, z różnych względów - z takich, że rytm i że po prostu bardziej... :bag: czasem zupełnie nie potrafię wyjaśnić swoich odczuć
Przywołała do pamięci obraz swej rodziny.
Do czy z pamięci? A może w ogóle bez tej pamięci, po prostu przywołała obraz?
I dziecka, które nawet nie zdążyła przyjść na świat.
Dziecko które nie zdążyło, bądź dziecka, którego nawet nie zdążyła wydać. Może kombinowałaś nad tym zdaniem i coś się pogmerało?
Czy zobaczy ich, jeśli zrobi krokwprzód?
naprzód? - bo jedna sylaba więcej będzie się lepiej czytała, a następny akapit zaczyna się też od “w” i takie powtórzenie wychodzi.
zwrócił się do rzędu zawieszonych w powietrzu klatek, gdzie wisieli jej uczniowie.
w kierunku rzędu? // w których?
jednak alchemia nieprzekraczająco poziomu jej uczniów
Literówka
Przeturlała się po ziemi, krzywiąc się z bólu
Przyszła mi do głowy myśl, że musiała być jednak silniejsza od standardowego człowieka, albo działać na silnej adrenalinie, a zaraz potem: w sumie co ja się czepiam, kumpel po wypadku samochodowym chodził na złamanej nodze zanim się zorientował, że coś jest nie tak.
Musiała jednak poświęcić dłoń, żeby dostać się do stali, którą teraz mogła stopić ze skałą
Dobre, jest moc!
Mężczyźnie z dzikim wrzaskiem szarpnął za broń
jedyna ochrona, jaką posiadał ograniczała się do ciężkiej zbroi – tak bardzo nieprzydatnej w jego sytuacji.
To też ma moc, ten wtręt po myślniku jest dobry, spowodował u mnie takie dziwne uczucie satysfakcji. I jeszcze wstawiłabym przecinek pomiędzy “posiadał” a “ograniczała”.

Oparła swoje dłonie o ziemię, kawałek poza zasięgiem mężczyzny
Wiadomo, że nie jego, więc swoje jest zbędne.
Sikorka doczołgała się do posągu i objęła go ramionami, przy każdym ruchu krzywiąc się z bólu – nie chciała, by jej przeciwnik zginął od uduszenia, bo była to śmierć powolna i straszliwa w świadomości umierania, sięgnęła więc do jego serca, które teraz biło w przerażeniu i spokojnie je zatrzymała. Utuliła go do snu, tak, jak to robiła z ludźmi, którzy chcieli bezboleśnie odejść z tego świata.
Jest przejmująco - masz potencjał, Stworze.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 481
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki

Post autor: Krin » 20 maja 2014, 17:00

Fajne opowiadanie, choć jest sporo błędów. Błędy na szczęście zawsze można poprawić :) . Walka faktycznie (jak wspomniano wyżej) jest trochę mało dynamiczna. Trzeba zmienić kilka zdań ze złożonych na pojedyncze, ale lepiej nie przesadzać moim zdaniem. Czytający musi czasem odetchnąć.
Przeraziły mnie niestety niektóre błędy w tekście. Zdaje się, że gdzieś widziałam przecinek przed "i"... No i i i i i powtórzenia.
Pozwolę sobie też wyrazić pewną nadzieję. Bohaterka jest całkiem sympatyczna (na ile można to stwierdzić po tak krótkim fragmencie), ale słyszałam milion razy o podobnym bohaterze. Mądrość zamiast siły, uczniowie, pozabijana rodzina... Mam nadzieję, że jeśli dasz nam jeszcze jakieś fragmenty, w których występuje to czymś nas zaskoczy, będzie inna niż wszystkie, sprawi, że padniemy, a później z euforii ściągniemy majtki przez głowę :) .
Na koniec jeszcze jedno pytanie - jako ona wstała ze zmiażdżonym kręgosłupem i tymi wszystkimi ranami?
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1831
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki

Post autor: Kruffachi » 20 maja 2014, 18:41

Przyszła i przeczytała, o :D

Od czego by tu zacząć... Może od tego, że sama Sikorka jako Sikorka całkiem niezłą postacią jest :D Znaczy wiem o niej niewiele, ale to, co wiem, przekonało mnie do niej. Takie szczegóły - że gdzieś tam rodzina, że nie adeptka, a nauczycielka, że małe to i drobne, i w ogóle. Podobał mi się też sam zasugerowany sposób walki/magia/cokolwiek - ciekawe to było i poczytałabym więcej zarówno o tym, jak i o Sikorce. Podobało mi się też samo zakończenie i sposób, w jaki, nie zatracając współczucia dla oprawcy, bohaterka "załatwiła sprawę".

Niemniej... Niemniej poszłaś kulturową kalką aż huknęło i to za mały fragment, żeby przypuszczać, że grasz konwencją. Przegrywający protagonista, który w ostatnim zrywie przechyla szalę zwycięstwa - to było, było tyle razy, że nijak nie mogło mnie zaskoczyć czy porwać. Zastanawiam się, na ile wspominany niedobór dynamiki wynika z samego stylu, a na ile właśnie z treści. Nihil novi - niestety. Dumam też nad tym, czy nie przesadziłaś z krwią. Ja rozumiem, że fantastyka, ale jednak człowiek jest znacznie bardziej kruchy, niżby chciał. Fizjologia jest nieubłagana. Upływ krwi ma swoją cenę i nie jest tak jak w filmach. No i właśnie, to sprawia, że to taka bardzo filmowa/komiksowa scena, gdzie emocje ma zapewnić to, co widać, czyli posoka i flaki. Brakowało mi bardziej subtelnych środków i większej dawki realizmu. Niemniej będę śledzić dalej, bo potencjał niewątpliwie jest :D

Błędy, powtórzenia, literówki, przecinki - tak, są, ale widzę, że wiszą nade mną jakieś spoilery, więc sobie odpuszczę.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki

Post autor: pierdoła saska » 23 maja 2014, 07:29

Do trzech razy sztuka. Już dwa razy praca uznała, że wie lepiej co chce robić przy pierwszej kawie…
Podoba mi się wyrazistość początku. Taki smaszny konkret i jeżeli generalnie chodzi o wizję w scence to mi się podobywała i zaciekawiła na tyle, bym chciała poznać szerszy kontekst :) Jaka wojna, jakie bitwy - ot ciekawam. Sęk w tym, że im dalej w last tym się to bardziej kapućkało na powtórzeniach i doprecyzowaniach. Znaczy zaczęło się robić tak dokładnie, że aż niewygodnie. W scenie walki te powtórzenia tyż kują i tez to doprecyzowanie – niby widać z tego bardzo dokładny obraz tego co kto i z jakim skutkiem zrobił, ale czyta się wolno (strasznie dużo tam dłoni... w jednym zdaniu jest nawet podwójnie). I tak dochodząc do tej dynamiki, to jeśli ona była celem, to m.in. tu moim zdaniem wybitnie nie wyszła:„Mężczyźnie z dzikim wrzaskiem szarpnął za broń, wyłamując ją razem z częścią skały, której odłamki posypały się na poranioną kobietę, i jednocześnie przekonując się, że nie może poruszyć stopami, przez co ledwie zachował równowagę.” Za dużo informacji, które mam przeczytać szybko i najlepiej na jednym oddechu. Bozia dobre płucka dała, ale nie aż tak xD A skoro tlenu brak, to czytam wolniej, to też się jakoś rozciągają te kolejne ruchy w czasie i... :/ ...no i mi się czytało te kawałki walki ciężko, podczas gdy to co pomiędzy kolejnymi seriami gwałtownych ruchów łatwiej i szybciej (sic!) wchodziło do głowy ^^"
► Pokaż Spoiler
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki

Post autor: Joa » 24 maja 2014, 14:07

hej, hej, hej.
Nie skupię się na tym, co nie do końca Ci wyszło, raczej skupię się na pozytywach. Reszta rzuciła Ci tyloma dobrymi radami, że głupio byłoby powtarzać to, co już przeczytałaś. Mogę jedynie powiedzieć, że jeśli się do nich zastosujesz, to naprawdę będzie dobrze. Przede wszystkim wskoczysz na następny, lepszy level.
Pozytywy: widać, że umiesz pisać. Czyta się dobrze, w scenach, które miały być dynamiczne rzeczywiście mogłaś pokusić się o kilka, kilkanaście krótszych zdań, mniej informacji, ale jeśli chodzi o sceny statyczne, nie nudzisz opisami. To bardzo dobrze, bo dzięki temu czyta się lepiej. Sikorka nie była zła. Nie lubię postaci kobiecych, ale Sikorka była spoko, da się nią nie denerwować, to ważne. I podobało mi się, że nie była adeptką, uczennicą, a właśnie nauczycielką. Wszyscy raczej idą w to pierwsze, a Ty poszłaś inny drogą.
Podsumowując: nie było źle, mogło być lepiej, ale im więcej piszesz i czytasz, tym jest lepiej.
Więc trzymam kciuki!
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Stwór
Posty: 31
Rejestracja: 21 lutego 2014, 00:32

Re: Stwórcze miniaturki

Post autor: Stwór » 26 maja 2014, 19:30

Przyznaję się bez bicia, że pierwsza wstawka skupiała się głownie na (nieosiągniętej i tak) dynamiczności i walce, i nie została porządnie sprawdzona przed wstawieniem. Wybronię się tylko z tego nieszczęsnego przecinka przed i, który stawia się przy np. wyliczeniach, a który w tym konkretnym przypadku kończył wtrącenie.
Powtórzeń faktycznie trochę było i w poniższym też zapewne będzie - ale to wynika raczej z ograniczonej ilości słów. Kobiety nie nazwę dziewczyną, bliżej niesprecyzowany mężczyzna może być ewentualnie pijakiem, awanturnikiem itd, ale to są specyficzne przypadki. Ogółem ze słownictwem czasem mam problem i odnoszę wrażenie, że jak raz uczepię się danego sformułowania to klepię je i klepię do upadłego...
Co do "kulturowej kalki" to scena jak najbardziej taka miała być. Jest to zupełnie pojedyncza scena, schemacik, który być może zostanie wykorzystany w większej całości, a który przede wszystkim miał sprawdzić moje umiejki w zakresie pisania scen walki. A jak najprościej scenę walki - ano sztampowo, bohater pozytywny i negatywny, zwrot akcji na korzyść dobra itd. Ogółem chodziło o tę nieszczęsną dynamikę i przebieg walki.
Cieszę się bardzo, że ogółem wstawka się podobała i została dosyć ciepło przyjęta. :)

Tym razem coś bardziej science-fiction i w dodatku krótsze. Co do tego, co tym razem trenuję – cóż, jest to fragment z opisem 'udziwnionego' organizmu, a takich w mojej twórczości zwykle jest sporo. Chcę się przekonać, czy jestem w stanie opisać coś takiego w miarę składnie, by czytelnik wiedział, o co chodzi. Poza tym mamy tu bardzo dynamiczne trzy zdania i nawet kawałek otoczki - być może, jeśli się spodoba, pomyślę nad czymś dalej.



Bar „Pod Koronkowymi Majteczkami” przy autostradzie krajowej.

- Pierdolone monstrum!
Cały lokal ucichł. Jedynym dźwiękiem zakłócającym ciszę było spokojne stukanie sztućców i wrzask podpitego mężczyzny. Wszyscy obecni pochodzili z niewielkich miasteczek, lub byli kierowcami ciężkich pojazdów, a takich ludzi – jak powszechnie wiadomo – cechuje przede wszystkim chorobliwe łaknienie sensacji i awantur. Zwłaszcza, gdy sensacja lub awantura kręci się wokół kogoś innego niż oni sami.
- Skrzydlata kurwa, niedoruchana krowia spierdolina! – wrzeszczał mężczyzna, rozbryzgując wokół ślinę i kawałki jedzenia. Był starszy, otyły i roztaczał dokoła aurę z mocną nutą przetrawionego piwa. – Do ciebie mówię, suko, czy może po ludzku nie rozumiesz?! Co ty sobie wyobrażasz, tak przychodzić do BARU DLA LUDZI?!
Zamilkł, gdy kobieta będąca powodem jego krzyków podniosła w górę dłoń.
- Przepraszam, ale przeszkadza mi pan w jedzeniu. Mógłby pan łaskawie drzeć się jak stara szmata gdzieś poza granicami mojego słuchu? – odparła mu grzecznie. Żałowała, że w wiszącym naprzeciwko lustrze nie widziała twarzy awanturnika i mogła jedynie wyobrażać sobie, jak ta nachlana twarz nabiega mu krwią.
Mężczyzna zapowietrzył się, wypinając pierś w zatłuszczonym podkoszulku, z którego każdą dziurą wystawały kępy włosów.
Nie trzeba było długo się zastanawiać, by stwierdzić, że kobieta siedząca przy stoliku w istocie nie była człowiekiem. Wystające spod krótkiej fryzurki szpiczaste uszy oraz pręga futra idąca wzdłuż kręgosłupa i ginąca pod obcisłym topem były jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Rzucające się w oczy było przede wszystkim coś, co wyglądało jak metrowej długości druty doczepione do nadgarstków – i co było w rzeczywistości pewną odmianą nietoperzych skrzydeł. Połączone ze sobą błoną lotną kości wyrastały spod nadgarstka i w tym momencie były przytroczone do przedramion skórzanymi karwaszami, żeby się nie rozwijały. Błona była połączona z rękoma na całej ich długości, przechodziła pod pachami, po bokach tułowia i kończyła się dopiero w okolicach kolan. Bynajmniej nie przeszkadzała ona kobiecie w noszeniu wojskowych bojówek i obcisłego topu – dla niewprawnego oka wyglądało to, jakby skóra zwyczajnie przechodziła przez materiał. Ostatnim elementem, który tak wściekał mężczyznę, był krótki, porośnięty sierścią ogonek, który teraz machał do niego przez dziurę w spodniach nietoperzycy.
Awanturnik przez chwilę stał nieruchomo, wpatrując się w znienawidzoną sylwetkę, a gdy bar znów się ożywił, błysnęła mu w oku szatańska iskierka. Wydobył z kieszeni myśliwski nóż i czekał na dogodną okazję, by skoczyć na swoją przyszłą ofiarę.
Zamachnął się. W barze rozległ się wrzask. Nóż upadł na ziemię. Mężczyzna spróbował wyrwać swój nadgarstek z uścisku kobiety. Wstała od stołu i wyginała mu rękę, aż ukląkł.
- Posłuchaj mnie, człowieczku – syknęła, świdrując pijaka wzrokiem. Oczy miała duże, migdałowe, o tęczówkach tak ciemnych, że wyglądały jakby miała jedynie źrenice. – Musisz mieć niezwykły tupet, żeby zamachnąć się na mnie nożem. Masz szczęście, że ktoś na górze był na tyle mądry, żeby nas wszystkich wychowywać w czymś w rodzaju rodziny, bo mam teraz dość współczucia dla twojej, by cię nie zabijać. Choć pewnie lepiej by było, gdybyś się nie rozmnażał. – Splunęła mu pod nogi i kontynuowała tym samym, sykliwym tonem: - Tak bardzo nas nienawidzisz, jednostek specjalnych? A myślisz, że kto, do kurwy nędzy, bronił cię w ostatniej wojnie? Inni ludzie? Maszyny? Nie, moja ty rybeńko, my. My lecieliśmy w nocy na zwiad, bo dobrze osłonięte ciało trudniej wykryć od maszyny. My sabotowaliśmy wrogie jednostki, bo maszyny za łatwo przeprogramować. NASZE JEDNOSTKI WYBIEGAŁY PRZED STRZAŁY I GINĘŁY, A WY NAWET TEGO NIE POTRAFICIE DOCENIĆ. A wiesz, co jest najgorsze? Że nie zdecydowaliśmy o tym sami. Nie wybraliśmy wojskowej kariery, bo zostaliśmy do niej stworzeni! Jesteśmy ludźmi, którzy nie mogą żyć jak normalni ludzie, a TY SIĘ OŚMIELASZ BLUZGAĆ NA MNIE I WYCIĄGAĆ NÓŻ?!
Mężczyzna patrzył prosto w jej oczy i chociaż chciał się odwrócić – nie był w stanie, zbyt sparaliżowany strachem. Różowy obłoczek alkoholowych oparów w niezwykle szybkim tempie ulatniał mu się z głowy, pozostawiając jedynie świadomość, że może nawet zginąć. Czuł, jak po ręce spływa mu krew z miejsc, gdzie kobieta wbiła mu grube pazury. Na pewno była w stanie zrobić mu większą krzywdę. Ciepło rozlało mu się po spodniach i zawirowała kałużą koło kolan.
- Ed – nietoperzyca zwrócił się do barmana. Puściła pijaka, który osunął się na ziemię. – Weź chłopaków, niech go wyniosą. I daj jakąś szmatę, zanim ci się lokal zaśmierdnie.

Pół godziny później kobieta stanęła przed barem „Pod Koronkowymi Majteczkami”, swoim ulubionym jak dotąd lokalu. Było tam względnie spokojnie, a starzy bywalcy odważyli się nawet ostatnio usiąść z nią przy stoliku. Westchnęła żałośnie. I cała ta robota znowu na nic, przez jakiegoś jednego imbecyla...
Zdjęła karwasze, rozwinęła skrzydła i poleciała w kierunku swojej jednostki.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki [wulgaryzmy]

Post autor: Siemomysła » 28 maja 2014, 11:56

Hym.

Ogromnie trudno coś powiedzieć. To taki krótki kawałek, wprawka taka. Znalazły się w nim literówki tu i ówdzie, chyba ze dwie rzuciły mi się w oczy, ale nie wiem, czy Ci zależy by je wskazywać. Co będzie dalej z tym tekstem? Warto patrzeć na niego pod kątem hiperpoprawności, tam gdzie literówka nie zaburza rozumienia? Nie wiem.

Właściwie nie poczułam atmosfery tym razem. Za założenia jest to przejmujące, mamy tą co przelewała krew za ludków, którzy uważają ją za niegodną przebywania w ich towarzystwie. Ohydna sprawa, smutek, żal, współczucie, wściekłość. Wyobrażam sobie, że takie uczucia powinny się we mnie zalęgnąć po lekturze. Ale się nie zalęgły, bo nie zdążyły. Tak zupełnie nie zdążyły. Po prostu za mało do czytania, Stworze, a na dodatek wszystko z zewnątrz. Spoza bohaterów. No, może poza jej ostatnią myślą, która zresztą wydała mi się przesadzona. Czemu? Bo to był tylko jeden wrzeszczący facet. Pijany imbecyl jak go sama określiła. Tak naprawdę nie widzę w tym kawałku reakcji innych, a z właścicielem przybytku jest najwyraźniej w dobrych stosunkach - tak odebrałam to zwrócenie się do niego po imieniu.

No za mało tym razem.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki [wulgaryzmy]

Post autor: pierdoła saska » 29 maja 2014, 07:36

Mam ci ja mieszane uczucia, bo to takie szalenie wyrwane z jakiegoś kontekstu. Jakiś bar, jakiś świat, jacyś ludzie, jakaś wojna - wszystko takie jakieś i przez to spływające po mnie jak woda po kaczce. ktoś się drze, ktoś krzyczy i wylewa zaszłe żale i choć czyta się to całkiem nieźle, jest i jakiś opis, żeby sobie wyobrazić scenę - czyli na plus w kontekście tego, co napisałaś we wstepniaku, są wypowiedzi nacechowane emocjami lub wulgaryzmami, które te emocje jakoś tam reprezentują, a mimo tego... No przeczytałam. Szybka, rach ciach i tyle. Niespecjalnie zostało mi w głowie coś po przeczytaniu i to chyba nie tylko wynik pogody, ale jeśli to tylko wprawka nakierowana na coś, a nie pewna całość, to się obroni. :)


PS "Wszyscy obecni pochodzili z niewielkich miasteczek, lub byli kierowcami ciężkich pojazdów" - to miało tak wyjść, że kierowcy broń borze z małych miasteczek nie pochodzą? XD
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Stwórcze miniaturki [wulgaryzmy]

Post autor: Kanterial » 02 czerwca 2014, 00:54

Stworze.

Przeczytałam. Na pewno nie zaskoczę Cię oceną - nie umiem ocenić. Dostaniesz więc garść moich wniosków po zapoznaniu się z obiema scenkami. Jeśli chodzi o pierwszą - jak doczytałam, z góry przez Ciebie zaplanowaną schematycznie, ułożoną pod dobro vs zło i haczącą o dynamikę... Ok. Kanterial approve. Widzę, że nie ma sensu wysyłać spoilera z błędami, bo nie o to Ci chodziło, by stworzyć tekst, tylko by poćwiczyć. Założenia spełniłaś, sytuacja jest nakreślona dosadnie, wiem przez cały czas, o co chodzi (to, wbrew pozorom, bywa wielki problem). Sikorka to 100% protagonisty a jej oprawca to czysty antagonizm. I co dalej? Ucieszyło mnie to, że sięgnęłaś głębiej. Poza opisem walki ukazujesz motywacje bohaterki. Jest moment "out" - ten z przemyśleniami, gdy Sikorka odpływa, i to najmocniejsza część tego tekstu. Ona działa, ona zachęca, intryguje. No i początek, bo przyznać muszę, że to było obrazowe. Lubię przemoc w tekście, ale czasem obawiam się, że zadziała na mnie aż za bardzo i wiedz, że tu się przestraszyłam. Że mnie obrzydzisz tak, że aż będę musiała zrobić przerwę. Ale tak nie było, nie przeholowałaś. Dotarłam do samej walki... to niestety wypadło gorzej. Nie chodzi o techniczną warstwę. Technicznie ok, nie czepiam się, powiedziałabym wręcz, że umiesz pisać dynamiczne sceny walki. U Ciebie zabrakło tego drugiego, tego tła, "dopieszczenia". Walka jest przede wszystkim przesadzona (takie sprawia wrażenie, nie przekonuje), mam na myśli, że Sikorka nagle robi się OP (wow, do licha, czemu? bo motywacja w formie uczniów to za mało) brakuje momentu przejścia, uzasadnienia mocy, którą ona nagle może dysponować. Wróg szybko przegrywa, nie stawia za bardzo wysokich wymagań... Sama nie wiem. Zszokowało mnie to, że ona nie chciała, by cierpiał umierając (po tym co jej zrobił) ale to na plus dla ciebie, niech będzie, to mnie zaintrygowało. Pozostają jednak uwagi. Różne. Jak ona w ogóle była w stanie to zrobić, jak mogła pomyśleć, że musi uwolnić tych durniów "bo pomrzemy" gdy właściwie była już ochłapem mięsa... no i była sparaliżowana, miała zmiażdżony kręgosłup, więc jak w ogóle walczyła (?!)... ale to wszystko inna sprawa. Dynamika była, techniczna strona była. Zabrakło kunsztu wykonania i realiów (ale to już zachowasz pewnie na prawdziwy, pełny tekst).
Ale namieszałam, co :facepalm:

Druga scenka wprawiła mnie w lekki szok - bo naprawdę nie wiem co napisać. To cholernie trudne, komentować coś tak pozbawionego... kontekstu. Bo nie mogę ocenić nic poza tym jak budujesz zdania XD Nic emocjonalnie nie trzasnęło, gdy czytałam. Nie znam bohaterki, więc mnie, za przeproszeniem, gówno obchodzi to, czy ona jest niesłusznie pomiataną bohaterką, czy złośnicą, czy człowiekiem, czy nie człowiekiem. Dlatego uważam, że cała jej wypowiedź to zmarnowany, mocny przekaz. Oj tak, to by zadziałało, gdyby ona mnie obchodziła. Jej ambicje, jej żal, jej tłumiona pogarda dla ludzi, ludzka przyziemność. Ale, jak wspomniałam - nic. Nic mnie nie ruszyło. Obrazowość -jest. Facet śmierdzi, jest pijany, gruby, owłosiony, przerażony, w kałuży własnych szczyn. To ci się udało.
Poza tym masz jedynie mocną wypowiedź, która nie wnosi w tekst emocji (a przecież od nich kipi). Konkluzja? Wątpię, by opłacało ci się pisanie takich pourywanych scenek na dłuższą metę, Stworze! Obyś zmierzyła się z nimi i jak najszybciej spróbowała ogarnąć coś "kompletnego".
Weny.

Acha. I jestem zaskoczona. Pozytywnie. Umiesz pisać, tylko nie piszesz. Jeszcze. To jak nienaoliwiona maszyna.
Czekam.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Cosinus
Posty: 241
Rejestracja: 26 września 2010, 11:15
Kontaktowanie:

Re: Stwórcze miniaturki [wulgaryzmy]

Post autor: Cosinus » 08 czerwca 2014, 22:31

Stwór pisze:a gardło rozpaczliwie próbuje przemieścić tlen do płuc i krew do mózgu.
gardło krwi raczej nie przemieszcza
Stwór pisze:Oni, nie tak dawno śmiejący sami siebie nazywać przyszłością
nie podoba mi się te słowo "śmiejący", czytając od razu moje myśli powędrowały gdzie indziej, może "mający czelność", albo coś takiego?
Stwór pisze:była to pustka, a więc nie miała barwy, góry czy dołu, ani nawet prawa czy lewa.
"ani nawet prawa czy lewa" - zupełnie mi to nie pasuje
Stwór pisze: I dziecka, które nawet nie zdążyła przyjść na świat.
literówka
Stwór pisze:jednak alchemia nieprzekraczająco poziomu jej uczniów dalej
literówka
Stwór pisze:Przeturlała się po ziemi, krzywiąc się z bólu i zmiażdżoną dłonią chwyciła mężczyznę za kostkę.
Nie kupuję tego, chwycić kogoś za kostkę zmiażdżoną ręką, to jest jak dla mnie niewykonalne
Stwór pisze:przerzuciła nad sobą zdrowszą dłoń
jak dla mnie bardziej naturalnie brzmiałoby "zdrową dłoń"

SpoilerShow
Ocknęła się, gdy gwałtowne uderzenie wstrząsnęło jej ciałem. Zachłysnęła się powietrzem, które teraz paliło gardło i płuca, z ust pociekł jej śluz, którego nie potrafiła przełknąć ani wypluć. Mężczyzna cisnął jej bezwładnym ciałem o ziemię i teraz leżała na nagich skałach. Skały...
- Jeszcze żyjesz! – radośnie zaszczebiotał wojownik, zwracając ku niej twarz. – A już myślałem, że to koniec zabawy. Widzicie? – zwrócił się do rzędu zawieszonych w powietrzu klatek, gdzie wisieli jej uczniowie. – Ta wasza Sikoreczka ma jednak trochę wigoru w sobie! Ciągle jeszcze żyje!
Odwrócił się, a to dało kobiecie lekką przewagę. Była słaba i ledwie żywa, nie miała wystarczająco energii, by korzystać w pełni ze swych umiejętności, jednak alchemia nieprzekraczająco poziomu jej uczniów dalej była w zasięgu jej zmasakrowanych dłoni. A dookoła siebie miała litą skałę. Leżała na niej, skała była wszędzie, gdzie okiem sięgnąć i ciągnęła się głęboko pod nimi – to dawało mnóstwo materiału do manipulacji.
Przeturlała się po ziemi, krzywiąc się z bólu i zmiażdżoną dłonią chwyciła mężczyznę za kostkę. Ten, oczywiście, od razu odwrócił się i uniósł miecz, by zadać cios – była jednak przygotowana. Poczekała, aż broń zacznie sunąć w jej kierunku i, łapiąc materiał ze skały, przerzuciła nad sobą zdrowszą dłoń, tworząc tarczę z kamiennej skorupy. Zadbała jednocześnie, aby wybrać nieco materiału spod stóp mężczyzny, by możliwie dyskretnie uwięzić jego stopy w podłożu. Nie zauważył. Miecz uderzył wskałę, która ustąpiła, a ostrze rozpruło kobiecie bark. Wrzasnęła z bólu, a gdy zachęcony tym oprawca przygotował się do kolejnego ciosu, znów otoczyła się kamienną tarczą, pogrążając jednocześnie przeciwnika po kostki w skale niczym w ruchomych piaskach.
Przyłożyła dłoń w miejscu, gdzie spodziewała się uderzenia – i istotnie, po ułamku sekundy poczuła jak stal przeszywa jej do niedawna jeszcze całkiem sprawną dłoń. Z trudem stłumiła krzyk, który wraz ze spazmem bólu szarpnął jej ciałem. Musiała jednak poświęcić dłoń, żeby dostać się do stali, którą teraz mogła stopić ze skałą, mając nadzieję, że przeciwnik jej nie wyszarpie.
Mężczyźnie z dzikim wrzaskiem szarpnął za broń, wyłamując ją razem z częścią skały, której odłamki posypały się na poranioną kobietę, i jednocześnie przekonując się, że nie może poruszyć stopami, przez co ledwie zachował równowagę. Zamachnął się mieczem, który teraz mógł sprawować co najwyżej funkcję kiepsko wykonanej maczugi, jednak Sikorka odbiła się rękoma tak, że cios uderzył w jej nogi. Skrzywiła się z powodu piekącego bólu w rękach. Nogi mogła już spisać na straty, chociaż ich widok teraz przyprawił ją o mdłości.
Gdy kolejny cios nadszedł, skrzyżowała ostrze z pośpiesznie wykonanąskalną lancą – musiała jedynie dostać się do kamienia otaczającego miecz, by złączyć je razem i wyrzucić broń z dłoni mężczyzny. Była zbyt słaba, by efektownie odrzucić ją w tył, udało jej się jednak przetransportować ją z dala od zasięgu jego rąk.
Początek mi się nie podobał, według mnie brzmiało to tak na siłę trochę. Potem była jakby taka chwila wytchnienia, gdzie mieliśmy przemyślenia bohaterki i dalej moim zdaniem już było dużo lepiej i płynniej, wprawdzie dość sporo powtórzeń się pojawiło, ale to można stosunkowo łatwo wyćwiczyć. Niektóre powtórzenia są ok i widać, że są celowe, ale często można byłoby się bez nich obyć.
Przez to, że scena jest wyrwana i nie mamy w zasadzie żadnego opisu zewnętrznego występujących postaci, to wg mnie znacznie trudniej sobie to wszystko wyobrazić, bo oprócz, że odgrywam sobie w głowie tę walkę, to muszę dodatkowo zastanawiać się nad wyglądem bohaterów, co odciąga moją uwagę od tego pierwszego.
Jak na Twój jeden z pierwszych opisów, to nie jest źle, ale widać, że są jeszcze rzeczy nad którymi musisz popracować: zachować płynność - bo tego czasem brakowało, wyeliminować powtórzenia i postarać się jednak wprowadzić choć szczątkowy opis postaci, to jest to na co ja szczególnie zwróciłem uwagę podczas czytania.

ODPOWIEDZ