UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

O trupie w szafie

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 28 kwietnia 2012, 17:11

Szczerze mówiąc, wrzucam by zmotywować się do dalszego pisania tego czegoś. Opowiadanko, w sumie już mniej więcej wiem, jak potoczy się dalej. Na razie mam 5 stron, tu jest 1,5... Zobaczymy, zobaczymy. Liczę na Was ^^

Słowem wstępu
Należy chyba zacząć od tego, że nigdy nie bałam się szaf. I tak, myślcie, co chcecie, ale ja jestem poważna. Wciąż docierają (i docierały w przeszłości) do mnie rozmowy matek o dzieciach:
„- Wiesz, Halinko, mój Piotruś to boi się szafy w swoim pokoju. Jak tylko zgasi się mu światło i wyjdzie, zostawiając go samego, zaczyna płakać i krzyczeć, że w szafie siedzi potwór.
- A widzisz, Marzenko, mój Kubuś ma tak samo! Ale oprócz szafy, to jeszcze boi się podłogi pod łóżkiem...”
I tak dalej, i tak dalej… Nie ma to jak sąsiadki z dziećmi. Gadają ciągle o tych rozwrzeszczanych bachorach, jakby to były drogocenne perełki, a nie przerażające monstra. Ale wracając do tematu - oprócz tego, że nie bałam się szaf, powinnam też wspomnieć o tym, że jestem dorosła. W odróżnieniu od tych maluchów, wiedziałam, że jedyne co mieszka w szafie, to ubrania.
Pewnie macie wrażenie, że dokądś to wszystko zmierza, prawda? A i owszem, macie rację. Bo pewnego dnia, znalazłam w swojej szafie trupa. Najprawdopodobniej teraz myślicie „Trup w szafie, dobre sobie! Haha, świetny żart! Może od razu trup żywy, ubrany w garnitur i błyszczące buty?” . No i muszę wam powiedzieć, moi drodzy, że niestety znów dobrze myślicie.
Mam swojego własnego trupa. Fajnie, co nie? Nie, nie fajnie. Bo trupy mają to do siebie, że powinny być martwe i rozkładać się gdzieś na cmentarzu, pięć metrów pod ziemią. Nie w pokojach. Nie w mieszkaniach. Nie w szafach! No przepraszam bardzo, że się unoszę, ale… no ten. Właśnie.

Słowem retrospekcji

Nie zdarza się wcale często w mojej niewielkiej wsi, zwanej Deszczowym Dołem, żeby ulewa nie pozwalała normalnym ludziom wyjść rano do pracy. I choć Deszczowy Dół to pesymistycznie brzmiąca nazwa, nie ma tu wcale żadnego dołu. Deszcz jest, i owszem, lecz niestety tylko wtedy, kiedy nikt go nie chce i nie potrzebuje. Właściwie, co najmniej raz w miesiącu mamy tu lokalną suszę. Wtedy nie pomaga nic, nawet rozpalenie na głównym placyku wielkiego ogniska i taniec wokół niego ze śpiewem na ustach. Nie, nie, to nie ja tego próbowałam. A wiem o tym, ponieważ raz mieszkańcy zrzucili się na zaklinacza pogody. Przez kilka dni szaman biegał po rynku dookoła płonącego stosu, drąc się wniebogłosy, a czasem, dla większego efektu, mieszając jakieś dymiące mikstury, które lądowały następnie w płomieniach i wybuchały. Kiedy nawet to nie odniosło skutku, czym zarówno zaklinacz pogody, jak i mieszkańcy wioski byli niepomiernie zdumieni, niezadowolony specjalista od przywoływania deszczu obraził się, i mówiąc sołtysowi, że wieś jest przeklęta, spakował się i wyjechał. Dziwnym trafem, po całym tym zamieszaniu zrobiło się jeszcze bardziej sucho.
O tym właśnie rozmyślałam sobie, siedząc przy stole w kuchni z kubkiem ziołowego naparu, i wyglądając przez okno. Krople deszczu dzwoniły o szyby jak oszalałe, by zaraz spływać po nich strugami podobnymi do wodospadu. Wiatr zawodził niczym zdesperowany wilk i łomotał o ściany mojej niewielkiej chatki, aż zaczynałam się martwić, czy zaraz nie oderwie jej od podłoża i nie odfruniemy. W sensie ja, mój ziołowy napar i chatka.
Westchnęłam ciężko, zastanawiając się, co powiedziałby na to mój szef. Zapewne wrzeszczałby coś w rodzaju „To, że twój dom został porwany przez wiatr, nie oznacza wcale, że możesz nie przychodzić do pracy! W tej chwili do roboty, albo nie dostaniesz pensji!”, przy okazji opluwając i siebie, i mnie. Na tę myśl wzdrygnęłam się mimowolnie, wylewając na siebie trochę napoju, i poszukałam wzrokiem chusteczki. Chwała tym pomocnym, bo jeden z nich szybko podał mi kawałek papierowego ręcznika. Przyjęłam go z wdzięcznością i zaczęłam osuszać koszulkę, mrucząc jakieś „dziękuję”. W jednej chwili zamarłam i szybko oceniłam sytuację. Mieszkałam sama. Nie miałam współlokatora, gościa, ani zwierzątka.
- Ależ nie ma za co – rozległo się za mną.
To naprawdę nie była moja wina, że poderwałam się z wrzaskiem i rzuciłam w tamtą stronę trzymaną w dłoni mokrą papierową kulą. No… może troszkę moja.
- O Matko Naturo! – krzyknęłam, już stojąc, i chwyciłam krzesło, na którym przed chwilą siedziałam, zasłaniając się nim niczym tarczą.
- Ależ proszę pani, ja nawet kobietą nie jestem – odpowiedział stojący przede mną facet z pełną powagą. Z ciekawości aż na niego zerknęłam.
Rzeczywiście, nie ulegało wątpliwości, że był mężczyzną. Do tego wysokim, całkiem przystojnym, ładnie zbudowanym, i eleganckim. Stał sobie przede mną w czarnym garniturze, z czerwoną różyczką przypiętą do klapy marynarki, i w wyglansowanych na najwyższy błysk butach. Włosy miał przydługie, bardzo jasne, prawie białe, kontrastujące ze strojem i ciemnymi oczami. Kilka kroków za nim, po drzwiczkach lodówki zjeżdżał mokry kawałek papierowego ręcznika, aż w końcu odkleił się i pacnął o podłogę z dziwnym chlupnięciem. Fascynujące.
- Czy mogłaby pani opuścić krzesło? Czuję się niezręcznie – poprosił uprzejmie.
- Pan się czuje niezręcznie?! To ja się czuję niezręcznie! Skąd pan się tu wziął?! – ryknęłam na niego trochę mniej uprzejmie.
[p]- Może usiądziemy spokojnie i napijemy się herbaty? – zaproponował. – Wtedy pani wyjaśnię – dorzucił, patrząc z pewną obawą na moje rozczochrane rude włosy, różową koszulę nocną i wielkie kapcie w kształcie krówek.
[p]Spoglądając na niego tak nieufnie, jak tylko się dało, by zrozumiał przekaz, opuściłam prowizoryczną tarczę i odstawiłam ostrożnie na podłogę.
[p]- Jestem spokojna. Niech pan siada, a ja zrobię herbaty – burknęłam niezadowolona. Wiedziałam, że to niebezpieczne rozmawiać z obcymi, którzy znienacka pojawiają się w twoim domu, odwracać się od nich i robić im herbatę, no ale cóż mogłam poradzić? Wykopałabym go z hukiem przez drzwi, gdyby nie to, że przez ten cały wiatr nie dało się ich otworzyć.
[p]Wody na szczęście nie musiałam gotować ponownie, była jeszcze ciepła. Zaparzyłam czarnej herbaty w dzbanku, złapałam cukierniczkę i połówkę cytryny z lodówki, po czym, tak wyposażona, pomaszerowałam z powrotem do stolika. Postawiłam to wszystko przed nieznajomym i wróciłam po drugi kubek i łyżeczkę. Gdy w końcu usiadłam ponownie na swoim miejscu, Pan Garnitur spojrzał na mnie w milczeniu, jakby oczekiwał, że zacznę rozmowę. Dobre sobie, nie będę się poświęcać. Trwaliśmy tak w ciszy przez następne pół godziny, dopóki moja ciekawość nie zwyciężyła.
[p]- No to skąd pan się tu wziął? – burknęłam wreszcie, starając się nie pokazać po sobie zainteresowania.
[p]- Właściwie to dosyć skomplikowane. Niezbyt wiele pamiętam, ale chyba wczoraj ktoś mnie zabił, i próbując ukryć zwłoki, wniósł do najbliższego domu przez tylne wyjście. To był pani dom.
[p]Zaklęłam, aż mój gość się speszył. I nie chodziło wcale o to, że był trupem, jeszcze nie wtedy.
[p]Do diabła z tylnym wyjściem, zawsze zapominałam, by zamknąć je na klucz.

c.d.n.
Obrazek

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: pierdoła saska » 30 kwietnia 2012, 10:11

Sympatyczne i póki co więcej powiedzieć nie mogę. Przeczytałam, nieco zazgrzytałam ząbkami przy próbie wmawiania mi co myślę (ale próba była krótka i nienachalna, więc się rozwodziła nad nią nie będę, poza tym to moje przewrażliwienie na taki zabieg i jako takie jest ono bardziej niż bardzo subiektywne). Czytało się lekko. Narracja pierwszoosobowa wychodzi ci tu ok, bez zbędnego plątania się i ma charakter, czyli wykorzystujesz jej potencjał. (Michał: a ty zaczynasz bełkotać // Marša: milcz). Fabuły jest póki co mało, ale to co już pokazałaś jest ciekawe, albo lepiej pasowałoby to nazwać nietuzinkowy. Gadający trup z szafy... Hymmmm. Czekam na ciąg dalszy.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Gasp » 02 maja 2012, 09:06

Tak na wstępie - dzieci boją się podłogi pod łóżkiem? Zawsze myślałem, że stereotypowo to ciemność jest przedmiotem strachu, a tutaj - podłoga. Nie wiem, czy chciałaś podkreślić namacalność tego, czego się boimy, czy tak po prostu wyszło.
A tekst bardzo, bardzo przyjemny, leciutki, wywołujący uśmiech na twarzy. Bohaterka wzbudza niewymuszoną sympatię, zostawiając po sobie niezwykle pozytywne wrażenie. Zastanawiam się tylko, czy tutaj nie dałoby się jakoś zręczniej wybrnąć:
Maradine pisze: Na tę myśl wzdrygnęłam się mimowolnie, wylewając na siebie trochę napoju, i poszukałam wzrokiem chusteczki. Chwała tym pomocnym, bo jeden z nich szybko podał mi kawałek papierowego ręcznika.
Czytając po raz pierwszy ten fragment miałem wrażenie, że "tymi pomocnymi" są chusteczki, zdziwiło mnie więc niepomiernie, kiedy jeden z nich podał bohaterce ręcznik. Musiałem się cofnąć, potem przejść kawałek dalej, znowu się cofnąć, żeby scena nabrała dla mnie sensu. Być może przy szybszym czytaniu, ten moment wypada bardziej naturalnie, ja musiałem wybić się na chwile z rytmu. Przy czym nie mam pojęcia, jak można by tutaj coś zmienić.
Czekając na ciąg dalszy...
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 02 maja 2012, 10:14

Ahh, myślałam, że nikt nie zauważy ^^" Szczerze mówiąc, też kiedy ostatnio czytałam ten fragment, to nie wiedziałam o co chodzi xD

A jeśli chodzi o podłogę - to z punktu widzenia bohaterki była podłoga. Zabrakło jej wyobraźni na ciemność i potwory ^^

Dzięki Wam za komentarze :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Ghar'Amel » 02 maja 2012, 12:27

Czytałam to już, pamiętasz?
Zaraz nawet zajrzę do archiwum, by poczytać część dalszą :P.
Jak wspominałam wcześniej: chodzące trupy rozwalają system. Oczywiście, powinien jeszcze śmierdzieć, mieć mózg na wierzchu czy inne takie, ale wybaczę mu tylko dlatego, że umarł dzień wcześniej, więc pewnie nie miał czasu, by zacząć w pełni się rozkładać. Ach, no i dodam do tego jeszcze jego (przerażającą) uprzejmość.
Podoba mi się to, jak lekko piszesz. Treść jest czytelna, nie motasz, nie bałaganisz - ot, stwierdzam fakty.
Dalej, dalej ^^
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

RE: O trupie w szafie

Post autor: Kanterial » 02 maja 2012, 18:48

No, nie powiem, nietypowe. Kojarzy mi się z opowiastkami Mrożka O.o.

Widzę, że "ci pomocni" już są (trochę nad tym siedziałam), więc nie będę drążyć. No dobra. Muszę powiedzieć, że najbardziej z całego tekstu podoba mi się drugi akapit z części "Słowem wstępu". Jest wspaniały - to jest właśnie ta chwila, kiedy siadasz i myślisz "Ach, jednak będzie opcja hardcore". No i była, bo tekst jest naprawdę z kosmosu wzięty.

Moment z podaniem chusteczki to już w ogóle miałam przed oczami - tak zawsze jest w kreskówkach. ktoś coś podaje, albo w czymś pomaga... No, a potem ten kot czy inna mysza ma takiego przykrego "nieogara" >________<.

Myślę, że lanie wody nie ma sensu, więc: Po pierwsze, podobało mi się... Hmm, na poziomie tej serii o malarzu. Jest naprawdę w porządku, choć to jesteś Ty w nieco innym wydaniu - nie sądziłam, że po przeczytaniu Karalucha Wyroczni coś mnie jeszcze zdziwi, a tu proszę O.o.
Najśmieszniejszy zdecydowanie jest kawałek o szamanie - bardzo ładna nutka ironii, wielorybie. Albo aronii, w Twoim przypadku to tam... Jeśli miałabym czegoś się czepić, to tego, że mało jest akcji z trupem. Innymi słowy, to jest za krótkie. Coś tłumaczyć, czy wiesz już, że masz dodać (najlepiej te 3 i pół strony) w najbliższym terminie?

Ja mam czas, ja poczekam.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 02 maja 2012, 18:58

Dzięki, kocham Was xD
Obrazek

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Plastikowy Jezus » 04 maja 2012, 14:32

No, jest trup, trochę żywy i rozmowny, ale nadal fajny; jest herbatka, która, jak powszechnie wiadomo, najlepiej łagodzi spory między żywymi i martwymi; jest wiele innych rzeczy - jak krzesło, albo fajna narracja. Kurde, wszystko jest, tylko mało i to wypadałoby zmienić.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 04 maja 2012, 15:01

O, wielki powrót, i do tego akurat w moim temacie. Witam :P

Dzięki za opinię - co do ilości, myślę, że coś da się z tym zrobić. Planuję wstawić kolejną część 14 maja <łoho, snujemy plany>
Obrazek

Awatar użytkownika
grahnar

RE: O trupie w szafie

Post autor: grahnar » 08 maja 2012, 21:14

Masz dobry warsztat i oczywiście ciekawy, groteskowy pomysł :) Muszę przyznać, że jedno z nielicznych opowiadań forumowych, które trzymają poziom przez cały tekst. Zapewne profesjonalny korektor by się do czegoś przyczepił, ja nic nie znalazłem, a czytałem uważnie :)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 08 maja 2012, 21:20

Dziękuję bardzo za komentarz! :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: O trupie w szafie

Post autor: Maradine » 13 maja 2012, 17:15

Dalej...


Słowem wyjaśnienia

Możecie być zdziwieni, iż nie zdziwiło mnie, kim okazał się mój gość. Tak, tak, trupem. Wyobrażacie sobie zapewne, że na tę wiadomość, jak każda przyzwoita kobieta, powinnam zacząć wrzeszczeć jak opętana i biegać w kółko. Niestety, nic z tych rzeczy, choć zdradzę wam w tajemnicy, że czasem naprawdę chciałabym tak reagować na zjawiska tego typu. Jednakże, jako wiedźma, zła dusza, diabelski pomiot itp., itd., musiałam być przygotowana na wszystko. Oczywiście w żadnym stopniu nie oznaczało to, że sytuacja, w której się znalazłam, napawała mnie radością.
- No i co ja z panem zrobię? – zapytałam po raz trzeci w ciągu ostatnich dwudziestu minut, załamując ręce. – Nie mogę pana zabić, bo jest pan już martwy, nie mogę zakopać, bo jeszcze żywy…
- Może mógłbym… - zaczął niepewnie mój nieproszony gość, jednak, jak za poprzednimi kilkoma razami, nie dałam mu dojść do słowa. Zachowywałam się bardzo wiedźmio, wiem, ale to, co działo się w głębi mnie, nie mogło wydostać się na zewnątrz pod postacią ślinotoku. Po prostu im dłużej patrzyłam na tego młodego faceta, tym bardziej mi się podobał. O bogowie brońcie i wypchajcie się ślimakami…
- Nie, nie! Niech pan nic nie mówi! Ja zaraz wymyślę! – wykrzyknęłam z paniką, odwracając się do niego i przypadkiem zrzucając łokciem na podłogę jakieś plastikowe pudełko z szafki, przy której stałam. Natychmiast oboje rzuciliśmy się, by je podnieść, boleśnie zderzając się głowami. A przynajmniej mnie bolało, bo nie wiem, czy martwych coś może… Klapnęłam tyłkiem na podłogę, a on rąbnął w ziemię kolanami. Na moment zamarliśmy, jakbyśmy oboje mieli nadzieję, że to wszystko to dziwaczny sen.
- No to ten… - odchrząknęłam. – Tak w ogóle, to Zelka jestem – przedstawiłam się i wyciągnęłam do niego dłoń. Tak po prostu, jakbyśmy wcale nie siedzieli na podłodze w kuchni, ja w koszuli nocnej i krówkowych kapciach, a on w nieskazitelnym garniaku. Jakbym ja wcale nie była wiedźmą, a on trupem.
- Arwa – powiedział, i wciąż na kolanach, chwycił moją dłoń i ucałował z galanterią. O bogowie, jak tak teraz pomyślę, to musiałam zrobić się wtedy czerwieńsza niż pomidor. Na szczęście z opresji wyrwał nas huk grzmotu, dobiegający z zewnątrz. Natychmiast skoczyłam na równe nogi, wyrywając mężczyźnie rękę.
- Chyba… yyy… może… - zaczęłam dyplomatycznie. – Wydaje mi się, że… no, że dosyć spora burza jest – wydukałam niezdarnie. No tak, ja też się zastanawiam, gdzie podziała się ta moja cała odwaga, która ujawniła się, gdy miałam zamiar rozwalić gościowi łeb krzesłem. I tak, też nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Arwa oczywiście spojrzał na mnie jak na idiotkę. No, można było się tego spodziewać.
- Racja – przytaknął ostrożnie. – I co w związku z tym?
- No to może tego… Może byś… może by pan na razie został, dopóki nie przejdzie – wykrztusiłam w końcu. Za każdym razem jak spojrzałam, był coraz przystojniejszy. Nie pomagała żadna autoterapia typu „ogarnij się kobieto, on nie żyje!”.
- Byłbym wdzięczny – oznajmił poważnie, wstając lekko i skłaniając głowę. – I wystarczy, jeśli będzie mi pani mówić po imieniu.
- Mhm… A zatem… Porozmawiajmy – rzuciłam i wróciłam na swoje miejsce przy oknie. Po chwili wahania dołączył do mnie. – Zakładam, że pa… twoja wizyta u mnie nie jest do końca przypadkowa.
- Na jakiej podstawie? – zapytał, unosząc ironicznie jedną brew. Pewnie sobie pomyślał, że… a zresztą, nieważne, co pomyślał.
- Gdyż prawie na co dzień mam do czynienia z takimi problemami, jak pa… twój – wyjaśniłam cierpliwie, podczas gdy on odsuwał swoje krzesło i siadał na nim. – Jestem miejscową wiedźmą – dorzuciłam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Nie wybadałam przedtem jego stosunku do magii, hmm… A jeśli będzie próbował mnie zabić? Nic takiego jednak się nie stało, może oprócz tego, że przypatrywał mi się teraz nieco bardziej uważnie.
- Rozumiem. I na czym, według pani, polega mój problem? – chciał wiedzieć. Cóż, szczerze mówiąc, zatkało mnie. Oczywiście nie na długo.
- No jak to na czym? – burknęłam zirytowana. – Jest pan martwy. M-a-r-t-w-y – przeliterowałam dla pewności. On uśmiechnął się tylko czarująco, zupełnie zbijając mnie z tropu.
- To źle? – zapytał z teatralnym zdumieniem. Nabrałam dziwnej ochoty, by go walnąć. No bo jak to, nie żyje i nic go to nie obchodzi?
- Kpisz sobie – mruknęłam.
- Spostrzegawcza jesteś – odparł. No nie! Co to miało znaczyć? Odkąd pozwoliłam mu zostać, z miłego przystojniaka stał się sarkastycznym przystojniakiem.
- Dobra, zacznijmy od początku – ucięłam, w myślach licząc do dziesięciu. – Co właściwie się wydarzyło? Jak zginąłeś? Kto cię zabił? Kiedy? Gdzie? – zaczęłam wyliczać pytania.
- Chwila – przerwał mi, marszcząc brwi, jakby usiłował coś sobie przypomnieć. – Powoli. Możesz jeszcze raz? Tylko pojedynczo.
- Jasne – zgodziłam się, patrząc na niego spod zmrużonych powiek. Zazwyczaj martwi z którymi się spotykałam, od razu zaczynali wyrzucać z siebie informacje, złoszcząc się na cały świat. Właściwie byli nieco niezrównoważeni i niebezpieczni. Ale Arwa był inny. Dlaczego? – Jaka jest ostatnia rzecz, którą pamiętasz przed śmiercią? – zadałam pierwsze pytanie. Powinien pamiętać wszystko, całe swoje życie.
Mężczyzna przez chwilę myślał w skupieniu, a ja zaczynałam się niepokoić, jednocześnie starając się nie pokazać tego po sobie.
- Ja… - zaczął, jednak zaraz znów zamilkł. – Nie jestem pewien – przyznał w końcu. – Pamiętam światła i wielką salę. Wokół rozbrzmiewała orkiestra, grała muzyka, lecz za oknami panowała ciemność – opisywał, a ja w duchu odetchnęłam z ulgą. Może po prostu ten typ tak miał, musiał chwilę pomyśleć i już wszystko sobie przypominał. – Pamiętam też twarz i głos. To była jakaś kobieta. Pochylała się nade mną, szeptała uspokajająco.
- Kim była? – zapytałam, czując irracjonalne ukłucie zazdrości. Noż kurczaki pieczone…
- Nie pamiętam – powiedział cicho, podnosząc na mnie wzrok, w którym malowało się cierpienie. Ukłucie zazdrości przerodziło się w strach, który najwyraźniej odmalował się na mojej twarzy. – O co chodzi? – W głosie Arwy dało się słyszeć napięcie. Oddychaj kobieto, oddychaj.
- O nic… to nic. – Z mojego głosu biła pewność, której sama nie czułam. Musiałam wziąć się w garść. – Następne pytanie. Kto i jak cię zabił?
- Nie jestem pewien – powtórzył. – Na pewno byli to ci sami, którzy mnie tu przynieśli, ale… słyszałem tylko głosy, nie widziałem ich. Było ciemno, a ja byłem chyba związany, nie mogłem się ruszać, ani mówić – opowiadał, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w jakiś punkt za oknem. I tak słodko marszczył brwi w zadumie. Ehh… chyba nie pozbędę się tych śmiesznych myśli.

c.d.n.
Obrazek

ODPOWIEDZ