UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Ta Zła Magia

"Literatura fantasy to literatura która w zamierzony sposób robi użytek z tego, co jest uważane za niemożliwe."
Tom Shippley
Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Maradine » 23 grudnia 2011, 14:58

; ))


Moje rozmyślania przerwało gwałtowne hamowanie tramwaju. Gdybym nie trzymała się uchwytu przy czyimś krześle, zapewne wylądowałabym na drugim końcu pojazdu.
- Przystanek „Park Zjednoczonych” – zaćwierkało nagranie nad wyjściem, po czym drzwi rozsunęły się z łoskotem, gotowe wypluć na zewnątrz wszystkich niechcianych pasażerów. Czym prędzej wyskoczyłam na chodnik i rozejrzałam się w poszukiwaniu budynku Biura. W mojej głowie pojawił się obraz oglądanej rano mapy, dzięki czemu mogłam obrać przybliżony kierunek marszu. Po chwili zza drzew wyłonił się rząd kamienic, niektórych ozdobionych, zapewne wbrew woli właścicieli, jakimiś graffiti. „Precz szatany!” – głosił jeden z napi-sów. Na ten widok nie mogłam powstrzymać rozbawionego uśmiechu. Zapewne była to robota chrześcijan, którzy chcieli tym wyrazić soją wrogość wobec mieszkańców budynku, jak można łatwo wywnioskować, magów.
Odkąd magia pojawiła się na świecie, nie wiedzieć czemu, poczuli się zagrożeni. Babcia stwierdziła kiedyś, że było to spowodowane obawą, iż zanegowane zostało tym samym istnienie ich Boga i muszą jakoś się wybronić. Nie dotyczyło to oczywiście ich wszystkich, gdyż na pewno byli jeszcze prawdziwi wierzący, aczkolwiek wojowanie z magami, których przez pewien czas wielu nienawidziło i obawiało się, było opłacalne. Ściągało więcej wy-znawców, a przez to więcej pieniędzy.
Jedna kamienica wyróżniała się na tle pozostałych budynków swoją nienaruszalnością. Jej kamienie nie były w niektórych miejscach pokruszone, okna niepowybijane, ściany nieobsmarowane kolorowymi farbami. Schody były zamiecione i jakby wypolerowane, prowadzące do ciemnych, wyglądających na nowe, drzwi. Zdobiła je niewielka pozłacana tabliczka. Choć byłam daleko i nie mogłam odczytać napisu, wiedziałam, co głosi. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że to siedziba Biura Śledczego Ras Zjednoczonych. Westchnęłam cicho i przy-spieszyłam nieco kroku. Związane w warkocz włosy raz po raz trzepały mnie w plecy, niczym poganiacz konie. Zatrzymałam się przy przejściu dla pieszych, przepuszczając kilka samochodów i konnego. Wbrew sobie musiałam przyznać, że nie mogłam się doczekać spotkania z Flynnem Samsonem. Był całkiem sławnym śledczym, rozwiązał sporo konfliktów o dosyć ciekawych motywach i zakończeniach. W gazetach nigdy nie pokazywali jego zdjęć, on sam nie miał też w zwyczaju występować publicznie, przez co owiany był gęstą tajemnicą. Moja matka kiedyś skomentowała to jako chwyt reklamowy, choć nie bardzo rozumiałam i właściwie do tej pory nie rozumiem, czemu jej zdaniem miałby on służyć. Jednakże moja matka miewała dziwne pomysły, z reguły nie dające się wyjaśnić w żaden sensowny sposób. Na przykład ten z nazwaniem mnie Torrina…
Delikatnie nacisnęłam lśniącą klamkę i pchnęłam drzwi, które nie raczyły nawet choć odrobinę zaskrzypieć. Wyrafinowana ostrożność i nieskazitelność, z jaką zostało urządzone całe to miejsce, powodowała we mnie odruch jak najcichszego poruszania się, byle tylko nie zakłócić panującej w środku ciszy. Drewno musiało mieć chyba jakieś dźwiękoszczelne właściwości, gdyż kiedy tylko zamknęłam drzwi i ruszyłam wąskim korytarzem przed siebie, wszystkie dźwięki z zewnątrz zniknęły.
- Czym mogę służyć? – zapytała jakaś kobieta, wyłaniając się nagle z pomieszczenia po prawej. Pogratulowałam sobie w duchu, że udało mi się nie podskoczyć. Zmierzyłam niską sekretarkę, bo nią zapewne była, wzrokiem. Choć właściwie niższa ode mnie była większość kobiet. Nie, żebym była jakaś strasznie wysoka, po prostu tak się złożyło. Toby kpił sobie, że to przez zajęcia z rozciągania na szkoleniach. Nigdy nie zastanawiałam się nawet, czy może być to prawda. Po prostu chwilę później na jego głowie lądowało to, co akurat trzymałam w dłoni. Czasem nawet sama dłoń. Ale wracając do sekretarki… Była całkiem młoda, elegancka, uśmiechnięta. Żakiet i spódnica były równie nieskazitelne co budynek. Jej jasne włosy, gładko związane w jakiś misterny kok z tyłu głowy nie pozwalały opadać swobodnie ani jednemu zbłąkanemu kosmykowi. Nie, proszę pani. Nie polubimy się.
- Gdzie Flynn? – zapytałam tak niegrzecznie, na ile tylko było mnie stać. Pominęłam w tym pytaniu wszelkie wymagane formy grzecznościowe, a dodatkowo zasugerowałam, że szef tutejszego Biura jest albo na tyle nie-ważny w moim mniemaniu, że używam wprost jego imienia, albo jest moim dobrym kumplem po kieliszku. Jak przewidziałam, Pannę Doskonałą wmurowało w wyglansowany parkiet. 1:0 dla mnie.
- P-pan Dyrektor jest u siebie – wydukała w końcu sekretarka. Prawie zrobiło mi się żal, że przychodzi tu ktoś taki jak ja i ją straszy. Prawie. To ja zostałam tu ściągnięta wbrew swojej woli. Mniej więcej.
Właśnie otwierałam usta, by zapytać, czy łaskawie wskaże mi drogę, gdyż nie bywam tu często, kiedy uchyliły się drzwi na końcu korytarza i wyjrzała z nich inna kobieta, na oko w moim wieku. Także miała jasne włosy, jednak odrobinę potargane, tak więc postanowiłam, że z nią rozmawiać mogę.
- Panno Silver, zapraszam – zawołała cicho, uśmiechając się do mnie zachęcająco. Nie wiem, czy tylko sobie to wyobraziłam, jednak wydało mi się, że rzuciła karcące spojrzenie Pannie Doskonałej. Cóż, widać nie jestem sama w tej grze. Tylko czemu woła mnie jakaś dziewczyna, skoro przyszłam do faceta?
Obrazek

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Kanterial » 27 grudnia 2011, 14:18

na-pisy, wy-znawcy, przy-spieszenie i nie-ważny zapewne specjalnie?
Albo zapachniało Prachett'em, albo to moja spalona pizza.
Zapewne była to robota chrześcijan, którzy chcieli tym wyrazić swoją wrogość wobec mieszkańców budynku
Takie tam...
Związane w warkocz włosy raz po raz trzepały mnie w plecy, niczym poganiacz konie.

A to mi jakoś nie pasuje. Nie, po prostu mi się nie podoba. Jedyna rysa na tekście prawie idealnie gładkim. Niczym tafla szkła. Niczym skorupka jajka-satelity... O.o A może to jednak spalona pizza.

Krótkie, dlaczego? Kpisz sobie z czytelnika, zachęcając go, machając przed nosem marchewką, a potem kończysz, i zabierasz marchewkę. Żądam dłuższych kawałków. Może wrzucaj po dwa. Już widzę minę Marsy, która właśnie zabiera się do czytania... I nagle spostrzega, że skończyła. Nawet nie wypiłam kawy. Proszę Cię, Maro.

Kawałek oczywiście ładny, zgrabny, wielokrotnie pewnie przeszukiwany przez Ciebie pod względem błędów, bo ich zjawiskowo mało. (Może dlatego, że wgl mało literek w tym poście -.-) Dobrze wiesz, jak się Ciebie czyta, więc co będę truła? Ale. Myślisz, że można się utożsamić z bohaterką, bo tak to zrobiłaś, że wydaje się taka... Hmm, ludzka? Nie jest Mega-Magiem, który to się panoszy niczym król Świata Fantasy, i jest zupełnie wszechmocny. Ot, szeregowa, która zostaje wezwana do Biura. Ma swoje widzi-mi-się, przekonania, ukształtowane już pewnie poglądy... Sposób traktowania Pani Idealnej trochę mnie zirytował. Niby super. Ale nie umiem się wczuć w jej sytuację. Nie lubię jej, krótko mówiąc, choć intryguje. Odkryj jej więcej, żebym mogła ją poznać. Może jest sympatyczna, a ja tego nie widzę?
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Maradine » 27 grudnia 2011, 14:30

Mam dwa komentarze *.*

Ah, ah, te na-pisy i inne, to przez automatyczne dzielenie wyrazów w Wordzie >___< Zawsze zapominam wyłączyć, kiedy kopiuję tekst i wrzucam tutaj.

Rina sympatyczna? ^^ Raczej często ma złe dni xD No, zobaczymy dalej jak to będzie.
Niech będzie troszkę dłużej ^^

Nie mając większego wyboru ruszyłam w stronę blondynki, starając się nie pokazać po sobie targających mną wątpliwości. Może to jednak jakaś pułapka? Albo może legendarny Flynn jest tak naprawdę kobietą? Cóż, miałam dowiedzieć się tego już za chwilę. Nieznajoma uchyliła szerzej drzwi, by wpuścić mnie do środka, czym umożliwiła mi dokładniejsze przyjrzenie się jej. Też była ode mnie niższa, jednak nie aż tak bardzo jak sekretarka. Miała duże, błękitne oczy i cienki sweterek w tym samym kolorze, co dawało dosyć dziwny efekt. Nie wyczułam, by była magiem, co dosyć mnie zdziwiło. W końcu zajmowano się tu sprawami magii.
- Proszę usiąść – odezwał się jakiś głos z zacienionego kąta pomieszczenia. Właściwie nie tylko zacienionego, ale i zadymionego, co sprawiało niecodzienny efekt w połączeniu z panującym w pokoju półmrokiem, spowo-dowanym przez zasłonięcie okien ciężkimi, bordowymi kotarami, przepuszczającymi wątłe promienie słoneczne jedynie w miejscach, gdzie nie do końca stykały się z podłogą i ścianami. W porównaniu z widzianą przeze mnie resztą budynku, panujący tu bałagan, objawiający się porozrzucanymi wszędzie papierzyskami i książkami oraz teczkami zawierającymi akta spraw, stanowił niezły kontrast. Jakby… buntowniczy.
Po chwili przypomniałam sobie jednak, że nie jestem tu dla podziwiania wystroju i mój wzrok ponownie powędrował w kierunku postaci siedzącej w kącie za biurkiem. Dostrzegłam jednak tylko zarys męskiej sylwetki, zapewne dyrektora Flynna, więc wzruszyłam lekko ramionami i podeszłam bliżej, w kierunku stojącego naprze-ciwko krzesła. Zupełnie zapomniałam o obecności blondynki, która właśnie w tym momencie wyprzedziła mnie i zdjęła z owego siedziska stertę teczek, które zaraz przełożyła na podłogę pod ścianą, po czym oparła się o jakiś regał i zajęła się obserwowaniem mnie. Jakbym była jakimś niebezpiecznym zwierzem, pomyślałam z rozbawie-niem i usiadłam. Przez chwilę w pomieszczeniu panowało milczenie, kiedy ja i Flynn mierzyliśmy się wzrokiem. A raczej to on mierzył mnie, gdyż ja nie mogłam dostrzec jego twarzy. W końcu nachylił się lekko do przodu i wyciągnął w moją stronę dłoń, nie przejmując się savoir-vivrem, który w tym momencie zapewne nakazywałby nam obojgu wstać.
- Witaj, Torrino Silver, jestem Damien – powiedział cicho, zamykając moją rękę w mocnym uścisku.
- Zostałam tu wezwana do dyrektora Flynna – odparłam, mrużąc oczy. Co tu jest grane? – Kiedy się zjawi?
Damien roześmiał się cicho, jednak bez śladu rozbawienia.
- Panno Silver – zaczął, a ja poczułam jak od jego głębokiego głosu po plecach przechodzą mi ciarki. Cofnął swoją dłoń i odchylił się w fotelu. – Flynn Samson zginął wiele lat temu, w zamieszkach spowodowanych naro-dzinami magii w ludzkim świecie. Rzeczywiście był kiedyś dyrektorem Biura, jednak cieszył się tymże stanowi-skiem niezbyt długi czas. Po nim przyszła dwójka następców… i ja. Wszyscy przybieramy jego imię i nazwisko jako swoje robocze pseudonimy, a nikt nie zna naszych prawdziwych imion. Może się pani poczuć wyjątkowa, domyślając się, że żywię do pani pewną dozę zaufania, wyjawiając swoje – oznajmił, a ja nie mogłam nie poczuć się niezręcznie. Widać miałam do czynienia z mistrzem manipulacji rozmową. Cóż, może jakoś dam radę. Skupiłam białą część swych magicznych zmysłów na otoczeniu, próbując wyczuć, kim jest.
- Nie musi pani tego robić – uprzedził mnie, zanim zdążyłam wydobyć oczekiwaną informację. – Nie jestem magiem, ani żadnym ze stworzeń Innych Ras.
- W takim razie…
- … skąd wiedziałem, co zamierza pani zrobić? Pani Silver, z takimi jak pani mam do czynienia na co dzień - dokończył, znów sprawiając, z poczułam się nieswojo.
- W żadnym wypadku z takimi jak ja – prawie warknęłam. Nie mogłam go rozgryźć, co nieco mnie frustrowało.
- Ależ oczywiście, proszę wybaczyć. Pani jest wyjątkowa – mruknął, chyba nieco ironicznie, po czym wstał, nie czyniąc najmniejszego hałasu i podszedł do zasłon, odsłaniając jedną z nich i wpuszczając do pomieszczenia więcej światła. Zamiast odwrócić się do mnie, wyjrzał na zewnątrz. Szczerze powiedziawszy, poczułam się trochę zlekceważona. No bo co tu dużo gadać, facet zaczynał działać mi na nerwy.
- To jest Alice Brooks, moja asystentka – poinformował wreszcie. Łaskawiec, prychnęłam w myślach, jednak skinęłam głową stojącej obok regału blondynce. Chyba nawet tego nie zauważyła, wpatrzona w swojego szefa. Ohoho, co tu się porabia…
- Skoro więc Flynn Samson jest martwy, pan przyjął jego miano, a ja otrzymałam list, to może w takim razie dowiem się, po co zostałam tu wezwana? – nie wytrzymałam w końcu. – Raz już odmówiłam wam współpracy i miałam nadzieję, że nie będę musiała robić tego po raz drugi. Jednak przyszło pismo, no i jestem. Czekam na wyjaśnienia – zakończyłam, ledwie powstrzymując się od uderzenia pięścią w blat biurka.
Alice przestąpiła z nogi na nogę i zagryzła wargę, niczym małe dziecko. Czyżby ktoś chciał tu coś powiedzieć?, pomyślałam złośliwie.
- Panno Silver – głos Damiena nabrał tonu, jakim uspokaja się dzikie zwierzęta. – W zeszłym tygodniu otrzy-maliśmy powiadomienie o pewnych dziwacznych zjawiskach, zachodzących w mieście. Wysłaliśmy na miejsce nasz najlepszy patrol, jednak nie zdołał on nic znaleźć na miejscu… przestępstwa – ostatnie słowo wypowiedziane zostało w sposób wielce niepokojący.
- I co? - chciałam wiedzieć .
- Okazało się, że sprawa ta wykracza nieco poza nasze możliwości. Nie jest zapewne aż tak bardzo skompli-kowana, jednak brakuje kilku elementów układanki, jak na ironię tych, które pomogłyby połączyć wszystko w całość. Dziwnym trafem przypomniało mi się pani nazwisko i reputacja, tak więc pomyślałem, że może zechciałaby pani dołączyć do zespołu zajmującego się ową sprawą. Oczywiście za stosowne wynagrodzenie – dodał na końcu, wciąż na mnie nie patrząc.
- Co to za sprawa? Nie będę pakować się w nic takiego, nie wiedząc, o co chodzi – burknęłam, właściwie nieco obrażona, że dyrektor nie chce ujawnić mi swej twarzy. On znów zaśmiał się ponuro.
- Na tym polega problem, panno Silver. Nie możemy nic ujawnić, gdyż jeśli by pani odmówiła…
- Musiałbyś mnie zabić? – zapytałam kpiąco, pierwszy raz zwracając się do niego na „ty”. Nie powinno się drażnić wilka, no ale cóż, taka już moja natura.
- Mam nadzieję, że nie musiałoby dojść do zastosowania tak drastycznych kroków. Zrozum – Ach, więc nie dał się zbić z tropu. – to sprawa objęta tajemnicą. Gdyby wyciekła na zewnątrz, mogłoby się zrobić spore zamieszanie. Zamieszanie, którego wolelibyśmy uniknąć – zakończył twardo i wreszcie się do mnie odwrócił.
Przez całą minutę nie mogłam wydobyć z siebie głosu, choć mam nadzieję, że udało mi się nadać swojej twarzy wyraz głębokiego zamyślenia nad jego słowami. Pierwszą moją myślą było to, że jest zbyt młody jak na to stanowisko, na to zachowanie i w ogóle na wszystko, co sobą prezentował. Jego oczy były ciemne i zimne jak lód na Grenlandii. Miał nieco rozwichrzone, kasztanowe włosy, opadające na czoło w postaci niesfornej grzywki. Gdyby nie wyraz jego oczu i twarzy, nazwałabym go ślicznym chłopaczkiem, bo dla mnie ktoś wyglądający na jakieś dziewiętnaście lat, chłopaczkiem być mógł. Jakieś wewnętrzne przekonanie podpowiadało mi jednak, że jest kilka lat starszy ode mnie, może jeszcze przed trzydziestką. Miał na sobie ciemną marynarkę w kratę, a pod spodem czarną koszulę i takiego samego koloru spodnie. Do paska przymocowany był długi nóż, kształtem nico przypominający łzę. Właściwie, to przypominał młodego Sherlocka Holmesa.
- Muszę zadzwonić – wykrztusiłam w końcu, po czym wstałam i szybkim krokiem ruszyłam do drzwi. Na korytarz praktycznie wypadłam. Do tego prosto na kogoś.
Obrazek

Dire
Posty: 93
Rejestracja: 25 grudnia 2011, 20:15
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Dire » 27 grudnia 2011, 21:50

Poza wyżej wymienionymi pozwolę sobie jeszcze zauważyć:
Do tego ten sklep. Nie podejrzewałam, że taka głupota może stanowić taki trudny wybór.
- Weź ten czarny z koronką.
Podskoczyłam w miejscu i sekundę później stałam w bojowej pozycji i sięgałam w stronę sztyletu na biodrze… którego tam nie było. No pięknie. Mag bojowy w samym staniku i bez broni białej. Dlatego te lekcje walki bez magii były takie ważne, do czarów potrzeba było czasu. Spojrzałam szybko w stronę, z której dobiegał głos. I pomyślałam, że to jakiś żart.
To, tamto, tam, siam, te, tamte, taki, jaki, inny - nie za dużo TU TEGO? Wyrzuć z połowę - zastanów się czy naprawdę takie doprecyzowania są konieczne.
Dire, dołączył do nas dnia 25-12-2011 - Witam wszystkich :)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Maradine » 27 grudnia 2011, 22:31

Rozumiem, że na komentarz merytoryczny i komentarz do pozostałych części tekstu nie mogę liczyć?
Obrazek

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: pierdoła saska » 28 grudnia 2011, 13:49

No to nadrobiłam. Powiedziałabym, że akcja toczy się leniwie i wcale nie uważam tego za wadę. Może bym nieco zmieniła zdanie, gdybym nie czytała dwóch fragmentów pod rząd, bo fakt faktem kawałkami raczysz nas krótkimi.
Co do przedstawionych wydarzeń, to, jak już pisałam na czacie, scena z sekretarką trąci takim bardzo stereotypowym zagraniem. Rozumiem, że bohaterka jest nie w sosie, ale jakoś dziwnie ten kawałek odebrałam. Nie żeby źle, ale... *poprawia koczek* :P Scena z dyrektorem wypadła ciekawie. Motyw z tym przejmowaniem imienia i nazwiska mi się spodobał. Zagracenie pokoju również. :) Sam dyrektor też całkiem ciekawie się póki co prezentuje. No i wzbudziłaś moją ciekawość tą całą sprawą, którą tak skrzętnie ukrywają póki co :) Czekam na ciąg dalszy.




Cytaty

„zaćwierkało nagranie nad wyjściem” - Ja przypuszczam, że nad wyjściem był raczej głośnik a nie nagranie.
„głosił jeden z napi-sów”
„Ściągało więcej wy-znawców”
„budynków swoją nienaruszalnością” – swoim czym? Podejrzewam, że chodziło o idealny stan, o nie bycie pomalowanym itd. Ta „nienaruszalność” brzmi tu na tyle dziwnie, że zaliczyłam przy niej małe WTF?!
„Jej kamienie nie były w niektórych miejscach pokruszone, okna niepowybijane, ściany nieobsmarowane kolorowymi farbami” – Te kamienie na początku też mnie zagięły. Cegły byłby ok. Boniowanie też. Tynki… cokolwiek, ale kamienie brzmią dziwnie ^^”[/b] Poza tym cała konstrukcja tego zdania jest jakaś dziwnie zamotana i to chyba częściowo z winy polskiego podwójnego przeczenia. Pierwszy człon zdania wyraża jakie coś nie było a kolejne dwa jakie było. Blech… sama się zamotałam. W każdym razie coś tu mi mocno nie gra.
„Schody były zamiecione i jakby wypolerowane, prowadzące do ciemnych, wyglądających na nowe, drzwi.” – zacięłam się na tym „prowadzące”. Mam wrażenie, że wszystko po tym słowie (i z nim włącznie) powinno być wtrąceniem czy coś… a może to powinno być „prowadziły”. Nie wiem. Ale tak jak jest mi nie zagrało i musiałam to ze dwa razy przeczytać.
„Westchnęłam cicho i przy-spieszyłam”
„przez co owiany był gęstą tajemnicą.” – a nie aby otoczony?
„Jej jasne włosy, gładko związane w jakiś misterny kok z tyłu głowy nie pozwalały opadać swobodnie ani jednemu zbłąkanemu kosmykowi.” – Primo, to nie wiem po co to „jakiś” tutaj. Secundo: włosy nie pozwalały sobie same opadać? Czy raczej misternie spleciony kok nie pozwalał na to, aby jakikolwiek kosmyk się z niego wymsknął itd.? Ze zdania wynika to pierwsze.
„P-pan Dyrektor jest u siebie” – czemu ona go wielką literą mówi?
„Miała duże, błękitne oczy i cienki sweterek w tym samym kolorze, co dawało dosyć dziwny efekt. Nie wyczułam, by była magiem, co dosyć mnie zdziwiło. W końcu zajmowano się tu sprawami magii.”
„Właściwie nie tylko zacienionego, ale i zadymionego, co sprawiało niecodzienny efekt w połączeniu z panującym w pokoju półmrokiem, spowo-dowanym przez zasłonięcie okien ciężkimi, bordowymi kotarami, przepuszczającymi wątłe promienie słoneczne jedynie w miejscach, gdzie nie do końca stykały się z podłogą i ścianami.” – Najpierw piszesz o zacienieniu, dodajesz do niego zadymienie i uzupełniasz je półmrokiem. Plus to i poprzedni cytat, w tekście są niemal jeden po drugim, mają pewien natłok „efektów” :)
„stojącego naprze-ciwko krzesła” – Przy okazji nie wiem naprzeciwko czego to krzesło było. Jej, biurka, faceta?
„pomyślałam z rozbawie-niem”
„naro-dzinami magii w ludzkim świecie”
„stanowi-skiem niezbyt długi czas”
„Wszyscy przybieramy jego imię i nazwisko jako swoje robocze pseudonimy, a nikt nie zna naszych prawdziwych imion. Może się pani poczuć wyjątkowa, domyślając się, że żywię do pani pewną dozę zaufania, wyjawiając swoje – oznajmił, a ja nie mogłam nie poczuć się niezręcznie.”
„Pani Silver, z takimi jak pani mam” - Za mąż poszła na przestrzeni ostatnich kilku linijek, że pierw nazywał ją panną a teraz panią?
„znów sprawiając, z poczułam się nieswojo.” – że.
„tygodniu otrzy-maliśmy powiadomienie”
„skompli-kowana, jednak brakuje”
„kształtem nico przypominający łzę. Właściwie, to przypominał młodego Sherlocka Holmesa.” – Nieco.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Ghar'Amel » 30 grudnia 2011, 10:55

Część pierwsza
Dobra, nie mam pojęcia, czy w ogóle jakieś były, bo byłam zajęta czytaniem.
Padłam, czytając tę rozmowę stukniętego anioła-metalowca i Riny. I to jeszcze w przymierzalni. Ta ekspedientka z całą pewnością wzięła tego biednego maga bojowego za psychola. Bo nikt normalny raczej nie gada do siebie. Teoretycznie, bo Rina miała z kim rozmawiać. Ciekawe, ze co ów aniołek dostał taką nikczemna karę... No dobra, przy następnej części może skupię się na błędach, ale przy tej nie umiałam. Czytam dalej!

Część druga
Ooo... Druga część już nie jest o tym samym, a szkoda. Co nie zmienia faktu, że mi się nie podobało. Teraz zastanawiam się, co takiego robiła Rina owej nocy... Hm. Kolejna zagadka, ale tę może uda mi się rozwiązać, gdy będę czytała kolejne części.
Ciekawe, cóż takiego chce Biuro Śledcze Ras Zjednoczonych od głównej bohaterki. Już zdążyłam się zorientować, że to jakaś ważniejsza instytucja rządowa, więc nie ma żartów. Dalej jest fajnie, ale wciąż mam nadzieję na to, że szurnięty anioł-metalowiec gdzieś się pojawi. Idę dalej.

Część trzecia
Krótko. Szalenie krótko, ale ja sama dłuższych nie piszę (Dłuższe to my piszemy we dwie :P). W sumie to w tej części za wiele się nie działo. Taki bardziej zapychacz miejsca, coby czytelnik nie zmęczył się akcją. No ale poczekam. A nawet nie, bo po prostu polecę od razu na następna stronę, w poszukiwaniu kolejnej części. A jeśli jej nie ma... to chyba cię zabiję. I to będzie już drugi powód, bo pierwszym jest przypomnienie.
Część fajna, ale króciutka.

Część czwarta
Panna Doskonała - xD
Dobra, teraz jakoś normalniej. Buu... znowu krótko. Jak tak możesz? Flynn jest kobietą? Dobra, jestem ciekawa. Błędów chyba nie było, tylko te myślniki nieco przeszkadzały. Np.: wy-znawców. Więcej tego było, ale z czystego lenistwa ci tego nie wytknę. Co dziwne, bo przecież nie jest niedziela.
Ok, lecę czytać dalej, jeśli jest. A jeśli nie...

Część piąta
Kolejna część jest.
Znowu były te po-przedzielane wyrazy, ale te łatwo wyłapać, więc mam nadzieję, że dasz radę ;)
Błędów wytykać nie będę, bo już zrobiła to Marsza.
Podobało mi się i mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejna część.
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Maradine » 20 stycznia 2012, 19:52

Mam nadzieję, że tym razem wszystkie ofiary automatycznego dzielenia wyrazów wyłapałam. Jeśli nie, nie zwracajcie uwagi ^^"


Nieznajomy złapał mnie za ramiona, zanim zdążyłam zostać pokonana przez prawa grawitacji i ustawił prosto. Zerknęłam na niego przelotnie, dostrzegając przydługie czarne włosy i intensywnie zielone oczy, osadzone w całkiem przystojnej twarzy. Gdzieś na granicy mojej świadomości pojawiło się przekonanie, że już go gdzieś widziałam, jednak po chwili się rozwiało, zastąpione przez palącą potrzebę rozmowy z Tobym. Wymamrotałam jakieś przeprosiny do mężczyzny, właściwie nie mniej zaskoczonego tym spotkaniem niż ja, i szybkim krokiem ruszyłam do wyjścia.
Na zewnątrz oparłam się o barierkę schodów i wzięłam kilka głębokich wdechów. Nie miałam zielonego pojęcia, czemu Damien zrobił na mnie tak piorunujące, czy może raczej przerażające wrażenie, ale nie mogłam teraz o tym myśleć. Z przepastnej kieszeni czarnych bojówek wygrzebałam telefon komórkowy. Nacisnęłam i przytrzymałam czerwony guzik, czekając aż to ustrojstwo się włączy. Zawsze miałam wyłączony telefon, z kilku powodów. Najważniejszym było to, aby mi nie przeszkadzał – zazwyczaj jedyną osobą, która dzwoniła, była moja matka, a ostatnimi czasy postanowiłam bardziej dbać o swoje nerwy i z nią nie rozmawiać. Szybko wystukałam na klawiaturze numer Tobiego.
- Rina?
- Toby, musisz mi powiedzieć, co robić.
- A co, pali się? – zakpił.
- Tak, w twojej kuchni – warknęłam. – Słuchaj, właśnie wyszłam z biura Samsona.
- O, i co ustaliliście? O co chodziło? – zaciekawił się.
- Na razie o nic. Wyszłam, żeby zadzwonić do ciebie po radę – wyjaśniłam, nieco zniecierpliwiona.
- Ale chwila, chwila – przerwał mi nieco zaskoczonym tonem. - Tak po prostu wyszłaś?
- No tak. Powiedziałam, że muszę zadzwonić i wyszłam, co za problem… - Przyjaciel jęknął i mruknął coś o braku wychowania. - Możesz mnie już posłuchać? – zapytałam, czując jak wzbiera we mnie irytacja.
- Jasne, mów.
- Chce, żebym wzięła zlecenie w ciemno – wypaliłam, a cała złość odpłynęła ze mnie, pozostawiając lekkie uczucie niepokoju i jednocześnie zafascynowania. Co to za sprawa, która jest aż tak tajna?
- W ciemno? – powtórzył Toby, po chwili milczenia. – To musi być coś dużego. Ile płaci?
- Tak, tak, nie wiem – odpowiedziałam kolejno. – Po prostu powiedz, czy brać.
- A chcesz?
- Chyba chcę – przyznałam, zadziwiając sama siebie.
- Ale co z tymi powodami, dla których odmówiłaś ostatnio? – Jak zwykle trafił w sedno.
- Może coś się zmieniło… - mruknęłam. – Mam wrażenie, że oferuje inne warunki, niż ten poprzedni. Samson nie jest idiotą i nie wygląda na to, by próbował mnie wkręcić.
- Skąd wiesz? Nie znasz go. – No tak, rozsądek dobra rzecz.
- Mam przeczucie – odparłam krótko.
- I ufasz mu?
- No tak…
- To bierz.
*** - Zgadzam się na współpracę – powiedziałam do Damiena, czując, jak te słowa oplatają mnie niczym więzy. Teraz nie będę już mogła poszczycić się niezależnością.
Dyrektor-detektyw znów siedział w fotelu za biurkiem, skrywając twarz w cieniu. Okno zostało zasłonięte podczas mojej nieobecności.
- To jest pani zaliczka. – Jego dłoń przesunęła się po blacie, a gdy ją zabrał, moim oczom ukazała się koperta z moim imieniem i nazwiskiem. – Jestem wdzięczny za okazanie zaufania i chęci pomocy – dodał tylko i odchylił się na siedzeniu, tym samym dając znak, że nasza rozmowa została zakończona. Miałam ochotę zadać jakieś pytanie, by zrobić mu na przekór, jednak nic nie przychodziło mi do głowy.
- Zapraszam ze mną, zaprowadzę panią do reszty drużyny. Na pewno chciałaby ich pani poznać – odezwała się gdzieś z tyłu Alice, po czym otworzyła drzwi na korytarz. Prędko zabrałam z blatu kopertę i rzucając Damienowi ostatnie spojrzenie, opuściłam to dziwne pomieszczenie.
***
- W drużynie jest uzdrowiciel, tropiciel i znawca broni. Oczywiście wszyscy potrafią walczyć – poinformowała uprzejmie Alice.
- Skoro tak, po co im ja?
- Może chodzi o powiew świeżości? Może o pani specyficzne umiejętności? Sama nie wiem, musiałaby pani zapytać Damiena.
- Oczywiście, na pewno to zrobię – mruknęłam pod nosem. – Możesz powiedzieć mi coś więcej o członkach drużyny?
- Niezbyt wiele, są raczej zamknięci w swoim kręgu. Mam z nimi kontakt jedynie przy przekazywaniu spraw, dokumentów i rozkazów. Wszyscy to mężczyźni.
- Rasy? – zapytałam w końcu. Głównie tego chciałam się dowiedzieć, zanim ich spotkam.
- Człowiek, pół-elf i krasnolud. – Wbiłam w nią zdumione spojrzenie. To rzeczywiście musiała być zawodowa drużyna. Można by powiedzieć, sztandarowa, jak dla Biura Śledczego Ras Zjednoczonych. Rozwiązując jakąś sprawę mieli do dyspozycji trzech przedstawicieli trzech różnych stron, co mogło zapobiec oskarżeniom o dyskryminację. – Ach, oto i pani nowe biuro – oznajmiła z uśmiechem Alice i delikatnie zastukała w matową szybę, oznaczoną numerem 15. Poczekała chwilę, po czym słysząc nieco władcze „wejść!”, uchyliła drzwi.
- Ach, Alice, to pa… - zaczął ktoś, jednak przerwał, kiedy zaraz za asystentką Damiena weszłam do pomieszczenia ja.
Obrazek

Awatar użytkownika
NightRaven
Posty: 111
Rejestracja: 16 stycznia 2012, 21:49
Lokalizacja: Kotlina Kłodzka
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: NightRaven » 21 stycznia 2012, 16:58

Hm... Spodobało mi się. Wciąga. ładnie budujesz zdania no i dialogi nie przynudzają ;D Podoba mi się motyw z magiem bojowym - czytałem kilka książek z podobną (jakby to ująć) profesją? Przeczytałem do końca pierwszy fragment i uważam, że zrobiłaś kawał dobrej roboty. Gratulacje.

Pozdrawiam i weny ;p
"Pisanie nie polega jedynie na wyrażaniu myśli, to także głęboka zaduma nad wymową każdego słowa."
Obrazek

Awatar użytkownika
Gorgonzol

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Gorgonzol » 21 stycznia 2012, 19:53

Hmm..... Pół-elf? W sensie pół-człowiek pół-elf ? Czy może pół-krasnolud pół-elf?

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Maradine » 21 stycznia 2012, 20:36

Na pewno pół-elf, ale co jest drugą połową... chyba człowiek. Nie zastanawiałam się nad tym. Ale na pewno nie krasnolud ^^
Obrazek

Awatar użytkownika
Gorgonzol

RE: Ta Zła Magia

Post autor: Gorgonzol » 22 stycznia 2012, 08:59

Oj nie... A już myślałem, że zobaczę opis brodatego ostroucha :( T by było nawet ciekawe xD

ODPOWIEDZ