UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Odpowiedź

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Odpowiedź

Post autor: pierdoła saska » 18 stycznia 2017, 18:11

Odpowiedź Zawsze jest coś dalej niż miejsce, do którego właśnie dotarłeś. Kiedyś myśleliśmy, że Ziemia jest płaska – myliliśmy się. Myśleliśmy, że niebo jest dającą się dotknąć, nieruchomą sferą – myliliśmy się. Myśleliśmy, że Układ Słoneczny ma tylko szesnaście milionów kilometrów średnicy – myliliśmy się. Myśleliśmy, że wszystkie mgławice leżą w obrębie Drogi Mlecznej, a ona sama ma zaledwie pięćdziesiąt pięć tysięcy lat świetlnych średnicy – myliliśmy się jak cholera. Dlatego nawet na dalekich rubieżach cywilizacji musiało istnieć jakieś dalej.
Miron nie chciał wierzyć, że historia może się kiedyś skończyć. Koniec świata był przepowiadany wiele razy w dziejach ludzkości. Wiele razy ludzkość prawie sama się unicestwiła. Wielokrotnie niemal zmiażdżyły ją asteroidy i omal nie wypłaszczyła się przy pierwszych eksperymentach z użyciem łuku przy składaniu czasoprzestrzeni – a jednak przetrwała. Rozprzestrzeniła się, by odkrywać coraz więcej, a nadal wiele rzeczy pozornie nie miało sensu. No i było jeszcze to.
– Miron, melduj.
Westchnął.
– Odległość zero sześć trzy dwa jeden parseka. Przyrządy sprawne. Odchylenie trzy i trzy dahera, ugięcie czternaście jeden procent, prędkość stała.
– OK.
Spróbował rozpoznać, komu przypadła niewdzięczna praca siedzenia z nim tej nocy. Sprawdził czas i na Sofs trwała właśnie psia wachta. Ta, przed którą człowiek musiał się choć na chwilę położyć, bo nie wytrzymałby ze zmęczenia, a gdy ją kończył nadal był środek nocy. I tak zamiast dobrego długiego snu, dostawało się dwa ochłapy. Wewnętrzny zegar Mirona rozregulował się już dawno temu i teraz Czepliński dbał tylko o to, żeby wyglądać w miarę przyzwoicie na ekranie w czasie rutynowych sprawozdań, bo a nuż centralę nawiedziłaby jakaś komisja od nie wiadomo czego i byłoby niezręcznie. A i tak siedział właśnie w przyzwoitej koszuli i spodniach od piżamy z bardzo niepoważnym nadrukiem. Ale cóż, obraz, żeby zaoszczędzić na współczynniku przesyłu po sieci sc, szedł zazwyczaj tylko w jedną stronę. Może gdyby widział swoich rozmówców byłoby mu bardziej wstyd i coś by zmienił.
Choć raczej nie.
– Jakiekolwiek niezwykłe emisje od strony anomalii?
Czyli byli dziś na tej czekliście.
– Nie.
– Promieniowanie.
– Tylko w spektrum widzialnym.
– Złożenie przestrzeni?
– Nie.
– Inne obiekty w okolicy?
– Tylko stacja transmisyjna i inny złom, który wysłaliśmy tu wcześniej.
Claude, zadecydował, bo tylko Claude umiałby zachować niewzruszoną obojętność wobec tak nieregulaminowej odpowiedzi.
– Jakiekolwiek anomalie w systemach?
– Wszystko sprawdzone, wszystko zielone.
– Systemy rezerwowe.
– Zielone jak pola Nowego Elizjum.
– To w sumie dość brzydki odcień zieleni, więc lepiej sprawdź stan akumulatorów.
Miron zaśmiał się. Ton głosu Claude nie zmienił się nawet odrobinę, gdy to mówił. Jak można było być tak obojętnym?!
– Na pewno to zrobię przed kolejnym kontaktem.
– Dodaję sprawdzenie trzeciorzędnego obwodu zasilania do czeklisty na kolejny raz. Dobranoc, Miron.
– Dobranoc, Claude. Niech wielka pustka niekończącego się wszechświata pozwoli ci nie umrzeć z nudy w czasie tej nocnej zmiany.
Nie został zaszczycony odpowiedzią, a chwilę później był już sam na sam w cichym statku, przemierzającym pustkę z prędkością niewyobrażalną na powierzchni jakiejkolwiek planety, ale w przestrzeni kosmicznej wręcz śmiesznie małą. Za ścianami tej puszki, którą od jakiegoś czasu czule nazywał domem, znajdowała się próżnia pełna ciemnej energii, przemierzana przez niewyobrażalną ilość neutrin wyplutych przez supernową, która zrobiła bum kilka lat temu.
Anomalia nadal pozostawała niewidoczna. Oczywiście wszystkie czujniki dalekiego zasięgu skanowały non stop ile tylko dały radę i kolorowe, ciekawe wykresy pokrywały połowę ścian kokpitu i mesy, ale Miron postanowił pozostać ślepcem i nie patrzeć na przeprocesowany obraz z przednich kamer. Chciał pierwszy raz spojrzeć Wzgórza naprawdę sam, a nie za pośrednictwem programów, które przetworzyłyby kolory, zmieniłyby rozmiar i dostosowały cały obraz tak, aby był idealnie dopasowany do jego zmysłów. Bez sensu. Jeśli w centrali chcieli zobaczyć Wzgórza szybciej, to nie potrzebowali do tego Mirona i jego oczu.
Mimo tego nadal był ciekaw.
Ugięcie przestrzeni malało – nie tego spodziewali się po czymś, co w pewnym stopniu było widzialne dla ludzkiego oka, więc musiało być zbudowane z normalnej materii, miłych i kochanych barionów, a nie jakiegoś egzotycznego, nieodkrytego jeszcze dziwa.
Spojrzał na ekran za sobą, przez chwilę walczył z pokusą i wygrał. Oczywiście, że wygrał. Miał wiele słonecznych miesięcy praktyki w tym wygrywaniu.
– Wróć w przeskok na złożeniu i poinformuj mnie, gdy zostanie kwadrans do kolejnego zaplanowanego kontaktu. Nie mam czasu, żeby pozostawać poniżej c tak długo.
Świecąca linia opasająca mesę zamrugała na zielono trzy razy i wróciła do swojego neutralnego, żółtawego koloru. Nie rozległ się żaden dźwięk, bo Miron miał dość wszystkich zaprogramowanych głosów systemu statku i wyciszył je kilka tygodni temu. Od wewnętrznej sieci odciął się jeszcze wcześniej, pozostawiając jedynie medsys, wszystkie awaryjne kody i figury ciągle aktywne. Resztę komunikację ze statkiem cofnął do starych, topornych sposobów z połowy XXI wieku – mówienia a nawet wpisywania komend na symulowanej holograficznie klawiaturze – czasochłonna, męcząca, ale cholernie satysfakcjonująca metoda, pozwalająca zabić czas pomiędzy kolejnymi transmisjami, pracą nad powieścią i nadrabianiem filmowych zaległości z ostatniego stulecia. Miał czas.

Zajrzał do skrzynki pocztowej, która ponownie zapełniła się w czasie krótkiej rozmowy. Pośród zupełnie niepotrzebnych subskrypcji, bardziej ciekawych książek i gazet znalazło się też nieco miłych wiadomości od przyjaciół oraz dalszych krewnych, i kilka mniej miłych od bliższej rodziny.
– Zdecydowanie coś nadchodzi – stwierdził, gdy naliczył trzy listy od ojca, który w każdej innej sytuacji był przeciwny wszystkiemu, co miało w nazwie zwrot dalekiego zasięgu, a jego największym marzeniem było wrócić do miejsca, gdzie historia ludzkości się zaczęła. Na Ziemię, co z tego, że obecnie nie była ona najciekawszym miejscem do zamieszkania, chyba że ktoś chciał się rozerwać w bardzo, bardzo dosłowny sposób.
Może ci się wydawać, że nie wiem co robisz, ale się mylisz. Możesz uważać, że jesteś sprytny i niezależny, ale ciągle jestem w stanie powiedzieć, że niedługo dotrzesz do Wzgórz i, jak wiele niezrozumiałych i niepoznanych rzeczy, stworzonych przez Wszechmogącego, zabiją cię one. Przesadna ciekawość jest w równym stopniu błogosławieństwem, które stanowi siłę napędową ludzkości, jak i naszą największą wadą. Można powiedzieć, że Wzgórza to część wielkiej próby. Test, który ma sprawdzić czy w porę powiemy sobie dość i powstrzymamy ten prymitywny instynkt – a ty właśnie dajesz dowód, że nie, nie zdołamy tego zrobić. Modlę się, żeby Stwórca nie ocenił nas wszystkich na podstawie takich jak ty; ciekawskich dzieci, które tak często go zawodzą.
Zawiodłeś już jako mężczyzna, wybierając pustkę kosmosu i odosobnienie na statku, zamiast obowiązków, które dał ci Bóg. Nie ożeniłeś się, nie spłodziłeś dzieci, nie wspomogłeś swojej rodziny, braci i sióstr, którzy nie zboczyli z właściwej ścieżki – opuściłeś dom, miasto, planetę i teraz jesteś gdzieś poza Galaktyką. Jesteś jak dziecko we mgle i będę modlił się, abyś wrócił cało do domu, choć pewnikiem moja wiara i nadzieja tu nie wystarczą.

Miron wziął głęboki wdech i wypuścił powietrze jeszcze wolniej. List był dokładnie taki, jak się spodziewał, a mimo tego i tak go otworzył, i przeczytał od pierwszej aż po ostatnią linijkę, a także zajrzał do dwóch innych, niepokojąco podobnych, więc może ojciec miał rację z tym, że ciekawość zabiła kota. W dodatku teraz Miron jeszcze bardziej chciał wiedzieć jak wiele o jego misji słyszał przeciętny Kowalski. Czy gdzieś tam, poza Sofs, ktoś faktycznie był ciekaw, co dzieje się z tą długą na czterdzieści dziewięć metrów puszką ze stayloyu, pełną najróżniejszej technologii z całego ramienia Węgielnicy, którą dumnie ochrzczono imieniem Frontier, ale i tak wszyscy zainteresowani mówili po prostu 42? Nawet najbardziej spokojna i oddalona planeta musiała mieć ważniejsze problemy niż to, co robi jakiś facet w statku w bardzo, bardzo odległym miejscu, które w dodatku przez milenia ukryte było przed ludzkim okiem za jasnym jądrem Galaktyki. A jednak jego ojciec wiedział, że jest kwestią kilku starych dobrych ziemskich dni i Miron dotrze do swojego ostatecznego celu.
– Zaraz tam ostatecznego. Po prostu celu.
Odpisał krótkie podziękowania za pamięć i przesłał do bufora na chwilę przed tym, jak system zaalarmował go o nadchodzącym planowanym kontakcie.
Ten miał być wyjątkowy.
Poznikały fikuśne wykresy i pierwszy raz od dawna zobaczył twarz Darriena. Czy jakąkolwiek prawdziwą twarz w ogóle. A teraz Darrien uśmiechał się do niego z ekranu i nawet nie zmienił się za bardzo. W dodatku Miron był w stanie przysiąc, że za plecami koordynatora czai się Claude i ktoś jeszcze. Próbowali się wzajemnie uciszać i pozostać niezauważonymi, żeby go nie przytłoczyć, ale nie za bardzo im to wychodziło.
– Więc nadszedł ten dzień.
– Dzień jak co dzień, ale jeśli masz na myśli ostatnią zaplanowaną sesję zanim dotrzesz do Wzgórz, to tak. Jak się czujesz?
– Wziąwszy pod uwagę wszystkie życzenia powodzenia i szczęścia, jakie dostałem od rodziny w poprzedniej paczce, to świetnie. I nie krzyw się tak. Byłem prawie pewien, że w końcu się odezwą i doceniam, że nie wyfiltrowaliście ich i nie wrzuciliście do spamu. Zresztą to nie jest takie ważne. Chodzi o Wzgórza. Jakiekolwiek teorie, o których powinienem wiedzieć?
– Jakieś owszem. – Nowy głos dołączył do rozmowy.
Pozbawiony twarzy, ale i tak cholernie znajomy. Drugi największy wariat w ich radosnej ekipie – pierwszym był Miron, bo mimo wszystko Jevrem pozostał w placówce przy Sofs, daleko od swojego rodzinnego układu, ale wciąż w granicach terytorium uznawanego za należące do ludzi. Po prawdzie Jevrem gotów był wybrać się tu z nim lub nawet sam, ale potrzebowali kogoś, kto zinterpretuje dane, a prawdopodobieństwo bezpiecznego powrotu było za małe, aby Darrien i pozostali pozwolili mu na taką wycieczkę.
Mironowi to odpowiadało.
– Interpretacja zależy od twojej wiary, bo choć jak najbardziej widoczne, to jednak Wzgórza, to bardzo nieadekwatna nazwa, ale do tego dojdę później. Obecnie nasze pomiary sugerują, że Wzgórza zdają się niemal w ogóle nie oddziaływać na czasoprzestrzeń. Ostatnia paczka danych zawierała wartość ugięcia rzędu dziewięciu procent i według mnie dalej będziesz obserwował jej spadek aż do zera. Co nastąpi dalej, to zależy od tego czy koledzy z IT zaprogramowali sprzęt zgodnie z tym, co nazywamy zdrowym rozsądkiem, czy pozwolili sobie na matematyczne szaleństwo. W tym drugim przypadku ugięcie zacznie przyjmować wartości ujemne. Jeśli chcesz powiedzieć, że to jakaś bzdura, to proszę bardzo. Będziesz miał rację. Wskazanie również będzie prawdziwe. Logika kazałaby przypuszczać, że te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczają, ale-
– Co Jevrem chce powiedzieć, to według niego Wzgórze-
– Szczelina to lepsza nazywa. – Fizyk wtrącił zupełnie nieprzejęty tym, że Darrien wszedł mu w słowo.
– Szczelina, w takim razie, nie należy do naszej przestrzeni. Nie oddziałuje na nią w sposób, w jaki powinna. W zasadzie tylko jej widoczność jest czymś, co czyni ją dla nas prawdziwą.
– Co jest ciekawe, bo generalnie promieniowanie widzialne nie jest jakąś szalenie wartościową informacyjnie częścią spektrum, ale też jest jedyną, którą jesteśmy w stanie obserwować gołym okiem – dodał Jevrem. – Więc powodzenia, a jeśli uda ci się wrócić, to spróbuję pokonać moje problemy i niepokoje związane z przebywaniem wśród ludzi i zaproszę cię na drinka w jakieś miłe i ciekawe miejsce.
– Jeśli tylko będę mógł coś zrobić, żeby zwiększyć moje szanse – zaśmiał się, niepewny czy Jevrem naprawdę chce, aby wrócił z tej misji, czy w ogólnym rozrachunku wolałby, żeby jednak nie, bo wtedy mógłby nie opuszczać swojej kanciapy. – Protokoły komunikacji pozostają takie same jak ustalone wcześniej?
– Tak – znów mówił Darrien. – Jednokierunkowo. Chcemy mieć pełną prędkość na wszystkim, co może nam coś powiedzieć o naturze Wzg… Szczeliny, więc będziesz sam, ale jeśli najdzie cię ochota poopowiadać co widzisz, to proszę bardzo. Będziemy słuchać.

Chłopcy z IT, cała trójka z dwóch różnych systemów gwiezdnych, postanowili programować z logiką wyrzuconą za okno, a w przypadku Keesa pewnikiem nawet za kopułę zabezpieczająca miasto przed wściekłą pogodą, i od kilku s-godzin Miron patrzył jak przestrzeń wokół niego wypłaszacza się do zeroprocentowego ugięcia – czegoś możliwego teoretycznie, ale nie w obrębie Grupy Lokalnej i Lokalnej Supergromady, które zmieniały czasoprzestrzeń w pomięte prześcieradło.
– Cóż... Nie wiem czy naprawdę słuchacie, ale pora zacząć najdziwniejszą audycję w znanej historii ludzkości. Chwilę temu osiągnęliśmy zero. Niezanieczyszczoną materią przestrzeń, choć z jedynego okna, jakie tu mam, rozciąga się całkiem piękny widok. Kojarzy mi się nieco z Welonem lub Żaglem. Tu też włókna ciągną się, splatają ze sobą w luźne warkocze, znikają i powstają znikąd. W dodatku mają piękne kolory z przewagą pomarańczowego i niebieskiego, ale spektrometr nie chce współpracować i powiedzieć co tam tak ładnie świeci. Próbuje i co jakiś czas wypluwa wskazania, które pędzą do was wraz z moimi słowami, ale bardziej przypomina to glitche niż jakikolwiek wartościowy pomiar. Za to w świetle widzialnym przedstawienie trwa. Widzę zdjęcia na chwilę przed tym, jak wylatują z bufora, by nadajnik wsadził je w zakładkę i posłał do was, i są piękne, o ile to nie halucynacja. Może w chwili, gdy wypłaszczyło przestrzeń umarłem i to wszystko mi się roi? A jeśli jesteśmy przy wypłaszczeniu, to mamy już minus pięć procent. Kees, a jednak zaszaleliście? Jevrem, jak nie przeżyję, to przynajmniej wypij na moim symbolicznym grobie.
Zaschło mu w gardle i w zasadzie z każdym kolejnym zdaniem mniej chciało mu się mówić, ale słowa i tak płynęły.
– Tempo wzrostu ugięcia… malenia? Wzrostu w dół? Nieważne, wartość bezwzględna ugięcia rośnie w stały sposób, kolejna niespodzianka, gdy człowiek przyzwyczai się do tego, że co może, to próbuje się wykładniczo lub logarytmicznie rozpędzać, co nie, Jevrem? Także przesunięcie sygnału testowego ze stacji transmisyjnej nadal pasuje do równań. Zatem sunę sobie poniżej c, a wokół mnie rozciąga się niematerialna mgławica lśniąca chwilami jak mgławica refleksyjna, choć nie ma tu w okolicy żadnej gwiazdy, a chwilami jak stary, dobry zjonizowany wodór. Ale jak już mówiłem, spektrometr nie potwierdza. Jednocześnie przesunięcie dopplerowskie działa jak należy. W każdej innej sytuacji przypuszczałbym, że się spiłem i straciłem rozum, ale jeśli zdjęcia, które do was docierają wyglądają tak samo jak te, które ja widzę, to… Czy komputer może oszaleć i dzielić wizje z człowiekiem? Powinniśmy byli włączyć do zespołu jakiegoś specjalistę od AI, nawet jeśli 42 pracuje na silniku semi-AI. Bo, sorry Jevrem, jesteś genialny jeśli chodzi o wyjaśnianie i obserwowanie wszechświata w dowolnej ilości niewyobrażalnych wymiarów, ale twoja umiejętność zrozumienia innych ludzi jest gdzieś na poziomie kamienia i z AI nie jest lepiej. Zresztą prawdopodobnie to wiesz. Nie żebym sam był ideałem. Ciągle, porównując mnie do ciebie, mój ojciec musiałby mi nieco podnieść ocenę. A Kees, Juno i Aice, wy jesteście super, ale sami wiecie, że… Cholera. Wiem, że umawialiśmy się na komunikację jednostronną, ale możecie przesłać jakiś mikropakiecik, żebym wiedział, że tam jesteście? Że w chwili, gdy wartości na ekranie zaczęły schodzić poniżej zera nie umarłem i teraz nie jestem głupią duszą, która nie skapnęła się co i jak i nadal nawija do siebie?
Wstrzymał oddech i zapatrzył się na smugi za oknem. Szukał ich początku, ale one nie układały się w tunel, a raczej w nieregularną ramę, z której ktoś wyrwał obraz. Tak dosłownie. Wielka pustka w Wolarzu tętniła przy tym światłem, bo on widział jedynie ciemność, przyrządy widziały ciemność, a mały licznik przy górnej krawędzi ekranu pogrążał się coraz bardziej. Minus dwadzieścia dwa, minus dwadzieścia trzy. Ta pustka nawet nie patrzyła na Mirona, a przynajmniej on nie czuł się obserwowany. Minus trzydzieści siedem, minus trzydzieści osiem. Między każdym procentem upływało dokładnie szesnaście uderzeń serca i trzy rozbłyski stacji transmisyjnej za rufą. Minus czterdzieści dziewięć.
– Serio?
Minus pięćdziesiąt dziewięć. W milczeniu wpatrywał się w licznik. Przez moment przeszło mu przez myśl, że mógłby spróbować zatrzymać statek i zawrócić. Czemuby nie? Nie podpisał lojalki, że nie stchórzy, poza tym bardzo możliwe, że już był trupem i niczego by ta rejterada nie zmieniła. A jednak w dłonie wlał mu się ołów i nie mógł zebrać się w sobie, aby którąkolwiek z nich podnieść i sięgnąć ku konsoli, aby wprowadzić polecenia. Minus sześćdziesiąt trzy. W zasadzie Jevrem nie powiedział czy licznik może przekręcić się aż do minus dwustu. Minus jakikolwiek był niemożliwy, a jak daleko mogły sięgać niemożliwości? Jak długo ma czekać? Czy przy minus sto jeden wycofanie się będzie w porządku?
Spojrzał na świetliste warkocze skręcające się na zewnątrz statku. Układały się w wiry, kołtuniły i prostowały znowu. Przestrzeń pomiędzy nimi rosła, pęczniała pustką, a Miron nie mrugał, żeby nie przegapić momentu, gdy coś się w końcu wydarzy.
Maleńki napis w rogu ekranu zdenerwował go, rozproszył pytaniem o to czy żyje.
– Żyję – zaśmiał się z ulgą. – Cii. Mam minus dziewięćdziesiąt siedem. Osiem. Dziewięć.
Oczy zaszły mu łzami od niemrugania. Zaczęły piec. Przetarł je wierzchem dłoni – mgnienie, ale wystarczyło, by zniknął ekran i pustka, i warkocze. Grafitowa podłoga ciągnęła się od jego fotela jeszcze przez kilka metrów i nierówną linią przechodziła w ułożony w jodełkę parkiet. Jasne drewno pokrywały cienie z pionowych żaluzji, częściowo tylko przesłaniających wysokie okno, zza którego sączyło się blade światło słonecznego popołudnia, tak charakterystyczne dla nielubianych przez Mirona układów białych karłów. Biurko i krzesła po jego obu stronach rzucały krótkie cienie, obraz na przeciwległej ścianie przedstawiał zagładę KIC25588631 i Miron był pewien, że wiedział, kto go namalował, ale nazwisko mu umykało. Parszywa ciekawość kazała mu szukać podpisu i dopiero gdy stał pod wielką fleksą i patrzył na zawiłą sygnaturę, dotarło do niego co zrobił. Ale nie poczuł nawet momentu przejścia! Odwrócił się – kokpit 42 wciąż tam był. Podszedł do okna, ale biel oślepiła go, wycisnęła łzy, zakręciła w głowie aż cofnął się, opadł na wolne krzesło i spojrzał w sufit. Nie spodziewał się zobaczyć tam niczego niezwykłego i dokładnie to dostał. Równą, białą powierzchnię bez jakiegokolwiek ornamentu i skazy, aż nieprzyjemną w odbiorze.
– Sto – szepnął i własny głos go nieco uspokoił. – I co dalej, Jevrem, co-
– O! Dobrze cię widzieć! – Głos zabrzmiał zewsząd, przytłoczył go, ale gdy rozległ się ponownie miał już kierunek. – Siedź, siedź. – Po następnych zyskał też twarz i Miron nie był pewien czy ten człowiek od początku stał przy drzwiach, czy pojawił się tam przed chwilą? – Myślałem, że ktoś z was dotrze tu szybciej. Byliście niesamowicie powolni i kilka razy byłem pewien, że wszystko skończy się jednym wielkim fiaskiem, po którym… A! Przepraszam. Daj mi chwilkę. To co widzisz, to projekcja i chwilami się zacina lub wysypuje całkowicie jak ten wasz stary Me, tak się nazywał, co nie? A, nie ty pewnie tego nie kojarzysz. Czas, cholera. Ale musisz zrozumieć, że można stworzyć wszechświat z maksymalną liczbą wymiarów n-1 w stosunku do własnego. A ty pochodzisz z takiego n-7 do mojego, więc projekcja jest konieczna. O, już powinno być OK. O czym mówiłem? A, wiem. Byłem pewien, że zniszczycie swoją rasę i przyjdzie mi zaczynać od zera. Znaczy może nie od totalnego zera, bo a nuż udało by mi się wykorzystać ten sam wszechświat, ale tu chodziło o cywilizację. Kilkakrotnie nawet się wmieszałem i dostałem za to straszny ochrzan od mojego profesora, więc jeśli zapyta cię o cuda i inne takie, to upieraj się, że one nie istnieją i wszystko ma naukowe wyjaśnienie, dobrze?
Na biurku znajdowała się tabliczka, na której zamiast imienia i nazwiska widniał się trójkąt Penrosea z okiem wewnątrz. Samo biurko wyglądało jak wyciągnięte sprzed wieków lub z jednej z tych planet, które uparcie trzymały się wzornictwa sprzed mileniów – szkło, drewno, stal.
– A na pewno zapyta, bo początkowo nie chciał wierzyć, że może istnieć rozwinięta cywilizacja w zaledwie czterech wymiarach. Wszystko będzie miało miejsce tu, w ramach projekcji, tylko muszę zorganizować kilka rzeczy. Tak się wciągnąłem w obserwowanie ciebie, że zupełnie tego nie zaplanowałem. Ale bez obaw, wasz czwarty wymiar zupełnie nie równa się do naszego, więc na luzie wrócimy cię do twojego wszechświata w rozsądnym przedziale czasu. Jak chcesz, to możesz sobie wybrać do jakiego konkretnie momentu, ale głupio by było cofnąć się przed wejście w obręb bramy, bo pewnie twoi przyjaciele by się potem dziwili co zaszło i nie rozumieli.
Sam człowiek, projekcja?, przed nim też wyglądał jak ze skansenu i nawet jego twarz wyglądała jak coś, co Miron już kiedyś widział. Nie miał pojęcia gdzie, ale podejrzewał, że w którejś z bezcennych kolekcji ojca, dokumentujących starą dobrą Ziemię. Ciemna twarz, wysokie czoło, uśmiech, który było widać tylko w krótkich chwilach, gdy słowa przestawały płynąć.
– Kim jesteś?
Mężczyzna zatrzymał się w pół ruchu z uniesioną nogą i rękoma w górze. Nie mrugał, nie oddychał i przez sześć uderzeń serca przypominał realistyczną rzeźbę. W siódmym czar prysł i Miron patrzył, jak tamten znów chodzi od ściany do ściany, jak gestykuluje żywiołowo, pociera twarz, przeczesuje krótkie włosy i mówi w zasadzie nie przerywając nawet, aby zaczerpnąć powietrza.
– Ja? A! Przepraszam! Nie przedstawiłem się. To dlatego, że ostatnio cały czas obserwowałem ciebie i pozostałych, jak przygotowywaliście się, a potem jak tu leciałeś i mam wrażenie jakbym znał cię od dawna. Moja wina. Obawiam się niestety, że moje imię nie daje się powtórzyć w czterowymiarowej czasoprzestrzeni, a jego uproszczona forma jest okropna. Z drugiej strony, jeśli będziesz do mnie mówił per Boże lub Stwórco, to zabrzmi to trochę patetycznie. Więc… Nie wiem… Mów do mnie Phil.
– Phil?
– Tak, Phil może być. A ty jesteś Miron, prawda?
Phil. Czemu nie – Miron nie zamierzał się kłócić, nie żeby Phil w ogóle dał mu szansę się odezwać. Mówił, mówił i mówił z śmiesznym akcentem w okolicy pierwszej sylaby i sprawiał, że Mironowi skojarzyli się koledzy ze studiów doktoranckich. Byli tacy pewni siebie i swoich projektów na początku, a kilka lat później narzekali, ile to rzeczy schrzanili już w pierwszych miesiącach i zorientowali się o tym dopiero, jak było już za późno na zaczęcie od nowa.
– Strasznie fajnie móc cię w końcu spotkać, Miron, i witaj w świecie ponad. I przepraszam za ten bałagan z mechaniką kwantową i teorią względności. Totalnie to schrzaniłem, to miało lepiej do siebie pasować, tymczasem dałem ciała, ale wy, ludzie, byliście zarąbiści i daliście sobie z tym radę. Nieco naokoło, ale udało się wam!
Więc byli oni i był Phil. Stwórca, który tak bardzo ich przypominał, że jedynym, czego brakowało w całym obrazku, były porozstawiane na wszystkich półkach i blatach brudne kubki po kawie i jej bardziej egzotycznych zamiennikach. Z nimi tutaj cała rozmowa stałaby się lustrzanym odbiciem jednej z długich nasiadówek, podczas których temat prześlizgiwał się od pomiarów, przez niedokładność sprzętu i zbieranie wyników metodą prób i błędów, żeby finalnie dotrzeć do marzenia o dniu, gdy w końcu postawią ostatnią kropkę w swoich pracach. Nowe napędy, teorie oddziaływań w przestrzeni międzygalaktycznej, zakładki i zagięcia, drugi dowód teorii Damięckiego albo, bo dlaczego nie, nowy wszechświat pełen zadufanych w sobie istot.
Odetchnął głęboko.
– Phil?
– Tak? Coś się stało? Przepraszam, że tak mówię i mówię, ale nawet sobie nie wyobrażasz jak długo czekałem na tę chwilę. W zasadzie od kiedy stworzyłem twój wszechświat marzyłem o tej rozmowie.
Miron pozwalał słowom przepływać obok i czekał na moment, gdy znów będzie mógł się wtrącić. Potrzebował dosłownie dwóch sekund, jednego pytania, by życie, wszechświat i cała reszta w końcu znalazły się na właściwych sobie miejscach. Jeszcze chwila.
– Ale to oczywiste, że masz jakieś pytania. Nie wiem czy będę mógł na wszystkie odpowiedzieć, nawet nie z braku chęci, bo kurcze, chęci mam od diabła, ale musisz zrozumieć, że pewnych rzeczy nie mogę ci przekazać a innych po prostu nie umiałbym uprościć tak, abyś zrozumiał. Może kiedyś, ale nie dziś. No ale chciałeś o coś zapytać? Co to takiego? Jakie będzie twoje wielkie pytanie? Swoją drogą piękne przezwisko statku. 42! Super. Więc?
Momencik i już.
– Mógłbym dostać kawę?

koniec



(serio)

To może powinno być napisane na początku posta, ale... Będę się tłumaczyć post factum. Powyższe powstało rok temu w coś na kształt jednego popołudnia jeśli chodzi o pomysł, pisanie ze dwa i jakaś korekta. I było pisane pod limit znaków. Potem wiele miesięcy leżało na dysku i pokrywało się kurzem aż w końcu w zeszłym tygodniu przeczytałam to raz jeszcze, przeraziłam się ilością literek, które poprzeskakiwały, poprawiłam je i stanęłam pod ścianą. Albo znów dać się temu kurzyć, albo to przewietrzyć i potem najwyżej żałować ;) Jako że to pierwsze donikąd nie prowadzi, no to jesteśmy tu.
:bag:
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Odpowiedź

Post autor: Gorgiasz » 18 stycznia 2017, 19:56

Przeczytałem z zainteresowaniem i przyjemnością, bo bardzo dobrze napisane; o ile pamiętam – jak zawsze. No i tematyka mi bliska (nawet Penrose'a czytałem).

Jednak forma nazbyt wyraźnie przeważa nad treścią. Dla mnie – nie jest to czymś negatywnym, ale podejrzewam, że dla niektórych może być. Przypomina mi się, co pisał Ortego y Gasset... <wstaje, idzie grzebać na strychu, czyli w głównych zasobach bibliotecznych. Wraca (trochę zmarznięty).> ...O, mam: „Treść nigdy nie ratuje dzieła sztuki, podobnie jak złoto, z którego posąg został zrobiony, nie stanowi o jego wartości. O dziele sztuki stanowi bardziej forma niż treść, swej strukturze i budowie zawdzięcza ono piękno, którym promienieje.” /”Uwagi o powieści” w „Dehumanizacja sztuki i inne eseje” Warszawa 1980/.
Powyższą tezę dobrze odzwierciedla Twoje opowiadanie.
Ale ponieważ wstręciuch ze mnie, to zawsze znajdę do czego się przyczepić. Sorry.
Odpisał krótkie podziękowania za pamięć i przesłał do bufora na chwilę przed tym jak system zaalarmował go o nadchodzącym planowanym kontakcie.
Przecinek przed „jak” by się przydał.
Jakieś owszem – nowy głos dołączył do rozmowy.
– Jakieś owszem. – Nowy głos dołączył do rozmowy.
Szczelina to lepsza nazywa – fizyk wtrącił zupełnie nieprzejęty tym, że Darrien wszedł mu w słowo.
– Szczelina to lepsza nazywa. – Fizyk wtrącił zupełnie nieprzejęty tym, że Darrien wszedł mu w słowo.
Zatem sunę sobie poniżej c a wokół mnie rozciąga się niematerialna mgławica lśniąca chwilami jak mgławica refleksyjna,
Zatem sunę sobie poniżej c, a wokół mnie rozciąga się niematerialna mgławica lśniąca chwilami jak mgławica refleksyjna,
ale twoja umiejętność zrozumienia innych ludzi jest gdzieś na poziomie kamienia i z AI nie jest lepiej. Ale prawdopodobnie to wiesz.
Powtórzone „ale”.
Ciągle, porównując mnie do ciebie, mój ojciec musiałby mi nieco podnieść ocenę. A Kees, Juno i Aice, wy jesteście super, ale sami wiecie, że… Cholera. Wiem, że umawialiśmy się na komunikację jednostronną, ale możecie mi przesłać jakiś mikropakiecik, żebym wiedział, że tam jesteście?
Powtórzone „mi”. Z drugiego bym zrezygnował.
Maleńki napis w rogu ekranu zdenerwował go, rozproszył pytaniem o to czy żyje.
Maleńki napis w rogu ekranu zdenerwował go, rozproszył pytaniem o to, czy żyje.
Parszywa ciekawość kazała mu szukać podpisu i dopiero, gdy stał pod wielką fleksą i patrzył na zawiłą sygnaturę dotarło do niego co zrobił.
Przecinek przed „gdy” niepotrzebny (spójnik złożony).
Ale przed „dotarło” by się przydał.
Podszedł do okna, ale biel oślepiła go, wycisnęła łzy, zakręciła w głowie aż cofnął się, opadł na wolne krzesło i spojrzał w sufit.
Podszedł do okna, ale biel oślepiła go, wycisnęła łzy, zakręciła w głowie, aż cofnął się, opadł na wolne krzesło i spojrzał w sufit.
O! Dobrze cię widzieć! – głos zabrzmiał zewsząd, przytłoczył go, ale gdy rozległ się ponownie miał już kierunek.
– O! Dobrze cię widzieć! – Głos zabrzmiał zewsząd, przytłoczył go, ale gdy rozległ się ponownie miał już kierunek.
Po następnych zyskał też twarz i Miron nie był pewien czy ten człowiek od początku stał przy drzwiach, czy pojawił się tam przed chwilą?
Po następnych zyskał też twarz i Miron nie był pewien, czy ten człowiek od początku stał przy drzwiach, czy pojawił się tam przed chwilą?
bo pewnie twoi przyjaciele by się potem dziwili co zaszło i nie rozumieli.
bo pewnie twoi przyjaciele by się potem dziwili, co zaszło i nie rozumieli.
Sam człowiek, projekcja?, przed nim też wyglądał jak ze skansenu i nawet jego twarz wyglądała jak coś, co Miron już kiedyś widział.
Nie wiem czy to niepoprawnie, ale napisałbym tak: Sam człowiek (projekcja?) przed nim też wyglądał jak ze skansenu i nawet jego twarz wyglądała jak coś, co Miron już kiedyś widział.
W siódmym czar prysł i Miron patrzył jak tamten znów chodzi od ściany do ściany,
W siódmym czar prysł i Miron patrzył, jak tamten znów chodzi od ściany do ściany,
To dlatego, że ostatnio cały czas obserwowałem ciebie i pozostałych, jak przygotowywaliście się, a potem jak tu leciałeś i mam wrażenie jakbym znał cię od dawna.
To dlatego, że ostatnio cały czas obserwowałem ciebie i pozostałych, jak przygotowywaliście się, a potem jak tu leciałeś i mam wrażenie, jakbym znał cię od dawna.
Z drugiej strony jeśli będziesz do mnie mówił per Boże lub Stwórco, to zabrzmi to trochę patetycznie.
Z drugiej strony, jeśli będziesz do mnie mówił per Boże lub Stwórco, to zabrzmi to trochę patetycznie.
Byli tacy pewni siebie i swoich projektów na początku, a kilka lat później narzekali ile to rzeczy schrzanili już w pierwszych miesiącach i zorientowali się o tym dopiero, jak było już za późno na zaczęcie od nowa.
Byli tacy pewni siebie i swoich projektów na początku, a kilka lat później narzekali, ile to rzeczy schrzanili już w pierwszych miesiącach i zorientowali się o tym dopiero, jak było już za późno na zaczęcie od nowa.
Swoją drogą piękne przezwisko statku. 42, super.
Napisałbym: Swoją drogą piękne przezwisko statku: 42. Super.
Momencik i już
Kropka.
Ale samo zakończenie zbyt mocno i zaskakująco rozczarowuje. Spłycasz i trywializujesz. A tak pięknie poruszyłaś (choć zdawkowo) wiele aspektów współczesnej nauki, w tym targające nią wątpliwości (relacja, a raczej jej brak, między teorią względności i kwantów). Jakież pole do popisów dla fantazji, luźnych bądź karkołomnych hipotez i wielotorowych rozwinięć! A tu, w momencie kiedy oczekuję na zwieńczenie crescenda – ty mi serwujesz „koniec”. „Tego się nie robi kotu”.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Odpowiedź

Post autor: pierdoła saska » 20 stycznia 2017, 09:05

Uwaga, autorka spowiada się z zamysłu, nie czytać przed przeczytaniem opowiadania xD
► Pokaż Spoiler

Przecinki i inne poogarniane w większości. Nad kilkoma jeszcze sobie podumam :) Ale kujam za listę, bo moje nieogarnianie interpunkcji przeszło już chyba w stan kliniczny ^^" choć staram się, naprawdę.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1831
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Odpowiedź

Post autor: Kruffachi » 21 stycznia 2017, 15:13

Pierwsze, o czym pomyślałam, kiedy zaczęłam czytać - dawałam zresztą Ci znać na szałcie - było to, jak pięknie "Odpowiedź" napisałaś. Tak bardzo po swojemu, z tą łagodną melodią tekstu i spokojnymi zdaniami, z dygresjami i ciągami skojarzeń, które swobodnie sobie odbiegają od głównej osi. Ja lubię to Twoje pisanie, dobrze mi się w nim dryfuje, to mnie odpręża, a jednocześnie nie miałam tego wrażenia, które mi się parę razy zdarzyło przy Twoich mniej udanych tekstach, że dryf dryfem, ale ja chyba przestaję wiedzieć, dokąd zmierzamy, coraz mniej ufam, że pisząca wie i właściwie to zaczynam się odrobinę nudzić. Tu zawsze w odpowiednim momencie wracałaś na właściwy tor, a dygresje budowały klimat i podbijały obrazowość na bardzo wysoki poziom. Rozmowy z "bazą" wyszły miodnie, bo choć rozmówców nie widać, kreślisz ich charaktery i uruchamiasz moją wyobraźnię. Porównanie statku do puszki w wielkim kosmosie gdzieś już się wcześniej u Ciebie pojawiło (Maksym?), więc rzuciło mi się w oczy. Co jednak oznacza, że wówczas zrobiło na mnie wrażenie i w pamięci utknęło. Tu też spełnia swoją rolę.
Niewiele oczywiście - jako laik - zrozumiałam z samych rozmów, tak piąte przez dziesiąte (bardziej piąte), ale też wiem, że znasz się na rzeczy i mam do Ciebie zaufanie, że takiego całkiem kitu nie wciskasz i jeśli piszesz, że coś jest niepokojące, to ja Ci wierzę i także zaczynam się niepokoić. Więc mogłam rozumieć niewiele, ale emocje odebrałam.
A potem, po samym dodarciu do "Wzgórz", tekst Ci jakby pękł. Stracił tę obrazowość i nastrój. Jeśli chodziło o taki efekt, o jakim piszesz w spoilerze, to nie wiem, czy nie jest ta końcówka nieco rozwleczona. Chyba że funkcję tę przypisujesz tylko samej poincie, ostatniemu pytaniu - no to nie, tu nie poczułam się zirytowana, a raczej rozbawiona. Wręcz przeciwnie, aż strach mnie bierze, co stałoby się z tym tekstem, gdyby padło jakieś uberważne pytanie, a potem odpowiedź na nie. No bo jesteśmy tylko ludźmi, nie? Wymyślanie uberważnych odpowiedzi na uberważne pytania musi kończyć się intelektualną porażką i kończy się za każdym razem, kiedy pisarzom wydaje się, że mogą występować w roli orzekających, a nie poszukujących.
Natomiast - no właśnie - sam portret udzielającego odpowiedzi, kimkolwiek nie miałby być (przedstawicielem wyższej rozwojowo rasy, bóstwem, formą energii, łotewa) wydał mi się zbyt rozwleczony, żeby mnie wybić z rytmu. Druga rzecz, która mi zgrzytnęła, to list od ojca. Znaczy, kumam, co chciałaś pokazać, ale sama treść, czy raczej sposób jej napisania, mi nie pasują. Nie wierzę w hipotetycznego faceta, który tak układałby zdania, a zwłaszcza w społeczeństwie za x lat. Zatrzymało mnie to i na moment skrzywiło.
Niemniej to był dobrze i naprawdę przyjemnie spędzony czas z Maršowym pisaniem, Maršowym bohaterem i Maršową tematyką (miałam skojarzenie z tym opowiadaniem kończącym się meteorytem, tytułu nie podam z wiadomych względów).
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Odpowiedź

Post autor: Kanterial » 23 lutego 2017, 18:29

zabiłaś mnie wyborem czcionki, daję ci -10 do fajności. Ona jest tak oczojebn... męcząca wzrok

Tekst mi się z jednej strony cholernie podoba, z drugiej zaś wzbudza trochę sprzeciwu i różnych wątpliwości. W skrócie: wow, dawno nie miałam takiego mętliku w głowie. Podchodziłam do czytania kilka razy, ale jakoś nie docierałam do końca (wiem, że to ułomne, ale czcionka :facepalm: a ja nie umiem czytać tekstów przekopiowanych do edytora z przyjemnością, więc...). Także końcówka i wizja Boga były zaskoczeniem teraz, gdy wreszcie przeczytałam całość.

Miron to strzał w dziesiątkę i on ci robi tekst. W moim odczuciu. Nie wiem czy można nie pałać do niego sympatią, ja pałam i to od pierwszych linijek praktycznie. Jest świetny, jest ludzki, jednocześnie taki Lemowsko poczciwy i niepokojący (wzmianka o tym, że wizja niepewnego powrotu mu nie przeszkadza). Kocham go. Kocham też dialogi z chłopakami, ale to tak całościowo i ogólnie, bo oni akurat mojej sympatii nie wzbudzili. I to nie dlatego, że prawie nie występowali w utworze. Nie. Ja ich czułam bardzo dobrze i wyraźnie, wzbudzali same negatywne emocje. Przez to głównie, jak obojętny stosunek się wyłaniał do Mirona momentami (ale może przesadzam). Bardzo podobała mi się cała postawa głównego bohatera, troszkę marazmu, trochę rezygnacji, taaaaka rutyna, sama nie wiem. Przyjemnie czytało mi się na tyle, że aż żałowałam, że to już-już blisko końca, krótki utwór.
Monolog - niby o Wzg...eghem, Szczelinie, a tak na serio to trochę o życiu, trochę o problemach, trochę o chłopakach i samym Mironie, rozwalił mnie totalnie. To gdybanie, czy aby na pewno jest żywy, czy to już tylko duch gada, a on sie nawet nie zorientował XD uwielbiam. Niby to tak na śmiesznie napisane, ale mnie rusza w bolesny sposób, jest smutne. Naprawdę smutna scena, kiedy on gada i nie wie, czy tamci słuchają.
No dobra, dość o Mironie.

Tekst sam w sobie taki jak lubię, technobełkot zawsze cenię, zwłaszcza, gdy choć trochę ogarniam. A że trochę ogarniałam, było mi tym przyjemniej. Sc-fic w fajnym wydaniu, tęskniłam. Tęskniłam też za twoim stylem, choć (to, o czym wspomniała Kili!) często się w nim gubiłam, pamiętam. Długie zdania, długie dygresje. Teraz nic mnie nie męczyło.

Z rzeczy które ewidentnie zapalają mi lampkę czerwoną i pipczą !alarm!, to faktycznie, jak już wyżej napisano - ten list od ojca. Totalnie jak list od proboszcza i to proboszcza-poety... nie wątpię, że wiesz doskonale, jak sztucznie to wygląda, więc pewnie taki był zamiar. Druga rzecz - ta chwila, gdy Miron jest między 99 a 100. I ta wizja, projekcja. Dość nieczytelna scena, ja czułam się niepewnie z interpretacją. Nie wiem czy wstał i ogarnął, że halo, halucynacja, czy co, nie do końca wyłapałam chyba zamysł. Później się rozjaśnia, bo Bóg, no ale jednak...

A sam pan Trójkącik z Okiem? Ziomek na nieogarze, wieczny student, gaduła, nerd pewnie (super!). Nie mogę. Trudno mi było go przyjąć do wiadomości, ale uśmiech na ryju miałam i to szeroki do bólu. Koleś miażdży, dosłownie. Miażdży i swoim sposobem bycia, i infem, które puszcza Mironowi w twarz, i wszystkim innym. Koncepcja przez to ucieka, w ogóle trudno mi ocenić, czy podobał mi się pomysł.
Ostatnie pytanie nie rozładowało napięcia i nie zszokowało mnie, tylko bardzo chamsko i brutalnie ucięło tekst. W sumie to nie wiem, co czuję nawet...

Pomysłu ocenić nie umiem, wykonanie świetne, tematyka przyjemna... Tyle? Tyle. Dzięki, że wrzuciłaś.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Odpowiedź

Post autor: pierdoła saska » 27 lutego 2017, 22:51

Dobra, sumując jedno z drugim już wiem, co spaprałam w pierwszej kolejności. Nadmiar tu energii potencjalnej i zamiast walnąć na koniec ładnie z gracją dobrej klasy auta wjeżdżającego w mur, to się, za przeproszeniem, rozpierdoliło i strefa zgniotu jak w Maluchu, od zderzaka do silnika. Chciałam sobie zagrać na tym, że w ważnych sytuacjach mamy tendencję do zachowywania się nie do końca racjonalnie i czasami chwytamy się pierwszego, co znajome. Ale utopiłam to tu :/ Mam zatem diagnozę, nie wiem jeszcze jak to wyleczę, bo trochę się wkopałam xD

List ojca, który tak nie pasuje, to z kolei pchanie wielkiego świata w mały tekst ^^" Świata, który się tu nie mieścił chyba jednak i zgrzytał, jeśli podać go w takiej formie. Bo tak miało brzmieć archaicznie jak na s-f, bo to jakiś mój taki powtarzalny motyw: rozwój cywilizacji z wyspami zastoju a wręcz cofnięcia się, odrzucenia cywilizacji, zatopienia się w czymś, co teraz dla nas bywa nieco emmmm. Amisze saj-faj ^^" Ale za dużo w za małym kawałku chyba.

Nieczytelność sceny sobie zapamiętam, coś z nią zrobię jeśli będę ten tekst szlifowała dalej. Puszka na pewno była u Maksyma xD powtarzam się, ale moja nabyta rok temu klaustrofobia się tego domaga xD Kruff, meteoryt... tak, to nieco podobne zagranie tu xD choć to tu i tamto powstały z zupełnie innych pobudek. :D


Kujam za komentarze. :tul:

Kruff, przepraszam, ze wieki odpisywałam, ale jakoś tak mam, że nie lubię odpisywać na każdy jeden komentarz. Lubię mieć choć te dwa, aby zestawić sobie w głowie, co się powtarza i lepiej zrozumieć co komentujący mieli na myśli, a nie się zapędzać ^^" dlatego odwlekałam i odwlekałam w nadziei, że ktoś się jeszcze odezwie i wyklaruje mi to i owo.

Kan, przepraszam za czcionkę, już nie będę xD
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 117
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Odpowiedź

Post autor: Ag. » 15 sierpnia 2017, 23:30

Po tym tekście od razu widać, że jest twój, ma marsowy styl. :) A jednocześnie czytało mi się go lepiej niż "Takk...", mimo wszystko te zdania są trochę prostsze, całość dosyć płynna, nie tak pokrętna. Wyłapałam jeszcze parę drobiazgów, lista poniżej (choć uwag Gorgiasza na temat zapisu dialogów nie rozumiem, moim zdaniem nie są właściwe).

Z początku czytało mi się bardzo dobrze – tekst rozwija się spokojnie, budujesz nastrój wielkiej chwili, poznania. Technobabble mi nie przeszkadzał, nic z niego nie rozumiałam, ale tworzył to wrażenie, że ci ludzie to profesjonaliści, że wiedzą co robią, że wszystko jest prowadzone zgodnie z procedurami, na spokojnie (a nie jak w co niektórych filmach, gdzie załoga statku kosmicznego to idioci...). Co do listu ojca, to nie tyle nie pasował mi on stylistycznie, co jak dla mnie zbyt wyraźnie wskazywał, jakiego zakończenia się spodziewać. Zresztą niepotrzebnie jak dla mnie Phil wspomina o tym, żeby go nie nazywać Bogiem ani Stwórcą. To powinno zostać w domyśle, tocz dzięki temu listowi i temu, co mówi Phil, czytelnik sam sobie porównania do Boga może wyciągnąć.

Co do sceny przejścia, to mi się ona akurat podobała, bo granice między wymiarami się zatarły, obraz stał się niejasny, ale moim zdaniem w dobry sposób, podkreślający niezwykłość tego momentu, zmianę.

Natomiast od momentu pojawienia się Phila klimat jakoś oklapł. Rozumiem, że taki był zamysł, ten Phil-studenciak, ale sama nie wiem, może on gada za dużo i za długo, a może właśnie te porównania do studenta czy tam doktoranta są zbyt nachalne, niepotrzebnie odmalowujesz ten sceny z życia studenckiego, zamiast zostawić je czytelnikowi w domyśle – bo czytelnik i bez tego czuje, co tu się dzieje.

Tak samo robisz z 42. Gdy po raz pierwszy przeczytałam, że statek nazywali 42, zrobiłam w głowie Kapitana Amerykę – I understood that reference! I tyle wystarczyło, bo mamy już tytuł "Odpowiedź", mamy 42, mamy zbliżanie się do celu. Ale ty dałaś na koniec 42 jeszcze raz, i to w taki bezczelny sposób, każąc tekstowi śmiać się ze swojego własnego żartu. Zupełnie nie potrzebnie. Wybiło mnie to trochę z rytmu, a przecież to sama końcówka i zaraz pada wielkie pytanie.

Właśnie, co do tego pytania, to jak zauważyli ludzie przede mną i ty sama, coś poszło nie tak. To powinien być ten punkt rozładowania emocji, gdy czytelnik się uśmiechnie, albo pokiwa ze zrozumieniem głową. Ale dla mnie był tylko rozczarowujący i irytujący. Bo jak to, cały ten technobabble poszedł na nic? Dostajemy kawę? Choć rozumiem problem z zadaniem naprawdę wielkiego pytania. Wyszło by to pewnie patetycznie i głupio. Może tekst po prostu powinien skończyć się w innym miejscu? W każdym razie zabrakło mi tego "bum!" w pytaniu.

Podsumowując, od samej odpowiedzi wolałam ten moment tuż przed jej uzyskaniem, niepewność, przygotowania, w końcu pierwsze spojrzenie za kurtynę, ale jeszcze nie zrozumienie, na co się patrzy. Ta część wyszła ci świetnie. Natomiast sama odpowiedź... cóż, zabrakło jej chyba klimatu albo lepiej rozgranego kontrastu czy podkreślonego szoku odkrycia. Czegoś, co wywołałoby we mnie emocje. Plus jak napisałam wyżej mam wrażenie, że za dużo zdradzasz po drodze.

Łapanka:
umrzeć z nudy
Mówi się: "umrzeć z nudów".
Chciał pierwszy raz spojrzeć Wzgórza
Zgubione "na".
Resztę komunikację
komunikacji
niepoznanych rzeczy, stworzonych
Jak dla mnie przecinek zbędny, i tak jest ich dużo w tym zdaniu.
Minus jakikolwiek był niemożliwy, a jak daleko mogły sięgać niemożliwości?
Podoba mi się to zdanie. :)
A, nie ty pewnie tego nie kojarzysz.
"A, nie, pewnie…" albo "A nie, pewnie..."
widniał się trójkąt
Bez się.
Sam człowiek, projekcja?, przed
Ja bym tu skorzystała z myślinków do zrobienia wtrącenia. Ale ja w ogóle jestem fanką wtrąceń przez myślniki, bo estetycznie porządkują zdanie, jeśli jest już w nim dużo przecinków użytych z innych powodów. Widzę, że ty z tego nie korzystać i mnie to w paru miejscach tekstu dręczy.
mówił z śmiesznym
ze
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

ODPOWIEDZ