UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

30 dni OTP [13/30]

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
Roarshark
Posty: 21
Rejestracja: 01 grudnia 2015, 23:51

Re: 30 dni OTP [11/30]

Post autor: Roarshark » 10 grudnia 2015, 02:00

Uwaga, seksy!

12. First Time (pierwszy raz)

]Tiago Estevez nie był ideałem kochanka, ale Quentin tego nie zauważył.
Nie zdążył.
Quentin rozważał wszelkie możliwe katastrofy, które mogłyby mu się przydarzyć podczas uprawiania seksu, z wyrzuceniem za drzwi zanim do niego dojdzie włącznie. Nie przewidział jednak, że jego pierwszy raz może potrwać jakieś trzy sekundy.
Tiago miał z tego, jak to on, wielki ubaw, co tylko pogłębiło quentinowe poczucie zażenowania. Nawet moment odkrycia, jakie slipy nosi jego niedoszły kochanek (niebieskie z motywem uśmiechniętych cheeseburgerów) nie był aż tak niezręczny.
- No ups - stwierdził w końcu Estevez. Adler wyglądał na tak zawstydzonego, że nawet do niego dotarło, że akurat teraz mógłby przestać się naśmiewać, bo inaczej czeka go sesja z mężczyzną o nazwisku PNG. - Zdarza się.
- Taaaa...
Atmosferę trafił szlag. Przez ostatnią minutę została zamordowana, pogrzebana i dla pewności zalana dwoma litrami betonu. Quentin uznał, że miał rację: było koszmarnie.
Tiago objął go jednak, pocałował, tak mocno, że czuł drażniące łaskotanie jego zarostu na policzkach. Zły humor przeszedł jak ręką odjął, jakby chłopak miał w głowie przełącznik działający jedynie w dwóch trybach: podniecenie i zażenowanie.
Chwilę później poczuł, że rzeczywiście - nie stało się nic, czego nie dało się naprawić.
Finalnie również Estevez nie wyrzucił go z łóżka - uznał, że nauczy Quentina podstaw programowania na jednym z laptopów. W sumie więc ten poznał co najmniej dwie nowe rzeczy, stwierdził także, że seks wcale nie poszedł mu źle.
Przynajmniej w porównaniu z sesją analizy obiektowej.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: 30 dni OTP [11/30]

Post autor: Siemomysła » 10 grudnia 2015, 20:41

Bokiem te seksy trochę i zza zasłony ;) Niczego wprost, ale tak właśnie jest dobrze, jak mi się wydaje.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Padraig
Posty: 38
Rejestracja: 18 października 2015, 22:33

Re: 30 dni OTP [11/30]

Post autor: Padraig » 12 grudnia 2015, 14:39

Seksy gejowskie trochę w niesmak mi czytać, :P ale punktuję za to, że wszystko zostało ujęte w dość lekki sposób i jak to napisała Siemomysła "zza zasłony". Ogólnie jestem za tym, by o jakichkolwiek seksach pisać zza zasłony, zbytnia dosadność w moim mniemaniu nie popłaca, no, chyba że jest jakiś określony cel w stosowaniu takiej dosadności, a nie samo brutalne pisanie o seksach dla brutalnego pisania o seksach.
No i tego. Gacie w uśmiechnięte hamburgery mnie rozśmieszyły. I tak jak pisałem, lekko i żartobliwie napisane, co na plus.

Awatar użytkownika
Roarshark
Posty: 21
Rejestracja: 01 grudnia 2015, 23:51

Re: 30 dni OTP [11/30]

Post autor: Roarshark » 16 grudnia 2015, 20:39

13. Watching porn (oglądanie porno)

Esteveza zdumiewał fakt, że najwyraźniej w tutejszym internecie było niezwykle mało porno.
Powoli rozwikłał tę zagadkę. W Melilli seks był sferą prywatną - trudno było wypatrzeć jakichkolwiek przejawów erotyki w przestrzeni publicznej, żadnych reklam z modelkami w bieliźnie, ulotek klubów ze striptizem walających się po ziemi, strony z pornografią zagrzebane w sieci i wymagające podania osobistego klucza identyfikacyjnego. Nie chodziło o to, że tutejsi mieli jakąś niesamowitą awersję do samego faktu uprawiania seksu, po prostu nie chcieli o nim słyszeć. Szybkie wypytanie Quentina uświadomiło Esteveza, że najwyraźniej żyje w miejscu, gdzie typowy licealista potrafił wymienić objawy większość chorób przenoszonych drogą płciową oraz procentową skuteczność antykoncepcji, częstokroć w życiu nie widząc nawet nagiego drugiego człowieka na oczy.
Nic dziwnego, że na widok pornografii Quentin zrobił minę, jakby cały jego organizm był skonfundowany w kwestii tego, jak w ogóle zareagować.
- Włamałem się - wyjaśnił. - Serio, wojna wojną, ale dopiero próba dostania się do tego uświadomiła mi, jak bardzo to miasto jest popierdolone.
Quentin oderwał wzrok od ekranu i usiadł koło niego.
- Cóż - powiedział, gdyż z jakichś powodów czuł się zobligowany do pociągnięcia jakoś dyskusji. - Wiesz, jestem niepełnoletni, więc to chyba nielegalne... - palnął głupio.
Oczywiście, znajdował się w sytuacji, gdy samo jego życie było mocno nielegalne, nie powinien więc przejmować się zbytnio takimi rzeczami. Zwłaszcza że, na Boga, zdarzyło mu się uprawiać seks, nawet więcej niż raz i naprawdę miał nadzieję, że nie wyglądał wtedy aż tak kretyńsko.
- Czy ja wyglądam głupio, gdy... - zaczął Quentin ostrożnie, próbując wybadać teren.
- Nie, jak wszyscy tutaj, akurat w tej kwestii jesteś naprawdę dziwny, ale wyglądasz całkiem normalnie.
Kilka minut urażonego warczenia Quentina sprawiło, że Estevez po raz pierwszy w życiu pomyślał, że może mógłby być nieco bardziej subtelny.

Awatar użytkownika
Heap
Posty: 27
Rejestracja: 18 października 2015, 15:55

Re: 30 dni OTP [13/30]

Post autor: Heap » 06 stycznia 2016, 13:53

Ayyy fajne! Nieliniowe, ciekawe i wciąga po kilku zdaniach. Miły język, historia, przedstawiony świat... Może jestem wybitnie ślepy i leniwy, ale ja do niczego się nie przyczepię tutaj ;D
Heap jest tylko jeden.

Awatar użytkownika
Roarshark
Posty: 21
Rejestracja: 01 grudnia 2015, 23:51

Re: 30 dni OTP [13/30]

Post autor: Roarshark » 06 stycznia 2016, 23:18

14. Sick (Choroba)



Po dwóch tygodniach skończyły im się prezerwatywy. Skombinowanie nowych, uwzględniając quentinowe uczulenie na lateks, było wręcz niemożliwe. W końcu więc Estevez uznał, że przecież w ciążę nie zajdzie i dał z tym spokój.

Oczywiście, to był błąd.

Kilkaset lat temu ludzie przewieźli na Galicję swoje wirusy, ale planeta miała też pokaźną kolekcję własnych. Dlatego też przed wylądowaniem każdy statek czekała kwarantanna związana z nadrabianiem najnowszych szczepień – rzecz wyjątkowo upierdliwa, ale konieczna, chyba że komuś nie przeszkadza szerzenie epidemii. Naturalnie, sierżant Estevez pomiędzy kolizją z ziemią i regularną ucieczką przed okupantem raczej o tym nie pomyślał.

Pewnego ranka obudził się więc z krostami pokrywającymi całe ciało i Quentinem sterczącym nad nim z przerażoną miną oraz kubkiem gorącej kawy.

– Pij. Kofeina pomaga złagodzić objawy.

Tiago podniósł się z łóżka i jęknął. Już od kilku dni czuł się jakoś niewyraźnie, zwalił jednak to na kiepską dietę i brak ruchu. Przełknął kilka łyków płynu, czując, że chyba prócz kawy do gardła spływa mu ropa.

– Zarazisz się – mruknął zgrzytliwym głosem, ale Quentin tylko przewrócił oczami z irytacją.

– To choroba przyjezdnych.

Cały kolejny dzień wypełniony był drżeniem i próbami nierozdrapywania swędzących krost. Estevez leżał w łóżku, ciało go bolało od wyprysków, głowa bolała od nierobienia niczego. Quentin zostawił go na całe popołudnie, drań. Na szczęście, przygotował termos z kawą. Boże, jak on nienawidził kawy…

Cztery kubki potem Adler wrócił, przynosząc garść pigułek i torebkę z ziołami. Przynajmniej Tiago miał nadzieję, że to zioła, bo pachniało jak stare odchody.

– Czarczak – wyjaśnił Quentin. Nie musiał nic dodawać, był to jeden z popularniejszych towarów eksportowych planety, roślina równie silnie lecznicza co halucynogenna. Zasadniczo nieprzetworzona postać była zakazana, narkotyki jednak ostatnio stały się wyjątkowo chodliwym towarem w okolicy. – Zaparzę ci. Będziesz miał po tym nudności…

– Cudownie…

– … i omamy…

– Świetnie…

– …ale pomoże. Znaczy, taką mam nadzieję.

Nie zabrzmiało to zbyt optymistycznie.

Quentin pomógł mu pić. Gdy rzeczywistość zaczęła lekko falować, Tiago czuł głównie palącą wdzięczność.



15. Ślub



Estevez obudził się. Zakręciło mu się w głowie.

Obudził się znowu. Coś koszmarnie swędziało go w miejscu, w którym raczej nie powinno się drapać publicznie. Jęknął i obrócił głowę. Obok na łóżku leżało jakieś trzy czwarte człowieka i przypatrywało mu się ciekawsko. Zamrugał i przypomniał sobie o możliwych halunach. Szlag.

Ludzki kadłubek nadal przyglądał mu się. Nie miał rąk i jednej nogi, a odkształcona głowa była dziwnie płaska. Sądząc po zapachu, problemy obejmowały nie tylko głowę.

Sierżant uznał, że ma wszystko gdzieś i podrapał się intensywnie. Kadłubek zachichotał.

– Durny z ciebie omam – mruknął Estevez. Próbował wstać. Coś trzasnęło, zapiszczało. Opadł ciężko na łóżko, a chwilę później w polu widzenia pojawiła się twarz nieznanej kobiety. Zamrugał ponownie. To było zbyt… składne jak na halucynacje.

– Witam, witam – odezwała się kobieta, chwytając go za rękę. – Który palec ściskam?

– Serdeczny. Prawa dłoń.

– Teraz?

– Kciuk.

– Brawo. Dobra wiadomość jest taka, że zapewne przeżyjesz.

Kadłubek zachichotał znowu. Estevez rozejrzał się po pomieszczeniu. Białe ściany, trzy łóżka, w tym jedno wolne, bez pościeli. Jakieś reprodukcje na ścianach.

– Jestem doktor Cortez, a to jest Juan. Zapewne nie ma tak na imię, ale od pewnego czasu na to reaguje. Znaleziono go podobnie jak ciebie we wraku statku, widocznie miał jednak mniej szczęścia. Jesteś już czwartym, który trafia do mnie chory. – Kobieta usiadła przy jedno łóżku. – Podziękuj mężowi, dwoje innych z tego nie wyszło.

Przy słowie "mąż" Estevez uznał, że może jednak to są haluny. Coś kliknęło.

– Jak to "zapewne przeżyję"?

– Cóż, kilka godzin temu mieliśmy tu nalot. Nie znaleźli tego pomieszczenia, ale i tak trzeba będzie was przetransportować. Znaczy, ciebie. Juan raczej nikogo nie zainteresuje – westchnęła Cortez. – Dasz radę się podnieść? Świetnie. Musisz wypić sporo wody, poza tym dostaniesz strzykawki z płynem szczęścia. Domięśniowo, najlepiej w miejscu, którego nie widać, bo potem mogą robić się krwiaki. Jakby coś, pstryknij palcami, kinekt to wyłapie.

Kiwnął głową, nie wiedząc, co jeszcze może zrobić.

Gdy Quentin go odwiedził, zdołał już wypić dwa litry wody. Odwiedziny były zresztą rychło w czas, Estevez bowiem bardzo potrzebował pomocy w dojściu do łazienki, a jeszcze nie zdołał zdecydować, czy woli asystę staruszki, czy pourazowego kretyna.

– Mąż? Serio? – zapytał. Quentin podtrzymywał go, usilnie patrząc w stronę umywalki.

– Wiesz… ja znam Cortez z czasów przed tym wszystkim.

– I?

– Religijna jest. Bardzo. Nie wpuściłaby mnie i musiałbyś się odlewać sam.

Trudno było dyskutować z takimi argumentami.

ODPOWIEDZ