UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Sferokształt

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: wołszebnik » 16 września 2014, 13:17

Ładne rzeczy się na tym forum wyrabiają. Gdy mi się wreszcie zechce (jaaaasnne, z pewnością prędko do absurdu zatęsknię), to swoje powiem. Gdy mi się wreszcie zechce.
Wprawdzie to forum nie jest warte dobrych komentatorów ani dobrych autorów, ale dobrzy autorzy tu jeszcze są i są warci obdarzenia ich w miarę rzetelną opinią. A Bates jest dobrym autorem, no, nie genialnym, popracować trochę jeszcze musi (ale niby kto nie?), dobrym z pewnością jednak jest, więc i wołszasty komć się należy. Zresztą ten komentarz to Ci obiecałam, Bates i planowałam wysłać go prywatnie, ale po tym, co tu widzę, nie obraź się, że jednak przeciwstawię go tu, w wątku. Skądinąd, gdyby komentarze wyżej czynili mężczyźni, to prawdę mówiąc podejrzewałabym, że to klasyczny przykład rekompensowania sobie małego penisa.

Uwaga, teraz będzie porządny, analityczny komentarz:

1. "Sferokszatł" wykorzystuje dla przekazania idei gatunek science fiction. Gatunek jest tu narzędziem, nie celem. Co jest celem? O czym jest "Sferokształt"? Panowie i Panie, aspirujący do zajmowania się rzemiosłem pisarskim: to opowiadanie jest o TWORZENIU, kreacji.
Sferoszktałt to porządek idealny, stworzony na podstawie pewnie pierdyliarów lat obserwacji różnych cywilizacji. I jako system idealny powinien teoretycznie idealnie działać. I tu tkwi sedno, bo jednak nie działa, czegoś mu brak.
2. Kuen nie jest nadistotą. Kuen niczego nie tworzy. W systemie Sferokształtu Kuen jest robolem, pierwszym robolem, niemniej jednak "pracownikiem fizycznym". Do zadań Kuena należy realizowanie wizji Sferokształtu, umacnianie jej u niższych sobie, "podwładnych" (patrz cudzysłów. Używając analogii, Kuen jest jakby pierwszym generałem armii. Naczelnym Wodzem. A Sferokształt to idea. Może, żebyście zrozumieli - gdyby wyłożyć to na język historii Polski, Sfeokształ byłby wizją obronienia niepodległości w czasie II Wojny Światowej, a Kuen to Rydz-Śmigły. Czy już coś świta?
3. Otóż, Kuen (Rydz-Śmigły), mający wielki historyczny cel przed sobą, ideę godną poświęcenia wszystkiego - nagle zaczyna wątpić. Nostalgia. To sytuacja kogoś, kto ma natchnąć innych, ma sprawić, by ich wiara była niezłomna, sęk w tym, że już w nim kiełkuje zwątpienie (skądinąd zapachniało neoplatonizmem). Oto cały Kuen. Popraw, Bates, jeśli coś przeoczyłam.

4. Cywilizacja nr1 -> koniec cywilizacji -> cywilizacja post.
Akcja "Sferokształtu" toczy się w chwili, gdy naszej cywilizacji już nie ma. Ale na jej gruzach powstało coś innego. Hmm, po co podróż międzygalaktyczna? Po co budzą się podróżnicy?
Niestety trzeba kilka lektur, by to pojąć, odrobinę dobrej woli i nieco namysłu. Acz myśl jest w gruncie rzeczy oczywista, jeśli ma się jakiekolwiek przygotowanie teoretyczne. Rytuał przejścia i Turner. Cała ta część o podróży, to zobrazowanie rytuału przejścia międzycywilizacyjnego, tego momentu zagubienia, gdy nie ma już dotychczasowych struktur, gdy wszyscy testują wszystkich, trwa stan niepewności, niezdefiniowania, zagrożenia. Właśnie to spotyka podróżników. I dlatego nawet o tym nie wiedzą.

5. Więc, o czym jest ten "Sferokształt"? O tym, że marzy nam się rozwój, kolejny etap, że nie zadowala nas to, co jest - nasza współczesność, tęsknimy za tym, co będzie, licząc, że będzie lepsze (dlatego Bates wykorzystał gatunek science fiction, bo w tym gatunku spisuje się wizje przyszłości). Nie doceniamy współczesności. Wizja Batesa to właśnie efekt dążenia do najlepszego, to wypracowana koncepcja idealna, system oparty o naukę i doświadczenie, coś, co powstało po społeczeństwie, cywilizacji obecnej, która nas nie zadowala. I ten system ma jedną lukę - nie jest cywilizacją współczesną, z jej bolączkami i ułomnościami. Bates powiedział nam swoim tekstem, że patrząc w to, do czego warto dążyć, nie należy tracić z oczu tego, co już cywilizacyjnie osiągnęliśmy. Bo kiedyś może być żal. Bo wartość docenia się po czasie. Wtedy, kiedy to, co warte, jest już utracone. Oto nostalgia Kuena. Sytuacja tragiczna, bo nie można już wrócić do tego, co zatracone. Można to tylko dostrzec i zatęsknić i od tej chwili tęsknić będzie się już zawsze.

Fanks, Bates, za ciekawą lekturę, która była mi przygodą, wyzwaniem, która mnie szczerze i głęboko wzruszyła. Oczywiście zaprzeczam, by ten post był sponsorowany (tak miałam mówić, Bates? O.o )

Na koniec jeszcze jedno słowo prywatne, od wołszy do ludzi, unoszących noski za wysoko: słuchajcie noblistów. Zwłaszcza Marii, Maria ma dla Was doskonałą radę:
Obrazek

Aha: wcale bohatera nie trzeba lubić, kibicować mu, zajmować wobec niego stanowisko. Bohater jak wszystko w prozie - też narzędzie.
Ostatnio zmieniony 16 września 2014, 15:47 przez pierdoła saska, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Post zablokowany do edycji, ponieważ jego początek został zgłoszony i uznany za podstawę do udzielenia ostrzeżenia.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 16 września 2014, 14:01

Wołsza,
Tak długo czekałem na Twoje podsumowanie, a Ty wklejasz je w takim momencie, że nikt tu nie uwierzy w przypadek ;). No dobra, ale na poważnie:

Ty od początku miałaś ułatwione zadanie, bo na wszystko patrzyłaś oczami poety-filozofa. Nie umknął Ci praktycznie żaden szczegół, żadna z podsuwanych przeze mnie wskazówek. I choć na wstępie mnie skrytykowałaś (częściowo słusznie, a częściowo niesłusznie) to jednak w dalszych etapach lektury zrozumiałaś mój zamysł i z łatwością wyłapałaś przekaz. Dziękuję, ze podjęłaś się interpretacji - robi ona na mnie naprawdę wielkie wrażenie, mimo iż jest trochę przerysowana ;).
Dzięki.

Do wszystkich:
Ogólnie jestem bardzo zadowolony z Waszych podsumowań, bo świadczą one o wielkiej burzy, o emocjach, które Sferokształt wywołał. Jedni go nienawidzą, inni nie rozumieją, jeszcze inni lubią, ale nikt z komentujących nie przeszedł obok tego tematu obojętnie. To dla mnie sukces. Dodam też, że o ile astrofizyką i filozofią interesowałem się nieco już wcześniej, o tyle zawsze lekceważyłem poezję. Praca nad Sferokształtem i jego ukończenie pchnęło mnie w ramiona poezji i to jest coś wspaniałego. Nawet skleiłem z tej okazji kilka wersów:

W formie jesteś kroplą,
W treści oceanem.
Czy to takie dziwne,
Że się zakochałem?


Naszą dyskusję podsumuję najważniejszym fragmentem Sferokształtu, a zarazem jego pointą, która mieści się w Śródrozdziale:

"To jest właśnie prawdziwy Sferokształt. Tu i teraz. Mydlana bańka latająca w próżni to zwykły kamuflaż".

Dziękuję za komentarze.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1825
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Kruffachi » 17 września 2014, 10:17

@ R. Bates - widzę, że bardzo usilnie doszukujesz się związku między wydźwiękiem mojego komentarza a dyskusjami o poezji, co jest dla mnie bardzo krzywdzące. Spodziewałam się, zaryzykowałam i - cóż - chyba żałuję, że wróciłam do komentowania "Sferokształtu", bo jest mi głównie przykro. Wiele można mi bowiem zarzucić z pewnością, ale raczej nie to, że komentuję stronniczo. Jeśli cokolwiek miało wpływ na mój wcześniejszy post, to tylko fatalny stan zdrowia ostatnio i to nie na jego treść, a na długość. Część wątków skróciłam - jak widzę, są przez to nieczytelne. Jeśli jednak uważasz, że mój komentarz wypływa z innych wątków, proszę, usuń ciastko, bo nie powinno się nagradzać takiego zachowania.

I ogólnie...
Cytując klasyka: "Jak zachwyca, jak nie zachwyca?". Jak pisałam wcześniej, były elementy, które mi się podobały i takie, które mi się nie podobały. Wielkie nadzieje wiązałam z warstwą ideologiczną, ale tu dostałam to, co już znam, w dużej mierze z literackiej refleksji postmodernistycznej. I oczywiście mogłam się na ten temat rozwodzić, ale uznałam, że wystarczy sygnał, bo nie lubię sprzedawać złych wieści i zakładam zwykle, że autor sam wyciągnie wnioski. To, że coś mi się nie spodobało, nie oznacza z automatu, że tego nie rozumiem. Fakt, że miałam tak wysokie oczekiwania, jest właściwie komplementem, bo odwołuje się do tego, na co przygotowywały mnie wcześniejsze fragmenty. Ale nic to. Jeśli chodzi z kolei o status Kuena, tekst umożliwił mi przyjęcie perspektywy antropocentrycznej, więc to w analizie zrobiłam. I tak, z tej perspektywy Kuen jest wyżej.

Do odpowiadania na docinki osobiste się nie zniżam i zaznaczam z góry, ze to ostatni mój post w temacie, bo nie chcę dyskutować w takiej atmosferze, a szkoda, bo jest o czym.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 17 września 2014, 10:39

@ R. Bates - widzę, że bardzo usilnie doszukujesz się związku między wydźwiękiem mojego komentarza a dyskusjami o poezji, co jest dla mnie bardzo krzywdzące.
Nie rozumiem o co dokładnie Ci chodzi? Skąd wnioski o oskarżeniach o stronniczość? Ja tylko podkreśliłem, że potraktowałaś tego komcia po macoszemu, nie podjęłaś się interpretacji, a tylko omówiłaś błędy. Nie mam Ci tego za złe, tylko mi szkoda, bo we wszystkich wcześniejszych komentarzach do Sferokształtu błyszczałaś wnikliwością i pomysłami, a tu puf - wycedziłaś kiść ogólników. W żadnym wypadku nie oskarżam o stronniczość - a ciastko za pracę i wskazówki należy się Tobie tak samo, jak Marszy czy Wołszy. Dla mnie wszystkie jesteście na równi.
Do odpowiadania na docinki osobiste się nie zniżam i zaznaczam z góry, ze to ostatni mój post w temacie, bo nie chcę dyskutować w takiej atmosferze, a szkoda, bo jest o czym.
O jakich docinkach osobistych mówisz? Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek, komukolwiek w tematach ze swoimi tekstami walił osobiste docinki. Czy chodzi Ci o to, że wykazałem ostatnim cytatem, że nie miałaś racji odnośnie pointy Sferokształtu? Bo nie miałaś - zupełnie źle zrozumiałaś to opowiadanie, mimo iż po komciu do Śródrozdziału myślałem, że wiesz o co chodzi. Jeśli takie rzeczy traktujesz jako docinki osobiste, to zostawiam to bez komentarza.

Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Bofur
Fraa
Posty: 35
Rejestracja: 03 stycznia 2014, 17:42
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Bofur » 17 września 2014, 20:53

Ok, tu miał być długi i pełen szczegółów komentarz do tego tekstu - całego. Ale ponieważ mam oczy i widzę, co się dzieje, to nietrudno mi zgadnąć, jak skończyłaby się ta rozmowa: "Ten tekst jest świetny i głęboki, tylko go niestety nie rozumiesz, ale dzięki za komcia (dom. biedny głupolku)". I ponieważ tak to się skończy, to uważam, że szkoda mojego czasu. Nie warto. Po prostu nie warto.

Napiszę więc tylko w telegraficznym skrócie moje odczucia wobec tego dziełka:

meh
*shrug*

To tyle, dobranoc.
Obrazek

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: Siemomysła » 19 września 2014, 07:54

Skoro przeczytałam całość, to spróbuję jeszcze raz zwięźle wyrazić to, co po przeczytaniu tekstu wyprodukował mój mózg.
Dość mocno pomogła mi w formułowaniu myśli poniższa wypowiedź wołszebnik:
Aha: wcale bohatera nie trzeba lubić, kibicować mu, zajmować wobec niego stanowisko. Bohater jak wszystko w prozie - też narzędzie.
Oczywiście, że tak. Bohater to narzędzie, trudno się nie zgodzić. Dla autora. Moim zdaniem moment, w którym czytelnik orientuje się, że bohater jest narzędziem kładzie opowieść na łopatki. W układzie forumowym jestem właśnie czytelnikiem Sferokształtu, bo generalnie o to właśnie w układzie tym chodzi. Beta-czytelnicy dają autorowi sygnały w jaki sposób ich tekst może być odbierany w szerszym gronie. Jestem elementem próbki badawczej.
Generalnie moje spostrzeżenia co do utworu są takie, że dostałam tu zasadniczo same narzędzia (nie mówię tylko o bohaterach, lecz o każdej z warstw). Niestety: łopaty, szpadle, grabie i oskardy same w sobie dla mnie nie są interesujące. Tymi narzędziami została wyłożona idea. Tymczasem nie dość, że ja lubię, gdy się mnie uczy mimochodem, niejako na boku, to na dodatek wyłożona tutaj idea znana mi jest od wielu lat. Doszłam do niej gdzieś w liceum, jakąś połowę życia temu.
Wspaniale, że autor też do niej doszedł i chciał się podzielić odkryciem. To nie ironia – zaznaczam – podoba mi się zwykle taki entuzjazm. Jednak robienie z tego wydarzenia na miarę, dajmy na to, Ulissesa wydaje mi się lekuchną przesadą.
Podsumowując: nie podobało mi się. Cały czas, czytając, utwierdzałam się w przekonaniu, że przyjdzie moment, gdy dojdę do sedna i będzie ono jak nagły błysk, grom, olśnienie. Czekałam na tupnięcie. Wielkie bum. Coś więcej. Zawiodłam się i w efekcie zostałam z poczuciem zmarnowanego czasu.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 19 września 2014, 10:15

Dzięki, Siem.
Doczytałaś do końca i podsumowałaś, cieszę się. Myślę, że to bardzo konsekwentne podsumowanie, bo w bardzo podobnym wydźwięku utrzymywałaś inne swoje komentarze do Sferokształtu. Cóż można tutaj powiedzieć więcej niż to, co powiedziano już wcześniej.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Sferokształt

Post autor: Gorgiasz » 25 października 2014, 15:28

Mój post będzie chaotyczny, pisany na bieżąco podczas powtórnej lektury całości, więc z jej znajomością. Jakoś trudno mi ogarnąć tą całość, mam wrażenie, że z jednej strony (abstrahując od moich umiejętności) jest to spowodowane bogactwem i różnorodnością (posuniętą do przesady) prezentowanego tekstu, a z drugiej jego nieuporządkowaniem, żeby nie powiedzieć chaosem. Pierwsze to zaleta, drugie wada. Pierwsze przeważa nad drugim.
Zapoznałem się również z komentarzami, postaram się za bardzo nie powtarzać.

Jestem w jednak dość niezręcznej sytuacji, bo muszę odnieść się do całości (inni mogli śledzić rozwój na bieżąco i mieli o wiele więcej czasu na przemyślenia). A na dokładkę całości nie dostrzegam. To jest jak suita muzyczna („Peer Gynt” Griega czy „Sylvia” Delibes'a na przykład), złożenie częściowo niezależnych od siebie części, bardzo różnych w charakterze użytych środkach wyrazu, treści, formy etc, które, owszem, coś tam łączy, ale w praktyce znacznie lepiej czują się oddzielnie i często są takoż wykonywane. I ktoś może nucić „Taniec Anitry”, ale innych części już nie akceptuje i słuchać nie będzie. I ma pewną rację, bo są one bardzo różne od siebie. I tu jest tak samo. Ale meloman, jeśli nawet lubi tylko pewne motywy, to potrafi docenić i na swój sposób całość, wytykając jednak partie, które mu nie odpowiadają. Tylko czy czytelnik zachowa się tak samo?

To tylko przykład, ale adekwatny. Bo i tutaj różnice między częściami są duże. Powiedziałbym: za duże. I niestety nie budują spójnej konstrukcji. Zaczyna się od cienia, części pierwszej, która kładzie się nim na całości. I niefortunnego – moim zdaniem – pojęcia Sferokształtu, będącego motywem przewodnim. A czymże on jest? W pierwszej części nie znajduję odpowiedzi, pada ona w Twoim wyjaśniającym poście. Poza treścią. To niedobrze - jeśli coś trzeba extra wyjaśniać, a nie jest to zadanie matematyczne czy opis konstrukcji samolotu. To, co napisałeś w tym innym poście, w którym rozmawiasz z odbiorcą winno się znaleźć (może nie w takiej formie) we właściwym tekście.

No to z polskiego na nasze:
Moja jest taka: Sferokształ to istota, która kiedyś była bogiem (stworzycielem wszystkiego). Teraz jest już Sferokształtem, czyli tym, co wyewoluowało z boga. Stało się tak, bo udało mu się złamać niemożliwości własnej rzeczywistości (podwymiaru).
Złamać? Czynność fizyczna zmieniła (złamała) istniejące status quo rzeczywistości? Coś wyewoluowało z boga? Dobrze, że małą literą, bożek to jakiś, bóstwo, na kopy ich było w historii, o większości nikt nie pamięta. Ale żaden nie był na tyle infantylny, aby ewoluować. A może po prostu umarł biedaczek? A ten podwymiar to wygląda na podświadomość, dziś ma ją parę miliardów stworzeń nazywanych ludźmi, zwierzęta zresztą ponoć też, to co to za atrakcja? O czym tu pisać?
Okazało się, że oprócz tego, co znał, jest coś więcej, zwanego śródwymiarem. Udało mu się zjednać z wszechbytem i odnaleźć śródwymiar. Następne stadium odkrycia.
Wszystko się zgadza. Dalej jest świadomość, czyli Średnia Jaźń (środwymiar) i Wyższa Jaźń zwana Nadświadomością (wszechbyt). Można o tym poczytać w poważnych albo w niepoważnych publikacjach, odnieść się do Freuda (tutaj będzie id, ego i super-ego), Junga, Okultyzmu, Teozofii i różnych gałęzi tzw Nauk Ezoterycznych. Albo pomedytować trochę według dowolnej szkoły i wszystko stanie się w miarę jasne, a nawet odczuwalne. Żadne odkrycie.
Celem Sferokształtu jest łamanie kolejnych niemożliwości i aby to zrobić, aby złamać niemożliwości śródwymiaru, stworzył Pierwszych Braci, którzy w jego imieniu gospodarują niższymi poziomami wszechbytu.
Przykre, albo ma urojenia albo musi tworzyć psychologiczne podpórki w postaci owych Pierwszych Braci. Apostołowie chrześcijańscy? Mistrzowie Jogi? To wszystko już było i to w pełniej i bardziej wyraziście zarysowanej formie. Niezbyt to interesujące i godne uwagi. Można to przecież osiągnąć w sposób znacznie prostszy, wyżej przedstawiony. Aczkolwiek jest pocieszające, że z takiego marnego bożka, powstał Sferokształt. Jeszcze go nie zamykam w żadnym systemie pojęć, ale dostrzegam realną szansę, że takowy może powstać z każdego z nas.

W pierwszej części mamy zbiór przeróżnych, skomplikowanych naukowych i quasi – naukowych określeń. Wiele z nich jest niejasnych, niezrozumiałych, nie odnoszących się do systemu pojęć czy symboli, który może być wiadomym czytelnikowi. Literacko – trudne i zniechęcające w odbiorze. Gdyby ta rozprawka filozoficzna była jakąś kolejną częścią, wplecioną w akcję – w porządku, przeszło by. A tak nastawia czytelnika nie najlepiej. I fałszywie. Bo dalej będzie o wiele ciekawiej.

Takie rozważania były szeroko rozpowszechnione w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. Nie jest to zarzut, ale sprawa trąci myszką. I nasuwa porównania. Wartościować trudno, bo kiedyś było to inaczej odbierane, a pamięć jest zawodna, więc nie wiem. Ale w związku z tym, budzi umiarkowane zainteresowanie. Choć z drugiej strony zmierzenie się, nawet udane częściowo, z trudną skądinąd formą wyrazu, musi budzić szacunek i uznanie. Bo jest w tym myśl, pogląd, refleksja. Nie musi do końca odpowiadać, ale w jakiś sposób oddziałuje i zmusza do uruchomienia myśli.

Kuen kojarzy mi się z kohenem; nie wiem czy to zamierzone, ja akurat posługuję się tą forma jako oryginalną. Może również oznaczać związek z angielskim określeniem królowej. Według pewnych teorii w każdym z nas żyje (jesteśmy złożeniem) swoiste alter ego (określane czasem mianem sobowtóra astralnego lub eterycznego – zależnie od nomenklatury i systemu pojęć) i charakteryzuje się ono płcią przeciwną. Ponieważ jesteś mężczyzną wprowadziłeś tu królową – kobietę, i to by się zgadzało.
W każdym razie jestem przekonany, że imię/określenie to nie jest przypadkowe. Ale bez subiektywnej analizy i takowego podejścia, nie bardzo wiadomo, kim on jest. Za dużo niewiadomych.

Sferokształt przeżył biliardy istnień, biliony światów i miliony wymiarów.
Razi mnie ta matematyka, z założenia fałszywa. Napisałbym: Miriady istnień,światów i wymiarów.

Ogólnie czyta się ciężko, treść nie do końca jest zrozumiała, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, jak trudno jest przedstawić to, co chciałeś tu pokazać, sam borykam się z podobnymi problemami. Ale w każdym razie budzi zainteresowanie i chęć zapoznania się z kontynuacją.
Spoko, ja właśnie badam reakcję czytelników na taką formę pisania. Enigmatyczną, tonącą w opisach, oderwaną od rzeczywistych zachowań i typowego budowania akcji.
Oderwana od rzeczywistości? Nietypowa akcja? Tutaj nie mamy do czynienia z cechami zbyt nowatorskimi, może dzisiaj tak uproszczona literatura jest rozpowszechniona, ale znałem szereg podobnych dzieł i przedstawień tematu (Lem chociażby). I dla mnie jest to raczej tekst typowy.

Druga część nie bardzo koreluje z pierwszą. A oczekiwałem pewnych wyjaśnień i kontynuacji. Z literackiego punktu widzenia jest to zarzut, ale skoro mamy do czynienia z formą eksperymentu, czyli jak rozumiem pewnymi poszukiwaniami – to już nie. No i schemat suity. Opisy są tu bardzo plastyczne i przekonujące, bez trudności nasuwał mi się barwny obraz scenerii. Sam tak jakoś, bez wysiłku. To wszystko bardzo pięknie, ale to inna bajka niż część pierwsza i niestety bez widocznego, ważkiego z nią związku. Ale dlaczego jakiś hipotetyczny układ akurat czterech planet? Astronomiczne opisy Pulsarii – zapełnianie miejsca, gdybyś planował powieść – to byłyby uzasadnione. Współpraca z panną Alfa – hm – trochę nierealna, ale sympatycznie przedstawiona. Tylko kim ona jest? Wydaje się, że to kuen ją stworzył, rozmawia sam ze sobą, z własną wizją, wyobrażeniem. „Panna Alfa, bo tak nazwałem pracujący po sąsiedzku rój,” . On nadaje jej nazwę, czyli powołuje do bytu i życia. I nie pytała kim jest, bo była nim. Wszystko to tylko emanacje...
Kosmiczna inżynieria – OK. Zakończenie, globalny i całkowity kataklizm robi wrażenie. Ale tak naprawdę nic się nie stało, pękła jedynie mydlana bańka, wizja kuena.

c.d.n.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 25 października 2014, 16:05

Gorgiasz.
Cieszę się, że zahaczyłeś o Sferokształt. Fajnie, że postanowiłeś opisywać swoje wrażenia na bieżąco. Wstrzymam się z dłuższą odpowiedzią - nie będę Cię wyrywał z transu czytania ;).
Dzięki i pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Sferokształt

Post autor: Gorgiasz » 26 października 2014, 09:36

Czwarty raport. (1/2)

Część trzecia bardzo sprawna literacko i nareszcie płynnie się czyta. W pewnym sensie można oddychać pełną piersią i nucić pod nosem. Tylko nie widać związku z poprzednimi, aczkolwiek dałoby się je połączyć. I jest to piękny fragment, zupełnie inaczej zinstrumentowany, normalnej, pełnowymiarowej powieści. Pojawia się pytanie, a po co właściwie są dwie części poprzedzające – odpowiedź może dać wspomniana powieść, w której wszystko mogłoby odnaleźć swoje miejsce. Treści jest tu niewiele, i gdyby było zsynchronizowane z poprzednimi częściami, uzupełniałyby się wzajemnie, ale nie jest.
- Słuchaj, John – wystrzelił Bob Duncan, rzucając pisak w stronę irracjonalnie rozbawionej twarzy Alberta Craiisa.
Ten Craiis coś mi przypomina.

Czwarty raport (2/2)

Te same uwagi co powyżej; końcu to dalszy ciąg. Ale mamy mamy ciekawe wydarzenia, swoistą fabułę, dobrze przedstawione. Czyta się znakomicie.
obiekt jest zbyt piękny, żeby być tworem cywilizacji
- perełka, oprawić w ramki
A my? My wciąż zadajemy złe pytania. Czekamy... czekamy na niewłaściwe odpowiedzi.
- kolejna ikona. I Wielka Prawda.

Mamy w tej części sporo filozofii i teologii. Ale jest ona podana w wyjątkowo strawnej formie (pozazdrościć), doskonale wkomponowanej w akcję i środowisko całej tej części.
...Ale ja pytam: czym lub kim jest Bóg? Jak... jak, powiedzcie, go zdefiniować? Czy to istota podobna do... nas? Nad-istota? Czy... czy może to czysta energia – wertował przez chwilę szuflady pamięci - energia, która wypełnia... wszechświat i włada nim? Czy Bóg może... się materializować? Czy nie może? Mijają dekady, wieki... milenia... A my? My wciąż zadajemy złe pytania. Czekamy... czekamy na niewłaściwe odpowiedzi.
- Że o co chodzi? - Bob Duncan nie ukrywał, iż ciężko mu się skoncentrować na wywodach duchownego. - Że to nie jest czarodziejski obłoczek?
- Wiedzcie, że Bóg – kontynuował ksiądz – to coś... coś znacznie ważniejszego. To nadzieja... która dawała siłę matkom... wstawać co dzień do pracy, by... by wykarmić dzieci. To etyka, która czuwała... uczyła byśmy nie zjadali się nawzajem. To co... codzienna modlitwa, duchowy trening... prowadzący nas... prosto w objęcia... w ramiona szczęścia. Do naszego... prywatnego nieba. Jeżeli życie na Ziemi... umarło... a my lecimy, aby... aby założyć nową – przetarł oczy – nową Ziemię. Jeżeli ten... obiekt lub ta istota, którą... którą napotkaliśmy, sprawi... że nowy lud, na... na tej nowej Ziemi... My wszyscy... kiedyś... staniemy się lep... lepszymi ludźmi, to tak – zakreślił w powietrzu znak krzyża - to po stokroć tak, tak, tak, jest... Bogiem... Bo takiego Boga, o jakiego pytacie, nie... ma i nigdy nie... nie było. Bóg nie istnieje...
Bardzo dobrze przedstawione.
- Kurwa, ja... - Na twarzy gubernatora pojawił się grymas bólu. Ale nie fizycznego. Ten rodzaj cierpienia nigdy nie uzewnętrzniał się na jego fizjonomii. Pojawił się tam grymas bólu emocjonalnego. - Ja nic z tego nie jarzę...
…Marion, moja żona... Zresztą, chuj wie, skąd statek kosmiczny może takie rzeczy wiedzieć... Słuchaj, Jim, ona była bogobojna, rozumiesz? Nie znałem innych, tak mocno wierzących ludzi. Ja nie wierzę w boga, pierdolę. To ją kochałem najbardziej na świecie. Kurwa mać! Zawsze próbowała mnie zmienić... Gdy wygrałem wybory, wiedzieliśmy, że ona nie poleci. Jej ciało nie wytrzymałoby hibernacji. Nie mogła pogodzić się z losem. Ciężko zachorowała. Gdy było jasne, że cuda techniki jej nie wyleczą, popadłem w obłęd. Ostatnie, o co prosiła, to żeby w nowej kolonii zbudować kościół, ku jej pamięci. Byłem tak wściekły, że zacząłem bluzgać. Krzyknąłem: „jak spotkam boga, to mu powiem, jakim jest wrednym chujem”. Wybiegłem i poszedłem się naćpać. Gdy wytrzeźwiałem i wróciłem, nie żyła. Marion miała wtedy trzydzieści trzy lata i to były ostatnie słowa, które usłyszała z moich ust... Ostatnie słowa, które zapisałem na pieprzonej kartce i wsadziłem w medalion z jej zdjęciem...
- Sfe-ro-kształt – wydukał Albert Craiis.
To jest znakomite podsumowanie. Tutaj odczułem (odczułem! nie: zrozumiałem, i o to chodziło, bo jest on poza sferą zrozumienia) czym może być (nie: jest !) w moim odbiorze Sferokształt. Kluczem była liczba trzydzieści trzy. Nie wycofuję jednak moich uprzednich krytycznych zastrzeżeń, ponieważ dotarło to do mnie dopiero przy powtórnej lekturze, w normalnym trybie jako czytelnik, nie czytałbym drugi raz. Oczywiście, to mój subiektywny odbiór, ale sądzę, że – przynajmniej w jakimś zakresie – było to Twoją intencją.


Sródrozdział:
Pośród mętliku niewiadomych wybijało się jedno ważne pytanie: jak zaskoczyć czytelnika?
Jak dla mnie, to normę wyrobiłeś w zakończeniu poprzedniej części.
Pisanie to inna rzeczywistość, to ukryte, zakrzywione wymiary pośród widocznej codzienności. Tunele, które są w stanie zaprowadzić pisarza do krainy czarów, jeśli tylko pozwoli się tam zabrać.
No właśnie o to chodzi.
bo do naszej osobliwej szóstki z poprzedniego rozdziału już nie wrócimy.
Wielka szkoda.
bo w świecie Kuena ci ludzie to ulotny mikrokosmos na poziomie molekularnym.
Tylko że ten świat Kuena, nie został należycie przedstawiony.

Bardzo ciekawe rozważania, z którymi całkowicie się zgadzam. I doskonale się czyta. Ale... to jest typowa publicystyka (z wyjątkiem ostatniego, zresztą znakomitego, fragmentu – płótna malowane na plaży). Treść jest tutaj dopasowana do poprzednich fragmentów, dziwne, udało się nawet znaleźć dla nich wspólną płaszczyznę, aczkolwiek leżącą poza nimi, jednak forma rażąco od nich odbiega. A ponieważ jest to kolejny, radykalny zwrot, budzi zastrzeżenia. Jako autor stawiasz się demonstracyjnie poza opowiadaniem, to tak jakby w suitę Griega włączyć nagle utwór Pink Floyd'ów. Również wspaniały, lecz w żadnym razie jego forma nie może współgrać z klasycznym zestawem orkiestry symfonicznej. Rozbija całość. Forma staje się dysonansem i wprowadza chaos. Można tę analogię ciągnąć dalej, istniał i istnieje przecież rock symfoniczny, ale tutaj mamy coś zupełnie innego.


Lampart z Euferium (1/2)

Literacko bez zastrzeżeń, ale co to ma wspólnego z poprzednimi częściami? Po części z tego powodu, nie budzi zainteresowania. Brzmi jak wyrwany fragment z innej książki. Pewnie dałoby się scalić, ale nie zrobiłeś tego. Poszczególne fragmenty suity są nazbyt niezależne, coś je niby łączy, ale to za mało, symbolicznie tak, może po to, aby nie powstał ten zarzut. Tak jakbyś chciał pokazać na co Cię stać. Wiem już, na wiele, potrafisz pisać w różnych stylach, ale nie udowadniaj mi tego wciąż.
Egzotyczne nieco nazwy: Tuaclo, Euferium, Skyes, Nowy Tenochtitlan, hydroptinum, piahri - są zawieszone w próżni, o niczym nie mówią, nie rodzą żadnych obrazów (no, dla ścisłości kilka odległych skojarzeń), puste dźwięki.
I ogólnie nie jest to interesujący fragment.

Lampart z Euferium (2/2)

Ten z kolei, w odróżnieniu od poprzedniego, jest ciekawie napisany, wzbudza zainteresowanie, ale nadal sprawia nieodparte wrażenie wyrwanego z większej (i innej) całości. Ale zapomnieliśmy o Kuanie i Sferokształcie, albo ukryli się tak głęboko, że nie zauważyłem. Bo to, że brat Kuen pojawia się w ostatnim fragmencie – to z punktu widzenia całości, jest nienaturalne, przyszyte niezgrabnie grubą nicią i oderwane od reszty. Nie liczy się.
Pierwsza fala przeciska się ponad naturalną barierą i mknie w stronę delty z prędkością glowiańskiego klipra.
A skąd, z jakiego świata wypływa ten glowiański kliper? Od czego pochodzi przymiotnik „glowiański”? Od Glowianii? A cóż to za kraj?
Monumentalne kości thieli,
Przepraszam, kogo?
W tym całym zamieszaniu było coś jeszcze; coś, o czym aktorzy owego spektaklu nie mieli prawa wiedzieć. Anomalia, która czasem pojawia się na membranie rzeczywistości jak synapsa wieloświata. Łączę między teraźniejszością i antyteraźniejszością. Panwymiarowy telegraf.
Szkoda, że czytelnik również nie ma prawa wiedzieć, o co chodzi.

Przekrój generacyjny
Pamięć genealogiczna.
Za jej odkrywcę powszechnie uważa się Sferokształt.
No i tutaj nic nie rozumiem. Sferokształt zajmuje się odkryciami w świecie materialnym? Jest powszechnie ocenianym i klasyfikowanym?
Wybuchła wojna. Kolejna wielka konfrontacja ludzi przeciwko ludziom, nazwana przez historyków Wojną Pegazów. Zwyciężyła jak zwykle idea: świeża, potrzebna, twórcza. Idea Sferokształtu.
Co ma wspólnego Sferokształ z wojną? I jeszcze z ideą? Platońską? Nie rozumiem. Wydawało mi się, że go dostrzegam, odczuwam, ale teraz wszystko ulega zatarciu, zagmatwaniu.
a jego niewidzialnymi generałami byli: Sferokształt – bóg doskonałości i Dr. Livingstone – powiernik jego tajemnicy.

Żadnego związku z poprzednimi określeniami w tej części. Gołosłowne stwierdzenie.

Całość nijaka, właściwie nie wiadomo o czym i nie wiadomo o co chodzi.
ma być dla mnie rozpoznaniem do tego, co chciałbym pisać w przyszłości.
Nie wiem czy chciałbyś pisać, ale ja chciałbym przeczytać: Czwarty raport z przetworzonym na literacką formę Śródrozdziałem.
Nie ma tu "ciasta", bo istotna jest dla mnie forma, nie treść
Tylko bez przesady z tą wyalienowaną formą.

Epilog

Dla mnie nijaki. Ziemia już zdaje się była wcześniej unicestwiona. Jakoś niewiele z niego wynika: że Sferokształt w materialnej postaci przetrwał kataklizm na jednej z niezliczonej liczby planet? Rozumiem, pętla czasowa czy inny punkt widzenia, ale to muszę sobie jakoś sam tłumaczyć, wyręczając w tym Ciebie na najbardziej elementarnym poziomie przekazu.

Właściwie powstało pytanie, czemu uparcie traktujesz to jako całość, jeśli to jest eksperyment, ćwiczenie, to można było każdą z części traktować niezależnie, byłoby prościej i być może oczekiwane przez Ciebie opinie i wskazówki koncentrowałyby się na poszczególnych zagadnieniach, w poszczególnych częściach nie rozpraszając się na ciągłym poszukiwaniu i integrowaniu całości, która jest nota bene dość enigmatyczna i do pewnego stopnia nawet sztuczna. Jeśli zaprezentowany tu materiał potraktować jako szkielet, to na pewno można go rozszerzyc do rozmiarów powieści.

Są tu fragmenty znakomite i fragmenty chybione. Jak w każdej suicie. Najbardziej rozczarowujący jest Epilog, bo powiedziałbym, że go nie ma. Ale trzymając się określenia eksperymentu, uważam, że był udany i bez wątpienia wart starannego zapoznania się z nim. A Czwarty raport chętnie bym widział jako fragment regularnej powieści.

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Sferokształt

Post autor: R. Bates » 26 października 2014, 10:12

Gorgiaszu,
dziękuję w takim razie za komcia, skoro całość już masz za sobą. Nie będę się rozpisywał - po prostu napiszę, że dobrze i zdrowo podszedłeś do opinii. Zauważyłeś i podkreśliłeś fakt, iż był to dla mnie eksperyment, nie było to klasyczne opowiadanie. Ja tutaj chciałem się przede wszystkim zmierzyć ze sposobami pisania, jakich nigdy nie uraczyłem. I to zrobiłem. Nie było to zdecydowanie opko pod czytelników, tylko pod autora i jego rozwój (bo przecież ja się dopiero uczę poważnego pisania). To, co dobre, pochwaliłeś, to, co nieudane skrytykowałeś, bez niepotrzebnej spinki i prób wmawiania autorowi jak się powinno pisać takie teksty. I za to dzięki, analiza tego, co napisałeś będzie dla mnie wskazówką przy pisaniu kolejnych tekstów, ale i też przy remake'u Sferokształtu (lub jego najlepszych części), bo planuję jeszcze do tego opka wrócić, wyciągnąć to, co najlepsze i napisać ponownie.
Pozdrawiam.
Veni, Vidi, Komci

ODPOWIEDZ