UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Kolaps [+18]

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 423
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Kolaps [+18]

Post autor: Kompot » 05 stycznia 2013, 19:19

SpoilerShow
gantzerek pisze:ROZDZIAŁ PIERWSZY Pomieszczenie było nieduże i idealnie okrągłe, o gładkich, srebrzystoszarych ścianach. Na środku wyrastała dwu i pół metrowa szklana tuba. Z wieńczącego ją, metalowego kapitelu wylewały się grube trzewia rur i okablowania, wijące się i znikające w suficie. Jedynym źródłem światła w pomieszczeniu był okalający je wąski okrąg w podłodze, emanujący słabą, błękitną poświatą.
W szklanejtubie powietrze błyskawicznie zgęstniało. Wszystko zaczęło wibrować, rozbrzmiewając niskim, dudniącym basem. W jednej chwili dźwięk ucichł, jakby odcięty nożem. W tubie pojawił się ogolony na łyso, brodaty mężczyzna w kasztanowym habicie kapucyna. Jego ciało bezwładnie oparło się o szkło. Nagle szarpnęły nim gwałtowne konwulsje. Wygiął się niczym kot, łapiąc ogromne hausty powietrza. Szklana tuba zaczęła opadać i po chwili zniknęła w podłodze. Mężczyzna upadł na kolana i zwymiotował.
Ze wszystkich aspektów swojej służby, Egon Hoerzt najbardziej nienawidził samej podróży. Cierpiał na chorobę czasową. Dopadała go za każdym razem.
Leżał teraz na ziemi w pozycji embrionalnej, usiłując przeczekać najgorszy okres. Błędnik wariował, a organy wewnętrzne zdawały się być zupełnie wymieszane. Nawet nie próbował przywoływać Interfejsu, bo i tak by się pewnie teraz nie włączył. Dudniło mu w głowie. Usłyszał, jakby z oddali, krótki, urwany krzyk. Męski głos wydawał mu się znajomy.
Dopiero po chwili poczuł gorejący ból w nodze. Przemógł się i otworzył oczy. Świat wściekle wirował we wszystkich kierunkach. Zobaczył, że skraj jego habitu palił się błękitnym płomieniem. Zmełł przekleństwo w ustach i wciąż leżąc na ziemi próbował niezdarnie zdusić ogień ręką, ale tylko rozniecił go bardziej, parząc sobie przy tym dłoń.
Czym prędzej zdjął palący się habit i cisnął jak najdalej od siebie. Okrągły pas światła w podłodze dopiero wtedy zmienił barwę z błękitnej na żółtą. Powietrze przy ziemi stało się nagle ciężkie i lepkie, a posadzka lodowata; Egon z trudem wstał, starając się mieć jak najmniejszy z nią kontakt; przenikliwe zimno wręcz parzyło go w gołe stopy. Płomień zatańczył jeszcze krótko i zgasł; pas światła zmienił barwę z powrotem na niebieską.
Wciąż walcząc z konwulsjami, które wzbierającymi falami atakowały jego ciało, Egon rozejrzał się dookoła i nagle skamieniał. Włosy zjeżyły mu się na karku.
— O kurwa… — wymamrotał. Zamknął oczy, potarł i otworzył ponownie.
Nic się nie zmieniło.
Przeciwny skraj pomieszczenia, odległy od niego o nie dalej, niż cztery metry, widział jak przez pękniętą szybę, której fragmenty zawisły nieruchomo w powietrzu. Obraz załamywał się wzdłuż misternie utkanej sieci linii i kontynuował w zupełnie innym miejscu. Kątem oka, na jednym z takich kawałków „szkła” zobaczył siebie. Jego „odbicie” w tym fragmencie wciąż leżało na ziemi, wciąż jeszcze ubrane w habit. Na innym z kolei zobaczył innego siebie, dopiero co pojawiającego się w szklanej tubie. Przywarł plecami do ściany.
— Eeeej! — krzyknął bełkotliwie, walcząc z kolejną falą mdłości. — Technik! Coś nie tak z ST! Eeeeeeej!! — Nie usłyszał nawet echa swojego głosu, które rozeszło się po różnych zakamarkach pofragmentowanej czasoprzestrzeni, zostało uwięzione w którejś z nieskończonych chwili czasu. (niepotrzebna spacja) Egon poczuł się jak zaszczute w pułapce zwierzę. (przydałoby się wyjaśnić dlaczego.)
Usiłował zebrać myśli. Dotarło do niego, że darcie się wniebogłosy nie miało najmniejszego sensu, choćby dlatego, że MTTM została obudowana grubą ścianą z ołowiu, wielokrotnie ekranowaną i zbrojoną nanowęglowymi siatkami. Maszyna fizycznie była zupełnie odcięta od świata zewnętrznego, nawet od obsługi technicznej.
Kątem oka spostrzegł, że tuż koło niego bezgłośnie pojawiło się szerokie pęknięcie. Serce zaczęło walić mu jak oszalałe, oblał się zimnym potem. Był nagi i zmarznięty. Szukał w pamięci jakiejś wskazówki, procedury, czegokolwiek.
Ostrożnie przykucnął i uderzył trzy razy pięścią w podłogę. To była absolutna podstawa, rdzeń każdego autonomicznego systemu, uwzględniającego czynnik ludzki. Na posadzce wyświetlił się monochromatyczny panel sterowania. Ostatnia deska ratunku. Wcisnął palcem w powietrze, w miejscu gdzie znajdywał się odpowiedni wirtualny guzik. Pas światła w podłodze błyskawicznie zmienił barwę na krwistą czerwień, tak bardzo teraz zbawienną dla Egona. W wielu kawałkach załamań czasu, zawieszonych w powietrzu, pas światła wciąż był błękitny albo żółty. Zupełnie jak w kalejdoskopie.
Zamknął oczy, wstrzymał oddech i czekał, mając nadzieję, że Balthasar upora się obliczeniem poprawek STC, zanim w miejscu, gdzie siedział, spontanicznie pęknie czasoprzestrzeń i wyśle go w kawałkach w różne momenty przeszłości. O ile w ogóle coś takiego da się naprawić. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność.


***

Egon nawet nie zauważył momentu, kiedy pas światła oblał pomieszczenie jaskrawą zielenią. Z transu wyrwał go dopiero syk otwierającej się ściany. Bez chwili namysłu wstał i wszedł wąskim gardłem w korytarz; zarzuciło nim szeroko. Obejrzał się za siebie i odetchnął z ulgą. Komora wyglądała najzupełniej normalnie, anomalie zniknęły.
Przeszedł, wciąż jeszcze chwiejnym krokiem, przez wszystkie trzy śluzy próżniowe, klaszcząc bosymi stopami po posadzce. Na końcu korytarza znajdowało się dwufazowe pomieszczenie dekontaminacyjne.
Na początek potężny strumień suchego powietrza wywiał go na wszystkie strony, uderzając z taką siłą, że Egon musiał kurczowo trzymać się specjalnych uchwytów, żeby nie stracić gruntu pod nogami. Następnie komora po sam sufit wypełniła się na kilkanaście sekund lekko mętnym płynem. Wtedy boleśnie odezwały się jego poparzona noga i dłoń. Zacisnął zęby.
Ostatnim krokiem był restart jego Interfejsu. Usłyszał krótkie „pyk”. Spolaryzowany impuls elektromagnetyczny wniknął w jego ciało, wybudzając z letargu nanoboty krążące we krwi i te tworzące nieorganiczną nadbudówkę na mózgu. W prawym dolnym rogu w polu widzenia Egona pojawiło się migające, żółte kółeczko, oznaczające reset systemu.
Opierając się o ścianę, wyszedł z komory dekontaminacyjnej, mokry jak pies, zziębnięty i otępiały. Noga i dłoń bolały jak cholera. Na zewnątrz, w przeraźliwie ciasnym i zagraconym holu czekał na niego robot medyczny. Duszne i zadymione powietrze przesiąknięte było zapachem palonego tytoniu. Usiadł na ustawionych obok noszach i rozejrzał się niemrawo wokół. Wszędzie piętrzyły się dziwne urządzenia i aparatura pomiarowa, spięte ze sobą grubą plątaniną wijących się wszędzie kabli światłowodowych. Ktoś tu musi być, pomyślał, widząc unoszące się w powietrzu bezpańskie holo-interfejsy.
Istotnie, zza urządzeń wyłoniła się znienacka rozczochrana kobieta ubrana w pomięty biały kitel i czarny golf. Spostrzegłszy mężczyznę, szybko wyprostowała się i gestem dłoni w powietrzu (chyba niepotrzebne niszczy cale zdanie:/ :| ) zgarnęła w jedno miejsce rozpanoszone po całym pomieszczeniu okienka, po czym dopiero skupiła na nim wzrok.
— Egon Hoerzt! — wykrzyknęła, trochę jednak za głośno. Nuta fałszywej serdeczności tylko go poirytowała. Dziewczyna speszyła się lekko. — Nie znamy się jeszcze. Jestem Nicola Frantz, fizyk. No, doktorantka. — Podeszła bliżej, wytarła spotniałą dłoń o kitel i wyciągnęła rękę, ale mężczyzna jej nie uścisnął; mierzył ją tylko kamiennym wzrokiem. Dziewczyna nerwowym gestem wygładziła rozwichrzoną blond grzywkę z czarnymi odrostami, które same w sobie były wyjątkowo osobliwe. Mało kto się teraz farbował, wystarczyło przecież przeprogramować sobie quasi-hormonami cebulki włosów, by rosły w dowolnym kolorze, w dowolny sposób.
Egon wpatrywał się w kolejne komunikaty Interfejsu, który zdążył się już wstępnie zsynchronizować z hubem informacyjnym na stacji MTTM. Spojrzał na datę: był 11 grudnia 2156 roku Pańskiego lub 122 roku Ery Kosmicznej. Choć w XVII-wiecznych Prusach spędził prawie dwa tygodnie, to we współczesności ściągnięto go z powrotem po zaledwie trzech dniach.
Czekał teraz z niecierpliwością na wynik wstępnej diagnostyki medycznej. Dziewczyna podała mu termo-koc, mężczyzna bez słowa owinął się w przyjemnie grzejącą tkaninę.
W lewym dolnym rogu jego pola widzenia wyświetlił się prosty krzyżyk. Ból poparzonej nogi i ręki zniknął niemal błyskawicznie, a nudności ustały. Świat przestał wirować mu przed oczami. Interfejs działał skuteczniej niż jakikolwiek narkotyczny środek przeciwbólowy.
Mężczyzna wypuścił powietrze z ulgą. Skupił uwagę na dziewczynie w kitlu.
— Co to w ogóle, kurwa, miało być? — zapytał złym głosem. — Nie macie żadnych czujników? Federacja pompuje w was tyle kasy, a wy się tak opierdalacie? Prawie mnie tam poszatkowało! Gdzie w ogóle cała obsługa, technicy?
— Yyy… E… Jak to poszatkowało? — Nicola zająknęła się i zaczerwieniła. — Nno.. Ja jestem całą obsługą — odpowiedziała w zasadzie tylko na ostatnie i jedyne pytanie, które zdołała zapamiętać. Egon zdębiał.
— Zdajesz sobie w ogóle sprawę z tego, że mój skok prawie rozjebał cały ten burdel? — Omiótł ręką ciasne pomieszczenie, w którym się znajdywali.
— No, było jakieś zakłócenie na wykresach ST, ale niewielkie. — Nicola machnęła nerwowo ręką, drugą zaś skubiąc klapę kitla. — Nic nadzwyczajnego.
— Chyba sobie jaja robisz. Nie wierzę. Nie wierzę, że ktoś mógł zostawić na stacji tylko jedną zagubioną pierdołę.
— Nie no, kilka dni temu zmienialiśmy oprogramowanie, maszyna musi się jeszcze skalibrować, jeszcze jeden, dwa skoki i… — Dziewczyna raczej nie zrozumiała i tak już mało wyrafinowanej aluzji.
Egon nie mógł już z siebie wydobyć ani słowa. Bezwiednie zacisnął pięści. Czuł, że zaraz zrobi jej krzywdę. Interfejs w porę go jednak powstrzymał, administrując mu środek uspokajający.
— Czujniki ognia i dymu też się muszą skalibrować? — wycedził jadowicie, wchodząc jej w słowo. — Potrzeba im palonego mięska? A może je trzeba popieścić, wsadzić paluszek, gdzie trzeba, żeby zechciały zareagować w porę? — Nicola wyglądała na zupełnie zahukaną. — Co za fuszera.
— Nie, nie trzeba im, ale eee... żaden system nie jest chyba idealny.. — Doktorantka schowała ręce do kieszeni kitla, przestępując z nogi na nogę. — Prze.. przepraszam.
Robot zsynchronizował się z aplikacją medyczną Interfejsu Egona, podjechał do niego i naniósł na oparzenia grubą warstwę medycznego biożelu.
— Do dupy z taką zabawą — burknął, obserwując jak robot zadziwiająco miękkimi i precyzyjnymi ruchami bandażował mu rany. Dziewczyna sztywnym gestem podała Egonowi świeże ubranie. Mężczyzna wziął je bez słowa, odpakował i zaczął się ubierać, nic nie robiąc sobie z jej obecności. Był zbyt głodny i zmęczony, żeby się czymś takim teraz przejmować.

***

Popielny kurhan (łojezy... nie), który oderwał się od papierosa Nicoli, wytrącił Egona z zamyślenia. Siedział przy maleńkim stoliku razem z doktorantką, przed nimi stały puste naczynia po posiłkach instant; obydwoje wpatrywali się w milczeniu w jedyny na stacji iluminator. Przezeń widać było kawałek kosmicznej otchłani i fragment Ziemi, akurat szczelnie opatulony brunatnymi chmurami. Maleńka stacja, w której się znajdywali, orbitowała na wysokości kilkuset kilometrów, co jakiś czas delikatnie korygując lot.
Jedzenie poprawiło Egonowi humor i pozwoliło, przynajmniej częściowo, zrekompensować mu żebraczą dietę mnicha. Spojrzał na Nicolę, na jej zastygłe oblicze; wyglądała, jakby ją ktoś wyłączył. Przeszło mu przez myśl, że może jest Syntetyczną, androidem posiadającym nieorganiczny mózg i autonomiczną sztuczną inteligencję.
— Hej, wyobraź sobie — zaczął znienacka — że znajdujesz butelkę z dżinem spełniającym jedno dowolne życzenie. Otwierasz ją i życzysz sobie, żeby dżin twojego życzenia nie spełnił.
Chciał zobaczyć, jak dziewczyna zareaguje na paradoks, najstarszą sztuczkę na AI. Po Syntetycznej spodziewałby się nienaturalnie szybkiej, gwałtownej reakcji obronnej programu na oczywisty absurd, czy może nawet zawieszenia się całego systemu.
— Coooo… — Nicola w zamyśleniu nawet nie zdobyła się na nic więcej, odpowiedziała z opóźnieniem, na tyle jednak krótkim, że Egon miał wątpliwości raczej co do tego, czy jego słowa w ogóle do niej dotarły. Raczej nie była Syntetyczną, a jeśli już, to bardzo starym albo bardzo nowym modelem. Jej odpowiedź ogóle nie rozwiała jego wątpliwości. Może była człowiekiem, może nie. Coś jednak blokowało Egona w spytaniu się jej wprost. To byłoby zbyt łatwe.
Ciszę przerwał dźwięk wyskakującego okienka, wywołanego przez Interfejs Nicoli. Żółty, półprzezroczysty prostokąt zawisnął w powietrzu. (niepotrzebna spacyja) „Ciekawe jak długo siedzi sama na tej stacji, że nawet nie przejmuje się ukrywaniem swoich aplikacji?”, pomyślał Egon, patrząc się w jej nieduży, acz zgrabny biust.
— Twój.. yy.. — Doktorantka zająknęła się i poprawiła. — Pana transport zaraz zacumuje. Wysunę rękaw.
Egon wzdrygnął się, słysząc ten obrzydliwie oficjalny ton, jakim nagle obdarzyła go dziewczyna.
Nicola kliknęła w powietrzu na kilka guzików, po czym w powietrzu pojawił się błękitny, siatkowy model stacji. Mogli obserwować, jak z jej boku wysuwa się metalowy szkielet i pokrywa samo dopasowującymi się do siebie kompozytowymi płytami. W pełni zautomatyzowany system w ciągu kilku chwil zbudował kładkę, którą człowiek swobodnie i bez skafandra mógł przedostać się na drugi statek. Wszystkie te mechanizmy wyrosły z budownictwa kolonialnego i orbitalnego, w których liczyła się przede wszystkim modularność konstrukcji.
Pani fizyk wyjęła z paczki kolejnego papierosa i okręcała go przez chwilę w palcach, po czym włożyła do ust. Krzesiwo zapalniczki prysnęło snopem iskier, które dały początek małemu płomyczkowi. Nicola odpaliła papierosa, zaciągnęła się głęboko i wypuściła z płuc spory kłąb dymu, jeszcze bardziej zagęszczając duszną już atmosferę. Egon nie mógł przypomnieć sobie nikogo ze współczesnych, kto używałby takich przestarzałych zapalniczek, ba!, kto jeszcze w tych czasach palił nikotynowce?
— Zastanawia mnie — przerwał milczenie — jakim cudem nie zauważyłaś że coś się dzieje? Że leci transmisja stanu alarmowego do Balthasara? Przecież włączyłem alarm z konsoli. One mają najwyższy priorytet.
Doktorantka popatrzyła na niego i zmarszczyła brwi, usiłując wyczytać cokolwiek z jego twarzy, znaleźć jakąś wskazówkę.
— Ee.. Yyy.. To jakiś test? Gdzie jest haczyk? — spytała zmieszanym głosem. — Żadnego alarmu nie było. Nic nie poszło do Balthasara.
Egon poczuł nieprzyjemne ukłucie w boku. Albo miała go za kompletnego idiotę, albo coś się tu bardzo nie zgadzało.
— Nic? To co? STC samo się z dupy naprawiło?
— Przepraszam, a było zepsute?
— Zepsute? — parsknął. — Było kompletnie rozpieprzone! Jakbym patrzył przez rozbitą szybę. W każdym fragmencie co innego. Inna chwila. Jakby inny czas. — Kącik ust pani fizyk drgnął nieznacznie, Egon to dostrzegł. — Nie wierzysz mi?
— Tak. Nie.. M.. Może.. — zająknęła się, dało się słyszeć nutę niepewności jej w (ogólnie niepotrzebne wtrącenie skoro ktoś tak się mota: Tak. Nie. Może. Oczywistym jest, że niepewność słychać) głosie. — Może to tylko efekty uboczne samej podróży? To ogromne obciążenie dla umysłu. Nie można wykluczyć omamów wzrokowych.
Egon już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zamknął je z powrotem i znacząco wypuścił powietrze z nosa.
— Omamów? To skąd ogień? Oparzenia? — Podstawił jej swoją zabandażowaną dłoń. — To też sobie wymyśliłem?
— Ogień czasami się zdarza, t..(kropeczka)to normalne. — Nicola czuła jego wiercące spojrzenie na sobie (lepiej odwrotnie albo usunąć na sobie... w sumie na kimś i tak by nie mogła czućXD). — Czujniki też chyba mogły zawieść — dodała po dłuższej chwili.
Nicola Frantz mówiła prawdę. Aplikacja wywiadu wojskowego jego Interfejsu wykluczała kłamstwo czy jakąkolwiek próbę zaciemniania informacji, a Egon nie miał powodów, by wątpić w skuteczność programu. Nie był jednak ani trochę z tego faktu zadowolony, bo nic się nie wyjaśniło; w jego głowie mnożyły się tylko kolejne pytania.
— Mhm.. — mruknął, bardziej do siebie, niż do niej.
Nagle drzwi za jego plecami otworzyły się, odsłaniając wnętrze rękawa; poczuł niewielki przeciąg. Nie zauważył nawet momentu, w którym statek zacumował.
Dostał na skrzynkę Interfejsu wiadomość od dowództwa. Ruch jego gałek ocznych zdradzał, że właśnie ją czytał. Pogładził swoją gęstą brodę w zamyśleniu, rzucając szarym spojrzeniem na dziewczynę w kitlu.
Po krótkiej chwili wstał bez słowa i skierował się ku wyjściu. Nicola dopaliła papierosa i zgasiła w popielniczce, powiększając tym samym i tak już pokaźnego, petowego jeża. Również wstała, chociaż w zasadzie sama nie bardzo wiedziała po co.
— D.. Do widzenia. — wydukała niepewnie, siląc się na uśmiech.
Egon Hoerzt nic nie odpowiedział, nie odwrócił się nawet w jej kierunku. Machnął jej tylko ręką na pożegnanie, po czym wszedł do rękawa. Brak sztucznej grawitacji na kładce trochę go z początku zaskoczył, ale mimo to gładko prześliznął się na drugą stronę. Uchwyty z wmontowanymi LEDami oświetlały mu drogę. Wsunął się gładko do jednoosobowego transportera, zatopił w fotelu, zapiął pasy i dał sygnał gotowości do odlotu. Autopilot uszczelnił kabinę, ostrożnie wymanewrował i obrał kurs powrotny na statek-matkę.
No więc taaak. Długo trzeba było czekać na kolejny fragment. Jak następny wstawisz po tak długim czasie "bezczynności" to ci nakopię w dupę!

Co do wrażeń ogólnych. Podobały mi się fragmenty opisujące technikę, sprzęty i całą elektronikę. Ciekawie i łączone umiejętnie. Widać, że sprawiało ci to wiele przyjemności. Dialogi też wyszły autentyczne, żywe i dało się już po samym dialogu określić charaktery postaci to bardzo duży plus, bo przecież nie jednemu płaski dialog zwalcował ciekawą postać. Na początku troszkę króciutkie zdanka. Namnożyły się tam, że ho ho. Jest jeszcze jedna kwestia. O "technice" potrafisz pisać w bardzo barwny sposób, a opisy reszty trzeba jeszcze dopracować. Ogólnie jest dobrze, podobało mi się. Zanęciłeś mnie paroma haczykami, więc będę cię męczyć żebyś pisał dalej. Urocze były niektóre określenia np. Syntetyczka, nosz cudnie jak dla mnie!

Nie wiele nam zdradziłeś na początku, ale co poradzić pierwszy, krótki fragment oficjalnego rozdziału.
Życzę ci wielu pomysłów, cierpliwości i tego by szło ci szybciej! DO ROBOTY PROSIAŁKE!
Obrazek

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Kolaps [+18]

Post autor: wołszebnik » 12 stycznia 2013, 13:32

SpoilerShow
Pomieszczenie było nieduże i idealnie okrągłe, o gładkich, srebrzystoszarych ścianach. Na środku wyrastała dwu i pół metrowa szklana tuba. Z wieńczącego ją, metalowego kapitelu wylewały się grube trzewia rur i okablowania, wijące się i znikające w suficie. Jedynym źródłem światła w pomieszczeniu był okalający je wąski okrąg w podłodze, emanujący słabą, błękitną poświatą.
W szklanej tubie powietrze błyskawicznie zgęstniało. Wszystko zaczęło wibrować, rozbrzmiewając niskim, dudniącym basem. W jednej chwili dźwięk ucichł, jakby odcięty nożem. W tubie pojawił się ogolony na łyso, brodaty mężczyzna w kasztanowym habicie kapucyna. Jego ciało bezwładnie oparło się o szkło. Nagle szarpnęły nim gwałtowne konwulsje. Wygiął się niczym kot, łapiąc ogromne hausty powietrza. Szklana tuba zaczęła opadać i po chwili zniknęła w podłodze. Mężczyzna upadł na kolana i zwymiotował.
No więc o tej szklanej tubie to Kompot Ci już wspomniała... w sumie mnie nie gryzie tak bardzo samo powtórzenie, bo rzeczywiście 'tuba' jako taka niewiele ma synonimów (eufemizm). Bardziej doczepiłabym się do samego stylu opisu, który jest po prostu statyczny. Wystarczyłoby zmienić perspektywę, a mógłbyś rozpocząć akcją. Zobacz, tutaj coś się dzieje, ktoś wchodzi, ktoś odmienia nastrój panujący w tym miejscu (to, co zaznaczyłam błękitem). Mogłeś zrobić to w sposób czynny, a Ty wybrałeś metodę niezaangażowanego sprawozdania. Szkoda, bo tu tkwił ogromny potencjał.
skraj jego habitu palił się błękitnym płomieniem. Zmełł przekleństwo w ustach i wciąż leżąc na ziemi próbował niezdarnie zdusić ogień ręką, ale tylko rozniecił go bardziej, parząc sobie przy tym dłoń.
Czym prędzej zdjął palący się habit
W sumie dzieje się to w krótkim czasie czytania i czytelnik doskonale pamięta, że to skraj habitu się zapalił, zatem jeśli w drugiej części zostawisz tylko, że zdjął habit (bez powtórnego wyjaśniania, że tenże się palił), będzie ok, jeśli jeszcze znajdziesz synonim dla habitu, będzie wręcz ekstra.
jak zaszczute w pułapce zwierzę
albo 'jak zaszczute zwierzę', albo jak 'zapędzone w pułapkę', ale 'zaszczute w pułapce'? Nie, no to hybryda, jak 'w każdym bądź razie'.
Kątem oka, na jednym z takich kawałków „szkła” zobaczył siebie. Jego „odbicie” w tym fragmencie wciąż leżało na ziemi, wciąż jeszcze ubrane w habit. Na innym z kolei zobaczył innego siebie, dopiero co pojawiającego się w szklanej tubie. Przywarł plecami do ściany.
— Eeeej! — krzyknął bełkotliwie, walcząc z kolejną falą mdłości. — Technik! Coś nie tak z ST! Eeeeeeej!! — Nie usłyszał nawet echa swojego głosu, które rozeszło się po różnych zakamarkach pofragmentowanej czasoprzestrzeni, zostało uwięzione w którejś z nieskończonych chwili czasu. Egon poczuł się jak zaszczute w pułapce zwierzę.
Usiłował zebrać myśli. Dotarło do niego, że darcie się wniebogłosy nie miało najmniejszego sensu, choćby dlatego, że MTTM została obudowana grubą ścianą z ołowiu, wielokrotnie ekranowaną i zbrojoną nanowęglowymi siatkami. Maszyna fizycznie była zupełnie odcięta od świata zewnętrznego, nawet od obsługi technicznej.
Kątem oka spostrzegł, że tuż koło niego bezgłośnie
Ciut to za blisko, pachnie przypadkowym powtórzeniem.

Ogólnie koncepcja tej sceny strasznie mi się podoba. Zastanawiam się tylko, czy na przykład za miesiąc, czy dwa, nie miałbyś do dodania w niej czegoś więcej, rozbudowania napięcia, większego skupienia się nad procesem połapania się w sytuacji, jaki musiał przebiec w umyśle Egona. Ot, sugeruję, że po nabraniu dystansu możesz jeszcze tę scenę przyprawić.
wszedł wąskim gardłem w korytarz;
korytarz do korytarza? Bo w zasadzie to budowę korytarza dość powszechnie porównuje się do gardła.
Komora wyglądała najzupełniej normalnie, anomalie zniknęły.
gramatycznie niby ok, ale przeczytaj to sobie.
klaszcząc bosymi stopami po posadzce.
no ja wiem, co chciałeś przekazać, ale nie. No nie. Stopami się nie klaszcze. No, chyba, że jest się foką.
Na początek potężny strumień suchego powietrza wywiał go na wszystkie strony,
nie wiem, czy było to zamierzone, dlatego wyłowiłam, ot, chciałam rzec, że brzmi to bardzo fizycznie, jakby rzeczywiście jego molekuły czy coś w ten deseń zostały rozwiane niby drobiny pyłu we wszystkich kierunkach. Acz, zważywszy na realia, w których się poruszasz, być może tak miało być.
Nicola machnęła nerwowo ręką, drugą zaś skubiąc klapę kitla.
strasznie mnie gryzie w oko to 'zaś' tutaj, bez niego czyta się płynniej.
— Chyba sobie jaja robisz. Nie wierzę. Nie wierzę, że ktoś mógł zostawić na stacji tylko jedną zagubioną pierdołę.
:D :heart: Obrazek
ja bym ją jeszcze nazwała krótkowzroczną :D
— Nie no, kilka dni temu zmienialiśmy oprogramowanie, maszyna musi się jeszcze skalibrować, jeszcze jeden, dwa skoki i… — Dziewczyna raczej nie zrozumiała i tak już mało wyrafinowanej aluzji.
Uwielbiam ją :D
Nicola kliknęła w powietrzu na kilka guzików
Czy można kliknąć na guzik? Wydaje raczej, że guzik się wciska, a więc analogicznie klika, choć w sumie klika się raczej ikonkę na ekranie poprzez wciśnięcie klawisza myszy...
Pani fizyk wyjęła z paczki kolejnego papierosa i okręcała go przez chwilę w palcach, po czym włożyła do ust. Krzesiwo zapalniczki prysnęło snopem iskier, które dały początek małemu płomyczkowi. Nicola odpaliła papierosa, zaciągnęła się głęboko i wypuściła z płuc spory kłąb dymu,
tu był wykład, mój drogi :facepalm:
Egon nie mógł przypomnieć sobie nikogo ze współczesnych, kto używałby takich przestarzałych zapalniczek, ba!, kto jeszcze w tych czasach palił nikotynowce?
ale wykład skasowałam, świetna robota, wyprowadziłeś mnie totalnie w pole
To naprawdę przedni fragment, aż poszukam czegoś z 4chan, czekaj:
Obrazek
rzucając szarym spojrzeniem na dziewczynę w kitlu.
spojrzenie o barwie szarości... spojrzenie, które ma jakąś fizyczną właściwość... jeśli spojrzenie ma barwę... no to ma też jakiś rodzaj materii... cofnąłeś filozofię i teorię poznania o jakieś pięćset lat ;)
Po krótkiej chwili wstał bez słowa
znaczy się, że słowo zostało na krzesełku, na którym wcześniej siedział? ;)
Naturalniej zabrzmi po zmianie szyku: Po chwili, bez słowa, wstał...
Po chwili, nie odzywając się choćby słowem, wstał...
Po chwili wstał i skierował się ku wyjściu, nie odezwał się przy tym choćby słowem.
— D.. Do widzenia. — wydukała niepewnie
niepotrzebna kropka po wypowiedzi
No to teges, przeczytałam :D

Po pierwsze, wiedz, że jest to jedno z ciekawszych opowiadań na Literce. Do zamieszczonego teraz rozdziału, do jego drugiej i trzeciej części, w zasadzie nie mam zastrzeżeń, pochłonęły mnie bez reszty. Znów złapałeś mnie-czytelnika w pułapkę, gdy pomyślałam, że autor ciut się zagubił i nieco wizję zepsuł, a po chwili dałeś mi pstryczka w nos - chwała Ci za to ;)
W spoilerze nie wypisałam 'kurhanu' w odniesieniu do papierosa, acz sugerowałabym byś przemyślał to porównanie. Generalnie rzeczywiście, papieros dłużej fajczony niż palony spopiela się tak, że jego stożek może kurhan przypominać, niemniej różnica co do fizyczności tych dwóch zjawisk (stożek popiołu papierosa, usypany kurhan) jest doprawdy spora. Przede wszystkim kurhan to kopce usypane na poziomym podłożu, stożek papierosa... noż pomyśl po prostu, czy chcesz to tak zostawić.
Rozpoczęcie jest najsłabszym elementem tej odsłony, jakby nie ma w nim twojego zainteresowania w przedstawiane kwestie, wgryzienia się. Ot, ciut zdaje się wciśnięte na siłę. Szkoda, bowiem dalej jest fantastycznie, niestety czytając kilka pierwszych zdań tej odsłony można odnieść inne wrażenie.

No więc ostatecznie, wiedz, że Kolaps jest póki co moim faworytem do nominacji na tekst miesiąca i na pewno uczepię się kolejnej odsłony.

Dzięki za lekturę, naprawdę mnie pochłonęła ;)
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Kolaps [+18]

Post autor: czarownica » 13 stycznia 2013, 00:21

Witam. Nie wiem, czy mój komentarz na cokolwiek się przyda, bo nie jestem ani znawcą, ani milośnikiem tego gatunku. Twój tekst jednak zrobił na mnie wrażenie na tyle silne, że odważam się wypowiedzieć na jego temat. Fragmenty, opisujące wydarzenia zaszłe we wcześniejszych wiekach bez wątpienia są urokliwe i to one właśnie zachęciły mnie do śledzenia tego tematu. Ostatnia część zaś, ta opisująca przyszłość niejako po prostu mnie zachwyciła. Podziwiam zręczność, z jaką poruszasz się po tematyce fabuły, naszpikowanej super-nowoczesną elektroniką i tym wszystkim, na którym babcia w moim wieku zupełnie się nie rozumie. Choć nie znam się na tym i dopiero niedawno dowiedziałam się, co to takiego interfejs, to widzę w Twoim tekście doskonałą spójność i żelazną konsekwencję w opisach tego całego elektronicznego bałaganu. Przez cały czas czytania zresztą fascynował on mnie do tego stopnia, że gdy doszłam do końca ostatniego fragmentu byłam po prostu zła, że tak miło i już się skończyło. Do tego elektronicznego, zmechanizowanego świata umiejętnie przemyciłeś człowieka. To uznałam za bardzo ważny i w Twoim wykonaniu udany zabieg. Serdecznie Ci gratuluję i myślę, że ja musiałabym się chyba narodzić po raz drugi, żeby napisać coś takiego. A i wtedy nie byłoby żadnej co do tego pewności.
Pozdrawiam serdecznie.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Kolaps [+18]

Post autor: pierdoła saska » 23 stycznia 2013, 09:08

Gantz, Gantz... Cosik mi tu widać, żeś ze wprawy wyszedł, bo w pierwszym akapicie można było dostać czkawki indukowanej kropkami, a pamiętam jeszcze, że poprzednia odsłonę czytało się płynnie. Chwilami te krótkie zdaniq były na miejscu - np. tam gdzie Egon był cały w stresie - ale na samym początku utrudniały wczytanie się. Dalej się rozkręcasz. Fragmenty drugi i trzeci czytałam już ciurkiem pochłaniając tekst. Strasznie podobają mi się klimaty tutaj; postaci, opisy miejsc i nienachalny technobełkocik :) Prolog miał twist, ten na który Wołsza dała się nabrać, a ja liczyłam na niego widząc w jakim dziale zamieściłeś tekst. To powyżej miało zaś napięcie, które przekułeś na zagadkę. Po przeczytaniu podzielam zdanie bohatera, że coś się schrzaniło i chce wiedzieć o co tu chodzi, że pani doktorantka nic nie wiem, nikt nic nie wie... wtf?! Zatem dolicz mnie do listy "skopią mi zadek, jak znowu zrobię tak długa przerwę między kolejnymi fragmentami". :)

Poniżej głównie podwójne spacje... dużo ci ich wyszło O.o i dwukropkowe wielokropki. W sumie nie wiem co o nich myśleć, bo pojawiały się głównie w kontekście jąkania się, ale wydaje mi się, że mimo wszystko powinny być po trzy i tyla :)
SpoilerShow
Nie usłyszał nawet echa swojego głosu, które rozeszło się po różnych zakamarkach pofragmentowanej czasoprzestrzeni, zostało uwięzione w którejś z nieskończonych chwili czasu. Egon poczuł się jak zaszczute w pułapce zwierzę.
— spacje ci się rozmnożyły
Bez chwili namysłu wstał i wszedł wąskim gardłem w korytarz; zarzuciło nim szeroko. Obejrzał się za siebie i odetchnął z ulgą. Komora wyglądała najzupełniej normalnie, anomalie zniknęły.
— tu też
Wtedy boleśnie odezwały się jego poparzona noga i dłoń. Zacisnął zęby.
Po Syntetycznej spodziewałby się nienaturalnie szybkiej, gwałtownej reakcji obronnej programu na oczywisty absurd, czy może nawet zawieszenia się całego systemu.

Żółty, półprzezroczysty prostokąt zawisnął w powietrzu. „Ciekawe jak długo siedzi sama na tej stacji, że nawet nie przejmuje się ukrywaniem swoich aplikacji?”

— Twój.. yy.. — Doktorantka zająknęła się i poprawiła.

Nicola kliknęła w powietrzu na kilka guzików, po czym w powietrzu pojawił się błękitny, siatkowy model stacji.

Pani fizyk wyjęła z paczki kolejnego papierosa i okręcała (obracała?) go przez chwilę w palcach, po czym włożyła do ust.

— Ee.. Yyy.. To jakiś test? Gdzie jest haczyk? — spytała zmieszanym głosem. — Żadnego alarmu nie było. Nic nie poszło do Balthasara.

— Tak. Nie.. M.. Może.. — zająknęła się, dało się słyszeć nutę niepewności jej w głosie.

— Ogień czasami się zdarza, t..to normalne.

— Mhm.. — mruknął, bardziej do siebie, niż do niej.

— D.. Do widzenia. — wydukała niepewnie, siląc się na uśmiech.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Sadi

Re: Kolaps [+18]

Post autor: Sadi » 19 kwietnia 2013, 02:38

Oniemialem, normalnie zapomnialem jezyka w gebie i minelo dopiero kilka chwil zanim ogarnalem sie na tyle, zeby sklecic komentarz. zaczne od pryncypiów - tekst zaskakujacy i niecodzienny, zupelnie mnie skolowal, ale tak mega pozytywnie. Co wazniejsze, czytalo sie to jak ksiazke w najlepszym gatunku i nie dalo sie oderwac, a nie ma chyba innego wyznacznika dla literatury :). postac pierwszoplanowa - genialna, widac, ze nie bedzie to plaski, dwuwymiarowy bohater, co jest zawsze mily uprzejmy i nawet smoki, czy w tym przypadku, upierdliwe kobiety-czasomanipulatnki bedzie grzecznie przepraszał, a potem siekal mieczem, wzglednie nanoostrzem czy ostrzeliwywal pistoletem pulsacyjnym ;]. ogolne wrazenie - swietnie sie zaczyna i chce wiecej. a tak konkretnie, to jestem pelen podziwu za odwzorowanie (na postawie teoretycznych rozwazan badz co badz) paradoksow zwiazanych z czasem i jego manipulacja. Pisz wiecej i jak najszybciej ;]

Awatar użytkownika
Szary Wilk
Posty: 23
Rejestracja: 15 grudnia 2012, 21:35

Re: Kolaps [+18]

Post autor: Szary Wilk » 04 września 2013, 21:15

Długi czas nie wchodziłem na forum sciente-fiction, w pewnej mierze ze względu na sceptyczne podejście do tego gatunku. Kojarzył mi się z jakimiś screnami ze Start Treka ( :facepalm: ) i z książką Lema, która kiedy czytałem w podstawówce była dla mnie niezrozumiała.

Posiadam tylko kilka kosmetycznych uwag do tekstu.
Widać, braciszek nic a nic nie robi sobie z celibatu, pomyślała. Zrobiło jej się trochę wstyd.
Odnośnie realizmu świata. Zakonnicy składają śluby czystości, a nie ślubują życia w celibacie. Pokrótce ślub czystość jest czymś obejmującym większy aspekt życia niż tylko bezżeństwo (celibat).
 W jednej chwili dźwięk ucichł, jakby odcięty nożem. 
Czy dźwięk można odcinać nożem? Pewny nie jestem, zastanawiam się nad tym.
Pani fizyk wyjęła z paczki kolejnego papierosa i okręcała go przez chwilę w palcach, po czym włożyła do ust. 


Co oznaczą słowo okręcać? I czy można okręcać papierosa?

Mam świadomość, że minęło sporo czasu od ostatniego postu autora ,jednak podsumowując powinna zostać umieszczona dalsza część, choćby ze względu na to, że domagają się tego sami czytelnicy. Wyróżnienie (proza stycznia) również zobowiązuje. :)

Twoje opowiadanie nastroiło mnie bardziej pozytywnie na ten gatunek.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Kolaps [+18]

Post autor: wołszebnik » 07 października 2013, 11:25

Gantzu, Ty pracujesz jeszcze nad Kolapsem? Bo komentarzy przybywa, a tekstu nie bardzo. Czołówkowego tekstu z Literki w końcu, więc ciut wstyd, że tak odłogiem leży...
SpoilerShow
tak, właśnie bezczelnie dopominam się o kontynuację :D
Jeśli potrzebujesz jakiej pomocy, czy ukierunkowania, to daj znać, może wspólnymi Literkowymi siłami w czym pomożemy, jeśliś utknął, bylebyś nie rezygnował, chłopie ;)

Dajesz! :D
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
R. Bates
Posty: 433
Rejestracja: 21 grudnia 2013, 13:10
Lokalizacja: Wrocław, Poland
Kontaktowanie:

Re: Kolaps [+18]

Post autor: R. Bates » 27 grudnia 2013, 14:03

CHRONOLOGIA CZYTELNICZEGO SPONTANU:
- „— A..Adela — skinęła dziewczyna, mnąc w dłoniach skraj spódnicy. „ - no słowo 'skinęła' tyczy się raczej gestu wykonanego głową, a nie wypowiedzi, więc jeśli didaskalia nie opisują wypowiedzi, to powinna być po 'Adela' kropka, a 'skinęła' dużą literą. Choć ja bym zamienił słowa i napisał: 'Dziewczyna skinęła, mnąc...'.
- „— Jeszcze raz, wspaniała strawa, Adelo. — Skinął głową i podjął...” - o proszę, tutaj przykład, gdzie to zrobiłeś prawidłowo.
- Trochę zbyt ufnie jak na mój gust, dziewczyna podeszła do nieznajomego i trochę zbyt łatwo doszło do zbliżenia.
- „ Nachyliła się ku niemu, ich usta spoiły się; mężczyzna wepchnął język w jej usta...” - powtórzenie 'usta'. Pierwsze można było zastąpić słowem 'wargi'.
- „— Turek? Macie na myśli szlachetnego pana Zygfryda? — Zapytał podejrzliwie.” - 'zapytał' małą literą.
- „— Myśmy tu żadnych klechów nie widzieli — popatrzył po chłopach siedzących przy lepkiej, drewnianej ławie, wszyscy pokręcili przecząco głowami.” - kropka po 'widzieli' i 'popatrzył' dużą literą, bo jest to już oddzielne zdanie.
- Zaskoczyło mnie to, że mnich sklepał Zygfryda.
- „...Nathaniel Broys. — Przeczytał z plakietki....” - 'przeczytał' małą literą i bez kropki po 'Broys'.
- Hehe, prawie zapomniałem, że to s-f :o. Nieźle uśpiłeś moją uwagę.
- „ Obudził go któryś z silnych policzków, które raz za razem odmierzał mu Egon Hoerzt.” - tutaj wyszło małe powtórzenie 'któryś, które'. 'któryś' można było zastąpić słowem 'jeden' na przykład.

Rozdział 1:
- 'Choroba czasowa' - dobre ;).
- Wcześniej chciałem się przyczepić tych staropolskich zaleciałości u narratora w prologu, ale teraz widzę, że to było celowe.
- „Jej odpowiedź ogóle nie rozwiała jego wątpliwości.” - 'w ogóle'.
- „Nicola kliknęła w powietrzu na kilka guzików, po czym w powietrzu pojawił się błękitny, siatkowy model stacji.” - powtórzenie 'w powietrzu'.

PODSUMOWANIE:
Wciągająca historia. Lubię takie klimaty. Za mało tekstu żeby mówić o fabule. Cała reszta całkiem zgrabnie przedstawiona, nieźle opisana. Wydarzenia w prologu, w Prusach bardziej malowniczo, sielankowo. Gdy akcja przeniosła się do stacji orbitalnej wszystko zrobiło się bardziej chłodne, syntetyczne. Nie powiem, że pomysł jest oryginalny, bo już kilkakrotnie spotkałem się z motywem przechwytywania delikwentów nielegalnie podróżujących w czasie, ale sama historia i akcja są dobrze prowadzone i budzą emocje. Całkiem nieźle radzisz sobie z wynalazkami i technologiami przyszłości. Cóż, czekam na dalszy ciąg...
Veni, Vidi, Komci

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1825
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Kolaps [+18]

Post autor: Kruffachi » 15 sierpnia 2014, 22:28

Wzmianki o "Kolapsie" pojawiały się tu i tam, widziałam, że był wyróżniany, wreszcie włączyłam z powrotem podgląd podpisów i trafiłam na linki w Twoim. Tak, po nitce do kłębka, dotarłam do tego tematu. Wybacz mi tę małą archeologię, mam nadzieję, że nie na darmo ją uprawiam ;)

Na razie przeczytałam tylko pierwszą wstawkę i od razu mówię, że nie wiem, z jaką częstotliwością będę się zgłaszać z komentarzami do kolejnych części, bo mam już rozgrzebanych kilka tekstów kontynuowanych. Właściwie nie wiem, co mnie podkusiło, żeby zaczynać kolejny - ot, ciekawość, bo do tej pory czytałam jedynie Twoją "Szklankę".

To, co mogę powiedzieć na ten moment o samej historii, to to, że jestem zaintrygowana. Początek zdecydowanie spełnił swoją rolę, bo mam ochotę zajrzeć i przekonać się, co jest za winklem. Nie lubię głównego bohatera tej części - tak po ludzku nie lubię - ale to mi nie przeszkadza ostrzyć sobie ząbków na samą historię i mieć nadziei, że ktoś z tła podbije jeszcze moje czytelnicze serducho. Jeśli nie, nie wykluczam, że mój entuzjazm osłabnie, bo czytam często bohaterami, ale tragedii i tak się nie spodziewam. Cały czas się działo i chociaż nie jestem fanką wrzucania scen kołderkowych już na samym wstępie, zwłaszcza tego typu scen kołderkowych, bo kojarzą mi się z tanimi chwytami, to pozostałe epizody trzymały w napięciu i czytałam z przyjemnością. Scena tortur bardzo, baaardzo udana, bardzo sugestywna. Podobała mi się szalenie, współczułam ofierze, a przecież jej nie znałam, i poczułam ukłucie buntu, kiedy Nathaniel zginął. Za to należą Ci się gratulacje. Nie spieszyłeś się, pozwoliłeś się sytuacji rozwinąć, a napięciu zbudować. Super.

Wrócę jeszcze na moment do sceny na sianie. To nie jest tak, że ze mnie pruderyjny czytelnik i nie lubię z zasady. Wręcz przeciwnie. Nie lubię kalki, którą postać Adeli zaczyna mi od początku zalatywać, a którą - co tu dużo kryć - poznałam za pośrednictwem Sapkowskiego (za którym nie przepadam). Oto jest przaśna dziołcha, która ma czym oddychać i oto jest jurny bohater. Oto dziołcha napala się na bohatera i zostaje przez niego uczciwie przegrzmocona. Oto przegrzmocenie to zastaje dziołchę w paskudnej sytuacji ze starym mężem-pijakiem i niechybnie prowadzi ku wzdychaniu do jurnego bohatera. Nie lubię. Płaskie to. Jednowymiarowe. Uprzedmiotawiające kobiecą postać. Nie twierdzę, że każdy ma ciągnąć za sobą tragiczną historię, którą odblokuje czwarty level przyjaciela i być niedocenionym, kalekim geniuszem, ale śmiem twierdzić, że z Adeli już nic ciekawego nie będzie nawet na całkiem zwyczajnym - i nie powiem, mile widzianym - poziomie. No, chyba że zaraz zginie, ale to nie odwołuje powyższych uwag.

Mam jeszcze jedną ogólną uwagę dotyczącą stylu, a dokładniej opisów. Statyczne są. I zbyt szczegółowe. Sam początek jest potwornie statyczny, zupełnie nie zapowiada tempa, z jakim potoczą się wypadki później. Nie zachęca, a szkoda, bo potem całość się szybko kula. I tak samo jest potem - ni stąd ni zowąd wyskakujesz ze statycznymi akapitami i nieznaczącymi szczegółami. Bez nich byłoby o niebo lepiej.

Pomijając powyższe uwagi, jestem kontenta :3 Podoba mi się. I pomysł, i to, jak go realizujesz. Jak wspomniałam - naprawdę ale to naprawdę kupiłeś moją ciekawość, a o to trudno po kilku zaledwie stronach.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kalypsol
Posty: 11
Rejestracja: 13 września 2017, 23:08

Re: Kolaps [+18]

Post autor: Kalypsol » 17 września 2017, 02:27

Pomysł rewelacja. Bardzo mi sie podobało, szczególnie jak przygotowałeś się do pisania dialogów po "średniowiecznemu". Akcja wartka, zainteresowała mnie. Fajnie opisałeś współżycie Egona z tą babką, bez zbędnych okropieństw:-) seksu, że tak powiem.
Na początku myślałem, iż całe opowiadanie bedzie się działo w ciemnogrodzie a tu niespodzianka - dziad z XX II wieku.
Oczywiście było kilka błędów, ale mało-znaczących. Irytowały mnie tylko powtórzenia. Tak trzymaj. 6/10 :-)

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 79
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Kolaps [+18]

Post autor: Xanttis » 02 listopada 2017, 12:31

Wątek chyba trochę zastygł w czasie, a pomysł ciekawy. Na początku kilkakrotnie upewniałem się czy to nie dział fantasy ;D . Postaci zdają się dosyć typowe, tajemnicę stanowi sama fabuła, organizacje, pytanie "o co tu chodzi" towarzyszy cały czas szczególnie od zdemaskowania Zygfryda, a chyba o to chodzi by czytelnika zaciekawić. Mam nadzieję, że jeszcze podejmiesz ten wątek
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

ODPOWIEDZ