UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Zabawkarz

"Science fiction istniała zawsze: mam na myśli prognozę pogody."
Peter Ustinov
Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

Zabawkarz

Post autor: Plastikowy Jezus » 25 maja 2012, 17:03

Moje pierwsze opowiadanie od bardzo dawna. Ciąg dalszy jak na razie nie istnieje. To tyle...


ZABAWKARZ
Hank przebywał właśnie za panelem kontrolnym swojego okrętu międzygwiezdnego, gdy na wielkim ekranie przed nim pojawiło się oblicze mężczyzny. Był to człowiek – Hank nie miał co do tego żadnych wątpliwości – w dodatku młody, o dziwnie znajomej mu twarzy.
Wtedy Hanka olśniło. Usunąwszy w wyobraźni zarost okrążający usta gościa na monitorze i przycinając trochę jego włosy, przypomniał sobie tożsamość tego osobnika. Był to Mike, biolog, którego Hank dawno temu uratował przed wieczną opryszczką, gdy ten czynił eksperymenty na pewnych grzybach rosnących na jednej z tych planet, na które nigdy nie organizuje się wycieczek.
– Witaj, yautaninie – rzekł mężczyzna, rozmazując się trochę. Sygnał w tej części wszechświata był wyjątkowo słaby, a Mike musiał znajdować bardzo blisko, skoro zdołał się połączyć ze statkiem Hanka. – Spadasz mi z nieba!
Hank (prawdopodobnie) spojrzał na swoją małpę, która wzruszyła tylko ramionami, nie zaszczycając towarzysza swoim komentarzem.
– Mam problem – kontynuował Mike, drapiąc się po rudym zaroście. – Jakbyś znalazł chwilę, mógłbyś wpaść na Vakandorę.
Hank wykonał nieduży ruch.
Zgodził się.

Każda z istot, które kiedykolwiek spotkały Hanka, prawdopodobnie opisałaby go inaczej. Jedna nazwałaby go owłosioną kulką, inne kudłatym obcym, jednak żadne z tych określeń nie oddawałoby zbyt dokładnie jego wyglądu. Pewien generał opisał go kiedyś jako nabój dużego kalibru, zewsząd obrośnięty czarnym włosiem. Były to chyba najbliższe prawdzie słowa, jakie Hank usłyszał na swój temat, oddające chociaż odrobinę jego kształt. W żadnym wypadku nie był bowiem idealnie okrągły i czuł się obrażony za każdym razem, gdy ktoś go o to posądzał. Starał się jednak zachować wyrozumiałość, gdyż doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że nikt nie widział jeszcze jego prawdziwego, skrywanego pod pancerzem z włosów oblicza. Niemniej uważał, że wiele ras we wszechświecie powinno się dokształcić w zakresie rozpoznawania brył geometrycznych. Uczyniłoby się tym samym wielką przysługę wszystkim prostopadłościanom uznawanym za sześciany i ostrosłupom posądzanym o bycie stożkami.
Póki to nie nastąpiło, musiał znosić obelgi o kulistość i cenił każdą chwilę spędzoną z kimś, kto potrafił nazwać go w inny, mniej płytki sposób. Taką osobą był właśnie Mike, wybitny biolog i dumny właściciel kolekcji próbek gleby z ponad dwustu różnych planet, człowiek, który wiedział, że Hank należał do rasy zamieszkującej dawniej planetę Yautę, rasy, której był prawdopodobnie ostatnim przedstawicielem. Mimo to, nie posiadał żadnych innych informacji na jego temat. Słyszał plotki, jakoby włosy, którymi porastają ciała yautan, były w rzeczywistości tysiącami cienkich kończyn i że potrafili oni dowolnie nimi poruszać, niemal tak, jak ośmiornice robiły to ze swoimi mackami. Nie pokładał w nich jednak większych nadziei, gdyż Hank nigdy nic takiego w jego obecności nie robił…
Niemniej przypadek tego niskiego, włochatego osobnika niezwykle go fascynował, dlatego starał się widywać z nim jak najczęściej – dotychczas oznaczało to raz na kilka lat. Kiedy statek Hanka – w kształcie olbrzymiego, lekko nadgryzionego u dołu oka – pojawił się na orbicie, na twarzy Mike’a zawitał szeroki uśmiech. Mężczyzna wyglądał wówczas jak dziecko widzące na niebie wielkiego lizaka, którego miało niebawem spożyć w stanie dzikiej euforii. Kiedy kilka minut później spostrzegł przebijający się przez atmosferę prom, zaczął się wręcz ślinić. Opanował się jednak i przetarł usta przedramieniem.
Wkrótce prom wylądował.

Właz skromnego, miejscami pokrytego rdzą promu opadał na ziemię w bardzo powolnym tempie, jakby obawiał się, że coś przypadkiem zgniecie. Po chwili jednak oparł się już o twarde, betonowe lądowisko, a z wnętrza statku równie powoli wyłonił się cień jakiejś postaci. Wnet nabrał kształtów i okazało się, że był małpą, poruszającą się na dwóch nogach i ciągnącą za sobą lewitujący w powietrzu, nowoczesny wózek, na którym z kolei stał Hank. Jego włosy kołysały się lekko na wietrze. Mike nie potrafił ocenić, czy yautanin stoi do niego przodem czy tyłem, co trochę go zakłopotało. Nie chciał obrazić swojego kolegi, mówiąc do jego pleców – o ile oczywiście takie posiadał. Postanowił zachować ostrożność.
Małpa przeczłapała niezdarnie przez opuszczony właz , po czym niepewnie postawiła pierwszy krok na Vakandorze. Wyraz jej twarzy sugerował, że zaraz kogoś zaatakuje albo opluje, jednak Mike, który spotkał ją już prędzej, wiedział, że innego grymasu to zwierzę po prostu nie stosowało. Mimo to poczuł dreszcze, gdy małpa zbliżała się do niego zgarbiona, raźnie kołysząc ramionami. Jedna z jej rąk dosięgała prawie ziemi, druga – pewnie równie długa – trzymała w żelaznym uścisku rączkę od lewitującego wózka. Przełknij – bo tak Hank nazwał swojego małpiego pupila – patrzył na Mike’a wściekle, ani na chwilę nie odwracając wzroku. Po chwili stanął przed nim, oczekując najwyraźniej kolejnych instrukcji. Był wyższy od stuosiemdziesięciocentymetrowego biologa o głowę.
– Miło was widzieć – zaczął niepewnie Mike, robiąc krok do tyłu. – Nie powinniśmy rozmawiać na zewnątrz. Zapraszam do hotelu. Mam tam swój apartament. – Obrócił się na pięcie i ruszył ku wielkiemu budynkowi ze szkła, na którego szczycie widniała ułożona z wielkich, srebrnych liter nazwa, napisana w ogólnym języku – Oficjalny Hotel Vakandory.
– To jedyny hotel na tej planecie. – rzekł Mike. – Na Vakandorze nie wykształciła się żadna z rozumnych ras, więc to strasznie dzikie miejsce. Większość terenów tutaj to dżungle, prawdziwa jatka dla naukowców. Nowe gatunki fauny, kupa złóż minerałów i wspaniałe rośliny, dotychczas nikomu nieznane. Potrafisz sobie to wyobrazić, Hank? Prywatni inwestorzy stale wysyłają tu swoich ludzi. Głównie dlatego zbudowano ten port. Stąd ruszają wszystkie ekspedycje, tutaj zaopatruje się w broń, sprzęt badawczy i żywność – tłumaczył Mike, prowadząc yautanina i jego małpę między rzędami śmigłowców i pojazdów terenowych. – Wszystkim rządzi Harry King, doprawdy, wspaniały człowiek! Jego przodkowie zamieszkiwali jeszcze Starą Ziemię. Byli podobno równie bogaci…
W końcu weszli do hotelu. W holu Mike potwierdził swoje przybycie i otrzymał jednorazowy klucz, z którego mógł korzystać tylko przez najbliższą dobę. Później dostarczy się mu kolejny. Mike wytłumaczył to Hankowi, gdy wsiadali do windy. Przełknij z nimi nie jechał. Umieścił jedynie wózek z yautaninem w kabinie, po czym powędrował schodami. Kiedy winda dojechała na wyznaczone piętro, małpa już tam była, odebrała swojego pana i pociągnęła za sobą dalej.
Na korytarzach hotelu było pusto. Hank stwierdził, że wszyscy, którzy tu mieszkali, już dawno byli w terenie. Zdawał sobie sprawę, że Vakandora to miejsce wielkiego wyścigu, którego nagrodą były władza i bogactwo. Działo się tak z każdą dziką planetą, którą odkrywali ludzie.
W końcu Mike doprowadził swoich towarzyszy do apartamentu, w którym chwilowo zamieszkiwał. Składał się on z dwóch pokoi, luksusowego salonu, łazienki i skromnej kuchni – najwidoczniej Harry King doskonale wiedział, że naukowcy ufają tylko własnoręcznie przyrządzonym potrawom.
Biolog wskazał swoim gościom salon.
– Za chwilę do was dołączę – rzekł Mike. – Przygotować coś do picia?
Hank nie poruszył się – nie zrobił tego przez całą drogę z promu do apartamentu. Jedynie Przełknij podniósł powoli rękę, wyrażając chęć do zamoczenia gardła.
Mike powędrował do kuchni. Małpa odprowadziła go wściekłym wzrokiem.

Przełknij ustawił wózek z Hankiem obok sofy, po czym przechylił go, a yautanin zsunął się na mebel niczym martwy przedmiot. Kosmyki jego włosów opadały bezwładnie na materac. Hank wyglądał jak całkiem dorodna peruka.
Po kilku minutach Mike wrócił z kuchni, niosąc w rękach dwie szklanki z wodą – dla siebie i małpy. Kiedy zjawił się na miejscu, stał się świadkiem czegoś dziwnego – Przełknij siedział na oparciu sofy, a swoimi długimi łapskami grzebał we włosach Hanka. Co chwilę wyciągał z nich coś mikroskopijnego i wkładał do ust. Nie przerwał, gdy biolog wszedł do salonu. Wydawał się bardzo skupiony.
Mike postanowił to zignorować. Odstawił szklanki na niski, szklany stolik i zasiadł w fotelu naprzeciwko Hanka i jego małpy. Milczał przez chwilę, stale drapiąc się po zaroście, lecz potem rzekł:
– Nie chcąc marnować czasu, Hank, przejdę od razu do rzeczy. Otóż, potrzebuję twojej pomocy… – Odczekał chwilę, w nadziei, że zauważy u yautanina jakąś reakcję. Żadna się jednak nie pojawiła. – Nie przyleciałem tu dla jakichś bzdur. Odrzuciłem wiele kuszących zleceń, by tu być i bynajmniej nie chcę wracać do domu z niczym… Niecałe dwa tygodnie temu otrzymałem kuszącą ofertę, na której mógłbym się nieźle dorobić. Nie pomyśl, że się sprzedałem jakimś korporacjom. O nie, tu chodzi o coś więcej... To historyczne wydarzenie, Hank! Setki jajogłowych chciałoby znaleźć się na moim miejscu. – Yautanin najwidoczniej słuchał w skupieniu. – Chodzi o oldyriany, Hank! Oldyriany! Jakbyś nie wiedział, to najdłużej żyjące stworzenia we wszechświecie, niezwykle cenne! Żyją tylko tutaj, na Vakandorze. Jest ich niewiele, tylko dwa na całej planecie, ale to wystarczy. Wszystkie są własnością Harry’ego Kinga. Ten gość, pan King, zatrudnił mnie do… Musisz wiedzieć, że oldyriany wypróżniają się raz na kilkadziesiąt lat. Niezwykłe, prawda? Wręcz nie do pomyślenia, ale to fakt! Ostatni raz zrobiły to pół wieku temu i tylko odpowiednia dieta sprawiła, że znowu są gotowe do… no, wiesz. Ich odchody są strasznie wartościowe, Hank. Łapiesz? Jednym kałem można by sfinansować całą ekspedycję naukową na obcą planetę! – Zaśmiał się. – Brzmi jak jakiś żart, ale to prawda. Kupa na wagę złota, cha cha! Jest taka, bo zawiera masę rzadkich substancji. Niemożliwe, co? Sam się zdziwiłem, ale badania to potwierdzają. Jeden z osobników wypróżnił się kilka dni temu, ale… pojawiły się problemy. Skradziono jego odchody – wyjawił po chwili przerwy. – Były chronione przez całą armię uzbrojonych po zęby mięśniaków, których wynajął pan King. Wszyscy teraz nie żyją i nikt nie wie kto im to zrobił! Nie ma żadnych śladów… Nic! Gdyby to się nie stało, już teraz badałbym to gówno, a kątem oka spoglądałbym jak na moje konto bankowe wpływają tysiące…– Przerwał na chwilę, by napić się wody. Yautanin nadal nie przejawiał żadnych czynności życiowych. – Niedługo wypróżni się drugi z osobników, ale wszyscy obawiają się powtórki z rozrywki. Rozumiesz? Skoro złodziejom poszło wtedy tak łatwo, pewnie skuszą się zrobić to jeszcze raz. Musisz nam pomóc, Hank! Żaden z ludzi pana Kinga niczego nie wymyślił. Tobie się uda, jestem tego pewien. Pomożesz?
Nastała długa cisza, którą przerywało tylko mlaskanie małpy. Po chwili jednak Hank wydał z siebie głośny warkot. Był to najdziwniejszy dźwięk, jaki Mike kiedykolwiek usłyszał, ale teraz nie miało to znaczenia. Yautanin się zgodził.

Awatar użytkownika
Żur

RE: Zabawkarz

Post autor: Żur » 27 maja 2012, 19:06

To, co sprawia, że tekst nie czyta się płynnie to pełno zaimków. Jego pada w tak krótkim tekście trzynaście razy. Dużo za dużo. Jego, swojego, nim. Radziłabym zwracać na to uwagę, bo to coś, co zwykle umyka pisarzom chcącym wszystko doprecyzować.
w dodatku młody, o dziwnie znajomej mu twarzy
nie zaszczycając towarzysza swoim komentarzem
Jego włosy kołysały się lekko na wietrze.
mówiąc do jego pleców
prowadząc yautanina i jego małpę między
Składał się on z dwóch pokoi, luksusowego salonu, łazienki i skromnej kuchni
Biolog wskazał swoim gościom salon.
I tak dalej.

Ze spraw technicznych, to zdania są czasami za długie i dotarłszy do końca uświadamiam sobie, że początek w ogóle nie wiąże się z końcem.
Był to Mike, biolog, którego Hank dawno temu uratował przed wieczną opryszczką, gdy ten czynił eksperymenty na pewnych grzybach rosnących na jednej z tych planet, na które nigdy nie organizuje się wycieczek.
Moment, moment... Wyszliśmy od Mike’a, a skończyliśmy na podejrzanej planecie. Więcej kropek. „Był to Mike, biolog, którego Hank dawno temu uratował przed wieczną opryszczką. Mike/mężczyzna/biolog/były pacjent robił eksperymenty na pewnych grzybach, rosnących na jednej z tych planet, na które nigdy nie organizuje się wycieczek. Nie skończyłoby się to dla niego najlepiej, gdyby nie Hank.” Albo coś w ten deseń :)
Mike, wybitny biolog i dumny właściciel kolekcji próbek gleby z ponad dwustu różnych planet, człowiek, który wiedział, że Hank należał do rasy zamieszkującej dawniej planetę Yautę, rasy, której był prawdopodobnie ostatnim przedstawicielem.
Znowu od Mike’a tym razem do wymarłego gatunku przez gleby, planety, rasy i planetę.
Obrócił się na pięcie i ruszył ku wielkiemu budynkowi ze szkła, na którego szczycie widniała ułożona z wielkich, srebrnych liter nazwa, napisana w ogólnym języku – Oficjalny Hotel Vakandory.
Od obracania do hotelu przez wielkie, srebrne litery i ogólny język.

Kolejną techniczną sprawą jest zbytnia szczegółowość. Oczywiście, czytelnik musi mieć ogląd na świat przedstawiany przez autora, ale należy zostawić mu coś dla wyobraźni, dla własnej interpretacji. Opisując coś z matematyczną precyzją nie daje się czytelnikowi takiej szansy i zamiast czerpać przyjemność z czytania biedak musi rozkminiać co, gdzie i jak. Poniżej wyjaśniam, co mam na myśli:
Jedna z jej rąk dosięgała prawie ziemi, druga – pewnie równie długa [aha, małpa ma dwie ręce, no raczej, długie ręce, ale nierówne, no dobra] – trzymała w żelaznym uścisku rączkę od lewitującego wózka [ręce, ręce, a tak teraz wózek, wózek lewituje, a tak, było tym przed chwilą]. Przełknij [?!] – bo tak Hank nazwał swojego małpiego pupila [dobree] – patrzył na Mike’a wściekle, ani na chwilę nie odwracając wzroku [usiłuję to sobie wizualizować, małpa patrzy, jest wściekła, stoi przed nim i jest wściekła, cool]. Po chwili stanął przed nim [a nie, nie stała, szła jeszcze, a teraz doszła i stoi, o czym to było?], oczekując najwyraźniej kolejnych instrukcji. Był [kto, co, instrukcje?, a nie, małpa, no przecież, że małpa] wyższy od stuosiemdziesięciocentymetrowego [czyli koleś dwa centymetry wyższy ode mnie? no, no, kurduplaste... przyda mi się do czegoś ten jego wzrost? muszę to pamiętać?]biologa o głowę.
Jest to zapis mniej-więcej tego, co myślałam przy czytaniu. Chodzi o to, że tekst nie jest płynny, zastanawiam się nad poszczególnymi zdaniami, zamiast postrzegać je jako całość.
– To jedyny hotel na tej planecie. – rzekł Mike. – Na Vakandorze nie wykształciła się żadna z rozumnych ras, więc to strasznie dzikie miejsce. Większość terenów tutaj to dżungle, prawdziwa jatka dla naukowców. Nowe gatunki fauny, kupa złóż minerałów i wspaniałe rośliny, dotychczas nikomu nieznane. Potrafisz sobie to wyobrazić, Hank? Prywatni inwestorzy stale wysyłają tu swoich ludzi. Głównie dlatego zbudowano ten port. Stąd ruszają wszystkie ekspedycje, tutaj zaopatruje się w broń, sprzęt badawczy i żywność – tłumaczył Mike, prowadząc yautanina i jego małpę między rzędami śmigłowców i pojazdów terenowych. – Wszystkim rządzi Harry King, doprawdy, wspaniały człowiek! Jego przodkowie zamieszkiwali jeszcze Starą Ziemię. Byli podobno równie bogaci…
A ten fragment z kolei bardzo mi się podoba. Ma fajny rytm, nie zastanawiam się nad każdym zdaniem, mam w wyobraźni jak wygląda ta planeta, jest miejsce na własną interpretację.

Subiektywnie:
Usunąwszy w wyobraźni zarost okrążający usta
Zarost okrążający usta? Nie.
– Witaj, yautaninie – rzekł mężczyzna, rozmazując się trochę.
Makijaż miał? Sądzę, że to nie on się rozmazał, a jego obraz.
Spadasz mi z nieba!
Biorąc pod uwagę podróże międzygwiezdne ten frazeologizm nie ma tu zbytniej racji bytu.
W żadnym wypadku nie był bowiem idealnie okrągły i czuł się obrażony za każdym razem, gdy ktoś go o to posądzał.
Posądzanie kogoś o okrągłość? Nie lepszy zwrotem byłoby: „gdy ktoś tak go postrzegał/opisywał”?
Póki to nie nastąpiło, musiał znosić obelgi o kulistość
Obelga jest celowa, a tutaj, jak napisałeś, ludzie (istoty) się po prostu mylą. Musiał znosić komentarze o swoim kształcie/ na temat swojego kształtu?
Wyraz jej twarzy sugerował, że zaraz kogoś zaatakuje albo opluje, jednak Mike, który spotkał ją już prędzej, wiedział, że innego grymasu to zwierzę po prostu nie stosowało
Grymas się pojawia, można wykrzywić twarz w grymasie. O stosowaniu grymasu nie słyszałam.
Wszystkim rządzi Harry King
Zapachniało Pratchettem :D Szczególnie, że panu Kingowi zależy na nieczystościach, jak udało mi się dalej doczytać.
Przełknij ustawił wózek z Hankiem obok sofy, po czym przechylił go, a yautanin zsunął się na mebel niczym martwy przedmiot. Kosmyki jego włosów opadały bezwładnie na materac. Hank wyglądał jak całkiem dorodna peruka.
Cudownie plastyczny opis.

Zastanawia mnie też „wózek”, na którym jest Hank. Czy nie lepsza byłaby inna nazwa? Może to tylko moje odczucie, ale wózek kojarzy mi się z czymś, co ma koła i się toczy, a nie lewituje.

Technicznie:
Małpa przeczłapała niezdarnie przez opuszczony właz , po czym niepewnie postawiła pierwszy krok na Vakandorze.
Przecinek uciekł.
– Witaj, yautaninie
Jeśli to mieszkaniec planety Yauta, to Yautanin z dużej litery. (Chyba że pochodził z Jałty, wtedy jałtanin :))

Podsumowując – tekst mnie zaintrygował. Szczególnie uroczy wydał mi się Hank i te jego rozterki nad własnym kształtem. Małpa prowadząca swojego pana to również ciekawy motyw. Wzorowałeś się na czymś?
Chciałabym się porozwodzić dłużej nad opowiadaniem, ale jest za krótkie. Czekam na rozbudowanie albo dalsze części. Według mnie postacie mają spory potencjał. Poziom irracjonalności i abstrakcji – kuliste problemy Hanka, iskająca małpa i Mike’owe poszukiwania kupy. Dla mnie bomba.

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

RE: Zabawkarz

Post autor: Plastikowy Jezus » 28 maja 2012, 17:28

Dzięki za komentarz. Postaram się zaradzić zaimkom i zbyt długim zdaniom.
Małpa prowadząca swojego pana to również ciekawy motyw. Wzorowałeś się na czymś?
Podczas konstrukcji postaci Hanka - zważając na to, że nie jest on za bardzo ruchliwy - stwierdziłem, że potrzebuje kogoś lub coś do pomocy. Pojawiały się różne pomysły, ale małpa wydała się najodpowiedniejsza.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: Zabawkarz

Post autor: pierdoła saska » 24 czerwca 2012, 11:34

Czytałam już coś twojego na L i przyznam się, że to tu wypadło słabiej. Był pomysł - zarówno w postaci Hanka jak i tych stworzeń, o których jest mowa w ostatnim akapicie - ale czytało się to dość topornie. Kupa informacji serwowana w długich i suchych zdaniach. Nie mam nic do długości, ale one tu jeszcze były takie bez iskry, jakby je z raportu badawczego wyciągnięto. Podawałeś bardzo dużo szczegółów z pomocą bezpłciowego narratora, a w dodatku odnoszę wrażenie, że jedna trzecia z tych informacji nie była potrzebna tu i teraz, i jedynie odwracała uwagę, od głównych wydarzeń. :/
Ogólne wrażenie po przeczytaniu tego kawałka miałam bardzo średnie. Z jednej strony ciekawi mnie co będzie dalej. Lubię takie historie fantastyczno-naukowe, z drugiej obawiam się, że gdybym miała przeczytać dłuższy fragment na raz, to bym się poddała i tyle :/



Takie różne, starałam się w miarę nie powtarzać, tego, co już Żur napisała :)
Hank wykonał nieduży ruch.
Małym palcem u stopy? Wykonać nieduży ruch i poruszyć się, to jakoś nie do końca to samo w tym kontekście. Tak mi się przynajmniej wydaje.
pawdopodobnie ostatnim przedstawicielem. Mimo to, nie posiadał żadnych innych informacji na jego temat. Słyszał plotki, jakoby włosy, którymi porastają ciała yautan, były w rzeczywistości tysiącami cienkich kończyn i że potrafili oni dowolnie nimi poruszać, niemal tak, jak ośmiornice robiły to ze swoimi mackami. Nie pokładał w nich jednak większych nadziei, gdyż Hank nigdy nic takiego w jego obecności nie robił…
W ośmiornicach... w tych kończynach. Ale jakich nadziei, skąd tu się nagle nadzieja wzięła, a w zasadzie na co... szczerze mówić, to się zgubiłam.
Mężczyzna wyglądał wówczas jak dziecko widzące na niebie wielkiego lizaka, którego miało niebawem spożyć w stanie dzikiej euforii.
Wywaliłabym to "wówczas".
Właz skromnego, miejscami pokrytego rdzą promu opadał na ziemię w bardzo powolnym tempie
pordzewiały prom... a Columbia wybuchła bo miała nieco uszkodzoną płytkę osłony termicznej. Naprawdę "nieco".
Małpa przeczłapała niezdarnie przez opuszczony właz ,
Spacja się zapałętała.
Wyraz jej twarzy sugerował, że zaraz kogoś zaatakuje albo opluje, jednak Mike, który spotkał ją już prędzej, wiedział, że innego grymasu to zwierzę po prostu nie stosowało.
Poznał prędzej? a nie wcześniej?
Większość terenów tutaj to dżungle, prawdziwa jatka dla naukowców.
. . . jatka? Jatka wg Słownika języka polskiego PWN: 1. pot. «krwawa bójka» 2. daw. «sklep z mięsem» Nie chodziło ci przypadkiem o gratkę?



Tyle.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

RE: Zabawkarz

Post autor: Plastikowy Jezus » 24 czerwca 2012, 19:04

Dzięki za za przeczytanie i skomentowanie. Nad ilością informacji muszę oczywiście popracować. Liczę, że ze stylem też będzie dobrze. Postaram się, by przestał przypominać raporty badawcze, a zaczął być bardziej podobny do tekstu literackiego. Tego fragmentu już raczej nie będę poprawiał - choć z Hankiem wiążę jeszcze pewne plany. Na razie zajmuję się innymi projektami i myślę, że już niedługo wrzucę tu nowe opowiadanko. Zobaczymy, czy będzie poprawa ;)

Jeszcze raz dzięki za dobre rady.
Pozdrowionka.

Awatar użytkownika
Starycjusz

Re: Zabawkarz

Post autor: Starycjusz » 19 lipca 2012, 18:47

Mnie osobiście ilość informacji nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dzięki temu łatwiej wczuć się w klimat opowieści. Jestem ciekaw co będzie dalej, bo jak mówisz Hank nie jest zbytnio ruchliwy, więc ciężko mi sobie wyobrazić jak to się sprawdzi na dłuższą metę. Swoją drogą to on coś podejrzanie chętnie się na wszystko zgadza :D

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Zabawkarz

Post autor: czarownica » 28 sierpnia 2012, 23:35

A ja protestuję! Protestuję i już! Przeciwko temu, co napisał w swoim ostatnim poście Plastikowy Jezus. Chodzi mi mianowicie o to, że, jak napisał:
..."Na razie zajmuję się innymi projektami i myślę, że już niedługo wrzucę tu nowe opowiadanko."...
Ja chcę się dowiedzieć, co dalej z Hankiem i jego małpą a także z tym, do czego zdołał namówić Hanka Mike. Nie rób mi tego, człowieku!. Kiedy zaczynałam bywać na tym forum nie lubiałam tego gatunku a teraz, gdy się "załapałam" i czytam prawie wszystko, choć nie zawsze się odzywam, bo za wysokie progi... Teraz tak po prostu ktoś urywa doskonałe opowiadanie nie kończąc choćby jednego wątku! A, fe! Nie rób tak starszej pani! To nie uchodzi!
Pozdrawiam serdecznie. :D :flower: :heart2:

ODPOWIEDZ