UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

***

Tekstów nie ma, zostały same komentarze
Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

***

Post autor: Siemomysła » 23 lutego 2017, 20:54

[plany wydawnicze]
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1820
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Ptak

Post autor: Kruffachi » 24 lutego 2017, 20:57

Po pierwsze, bardzo się cieszę, że "Ptaka" wrzuciłaś.

Po drugie, napisałaś zacny tekst o niełatwych dla mnie bohaterach. I to właściwie skrót wszystkiego, co znajduje się poniżej.

Ulać emocji, jakie wzbudziła we mnie Aneta, musiałam nawet na krzykpudle tuż po skończeniu lektury, choć fala protestu narastała we mnie dużo, dużo wcześniej - natomiast myślę, że nie muszę akurat Tobie tłumaczyć, że niechęć, nawet tak gwałtowna, do bohatera, nie oznacza niechęci do postaci jako konstruktu literackiego czy - tym bardziej - tekstu. Bosz, ja w Anetę jestem w stanie uwierzyć i to jest może w niej najgorsze. Obrzydzała mnie od samego początku. Już od wzmianki na temat tego, że nie chce wchodzić na cudzy teren. No to - pomyślałam - skoro nie chcesz, to czemu leziesz? Bo nie potrafisz powiedzieć prostego "nie"? Bo coś sobie musisz udowodnić? Udowodnić Witoldowi? A potem było gorzej. Przy scenie ratowania ptaka. Ja też czułam tę irytację Witolda. Widziałam tę histeryczkę, jak trajkoce mu nad głową, jak rzuca genialnymi pomysłami, ale sama nie ubrudzi sobie rąk. Nawet po klucz nie pójdzie. To mnie naprawdę obrzydziło (wiem, że znów używam tego słowa, ale najlepiej oddaje moje odczucia), a jeszcze nie znałam ciągu dalszego. Odnosiłam wrażenie, że ptak w swojej istocie zupełnie jej nie obchodzi. Nie. Chodzi o ugaszenie własnej histerii. Najlepiej cudzymi rękoma, by znów nie musieć podejmować decyzji. I jej zachowanie po tym, gdy Witold ukręca ptakowi łebek, też jest okropne. To, jak niby się burzy, jak ją to rusza, jak nawet jeść nie może, ale jak nie ma oporów przed seksem i wspólnym oglądaniem wschodu słońca. Jak cały czas nie ma na nic odwagi. I może dlatego kompletnie nie potrafiłam kupić tej nagłej czułości z "siusiu". Bo to napięcie nie zostało rozładowane. Bo trzeba być kompletną amebą życiową, potwornym śmierdzącym tchórzem, żeby tak łazić po sznurku. Okropne. Naprawdę okropne.

I wreszcie ostatnia część, ta, w której Aneta sama staje się ptakiem. Nie mogłam wyrzucić z głowy wypisanego kapitalikami pytania: JAK MOŻNA ROBIĆ COŚ TAKIEGO UKOCHANEJ OSOBIE? Jak można zadać takie pytanie? Jak można tak grać na emocjach? Nie potrafiłam znaleźć usprawiedliwień. Ani własny strach, ani choroba. Nic. Nic tego, kuźwa, nie usprawiedliwia. To najpodlejszy możliwy szantaż emocjonalny. Brudna od własnych rzygów szmata rzucona ukochanemu w twarz. I to wycofanie na końcu, kiedy Witold odpowiada - odpowiada czynem - powód tego wycofania. To, że tam nie pojawia się aspekt nakłonienia czy wręcz psychicznego przymuszenia kochanej osoby do morderstwa, a znów tylko własny strach.

Ale to nadal potwornie prawdziwe. I właściwie jedyne, co mogę zarzucić Anecie jako postaci literackiej, to to, że nie dałaś mi się przekonać, co w niej widzi Witold. I dlatego ich związek jest dla mnie dość odległy.

Zresztą sam Witold nie jest również łatwy w odbiorze, choć z tej dwójki zdecydowanie to on ma mój głos. To - zdaje się - silna osobowość, bezkompromisowa, zorientowana na działanie, ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, kto tu jest bardziej ptakiem uwięzionym w rynnie - on czy ona. Ona, bo choroba, a on, bo toksyczny związek, bo to zaplątanie, bo fakt, że dał się postawić pod ścianą i był gotów żonę nawet zabić, bo tego chciała. Odsłonił miejsce, w które można nacisnąć - wiele lat wcześniej, nieświadomie - i zostało to przeciwko niemu wykorzystane.

Nie jest dla mnie łatwy przez to, że w tym związku tkwi. Nie jest dla mnie łatwy przez łatwość, z jaką podejmuje decyzję o śmierci ptaka, choć przecież opcja weterynarza wydaje się taka oczywista. A jednak nie przychodzi mu do głowy. Nie jest dla mnie łatwy, przez uczucia, jakie mu wówczas towarzyszą, to poczucie władzy nad życiem i śmiercią. Ale tu też, choć może to nadinterpretacja, widzę chwilę wyrwania się, uwolnienia, wyplątania i wolności, która może prowadzić nawet do czynu brutalnego.

Ale, choć prezentujesz głównie perspektywę Witolda, dla mnie "Ptak" kręci się właśnie wokół Anety. Ale to taka charakterystyczna cecha Twoich tekstów - a może tylko mojego ich odbioru - że one niemal zawsze są dla mnie o kobietach. O kobietach najczęściej w jakiś sposób kalekich psychicznie, cierpiących. I o mężczyznach przy nich, nawet jeśli ci mężczyźni (jak Mirek) skrywają swoje bolesne tajemnice. Ale tak, Romans był o Ćmie, Chmury o Dorocie (którą zresztą lubię najbardziej), a nawet czytając Chirurga, miałam wrażenie, że nie czytam o Witwickim, a o Katarzynie i jej bólu. Więc i "Ptak" kojarzy mi się z Anetą i z tym szlamem w żołądku w pierwszej kolejności. W drugiej kolejności z papierosowym dymem i ponikotynowym bólem głowy. To sprawia, że nie czytałam z przyjemnością i pewnie trudno byłoby mi wrócić, ale kto jak nie Ty zrozumie, że to komplement. Wzięłaś mnie na bosy spacer po potłuczonym szkle, więc musiało boleć. Dobrze, że bolało. Dobrze, że mi się ten żołądek zawiązał w supeł. To trzeba potrafić, a ze mną potrafić razy trzy.

Więc tytułem podsumowania: "Ptak" jest okropnie dobry i dobrze okropny. O.

*dyg*
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: Ptak

Post autor: szczepantrzeszcz » 27 lutego 2017, 21:11

Szacun. Wielki szacun. Szczepan elaboratu nie napisze. W opowiadaniu odnalazł fragmenty własnego życia i poruszony jest bardzo.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Ptak

Post autor: Kanterial » 11 maja 2017, 11:14

Dobra, już dam radę, co nie. Nie żebym się zbierała milion lat.

Dobrze wiesz, co mnie stopowało i będzie mnie to stopować też teraz, ale postaram się jakoś pominąć te obawy i szczerze napisać, co myślę.

Jeśli chodzi o sam tekst, jestem na tak - jest dobrze napisany, zresztą to już prawie mantra w moich komentarzach dla ciebie, co? >--< Więc podoba mi się, nie miałam problemów z przyswajaniem. Nie był może aż tak płynny w odbiorze (moim zdaniem) jak np. "Para idealna", bo coś tu czasem zwracało uwagę, odrywało od fabuły. W takim sensie, że... jakby to powiedzieć. Tekst jest przeładowany emocjami, wszędzie są emocje, wszędzie reakcje, które te emocje oddają. Praktycznie w każdym zdaniu jest zawarta informacja o konkretnych wewnętrznych przeżyciach Witolda/Anety, nawet jeśli nie wprost. I to jest chyba jedyna moja uwaga techniczna - przez to, że emocje są wszędzie, czytelnik zaczyna być wymagający. Stawiasz poprzeczkę wysoko, bo w końcu iloma zagraniami da się oddać stan uczuciowy postaci? Więc ja-czytelnik zaczynam wyłapywać, zaczynam szukać twoich potknięć, zaczynam zwracać uwagę na pociągnięcia pędzla, zamiast na całość, naprawdę udany obraz. Możliwe jednak, że to właśnie jest urok "Ptaka". Tu nie chodzi tylko o to, co napisałaś. Chodzi też o to JAK. I dodam, że mimo skupiania się na techniczne warstwie, nie mam uwag.

Witold zdawał mi się rozdarty miedzy dwoma osobowościami. I to od początku samego, już przy tych papierosach w sypialni. On jednocześnie jest męski i stanowczy, taki, jak Kili trafnie ujęła, nastawiony na działanie, a jednocześnie gdzieś tam w środku przejmuje się wszystkim, odbiera każdy ruch i słowo Anety, ma taki radar emocjonalny wbudowany i ewidentnie ten radar działa sprawnie. Bardzo trafnie. Lubię takie postacie, ale jakoś przy Witoldzie nie umiałam pójść ani w jedną ani w drugą stronę i taki mi został - jakby ich było dwóch. Jak pisałaś. Ten jeden się obawiał, gdy drugi czuł gniew. Ogólnie koncepcja grzechu i kary też siedziała, też mi przypadła do gustu, choć nie wiem, czy takiego właśnie "obwiniania się" nie zaszczepiła Witoldowi w głowie sama Aneta.

Bo tak - ona jest zagadką. I tu się nie będę silić na jakieś teorie, po prostu przyznam, że nie ogarnęłam tej postaci. Z początku wydawała się totalnie przewrażliwiona, aż nierealnie, jakby tuż przed wycieczką z Witoldem zaliczyła pogrzeb któregoś ze swoich rodziców. Serio. Bardzo roztrzęsiona i niestabilna, bo pal licho, że się przejęła tym ptakiem - też bym się przejęła - jej ruchy, to szarpanie aparatu, panika prawie w reakcji na dźwięki z rynny. No halo, Aneto, dorosła kobieto (dorosła?). Później na tarasie, w tej rozmowie, gdzie pytała, czemu Witold zabił ptaka, wydała mi się już bardziej prawdziwa. Po prostu klasycznie kobieca. Czy szczerze, czy nieco na pokaz z przyzwyczajenia wrażliwa. Znam takie osoby i ten dialog uważam za autentyczny, te zdania za takie, które mogły paść. Na pewno udane. Później seks, wschód słońca, dobre rzeczy, trochę normalności. I na koniec totalny nokaut pytaniem którego nie ma prawa zadać żaden człowiek drugiemu człowiekowi, bo nie.

Chciałabym ocenić jakoś zachowanie Anety, ale nie zrobię tego, bo wiem, że byłabym sama w stanie takie pytanie zadać. Byłoby wchuj egoistyczne, okropne, zadałabym je pewnie po godzinach dręczenia się i histerii, ale... No, ale mogłoby paść, bo podejrzewam, że info, które Aneta dostała, każdego byłoby w stanie rozregulować. I tak już przechodząc do pewnych wniosków, bo bredzę - nie gardzę Anetą za potrafiłbyś?, ale winię ją za kilkanaście lat "tego ptaka, który był pomiędzy nimi zawsze". Więcej nie umiem o niej napisać. Obydwoje są prawdziwi, to na pewno. Prawdziwa jest też frustracja, żal, obwinianie się, obciążanie innych własnym strachem, palenie w sypialni i nakrywanie się co pół minuty na łóżku w schronisku. I za to mogę dać temu tekstowi z czystym sercem 9/10.

Za zwłokę przepraszam, ale była potrzebna. I te trzy piwa też.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 117
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Ptak

Post autor: Ag. » 17 czerwca 2017, 15:28

A ja akurat, odwrotnie od Kruff, Anetę rozumiem. Wszystko. I czemu nie chce wejść na ten teren i czemu jednak wchodzi, i co chodzi jej z tym ptakiem i wszystkim, i czemu nawet na koniec mówi to co mówi. Rozumiem to wszystko i dlatego dłuższego komentarza nie umiem z siebie wypluć, poza tym, jak bardzo jest to zachowanie realistyczne, jak świetnie jest ta bohaterka napisana i jak dobry jest to tekst.
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

Awatar użytkownika
Miranda Calle
Posty: 13
Rejestracja: 26 lipca 2017, 12:20

Re: Ptak

Post autor: Miranda Calle » 26 lipca 2017, 23:29

Pięknie opowiadasz. Narracja płynie, jest jak gawęda. Trafiła do mnie Twoja historia, bo kiedyś przeżyłam podobną... Dziękuję za obudzenie wspomnień.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Ptak

Post autor: Siemomysła » 27 lipca 2017, 08:28

Milczę w tym temacie, choć to do mnie niepodobne dość.
Więc trochę spóźniona bardzo, kopnięta Mirandowym komentarzem, chciałam Wam wszystkim bardzo, bardzo podziękować za każde słowo i każde odczucie podczas czytania, jakim się ze mną podzieliliście. Są ważne. Sprawiają, że chcę to robić dalej.
<3
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Coffee
Posty: 179
Rejestracja: 28 marca 2013, 12:45

Re: Ptak

Post autor: Coffee » 30 września 2017, 23:19

To ja może na starcie przeproszę, że tyle się zbierałam do komciania. Nie wynika to z samego tekstu - wręcz przeciwnie, zaraz po przeczytaniu miałam najwięcej do powiedzenia, bo bardzo mi się spodobało, jakie opowiadanie nabudowałaś wobec jednego dobrego pytania. I ponieważ uważam, że to pytanie jest całym sednem i puentą "Ptaka", to muszę też na starcie zaznaczyć, że nie zgadzam się z głosami, które piętnują Anetę za zadanie go. Do mnie przemawia na dwóch poziomach: literackim, bo bez niego nie byłoby tego tekstu, i empatycznym, bo nawet sobie nie wyobrażam, co sama bym myślała będąc w jej sytuacji i pewnie też chciałabym, żeby osoba, której ufam najbardziej na świecie, była w stanie mi na to pytanie odpowiedzieć.
Wracając do Anety - to jej wahanie i neurotyczność od razu mi się kojarzyły no, z ptakiem właśnie. Była roztrzepotana od samego początku i dla mnie jakoś od pierwszej sceny ta paralela była mocno naszkicowana. Przez to czujność czytelniczki była ciągle na pomarańczowym; spodziewałam się, że zaraz coś walnie. Tak, jest histeryczna, tak, jest roztrzęsiona, tak, może to drażnić, ale - chyba o to chodziło? Jest w końcu tym ptakiem w rynnie.
Nie kumam tylko tej sceny ze wschodem słońca.
It's not the end of the world, but you can see it from here.

Zablokowany