UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

OBYCZAJ, PSYCHOLOGICZNE, HISTORYCZNE
Nie ma psychologii. Jest tylko biografia i autobiografia. ~ Thomas Szasz
Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: Joa » 26 grudnia 2013, 20:14

Zaznaczę na wstępie, że Tørd i jego wnętrze to eksperyment. Pobawiłam się trochę pisaniem, stylem, bo temat miałam. Dobrze, że wyszło tak, jak wyszło, bo cóż... Pisało mi się dobrze.
Może być męcząco, przepraszam. :bag:



Tørd i jego wnętrze



Korzystając z chwili wolnej od zabiegania, Tørd usiadł w fotelu, uśmiechnął się szeroko, sięgnął po kubek z herbatą i wypił łyk, głośno dając upust swojemu zadowoleniu.
- Genialnie! – wykrzyczał. Do czego owe "Genialnie!" się odnosiło? Nie wiem.
Sięgnął do szuflady – jęknęła szufladowym zwyczajem - skąd wyciągnął otrzepującego się z kurzu człowieczka, tak maleńkiego, że Tørd mógł schować go w zaciśniętej dłoni. Ten, w momencie wyjęcia, wysapał zaspanym głosem, śmiesznie skrzekliwym:
- Chciałem spać, chciałem...
Olbrzym nie przejął się marudzeniem, zagwizdał tylko, widząc zaspaną twarz miniaturki.
- Koniec spania, panie Gie! Pora wstawać. Ileż spać byś chciał? Takiż piękny dzień za oknem – tu Tørd zamachał wokół wolną ręką, chcąc pokazać wspaniałości wokół, a ranek zaiste był piękny – a ty śpisz. Muszę obudzić resztę! – zaświergotał, wydymając wargi. Zatrząsł nieostrożnie rękoma, aż Gie musiał złapać się wielkiego palca, by nie spaść na podłogę i nie potłuc się boleśnie. – Och! – wykrzyknął nagle Tørd, przystając w pół kroku i łapiąc się lewą dłonią za głowę. – Jak mi nagle, niespodziewanie, dziwnie się zrobiło! Sennie jakoś, już nic mi się nie chce…
- Wróćmy więc do spania – wydusił Gie. Olbrzym jednak otworzył - choć z niemałym trudem powstrzymując się od posłuchania rady - drewnianą kasetkę, stojącą na biurku, z wewnątrz której wypełzła kolejna miniaturka. – Oooo… Eł! Co ty tutaj… Myślałem, że pójdziemy spać…Do mojej… szuflady spać pójdziemy zaraz, taaak…- Nim jednak Gie na nowo zaczął bełkotać o spaniu, Tørd złapał Eł ubraną w jasnobłękitną sukienkę i położył obok śpiocha.
Rozglądnął się wokół, marszcząc brwi. Zaniepokoił się nieco w duchu, lecz nie dał tego po sobie poznać. W końcu, nie dostrzegając przedmiotu poszukiwań, zapytał:
- A gdzie tamci?
- Tuuuuu… - rzekł Gie, przeciągając samogłoskę ziewaniem.
- …i ówdzie – dokończyła słodko Eł, a Tørd na nowo poczuł ochotę do zrobienia czegoś. – Zróbmy, zróbmy, zróbmyzróbmyzróbmy coś! Ależ proszę, cokolwiek, nawet coś tyci-tyci, zróbmy! – W jej tonie czuć było podekscytowanie. Chodziła, trzepocząc rzęsami, po liniach papilarnych, niewiele brakowało, by przy robieniu gwiazdy, ześlizgnęła się i upadła z wysokości metra i dwudziestu siedmiu centymetrów. – ZRÓBMY CIASTO!
- Eł, Gie, gdzie oni się podziali? – zapytał znów Tørd, ignorując coraz to nowe pomysły dziewczynki i zaglądając pod poduszki. Mężczyzna nawet klękał i szukał pod kanapą, ale nie widział ani O., ani Es. – Nie widzieliście ich?
Eł zachichotała tylko cichutko, jak to w zwyczaju mają małe dziewczynki i zakryła sobie usta, a Gie znów zaczął chrapać, dyndając nogą w powietrzu. Jasne, że coś wiedzieli, widział to od razu, znał ich od tak dawna. - Liczyć do trzech? – W tym momencie z ust zniknął mu uśmiech, zastąpiony cienką, poziomą linią warg. – Jeden… Dwa… - zamilkł, oczekując w napięciu. Podniósł dłoń na wysokość oczu, patrząc na malutkie postacie i potęgując srogość i groźbę wypisane na twarzy. Dziewczynka widząc to, wskazała palcem na barki Tørda, jakby przestraszona nagłą zmianą nastawienia olbrzyma.
- Co, tam coś…? – spytał, odwracając głowę. W końcu dostrzegł powód swojej opryskliwości. – O., dlaczego siedzisz mi na karku, durniu, nic nie mówiąc? – krzyknął ze złością Tørd. Malutki mężczyzna z posępną miną, nazwany „O.”, skrzywił się tylko jeszcze bardziej i wystawił środkowy palec w kierunku Eł, w odwecie za wyjawienie jego kryjówki.Ta speszyła się nieco i odwróciła na pięcie, nie rozumiejąc, że zrobiła coś, czego O. nienawidził.
- A nie wolno mi, kretynie? Świetnie się bawiliście beze mnie, po cóż ja wam tu – wycharczał w przerwie między gmeraniem wykałaczką w zębach.
- Szacunku trochę. – Tørd oblał się czerwienią na policzkach i nosie. Ujął mocno O. za ubrane w ciemny uniform ciało i złośliwie potrząsnął. Postawił miniaturowego mężczyznę obok dwóch pozostałych człowieczków.
- Każdy wie, że… - zaczął O., ale nie skończył, bo olbrzym pstryknął go ostrzegawczo w żebro, nie zważając na jęki i odgrażania się malucha.
- Jedno słowo, a przetrzepię ci tę kościstą dupę, kretynie. – O. zamilkł, ale wciąż mamrotał coś pod nosem, przechadzając się obok pozostałej dwójki, czasami umyślnie szturchając. – No, więc, kochani moi i ty, O. – tu chrząknął Tørd znacząco, patrząc z ukosa na miniaturowego złośliwca – zostaje nam tylko Es i możemy przystąpić…
W kącie niedużego pokoju, gdzieś pomiędzy szafą a regałem z książkami, coś błysnęło. Tørd podbiegł w tamto miejsce, wciskając do kieszeni całą trójkę, która zaczęła głośno wzbraniać się przed takim traktowaniem mniejszych i słabszych.
„Błyszczącym czymś” okazał się nie kto inny, tylko Es, który miał na sobie jakieś dziwne świecidełka, ni to cekiny, ni to brokat w grudkach. Uśmiechał się błogo, a napotykając spojrzenie swojego olbrzymiego przyjaciela, wyrzucił w powietrze ramiona i zakrzyknął dziko:
- Dajesz, weź mnie tam, huh, ja już chcę siedzieć koło tych wielkich, wspaniałych, twórczych… Ludzi!
Podczas niezwykle szybkiego transportu na spód prawej dłoni, Es wierzgał nogami, ruszał się cały czas i gadał. Nawet, gdy został położony w miejscu docelowym, nie usiadł spokojnie, tylko biegał – to do O., próbując przekonać go do uśmiechu, to do Gie motywując do wstania, aż w końcu zatrzymał się obok Eł. Ta dwójka wręcz przepadała za sobą, dogadywali się i tworzyli zgraną parę, gdy tylko mieli okazję do spotkania.
- Eł, zdecydowanie, jestem tego pewien, musisz dalej w to brnąć! Kochasz to? No, to w czym problem? Spójrz, Gie uwielbia spanie – tu podszedł do śpiocha – i robi wszystko, by się temu oddać. Każdą minutę swojej doby chce przeznaczyć na tę czynność i patrz, jak po tylu latach, wspaniale mu to wychodzi! – Es nie został wytrącony ze ścieżki przez siebie wytyczonej i wciąż brnął dalej – A O.? To jest dopiero… Eł, ten człowiek: on jest konsekwentny! Powiedział, że będzie gburem i jest, ba, jest w tym najlepszy z nas wszystkich. Czy to nie jest wspaniałe?
- Tak, tak! Jasne, że tak, Es. Zróbmy coś, Es, dobrze? – Eł jakby zapomniała o obelżywym geście O. i znów ekscytacja w niej ożyła.
- Dobrze, tylko pamiętaj, nie poddajemy się, dziewczyno. – Ton głosu Es zestawiony z pewnym siebie spojrzeniem sprawiał, że nikt nie miał odwagi, by się sprzeciwić, a tym bardziej Eł, szczególnie w sprawie takiej jak ta.
O. patrzył na nich z pogardą i złością. W końcu nie wytrzymał i prychnął, wysoko unosząc podbródek:
- I tak wam się, kurwa, nie uda. Jesteście godni pożałowania. – Es i Eł mieli już coś odpowiedzieć, ale zostali ubiegnięci.
Tørd – dotąd milczący – złapał wszystkie cztery miniaturki i rzucił o blat stołu; na szczęście na tyle z wyczuciem, by tylko boleśnie jęknęli, ewentualnie głośno złorzeczyli, co jedynie robił O.
- Ja już mam dość! Pięciu minut z wami wszystkimi nie wytrzymuję! – krzyknął Tørd szczerze zdenerwowany, ze łzami w oczach. – Jeden chce nic nie robić, a z drugiej strony mam pracusia, który tylko by robił i robił, nieważne co, byleby robić cokolwiek! Jeden tylko namawia do pracy, do działania, a drugi ucina pesymistycznym nastawieniem! Ja już mam dość – zaakcentował każdy wyraz powoli i dokładnie, „jeżdżąc” wzrokiem po miniaturkach. – Wysiadam.
- Mówiłem już, że jesteś słaby? – złośliwie szepnął O.
- Nie jest słaby, to wszystko siedzi tu. – Es poklepał się po głowie, a Eł przytaknęła. – Jak uodporni głowę, to wszystko mu wyjdzie, a Tørd do słabych nie należy. Wiem, co mówię!
- Czy możecie się zamknąć, chciałbym w końcu zasnąć. Przełóżmy tę rozmowę na jutro… - rzekł cicho Gie, przewracając się z jednego boku na drugi. – Czy my musimy zawsze gadać i gadać? Raz byśmy odpoczęli, nie robili nic, ale nie, my zawsze musimy COŚ ROBIĆ.
- Robienie jest takie genialne, Gie, ja nie wiem dlaczego ty nie lubisz tego. Zupełnie nie rozumiem – zdziwiony ton dziewczynki dodatkowo rozjuszył O. Podszedł do niej – był o całe 4 centymetry wyższy – i dźgnął w płaską klatkę piersiową.
- Wie, kretynko, że to bezcelowe, takie staranie się. Każdy to wie, tylko nie ty i ta rozbiegana sierota – wytłumaczył, przy ostatniej części drugiego zdania patrząc znacząco w stronę błyszczącej miniaturki.
- Ja myślałam - zaczęła tłumaczyć rzeczowym tonem, ale O. jej przerwał:
- Źle zrozumiałaś.
Olbrzym patrzył na tę farsę i popijał herbatę, która jakimś cudem zdołała wystygnąć, a zimnej Tørd nienawidził. Zmuszał się więc w obu przypadkach. Harmonia, tylko harmonia, to dzięki niej odnosi się sukces! - mówiono mu. Mądry Tørd po szkodzie, pomyślał, mogli wytłumaczyć, jak wygląda harmonia.
- Wszyscy jesteśmy beznadziejni, do niczego nie dojdziemy, nie ma sensu się starać, pocić i męczyć. Gie podchodzi do życia w odpowiedni sposób - lepiej przespać je całe, zignorować wszystko. To prawdziwa inwestycja w przyszłość. - Nikt nie przerwał O., który mówił z zaangażowaniem, całkowicie wierząc w to, co mówi. - Chuj, a nie coś nam się uda. - Tørd zauważył, że miniaturka mówiła to niezwykle pewnie, ale jakąś część jej głosu wskazywała, że O. pogodzony jest ze smutnym losem i sam przestał wierzyć już dawno.
- Wszystko zależy od nas! - odparł Es. Nie zgadzał się ze stanowiskiem pesymistycznego człowieczka i z żalem słuchał jego gorzkich słów. - Każda praca się kiedyś zwróci, trzeba tylko być najlepszym. - Eł przytaknęła energicznie. Tego dla Gie było za wiele – wstał, otrzepał szarą piżamkę i niezwykle zezłoszczonym wzrokiem zaszczycił pozostałą trójkę.
- Pieprzenie. Zgadzam się z O., ma rację. Po co robić cokolwiek, jeśli spanie jest pożyteczne i daje nam najwięcej korzyści? Po co się starać?
- To proste. – Es stanął tuż przed Gie, niewiele mniejszy odczuł różnicę wzrostu, patrząc na chcącą spania miniaturkę od dołu. – Żeby czuć się lepiej, gdy stajemy się coraz lepsi i lepsi!
- Ale nigdy nie będziemy NAJLEPSI. Więc jaki jest tego sens?
Tu obie optymistycznie nastawione miniaturki podrapały się po głowie – Es w zamyśleniu, Eł, by we wszystkim naśladować większego kolegę.
- Myślę – wyczuć można było w jego głosie zwątpienie – że po to, aby być samemu najlepszym, czyż nie?
Dziewczynka stała skołowana, nie wiedząc, jak ma zareagować, więc tylko gmerała bucikiem w blacie, zwieszając głowę. O. siedział na skraju biurka, patrząc na towarzyszy i śmiał się cicho.
Skończyła się herbata Tørda i gdy dno kubka powitało jego ciekawski wzrok błyskiem pojedynczych kropli, przewrócił oczami, postawił, hałasem dając do zrozumienia, że koniec dyskusji, go na blacie, tuż obok czterech miniaturek i niewiele myśląc, pochwycił każdą z osobna. Przyjrzał się im z bliska – wiecznie pesymistycznemu O. o nadąsanej minie, Eł, która nie wiedziała, co począć, ale chcąc cokolwiek robić, liczyła żyły pod skórą Tørda, Es, w którym na nowo rodził się optymizm i Gie, śpiochowi, leniwie rozkładającemu ramiona i układającemu się do snu.
- Jak ja was nienawidzę – rzekł, gdy poczuł, że na nowo czuje mieszankę sprzecznych uczuć. Chciał skakać, ale coś mówiło mu, że to bez sensu. Inna część jego umysłu motywowała go, wmawiając, że jest w stanie wykonać kosmiczny skok, głośniejszy głos rzekł, żeby nic nie robić, tylko spać, czwarty, że nic nie ma sensu, bo zawsze będą lepsi. – Teraz was zamknę, już czas, nie chcę was widzieć. Wymiotuję wami!
I otworzył sobie czaszkę, kręcąc małymi, śmiesznymi śrubami nad uchem. Tam, po środku, zajmując prawie całą przestrzeń, leżał oślizgły, mokry, lśniący paskudnie mózg.
- Zachowujcie się, bo inaczej... – zagroził na “do widzenia” milczącym miniaturkom. Złapał je za malutkie ciałka i wrzucił w puste miejsca obok półkul. Już po chwili poczuł, jak drepczą, chowają się, szukają swoich kryjówek, pełzają, łapią się mózgu, nie wiedząc, co począć.
Pokręcił śrubami, zamknął czaszkę i poczuł spokój.
Czas zrobić herbatę, pomyślał.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: Kanterial » 26 grudnia 2013, 22:41

SpoilerShow
" Ileż spać, byś chciał?"
bez przecinka

"W tym momencie z ust zniknął mu uśmiech, zastąpiony cienką, pionową linią warg."
poziomą

" Źle zrozumialaś."
Ł

"O. siedział na skraju biurka, patrząc się na towarzyszy i śmiał się cicho. "
bez pierwszego się?
Sporo tu chaosu i zamieszania, nie wiem, na ile zaplanowałaś to jako efekt (sprawdza się, tempo jest utrzymane przez całość tekstu) a na ile po prostu samo z siebie tak wyszło, gdy próbowałaś nowych rzeczy i ubierałaś myśli w słowa (łatwo się tu pogubić, może też formatowanie tak na mnie zadziałało (serio ja nie ogarniam jak można zmieniać literki z tych świetnych, które oferuje literka z automatu xD).

Czuć niezdecydowanie autora. Czy radzisz sobie z tymi czterema głosami, które kłócą się w Twojej głowie, czy nie, czy masz takie momenty, gdy zdajesz sobie sprawę ze swojego rozdarcia, czy nie - myślę, że każdy te miniaturki zna z autopsji. Moje na pewno miałyby podobne rysy charakteru, głównie o tym myślałam, czytając. Od samego początku czułam, że chodzi o takie "niezdecydowanie" Torga. Zastanawiałam się, jak to przedstawisz i czy w ogóle powiesz dosadnie, że te cztery ludziki pochodzą z jego umysłu. Powiedziałaś, niby to rozwikłało fajność niedopowiedzenia, ale jednocześnie zrobiłaś to umiejętnie, na sam koniec, a scena otwierania i zamykania głowy Torga jest tak odrealniona, abstrakcyjna i dwuznaczna, że awansuje na najlepszy moment w tekście.

Co z tym głosem? GŁOS, to widziałam (zorientowałam się dopiero, kiedy Torg szukał ostatniej litery -.-) ale jakoś nie zobaczyłam odniesienia. No, chyba że to ten głos w głowie, głos wewnętrzny... No tak, to by pasowało.

Chaos w tekście i dziwna czcionka, ale, choć przyznaję, miałam stopy (nosz cholera szata graficzna połączona z szybką akcją - to mnie przerosło tak ze dwa razy, ale wiesz, w jakim jestem dziś stanie), to było dobrze. Teraz, tak dwie minuty po przeczytaniu, czuję się lepiej, niż podczas pochłaniania tekstu. O wiele lepiej. I teraz mi się podoba, teraz myślę o swoich czterech miniaturach, jak bym je sklasyfikowała. Może nawet byłyby identyczne? Choć pewnie Eł zastąpiłby ktoś milczący i zupełnie zmulony, choć podatny na wpływy.

Cieszę się, że wrzuciłaś. To z pewnością coś niespodziewanego. Oby jak najwięcej takich tekstów, które CHCE CI SIĘ pisać. Pisz. Pisz ile się da i za rok pogadamy o tym, jak wiele się zmieniło.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: wołszebnik » 28 grudnia 2013, 09:40

Cóż, z jednej strony utrapienie Tørd ma z tymi głosami, z drugiej... ja sama zastanawiam się, czy one wszystkie nie są mu najzwyczajniej potrzebne. A kluczem, jak sam zauważył, jest harmonia.
Wyszła Ci, Jołanno, świetna rozbudowana metafora. I nieumiejętność zapanowania nad sprzecznymi chęciami, i ich przejmowanie kontroli nad Tørdem, i wreszcie jego chwila zebrania się, tupnięcia, wybuch złości - wszystko zabrzmiało zgrabnie i (nomen omen) autentycznie.
Podobnie (jak widzę) jak Kan, miałam problem z niektórymi przejściami. Były chwile, gdy nie bardzo (acz króciutko) wiedziałam z czyjego punktu teraz patrzysz i prowadzisz historię. Acz, to były ułamki chwil.
Zastanawiam się, czy ma znaczenie, że ta, co brałaby się do roboty, jest nierozwinięta, ma postać wręcz dziecięcą, co zaznaczasz kilkukrotnie, podczas, gdy sfrustrowany O, czy chcący spać Gie, sprawiają wrażenie postaci wprawdzie miniaturowych, ale już ukształtowanych, dorosłych. Pewnie ma to znaczenie, pewnie spore. Szybciej kształcimy głos cynizmu niż dowiadujemy się w jakim kierunku pchnąć twórczą pasję. No tak jest.
Podobało mi się. Bardzo. I jeszcze, Jołu, brawa za tempo akcji.
SpoilerShow
W tym momencie z ust zniknął mu uśmiech, zastąpiony cienką, pionową linią warg
jesteś pewna?
O. siedział na skraju biurka, patrząc się na towarzyszy i śmiał się cicho.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: czarownica » 28 grudnia 2013, 16:35

Joa pisze:- Nie jest słaby, to wszystko siedzi tu. – Es poklepał się po głowie, a Es przytaknęła.
Po przecinku powinno chyba być "Eł", czyż nie?

Pisałaś mi wprawdzie o nowym tekście, ale zupełnie się nie spodziewałam, że to będzie coś tak... oryginalnego, innego niż to, co dotąd tworzyłaś. Oryginalność tak w formie jak i w treści. Jestem pod wrażeniem.
I przyszło mi do głowy, że mogłabyś pociągnąć to dalej.
Za czasów mojego dzieciństwa był taki cykl opowiadań dla dzieci autorstwa Mary Norton o rodzinie Pożyczalskich - małych ludzików, żyjących obok realnego świata. Wprawdzie wymowa, a i pewnie cel stworzenia tej uroczej bajki był inny, niż w Twoim przypadku, to powyższy tekst mógłby stanowić doskonały punkt wyjścia do serii opowiadań o Tørdzie i jego GŁOS'ie. Gdybyś się na to zdecydowała, to miałabyś we mnie wiernego czytelnika.
Brawo, Jouś! Świetny tekst!
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
AlpenGold

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: AlpenGold » 29 grudnia 2013, 02:33

Olbrzym jednak otworzył - choć z niemałym trudem powstrzymując się od posłuchania rady - drewnianą kasetkę, która stała na biurku, z wewnątrz której wypełzła kolejna miniaturka.
Skończyła się herbata Tørda i gdy dno kubka powitało jego ciekawski wzrok błyskiem pojedynczych kropli, przewrócił oczami, postawił, hałasem dając do zrozumienia, że koniec dyskusji, go na blacie, tuż obok czterech miniaturek i niewiele myśląc, pochwycił każdą z osobna.
Zaznaczony fragment czytałam ze trzy razy, zanim zrozumiałam, o co chodzi. : o Jakieś to zdanie takie zagmatwane, Joło.

Hmmm... Powiem otwarcie... czułam się jakbym czytała bajkę. No, oprócz tych paru przekleństw. ;) Tekst jest dość specyficzny, trzeba to przyznać. I właśnie przez to ciężko mi go ocenić. Dobra metafora tych wewnętrznych "ja", które siedzą w każdym z nas i w zależności od różnych czynników przejmują kontrolę. Bardzo na plus. Skupiłaś się bardzo na akcji i sednie sprawy, co także się chwali, bo o to tu chodziło. :) Technicznie w porządku (już tego nie zaznaczałam, ale muszę tu - jak ja nienawidzę słowa "oglądnąć", "rozglądnąć", etc. xDD). Szczerze — mam bardzo mieszane uczucia. Wszystko byłoby okej, gdyby nie ta "bajkowość". Jakoś nie mogę tego przełknąć. Jednakże więcej zastrzeżeń nie mam, więc... Powiem bezpieczne: podobało mi się. :D

Awatar użytkownika
A. Mo'zart
Posty: 162
Rejestracja: 05 lipca 2012, 22:07
Lokalizacja: Dom
Kontaktowanie:

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: A. Mo'zart » 11 stycznia 2014, 15:59

Nie będę pisał długo, bo nie ma sensu. Powiem tyle: to, jak na razie, Twoje najlepsze opowiadanie. Bardzo fajny pomysł, wykonanie trochę gorsze, momentami wkradł się zbyt wielki chaos, ale ogólnie możesz być z siebie zadowolona. Osobiście zmieniłnbym tylko jedną rzecz: wywalił zakończenie. To, kim są te małe ludziki, dla uważnego i myślącego czytelnika powinno być oczywiste, a dla reszty... ja bym resztę olał, niech się głowią, trochę ruszenia głową im nie zaszkodzi. A tak odarłaś tekst z tego małego wprawdzie, ale jednak haka, wykładajac wszystko an talerzu. To tak, jakbyś podała deser, nim skończyło się jeść danie główne.
To oczywiscie moje zdanie.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1820
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: Kruffachi » 26 stycznia 2014, 17:18

SpoilerShow
Dwóch zdań się przyczepię ;)
Korzystając z chwili wolnej od zabiegania, Tørd usiadł w fotelu, uśmiechnął się szeroko, sięgnął po kubek z herbatą i wypił łyk, głośno dając upust swojemu zadowoleniu.
Tu usunęłabym "od zabiegania", bo to niejako wynika już z chwili wolnej. Skoro chwila wolna, to od czegoś, prawda?
Skończyła się herbata Tørda i gdy dno kubka powitało jego ciekawski wzrok błyskiem pojedynczych kropli, przewrócił oczami, postawił, hałasem dając do zrozumienia, że koniec dyskusji, go na blacie, tuż obok czterech miniaturek i niewiele myśląc, pochwycił każdą z osobna.
Sporo chaosu w tym zdaniu. Wtrącenie bardzo, bardzo nie w tym miejscu. Przesuniesz je za "miniaturek" i już będzie o niebo lepiej.

Gdzieś tam jeszcze pojawiło się 4 centymetry - liczebniki w tekstach literackich zapisujemy słownie, poza pewnymi specyficznymi wypadkami.
Jak zapowiedziałam, tak przeczytałam, choć miałam małą przerwę od deklaracji do wykonania - znów podróże ^^ Więc tak - koncept mi się bardzo podoba :) Żeby być całkowicie szczerą, przyznam, że nie byłam całkiem przekonana aż do tego momentu,
SpoilerShow
w którym Tord otwiera swoją czaszkę
. To było tak uroczo absurdalne, że podkreśliło i paradoksalnie uwiarygodniło absurd pozostałej części opowiadania. Oddosłowniło się, że tak to ujmę. Wcześniej bowiem trochę bałam się, że tekst w swojej wymowie będzie poważniejszy i ze sporym dystansem podchodziłam do przedstawienia GŁOS-u jako czterech śmiesznych ludzików. A tak było lekko i przez to znacznie oryginalniej, niż gdybyś zaserwowała hardą psychologiczną dramę ;)

Moim ulubieńcem pozostaje O. Tak, zdecydowanie ^^ W mojej głowie ma zapewne bardzo wygodny fotel i własny ekspres do kawy ^^

Myślałam nad tym, skąd może się brać wrażenie chaosu, bo - jakkolwiek zakładam, że jest zamierzony (sorry, po konstrukcji Kruków masz przechlapane XD) - momentami troszkę przesalasz tę zupę. I sądzę, że może to tkwić w ciągłym powtarzaniu cech poszczególnych ludzików, kolejnych opisach, tych małych etykietkach. Wprowadzają one wiele nie tyle niepotrzebnych (pisałam, że zakładam celowość), co niekoniecznych słów i poprzez swoistą refreniczność zaciemniają tekst.

No i ten, frustracja Troda tak bardzo zrozumiała... Morał o harmonii trochę taki banalny, ale ta frustracja... Bardzo prawdziwa :D

Podoba mię się Twoje pisanie :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: pierdoła saska » 02 lutego 2014, 14:25

Czytłam byłam na początku tygodnia, ale musiało mi się to i owo w głowie ułożyć, a i pisanie komentarza z doskoku nie zawsze mi wychodzi. Tu nie wyszło. Krótko i na temat: podobało mi się.
Mniej krótko, ale liczę, że wciąż na temat to:

Czytało mi się lekko, nawet jeśli kilka razu wpadłam w pułapki zdań tak wielokrotnie złożonych, ze chwila nieuwagi i musiałam się cofać, aby je sobie właściwie złożyć w całość. Podobał mi się język narracji. Nie za bardzo umiem nazwać to, o co mi konkretnie chodzi – słowo mi ucieka, bo z przekąsem, to nie to, z humorem też nie do końca, ale to o co mi chodzi wisi gdzieś pomiędzy.
W ogóle szybko zaintrygowałaś mnie tymi literowymi imionami. Pierwsze było po prostu imieniem, drugie zaczęło kopać w zwoje mózgowe i mobilizować do szukania ukrytego sensu. A gdy już powstało słowo „głos” do zastanawiania się o co tu chodzi dalej – co summa summarum przykuło mnie mocno do tekstu. A zrozumiawszy już z czym to jeść mogę powiedzieć, że podoba mi się takie przedstawienie tego, co w głowie siedzi, co dręczy i w ogóle. I wyszedł ci niesamowicie lekki tekst jak na jego wydźwięk, przynajmniej ten, jaki ja odebrałam. Zachwyconam szczerzę się do monitora od dłuższej chwili. ^__^
Faworki:
„Eł, ten człowiek: on jest konsekwentny! Powiedział, że będzie gburem i jest, ba, jest w tym najlepszy z nas wszystkich. Czy to nie jest wspaniałe?”
<3

„Jeden chce nic nie robić, a z drugiej strony mam pracusia, który tylko by robił i robił, nieważne co, byleby robić cokolwiek! Jeden tylko namawia do pracy, do działania, a drugi ucina pesymistycznym nastawieniem! Ja już mam dość”
Tu we mnie obudziło się dzikie, rącze i w ogóle współczucie <3

„Mądry Tørd po szkodzie, pomyślał, mogli wytłumaczyć, jak wygląda harmonia.”
<3

„Po co robić cokolwiek, jeśli spanie jest pożyteczne i daje nam najwięcej korzyści? Po co się starać?”
Tak bardzo ja w sobotę tydzień temu. Przespałam ponad połowę dnia. :heart:
„- Jak ja was nienawidzę – rzekł, gdy poczuł, że na nowo czuje mieszankę sprzecznych uczuć.”
<3

A! i to:
„„Błyszczącym czymś” okazał się nie kto inny, tylko Es, który miał na sobie jakieś dziwne świecidełka, ni to cekiny, ni to brokat w grudkach.”
...brokat, Mara tam była? :bag:


A tu mi nie zagrało. Głównie kosmetyka, zrobisz z tym co zechcesz i jak ci w duszy zagra :)
SpoilerShow
„Tørd – dotąd milczący – złapał wszystkie cztery miniaturki i rzucił o blat stołu; na szczęście na tyle z wyczuciem, by tylko boleśnie jęknęli, ewentualnie głośno złorzeczyli, co jedynie robił O.”
1. o blat, na blat... o mi się kojarzy z czymś pionowym, na przykład o ścianę.
2. nie brzmi mi, to "co jedynie robił", ale może to ja i moje widzi mi się.

„- Ja myślałam - zaczęła tłumaczyć rzeczowym tonem, ale O. jej przerwał:
- Źle zrozumiałaś.”
szła bym tu w powtórzenie myślenia, ale ponownie... tak mi się wydaje i nie mam czym tego podeprzeć jakoś fachowo

„Olbrzym patrzył na tę farsę i popijał herbatę, która jakimś cudem zdołała wystygnąć,”
sądząc po tej całej rozmowie, to nie był cud, a czas... tak mi trochę nie gra.

„Nikt nie przerwał O., który mówił z zaangażowaniem, całkowicie wierząc w to, co mówi. - Chuj, a nie coś nam się uda. - Tørd zauważył, że miniaturka mówiła to niezwykle pewnie, ale jakąś część jej głosu wskazywała, że O. pogodzony jest ze smutnym losem i sam przestał wierzyć już dawno.
to jak w końcu. Generalnie te dwa zdania się powtarzają i nieco wykluczają. Rozumiem, że końcówka tego drugiego ma pokazać mało dostrzegalne przełamanie, ale trochę mi to tu ginie.

„Es stanął tuż przed Gie, niewiele mniejszy odczuł różnicę wzrostu, patrząc na chcącą spania miniaturkę od dołu.”
chcąca snu? Dunno… ale mi nie brzmi :/ (argument stulecia, wiem >.<)

„postawił, hałasem dając do zrozumienia, że koniec dyskusji, go na blacie,”
„że to koniec”? w ogóle mam problem z tym wtrąceniem, rozbija mi zdanie w jakiś dziwny sposób i mózg mi sie wyerrorzył. NASA system fail. :/
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 197
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: Kimchee » 02 lutego 2014, 17:07

Sięgnął do szuflady – jęknęła szufladowym zwyczajem - skąd wyciągnął otrzepującego się z kurzu człowieczka, tak maleńkiego, że Tørd mógł schować go w zaciśniętej dłoni.
Tu wtrącenie mnie trochę wytrąciło z rytmu czytania. Ja takie rzeczy zwykle pakuję w (), ale zawsze znajdzie się ktoś, kto mi to wytyka ;)
Rozglądnął się wokół, marszcząc brwi.
A nie lepiej: rozejrzał się?
Sympatyczne to bardzo. I trochę zaskakujące. Po pierwsze, jestem w stanie teraz lepiej docenić Twój styl pisania, bo widać, że umiesz dostosować go do konkretnego tematu i jego klimatu. Zanim jutro rozdziobią nas kruki ma atmosferę gęstą, obciążoną dodatkowo balastem wzajemnych relacji bohaterów.
Tutaj jest zdecydowanie lżej, ale nie znaczy, że nie próbujesz niczego przekazać. Za to wydaje mi się, że bardziej zapanowałaś nad narracją. Co prawda mnogość bohaterów wykonujących wiele czynności w jednym miejscu czasem wprowadza trochę zamętu, ale całość wygląda na naprawdę przemyślaną.
A teraz bliżej... Na pierwszy rzut oka mamy ładną scenkę - obrazek (lubię - bardzo). Jest bohater, budzący sympatię bohater, a w dodatku wszystko jest takie pogodne i sielskie. Potem pojawiają się "maluchy" i zaczyna się akcja właściwa. Co do tych małych, to udało Ci się w miarę dobrze naszkicować ich charaktery, małym kosztem; takie mocne pociągnięcia pędzla używając analogii, i tak: Gie - to leń, który wiecznie by spał;
Eł - ma trochę ADHD, nadaktywna przodowniczka pracy, ale raczej pracy dla samego procesu pracowania, taki trochę trud daremny;
O - jest wulgarny, taka siła destrukcyjna
Es - jest dobry, podobny i optymistycznie nastawiony do życia.

Nawet próbowałam pokombinować, czy ich imiona w ciągu tworzyłyby jakiś wyraz, ale koniec końców nic mi nie wyszło, więc zrezygnowałam. No i te maleństwa się kłócą, pląsają sobie, czyta się to naprawdę z uśmiechem na ustach i nagle mnie tak tknęło, że one przecież reprezentują konkretne podejścia do czynności, do życia. Zwykle bohater miewa na ramieniu aniołka i diabełka, którzy mu szepcą do ucha, tutaj są 4 sympatyczne człowieczki. Reprezentują wewnętrzną walkę w głowie bohatera, toteż ostatecznie tam trafiają - bardzo znaczący moment. Widać, że Tørd osiągnął jakiś wewnętrzny konsesnus. Wreszcie końcówka:
Czas zrobić herbatę, pomyślał.
Jest bardzo dobrym podsumowaniem i kojarzy mi się z kandydowskim: Trzeba uprawiać nasz ogródek
Poza tym bardzo lubię jednostki lubiące herbatkę ^^

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: czarownica » 03 lutego 2014, 18:17

Kassandro!
Nawet próbowałam pokombinować, czy ich imiona w ciągu tworzyłyby jakiś wyraz, ale koniec końców nic mi nie wyszło, więc zrezygnowałam.
Bez urazy, ale kombinowałaś za krótko.
Pierwsze litery imion ludzików układają się w słowo GŁOS.

Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 197
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: Kimchee » 03 lutego 2014, 18:37

No tak nie do końca pierwsze ;) Przeczytałam wyjaśnienie już wyżej, ale zapomniałam wyedytować post.
Czasem jestem ślepa na takie oczywistości :bag:

Awatar użytkownika
Bel
Posty: 49
Rejestracja: 31 lipca 2015, 12:44

Re: Tørd i jego wnętrze [wulgaryzmy]

Post autor: Bel » 02 września 2016, 17:41

Idea małego człowieczka od razu przypomniała mi "Szklaną zupę" Carrolla. Zaczynała się niemal identycznie, ale w bardziej porąbany sposób, mniej przystępny. I tylko zaczynała się podobnie.

Właściwie nie mam nad czym się rozpisywać. Jedyne, co mi przeszkadzało, to miejscami zbyt porozciągany dialog. Czasami walnęłabym po prostu nowy akapit na określenie działań, bo np. w miejscu, gdzie w narracji po dialogu widziałam wtrącenie myślnikowe, to po prostu się pogubiłam. Nie za mocno, ale jednak.

Na początku myślałam, że będzie cały alfabet tych ludzików. Następnie, po zapoznaniu się z ich osobowościami, powoli zaczęłam się domyślać, co sobą przedstawiają (trochę mi to zajęło, jeśli chodzi o mój mózg, to jest raczej średniej jakości); kreacje małych bohaterów były wiarygodne i ładniutkie, świetnie przedstawione. Ogólnie nieco bajkowo-kolorowo ten utworek wygląda, jest taki zakręcony, pozytywny. Lubię. :)

Kurczę, chyba nie trafię na żaden Twój słabszy tekst. :P
Twojej wyobraźni starczyłoby pewnie na dwadzieścia pokoleń.

Pozdrówka! :c[]:

ODPOWIEDZ