UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Rozmowa z Jago

OBYCZAJ, PSYCHOLOGICZNE, HISTORYCZNE
Nie ma psychologii. Jest tylko biografia i autobiografia. ~ Thomas Szasz
Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Rozmowa z Jago

Post autor: Joa » 26 maja 2013, 14:58

Rozmowa z Jago


- Czy czujesz się potrzebny?
Tak, chciał odpowiedzieć, ale słowo to utknęło mu w gardle. Zamyślił się, a jego rozmówca od razu zrozumiał, że Wilcz tonie w swojej własnej głowie - ułożył wskazujący palec na ustach i błędnym wzrokiem patrzył na obrazy, przedstawiające wiejskie pola. Czy czuł się potrzebny? Właściwie nigdy o tym nie myślał, a przecież to było tak ważne pytanie. Każda istota, nawet taki Wilcz, powinien czuć się dla tego świata ważny, spełniający jakieś postawione mu niegdyś cele. Czy tak było?
Pytanie wdrążało się w wilczowy mózg. Błądziło korytarzami, które wykopało sobie w zwojach.
Mózg Wilcza należał do wyjątkowych – był duży, długi i przestronny. Pachniało jagodami i latem – głównie przy najpiękniejszych myślach i wspomnieniach. W niektórych kątach dominował zapach skał – to tam zbierały się sytuacje, o których Wilcz chciał zapomnieć i poupychał je w najciemniejsze skrytki.
- Wilczu, czy kiedykolwiek czułeś się potrzebny?
Kiedyś… Kiedyś może i tak, pomyślał Wilcz, chowając twarz w kościstych dłoniach pianisty. Nie płakał, on nigdy nie płakał. Nawet, gdy zepsuł się jego najukochańszy fortepian, nie popłynęła mu po bladym policzku ani jedna łza. Zastanawiał się tylko nad odpowiedzią.
Obraz wiejskiego krajobrazu dekoncentrował go – w samym środku ktoś namalował centymetrową kropkę, która odznaczała się od jasnego koloru zbóż tym, że sama była wściekle czerwona. Tak więc wnętrze jego własnych, wypielęgnowanych dłoni lepiej wpływało na koncentrację niż pejzaż nieznanego autora.
Pustka w jego głowie sprawiała, że się niepokoił. Uczucie rosło w nim i rosło, ogarniając go z każdą sekundą coraz bardziej. Maleńkie ziarenko, które kuło go w serce, opanowało też pustkę w mózgu.
Czy czuł się do cholery kiedykolwiek komukolwiek potrzebny?!
Nie, szepnął wredny piskliwy głosik. Nikomu nie pomogłeś, nikt tobie nic nie zawdzięcza, Wilczu! Rozsunął palce i popatrzył na rozmówcę. Ten miał zwrócony wzrok w Wilcza.
- Mówiłeś coś? - zapytał rozmówcę. Ten pokręcił głową i zmarszczył brwi. Na jego bezbarwnym czole pojawiła się długa, cienka zmarszczka. Wilcz otworzył szerzej jasne oczy. Nijakość rozmówcy go zastanawiała. Spędził z nim już jakiś czas i za nic nie mógł stwierdzić, by odznaczał się czymś szczególnym – był nijaki, bezpłciowy, całkowicie nudny. Ale Wilcz go lubił. Mimo wszystko, mimo jego charakteru, a raczej jego braku, mimo tego, że nie mógł znaleźć w nim ani żadnej skazy, ani zalety. Wilcz nie czuł się przy nim samotny, choć rozmówca był jedynie pustką. Rozmówca to Nic.
Puk, puk. I co? Myślisz Wilczu, że jesteś potrzebny? Dobre sobie! Ty?! Nawet rozmówca na coś się przydaje! Ha ha ha!
Słowa brzmiące w jego głowie odbijały się od czaszki – w jego wyobraźni wyglądały jak malutkie kolorowe kuleczki opętane tańcem. Przypomniał sobie, jak będąc młodym, łapał motyle, które uciekały z jego rąk, gdy już zaciskał na ich skrzydłach pulchniutkie dłonie. Uczucie, które wtedy w nim dominowało, mógł rozpoznać w sobie teraz. Bezsilność. Nieporadność. Próbował zmusić głos w głowie do zamilknięcia, ale nawet nie ucichł – łechtanie powodowało jedynie spotęgowanie – słyszał go wyraźniej.
- Czy możesz otworzyć okno? - zapytał Wilcz, nie dając po sobie poznać, by cokolwiek go gnębiło. Rozmówca zrobił to, o co został poproszony. Nie usłyszał lekkiego zawahania w głosie Wilcza, a może tak dobrze udawał?
Chcesz uciec?
Wilcz przymknął powieki jak najmocniej potrafił. Czy chciał uciec? Od tego wewnętrznego głosu - tak. Jasne. Zaczął go irytować.
Powiem ci coś Wilczu. Chcesz uciec, chcesz. Od tego pytania. Widzę to.
Jak to widzisz, pomyślał Wilcz rozglądając się na boki. Byli przecież sami w pomieszczeniu – on i rozmówca. Rozmówca jak podszedł do okna, tak teraz tam stał i obserwował krajobraz. Pejzaż nie zasługiwał aż na taką uwagę – od lewej do prawej rozciągało się zupełnie płaskie pasmo ziemi, całkowicie jałowej i mało interesującej. Nie było drzew, krzewów, kwiatów, nawet zwierząt, a niebo było zachmurzone. Nijaki widok, a mimo to, rozmówca uporczywie pochłaniał go wzrokiem.
Jesteś rozmówcą, krzyknął w myślach Wilcz, zrywając się na równe nogi. Krzesło spadło i narobiło dużo hałasu, przez co jakby nieobecny duchem rozmówca zwrócił swą twarz w stronę towarzysza.
- Nie wiem jakich sztuczek używasz, ty… ty… Parszywcu! Ale natychmiast przestań! – krzyknął, wymierzając palec w szarą twarz, na której wypłynął wyraz głębokiego niezrozumienia. - Powiedz to tu, teraz! A nie włazisz mi do łba, mieszasz, kantujesz...!
- Słucham, Wilcze? Nie rozumiem o co ci chodzi! – Zatroskany wzrok rozmówcy, dodatkowo go rozjuszył. Doskoczył do niego, pokonując swoimi chudymi nogami dwa długie kroki. Złapał za grafitową marynarkę i pociągnął. Szarpał nią, a wątłe ciało rozmówcy leciało to w przód, to w tył. Skąd Wilcz znalazł w sobie tyle siły?
Paniczny strach ogarnął rozmówcę na widok towarzysza, którym wstrząsały niemalże konwulsje.
- Wilcze, przestańże! Kolego! – krzyczał raz po raz, próbując się oswobodzić. – Porozmawiajmy!
- Jakie rozmawiajmy?! Jakie rozmawiajmy?! Ja ci dam… rozmowę! – Wilcz zamachnął się i niczego nie spodziewający się rozmówca już po chwili leżał powalony uderzeniem na podłodze. Czuł rozpływające się po twarzy ciepło – najpewniej na policzku pojawiła się już czerwona plama. Coś ciekło mu z nosa, ale nie miał sił, by podnieść rękę i dowiedzieć się, czym jest ta ciecz. Jak przez mgłę usłyszał głos Wilcza, który powoli zaczął dochodzić do siebie, uspokajać się.
- …rozumiesz? Przestań… Stój. Nie wiem jak to robisz, ale przestań…
Wilczu, wiesz, że nigdy nie przestanę, wiesz o tym, prawda?
- Argh…! – Pomieszczenie wypełniło się rykiem wydanym przez Wilcza. Naraz zaczął okładać pięściami twarz rozmówcy, nie poprzestając na jednym razie. Nie zaprzestał także krzyczeć. Krzyczał ile miał sił, krzyczał nie zważając na słone łzy spływające po policzkach.
Gdy z twarzy rozmówcy pozostała już tylko krwawa miazga, Wilcz rzewnie zapłakał.
Pierwszy raz. Nawet gdy zabrali mu fortepian, po tym jak się zepsuł, nie uronił ni jednej łzy. Kupi się nowy, myślał z uśmiechem na twarzy. Nie płakał też, gdy odeszła od niego Ana. Pomachał jej wtedy nawet przez okno – miała przecież prawo do nowego, lepszego życia. Kolejno z optymizmem podchodził także do: utraty pracy, śmierci rodziców zastępczych, do rozpadu swojej orkiestry symfonicznej, w której był dyrygentem. W końcu nawet zdecydował się na terapię u rozmówcy po namowach Any. Na wszystko przystawał, miał nadzieję, że wszystko w końcu stanie się lepsze.
Jedno zdanie rozmówcy zmieniło całe spojrzenie na świat Wilcza. Opętał go jakiś demon. Całe pozytywne nastawienie zniknęło, uległo kumulowanej złości, bezradności i poczuciu beznadziei. Wszystko to przypominało błyskawiczny wybuch pożaru, gdy w pobliżu rozlanej benzyny pojawia się iskra. Iskrą było pytanie, benzyną – negatywne sytuacje.
Do pomieszczenia wleciała śnieżnobiała gołębica, a tuż za nią czarny kruk o długich, lśniących piórach. Bezszelestnie poruszały skrzydłami, Wilcz był niemalże pewien, że to halucynacja, a nie prawdziwe stworzenia.
Gołębica usadowiła się tuż obok rozmówcy. Pochyliła okrągłą główkę, zanurzając dziób we krwi. Wilcz zapłakał, gdy zobaczył, że kruk zatacza koło. Gdy usłyszał tak dobrze znany mu głos, uderzył pięścią w podłogę. Nie uwolnił się od tego. Głos odbijał się od ścian echem. Brzmiał w jego głowie, czuł go w całym ciele – rozprzestrzeniał się jak wirus, opanowując każdy zakątek wilczowego ciała.
Oszukany został przez samego siebie, nie przez rozmówcę. Zrozumiał to dopiero teraz, gdy nie dało się już niczego przywrócić – spokoju ducha, optymizmu ani nawet życia rozmówcy.
Sam siebie oszukał, a teraz nie pozostało mu nic.
Nic, prócz ostatniego widoku – pięknego, okazałego kruka niczym szybowiec lecącego w stronę Wilcza i jego dziobu, który za chwilę miał się wbić w jasne oczy mordercy.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: Kanterial » 26 maja 2013, 17:37

SpoilerShow
- Czy czujesz się potrzebny?
Tak, chciał odpowiedzieć, ale słowo to utknęło mu w gardle. Zamyślił się, a jego rozmówca od razu zrozumiał, że Wilcz tonie w swojej własnej głowie - ułożył wskazujący palec na ustach i błędnym wzrokiem patrzył na obrazy, przedstawiające wiejskie pola. Czy czuł się potrzebny? Właściwie nigdy o tym nie myślał, a przecież to było tak ważne pytanie. Każda istota, nawet taki Wilcz, powinien czuć się dla tego świata ważny, spełniający jakieś postawione mu niegdyś cele. Czy tak było?
Pytanie wdrążało się w wilczowy mózg. Błądziło korytarzami, które wykopało sobie w zwojach.
Mózg Wilcza należał do wyjątkowych – był duży, długi i przestronny. Pachniało jagodami i latem – głównie przy najpiękniejszych myślach i wspomnieniach. W niektórych kątach dominował zapach skał – to tam zbierały się sytuacje, o których Wilcz chciał zapomnieć i poupychał je w najciemniejsze skrytki.
- Wilczu, czy kiedykolwiek czułeś się potrzebny?
Kiedyś… Kiedyś może i tak, pomyślał Wilcz, chowając twarz w kościstych dłoniach pianisty. Nie płakał, on nigdy nie płakał. Nawet, gdy zepsuł się jego najukochańszy fortepian, nie popłynęła mu po bladym policzku ani jedna łza. Zastanawiał się tylko nad odpowiedzią.
Obraz wiejskiego krajobrazu dekoncentrował go – w samym środku ktoś namalował centymetrową kropkę, która odznaczała się od jasnego koloru zbóż tym, że sama była wściekle czerwona. Także *wyraz wskazuje na znaczenie "również" a myślę, że chodziło bardziej o "tak więc". Przemyśl to* wnętrze jego własnych, wypielęgnowanych dłoni lepiej wpływało na koncentrację niż pejzaż nieznanego autora.
Pustka w jego głowie sprawiała, że się niepokoił. Uczucie rosło w nim i rosło, ogarniając go z każdą sekundą coraz bardziej. Maleńkie ziarenko, które kuło go w serce, opanowało też pustkę w mózgu.
Czy czuł się do cholery kiedykolwiek komukolwiek potrzebny?!
Nie, szepnął wredny piskliwy głosik. Nikomu nie pomogłeś, nikt tobie nic nie zawdzięcza, Wilcze! *wcześniej było "Wilczu"* Rozsunął palce i popatrzył na rozmówcę. Ten miał zwrócony wzrok w Wilcza.
- Mówiłeś coś?spacja- zapytał rozmówcę. Ten pokręcił głową i zmarszczył brwi. Na jego bezbarwnym czole pojawiła się długa, cienka zmarszczka. Wilcz otworzył szerzej jasne oczy. Nijakość rozmówcy go zastanawiała. Spędził z nim już jakiś czas i za nic nie mógł stwierdzić, by odznaczał się czymś szczególnym – był nijaki, bezpłciowy, całkowicie nudny. Ale Wilcz go lubił. Mimo wszystko, mimo jego charakteru, a raczej jego braku, mimo tego, że nie mógł znaleźć w nim ani żadnej skazy, ani zalety. Wilcz nie czuł się przy nim samotny, choć rozmówca był jedynie pustką. Rozmówca to Nic.
Puk, puk. I co? Myślisz Wilczu, że jesteś potrzebny? Dobre sobie! Ty?! Nawet rozmówca na coś się przydaje! Ha ha ha!
Słowa brzmiące w jego głowie odbijały się od czaszki – w jego wyobraźni wyglądały jak malutkie kolorowe kuleczki opętane tańcem. Przypomniał sobie, jak będąc młodym, łapał motyle, które uciekały z jego rąk, gdy już zaciskał na ich skrzydłach pulchniutkie dłonie. Uczucie, które wtedy w nim dominowało, mógł rozpoznać w sobie teraz. Bezsilność. Nieporadność. Próbował zmusić głos w głowie do zamilknięcia, ale nawet nie ucichł – łechtanie powodowało jedynie spotęgowanie – słyszał go wyraźniej.
- Czy możesz otworzyć okno? - zapytał Wilcz, nie dając po sobie poznać, by cokolwiek go gnębiło. Rozmówca zrobił to, o co został poproszony. Nie usłyszał lekkiego zawahania w głosie Wilcza, a może tak dobrze udawał?
Chcesz uciec?
Wilcz przymknął powieki jak najmocniej potrafił. Czy chciał uciec? Od tego wewnętrznego głosu - tak. Jasne. Zaczął go irytować.
Powiem ci coś Wilczu. Chcesz uciec, chcesz. Od tego pytania. Widzę to.
Jak to widzisz, pomyślał Wilcz rozglądając się na boki. Byli przecież sami w pomieszczeniu – on i rozmówca. Rozmówca jak podszedł do okna, tak teraz tam stał i obserwował krajobraz. Pejzaż nie zasługiwał aż na taką uwagę – od lewej do prawej rozciągało się zupełnie płaskie pasmo ziemi, całkowicie jałowej i mało interesującej. Nie było drzew, krzewów, kwiatów, nawet zwierząt, a niebo było zachmurzone. Nijaki widok, a mimo to, rozmówca uporczywie pochłaniał go wzrokiem.
Jesteś rozmówcą, krzyknął w myślach Wilcz, zrywając się na równe nogi. Krzesło spadło i narobiło dużo hałasu, przez co jakby nieobecny duchem rozmówca {zbędny} zwrócił swą twarz w stronę towarzysza.
- Nie wiem jakich sztuczek używasz, ty… ty… Parszywcu! Ale natychmiast przestań! – krzyknął, wymierzając palec w szarą twarz, na której wypłynął wyraz głębokiego niezrozumienia. - Powiedz to tu, teraz! A niech włazisz mi do łba, mieszasz, kantujesz...! O3O
- Słucham, Wilcze? Nie rozumiem o co ci chodzi! – zatroskany wzrok rozmówcy {zbędny} dodatkowo go rozjuszył. Doskoczył do niego, pokonując swoimi chudymi nogami dwa długie kroki *pokonywać odległość, wykonywać/robic kroki*. Złapał za grafitową marynarkę i pociągnął. Szarpał nią, a wątłe ciało rozmówcy leciało to w przód, to w tył. Skąd Wilcz znalazł w sobie tyle siły?
Paniczny strach ogarnął rozmówcę na widok towarzysza, którym wstrząsały niemalże konwulsje.
- Wilcze, przestańże! Kolego! – krzyczał raz po raz, próbując się oswobodzić. – Porozmawiajmy!
- Jakie rozmawiajmy?! Jakie rozmawiajmy?! Ja ci dam… rozmowę! – Wilcz zamachnął się i niczego nie spodziewający się rozmówca już po chwili leżał powalony uderzeniem na podłodze. Czuł rozpływające się po twarzy ciepło – najpewniej na policzku pojawiła się już czerwona plama. Coś ciekło mu z nosa, ale nie miał sił, by podnieść rękę i dowiedzieć się, czym jest ta ciecz. Jak przez mgłę usłyszał głos Wilcza, który powoli zaczął dochodzić do siebie, uspokajać się.
- …rozumiesz? Przestań… Stój. Nie wiem jak to robisz, ale przestań…
Wilczu, wiesz, że nigdy nie przestanę, wiesz o tym, prawda?
- Argh…! – Pomieszczenie wypełniło się rykiem wydanym przez Wilcza. Naraz zaczął okładać pięściami twarz rozmówcy, nie poprzestając na jednym razie. Nie zaprzestał także krzyczeć. Krzyczał ile miał sił, krzyczał nie zważając na słone łzy spływające po policzkach.
Gdy z twarzy rozmówcy pozostała już tylko krwawa miazga, Wilcz rzewnie zapłakał.
Pierwszy raz. Nawet gdy zabrali mu fortepian, po tym jak się zepsuł, nie uronił ni jednej łzy. Kupi się nowy, myślał z uśmiechem na twarzy. Nie płakał też, gdy odeszła od niego Ana. Pomachał jej wtedy nawet przez okno – miała przecież prawo do nowego, lepszego życia. Kolejno z optymizmem podchodził także do: utraty pracy, śmierci rodziców zastępczych, do rozpadu swojej orkiestry symfonicznej, w której był dyrygentem. W końcu nawet zdecydował się na terapię u rozmówcy po namowach Any. Na wszystko przystawał, miał nadzieję, że wszystko w końcu stanie się lepsze.
Jedno zdanie rozmówcy zmieniło całe spojrzenie na świat Wilcza. Opętał go jakiś demon. Całe pozytywne nastawienie zniknęło, uległo kumulowanej złości, bezradności i poczuciu beznadziei. Wszystko to przypominało błyskawiczny wybuch pożaru, gdy w pobliżu rozlanej benzyny pojawia się iskra. Iskrą było pytanie, benzyną – negatywne sytuacje.
Do pomieszczenia wleciała śnieżnobiała gołębica, a tuż za nią czarny kruk o długich, lśniących piórach. Bezszelestnie poruszały skrzydłami, Wilcz był niemalże pewien, że to halucynacja, a nie prawdziwe stworzenia.
Gołębica usadowiła się tuż obok rozmówcy. Pochyliła okrągłą główkę, zanurzając dziób we krwi. Wilcz zapłakał, gdy zobaczył, że kruk zatacza koło. Gdy usłyszał tak dobrze znanymi mu głos, uderzył pięścią w podłogę. Nie uwolnił się od tego. Głos odbijał się od ścian echem. Brzmiał w jego głowie, czuł go w całym ciele – rozprzestrzeniał się jak wirus, opanowując każdy zakątek wilczowego ciała.
Oszukany został przez samego siebie, nie przez rozmówcę. Zrozumiał to dopiero teraz, gdy nie dało się już niczego przywrócić – spokoju ducha, optymizmu ani nawet życia rozmówcy.
Sam siebie oszukał, a teraz nie pozostało mu nic.
Nic, prócz ostatniego widoku – pięknego, okazałego kruka niczym szybowiec lecącego w stronę Wilcza i jego dziobu, który za chwilę miał się wbić w jasne oczy mordercy. wtrącenie może z tego zrób
Zacznę od tego, że ogarnęło mnie uczucie przeciwne go tego, o którym napisałaś mi sama, dziś, w komentarzu. Może za pewien czas przeczytasz to, co teraz piszę (wiedz, że wkładam w to serce) i wyda Ci się to bardzo odlegle - nie mam pojęcia, co Ty piszesz. Jak piszesz. Chciałabym moc, tak jak Ty, powiedzieć, że poznaję teksty, że czuje ich styl, że potrafiłabym powiedzieć "Tak, to Joa" po przeczytaniu i mieć co do tego stuprocentową pewność. Nie dałaś mi jeszcze szansy, nie jestem jeszcze w stanie tego zrobić. Wszystko, co czytałam co wstawiłaś tu bądź wysłałaś mi na Gadu było... Inne, ewoluujące, postępowe, zmienione. Nie skojarzyłabym ze sobą dwóch tekstów twojego autorstwa. I są dwa wytłumaczenia logiczne, dla mnie przynajmniej - albo jesteś twórcą tak wszechstronnym i, powiedzmy, doskonałym, że umiesz pisać dokładnie tak, jak chcesz (za każdym razem inaczej), albo jesteś w trakcie poszukiwania, nie tyle błądzisz co dopiero odkrywasz to, co sama potrafisz i chcesz przekazać. I skłaniam się oczywiście ku drugiej opcji. Szukaj dalej, Joa, bo ten tekst był najlepszym od Ciebie. Nawet to, co dostałam na gg (czyli tematyka, w której się lubuję) nie było tak dobre. Jeśli tak poszukujesz, jeśli tak dajesz mi siebie literacko poznać - rób to dalej. Na boga, pisz. Pisz i wrzucaj, widzę, że gdy masz napad weny to piszesz coś nowego, świeżego, co mnie zadziwia i wręcz (to zabrzmi niemiło) zaskakuje swoim poziomem.

Ale pisanie raz na miesiąc, gdy się zapali iskra, jest zdradliwe. Jest jak ruletka, albo coś wskoczy, albo przeciwnie, napiszesz dwa zdanie i zgaśnie cała chęć, zapał. Na pewno jest coś, co chciałabyś stworzyć, radzę Ci więc siadać do tego, powiedzmy, co dwa dni i próbować. Ćwicz to, co robisz coraz lepiej, by ten progres nie zanikł.

A teraz już tekst - widzę, że pewniej się czujesz w typie opowiadań "emocje, drugie dno, alegoria, przenośnia" niż takich osadzonych w realiach. I o wiele lepiej w nich wypadasz. Ten tekst dodałabym do zbioru, w którym znajduje się opko o starym człowieku i zabawkach w dziecięcym pokoju. Wybacz, nie pamiętam tytułów. Cholera, nie pamiętam ich. Nie pozwalaj mi na to, wrzucaj coś częściej. Do cholery.

Tekst urzekł mnie - lepszego słowa nie znajdę. Był jak teledysk do piosenki "Up in the Air" 30stm. Po prostu ją włączyłam, wiesz, bo mi się nuta spodobała chwilę temu, słyszałam kawałeczek. I gdy tylko wyświetlił się pierwszy obraz, zastygłam. Obejrzałam cały teledysk, choć w ogóle tego nie planowałam. Ja nie lubię videoklipów. A to mnie normalnie pokonało, przyciągnęło, unieruchomiło. Starałam się nie mrugać. I tak samo było z "Rozmową". Pochłonęłam całość, dumna byłam, że tyle tu przemyciłaś myśli, filozofii, zagadnień wartych przemyślenia. Początek tekstu odebrałam bardzo osobiście, właściwie byłam pewna, że piszesz o swoich uczuciach, o tym, co siedzi Ci w głowie.
Potem kilka pytań, wahanie, (w tym momencie tekst był już o mnie) i mogłam zanurzyć się we własnych myślach. Później ten obraz - mistrzostwo - ta plamka na środku. TO do mnie przemówiło, niedoskonałość, niepoprawność, coś, co przeszkadza, irytujący szczegół ujmujący całości. A potem już tylko delektowałam się malutkimi skrawkami, które mnie oczarowały, które wymagają "fazy" by je odpowiednio odebrać. Tak ja to widzę. Trzeba być w pewnym stanie, by ten tekst stał się czymś intrygującym. Całe szczęście, byłam.

Niewielki błąd taktyczny - otworzenie spoilera - uczyniłam. Gdyby nie to, może jeszcze więcej bym ujrzała sama, kolejne odbicie, które może znaczyć coś innego. Dla mnie tekst jest bardzo personalny, skierowany - nie wiem do kogo, ale ja i moja interpretacja to osobny dział. Nie będę się nią dzielić, bo ani to innym potrzebne, ani ciekawe pewnie. Ten tekst był dla mnie.

A teraz pisz kolejne i nie migaj się. Pamiętaj, że jestem z Tobą szczera, a gdyby nie podobało mi się, nie miałabym oporów, by Ci o tym powiedzieć.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 423
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: Kompot » 05 czerwca 2013, 12:35

"Nawet, gdy zepsuł się jego najukochańszy fortepian," - Mi strasznie nie pasuje to zestawienie -> zepsuty fortepian. Nie mogę sobie wyobrazić, co mogło się z nim stać. Fortepian nie jest jak pralka. W sumie może się rozstroić, tak się dzieję, ale co może się z nim stać, by nie dało się go naprawić? No ja sobie wyobrażam, że spadł z trzeciego piętra. Może nie jest to istotne i może nie jest to błąd, ale dyrygent, muzyk z pewnością ujęli by to inaczej. Parę razy wspomniany został właśnie ten zepsuty fortepian i bardzo mi przeszkadzał.

"Pejzaż nie zasługiwał aż na taką uwagę" - na aż taką uwagę?

"- Argh…!" – Dobra, a to zacytowałam już tylko dla siebie. Chciałam się dowiedzieć poco po onomatopei zawieszenie i wykrzyknik? Ja bym pewnie napisała albo jedno, albo drugie. Moje pytanie jest jak najbardziej poważne. :P

"Kolejno z optymizmem podchodził także do: utraty pracy, śmierci rodziców zastępczych, do rozpadu swojej orkiestry symfonicznej, w której był dyrygentem. W końcu nawet zdecydował się na terapię u rozmówcy po namowach Any." - Optymizm mi tu całkowicie nie pasuje. On nie podchodzi z optymizmem tylko ze zobojętnieniem, przyjmuje wszystko na klatę, ale to nie znaczy, że optymistą jest. Wręcz przeciwnie ja w nim widzę zrezygnowanego pesymistę, który płynie z nurtem, bo nie widzi wioseł, albo nie chce widzieć wodospadu na końcu.

Uwagi co do bohatera:
Średnio mi się podobała postać głównego bohatera. Idealnie pasowała do romantycznego wizerunku pianisty i do umartwiania się, ale moim zdaniem wyszedł właśnie zbyt sztampowo. Długie nogi, kościsty. Jego fizjonomia plus cała rozkmina w głowie, wypaczają mi trochę obraz i widzę emo idola.

Przyznam szczerze Joło, że ja się nie czuję pewnie w alegoriach, odniesieniach i podwójnych dnach. Oczywiście mam swoje rozkminy na temat twojego tekstu. Nawet kiedyś zamieściłam cytat fajny, który by pasował tutaj... Szło to jakoś tak: Sami tworzymy potwory, które zwalczamy. Mniej więcej tak zabrzmiał mi twój tekst w głowie. Każdy z nas ma swojego cenzora, wcielenia różne i czasem wdajemy się z nimi w polemikę, walczymy, uciekamy itd.
Podoba mi się twój język i stylówie nie mam nic do zarzucenia, bo czyta się płynnie i przyjemnie. Oczywiście chciałabym przeczytać coś dłuższego i jak powiedziała kan osadzonego w realiach, bo taka emocjonalność w tekstach nie do końca do mnie przemawia, ale jestem pewna, że użyta we właściwych okolicznościach mogłaby mnie zachwycić. Pisz dalej dzierlatko, bo jak piszesz to zgrabnie ci to wychodzi mimo tego, że nie ćwiczysz za dużo, a to pewnie oznacza, że masz jakąś szaloną łatwość, z której żal jest nie korzystać. :3
Obrazek

Awatar użytkownika
Ookami

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: Ookami » 08 czerwca 2013, 00:51

Na początek powiem, że ogólnie wizualnie lepiej jest, kiedy teksty są wyjustowane. Aczkolwiek to tylko taki detal, który nie należy do priorytetowych. Nieważne. Teraz powiem o najważniejszym. Przeczytałam ten tekst dwa razy. Za pierwszym razem, przyznam szczerze, że niewiele z niego rozumiałam. Nie potrafiłam odnaleźć żadnej głębi i przez to nie za bardzo mi się on spodobał. Ba, nawet nie potrafiłam sobie niczego wyobrazić. Nie trafiał do mnie. Ale wróciłam do niego, bo czułam, że zgubiłam coś ważnego. Dosłownie, jak gdybym przeszła przez Twój tekst w jednym bucie, kompletnie zapominając o drugim. A ten drug but był taki ważny! To on jest całym sensem i kwintesencją. Mam nadzieję, że zrozumiesz, co mam na myśli i nie odbierzesz tego buta, jako coś obraźliwego. Wiedz, iż nie miałam tego na celu. Dopiero po drugim przeczytaniu, znalezieniu wspomnianego bucika, dosłownie mnie zatkało. Już śpieszę z wyjaśnieniami dlaczego. Tekst, dzięki własnej interpretacji, okazał się mi bardzo świeży oraz niesamowicie bliski. Już na samym początku drugiego czytania, wiedziałam jak bardzo się pomyliłam:
Czy czuł się potrzebny? Właściwie nigdy o tym nie myślał, a przecież to było tak ważne pytanie. Każda istota, nawet taki Wilcz, powinien czuć się dla tego świata ważny, spełniający jakieś postawione mu niegdyś cele. Czy tak było?
Ostatnio nawet nie wiesz, jak często zadaję sobie to pytanie, długo patrząc na swoje dłonie. Chociaż ja, w porównaniu do głównego bohatera, nadal nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Może, kiedyś ją poznam, jak na razie muszę na nią po prostu zaczekać. To jednak nie jest miejsce i czas, by się nad tym rozwodzić. Nawet nie wiem, jak się lepiej zabrać za skomentowanie przytoczonego cytatu. W jakiś sposób mnie ono dotknęło, za co muszę przyznać Ci ogromnego, wręcz gigantycznego, plusa, bo naprawdę rzadko kiedy proza potrafi tak na mnie działać. Ponadto za drugim razem udało mi się wyobrazić całą scenerię. Widziałam młodego pianistę o złocistych włosach, siedzącego na środku pustej sali przy białym fortepianie. Z boku wydaje się spokojny, zaś wewnątrz panuje szarość, która nieuchronnie zmierza ku czerni. Tonie we własnych myślach, a pomoc tak naprawdę znikąd nie nadchodzi. Pozostaje tylko rozmówca, który z jednej strony tak bliski sercu, ale zarazem dziwnie mu odległy. Można/mógł go zignorować, próbować żyć dalej, licząc się z tym, że może powrócić w każdej chwili. Bądź też zniszczyć, raniąc tym samym siebie.
Tym tekstem po prostu kupiłaś mnie całą. Nic innego, lepszego do powiedzenia nie przychodzi mi na myśl. Niby pisałaś o Wilczu, ale jakimiś magicznymi sztuczkami sprawiłaś, że niemalże dosłownie poczułam tę postać. Poza tym czytało się płynnie, choć trzeba uważać, bo każde zdanie nadaje sensu całości. Wszystko jest tutaj ważne. Z całego serca życzę Ci więcej weny, żeby nie opuszczała nawet na moment. Niech będzie ona dla Ciebie złotym medalem, którym wręczam za ten powyższy tekst.
I na koniec dodam krótkie, acz wyrażające dużo, słówko - dziękuję! Za coś, co tak mnie wewnętrznie pobudziło.

Awatar użytkownika
hakuz
Posty: 81
Rejestracja: 07 czerwca 2012, 11:30
Lokalizacja: Bangkok
Kontaktowanie:

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: hakuz » 08 czerwca 2013, 12:09

Przyznam, że spodziewałem się zupełnie czegoś innego i może dlatego zupełnie nie kupiłem tego tekstu. Strasznie toporny się wydaje, siemiężny. Nie umiem sobie z nim poradzić w taki sposób, by go 'kupić', by się 'zachwycić'. Kwestia tytułu moim zdaniem pogarsza sytuację tego opowiadania, bo Jago to jeden z najlepszych szekspirowskich antagonistów i genialna postać, przez co tak silne nawiązanie do "Otella" osłabia, moim zdaniem, to, co dzieje się w Twoim tekście. Twój tekst ma charakter, ale nie na tyle silny, by sprostać Jago. Przeszkadzał mi przepych metafor i porównań, moim zdaniem ten tekst miałby prawo wypaść lepiej w formie dłuższego wiersza, niż prozy. Nieliczne fragmenty uderzyły mnie też swoim brakiem realizmu - głównie z tego powodu, że przez to, że bohatera nie znam, a nie mam szansy go zbyt dobrze poznać, jego wielkie dramaty i hasła w stylu "Czy czuł się do cholery kiedykolwiek komukolwiek potrzebny?!" powodują, że czuję się trochę skrępowany albo może i rozbawiony dramatyzmem tych słów.
Nie zgadzam się z Kan apropo tego, że tekst pasowałby do Twoich miniaturek o zabawkach i starym człowieku - moim zdaniem ten ma się nijak do tamtych, które naprawdę zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie.
Wydaje mi się, że tym razem coś mogło nie pójść. Pomysł jest świetny, ale osłabiło go nawiązanie do Szekspira w tytule i jakby taki trochę brak 'łączności' pomiędzy przedstawianymi emocjami. Jakby gdzieś jakieś kable nie przewodziły prądu i chamowały przepływ emocji. Ale to moja własna opinia i każdy ma prawo się z nią nie zgadzać :).


Jak ja bym to opo widział? Chciałbym zobaczyć to w pierwszej osobie. Albo właśnie w formie wiersza. Może udałoby się uniknąć patosu niektórych zdań. Jest to na pewno pomysł warty dalszej eksploracji, jeżeli nie uważasz tego tematu za zamknięty. Podoba mi się, że eksperymentujesz i każdy kolejny tekst jest inny, ale co się z tym wiąże to fakt, że opinie czytelników są różne, a teksty raz lepsze, raz gorsze. Większość przedmówców zdecydowanie Cię w tym temacie chwaliła, więc jeżeli jestem jedynym, który nie ogarnął - nie widzę potrzeby, byś się przejmowała. Ale po przeczytaniu stwierdziłem, że chcę jednak napisać Ci ten komentarz, bo nie pisząc go ze względu na jego potencjalną zawartość, czułbym się nieszczerze w stosunku do Ciebie i pewnie myślałbym o tym tekście dziś przez całe popołudnie. A tymczasem chyba poszukam Twojej miniaturki o zabawkach, przeczytam raz jeszcze, a o tym zapomnę póki co.
...

Awatar użytkownika
Mrok

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: Mrok » 08 czerwca 2013, 12:27

Na błędach się nie skupiam gdyż sam robię ich mnóstwo i niestosownym byłoby Ci je wytykać. Skupię się natomiast na treści. Bardzo ciekawe ujęcie postaci Wilcza. Wywnioskowałem, że jest morderca, którego gryzą wyrzuty sumienia i boryka się z sumieniem i niesie brzemię swego czynu. Odbieram go jako postać na krawędzi rozumu, a takie bardzo lubię gdyż nigdy nie wiadomo co wymodzą. Często zaskakują. Nie wiem czy dobrze podjąłem temat. Tekst ma ciekawy nastrój. Czytając czułem, że coś wisi w powietrzu. Słowa rozmówcy „Czy czujesz się potrzebny?” przesycone są pogardą, sieją wątpliwości i zdecydowanie wpływają na klimat. Przyznam że sam na moment zastanowiłem się nad odpowiedzią na to pytanie. Interesujący sposób na podjęcie dialogu z czytelnikiem.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: Joa » 08 czerwca 2013, 13:47

Dziękuję bardzo Ludziska!
Kan, po pierwsze: :heart2:
Wiesz dlaczego są różne? Bo ten pisałam długo, ciągle dopracowywałam, a zanim go tu, całkowicie dokończonego, wstawiłam, minął co najmniej tydzień. A pisałam go przez kilka miesięcy. Nad resztą nie siedziałam dłużej niż kilka dni. Poza tym, Rozmowa z Jago ma dla mnie większe znaczenie, też uważam ten tekst za najlepszy, bo jest dopracowany, w każdym centymetrze mi się podoba, widzę, że jest taki jaki chciałam by był. Zdecydowanie ma więcej do przekazania niż "Purpurowy Człowiek" czy "Czarny Balonik".
Cieszę się, że z Tobą się udało to, co zamierzałam. W jakiś sposób odniosłam sukces i jestem z tego powodu szczęśliwa ogromnie. Ty wiesz jak bardzo.
(Błędy poprawiłam. Dziękuję).

Kompot: Dziękuję Ci wielce, że przeczytałaś i że nie zmieszałaś mnie z błotem. Wiem, że tematyka niekoniecznie może się podobać, ze względu na te alegorie, "wwiercanie" się w mózg (co chciałam uzyskać, nie wiem czy się udało, może z niektórymi). Zastanowię się nad tymi błędami, które wypisałaś, masz rację,w niektórych coś nie gra i będę musiała się nad ich poprawą zastanowić.
Mam nadzieję, że będziesz miała okazję przeczytać coś mojego, a jednocześnie dłuższego, osadzonego właśnie w jakichś realiach, choć ja sama uważam, że nie bardzo mi to wychodzi.
Dziękuję! :heart:

Ookami: Możliwe, że to kwestia nastroju - gdy ma się odpowiedni nastój ten tekst powinien bardziej trafiać (ja sobie tylko dorabiam ideologię.) - dlatego za pierwszym razem nie ruszył Cię.
Ale drugi raz już był lepszy. Dokładnie o taki efekt mi chodziło. Ten tekst jest w pewny stopniu bliski mi i dlatego możliwe, że do niektórych trafia. Wilcz miał być każdym z nas. Właściwie nie mam słów jak Ci odpisać, bo trafiłaś w sedno. I wiesz, to ja dziękuję, że mogę zobaczyć, że tekst do kogoś trafia tak, jak ja tego chciałam.
Dziękuję Ci!

Hakuz: Oj, hakuz, hakuz! :D Mówiłam Ci żebyś nie oczekiwał za wiele, że tytuł ma się mikroskopijnie do treści. Ale trudno. Powiem Ci, że już po kilku dniach od wstawienia tego tekstu tutaj, myślałam nad zmianą tytułu, rezygnując właśnie z Jago w nim. Ale jest jak jest, zmieniać już nie będę.
Ta forma tekstu pozostanie - ani nie umiem pisać wierszy (o, zgrozo, ja i wiersze! :D), ani dłuższych form, ani za bardzo nie lubię pierwszej osoby.
Patos, dramatyzm, kicz zdań miał być, gdyż są to moje własne myśli, tak właśnie przesycone patosem i komicznym dramatyzmem. I dla mnie realizm jest zachowany, właśnie w tych wypowiedziach, ale rozumiem, że dla Ciebie nie musi.
Dziękuję Ci Sylwestrze, że przeczytałeś, naprawdę to doceniam, a to, że w dodatku skomentowałeś, choć nie trafił do Ciebie ten tekst, dużo dla mnie znaczy.
(PS. Nie chciałam by jakakolwiek postać z tego tekstu - Wilcz lub rozmówca - była jak Jago. Wiem, że w spojlerze napisałam, że Wilcz to Jago, ale chodziło mi bardziej o to, że każdy ma w sobie takiego podjudzacza.)

Mroku: Każdy ma swoją interpretację. Wilcz może być mordercą, dla kogoś innego kimś innym. Każdy ma dowolność w jego ocenie. Miałam nadzieję, że jakiś czytelnik się nad tym pytaniem zastanowi, bo chyba naprawdę jest ważne.
Dziękuję za przeczytanie! :)
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: pierdoła saska » 11 czerwca 2013, 10:47

Jak dla mnie tekst się snuje i jakby był dłuższy, to by mnie uśpił tym sennym snuciem się. Na plus wychodzą mu niektóre sformułowanie. Bardzo podobały mi się fragmenty takie jak:
Mózg Wilcza należał do wyjątkowych – był duży, długi i przestronny. Pachniało jagodami i latem – głównie przy najpiękniejszych myślach i wspomnieniach.
Acz chwilami robiło się, wg mnie, nazbyt kwieciście, jak na przykład tutaj to opętanie tańcem:
Słowa brzmiące w jego głowie odbijały się od czaszki – w jego wyobraźni wyglądały jak malutkie kolorowe kuleczki opętane tańcem.
Kuleczki fajne, ale z tym opętaniem ich tańcem, to już mam przesyt.

Ale nie twierdzę, że mnie lektura nie zaciekawiła. Co to to nie. jednak takie potyczki z głosem w głowie to chwyt, który zwykle pobudza mą czytelniczą wyobraźnię do zastanawiania się o co tu chodzi i popycha mnie do dalszego czytania i w sumie mi się podobało. Słowne potyczki z głosem, ta prześmiewczość - to nie jest nic nowego, ale napisałaś to zgrabnie i mi podeszło jako ogół (bo sam głos i sam bohater oderwani od siebie i przyszłego trupa tracą, są symbolami postaci a nie postaciami, ale to w sumie mogło być zamierzone). Problem miałam z zakończeniem, z tym co działo się, gdy trup już był, gdy niewinne pytanie rozpętało burzę, która tam już się skończyła. Kurk, gołębica... i? Pytam się: i co? bo zakończenie zostawiło mnie na takim rozstaju. Bo to coś powinno znaczyć samo w sobie, powinno budzić skojarzenia... a we mnie budzi tylko takie jakieś sztampowe. :/


"Rozsunął palce i popatrzył na rozmówcę. Ten miał zwrócony wzrok w Wilcza.
- Mówiłeś coś? - zapytał rozmówcę."
Za dużo mi tu rozmówców.
"Krzesło spadło i narobiło dużo hałasu, przez co jakby nieobecny duchem rozmówca zwrócił swą twarz w stronę towarzysza."
Spadło czy przewróciło się?
"krzyknął, wymierzając palec w szarą twarz, na której wypłynął wyraz głębokiego niezrozumienia"
na którą
" łechtanie powodowało jedynie spotęgowanie"
rymuje się
"Wilcz przymknął powieki jak najmocniej potrafił."
przymykanie z czymś mocnym się raczej nie wiąże, zamykanie bardziej. Tu nawet zaciskanie.[/align]
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: wołszebnik » 03 listopada 2013, 16:21

Kiedy próbuję sobie przypomnieć czemu nie skomentowałam Ci od razu tego tekstu, to przypominam sobie, że za pierwszym czytaniem nie przypadł mi do gustu. Inna sprawa, że mam wrażenie, iż co nieco zmieniłaś, że teraz czytam trochę inne słowa.
Przede wszystkim jednak Jo-o, ciężko mi się było odnieść, z powodu mojego osobistego braku. Wstyd przyznać, nie czytałam "Otella", nie jestem pewna czy widziałam jakąś ekranizację albo sztukę. Samą postać Jago oczywiście kojarzę, ale nie miałam czelności mierzyć się na szukanie powiązań. Zwłaszcza, że to tak niejednoznaczna postać.
Teraz za to mam odmienne odczucia. Urzeka mnie styl twojego opowiadania. Kan napisała, że nie potrafi rozpoznać twojego stygmatu w tekście. Ja chyba przeciwnie. "Rozmowa" jest ze wszech miar Joowa. Obrazowa, nieco przytłaczająca, smutna, ale ujawniająca twoją ogromną wrażliwość. Tak właśnie na Ciebie patrzę - na osobę niesamowicie wrażliwą, dostrzegającą umykające większości skazy rzeczywistości, bogatą w przemyślenia, żyjącą jakby w wieży, nie dającą nam pełnej siebie otwarcie, a tylko niekiedy trochę bardziej wychylającą się zza swych murów takimi właśnie tekstami.
Chciałabym, byś wychylała się do nas częściej, bo naprawdę wiele masz do zaoferowania światu.

Jago był oszustem, czy to Wilcz oszukiwał sam siebie? nigdy nie znamy nawet samych siebie naprawdę. A jeśli taki moment konfrontacji by nastąpił, cóż, możemy się poczuć równie rozczarowani co Wilcz.
SpoilerShow
które kuło go w serce, opanowało też pustkę w mózgu.
kłuło, Jou, ja wiem, że edytory to podkreślają, a jednak to prawidłowa forma, od 'kłuć', nie 'kuć'

Nijakość rozmówcy go zastanawiała. Spędził z nim już jakiś czas i za nic nie mógł stwierdzić, by odznaczał się czymś szczególnym – był nijaki,
Jak to widzisz, pomyślał Wilcz rozglądając się na boki. Byli przecież sami w pomieszczeniu – on i rozmówca. Rozmówca jak podszedł do okna, tak teraz tam stał i obserwował krajobraz.
Tu się chyba coś stało nie tak z formatowaniem
Nie było drzew, krzewów, kwiatów, nawet zwierząt, a niebo było zachmurzone.
dużo "bycia"
- Jakie rozmawiajmy?! Jakie rozmawiajmy?! Ja ci dam… rozmowę! – Wilcz zamachnął się i niczego nie spodziewający się rozmówca już po chwili leżał powalony uderzeniem na podłodze. Czuł rozpływające się po twarzy ciepło – najpewniej na policzku pojawiła się już czerwona plama. Coś ciekło mu z nosa, ale nie miał sił, by podnieść rękę i dowiedzieć się, czym jest ta ciecz. Jak przez mgłę usłyszał głos Wilcza, który powoli zaczął dochodzić do siebie, uspokajać się.
podmiotem opowieści jest Wilcz, w tym fragmencie zmieniasz perspektywę i przez chwilę patrzysz na świat oczyma rozmówcy. Moim zdaniem niepotrzebnie. Błędnie.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
Bel
Posty: 49
Rejestracja: 31 lipca 2015, 12:44

Re: Rozmowa z Jago

Post autor: Bel » 02 września 2016, 17:22

Wilczu, czy kiedykolwiek czułeś się potrzebny?
Mój wzrok w pierwszej chwili padł na to zdanie i tak mnie szalenie zaciekawiło, że bez marudzenia zabrałam się do lektury.

Parę rzeczy mi lekko zgrzytnęło, drobiazgi. Najbardziej jednak:
Mózg Wilcza należał do wyjątkowych – był duży, długi i przestronny. Pachniało jagodami i latem
Bardziej by mi się widziało "pachniało w nim", ale to taka drobnostka, że po paru dalszych zdaniach idzie zapomnieć. :)

Mam wrażenie, że tekst jest króciutki. Jest jednak tak przepełniony obrazami, że przez chwilę miałam takie samo uczucie jak przy lekturze powieści. Barwny język, mnogość przymiotników... warsztatowo bomba.
Fabularnie też bomba, podoba mi się, że pozornie akcja rozgrywa się między Wilczem a rozmówcą, lecz tak naprawdę cały ciężar fabularny spoczywa na Wilczu. Jest pewna osoba, ma rozbudowaną psychologię, którą opisujesz w paru zwięzłych zdaniach; wystarczająco jednak, by zostawić u czytelnika pełne wyobrażenie.
Motyw kruka dobierającego się do oczu Wilcza - powiało trochę mitologią, ale w wymiarze takim, że utwór jest fabularnie, a może nawet przede wszystkim symbolicznie dopracowany, jest "instant karma" - kara za zbrodnię; zostawia u czytelnika refleksję. Można by nawet powiedzieć, że poucza, ale... no właśnie, to nie bajka, główny bohater dostarcza sobą zbyt wielu zmiennych, jest zbyt prawdziwy, by służył za literacki wzór. Uwielbiam.
Muszę też zaznaczyć, że operujesz stylem, w którym nie odnajduję się czytelniczo. Mam na myśli metafory, opisy, epitety i wszystko to, co najczęściej mnie nudzi. Tu jednak ani słowo mnie nie odrzuciło, wciągnęłam wszystko, nie omijając wzrokiem nawet literki. <szok>

Doskonała lektura, podziwiam zdolności pisarskie!
I udaję się w poszukiwaniu kolejnej uczty.

Pozdrówka! :c[]:

ODPOWIEDZ