UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Dziwne spotkania Franka Wilsona (kontynuacja) [+16]

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
ikosimazaki
Posty: 15
Rejestracja: 19 lutego 2017, 22:15

Re: Dziwne spotkania Franka Wilsona (kontynuacja) [+16]

Post autor: ikosimazaki » 02 marca 2017, 18:51

Eh, te mordercze drzewa xD ryknąłem coś w stylu "ha!" kiedy Frank niemalże umarł przez oliwkę ;) Część pierwsza - przeczytane i zaśmiane, część druga - bardzo zgrabne przejście gatunkowe. Ciekawa jest ta eteryczna, zmiennokształtna istota. To dalej krwiożercza esencja drzewa, czy może jakaś pozaziemska istota? Teksty same w sobie były wciągające, ale ekspozycja tej "nowej-starej" postaci dodała temu dodatkowego smaczku oczekiwania na dalsze losy Franka. Swoją drogą - wybrałeś Stany jako miejsce akcji tak po prostu, czy masz jakieś doświadczenia z tym krajem?
Bardzo miło mi się czytało :) pozdrowionka

Awatar użytkownika
Nazareth
Posty: 65
Rejestracja: 20 stycznia 2017, 13:06

Re: Dziwne spotkania Franka Wilsona (kontynuacja) [+16]

Post autor: Nazareth » 02 marca 2017, 20:07

Dzięki, fajnie, że tak to odbierasz. Zmiennokształtna istota w moi zamyśle miała być, po prostu, starą, dobrą śmiercią. Ze Stanami mam sporo doświadczeń empirycznych, ale wybrałem ten teren nie z tego powodu, przynajmniej nie zupełnie. W Ameryce jest przestrzeń i możliwości sprzyjające moim zamysłom odnośnie Franka, mogę go przerzucać w ekstremalnie różne sytuacje. Dodatkowo USA jako kraj reprezentuje kulturę konsumeryzmu i znieczulicy, których główny bohater jest personifikacją.
Z mroku zabobonu wyszliście i w mrok zabobonu powrócicie, ażeby tarzać się w grzechu i bujnie obrastać diabelstwem!

Awatar użytkownika
Grafoman
Posty: 40
Rejestracja: 20 listopada 2014, 18:00

Re: Dziwne spotkania Franka Wilsona (kontynuacja) [+16]

Post autor: Grafoman » 31 marca 2017, 15:46

Tekst ogólnie napisany z pomysłem.
Chwilami zgrzytała mi narracja, zauważyłem parę przydługich zdań. Ogólnie proponuję, byś przejrzał tekst pod tym kątem.
Podoba mi się natomiast treść, zwłaszcza ta druga częśc przypadła mi do gustu.
Mam nadzieję, że planujesz kontynuację.
Pozdrawiam,
G
"Ja "beznadziejność nadchodzących dni" -
Witam odważnym i rycerskim : "phi" !!" ;)

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 117
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Dziwne spotkania Franka Wilsona (kontynuacja) [+16]

Post autor: Ag. » 16 sierpnia 2017, 16:58

Z zadowoleniem stwierdzam, że nie dopatrzyłam się literówek, parę ledwie drobiazgów wyłapałam. A teraz po kolei:
Zemsta drwala
Jest taki polski film "Drzewa". Tam dzieją się rzeczy jeszcze dziwniejsze i bardziej absurdalne. Jak chcesz zobaczyć ludzi gryzących drzewa w zemście, to polecam.
Ci z nas, którym się poszczęściło, mają za rewir miasto lub gminę, ja niestety do nich nie należę.
Strasznie toporny jest język tego opowiadania. Cały jest jak to zdanie powyżej, niby poprawny, a jednak czyta się ciężko, brnie przez ten tekst. Tak stylistycznie, jak i fabularnie, bo zabrakło mi stopniowego rozwijania historii, narastania grozy. A tak w zasadzie przechodzimy od trupa do trupka.

Najstraszniejszy w tym tekście jest chyba Jon – to jak bez przerwy używa zdrobnień i tego "kochaniutki" do obcego faceta jest mocno "creepy" w moim odczuciu.
Ruszamy się dużo szybciej, więc biegam jak partyzant z miejsca na miejsce, nie dając im szansy na odwet.
Kurde, tak mnie zastanawia, ścięcie drzewa to nie jest takie hop siup, chwilę trwa, dziwi mnie, że przy tej klątwie przypadkiem nie zwalił sam na siebie drzewa, skoro robi to w takim pośpiechu. W ogóle wizja gościa biegającego po lesie i wbijającego siekierę w losowe pnie jest dosyć niedorzeczna. -_-

Nie mogę powiedzieć, by któryś z bohaterów zrobił na mnie szczególne wrażenie. Jon jest dziwny, ale nie na tyle, by wzbudzić we mnie jakieś emocje. Frank jest dupkiem, tu odczucia mam podobne do Kruffachi, bo też nie przepadam za byciem zaczepianą do losowych pogaduszek, ale nie wzbudza we mnie aż takiej nienawiści.

A końcówka tego tekstu jest dla mnie najsłabsza – taka przyspieszona i taka „uuuu, bójcie się, patrzcie, jak ja się boję!”. To wspomnienie o metalowych meblach jakieś dla mnie na wyrost… a tak w ogóle spodziewałam się, że wbił sobie w gardło drzazgę z wykałaczki, na której jest oliwka. To by miało dla mnie chyba więcej sensu, bo to drzewo, a owoc… no niby pada niedaleko od drzewa, ale dla mnie trochę to naciągane.

Dan’s macabre

Ten tekst jest już znacznie lepiej napisany. Historia rozwija się powoli, jest w niej miejsce, by oddychać, rytm całości jest lepszy. I tytuł to ładna gra słów.

O dziwo Frank jest tu też trochę bardziej sympatyczny, choć powiedziałabym – bardziej nijaki. Chodzi mi o to, że staje się narratorem wycofanym, jego osobowość nie przesiąka tak mocno w każdym zdaniu. I wypada też korzystnie na tle szefa i swoich kolegów. Szczerze mówiąc, wszystkie te postaci poboczne są mocno do siebie podobne, takie typowe buce bez empatii. Krzyczą głośno, gadają głupoty o cyckach... ciężko traktować ich poważnie. Frank chociaż ma chwilę refleksji nad ofiarami.

Oczywiście charakterek w końcu z niego wychodzi, w scenie, w której Dan odbija mu dziewczynę. Rozumiem, że gość jest spity i dlatego reaguje dość agresywnie, bo w innym przypadku to trochę przesadza. No ale kto zrozumie tych puszących się samców -_-

Dobrze napisana jest ta scena, w której panowie się kłócą, kto komu robi brzydki żart. Chyba po prostu lubię nieporozumienia jako środek napędzania fabuły... ale też podoba mi się, że do tego momentu wszystko było w miarę normalne, nawet to, skąd się znali, a tu nagle wchodzi nieśmiało jakiś element nadprzyrodzony. I sama rozmowa o tym, czy ona jest blondynką czy murzynką też jest tak poprowadzona, że wygląda na żarty i przekomarzanki. Ale jednocześnie czytelnik cofa się do momentu, gdy dziewczyna uratowała Franka przez wielkim murzynem i już coś można wyczuć, że on też ją chyba widział inną, bo przecież by się malutkiej dziewuszki nie wystraszył... Lubię takie budowanie klimatu.

Natomiast końcówka już tak średnio mi się podoba. Nie kumam, czemu Śmierć nie mogła zgarnąć Franka od razu, czemu daje mu jeszcze czas. A jego reakcja, że leci z powrotem do pracy jest dla mnie w ogóle niezrozumiała. Chyba że jest w szoku i nie potrafi przetrawić swoich emocji, więc po prostu wszystko wyparł.
sprzedając, chłodziarki przemysłowe
zbędny przecinek
tą stronę

Ray'a Charles'a
Raya Charlesa

W sumie są to całkiem przyjemne teksty, nie wybitne, ale zwłaszcza ten drugi czytało mi się dobrze.
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

Awatar użytkownika
Kalypsol
Posty: 11
Rejestracja: 13 września 2017, 23:08

Re: Dziwne spotkania Franka Wilsona (kontynuacja) [+16]

Post autor: Kalypsol » 15 września 2017, 17:11

No stary powiem Ci tak: zarąbiste. Podobały mi się oba opowiadania. Chociaż ten pierwszy tekst był bardzo krótki i generalnie rzecz biorąc nie miał prawie żadnej akcji, zaskoczył mnie humorem (tekst o rządzy krwi płynącej w żywicy rewelacja) oraz tym, że Jon miał rację, mówił prawde. Chociaż ja sam osobiście myślałem, iż chodzi mu o enty mordujące ludzi.

W drugim opowiadaniu zabrakło trochę humoru z pierwszego i oczywiście charakterystycznej dla Franka "lekkości bytu", ale zaintrygował mnie rozwój wydarzeń. Jak Frank po raz pierwszy zobaczył Murzynkę, myślałem że jest ona sukubem.albo wampirem zmieniającym swoją powłokę fizyczną wedle tego co się komu podoba i tu również zostałem zaskoczony.

Fajne to masz tylko pisz opowiadania po 20-30-40 stron, nie takie krótkie formy literackie. Tak czy inaczej ode mnie masz dobre 7/10

Awatar użytkownika
kmiriad
Posty: 26
Rejestracja: 26 września 2017, 16:14

Re: Dziwne spotkania Franka Wilsona (kontynuacja) [+16]

Post autor: kmiriad » 26 września 2017, 18:10

A mnie jednak bardziej podobała się pierwsza historia. Sądziłem nawet, że to wykałaczka o mały włos nie udusiła Franka, lecz oliwka, cóż, też może być. Nie robiłem przystanków, aby skopiować jakiś urywek co ciekawszy albo co mniej udany, zrobiłem tak tylko raz, pod koniec, bo był szczególnie dziwny.
"Całości obrazu duszy czarnego południa"
Po trzykrotnym przeczytaniu pojąłem, iż chodzi o kobietę ("dusza") afroamerykankę (pochodzącą z "czarnego południa"), czy tak? Zdarzały się podobne dziwności, ale dużo mniejszego kalibru i nie było ich wiele, rzecz się czyta raczej płynnie, choć wciąż jest sporo miejsca na doszlifowanie, głownie jednak prosta kosmetyka. Kreacja bohaterów jest taka powiedzmy przeciętna, niestety Frank nie ma w sobie nic interesującego, pomysły też nie są złe, ale również widzę sporo miejsca na udoskonalenie. Tak naprawdę najbardziej zjednał mnie sobie Jon, stąd chyba tekst pierwszy bardziej mi przypadł do gustu.
Zgodzę się też z Siemiomysła, że ci asasyni niezupełnie pasują do drwala.

ODPOWIEDZ