UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

[+16] A kiedy noc ta się skończy... [lipcowa Chałwa]

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Aishikami
Posty: 11
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 14:03
Lokalizacja: Wrocław

[+16] A kiedy noc ta się skończy... [lipcowa Chałwa]

Post autor: Aishikami » 20 września 2014, 15:15

Ten tekst powstał w ramach wyzwania. A narodził się, ponieważ przyszło mi do głowy pierwsze zdanie, o godzinie 2 w nocy ^^ Stwierdziłam, że nie wolno mi go zmarnować. I powstało z tego zdania, to:
A kiedy noc ta się skończy... Twoja własna ręka zakrywa ci usta, żebyś nie krzyczał, choć jej o to nie prosiłeś. Cienie obserwują każdy twój ruch. Nie widzisz ich, ale wiesz, że tam są. Sam je tu sprowadziłeś.
Są w twoim psie, który przygląda ci się z progu. W koniuszkach twoich palców, którymi rysujesz wzory na odsłoniętej skórze. W kołyszącej się nad tobą żarówce.
Czekają, aż zaśniesz.
Wiesz, że długo nie wytrzymasz.
Jesteś sam. Nie licząc psa, ale one mają go już w garści.
Nie licząc żony.
Wiesz, że jest blisko. Zostawiła cię samego, bo rzucasz się przez sen, jak opętany.
Więc leży tam na kanapie, a jej wnętrzności otulają ją niczym koc. Wiesz to, bo sam ją nimi przykryłeś. Nie chciałeś, żeby jej było zimno. Jej jest zawsze zimno, nawet latem.
Jej skóra była lodowata w dotyku, więc się nią zaopiekowałeś.
Co ona by bez ciebie zrobiła?
Co ty byś bez niej zrobił?
Bałbyś się mniej, gdyby spała przy tobie. Bałeś się, kiedy spała obok.
Wydawało ci się że cienie są i w niej, ale kiedy zajrzałeś do niej, sprawdziłeś każdy zakamarek i nic nie znalazłeś.
Bawią się tobą.
Zegar nie kłamie, miga na czerwono, wypalając ci pod powiekami godzinę diabła. 3:30. Jeśli teraz zaśniesz, już się nie obudzisz. Teraz cienie są najsilniejsze.
Sięgasz po kulę. Musisz wstać. Wstać i iść, przed siebie, jak najdalej. Do kuchni wlać w siebie tyle kawy, żeby twój pęcherz nie pozwolił ci zasnąć. Nie teraz.
Kuśtykasz bardziej niż zwykle. Ręka ci zasnęła. Nie możesz porządnie oprzeć się na kuli.
Jeszcze rok temu jej nie potrzebowałeś. Ale rok temu cień zamieszkał w twojej stopie.
Wtedy wszystko się zmieniło.
W kuchni świeci tylko jedna słaba żarówka. Miałeś wymienić trzy przepalone, ale zawsze pojawia się coś innego do zrobienia. Jak obserwowanie cieni tańczących w niebieskiej poświacie zapalonego gazu. Przemykających po wzorach na drzwiach szafki. Zlewających się z plamami na kafelkach.
Po drodze do kuchni mijasz drzwi wejściowe z zaklejonym judaszem. Z zaklejoną dziurką od klucza. Dobrze wiesz, że ci których się boisz są już tu z tobą.
Ale tego, co jest za drzwiami boisz się bardziej.
Oko w odpływie zlewu obserwuje, jak nalewasz sobie wodę na kawę. Nigdy nie mruga. Nawet kiedy krople wody uderzają w nie jedna za drugą.
Bez powieki nie da się mrugać - myślisz logicznie. Jak ono może nie mrugać? - pytasz szeptem.
Nie odpowie ci. Nie ma w zwyczaju z tobą rozmawiać.
Odmierzasz idealną porcję kawy. Mała elektroniczna waga nie działa przy takich ilościach. Ale ty pamiętasz, jak kawa układa się na niej w grymas przerażenia i bólu, i wiesz, że będzie ci smakowała.
Czasami widzisz w niej swoją uśmiechniętą twarz. Wtedy zaczynasz odmierzanie od nowa.
Coś przebiega ci po stopie. Czujesz łaskotanie, jak wtedy kiedy szalał w niej cień. Jak wtedy kiedy odciąłeś ją nożem do chleba. Takim z ząbkami. Poradził sobie fantastycznie.
Lekarze mówili, że mogłeś umrzeć. A ty widziałeś cienie owijające się wokół kroplówki. Cienie w plamie po musztardzie na przetartym szpitalnym prześcieradle i zastanawiałeś się, ile czasu zyskałeś. Ile czasu minie zanim znowu ukryją się w tobie.
Zanim zjedzą cię od środka.
Łaskotanie nie ustępuje. Pocisz się, czujesz, że jesteś cały mokry. Wielkie krople spływają po twoich udach, po twoich łydkach. Zbierają się w wielkiej kałuży pod taboretem.
Próbujesz się oszukać, że rok to dużo, ale już płaczesz, bo zapłaciłeś za niego wysoką cenę. Wydaje ci się, że cienie na okapie płaczą razem z tobą.
Nie jesteś pewien, bo przez łzy prawie nic nie widzisz. Ocierasz twarz wierzchem dłoni.
Cień przemyka po stole, ślizga się po ceracie. Podnosisz kubek z kawą w ostatniej chwili.
Nie spojrzysz w dół. Uparcie zaciskasz powieki, bo zdradzieckie oczy już kierują się ku twojej stopie. Coś rozwiera ci je siłą. Może cienie a może to twoja własna ciekawość.
Nic tam nie ma.
Ani cieni, ani stopy.
Jest żółta kałuża, a w niej czarny pancerzyk, drgające odnóża. Nawet jeśli było tam coś więcej, to właśnie skonało, utopiło się. Odtańczyło swój ostatni taniec i odeszło.
Siedzisz na twardym taborecie, twoje ubranie lepi się do ciebie, trzęsiesz się, gorąca kawa parzy cię w rękę, jej wielkie krople spadają na twoją piżamę.
Musisz dać ją żonie do prania. Nie możesz już w niej spać. Jeśli cienie cię zabiją, nie mogą cię potem tak znaleźć.
Nie znowu. Pamiętasz ratowników, ich wzrok, brązowe plamy na piżamie, wykręconą w grymasie obrzydzenia twarz żony.
Pamiętasz, jak przez mgłę. Jak drugi plan obrazu. Na pierwszym były cienie w twojej stopie.
Obserwują cię. Patrzą na ciebie oczami uśmiechniętej kobiety ze zdjęcia na lodówce.
Masz ochotę krzyczeć, żeby wreszcie coś zrobiły, żebyś mógł przestać czekać.
Ale kiedy się odzywasz, słychać tylko błaganie. Żeby cię zostawiły.
Chcesz żyć. Chcesz kolejnego roku. Cienie kołyszą się delikatnie wokół ciebie. Są wszędzie. Powinieneś wstać, zgasić światło, wypędzić je, ale twój pies stoi w progu. Z jego pyska kapie ślina, w jego oczach czai się niewypowiedziana groza. Nie wstaniesz od stołu, dopóki słońce nie wzejdzie. Dopóki nie skończy się ta noc.
Spoglądasz na wiszący nad drzwiami zegar. Tyka. Wskazówki poruszają się leniwie do przodu.
3:30.
Przecierasz ręką spocone czoło.
- Jesteś głodny? - pada z progu.
Twoja żona stoi w drzwiach. Nie czekając na odpowiedź otwiera lodówkę. Ciągnie za sobą jelita. Na białych kafelkach rysuje wzory z krwi.
Nie chcesz nawet myśleć, jak bałagan zostawiła w salonie.
- Jesteś głodny - oświadcza zdecydowanie, wyciągając z lodówki kawał mięsa.
Wydaje ci się, że widzisz pięć palców i zarys pięty.
- Zjesz coś.
Krząta się po kuchni teraz już jak szalona. Wyciąga deskę do krojenia, nóż, patelnię.
Nie mija minuta a ląduje przed tobą talerz. Nie zastanawiasz się, co to jest. Skoro ona to przyrządziła, ty to zjesz.
Pakujesz do ust tyle ile się zmieści. Ile dasz radę pogryźć. Żeby mieć to już za sobą.
Żeby ta noc się wreszcie skończyła.
Czekasz na słońce. Czekasz, aż cię wreszcie uwolni. Twoja żona uśmiecha się do ciebie z politowaniem. Oszukujesz się, że też ze współczuciem.
Piękna, jak w dniu, w którym ją zabiłeś. Kiedy musiałeś mieć pewność, że to co w sobie nosi, to nie cienie, które tylko czekają by odebrać ci życie.
Jak w dniu, w którym ją widziałeś, zakrwawioną i bladą, pochylającą się nad tobą, kiedy wycinałeś cienie z żołądka.
Kiedy podstępnie ukryły się w chrząstkach w plastrach salcesonu. Kiedy w tym sinym mięsie wyraźnie widziałeś ich zniekształcone sylwetki.
A potem sobie przypominasz, dlaczego nic cię nie uratuje.
W piekle noc się nigdy nie kończy.
*Nie mam własnej kultury, więc jem jogurt, aby mieć chociaż kulturę bakterii.*

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Krin » 22 września 2014, 18:34

Przyznam się, że na początku czytania podchodziłam do tego sceptycznie. Tekst jest krótki, nie znam bohaterów - dlaczego miałby być straszny? I trwało to mniej więcej do fragmentu:
Jak wtedy kiedy odciąłeś ją nożem do chleba. Takim z ząbkami. Poradził sobie fantastycznie.
Dobrze, że nie widziałeś mojej miny... Przyznaje - dreszcz mnie przeszedł. To był taki punkt zwrotny. Człowiek spodziewa się, iż dalsza część będzie napisana w podobny sposób, co początek a tu jednak nie. Ważne było tu chyba zwłaszcza to, że wzbudzasz współczucie dla tego bohatera. Jest zagubiony, nie może spać, wszystkiego się boi, nie ma nogi, zamordował swoją żonę i to chyba ciężarną zdaje się. Miał wszystko a teraz nie ma nic. O ile dobrze rozumiem to sam już również nie żyje. Jest w piekle. Jego kara polega na tym, że cały czas przeżywa na nowo swój koszmar. Nic nie może go uratować, nic nie może skrócić jego cierpienia. Na dodatek wcale nie jest winny temu wszystkiemu, Jest chory. Choroba ta zamienia jego życie w piekło. Nikt mu nawet nie współczuje. Jego własna żona odwraca od niego wzrok z obrzydzeniem.
Aż strach sobie wyobrażać, co dzieje się z czytelnikiem po przeczytaniu jakiegoś dłuższego tekstu. :P Pewnie napisanie czegoś bardzo długiego w tym stylu byłoby bardzo trudne i pewnie całkiem efektowne. Masz już w swoim dorobku coś takiego czy wszystko przed tobą? :D Na pewno miło by mi się czytało.

Mało czytam podobnej literatury, więc może też dlatego mnie tak poruszyło. Nie wiem. Skojarzyło mi się to z książką trochę innego gatunku - kryminału. Sama nie potrafię do końca wyjaśnić dlaczego. Mam na myśli "I nie było już nikogo" Aghaty Christy.

Przepraszam, że ten komentarz jest taki jakiś nieskładny i mało elegancki, ale ostatnio mam duży problem z ubieraniem myśli w zdania.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Aishikami
Posty: 11
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 14:03
Lokalizacja: Wrocław

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Aishikami » 22 września 2014, 20:19

Dziękuję za miłe słowa :)
Dłuższy tekst grozy mam jeden, w nieco innym stylu i na razie po angielsku bez redakcji (mozolnie go sobie tłumaczę, a właściwie piszę od nowa, bo różnice językowe to rzecz straszna w literaturze XD)
Cieszę się, że się podobało. :)
*Nie mam własnej kultury, więc jem jogurt, aby mieć chociaż kulturę bakterii.*

Awatar użytkownika
nuklearna_wiosna
Posty: 133
Rejestracja: 21 stycznia 2014, 01:44
Lokalizacja: w czarnej dupie
Kontaktowanie:

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: nuklearna_wiosna » 23 września 2014, 14:15

Dwalin, jak to nie masz więcej grozy? A "Cokolwiek się stanie, nie krzycz"? I dłuższy tekst i groza jak się patrzy i na dodatek bardzo fajny :)
Taak... wiedziałam, że gdzieś już widziałam tę enterozę! :D

Co do tego tekstu - podobał mi się. Bardzo sugestywny. Aż bije z niego rozpacz i poczucie beznadziei. Końcówka świetnie te wrażenia potęguje, zostawiając czytelnika przytłoczonego, bez szansy na nabranie oddechu.
Mimo, że opowiadanie jest krótkie i nie ma w nim akcji jako takiej, co chwilę serwujesz czytelnikom mini-wstrząsy, przykuwające uwagę. Nie odpuszczasz i kiedy już się wydaje, że niespodzianki się skończyły i dalej będzie tylko klimatyczny skądinąd opis gęstniejących cieni, pojawia się jakieś zdanie mrożące krew w żyłach i pozwala spojrzeć z nowej perspektywy na sytuację bohatera.

Dobrze wypada połączenie zwykłych, codziennych czynności z atmosferą grozy. Zresztą podobne wrażenie miałam, czytając wspomniane wcześniej "Cokolwiek się stanie, nie krzycz". Bohater znajduje się w piekle, w jakimś miejscu zawieszenia, gdzie przeżywa bez chwili wytchnienia swój koszmar, jednocześnie to piekło przyjmuje kształt jego domu, miejsca, które powinno być przecież bezpiecznym schronieniem. Zachowuje się względnie normalnie - idzie do kuchni, robi kawę, rozmawia z widmem żony, czy czym ona tam jest. Wygląda na to, że jest do swojej sytuacji już w jakimś stopniu przyzwyczajony. Podkreśla to narrator, który o wszystkim mówi spokojnie, w sposób wyważony, jakby to było coś oczywistego, że oko gapi się z odpływu zlewu, a żona ciągnie jelita po podłodze.
Te surrealistyczne wstawki zresztą świetnie wpływają na klimat. Aż chciałoby się zajrzeć dalej, przejść się po tym upiornym domostwie razem z bohaterem i zobaczyć, co jeszcze się tam kryje prócz oka w zlewie, czy kawy układającej się w wykrzywioną twarz. Z jednej strony szkoda, że pokazałaś tak mało, z drugiej jednak wystarczyło, by rozbudzić wyobraźnię. Ostatecznie chyba lepiej tak, niż żebyś miała przesadzić :)

Dobrze sprawdzają się też niedopowiedzenia. Niby łatwo wywnioskować, co się wydarzyło, a jednak pozostawiasz margines dla wyobraźni. Nie wiadomo w zasadzie dwóch najważniejszych rzeczy: czym właściwie są cienie i jaka jest w tej chwili sytuacja bohatera. Jego "piekło" jakoś nie kojarzy mi się z tym z tradycji chrześcijańskiej. Nawet, jeśli to miałaś na myśli, ja tego nie kupuję i szukam innego wyjaśnienia tego, co się z bohaterem dzieje i dlaczego.

Muszę też wspomnieć o narracji, bo jest cokolwiek nietypowa. Spotkałam się do tej pory kilka razy z narracją w drugiej osobie, ale wtedy zawsze wiedziałam, kto do kogo się zwraca. Tutaj nie wiadomo, kim jest narrator, dlaczego mówi do bohatera wprost i czy ów go słyszy. Nie reaguje, więc możliwe, że nie słyszy. Ale jednak przez cały czas wyobrażałam sobie narratora jako głos gdzieś na granicy słyszalności, który jednak do bohatera dociera. Jakby narrator był kolejnym surrealistycznym elementem tego upiornego obrazu, jakimś bytem, który widzi nie tylko poczynania, ale też myśli bohatera i komentuje je. Albo jakby był wewnętrznym głosem samego bohatera, jakimś elementem jego jestestwa, który pod wpływem ustawicznego stresu po prostu "oderwał się", zobojętniał i rejestruje z boku to, co się dzieje.

Jeśli chodzi o jakieś większe wady, czy niedociągnięcia, to nic takiego nie rzuciło mi się w oczy. Chciałam tylko powiedzieć, że cieszę się, że to nie jest dłuższe. Gdyby było, powiedzmy, jeszcze raz takie, jak jest, zapewne nie udałoby mi się skończyć, bo ma w sobie coś męczącego. Nie ma tu fabuły, jest jakiś obrazek, nakreślona sytuacja. I w takim przypadku forma się sprawdza.
Więc leży tam na kanapie, a jej wnętrzności otulają niczym koc. Wiesz to, bo sam nimi przykryłeś. Nie chciałeś, żeby jej było zimno. Jej jest zawsze zimno, nawet latem.
Jej skóra była lodowata w dotyku, więc się nią zaopiekowałeś.

1. W pierwszym wersie (przez tę Twoją enterozę można tekst omawiać jak poezję :D) nawet to jejanie nie przeszkadza. Takim torem biegną zarejestrowane przez narratora myśli bohatera, są chaotyczne, widać, że bohater się nakręca, więc pewnie nie zwraca uwago na powtórzenia. Ale jakoś inaczej zaczęłabym po enterze, bo kolejne "jej" jest jakby przedłużeniem tamtego wersu, a przecież strumień świadomości bohatera już się kończy i narrator powraca do swojej spokojnej relacji.
2. Wyszło mi, że bohater zaopiekował się jedynie skórą. Nie wiem, czy tak miało być.

No, to chyba byłoby na tyle :)
Zastanawiam się jeszcze, czy faktycznie da się odciąć stopę nożem do chleba. Przecież tam jednak jest kość i to nie taka cienka wcale. Ale w sumie noże do chleba też mogą być ostre, a w szaleńców wstępują czasem nadludzkie siły, więc może i się da. A może pomogły mu cienie ;)
"Everything ic connected" ~Dirk Gently

Awatar użytkownika
Aishikami
Posty: 11
Rejestracja: 09 grudnia 2013, 14:03
Lokalizacja: Wrocław

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Aishikami » 23 września 2014, 18:17

Dziękuję za komentarz :c[]:
O "Cokolwiek się stanie..." zupełnie zapomniałam :bag:
Pomyślę, jak by tu zmienić ten zaznaczony fragment :)
*Nie mam własnej kultury, więc jem jogurt, aby mieć chociaż kulturę bakterii.*

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Siemomysła » 01 października 2014, 12:49

Zgodnie z listą, którą sobie ułożyłam, teraz kolej na Dwalina, więc jestem :D

Poniżej będzie właściwie po prostu czytelniczy spontan, nie polecam zaglądania przed przeczytaniem tekstu :)


Jest sam początek.
Zdanie o cieniach w psie.
I ja już mam pierwszego dreszcza - całe to zdanie, rysowanie wzorów koniuszkami palców na skórze - ono jest tak plastyczne, że czuję te wzory i od tego właśnie przechodzi mnie dreszcz.
I zaraz chwilę potem - wnętrzności żony, którymi otulił ją czuły mąż. Ten kontrast nie daje spokoju - łagodne, miękkie opisy i rzeczy z natury swej lepkie, oślizłe, ohydne (dla człowieka, co boi się jak się go łapie za kolano, bo rzepka chrupnie - brrrr), wywołujące myśli o cierpieniu, ogromnym cierpieniu. To jest rąbniecie na samym początku bez oswojenia czytelnika i czytelnik myśli sobie, co teraz? Co będzie dalej, jeśli już jest tak? I czyta bez tchu dalej (ja to czytam już drugi raz i porządkuję wrażenia, ale właśnie tak wyglądał mój pierwszy kontakt z tekstem).
Wydawało ci się że cienie są i w niej, ale kiedy zajrzałeś do niej, sprawdziłeś każdy zakamarek i nic nie znalazłeś.
To z kolei wybiło mnie z rytmu - nie wiem, czy nie będzie dobrze zamienić drugie "niej" na chociażby "środka". Mocne i w sumie wiadomo o co chodzi, a unika się powtórzenia. Jak myślisz?
Po drodze do kuchni mijasz drzwi wejściowe z zaklejonym judaszem. Z zaklejoną dziurką od klucza. Dobrze wiesz, że ci których się boisz są już tu z tobą.
Ale tego, co jest za drzwiami boisz się bardziej.
Gdzie będzie granica? Czy będzie granica? Czy też narrator będzie ją przesuwał w nieskończoność? Brrrr. Kolejny dreszcz.
Bez powieki nie da się mrugać - myślisz logicznie. Jak ono może nie mrugać? - pytasz szeptem.
Musiałam to przeczytać dwa razy. To nie jest zarzut, to tylko daje obraz, jak bardzo on jest zaburzony. Nie uwierzyłam od razu, że mimo własnego "logicznego" spostrzeżenia pyta przerażony o coś przeciwnego. Brrr.
Jak wtedy kiedy odciąłeś ją nożem do chleba. Takim z ząbkami. Poradził sobie fantastycznie.

Prawdę mówiąc jest mi trudno uwierzyć, że najlepszym nożem do chleba, by sobie poradził. Z drugiej strony wierzę w moc Twego riserczu. Takie znoszące się wzajemnie wierzenia XD
Jest żółta kałuża, a w niej czarny pancerzyk, drgające odnóża.
To mnie po raz kolejny rozwaliło. To, że on tak dobrze czuł krople, ale nie pokojarzył i że nawet teraz skupia się na robaku.
Ten tekst przeraził mnie na początku i ten stan utrzymuje się do tej pory. Nawet jeśli w pewnych momentach jakby uczucie słabnie, gdy skupiam się na tym w jaki sposób budujesz zdania, to za chwilę wraca z pełną mocą i wtedy okazuje się, że nawet sobie w pełni nie uświadamiałam, że słabnie.
Masz ochotę krzyczeć, żeby wreszcie coś zrobiły, żebyś mógł przestać czekać.
Ale kiedy się odzywasz, słychać tylko błaganie. Żeby cię zostawiły.
Ten dualizm pragnień... Uderza mnie i to jest moment, gdy robi mi się go żal.
3:30
Nadal. O rany.
Twoja żona stoi w drzwiach. Nie czekając na odpowiedź otwiera lodówkę. Ciągnie za sobą jelita. Na białych kafelkach rysuje wzory z krwi.
Ta godzina - ciągnąca się i to powyższe zdanie i już przeczuwam, że to nie jest tak, że to obłęd.
Krząta się po kuchni teraz już jak szalona.
To zdanie jest ok, albo nie. Zależy o co Ci chodziło. Bo ja w pierwszym odruchu zrozumiałam: że kobieta w tym momencie oszalała - to zapewne dzięki sugestii całego tekstu. Tylko, czy nie chodziło o synonim do energicznie czy szybko? Bo jeśli tak, to bym tu poprzestawiała szyk i chyba zrezygnowała z jak: "Teraz krząta się po kuchni jak szalona".
A potem sobie przypominasz, dlaczego nic cię nie uratuje.
W piekle noc się nigdy nie kończy.
I jest końcówka, którą już przeczuwałam i jest trzeci ostateczny dreszcz i ten moment, gdy ja-czytelnik musi sobie przez chwilę posiedzieć w ciszy.

Spontan powyższy powstał dziś, gdy czytałam tekst po raz drugi, lecz mówię to zupełnie szczerze i z pełną świadomością - to samo czułam, czytając pierwszy raz. Myślę, że to dobrze świadczy o jakości grozy, jaką tu prezentujesz.

Gratulacje.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Gorgiasz » 01 października 2014, 18:49

Przestraszyć się – nie przestraszyłem, grozy nie odczułem, ale nie bardzo sobie wyobrażam, żeby w dobie dzisiejszych wyrafinowanych środków audiowizualnych, pisany tekst mógł wzbudzić we mnie takie odczucia. Ostatnio raz przeszedł mnie dreszcz, kiedy czytałem „Psa Baskervillów” i do dziś pamiętam słowa „Panie Holmes, to były ślady łap olbrzymiego psa!” Ale kiedy to było...

Co nie zmienia faktu, że tekst przeczytałem dwukrotnie z dużym zainteresowaniem. Ponieważ wiele już o nim zostało powiedziane, nie będę truł; pozostanę tylko przy wyrażeniu swego uznania dla tak interesująco i niebanalnie napisanego opowiadania, wywierającego doskonałe wrażenie i budzącego apetyt na więcej.
.

Awatar użytkownika
Dr Rupert

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Dr Rupert » 07 października 2014, 21:07

Kurczę, jestem pod wielkim wrażeniem. To było świetne. Choć bardziej pasuje mi to do dramatu psychologicznego. Realistycznie ukazane piekło choroby. Zagubienie w schizofrenicznym świecie, pełne lęku i niepokoju. Nie wiem co pisać jak ktoś dobrze piszę. Nie lubię chwalić, ludzie obrastają wtedy w piórka. Bo to, że świetne nie znaczy, że nie może być jeszcze lepsze. Wszystko mi się podoba. Jest takie jakie powinno być. Genialne poczucie humoru, akcja z nożem i nogą komiczna. Taka czytasz, czytasz, napięcie narasta, przyjemna pauza na uśmiech, i znów powrót do akcji. Nie wybiło z rytmu, a umiliło czytanie. Miałem nie słodzić ehhh... Po prostu git majonez.

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Krul_Duch » 12 października 2014, 16:48

Szczerze mówiąc, kompletnie nie wiem, co o tym sądzić. Za pierwszym razem średnio zrozumiałem tekst. Generalnie nie przypadła mi raczej do gustu konwencja stylistyczna, druga osoba plus takie pocięte zdania. W ogóle odniosłem wrażenie, że fragmenty takiego tekstu już gdzieś widziałem, no nie porwało.

Próbowałem przeczytać drugi raz i... no nie wciąga mnie to. Zbierając się do skomentowania czytałem część pozostałych odpowiedzi i tam widzę głównie zachwyty nad tym piekłem, "przeżywanym ponownie koszmarem'. Ja odniosłem wrażenie, że to jakiś rodzaj schizofrenii, gościu zabił żonę, wszędzie widzi te cieni i ogólnie ma niezłe psychozy.

Poplątane to dość, rzekłbym awangardowe. Nie przepadam za takimi, kołek jestem i wolę prostą grozę w stylu "Zwierciadła Piekieł". Tutaj w sumie nie miałem jakiegoś dreszczyku czy zastanowienia, po prostu poschizowany koleś, odrobinka gore, pocięte zdania i ten wkurzający drugoosobowy narrator. Mam nadzieję, ze Cię nie uraziłem, ja nie umiem reagować na krytykę. Zwłaszcza, że widzę, że każdemu tutaj się dosyć podoba. A może po prostu ja się nie znam?
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: pierdoła saska » 27 października 2014, 17:22

Pora zebrać dupę w troki lub myśli do kupy i się wygęgać. Przeczytałam tekst już jakiś czas temu, ale zupełnie nie miałam ręki do skomentowania czegokolwiek, nieważne jak bardzo mi się podobało. A to tu mi się podobało.
Po pierwsze granie rytmem, melodią tekstu <3 Te kawałki, gdzie pierw pada jakieś stwierdzenie, że w myślach chce się przytaknąć (bo z żoną bałby się mniej), po czym pada coś, co wywraca tamto poprzednie do góry nogami (wybebeszył ją O.o).
Tekst trzymał w napięciu. Nie w niepewności, ale w obawie i takim... nazwałabym to niezdrową fascynacją. W sensie, że chciałam wiedzieć co jest dalej, chciałam dowiedzieć się więcej o tym gościu, ale jak się nad tym zastanowić, to tak w realu... ygh, niech mnie od takich trzyma z daleka. Ale czytać... o to to chętnie.
Poniżej kilka moich ulubieńców z tekstu
Zegar nie kłamie, miga na czerwono, wypalając ci pod powiekami godzinę diabła. 3:30. Jeśli teraz zaśniesz, już się nie obudzisz.
Do kuchni wlać w siebie tyle kawy, żeby twój pęcherz nie pozwolił ci zasnąć. Nie teraz.
- Jesteś głodny? - pada z progu.
Twoja żona stoi w drzwiach. Nie czekając na odpowiedź otwiera lodówkę. Ciągnie za sobą jelita. Na białych kafelkach rysuje wzory z krwi.
A potem sobie przypominasz, dlaczego nic cię nie uratuje.
W piekle noc się nigdy nie kończy.
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Grafoman
Posty: 40
Rejestracja: 20 listopada 2014, 18:00

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: Grafoman » 11 stycznia 2015, 08:26

Przecytalam to jakies trzy dni temu i jeszcze sie trzese na widok tylulu. Naprawde, narracja robi swoje. Narazie jestem w stanie tylko tyle napisac, moze jeszcze za pare dni sie zbiore w sobie i cos dodam. :)
Pozdrawiam,
Grafoman
"Ja "beznadziejność nadchodzących dni" -
Witam odważnym i rycerskim : "phi" !!" ;)

Awatar użytkownika
szczepantrzeszcz
Posty: 213
Rejestracja: 07 lutego 2014, 12:52

Re: [+16] A kiedy noc ta się skończy...

Post autor: szczepantrzeszcz » 07 lutego 2015, 13:14

Opowiadanie - może dziwnie zabrzmi, ale nie mój klimat.

Forma - genialna.

Krótkie rytmiczne zdania, jak oddech człowieka zmęczonego do granic, jak czas, który płynął, płynie i płynąć bedzie. Niezależnie od wszystkiego.

ODPOWIEDZ