UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Zanim nastanie ranek

"Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie." ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
al-Kahinat

Zanim nastanie ranek

Post autor: al-Kahinat » 11 września 2014, 19:37

To opowiadanie jest taką próbką, czy w ogóle nadaję się do pisania ^^ Mam nadzieję, że nie zawarłam zbyt wielu błędów i da się to czytać. W każdym bądź razie, zapraszam.

--------


Wróciła tego wieczoru później, o wiele później niż zwykle. Spotkanie na temat gleb północnej Amazonii było nudniejsze niż przypuszczała i nie sądziła, że będzie tak się ciągnąć. Była teraz dwunasta trzydzieści w nocy, a ona marzyła jedynie o ciepłym łóżku i głębokim śnie. Sunąc powoli po schodach prowadzących do jej mieszkania, dotarła wreszcie do drzwi opisanych Carmen Ijan i wyciągając klucz, po czym, prawie nieprzytomna ze zmęczenia, otworzyła je.
Gdy weszła do przedpokoju, od razu zauważyła że coś jest nie tak.

Niczego nie usłyszała, jednak wyczuła dziwną obecność, którą zdarzało jej się wyczuwać już w niejednym domu. Jednak nigdy tak silnie jak teraz, w jej własnym mieszkaniu, otoczona nierzeczywistym mrokiem.

Natychmiast dopadła do włącznika, zapalając światło. Nic się nie zmieniło, na blacie kuchennego stołu leżała deska do krojenia, w progu pokoju leżały buty, które zostawiła tam dziś rano, gdy spieszyła się na konferencję. Zrobiło jej się jednak zimno, chłód sięgnął w głąb, zaciskając się na jej sercu lodowatą rękę strachu. Wiedziała, że nie wszystko jest takie, jak zwykle.

Ostrożnie przesunęła się w stronę pierwszego pokoju, znajdującego się naprzeciwko kuchni. Nie było w nim tak ciemno, jak poprzednio w przedpokoju, jednak szybko zapaliła światło, omiatając uważnym spojrzeniem całe pomieszczenie. Było puste, nie stały tu żadne meble, gdyż większość z nich została wywieziona już do nowego domu, w którym miała zamiar zamieszkać razem ze swoim przyjacielem. Opuszczała dom, który należał do jej rodziny już od czterech pokoleń, jednak nie czuła większego sentymentu. Życie tu nie było ani przesadnie dobre ani przesadne złe, zostawiała to miejsce bez cienia żalu.

Czując, jak dłoń ześlizguje jej się po włączniku zorientowała się, że naprawdę się boi. Chociaż było to raczej instynktowne. Nic przecież nie stało się takiego, żeby mogła podejrzewać, ze ktoś w domu jest. Ale niepokojąca obecność stale przypominała o sobie w formie mokrych dłoni i przyspieszonego bicia serca.

Ktoś tu był.

Roześmiałaby się z własnego rozumowania, gdyby nie coś, co spowodowało, że znów poczuła zimno, tym razem intensywniejsze. Chłodny podmuch zafalował w oknie znajdującym się w kuchni, powodując ruch firanek, przebiegł przez przedpokój i dopadł jej. Podążyła wzrokiem ku schodom prowadzącym na pierwsze piętro, skąd przyszedł wiatr.
Była pewna, że zamknęła wszystkie okna wychodząc.

Weszła na chwilę do kuchni, wzięła jeden z większych noży i ruszyła na gorę. Poczuła się trochę jak bohaterka kiepskich horrorów klasy Z, która idzie w stronę niebezpieczeństwa, jakby nie miała ani odrobiny zdrowego rozsądku. Jednak wiedziała, że musi to sprawdzić. Choćby dla własnego spokoju, na pewno nie zasnęłaby, gdyby nie sprawdziła co się dzieje.

Ostrożnie, wyglądając zza balustrady zajrzała do jednej z sypialni. Jednak nie zauważyła otwartego okna. Jedyne dwa znajdujące się w tym pomieszczeniu były szczelnie zamknięte, a drzwi prowadzące do kolejnego z pokoi były uszczelnione i nic nie miało prawa się przez nie przedrzeć, nawet powiew powietrza.

Poczuła się obserwowana. Rozglądając się na boki, ruszyła w głąb sypialni, raz po raz oglądając się za siebie, czy aby nikt się tam nie czai. Nóż ślizgał jej się w spoconej dłoni, tak, że co chwila musiała go przekładać do drugiej ręki. Była jednak pewna, że nie spocznie dopóki nie sprawdzi całego domu, czyli pięciu pokoi, przedzielonych kilkoma korytarzami, teraz tonącymi w mroku.

Zacisnęła rękę na klamce drzwi i powoli je otworzyła. Znalazła się w niewielkim pokoiku służącym kiedyś jako pokój zabaw jej i jej brata Lorenza. Wyprowadził się kilka lat temu, zostawiając dom wyłącznie pod jej opieką. Jednak i tu nie zauważyła otwartego okna.

Więc skąd ten powiew?

Już chciała wejść na następny korytarz, kiedy usłyszała brzęk na dole. Aż podskoczyła ze strachu, zastygając zaraz w nieruchomej wyczekującej pozie. Dźwięk się nie powtórzył, wiedziała jednak, że musi zaraz tam zejść. Zbiegła po schodach z nożem gotowym w każdej chwili do ataku.

Pustka. Cisza.

W dodatku wszystkie metalowe rzeczy zostały przeze nią starannie schowane. Tylko deska do krojenia przypominała, że tu w ogóle ktoś mieszka. Zacisnęła zęby. Albo ktoś tu był i się ze nią bawił, albo to skutek przemęczenia. Postanowiła nie tracić głowy i zapalając światła w całym domu sprawdzić po kolei każdy pokój, każdy zakamarek i wnękę. Nie była typem strachliwej dziewczynki i wiedziała, że trzeba zapanować nad nerwami, jeśli się chce działać w miarę racjonalnie.

Poszła już trochę pewniejszym krokiem w stronę kontaktu, którym zapalało się wszystkie światła, kiedy nagle coś przemknęło obok niej. Nie widziała tego dokładnie, raczej kątem oka, ale na tyle wyraźnie, żeby zauważyć bezkształtną formę przesuwającą się po podłodze tuż przy ścianie. W tum samym momencie światła zamigotały i dom pogrążył się w kompletnej ciemności.

Krzyknęła i dopadła do kontaktu. Nie działał. Spróbowała z kontaktem w kuchni, ale też nie poskutkowało. Wybiło korki.

Prawie wpadła w panikę. Co to było, to czarne coś? Co chciało jej zrobić? I najważniejsze pytanie, gdzie teraz jest. Potykając się o własne nogi, przebrnęła przez pół kuchni, szukając latarki, którą zostawiła w kredensie. Otwierając po omacku półki, wyciągnęła ją i zapaliła. Omiotła pomieszczenie snopem światła. Nagle wydało jej się, że w pewnym momencie zauważyła czyjąś twarz zawieszoną w powietrzu. Przestraszona, wróciła ze światłem w tamto miejsce, jednak niczego tam nie było. Gdy chciała się obrócić, poczuła że coś otarło jej się o nogi na wysokości kolan. Krzyknęła ponownie, na nieszczęście upuszczając latarkę, która potoczyła się gdzieś po podłodze, gasnąc. Znów znalazła się w absolutnej ciemności, teraz jednak wiedząc, że oprócz niej jest tu jeszcze ktoś.

Nie poszła po latarkę. Bałaby się schodzić z twarzą poniżej poziomu stołu. Zaczęła za to ostrożnie przesuwać się wzdłuż jego krawędzi. Jej wzrok powoli przyzwyczajał się do ciemności, tak, że zaczęła widzieć dalej niż na wyciągnięcie ramion. Chciała dotrzeć do pokoju naprzeciwko i zamknąć za sobą drzwi, odgrodzić się, ukryć i odczekać. Jednak kiedy z duszą na ramieniu dotarła do drzwi i je otworzyła, ujrzała w głębi pokoju jakiś dziwny kształt. Ten sam, na który natrafiła latarką w kuchni. Przypominał niewyraźną twarz zawieszoną w pustce. Wykrzywioną twarz z wielkimi pustymi dziurami zamiast oczu i ust.

Tego już był za wiele. Wpadła w panikę. Rzuciła się w stronę schodów, pobiegła na górę, potykając się prawie na każdym kroku. Gdzieś tak w połowie drogi usłyszała cichy syk na dole, jednak już nie zatrzymała się żeby sprawdzić. Syk stawał się coraz głośniejszy, a ona biegła. Wpadła przez drzwi do pokoju, który kilkanaście minut temu sprawdzała i zatrzasnęła je z hukiem. W ostatniej chwili, bo zanim zdążyła od nich odejść, coś uderzyło w nie z całej siły, prawie wyrywając je z zawiasów. Wrzasnęła, cofając się. Uderzenie powtórzyło się raz, drugi. Za każdym razem wydawała z siebie krzyk porównywalny z siłą uderzenia. Kiedy już wydawało się, że drzwi pękną, wszystko ustało. Cały ten czas cofała się w stronę ściany i kiedy poczuła za sobą twardą powierzchnię, podskoczyła przestraszona. Jednak była to tylko ściana.

Na dole, pod podłogą, na parterze coś przemieszczało się z chrzęstem. Doszło do tego jeszcze ciche pojękiwanie i zgrzyt. Jakby przez kuchnię i pokoje przewalało się stado podekscytowanych gryzoni. Stawało się coraz głośniejsze i coraz bliższe, jakby kolejne pomieszczenia wypełniały się dziwną obecnością, otaczały ją, zamykając jej jedyną drogę ucieczki. Skuliła się i wcisnęła w kąt. Dźwięki przybierały na sile, cokolwiek je wydawało było teraz też na drugim piętrze. I za ścianą za jej plecami. Jeden ze zgrzytów rozległ się tak blisko niej, że podskoczyła przerażona, odrzuciło ją aż na przeciwległą ścianę. Nie mogła tak siedzieć, bo w końcu dotrze też i tu, spotykając ją bezbronną i przerażoną.

Nie słyszała dźwięków w pokoju, który znajdował się tuż obok. Wpadła do niego, rozglądając się na boki. Był to ku jej radości pokój składzik, gdzie jej ojciec zanim umarł, trzymał swoją kolekcję broni. Zostało jeszcze kilka nie sprzedanych starych pistoletów. Chwyciła jeden z nich, próbowała włożyć naboje, lecz wypadły jej z moich mokrych rąk. W końcu jednak naładowała pistolet i ruszyła na środek pomieszczenia. Odgłosy przewalały się przez dom jak woda, kotłując się i nawzajem przenikając. Dawało to teraz wrażenie szmeru wywołanego tysiącem cichych głosów, z których każdy mówił coś innego, w innym języku. I każdy z tych szeptów był przepełniony mrokiem, który napełniał ją pierwotnym strachem. Wiedziała, że cokolwiek tam jest, ma zamiar ją zabić. Ostrożnie przechodząc do kolejnego pomieszczenia znalazła się w pokoju widokowym. Jedną ze ścian stanowiła wielka szyba, otwierająca widok na panoramę miasta. Tutaj szepty były cichsze i jakby mniej natarczywe. Westchnęła, cofając się w dalszym ciągu w tył. Zatrzymała się, kiedy przestała słyszeć głosy.

Umilkły, jakby ich w ogóle nie było.

Stała minutę, dwie. Nie powtórzyły się. Mięśnie, które dotąd miała napięte niczym struny, powoli się rozluźniały. Po dziesięciu minutach ciszy postanowiła ruszyć się z miejsca.

Nagle poczuła jak coś owija jej się wokół nogi. Powoli spojrzała w dół, a to co zobaczyła zmroziło jej krew w żyłach. Między nogami, na wysokości kostek ujrzała czerwoną przezroczystą czerwonawą mackę należącą do...czegoś. Odwróciła się i ujrzała coś, czego nie mogłaby sobie wyobrazić nawet w najgorszych snach. Ze ściany wysuwały się macki. Było ich coraz więcej, raz stawały się przezroczyste, raz wyglądały jak czarną masa. A raz jak czerwone płaty mięsa, całe we krwi. Zanim zdążyła pomyśleć co to może być, to coś otoczyło cały pokój i chwyciło ją w pasie. Ścisnęło tak, że straciła oddech. Zaczęło jej się wżynać w ciało, jednocześnie dusząc. Poczuła ciepło w ręce i zobaczyła swoją krew. Potem słyszała już tylko swój krzyk, który i tak ucichł po chwili.

Dom stał jak stał, w ciszy. Niedługo świt. Na razie ciemność owija puste pokoje i pusty pokój widokowy.

*

„...Relacja z Miami. Wyciek toksycznych odpadów z najbliższego zakładu utylizacji wstrząsnął granicznymi dzielnicami miasta. Wielu ludzi skarżyło się na halucynacje i bóle głowy. Jeden wypadek śmiertelny. Jedna z mieszkanek dzielnicy znajdującej się najbliżej wycieku popełniła samobójstwo skacząc z okna. A teraz przejdźmy do...”

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 481
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: Krin » 11 września 2014, 20:53

Najważniejsza rzecz - nikt nie rodzi się z umiejętnością pisania! Niektórzy mają większą wyobraźnie i cierpliwość, ale każdy pisarz lub po prostu piszący obywatel (jak większość z nas tutaj) spędził wiele czasu na nauce i nadal się uczy. A Krin uczy się bardziej od innych. Jakby się miała poddać za pierwszym razem, to byś dziś nie miała komcia. :P
Sprawą kolejną jest to, iż z wielką przykrością stwierdzam, że twoje własne komentarze bywały trochę ubogie lub dotyczyły literatury poza-forumowej. :( Nie jest to naturalnie zabronione (szczególnie ja nic tu nikomu nie mogę zabronić :D), ale pamiętaj o tym na przyszłość, że poświęcamy czas czytając i komentując twój tekst. Byłoby nam miło otrzymać coś w zamian. ;)

No to teraz przejdźmy do części właściwej - tekstu.
Poczułam w tobie bratnią duszę, gdyż w twoim tekście zabrakło czegoś, z czym ja bije się od pół roku - dynamiki. (To brak wiedzy. Jak wspominałam - z tym się nie urodzisz.)Tłumaczyłaś po kolei gdzie, co i jak. Robiłaś to z pomocą długich, złożonych zdań. Sprawiło to, że tekst mnie nie wciągnął. Ze wstydem przyznam, że myśli mi czasem uciekały. Na szczęście przerabiałam to ostatnio i zapraszam do tematu:
http://www.literka.info/viewtopic.php?f=136&t=3862

Nie rozumiem również tych ogromnych przerw miedzy akapitami. Brakuje też w nich wcięć na początku. Otwórz pierwszą lepszą książkę i popatrz na układ tekstu. Widzisz na czym polega błąd?

Widzę, że nie najgorzej radzisz sobie z interpunkcją. Chyba tak mniej więcej jak ja. (Hmm... to chyba nie był do końca komplement...) Wpadną tu forumowi łowcy błędów interpunkcyjnych (mam nadzieje, że to zrobią :devil: ) i wypatrzą dużo więcej niż ja w spojlerze na samym dole komentarza.

Podoba mi się też zakończenie. Lubię takie. :D Tuż przed końcem pomyślałam - "ona się czymś naćpała?". Miałam rację. Uważam, że to dobrze, że nie zamordował jej jakiś psychopata albo potwór. Tak jest lepiej.

Uff... Chyba wszystko napisałam. Jak coś zapomniałam, to dopiszę. Jak chcesz coś spytać, to spytaj.
► Pokaż Spoiler
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
al-Kahinat

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: al-Kahinat » 11 września 2014, 21:03

Dzięki za komcia :D

Na swoją obronę odnośnie krótkich komentarzy mam tylko to, że nie potrafię napisać więcej...nie wiem, może to blokada jakaś w mojej głowie, może zbyt dawno nie pisałam i nie myślałam samodzielnie, ale czasem, nawet jeśli tekst mi się podoba/nie podoba, wiem co i jak, ale...nie potrafię tego ubrać w słowa. tak więc...wybaczcie. Na pewno postaram się pisać więcej, gdy poczuję się pewniej. Pierwszy raz od 5 lat praktycznie rozmawiam na forum.

Dziękuję za wszystkie rady. Widzę wszystko, co opisałaś w komciu, zwłaszcza odstępy, nieszczęsny "kontakt" (haha!) i liczby w tekście.
Jak tylko będę miała więcej czasu, przejrzę jeszcze raz tekst...może napiszę go od nowa, kto wie? Ostatnio Wen raczej nie próżnuje ^^

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: Gorgiasz » 12 września 2014, 09:04

Popatrzmy najpierw, co by można poprawić...
Wróciła tego wieczoru później, o wiele później niż zwykle. Spotkanie na temat gleb północnej Amazonii było nudniejsze niż przypuszczała i nie sądziła, że będzie tak się ciągnąć. Była teraz 12.30 w nocy, a ona marzyła jedynie o ciepłym łóżku i głębokim śnie. Sunąc powoli po schodach prowadzących do jej mieszkania, dotarła wreszcie do drzwi opisanych Carmen Ijan i wyciągając klucz, po czym, prawie nieprzytomna ze zmęczenia, otworzyła je.
Gdy weszła do przedpokoju, od razu zauważyła że coś jest nie tak.

Niczego nie usłyszała,
Zbyt często powtarza się końcówka „ła”. W tekście literackim trzeba tego unikać. Do przeredagowania.
I „opisane drzwi” - nie przejdzie.
Niczego nie usłyszała, jednak wyczuła dziwną obecność, którą zdarzało jej się wyczuwać już w niejednym domu. Jednak nigdy tak silnie jak teraz, w jej własnym mieszkaniu, otoczona nierzeczywistym mrokiem.
Powtórzone „jednak”.
„wyczuła' - „wyczuwać”: powtórzenie
Trzeba przeredagować.
Natychmiast dopadła do włącznika, zapalając światło.
Nie słyszałem, aby określenie „włącznik” było używane,a le jeśli nawet tak, to nie brzmi to wszystko najlepiej. Atmosferę grozy lepiej budują proste, jednoznaczne zdania. Oczywiście odpowiednio sformułowane i zastosowane. Napisałbym tu najprościej: „Zapaliła światło”.
Zrobiło jej się jednak zimno, chłód sięgnął w głąb, zaciskając się na jej sercu lodowatą rękę strachu.
Powtórzone „jej”. Drugie należy usunąć; poza tym wiadomo, że chodzi o jej serce.
Ostrożnie przesunęła się w stronę pierwszego pokoju, znajdującego się naprzeciwko kuchni.
Lepiej by było: Ostrożnie podeszła do drzwi pierwszego pokoju,...
Ostrożnie przesunęła się w stronę pierwszego pokoju, znajdującego się naprzeciwko kuchni. Nie było w nim tak ciemno, jak poprzednio w przedpokoju,
„pokoju – przedpokoju”; desygnaty niby inne, ale brzmienie zbyt podobne.
I „jak poprzednio” - zbędne.
Było puste, nie stały tu żadne meble, gdyż większość z nich została wywieziona już do nowego domu, w którym miała zamiar zamieszkać razem ze swoim przyjacielem. Opuszczała dom, który należał do jej rodziny już od czterech pokoleń, jednak nie czuła większego sentymentu. Życie tu nie było ani przesadnie dobre ani przesadne złe, zostawiała to miejsce bez cienia żalu.
Czemu służyć ma ten opis? W moim przekonaniu, jedynie spowolnieniu i rozmydleniu akcji oraz rozładowaniu napięcia. A chyba nie o to chodzi. Podane w nim informacje są nieistotne dla treści, nie będą miały dalszego ciągu.
Ktoś tu był.

Roześmiałaby się z własnego rozumowania, gdyby nie coś, co spowodowało, że znów poczuła zimno, tym razem intensywniejsze.
Ktoś – coś. Wprowadzasz zamieszanie, żeby nie powiedzieć mini – chaos. I zdanie to ma budować napięcie, a jest przegadane. Może tak:
Ktoś tu był.
Może byłoby to śmieszne, gdyby nie napływająca fala przejmującego chłodu. Zimny podmuch wdarł się w kuchenne okno /bez przecinka/ poruszył firanki, przebiegł przez przedpokój i dopadł ją.
Ale co się dzieje dalej? Zamiast wzmacniać emocję. Każesz jej spokojnie błądzić wzrokiem i coś tam rozważać. Akcja się zatrzymuje, napięcie pryska. Wchodzi do kuchni i bierze (w domyśle spokojnie, rozważnie, pomalutku)? Nie! Wpadła do kuchni, chwyciła największy nóż, rzucając się ku mrocznym schodom.
Poczuła się trochę jak bohaterka kiepskich horrorów klasy Z, która idzie w stronę niebezpieczeństwa, jakby nie miała ani odrobiny zdrowego rozsądku.
Jak bohaterka? Chyba miała się bać. I kto w takich chwilach mówi o rozsądku!
Nic przecież nie stało się takiego, żeby mogła podejrzewać, ze ktoś w domu jest.
„że” - literówka
Weszła na chwilę do kuchni, wzięła jeden z większych noży i ruszyła na gorę.
„górę” - literówka
Choćby dla własnego spokoju, na pewno nie zasnęłaby, gdyby nie sprawdziła co się dzieje.
Przed „na” albo średnik, albo nowe zdanie.
Jedyne dwa znajdujące się w tym pomieszczeniu były szczelnie zamknięte, a drzwi prowadzące do kolejnego z pokoi były uszczelnione i nic nie miało prawa się przez nie przedrzeć, nawet powiew powietrza.
Powtórzone „były”. Z drugiego należy zrezygnować.
Poczuła się obserwowana. Rozglądając się na boki, ruszyła w głąb sypialni, raz po raz oglądając się za siebie, czy aby nikt się tam nie czai. Nóż ślizgał jej się w spoconej dłoni, tak, że co chwila musiała go przekładać do drugiej ręki.
Pięć razy „się” w tak krótkim fragmencie.
„Rozglądając” o „oglądają” to derywaty „oglądać”. Czyli powtórzenie.
I przełożyć nóż do drugiej ręki, można tylko raz, bo aby uczynić to powtórnie, musi on do niej wrócić.
Zwrot „czy aby nikt się tam nie czai.” nie jest zbyt fortunny.
Spróbujmy coś z tym zrobić. Na przykład:
Poczuła, że ktoś ją obserwuje. Przesunąwszy niespokojny wzrok po najbliższym otoczeniu, ruszyła w głąb sypialni, raz po raz oglądając się za siebie, czy nikt jej nie śledzi. Trudno było utrzymać nóż w spoconej dłoni, co chwila musiała go więc przekładać z ręki do ręki.
Była jednak pewna, że nie spocznie dopóki nie sprawdzi całego domu, czyli pięciu pokoi, przedzielonych kilkoma korytarzami, teraz tonącymi w mroku.
„czyli” do usunięcia.
Aż podskoczyła ze strachu, zastygając zaraz w nieruchomej wyczekującej pozie.
„zaraz” - do usunięcia.
W dodatku wszystkie metalowe rzeczy zostały przeze nią starannie schowane.
„W dodatku” - nie do przyjęcia.
Albo ktoś tu był i się ze nią bawił,
„z nią”
Prawie wpadła w panikę.
Po co to prawie? Zdecydowanie trzeba, konkretnie.
Nagle wydało jej się, że w pewnym momencie zauważyła czyjąś twarz zawieszoną w powietrzu. Przestraszona, wróciła ze światłem w tamto miejsce, jednak niczego tam nie było.
Nie wydało się, tylko rzeczywiście zobaczyła. I nie przestraszona lecz przerażona.
Gdy chciała się obrócić, poczuła że coś otarło jej się o nogi na wysokości kolan. Krzyknęła ponownie, na nieszczęście upuszczając latarkę, która potoczyła się gdzieś po podłodze, gasnąc. Znów znalazła się w absolutnej ciemności, teraz jednak wiedząc, że oprócz niej jest tu jeszcze ktoś.
„Obróciła się gwałtownie tłumiąc krzyk, gdy coś otarło się o nogi. Latarka wysunęła się z rąk i zgasła. Zapadła absolutna ciemność, lecz była już pewna, że oprócz niej jest tu jeszcze ktoś.”
Próbujmy budować napięcie, a nie pisać grzeczne zdania jak w szkolnym wypracowaniu. Niechby i na piątkę.
W tum samym momencie światła zamigotały i dom pogrążył się w kompletnej ciemności.
„tym” - literówka
Krzyknęła i dopadła do kontaktu. Nie działał. Spróbowała z kontaktem w kuchni, ale też nie poskutkowało.
Powtórzony „kontakt”.
Nie poszła po latarkę.
„Nie poszła po nią”
Bałaby się schodzić z twarzą poniżej poziomu stołu.
„Bałaby się opuszczać twarz, poniżej poziomu stołu.”
Jednak kiedy z duszą na ramieniu dotarła do drzwi i je otworzyła, ujrzała w głębi pokoju jakiś dziwny kształt.
Bez „jakiś”.
Gdzieś tak w połowie drogi usłyszała cichy syk na dole,
Bez „tak”. W tym przypadku to raczej slangowe ujęcie.
Za każdym razem wydawała z siebie krzyk porównywalny z siłą uderzenia.
Krzyku nie można porównywać z siła uderzenia, najwyżej z odgłosem siły uderzenia.
Wpadła do niego, rozglądając się na boki.
„się' do usunięcia.
Chwyciła jeden z nich, próbowała włożyć naboje, lecz wypadły jej z moich mokrych rąk.
„z moich” - ? Czy pierwotna wersja była w pierwszej osobie? To o wiele trudniejszy wariant, ale lepiej by pasował do tej historii.
W końcu jednak naładowała pistolet i ruszyła na środek pomieszczenia.
„W końcu jednak go naładowała”.
Odgłosy przewalały się przez dom jak woda, kotłując się i nawzajem przenikając.
Powtórzone „się” w jednym zdaniu.
Nie powtórzyły się. Mięśnie, które dotąd miała napięte niczym struny, powoli się rozluźniały. Po dziesięciu minutach ciszy postanowiła ruszyć się z miejsca.
„się” w każdym zdaniu.
Może na przykład tak:
Nie powtórzyły się. Mięśnie, które dotąd miała napięte niczym struny, ulegały powolnemu rozluźnieniu. Po dziesięciu minutach ciszy postanowiła działać.
Dom stał jak stał, w ciszy. Niedługo świt. Na razie ciemność owija puste pokoje i pusty pokój widokowy.
Pomieszanie dwóch czasów: najpierw przeszły, a później teraźniejszy. Napisałbym konsekwentnie:
Dom stoi jak stał, w ciszy. Niedługo świt. Na razie ciemność owija puste pokoje i pusty pokój widokowy.

Zmieniłbym tytuł: „Nim (Zanim) wstanie świt”. Jest to także nawiązanie do „pierwszej” puenty, gdzie znajdujemy „świt”.
Ogólnie nie jest źle, na pewno warto doskonalić sztukę pisania. Sądzę, że lepiej czułabyś się w tematyce bardziej realistycznej, może z akcentem psychologicznym, a nawet skręcając w stronę mojego ulubionego realizmu magicznego, gdzie mogłabyś pomieścić pewne nienaturalne zjawiska. Ale budowanie napięcia, horror, nie za bardzo (na razie) Ci wychodzi. Jest sporo niezłych opisów, charakterystyka postaci, pewna dbałość o szczegóły, przedstawienie scenerii w jakiej toczy się akcja, miejsce na chwile refleksji, interpunkcja w porządku. To wszystko plusy. Nie tworzą one jednak niezbędnego klimatu, nie ma napięcia, atmosfery grozy, oczekiwania, co się za chwilę wydarzy. Ale pomysł jest ciekawy, więc może warto jeszcze na tym tekstem popracować.

Awatar użytkownika
al-Kahinat

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: al-Kahinat » 12 września 2014, 09:14

Dzięki ogromne z wytknięcie błędów, jak i końcowe słowa otuchy ;) Postaram się jeszcze popracować nad tekstem - na pewno wezmę pod uwagę twoje porady.

Co do rozmydlania akcji, mam taki zwyczaj, by wtrącać ozdobniki. Może powinnam się tego wyzbyć, by opowiadanie było bardziej porywające...z dotychczasowych komciów wynika, że piszę trochę sztywno, nad tym też popracuję.

Dzięki raz jeszcze!

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: pierdoła saska » 12 września 2014, 16:53

Bydie od końca, tak to ze mną bywa. Bardzo brakuje mi stanu zawieszenia między "końcem" a końcem. To znaczy zostawiamy bohaterkę gdzieś po środku pokoju, tak mi wynikało z opisu, z tego jak ją te macki (urojone) z każdej strony atakowały, a wracamy jak przyozdabia sobą jakiś chodnik. Podejrzewam, że to o pokaleczonej dłoni miało być łącznikiem, ale to tak jakby nieco umyka. Trochę bym to podkreśliła, choćby ustawiając bohaterkę przypartą do szyby. Bo ogólnie koncepcja tego, że jej się to wszystko zwidziało, mi się podoba. I mam słabość do zakończeń tego typu - znaczy do wciskania czytelnikowi kitu przez jakiś czas i w ostatnim akapicie grania mu na nosie. :P

A teraz tak do wcześniejszych spraw.

Było, wg mnie (bo kogóż innego), cokolwiek filmowo. Bohaterka miotała się po domu, o którym nic nie wiem i to nie tylko dlatego, ze jestem mało ogarniającym człowiekiem. Był moment, kiedy totalnie zgubiłam się w tym czy pokój jest przechodni, czy nie (wyszło, że owszem, jest). Zresztą zacytuję sobie o co mi biega.
Kiedy już wydawało się, że drzwi pękną, wszystko ustało. Cały ten czas cofała się w stronę ściany i kiedy poczuła za sobą twardą powierzchnię, podskoczyła przestraszona. Jednak była to tylko ściana. [...] Stawało się coraz głośniejsze i coraz bliższe, jakby kolejne pomieszczenia wypełniały się dziwną obecnością, otaczały ją, zamykając jej jedyną drogę ucieczki.
Tu my są. Tak więc coś się zbliża, otacza i w ogóle kiszka. Przyparta do ściany bohaterka nie ma gdzie uciekać, bo to coś jest za drzwiami, które sama chwilę temu zamknęła, a zgodnie z filmową logiką uciekała na piętro, więc zwiewanie oknem poniekąd odpada. A tymczasem
Nie słyszała dźwięków w pokoju, który znajdował się tuż obok. Wpadła do niego, rozglądając się na boki.
nikt nie spodziewał się łódzkiego pogotowia. Czyli jednak przechodni? Bo o wychodzeniu na korytarz nic nie było, więc tak mi wyszło. Pytanie zatem, czemu wcześniej stała i nie uciekała tam? Pytanie drugie: czemu tych drzwi nie zamknęła, bo jeśli tamten też przechodni, to...
Generalnie wpadanie, wypadanie i przebieganie przez pokoje zlało mi się w jedną plamę o nazwie "jakiś layout domu" i o ile w filmie wyglądałoby pewnikiem nieźle, o tyle w tekście ciężko mi się było do tego odnieść. Ot tak sobie czytałam, że jest w kolejnym pokoju, a to w znowu innym i ani tych pokoi nie widziałam, ani bohaterka tez ich nie widziała i tak sobie człowiek czekał na jakieś coś. Zwłaszcza, że narrator tak dość z zewnątrz na wszystko patrzy i niby coś tam jest o strachu bohaterki, ale zabrakło mi nieco mocniejszego wejścia w nią. Pokazania tego strachu, a nie stwierdzenia, że istnieje.
W ogóle mi bohaterki brakuje. Taka trochę z niej figura fabularna. :/ Znam jej imię i że ma brata, a ojciec zbierał broń. I to by było na tyle. A! Jeszcze bardzo mądrze biega z ostrym nożem po schodach. Czytając, zastanawiałam się czy może spadnie i się nadzieje. To by był ciekawy zwrot akcji xD

Podsumowując: pomysł fajny, acz wykonanie, choć raczej poprawne, to jednak cokolwiek suchawe. :/


Różnie takie i owakie:

Sunąc powoli po schodach prowadzących do jej mieszkania, dotarła wreszcie do drzwi opisanych Carmen Ijan i wyciągając klucz, po czym, prawie nieprzytomna ze zmęczenia, otworzyła je.
Czegoś tu jest za dużo. Myślę, że imiesłów i "po czym" się nie lubią. A imiesłów, to generalnie z całym tym zdaniem się nie lubi. No bo co ona zrobiła wyciągając ten klucz? Imiesłów taki sugeruje, że coś się działo równolegle, ale trudno wyciągając klucz jednocześnie otwierać nim drzwi. :/
Chłodny podmuch zafalował w oknie znajdującym się w kuchni, powodując ruch firanek, przebiegł przez przedpokój i dopadł jej. Podążyła wzrokiem ku schodom prowadzącym na pierwsze piętro, skąd przyszedł wiatr.
Jak wyglądało to zafalowanie podmuchu na oknie? W sumie jak wygląda falujący podmuch. Zgubiłam się :aaaaa: Personifikowanie być fajne, ale tu mi coś bardzo w nim nie gra i nie tupta.
Nagle wydało jej się, że w pewnym momencie zauważyła czyjąś twarz zawieszoną w powietrzu.
Albo "nagle", albo "w pewnym momencie", bo oba na raz, to wg mnie lekki przesyt.
Nie poszła po latarkę. Bałaby się schodzić z twarzą poniżej poziomu stołu.
1. sięgnęła? 2. schodzić z twarzą.... eeeeeeeeeee?
Doszło do tego jeszcze ciche pojękiwanie i zgrzyt. Jakby przez kuchnię i pokoje przewalało się stado podekscytowanych gryzoni. Stawało się coraz głośniejsze i coraz bliższe, jakby kolejne pomieszczenia wypełniały się dziwną obecnością, otaczały ją, zamykając jej jedyną drogę ucieczki.
Podmiot ci uciekł. W drugim zdaniu przestały nim być dźwięki, a stały się gryzonie, przez co w zdaniu trzecim nie do końca wiadomo o co tupta.
Jeden ze zgrzytów rozległ się tak blisko niej, że podskoczyła przerażona, odrzuciło ją aż na przeciwległą ścianę.
:wtf: To było tak małe pomieszczenie czy co?
Westchnęła, cofając się w dalszym ciągu w tył.
Jakby cofała się w przód... :P
Było ich coraz więcej, raz stawały się przezroczyste, raz wyglądały jak czarną masa.
Ogonek zwiał.
Nie mogła tak siedzieć, bo w końcu dotrze też i tu, spotykając ją bezbronną i przerażoną.
Zdanie prosi się o coś dalej, bo to od „spotykając” trąci wtrąceniem.[/align]
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
al-Kahinat

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: al-Kahinat » 12 września 2014, 17:35

I jeszcze raz dziękuję za uwagi :) Już kolejna osoba mówi, że poprawne, ale suchawe - coś musi być na rzeczy ^^
Ogarnę to wszystko, jak odpocznę, teraz nie myślę prawidłowo.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: Siemomysła » 12 września 2014, 18:54

Skoro tyle jest uwag technicznych, to ja tylko pokrótce o wrażeniach.

Pierwsze będzie takie - swoją drogą jednak związane ze sprawami technicznymi - że za dużo zaimków. Wybijały z rytmu czytania i były bardzo niepotrzebne, skoro mamy jedną bohaterkę. Sama długo pracowałam nad zaimkozą i wciąż zdarza mi się przeginać w tej kwestii - zapewne dlatego uwrażliwiłam się na ten problem u innych.

Drugie to takie, że zaraz na początku straciłam zainteresowanie bohaterką - stała się dla mnie obojętna. Było to wtedy, gdy padło stwierdzenie, że to jej rodzinny dom, z którym jest od lat związana, ale, że nic do niego nie czuje, że było różnie, ale w sumie wyprowadza się bez głębszej myśli. Wiem, że to może się wydać dziwne, ale ja-czytelnik widząc jej obojętność, również wobec niej zobojętniałam. Nie ruszył mnie potem jej strach, jej wędrówka przez ciemny i groźny nagle dom. Z mojego punktu widzenia, lepiej by było, gdybym zupełnie nic nie wiedziała o niej, niż to, że dom jej "wisi". To takie zupełnie luźne powiązanie, coś niezależnego ode mnie, a wywołującego taki a nie inny odbiór bohatera. Odbiór bohatera z kolei sprawił, że się nie bałam. Wydaje mi się, że w historiach tego typu, gdzie gra się na emocjach czytelnika odczuciami bohatera wywołanie poczucia więzi między tą dwójką jest bardzo ważne. W moim czytaniu więzi zabrakło i długo myślałam dlaczego (dokładnie od przeczytania tekstu o poranku do teraz) - właśnie z powodu jej obojętności wobec przeprowadzki.

Trzecie z kolei to takie, że podczas całej jej wędrówki grałaś dobrze tempem, ale zdarzało się, iż nagle wrzucałaś zbędną informację, która zupełnie wybijała mnie z miejsca, gdzie jestem - jak ta o ilości sypialń. Nie chodzi nawet o to, że podałaś ich liczbę, a o sposób w jaki to zrobiłaś - jakby nagle narrator będący blisko bohaterki, odfrunął z jej ramienia i obejrzał sobie całość domostwa.

Co było naprawdę fajne z mojego punktu widzenia, to realistyczne wyjaśnienie na koniec - bo powiem Ci, że jak się zaczęły macki, to się przeraziłam, że idziesz w tę stronę, a tymczasem miałaś plan i to był dobry plan. Naszły mnie wątpliwości, co do tego, że jest jakby wycięta dziura między tym jak złapały ją macki - gdzieś na środku pokoju, a momentem wypadnięcia przez okno (w sensie, że znaleziono ją gdzieś tam na trawniku), ale z drugiej strony - jak nad tym myślę teraz po kilku ładnych godzinach od przeczytania, to po prostu jej już wtedy urwał się film. Tak sobie wyobrażam.

Ode mnie tyle, piszesz, że spróbujesz jeszcze raz i dobrze! Chętnie przeczytam nową wersję.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
al-Kahinat

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: al-Kahinat » 12 września 2014, 19:02

Dzięki wielkie za opinię! :) Pewnie nowa wersja powstanie za ileś tam miesięcy, ale na pewno powstanie.

Co do uczucia obojętności wobec bohaterki - następnym razem postaram się uczynić ją bardziej emocjonalną, a nie po prostu postać, o której wiadomo, że jest postacią, a nie prawdziwą osobą. Dużo mi tu pomagacie, wiele błędów wykrywacie, za co jestem wam wdzięczna, bo może się rozwinę dzięki temu :)

Cieszę się też, że zakończenie się podoba :) Przynajmniej potrafię kończyć to, co zaczęłam ^^ Cóż, będzie trudno, trochę pod górkę. Jutro postaram się wprowadzić zmiany techniczne. Jak będzie z wersją drugą, zobaczy się w praniu :)

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: Krul_Duch » 13 października 2014, 02:02

Rozpocznę od kolejnego pozdrowienia dla tych "komisarzy technicznych" z powyższych komentarzy. Parsknięcie i pozdrowienie jednocześnie ;)

Całość generalnie podobała mi się. Choć początkowo nie wyczuwałem wad, prawdopodobnie przyczyną tego był fakt bycia w niekoniecznie "trzeźwym" stanie. Po dłuższym przemyśleniu nie podoba mi się bohaterka. Jest taka nijaka, ale z drugiej strony mało było momentów, w których mogłaś nadać jej barwę. Ja jestem ostatnio nakręcony przez orające filmiki o ufo, a do tego podatny na tego typu grozę. Pusty dom, dźwięki, potwory. Choć to dla wielu prymitywne, mnie się japa cieszyła i wyobrażałem sobie ciągle, że tam jakieś hardkorowe dziadostwa niekoniecznie ziemskiego pochodzenia się pojawią. Albo może jakaś kryptozoologia? Zawiodłem się trochę na końcówce. Takie to... na siłę i banalne. Kiedyś przeczytałem opowiadanie Kinga o chłopcu, który poszedł się wysikać w szkole, a w łazience był tygrys. Gdyby tam na końcu pojawił się opis, że dzieciak się naćpał oparami, uznałbym to za banał. Tu w sumie też takie mam wrażenie. Banał, który miał być zaskoczeniem dla czytelnika. Ja osobiście wolałbym, abyś dalej pociągnęła nawet te macki, dała może szerszy obraz tego, co się tam dzieje, gdzie to itd, ale nie miałaś takich planów - Twój wybór:)

Jeśli chodzi natomiast o styl, to określiłbym go słowem "jest". Nie błyszczy, nie zgrzyta, nie podnieca, a nie chce mi się bawić w tych ekspertów, co by 3/4 zdań po swojemu próbowali Ci wklepać do głowy. Pytanie w takim razie do Ciebie, jaki jest Twój stosunek do tej pracy? Jesteś z niej zadowolona? Czy serio masz dalej przy tym dłubać "na poważnie", czy tylko może ewentualnie coś lekko poprawić? A lubisz mutanty, ufo i potwory?:P
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: Krul_Duch » 15 października 2014, 09:35

@Auraiden, taka mi się refleksja nasunęła co do Twojego postu. Już pomijając z racji polonistycznego zawodu "niepewność", to generalnie moje przemyślenie a propos ostatniego akapitu jest takie, że niekoniecznie "im więcej piszesz, tym Twój warsztat staje się lepszy". Ja w wieku 17 lat potrafiłem pisać po 2-3 opowiadania na tydzień, gdybym miał więcej zaparcia uruchomiłbym nawet taśmową produkcję. A były one na podobnym poziomie.

Ucz się rzeźbić w tekście, gapić się w niego tydzień później, miesiąc później i pół roku później. Ja czasem miałem przerwy w pisaniu ponad roczne, a gdy wracałem, to mój styl wyglądał już zupełnie inaczej. Fajnie, że dużo czytasz, polecam Ci też mieć spory rozrzut stylistyczno-tematyczny. Podpatrujesz najlepszych, etc. A co do słów na godzinę, to chyba też nie ma znaczenia. Każdy ma swoje własne tempo, a różnorodność tekstów jest dosyć duża, więc równie dobrze, jak "leci", to można naklepać i 2000 słów na godzinę (albo nawet więcej), a jak walczysz sam ze sobą, to idzie dużo, dużo wolniej. Sienkiewicz chyba (albo Prus?) mówił, że pisanie, to ogromny ból i nie raz ma chęć uderzać głową w biurko. Wyrób się na tyle, żeby to, co napiszesz było po prostu dobre, a nie osiągnięte w danym terminie :)

I wiara w talent jest ważna mój kolego, bo bez niej możesz zostać co najwyżej wyrobnikiem wylewającym swoje marne wypociny na blogu. Oczywiście nie jest to przytyk do Ciebie :)
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
Dr Rupert

Re: Zanim nastanie ranek

Post autor: Dr Rupert » 17 października 2014, 09:41

Nie było źle. Całkiem przyjemnie napisane, bez nadmiernych opisów, które ładnie opisywały całą scenerię, ogólnie plac zabaw Twojej wyobraźni był cały widoczny. Poczucie lęku było dobrze opisane, paranoja w wielkim domu, może być stylowa. W sumie w małym również. W każdym, samemu, po ciemku. Szczególnie kiedy nagle gasną wszystkie światła. Choć uważam, że koniec nastał zdecydowanie za szybko. Wiem, że to krótkie opko, ale nawet w krótkim można by było ciut wydłużyć akcję. I przyjemna puenta na koniec wyszła.
To tyle z plusów. Brakuje tego czegoś. Wypracujesz to coś tylko ciężką pracą, więc to się nie ma co smucić. Brakowało również dynamiki, czasami myśli gdzieś błądziły, średnio-wciągnięte w słabo rozwiniętą akcję. Rozbudź swoje postacie bardziej. Całą scenerię. Nie suche fakty, tylko spraw, by wszystko ożyło. Poczuj co piszesz. Czytając czasami wyobrażałem sobie makietę, na której wszystko się dzieje. Będzie git. Warsztat ma całkiem sporo narzędzi, które znają swoje przeznaczenie. Jak to się mówi, pisz i jeszcze raz pisz, aż głowa eksploduje wyobraźnią.

ODPOWIEDZ