UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

Post autor: Joa » 01 września 2013, 00:23

Właściwie zastanawiałam się czy wstawić fragment tego tekstu tutaj, w przygodówkach, czy w psychologicznych, ale stwierdziłam, że zdecyduję się na przygodówkę.
Zapraszam do czytania, mam nadzieję, że to skończę. Uch.




Wyprawa

Yao nachylił się nad małym, lękliwie uciekającym płomieniem. Nieśmiałe ciepło rozlało się w okolicach ust i czubka nosa. Był niemal pewny, że zaraz skończy z oparzeniami, albo chociaż mocno podrażnioną skórą. Gdyby głębiej się zastanowić, byłyby one lepszym rozwiązaniem, niż ten ciągły chłód panujący od kilkunastu dni. Nawet tak przejmujący gorąc, szczypiący i natarczywy, mający swe źródło w świecy, nie dawał dostatecznego ciepła.
Wyciągnął z kieszeni na piersi papierosa. Wkładając go do ust, koniec szluga dotknął płomienia.
- Chieng, słyszałeś o tym, że jeśli ktoś zapala papierosa od świecy, gdzieś hen, hen, daleko na morzu ginie marynarz? – Głos należący do człowieka skrytego w ciemności, gdzie nie dosięgało jedyne światło, brzmiał nader obojętnie, jakby ten ktoś mówił o pogodzie aktualnie panującej na zewnątrz lub o ogólnie znanym fakcie – chociażby o tym, że woda zamarza lub ptaki latają. – Zresztą, nieważne. To tylko nic nie znacząca, morska legenda.
Yao usłyszał trzaśnięcie drzwiami. Drżącą dłoń zwiesił u boku i wyprostował się.
- Boże, mam nadzieję, że ten skurwiel Hool nie ma racji i nie zginiemy na tym pieprzonym morzu.


*


- Chcę się zatrudnić w pańskiej firmie.
Zanim usłyszał to zdanie, Trix miał całkiem miłe popołudnie. Niedługo przed pierwszą pił bardzo mocną i bardzo czarną kawę, którą zaparzyła asystentka Nina. Niebrzydka szatynka o idealnej sylwetce, zniewalającym uśmiechu, ubierająca się w nie wyzywające, ale eksponujące walory ubrania, której maksyma brzmiała: „Jeśli nie możesz zdobyć czegoś sprytem i inteligencją, zdobądź to ciałem.”. Nina najzwyczajniej w świecie nie należała do najmądrzejszych osób.
Około dwudziestu minut po pierwszej szef Trix rozmawiał z kilkoma ludźmi, między innymi z Paulem i Robertem. Ustalali najważniejsze szczegóły, Trix notował istotne informacje w notesie. Zbliżał się wielki dzień, wszystko leżało na jego głowie, a nic nie mogło pójść źle.
To od niego zależało, czy przeżyją, czy nie umrą z głodu, czy pieprzony sztorm nie zastanie ich w najmniej spodziewanym momencie… Oczywiście istniały też inne „niespodzianki”, dzięki którym nie wróciliby żywi, ale ich już przewidzieć nie mógł, nie był w stanie zaplanować jak temu sprostają – każdy przypadek zachowuje się inaczej.
Ledwo z biura wyszła ekipa, a Nina wkroczyła do środka, zabawnie stawiając przerysowanie ostrożne kroki w nowych, różowych szpilkach. Spąsowiała, widząc Trixa z nogami na biurku i założonymi rękoma za głową. Opierał się pulchnym ciałem o oparcie fotela, uśmiechając się.
- Bo szefie… widzisz… tam stoi jakiś… mówi, że się znacie i on nalega… Na spotkanie nalega, szefie! – wykrztusiła z trudem. Trix opuścił nogi. Nie spodziewał się już żadnych wizyt.
- Przedstawił się? – zapytał, pocierając ołówkiem czubek nosa.
Stropiła się, a jej lekko pulchne policzki nabrały koloru butów.
- Zapomniałam jego imienia. – Przyznała się po chwili milczenia.
- No nic, wprowadź go – odrzekł Trix ze zrezygnowaniem. Podróż do domu, kolacja i ciepłe łóżko musiały jeszcze poczekać. Załatwi tę sprawę szybko, będzie w mieszkaniu jedynie spóźniony o kilkanaście minut, nie więcej.
Była trzecia dwadzieścia trzy, gdy Nina wprowadziła tego człowieka do biura Trixa. Zamknęły się za nim drzwi, asystentka zniknęła, a szefa zaskoczyły pierwsze słowa gościa:
- Chcę zatrudnienia w pańskiej firmie.
Trix parsknął śmiechem. Stał przed nim niewysoki, szczupły chłopak o przystojnej twarzy. Mógł mieć co najwyżej dwadzieścia parę lat, na pewno nie trzydzieści. Był za cherlawy i nie wyglądał na najbystrzejszego. Ponadto ubranie – postrzępione, z kilkoma dziurami – wskazywało, że był bezdomnym. Albo nie przykładał wagi do wyglądu.
W każdym razie, zupełnie nie nadawał się do pracy w firmie Trixa, gdzie liczył się spryt, inteligencja i kondycja fizyczna.
- Proszę mnie nie lekceważyć.
- Panie… E… - zaczął ostrożnie Trix.
- Yao Chieng.
- Panie Yao Chieng, jestem Dean Trix. Jest pan pewien, że to o tę firmę panu chodziło?
- Najzupełniej w świecie pewien. Widziałem ogłoszenie w gazecie! – Jak na potwierdzenie swoich słów, chłopak wydobył z plecaka zmięty brukowiec. Otworzył na stronie szóstej i podetknął pod nos grubasa.
Trixowi małe literki rozmazały się przed oczami i zlały w jedną, szarą masę. Wyszarpał z rąk młodzieńca gazetę i włożył na nos, leżące uprzednio na biurku okulary. Wzrokiem przeskakiwał kolejne linijki, a gdy doszedł do ostatniego słowa i podpisu Rodrige’a, złapał za słuchawkę i wystukał numer swojego wspólnika, zupełnie ignorując gościa, który usiadł na fotelu pod ścianą.
- Witaj Mary, czy możesz zawołać Barta?
- Jasne, Dean, coś się stało?
- Nie, nie. Po prostu zawołaj męża. – W międzyczasie, gdy Mary wołała Barta Rodrige’a, Trix obserwował Yao Chienga. Ten bawił się guzikami na koszuli, głupio wystawiając język.
- Słucham? – Chrapliwy głos wspólnika wybudził Deana z zamyślenia.
- Bart? To ja, Trix.
- O, Dean! Jak leci, stary?
- Musimy porozmawiać. Zacznę od razu, nie będę owijać w bawełnę… - Głęboko nabrał powietrza. – Co ty sobie, kurwa, myślałeś, wysyłając to ogłoszenie do gazety i nie konsultując tego ze mną?!
- Słuchaj Dean, odpadł nam Froze, MUSIMY kogoś mieć. Miałeś już tyle spraw na głowie, że nie chciałem cię tym męczyć.
- Ja pierdolę.
- Dean, po prostu z nimi porozmawiaj, okej? Porozmawiaj, nic więcej. Odrzuć tych, którzy się nie nadają, jednego zostaw, okej?
- Pierdolę Cię, Bart – syknął ze złością Trix, rzucają słuchawką. Schował twarz w dłoniach. Yao przypatrywał mu się z zaciekawieniem.
Po kilku minutach, gdy z twarzy Deana zniknęła już paskudna czerwień – efekt zdenerwowania – westchnął on głęboko i wstał. Najpewniej pożałuje tego, co zamierzał zrobić, ale nie zważał na to.
- Ej, ty, Chieng, umiesz pływać?
- Tak, w szóstej klasie rodzice zapisali mnie na basen – powiedział szybko młodzieniec, zrywając się z miejsca, widząc zalążek szansy na branie udziału w wyprawie.
- Wyśmienicie. Witaj na pokładzie, dupo wołowa. Bądź gotowy pojutrze punktualnie o siódmej. Szczegóły Nina wyśle ci mailem. Gdy będziesz wychodzić, nie zapomnij jej o tym poinformować. I nie stchórz.



*


Po wyjściu Yao, Trix ułożył kilkanaście razy pasjansa. Ta gra uspokaja go, dzięki niej zapominał o przykrościach i złym humorze – zanadto był wtedy skoncentrowany na jak najszybszym ułożeniu kart w odpowiednim szyku, by myśleć o czymkolwiek innym. Jego pulchne palce z niemałą złością uderzały w plastikowy przycisk myszki, tym samym rozdając wirtualne kartoniki na ekranie.
Przy dwudziestym trzecim rozdaniu pomyślał, że powinien zadzwonić do Barta. Zbytnio się uniósł. Miał tak w zwyczaju, że zwyczajnie denerwował się, gdy coś nie szło po jego myśli, wtedy momentalnie stawał się czerwony i rzucał obelgami na prawo i lewo. Jednak po godzinie lub dwóch, kilku partiach pasjansa, znów stawał się miłym i wesołym szefem All World’s Treasures, Deanem Trixem.
Sięgnął po telefon i nacisnął słuchawkę przy ostatnio wybieranym kontakcie. Rozległ się dźwięk czterech, przeciągłych „Piii” i szef usłyszał tak bardzo znane „Słucham?”.
- To ja, Bart. Trix – zaczął. Denerwował się. Rzadko przyznawał się do błędów i nienawidził tego robić. Czuł się wtedy poniżony i najzwyczajniej w świecie wstydził się, że doprowadził do sytuacji, gdy był skazany na akt przeprosin. – Słuchaj, poniosło mnie.
- Nie szkodzi, nie powinienem, miałeś rację.
Trix uśmiechnął się smutno. Wiedział, że Bart tak zareaguje. Znali się od kilkunastu lat i wiedzieli o sobie wszystko.
- Nieważne, nie wracajmy do tego. Nie gniewam się.
- Ja także – z westchnieniem ulgi odpowiedział Bart. – Ciężki dzień w firmie?
Szefa ucieszyła zmiana tematu i nieco go ożywiła.
- Do popołudnia było dość przyjemnie. Nina nauczyła się korzystać z tej maszyny do kawy, stojącej w hallu, zaparzyła mi wyśmienitą kawę. Naprawdę, musisz jej kiedyś spróbować. Tylko ten Chieng… - Na wspomnienie niespodziewanego gościa, zacisnął usta w prostą linię.
- Chieng?
- Tak, Chieng. Yao Chieng. Przybył z ogłoszeniem. Zatrudniłem go w miejsce Froze.
- Był dobry? – Zainteresował się Bart.
- Czy ja wiem… Nie dość dobry, chuderlawy, niski. Zero mięśni. Kości i skóra, ani grama tłuszczu.
- Dean, oszalałeś? – Rodrige niemalże krzyknął. Tę reakcję Trix także przewidział. – Zwariowałeś. Myślisz, że w trzy dni zrobisz z niego herosa, w dodatku nauczysz go sprytu i myślenia?
- Nie, nie oszalałem. Nauczę go wszystkiego. Jestem w stanie to zrobić. Nie tacy gamonie wyrośli nam na Pauli i Robertów. Nie pamiętasz jaki był Cross, gdy przyszedł do nas po raz pierwszy? – Od szefa biła pewność siebie, choć sam nie był pewny podjętej decyzji. Trochę jej żałował, ale nie zamierzał w tak krótkim czasie przyznawać się do popełnienia drugiego błędu.
- Jesteś pewny? Kiedy ostatnim razem wyruszyłeś razem z nami? – Była to całkowita racja. Od pewnego czasu Trix obecny był tylko duchem; planował, ustalał, doskonalił, ale fizycznie nie egzystował z ekipą. Od tego czasu przytył, osiwiał, a potem wyłysiał, aż w końcu stał się grubszym, brzydszym, mniej ruchliwym sobą sprzed kilku lat.
- Jestem w stanie to zrobić, Rodrige. Jestem w stanie.
- Wiem, że jesteś w stanie. I wierzę ci. Mam tylko nadzieję, że tego szczyla nie dosięgnie gorączka.
- I ja mam taką nadzieję – sapnął Trix, uświadamiając sobie, jak trudnego zadani
a się podjął.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
A. Mo'zart
Posty: 162
Rejestracja: 05 lipca 2012, 22:07
Lokalizacja: Dom
Kontaktowanie:

Re: Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

Post autor: A. Mo'zart » 01 września 2013, 11:20

Szczerze kówiąc średnio lubię komentować takie pojedyńcze fragmenty, kiedy własciwie nic nie wiadomo o zamiarach autora, o bohaterach czy samej fabule. Zatem moje ewentualne przypuszczenia możesz od razu kopnąc bo z góry zakładam, ze są mylne.
Początek jak i sam tytuł zapowiadają opowiadanie przygodowe. Ot kilku mężczyzn wyrusza gdzieś by odnaleźć/zdobyć/.ukraść/poznać jeszcze przeze mnie nie poznane COŚ. Niby zaczyna sie inaczej niż zwykle. Zamiast pełnego marzeń chłopaka, który pragnie odkrywać nieznane i zasmakowac przygody, mamy przedsiębiorcę/biznesmena zasiadajacego w biurze i sprawującego nad wszystkim kontrolę. Ot typowy garniak, co to wszystko ma być tak, jak on mówi, a jesli nie to awantura i foch. Zresztą dzwoni opieprzyć swojego wspólnika, że ten smial zrobić cokolwiek bez konsultacji.
Z drugiej strony, jest też młodzieniec. Chwilowo nic o nim nie wiadomo. Wygląda jak przypadkowy człowiek z ulicy, któryc chyba nie do końca wie gdzie i po co się znalazł. Z jednej strony sprawia wrażenie zagubionego, niepewnego siebie, takiego idealnego przykładu z powieści przygotowej i typu "od zera do bohatera". Jednak kryje sie w nim coś więcej. Niby taki niepewny, lekko zagubiony, a jednak posiadajacy wystarczająco tupetu by wejść do czyjegoś biiura i walac z pierwszej piłki, bez żadnego przygotowania i, takie przynajmniej sprawiamwrażenie, bez niezbędnej wiedzy i umiejętności, prosi o pracę w sposób, który na starcie powinien skończyć się dla niego wywaleniem za drzwi.
Dalej znowu klasyk. Pomimo wszystkiego, mimo tego, ze zupełnie się nie nadaje, dostaje pracę, chociaż wszystko wskazuje, że jego obecnosć nie tylko nie pomoże, ale wręcz może stanowić śmiertelne zagrożenie dla pozostałych, a jego brak doświadczenia tylko wpedzi wszystkich w kłopoty. Jest też motyw pewnego siebie gościa, który wbrew logice uważa, że może zrobić coś z niczego, prawdziwego zabijakę z byle przybłędy.
Co dalej? Oczywiście nei ejstem w stanie rpzewidzieć. Niby wiele wskazuje na klasyczną przygodówke pełną oczywistości i utartych schematów, z drugiej, chciałaś wrzucić to w psychologiczne, wiec automatycznie oczekuję czegoś wiecej. Jakiejs głębi, zwłaszcza w rozwoju bohaterów, dla których sama akcja będzie tylko tłem na takiej zasadzie, zemcoś gdzies tam dziać sie musi.
Na znalezienie błędów oczywiście z mojej strony nie masz co liczyć ;)

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

Post autor: Kanterial » 01 września 2013, 13:08

SpoilerShow
Przy dwudziestym trzecim rozdaniu pomyślał, że powinien zadzwonić do Barta. Zbytnio się uniósł. Miał tak w zwyczaju, że zwyczajnie denerwował się, gdy coś nie szło po jego myśli, wtedy momentalnie stawał się czerwony i rzucał obelgami na prawo i lewo. Jednak po godzinie lub dwóch, kilku partiach pasjansa proponuję przecinek znów stawał się miłym i wesołym szefem All World’s Treasures, Deanem Trixem.
Sięgnął po słuchawkę i nacisnąłsłuchawkę przy ostatnio wybieranym kontakcie. Rozległ się dźwięk czterech, przeciągłych „Piii” i usłyszał tak bardzo znane „Słucham?”. podmiotem w tym zdaniu jest dźwięk, on się rozlega i on słyszy odpowiedź, wspomnij o szefie gdzieś po tym "i"
- To ja Bart. Trix – zaczął. Denerwował się. Rzadko przyznawał się do błędów i nienawidził tego robić. Czuł się wtedy poniżony i najzwyczajniej w świecie wstydził się, że doprowadził do sytuacji, gdy był skazany na akt przeprosin. – Słuchaj, poniosło mnie.
- Nie szkodzi, nie powinienem, miałeś rację.
Trix uśmiechnął się smutno. Wiedział, że Bart tak zareaguje. Znali się od kilkunastu lat i wiedzieli o sobie wszystko.
- Nieważne, nie wracajmy do tego. Nie gniewam się.
- Ja także – z westchnieniem ulgi odpowiedział Bart. – Ciężki dzień w firmie?
Szefa ucieszyła zmiana tematu i nieco go ożywiła.
- Do popołudnia było dość przyjemnie. Nina nauczyła się korzystać z tej maszyny do kawy, stojącej w hallu, zaparzyła mi wyśmienitą kawę. Naprawdę, musisz jej kiedyś spróbować. Tylko ten Chieng… - Na wspomnienie niespodziewanego gościa, zacisnął usta w prostą linię.
- Chieng?
- Tak, Chieng. Yao Chieng. Przybył z ogłoszeniem. Zatrudniłem go w miejsce Froze.
- Był dobry? – Zainteresował się Bart.
- Czy ja wiem… Nie dość dobry, chuderlawy, niski. Zero mięśni. Kości i skóra, ani grama tłuszczu.
- Dean, oszalałeś? – Rodrige niemalże krzyknął. Tę reakcję Trix także przewidział. – Zwariowałeś. Myślisz, że w trzy dni zrobisz z niego herosa, w dodatku nauczysz go sprytu i myślenia?
- Nie, nie oszalałem. Nauczę go wszystkiego. Jestem w stanie to zrobić. Nie tacy gamonie wyrośli nam na Pauli i Robertów. Nie pamiętasz jaki był Cross, gdy przyszedł do nas po raz pierwszy? – Od szefa biła pewność siebie, choć sam nie był pewny podjętej decyzji. Trochę jej żałował, ale nie zamierzał w tak krótkim czasie zbędny przyznawać się do popełnienia drugiego błędu.
- Jesteś pewny? Kiedy ostatnim razem wyruszyłeś razem z nami? – Była to całkowita racja. Od pewnego czasu Trix obecny był tylko duchem; planował, ustalał, doskonalił, ale fizycznie nie egzystował z ekipą. Od tego czasu przytył, osiwiał, a potem wyłysiał, aż w końcu stał się grubszym, brzydszym, mniej ruchliwym sobą sprzed kilku lat. <---- bardzo mi się podoba
- Jestem w stanie to zrobić, Rodrige. Jestem w stanie.
- Wiem, że jesteś w stanie. I wierzę ci. Mam tylko nadzieję, że tego szczyla nie dosięgnie gorączka.
- I ja mam taką nadzieję – sapnął Trix, uświadamiając sobie, jak trudnego zadania się podjął.
Wszystko jest na dobrym poziomie bez szaleństw, nie odkryłaś kart więc czekam. Tekst, jak pisałam Ci na gg, jeszcze niczym nie jest, ale zaciekawia i o to wyłącznie chodzi na samym początku. Powinnaś pisać na bieżąco i wrzucać, bo to bardzo motywuje, a samo pisanie, jak wiesz, nigdy nie jest stratą czasu. Liczę na rozwój akcji i przede wszystkim dłuższy fragment, choć będę szczęśliwa, jeśli wrzucisz cokolwiek, nie ważne, byle w miarę regularnie i z satysfakcją. Kto wie, może stworzysz przekonujące dzieło i pozwolisz czytelnikom się wciągnąć? Jeszcze nie poprowadziłaś postaci, więc mają potencjał (HA, ale to zabrzmiało, bez urazy) niewykorzystany.
Właściwie chcę Cię przestrzec przed schematami, ale, podobnie jak Mo, wnioskuję coś "psychologicznego" i trzymam kciuki, by Ci się udało stworzyć głębszą treść, niż tylko przygody młodego. Zresztą, znam Cię, więc jestem pewna, że będziesz próbować.

poczekam na coś konkretnego z konkretnym komentarzem

Blah
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

Post autor: Kandara » 01 września 2013, 16:45

Jak ja dawno nic nie komentowałam. Chyba zapomniałam jak to się robi, albo mózg mi stępiał na tyle, że w ogóle zapomniał jak się myśli... Jak się podchodzi do takich tekstów. Rany... ok ok.. jedziemy dalej. Jedziemy dość subiektywnie i pomijamy stronę techniczną, na której się nie znam.

Forma narracji, którą ja nazywam rzeką... szeroko rozlaną spokojną rzeką, płynącą przez równiny, pośród łąk i szuwarów. Prosty, pozornie pyłki strumyk, którego brzegi porasta gęsta roślinność, w której mieszkają i żerują ptaki wodne, owady i żaby... Czyli jest dobrze. Nawet świetnie. Bo miło i gładko się czyta. A fakt, że głównym środkiem wyrazu uczyniłaś dialog, tylko w tym pomaga. Ok, nie widać szerokiego planu, tylko oświetlenie pada na poszczególne jego elementy, ale taka oszczędność jest tu dobra. Pomaga wczuć się w ten lekko filozoficzny klimacik... No dobra robota :)
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

Awatar użytkownika
AlpenGold

Re: Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

Post autor: AlpenGold » 02 września 2013, 00:26

SpoilerShow
Joa pisze:Wyciągnął z kieszeni na piersi papierosa.
;o Ma kieszenie na ciele? ; x
Joa pisze:Ledwo z biura wyszła ekipa, a Nina wkroczyła do środka, zabawnie stawiając ostrożnie kroki w nowych, różowych szpilkach.
Zgrzyta mi to "zabawnie stawiając ostrożnie kroki". ;/
Joa pisze:Spąsowiała (przecinek) widząc Trixa z nogami na biurku i założonymi rękoma za głową.
Joa pisze:- Zapomniałam jego imienia. – Przyznała się po chwili milczenia.
Odwieczny problem, moim skromnym zdaniem. :D Bo ja bym jednak napisała "przyznała" z małej i bez kropki po wypowiedzi. To też odnosi się do tego, co bohaterka powiedziała. Ale na 100% nie jestem pewna. ; x
Joa pisze:W międzyczasie, gdy Mary wolała Barta Rodrige’a, Trix obserwował Yao Chienga.
WoŁała. :P
Joa pisze:Jak leci (przecinek) stary?
Joa pisze:Gdy będziesz wychodzić (przecinek) nie zapomnij jej o tym poinformować.
Joa pisze:Miał tak w zwyczaju, że zwyczajnie denerwował się, gdy coś nie szło po jego myśli, wtedy momentalnie stawał się czerwony i rzucał obelgami na prawo i lewo.
Joa pisze:- To ja (przecinek) Bart.
Bardzo przyjemne, Joa, póki co. :) Jestem ciekawa, co to za wyprawa i jak spisze się Yao. Zbyt dużo jednak nie jestem w stanie powiedzieć, bo Ty dużo nie powiedziałaś. :P Na razie fragment spełnia oczekiwania - zaciekawia, intryguje, sprawia, że chcę więcej. :) Co do technicznej strony - masz lekki styl, zwracasz uwagę na fajne szczegóły, przez co to, o czym piszesz, wydaje się bardziej realne. Czekam na więcej. :3

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

Re: Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

Post autor: wołszebnik » 02 września 2013, 09:30

SpoilerShow
Wyciągnął z kieszeni na piersi papierosa.
język polski jest bardzo elastyczny, więc i to zdanie w tym kształcie ma prawo zostać. co nie zmienia faktu, że prawidłowym, czy też standardowym, szykiem jest:
Z kieszenie na piersi wyciągnął papierosa.
Wyciągnął z kieszeni na piersi papierosa. Wkładając go do ust, koniec szluga dotknął płomienia.
Coś tu chyba nie gra. Może "końcem szluga dotknął"?
Podmiotem nadal jest Yao, nie papieros.

Nina wkroczyła do środka, zabawnie stawiając ostrożnie kroki w nowych, różowych szpilkach.
to nie jest prawidłowy szyk :none2:
Spąsowiała widząc Trixa z nogami na biurku i założonymi rękoma za głową.
Spąsowiała, widząc Trixa z nogami na biurku i z założonymi rękoma za głową.

Stropiła się, a jej lekko pulchne policzki nabrały koloru butów.
Czasownik, od którego odmieniasz, to: "trapić"
od "strapienia"

W międzyczasie, gdy Mary wolała Barta Rodrige’a, Trix obserwował Yao Chienga.
to jak powtórzenie tej samej informacji. Pisząc "gdy Mary wołała", dajesz do zrozumienia, że wydarzenia działy się równolegle. Mary woła, a oni właśnie...
Zatem niepotrzebnie jest dodane jeszcze "w międzyczasie". To jak "primo pierwsze"
- Pierdolę Cię, Bart – syknął ze złością Trix, rzucają słuchawką.
rzucając
jak trudnego zadani[/rozstrzel]a się podjął.
spsuło się kodowanie
Sposób opowiadania, jak zwykle u Ciebie, to jeden z głównych atutów. Świetnie się Ciebie "słucha".
To jednak nie zmienia faktu, że zaliczyłaś kilka nieścisłości logicznych, przez które przestawało się w czytaniu ufać opowieści. Niezależnie od tego, jakim failem byłoby wysłanie do bulwarówki ogłoszenia o etacie (jeszcze nie wiem na jakie stanowisko i po co), to czy naprawdę szef wielkiej firmy (jak mniemam) zadzwoniłby przy petencie ("kandydacie") do odpowiedzialnego za błąd, by go tak niewybrednie zrugać? Tryx zachowuje się trochę tak, jakby w poważaniu miał to gdzie i z kim się znajduje. Owszem, są tacy ludzie, to się jednak zwykle zupełnie inaczej przejawia, a świadczy raczej o arogancji i poczuciu wyższości. Zaś, w zarysowanej przez Ciebie scenie, Tryx niczego nie udowodnił, tylko zrobił z siebie głupka, na koniec chowającego głowę w ramionach, okazującego słabość. Tak to niestety oceniam ze swej czytelniczej perspektywy.
Inną kwestią jest to, iż jeśli do szefa poważanej firmy dostaje się kolo (do szefa, nie utknął gdzieś na niższym, nieprzekraczalnym szczebelku) o fizjonomii, jaką zarysowałaś, to wydaje mi się, że właściwszą reakcją byłoby zaciekawienie. Przychodzi lump, przychodzi do przodującej firmy i z chytrym uśmiechem mówi, że nadaje się na proponowane stanowisko. Opcje są dwie:
1. wariat
2. ma asa w rękawie i wie, że po zagraniu nim, nie będzie mieć żadnego znaczenia to, jak wygląda.
Czy w takiej sytuacji poświęcenie minuty na konsternację, czy to przypadkiem nie ma się styczności z nowym wcieleniem Steva Jobsa, to naprawdę za wiele? Bo moim zdaniem, zanim orzekłby, że jednak ma do czynienia z wariatem i nie wyrzuciłby go precz, to jednak ktoś, kto (jak przeczuwam) poświęceniem i ciężką pracą wybił się na swoje stanowisko, miałby dość zmysłu, by przynajmniej zastanowić się czemu ktoś, kto zupełnie do tej pracy się nie nadaje, przychodzi aplikować na dane stanowisko.
Wątpliwość wzbudziła też sekretarka. Jeśli jej głównym zajęciem (nie jest zbyt bystra, jak napisałaś) jest parzenie kawy, a nie potrafi tego robić w sposób zadowalający... nie wiem, może spytam maika jaki stosował system doboru asystentek :roll:

Generalnie, czekam dalszej części, lubię twój sposób opowiadania, tyle, że nie do końca wzbudziłaś, póki co ;) , moje zaufanie co do treści.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Wyprawa [uwaga;wulgaryzmy;+18]

Post autor: czarownica » 21 września 2013, 10:49

Witam!
Na początek, kilka zauważonych przeze mnie technikaliów:
Wkładając go do ust, koniec szluga dotknął płomienia.
Te dwie części zdania nie współgrają ze sobą, według mnie. Czy raczej nie powinno być:"Wkładając go do ust, końcem szluga dotknął płomienia"?
Wyszarpał z rąk młodzieńca gazetę
Dałabym tu czas przeszły dokonany w formie "wyszarpnął", bo jak rozumiem, podmiot nie szarpał się z rozmówcą, a wyszarpnął gazetę jednym ruchem. Tak bym to widziała.
Ta gra uspokaja go, dzięki niej zapominał o przykrościach i złym humorze – zanadto był wtedy skoncentrowany na jak najszybszym ułożeniu kart w odpowiednim szyku, by myśleć o czymkolwiek innym.
Czas! Czas! W pozostałej części zdania jest przeszły i nie widzę powodu, by tu miał zostać użyty teraźniejszy. Zmieniłabym na "uspokajała".

Odnośnie fabuły, to przedstawiony fragment jest bardzo interesujący i wygląda na wprowadzenie do sympatycznej przygodówki. Kreację treści będzie można ocenić po dalszych odcinkach tekstu. Jak na razie, ciekawi mnie. nie każ za długo czekać.
Pozdrawiam.

ODPOWIEDZ