UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Śmierć

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
gantzerek
Posty: 77
Rejestracja: 19 marca 2012, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Śmierć

Post autor: gantzerek » 18 czerwca 2012, 18:19

(aktualnie bardzo brakuje mi pomysłu na jakiś konkretniejszy tytuł)

Opowiadanko jest obecnie na etapie czwartego rozdziału, aczkolwiek każdy z nich będę jeszcze porządnie szlifował.(pierwszy rozdział napisałem jakieś 3 lata temu, więc dosyć dawno) Postaram się wrzucać kolejne rozdziały w miarę możliwości w tygodniowych odstępach czasu.

Miłej lektury, wszelkie komentarze/sugestie bardzo mile widziane :)


Rozdział pierwszy
Welcome to hell, enjoy your stay and have a wonderful time!
Ralph siedział nieruchomo, patrząc się przed siebie. Po części oficjalnej mógł wreszcie poluzować krawat i odpiąć ostatni guzik pod szyją. Od razu wciągnął głębiej powietrze. Pogładził ręką po niedawno ogolonej twarzy w poszukiwaniu zarostu. Siedział pomiędzy innymi gośćmi, znajomymi jego i jego żony przy stole skromnie okraszonym przekąskami i dużą ilością alkoholu. Wszyscy ubrani w melancholijną czerń. Rozmawiano cicho, półgębkiem. Dla Ralpha brzmiało to jak niskie szeleszczenie, gdzieniegdzie spontaniczny chichot, zaraz pośpiesznie tłumiony. Czuł się wśród nich wszystkich jak zadżumiony, nikt nie chciał z nim rozmawiać. Bo i o czym?
Normy społeczne i jakaś wrodzona niechęć, obawa przed zarażeniem się smutkiem odpychały od niego ludzi.
Zasępiony, Ralph zaczął jeść postawiony przed nim rosół, z namaszczeniem połykając każdy łyk dymiącej zupy, starając się nie brzdękać łyżką o talerz. Ciepły posiłek miał w jego ustach miałki posmak, zupełnie jakby jadł wodę. W zasadzie to wszystko było jakieś takie miałkie. Poprosił sąsiada obok o podanie mu pieprzu. Ten nerwowym, niepewnym gestem dał mu przyprawę.
— Dzięki — powiedział bezbarwnie Ralph.
— Stary, wiedz, że jest mi naprawdę przykro z powodu twojej straty — odpowiedział mu szybko kolega, uciekając wzrokiem w krawędź obrusa. Ralph otworzył już usta, ale nic nie powiedział, skinął tylko głową.
Miał wrażenie, że wszyscy oczekiwali od niego ekspresyjnego wyrażania cierpienia, żałobnej postawy. Ba! On sam by tego po sobie oczekiwał, jednak nie kłębiło się w nim nic takiego, żaden żal go nie rozdzierał. Wręcz przeciwnie; czuł w sobie wszechogarniającą pustkę.
Rozejrzał się wokół. Im dalej od jego osoby przy stole, tym robiło się jakby gwarniej, a wręcz weselej. Nawet ksiądz wymieniał ciche, palące w uszy słowa z młodą blondynką obok siebie. Ralph czuł wokół siebie nieprzyjemny i gęstniejący z każdą chwilą kokon. Ileż w ludziach było egoizmu! Każdy myślał tylko o sobie, nikt nie chciał zaszczycić go swoją uwagą, klepnięciem, ciepłym słowem, wszędzie widział w ludzkich oczach tylko zimne, wyrachowane politowanie.
Wstał, wziął stojącą nieopodal flaszkę wódki, odkręcił ją i z głośnym łupnięciem postawił przed sobą na stole szeroką szklankę do whiskey. Na sali przycichło. Goście popatrzyli się na niego. Nalał sobie alkoholu do szklanki na wysokość dwóch palców, tyleż samo swojemu sąsiadowi, który życzliwie podał mu wtedy przyprawę. Stuknął się z jego szklanką, po czym wniósł swoją do góry w geście toastu. Chciał coś powiedzieć ale ponownie nie mogąc wydać z siebie żadnego słowa wypił zawartość jednym haustem, nie czekając na innych.
Chwycił po tym flaszkę i wyszedł bez słowa przed budynek zajazdu, zostawiając zmieszanych gości w środku.
Pogoda była przygnębiająca. Padało drobnym kapuśniaczkiem, był wilgotny, chłodny i pochmurny poranek. Mgła powoli zaczęła opadać z łąk oblanych zgniłą, szarzejącą zielenią deszczowego krajobrazu. Ralph usiadł przygarbiony na ławie i zamyślił się. Gdzieś w oddali tliły się cienie wieżowców stojących na obrzeżach Pragi. Słychać było tylko cichy szum deszczu.
Po chwili na zewnątrz wyszedł też mężczyzna trzymający szklankę, gładko ogolony i ostrzyżony na krótko; ten, któremu Ralph polał wcześniej.
— Nigdy nie myślałem — powiedział pustym głosem Ralph, patrząc w dal — że tak wygląda stypa.
Gość westchnął.
— Stary, ja wiem, że słyszałeś kondolencje od wszystkich tysiące razy i już ci zbrzydły. Nie będę ci truł ale pamiętaj, że nam też nie jest lekko. Mimo tego jesteśmy przy tobie i zawsze możesz na nas liczyć. — Ralph milczał, gość ciągnął dalej. — Na niektóre rzeczy nie masz wpływu, nikt nie mógł tego przewidzieć…
— Po co mi to mówisz? — Odwrócił się do niego po chwili. — Lucie już leży w ziemi. Jest już tylko gnijącym workiem mięsa.
— Jak możesz tak o niej mówić? To twoja żona! — obruszył się gość.
Ralph zupełnie go zignorował, nić miałkiej rozmowy urwała się.
Zrezygnowany gość usiadł koło niego i również nalał sobie wódki do szklanki. Stuknął się i wypili kolejną kolejkę w milczeniu. Skrzywili się obydwaj. Ralph patrzył się na niego przez chwilę. Nagle chwycił jego rękę i popukał się jego pięścią w swoją pierś.
— Słyszysz to echo? — zapytał gorzko, patrząc mu prosto w oczy — Nic we mnie nie ma, jestem pusty. Jak bęben! Nic!
Tamten nic nie powiedział, westchnął tylko ciężko. Popatrzyli się przed siebie. Zajazd, w którym organizowana była stypa, znajdował się pół godziny drogi samochodem od miasta. Tutaj przynajmniej można było odetchnąć świeżym, ostrym powietrzem.
*** Parę godzin później, gdy alkohol rozwiązał już nieco krawaty i języki, atmosfera trochę się rozluźniła, a Ralph wrócił do środka.
Rozmowy zeszły na tematy ogólne, zażartą dysputę o polityce, strajkach, kryzysie finansowym w Europie i tajemniczej epidemii jakiejś choroby w Ameryce. W serwisach informacyjnych dominowały uspokajające komentarze ekspertów i polityków różnego szczebla. Europejskie ministerstwa spraw zagranicznych odradzały raczej wycieczki do Stanów Zjednoczonych, przynajmniej do wyjaśnienia tamtejszej sytuacji.
Dwóch znajomych żony Ralpha mówiło teraz przy wódce, że to wszystko spisek i że media kłamią, by nie rozsiewać paniki. Rzekomo od paru dni krążyły po Internecie nakręcone telefonem filmiki, na których widać było amerykańskich żołnierzy strzelających do grupy niespokojnych ludzi. Garstka zwolenników teorii spiskowych biła na alarm, że spełniają się rządowe plany regulacji ludności przez eksterminację jednostek nieprzydatnych społeczeństwu. Powszechną reakcją ludzi na takie rewelacje było pukanie się w czoło. Nie inaczej było tym razem.
Ralph poszedł nieco już chwiejnym krokiem do toalety, stanął przy pisuarze i postawiwszy na nim szklankę dał ulgę pęcherzowi. Ledwo dokończył i zapiął rozporek, z sali dobiegł trzask. Za nim szuranie krzeseł, tłuczone szkło, urwany cienki kobiecy krzyk i mnóstwo innych, nieokreślonych dźwięków, które wkrótce przerodziły się w istną kakofonię. Ralph zaniepokojony hałasem, wyszedł z toalety, nie umywszy uprzednio rąk. Na korytarzu uderzył go widok swojej znajomej. Przebita na wylot złamaną nogą od stołu dusiła się własną krwią, błądząc nieprzytomnie oczami po drewnianej boazerii. Rosnąca wokół niej jasnoczerwona, spieniona kałuża dokładnie wypełniała szczeliny wytartego parkietu, dosięgając w końcu jego butów.
Ralph stanął jak wryty. Spojrzał otępiały na salę. Wszędzie walały się połamane meble, rozbite kawałki szkła błyszczały na ziemi. Biegające po sali postacie goniły się jak oszalałe. Dopiero po chwili był w stanie odróżnić gości ze stypy od nieznanych sobie osób. Były ubrane przeróżnie, wszyscy jednak byli brudni, utytłani błotem i obszarpani. Jedna z tych osób właśnie przewróciła księdza i wgryzła mu się w szyję, sikająca krew opryskała ściany, mężczyzna zaskowyczał z bólu i przerażenia.
Wdowiec ruszył w tym całym chaosie naprzód jak zaczarowany, nie bardzo jeszcze rozumiejąc, co się tak naprawdę dzieje. Szedł w kierunku księdza. Nagle zza rogu rzucił się na niego jeden z gości, zezując weń wytrzeszczonymi, przekrwionymi oczyma.
W połowie drogi jednak gwałtownie wrył się w ziemię od uderzenia. To kompan od szklanki roztrzaskał mu krzesło na głowie, ratując Ralphowi życie. Był potwornie blady, miał naderwany kawałek rękawa od marynarki, cały był obryzgany krwią i jakimś śmierdzącym, brunatnym, niesprecyzowanym czymś. W jego oczach kryło się przerażenie, ale cały aż trząsł się od przypływu adrenaliny.
Podniósł z ziemi i zacisnął w dłoni złamany metalowy karnisz, wciąż z kawałkami porwanej białej firanki.
— R..Ralph… Co się tu dzieje do cholery? — zapytał roztrzęsionym głosem. Ralph patrzył tylko na niego zmartwiałym z grozy spojrzeniem.
Wtem, parę metrów od nich rozległ się potężny huk, od którego aż zadzwoniło im w uszach. To gruby, ubrany na biało kucharz z furażerką na głowie, ubabrany sosem i krwią wypalił z obrzyna do ludzi zajmujących się wyrywaniem i pożeraniem wnętrzności z kobiety w czarnej sukni, której Ralph nawet dobrze nie znał. Chwycił szybko swojego kompana i jednym susem znaleźli się pod ocalałym stołem. Wciąż jeszcze oszołomieni pierwszym hukiem obserwowali jak miotający się wściekle ludzie, jeden po drugim padają na ziemię, nafaszerowani śrutem. Kule gruchotały po drewnianej podłodze, meblach i wzbijały tumany białego pyłu z odłupanego ze ścian tynku.
Warkoty i krzyki ucichły, gdzieniegdzie słychać było jeszcze ciche nieartykułowane bełkoty i pojedyncze mlaśnięcia bosych stóp o posadzkę. Kompan wyszedł spod stołu, a Ralph za nim, pochwyciwszy luźną nogę od krzesła.
Nagle zobaczył, jak mężczyzna, biorąc zamach karniszem nagle odlatuje na parę metrów w bok. Nieszczęśliwie nawinął się kucharzowi pod lufę i dostał częścią śrutu w bok głowy. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Upadłszy na ziemię zadrgał konwulsyjnie parę razy, po czym ciepłe jeszcze ciało uspokoiło się na dobre.
Ralph rzucił się w kierunku kucharza, któremu nagle ktoś wskoczył na plecy i wgryzł się w kręgosłup, a gruby brodacz zwalił się na ziemię niczym rażony piorunem.
Wdowiec chwycił strzelbę, która wylądowała na ladzie, wymierzył w siedzącego na mężczyźnie osobnika i nacisnął na spust. Nic się nie stało. Ralph znieruchomiał z przerażenia. Kilkanaście razy wduszał spust trzęsącym się palcem, ale wciąż bezskutecznie.
Spróbował przeładować strzelbę, naciągając drewniane czółenko pod lufą. Coś kliknęło w środku, z lufy wydobył się tubalny dźwięk, pusta łuska pofrunęła w bok, odbijając się plastikowym echem od ziemi. Tym razem broń wypaliła, wybijając zajmującemu się kucharzem człowiekowi mózg z czaszki razem ze sporym kawałem twarzy i rozbryzgując je na ścianie. Odrzut miała tak silny, że prawie uderzyła go rozpędzoną kolbą w twarz. Do jego nozdrzy wdarł się ostry zapach prochu.
Wszystko ucichło, niczym ucięte nożem. Ralph zorientował się, że jest sam w zdemolowanej sali. Wszędzie walały się resztki stołów i krzeseł, wszystko było obryzgane krwią i wnętrznościami. Wokół leżało porozrzucanych trochę ponad dwadzieścia ciał, całych, bądź zdekompletowanych. Zaczął chodzić po sali i szturchać ludzi w nadziei, że ktoś przeżył. Na próżno.
Nagle za plecami usłyszał gardłowe jęki połączone z nieludzkim bulgotem. Kucharz z rozerwaną szyją wstał i zataczając się szeroko, zaczął ku niemu iść z wyciągniętymi rękami i wytrzeszczonymi szeroko oczyma. Jedno kolano wygięte miał nienaturalnie do tyłu. Ralph szybko przeładował i wpakował porcję śrutu prosto w jego brzuch. Kucharz aż usiadł i zaczął bezradnie machać rękami, usiłując się podnieść z ziemi. Ralph chciał strzelić jeszcze raz dla pewności w głowę, ale skończyły się naboje w strzelbie. Podbiegł do ciała kompana od szklanki, wyjął mu z ręki karnisz, wziął rozpęd i z wielką siłą przyszpilił głowę kucharza do barowej lady.
Wstał ciężko i oparł się o stół, próbując złapać oddech i ogarnąć umysłem ostatnie kilka minut. Nie był w stanie. To wszystko było zbyt niewyobrażalne. Jak zły sen.
Najpierw Lucie, a teraz to wszystko. Zginęła tak głupio. Tak zupełnie niepotrzebnie, zupełnie bez sensu. Parsknął.
— Taaa... Jakby śmierć miała jakikolwiek sens — wymamrotał do siebie.
Jakoś nigdy nie mógł zmusić się do nienawiści. Do nienawiści skierowanej na tego młodego szczyla, który potrącił ją samochodem. Jedyne co czuł, to ulgę, że nie cierpiała. Zginęła od razu. Nie miał żalu nawet do niej, że go zostawiła. Że nie zdążył się pożegnać. Co by jej zresztą powiedział?
Miał w sobie tylko wszechogarniającą pustkę.
Z zamyślenia wyrwał go zapach krwi i śmierci. Zaczął przyprawiać go o mdłości. Ralph rozejrzał się. Jego wzrok utkwił na nienapoczętej butelce Jacka Danielsa za barową szybą, naznaczoną pajęczyną pęknięć. Wyjął ją, razem z jakąś pustą szklanką i wyszedł przed zajazd. Nalał sobie do połowy i znów wypił wszystko jednym haustem. Spojrzał przed siebie. Mgła opadła i przestało padać, dzień wciąż jednak był pochmurny; zerwał się wiatr, szumiąc morzem wilgotnych liści i traw. Alkohol uderzył w niego wezbraną falą, leniwe ciepło rozlało się po ciele.
Co teraz?
Wyjął telefon komórkowy i wybrał numer na policję. Kciuk zamarł jednak nad zieloną słuchawką.
Po chwili wahania jednak nie zadzwonił. Bo i po co? Zabił wprawdzie człowieka, ale co to teraz za różnica? Jak by im to wszystko wytłumaczył? Zresztą, trup to trup. Czasu nie cofniesz.
Nagle pewna myśl przeszyła jego ciało.
— A może skończyć całą tą farsę? —mruknął do szklanki z alkoholem.
Koniec końców, skoro odebranie czyjegoś życia okazało się tak dziecinnie łatwe, to co trudnego może być w odebraniu swojego własnego? Wrócić do Lucie? Obudzić się z tego koszmaru?
Ralph wypił zawartość szklanki do dna. Nalewając sobie następną kolejkę znowu parsknął gorzkim śmiechem.
Zdał sobie sprawę z tego, że bardzo chciał wierzyć. Chciał wierzyć w to, że po śmierci coś jeszcze jest. Że spotka Lucie. Ale nie wierzył. Pewnie dlatego też to wszystko, co się wydarzyło, wydawało mu się tak absurdalnie bezsensowne.
Za miesiąc mieli obchodzić jego trzydzieste urodziny, polecieć na dwa tygodnie do gorącej Afryki, tylko we dwoje. Śmieszne, że teraz mu się to przypomniało.
Nic go już nie trzymało w tym miejscu. Wstał, biorąc szklankę oraz butelkę whiskey i ruszył przed siebie chwiejnym krokiem, przez dżdżyste łąki ku drodze, a potem w kierunku Pragi, której czarny cień tlił się niewinnie na horyzoncie.
"Life is not a problem to be solved, nor a question to be answered, life is a mystery to be experienced." - Alan Watts
Moje wypociny:

Awatar użytkownika
Quenya
Posty: 176
Rejestracja: 16 czerwca 2012, 06:27
Lokalizacja: Północno - wschodnia część Polski :)
Kontaktowanie:

RE: Śmierć[+18]

Post autor: Quenya » 19 czerwca 2012, 21:24

Świetne po prostu niesamowite. Wszystkie emocje, które chciałeś dostarczyć, to dostarczyłeś. Masz pojecie o tym co piszesz, a to bardzo ważne. Jedno zdanie, czy dwa znalazłam, które są tak długie, że ich nie rozumiem.
,,Wstał, wziął stojącą nieopodal flaszkę wódki, odkręcił ją i z głośnym łupnięciem postawił przed sobą na stole szeroką szklankę do whiskey.''
Te właśnie. Może je jakoś podzielić lub coś. Dopiero jak kilka razy je przeczytałam to zrozumiałam. Co do dalszej części. Bardzo szeroko rozwinąłeś akcję i to mi się podoba. Wszystko dokładnie opisałeś. Lubie horrory i fajnie by było, żeby zrobili podobny film do twojej powieści. Czekam na kolejne części.
Quenya
Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej potrzebują naszej miłości.

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

RE: Śmierć[+18]

Post autor: Plastikowy Jezus » 21 czerwca 2012, 17:57

Pomimo tematyki, z której ludzie wycisnęli już prawdopodobnie wszystko, a która stała się pożywką dla liczących na łatwy zarobek twórców filmów i gier, tekst nie jest zły. Napisałeś go całkiem przyzwoicie, chociaż dosyć szybko przerwałeś scenę inwazji zombie. Było trochę rozpierduchy, ale zdecydowanie za krótkiej i za mało skomplikowanej. Pozostawiłeś przy życiu trzech bohaterów, którzy opierali się umarlakom. Biorąc pod uwagę ilość osób na stypie, mógłbyś opisać jeszcze zmagania kilku innych ofiar. Myślę, że byłoby to dobre rozwiązanie, zwłaszcza, iż Ralph sikał niezbyt długo, a chwilę potem zombie już... robiły hałas.

Kolejna rzecz, która nie przypadła mi do gustu to reakcja Ralpha, kiedy uporał się już z żywymi trupami. Gość był świadkiem śmierci swoich bliskich i krewnych jego zmarłej żony. Widział pełno krwi i sam ledwo uszedł z życiem. Jak zareagowałby normalny człowiek? Na myśl przychodzą mi takie słowa jak panika, przerażenie, szukanie pomocy i schronienia. On tymczasem trochę rozpaczał, chwycił starego, dobrego Jacka Danielsa i wyszedł, rozmyślając trochę o swojej ukochanej. Słabe. Nierealne. Nie przemawia do mnie nawet fakt, że Ralph był już wówczas na skraju depresji, czuł wewnętrzną pustkę i nie zauważał sensu życia. Jego zachowanie pasowałoby do efekciarskich filmów, pełnych ołowiu i karczochów, nie zważających na wybuchy za plecami, zwłaszcza, gdy w tle gra dramatyczna muzyczka.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

RE: Śmierć

Post autor: Kanterial » 21 czerwca 2012, 22:06

Czuł się wśród nich wszystkich jak zadżumiony, nikt nie chciał z nim rozmawiać. Nie dziwiło go to jednak. Bo i o czym tu rozmawiać?
Powtórzenie.
— Jak możesz tak o niej mówić? To twoja żona! — Obruszył się gość.
Z małej po wypowiedzi!
Rosnąca wokół niej jasnoczerwona,spieniona kałuża dokładnie wypełniała szczeliny wytartego parkietu, dosięgając w końcu jego butów.[.quote]
SPIENIONA? KREW? No jak tak, jak nie? xD
Nagle zza rogu rzucił się na niego jeden z gości, zezując na niego wyszczerzonymi, przekrwionymi oczyma.
Po pierwsze, dwa razy " na niego". A po drugie... Wyszczerzone oczy? Wytrzeszczone może?
cały był obryzgany we krwi i jakimś śmierdzącym, brunatnym, niesprecyzowanym czymś.
Obryzganym można być CZYMŚ a nie W CZYMŚ. Do zmiany!

Cóż, nie urzekło mnie to, nie moje klimaty. Fabuła? No wiesz... To zupełnie nierealne, by główny bohater się tak zachował. Nikt normalny nie jest wstanie funkcjonować widząc trupa czy innych, którzy jedzą jego flaki. To było chore i dziwne, ale też... W pewien sposób dobrze napisane. Może zakończę tak: Słaby tekst, który był nieźle napisany.

Czekam na inne prace ^ ^
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
gantzerek
Posty: 77
Rejestracja: 19 marca 2012, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

RE: Śmierć

Post autor: gantzerek » 22 czerwca 2012, 14:12

Dzięki za wszystkie komentarze i wypunktowanie błędów(staram się poprawiać wszystkie na bieżąco), fajnie, że chciało Wam się napisać te kilka słów krytyki :)
Quenya pisze: Świetne po prostu niesamowite. Wszystkie emocje, które chciałeś dostarczyć, to dostarczyłeś. Masz pojecie o tym co piszesz, a to bardzo ważne. Jedno zdanie, czy dwa znalazłam, które są tak długie, że ich nie rozumiem.
,,Wstał, wziął stojącą nieopodal flaszkę wódki, odkręcił ją i z głośnym łupnięciem postawił przed sobą na stole szeroką szklankę do whiskey.''
Te właśnie. Może je jakoś podzielić lub coś. Dopiero jak kilka razy je przeczytałam to zrozumiałam. Co do dalszej części. Bardzo szeroko rozwinąłeś akcję i to mi się podoba. Wszystko dokładnie opisałeś. Lubie horrory i fajnie by było, żeby zrobili podobny film do twojej powieści. Czekam na kolejne części.
Quenya
Właśnie męczę to zdanie, i pare innych też, w wolnej chwili postaram się je jakoś sensownie przeredagować.

Cieszę się, że pomimo błędów i różnych dziwactw jakoś Ci się spodobało :)
Plastikowy Jezus pisze: Pomimo tematyki, z której ludzie wycisnęli już prawdopodobnie wszystko, a która stała się pożywką dla liczących na łatwy zarobek twórców filmów i gier, tekst nie jest zły. Napisałeś go całkiem przyzwoicie, chociaż dosyć szybko przerwałeś scenę inwazji zombie. Było trochę rozpierduchy, ale zdecydowanie za krótkiej i za mało skomplikowanej. Pozostawiłeś przy życiu trzech bohaterów, którzy opierali się umarlakom. Biorąc pod uwagę ilość osób na stypie, mógłbyś opisać jeszcze zmagania kilku innych ofiar. Myślę, że byłoby to dobre rozwiązanie, zwłaszcza, iż Ralph sikał niezbyt długo, a chwilę potem zombie już... robiły hałas.
Chciałem pozostać głównie przy śledzeniu akcji z perspektywy głównego bohatera, dlatego też pozwoliłem sobie ograniczyć zmagania innych postaci głównie do tego, co widział Ralph.
Kolejna rzecz, która nie przypadła mi do gustu to reakcja Ralpha, kiedy uporał się już z żywymi trupami. Gość był świadkiem śmierci swoich bliskich i krewnych jego zmarłej żony. Widział pełno krwi i sam ledwo uszedł z życiem. Jak zareagowałby normalny człowiek? Na myśl przychodzą mi takie słowa jak panika, przerażenie, szukanie pomocy i schronienia. On tymczasem trochę rozpaczał, chwycił starego, dobrego Jacka Danielsa i wyszedł, rozmyślając trochę o swojej ukochanej. Słabe. Nierealne. Nie przemawia do mnie nawet fakt, że Ralph był już wówczas na skraju depresji, czuł wewnętrzną pustkę i nie zauważał sensu życia. Jego zachowanie pasowałoby do efekciarskich filmów, pełnych ołowiu i karczochów, nie zważających na wybuchy za plecami, zwłaszcza, gdy w tle gra dramatyczna muzyczka.
It's is like... your opinion, man.

Wszystko to się zgadza, normalny człowiek by tak zareagował. Schemat radzenia sobie z apokalipsą zombie zwykłych ludzi był otrzaskany, w ogromnej ilości pozycji(jak sam wcześniej pisałeś). Chciałem zmierzyć się z czymś innym, świeżym.
Kanterial pisze: SPIENIONA? KREW? No jak tak, jak nie? xD
Krwotok płucny może cechować się spienioną krwią.
Cóż, nie urzekło mnie to, nie moje klimaty. Fabuła? No wiesz... To zupełnie nierealne, by główny bohater się tak zachował. Nikt normalny nie jest wstanie funkcjonować widząc trupa czy innych, którzy jedzą jego flaki.
I po raz kolejny się zgadzam :) Normalny człowiek by tak nie zareagował.
Może jednak w takim razie Ralph nie jest takim totalnie do końca normalnym człowiekiem? Rozumiem, że z perspektywy czytelnika niektóre zachowania mogą się wydawać naciągane i nierealne, ale z drugiej strony bez sensu byłoby, gdybym już od pierwszego rozdziału odkrył wszystkie karty.

Ralph nie jest też jedyną postacią, pierwszych parę rozdziałów poświęciłem na przedstawienie też pozostałych głównych bohaterów.

Trochę mi przykro że nie udało mi się do końca Wam tego "sprzedać".

Byłoby mi jednak niezmiernie miło, gdybyście zostali jeszcze ze mną na parę kolejnych rozdziałów :)
"Life is not a problem to be solved, nor a question to be answered, life is a mystery to be experienced." - Alan Watts
Moje wypociny:

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

RE: Śmierć

Post autor: Kanterial » 22 czerwca 2012, 15:48

No ba, ja zostanę ^ ^
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Ookami

RE: Śmierć

Post autor: Ookami » 22 czerwca 2012, 23:26

Chyba nie nadaję się do oglądania albo czytania horrów. Nie z powodu, że się boję, ale zawsze uśmiecham się na widok zombie lub zachowań ludzi wobec „złych istot”. Jednak muszę szczerze przyznać, że Twoje opowiadanie naprawdę mi się podobało, a chyba główną zasługą tego są opisy. Wyszły Ci one dość dynamicznie i bez większego problemu mogłam sobie wyobrazić rzeźnię na stypie.

Ralph wydaje się być przez większą część tekstu znieczulony, ale to nie za sprawą alkoholu, tylko śmierci swojej żony. Sądzę, iż to właśnie wypaczyło większość jego ludzkich odruchów. Wydaje mi się, że bohater czuł się, jakby wpakowano go w jeden, wielki koszmar, dlatego też nie spanikował na widok strumieni krwi. Niemniej jednak uważam, że ciekawym rozwiązaniem byłoby, gdyby Ralph okazał się być lekarzem (ba, puszczając wodze fantazji, nawet balsamistą) i widok trupów byłby dla niego chlebem powszednim. Ale sądzę, że Ralph i tak całkiem nieźle poradził sobie z bandą zombi oraz połamanymi nogami ;). W atmosferze samej stypy jednak czegoś mi brakowało, ale jest to do zrozumienia, bo nie miała ona (chyba) pełnić nadrzędnej roli w tekście.
Wdowiec ruszył w tym całym chaosie naprzód jak zaczarowany, nie bardzo jeszcze rozumiejąc, co się tak naprawdę dzieje.
Dzieje - działo. Taki drobny błąd, ale może się powtarzać częściej, więc lepiej uniknąć zawczasu ;).
W jego oczach kryło się przerażenie ale cały aż trząsł się od przypływu adrenaliny.
Przecinek przed ale.
Nagle zobaczył, jak mężczyzna, biorąc zamach karniszem nagle odlatuje na parę metrów w bok.
Odlatuje - odleciał. Błąd podobny do pierwszego.
Nagle pewna myśl przeszyła jego ciało.
Nie podoba mi się to sformułowanie, bo chyba prędzej ból może przeszyć ciało, a nie myśl. Lepiej według mnie zabrzmiałoby to tak - "Nagle pewna myśl przyszła mu do głowy".

Z błędów często Ci się jeszcze trafia powtarzać "i". Warto byłoby go zastąpić czasem spójnikami, takimi jak "oraz" itd. Czekam jednak aż dodasz zapowiedziane następne kilka rozdziałów i uchylisz nam rąbka tajemnicy na temat Ralpha oraz niespodziewanego ataku zombie :).

Awatar użytkownika
Quenya
Posty: 176
Rejestracja: 16 czerwca 2012, 06:27
Lokalizacja: Północno - wschodnia część Polski :)
Kontaktowanie:

RE: Śmierć

Post autor: Quenya » 22 czerwca 2012, 23:40

Ja też chcę już czytać kolejną część :D
Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej potrzebują naszej miłości.

Awatar użytkownika
annes442

RE: Śmierć

Post autor: annes442 » 06 lipca 2012, 12:46

Tekst dość fajny. Nawet szybko się go czytało i nie był pozbawiony sensu, aczkolwiek zgadzam się z poprzednikami, że nikt by tak nie zareagował widząc martwego człowieka, pozbawionego części ciała. To musiało być ohydne, a bohater przeszedł sobie obok nich i zabrał alkohol, jakby tego nie zauważał. Jakby umykały mu najważniejsze szczegóły. Hmm, no ale to może, dlatego że był w żałobie i to tak wpłynęło na jego psychikę. W zasadzie niczego nie można wykluczyć.
Podobało mi się. : )

Awatar użytkownika
A. Mo'zart
Posty: 162
Rejestracja: 05 lipca 2012, 22:07
Lokalizacja: Dom
Kontaktowanie:

RE: Śmierć

Post autor: A. Mo'zart » 07 lipca 2012, 23:21

Nie spodobało mi się. Początek stonowany, mało przyjemna, sztywna rodzinna impreza, nawet momentami dobrze przedstwiona, zwłaszcza w sferze odczuć głównego bohatera. Do tego momentu niczego nie mogłam sie przyczepić, wręcz zacząłem sie wciągać. I wtedy ma miejsce... następuje... dzieje się... COŚ. To najlepsze określenie jakie przychodzi mi do głowy. Nagle, zupełnie z nikąd i całkowicie bez sensu pojawia sie stado zombie, które jakimś sposobem wykańczają wszystkich, cytując Twój tekst "tak zupełnie niepotrzebnie, zupełnie bez sensu". Zdaję sobie srawę, że więcej faktów poznamy później i być może, wszystko nabierze jakiegoś sensu. Wiem, że celem było przedstawienie głównego bohatera, ale nawet to nie wypadło dobrze. Co sie dowiedzieliśmy? Stracił żonę i zachowuje się jak robot. Trochę mało. Zupełnie mnie nie zachęciło by czytać dalej, a jeśli chodzi o horrory, to trochę ich się w życiu naczytałam i to nie tylko tych z górnej półki (co powodem do dumy nie jest ale co tam).
Oczywiście jeśli dalej będzie lepiej, to zawsze mogę zmienić zdanie. Nawet pomimo tego że fanem zombie to ja nie jestem.
Komentuję ze swojego punktu widzenia. Mój komentarz odzwierciedla MOJE odczucia podczas czytania komentowanego tekstu. Nigdzie nie twierdzę, że MOJA opinia jest najsłuszniejsza, nie mam monopolu na rację i nieomylność. Jednak wrzucając tekst na forum, na którym przebywają ludzie w różnym wieku i o różnych gustach, trzeba sie liczyć z tym, że i ich opinie na dany temat bedą różne. Jeśli ktoś chce uzyskac opinię konkretnej grupy czytelników, może to zaznaczyć na samym początku.

Awatar użytkownika
wołszebnik
Posty: 1106
Rejestracja: 03 czerwca 2012, 11:09
Lokalizacja: http://www.facebook.com/joanna.gadawska?ref=tn_tnmn
Kontaktowanie:

RE: Śmierć

Post autor: wołszebnik » 08 lipca 2012, 00:01

Obiecywałam sobie nie zbliżać się do twoich tekstów *bije głową w ścianę* ale...

Wtrącę się, bo według mnie, pojawiły się uwagi mijające się z prawdą.
Ookami pisze:
Wdowiec ruszył w tym całym chaosie naprzód jak zaczarowany, nie bardzo jeszcze rozumiejąc, co się tak naprawdę dzieje.
Dzieje - działo. Taki drobny błąd, ale może się powtarzać częściej, więc lepiej uniknąć zawczasu ;).
Nagle zobaczył, jak mężczyzna, biorąc zamach karniszem nagle odlatuje na parę metrów w bok.
Odlatuje - odleciał. Błąd podobny do pierwszego.
Zdania są poprawne (mniej więcej) jest różnica między dokonaniem jakiejś czynności, a jej dzianiem (sic) się. "Zobaczył" - teraz, w tej chwili, dokonał, przypieczętował i idzie dalej. Dokonał dosłownie przed momentem, w zasadzie teraz. To aspekt.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Aspekt_(językoznawstwo)
Problem polega na tym, że aspektu dokonanego nie mają czasowniki w czasie teraźniejszym, stąd (choć pozostaje w mocy zasada nie mieszania czasów) jest dopuszczalne użycie czasownika dokonanego (a więc de facto przeszłego) nawet w sytuacji opisywanej jako dziejącej się bieżąco.

Nie ma możliwości napisania "dokonuję teraz", bo to oznacza, że ciągle robię, chcąc wyrazić, że właśnie w tym momencie mi się udało (udało! :D ), muszę sięgnąć do konstrukcji przeszłej, choć ciągle mówię o chwili obecnej.
A tymczasem w pewnym EL (acz z pewnością nie Dorado, zbyt ubogo tamże na to), gdzie prawowstecz:
Obrazek Acz wybaczmy demokracji, Orwell rzekł, wszak nie bez racji, że to w każdej delegacji,pod gajerkiem, przy korycie, pod krawatem, pcheł poszycie...
zbieżność nazw absolutnie przypadkowa

Awatar użytkownika
gantzerek
Posty: 77
Rejestracja: 19 marca 2012, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

RE: Śmierć

Post autor: gantzerek » 11 lipca 2012, 00:41

dzięki wszystkim za komentarze, sugestie i opinie, wszystkie czytam i zawsze w jakiś sposób biorę do serca :)
Zabieram się za ogarnianie drugiego rozdziału i obawiam się, że trochę to potrwa, bo będę musiał go napisać praktycznie od nowa.
blackbird pisze:Obiecywałam sobie nie zbliżać się do twoich tekstów *bije głową w ścianę*
Buu, czemu? :C
"Life is not a problem to be solved, nor a question to be answered, life is a mystery to be experienced." - Alan Watts
Moje wypociny:

ODPOWIEDZ