UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

Śmierć na morzu

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Nihil

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Nihil » 01 listopada 2011, 21:12

Brawo, brawo! Brakuje mi tylko zakreślenia czasu wydarzeń, by wiedzieć jaką łajbę w mózg wstawić :)

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Eranor » 01 listopada 2011, 21:26

XVI-XVIII wiek, albo jakoś tak. Przynajmniej z tego co pamiętam jakoś wówczas były tego typu okręty, a załoga nie spała na pokładzie.

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: pierdoła saska » 08 listopada 2011, 21:29

Tekst ma w sobie coś uroczego. Przy scenie dzielenia się posiłkiem z Neptunem przypomniała mi się ta piękna definicja rodzajów jedzenia:
jedzenie dzielimy na:
- to, które wracając nie wybija zębów
- to, które zęby wybija
- to które w obie strony smakuje tak samo
- to, które w którąś stronę smakuje lepiej.

:) Ale chrzest bojowy główny bohater przeszedł, teraz\ albo mu się poprawi, albo będzie wisiał przy relingu przez resztę opowiadania, bez względu na ilości wody przelewające się po pokładzie. Borok. Wtedy nie mieli sztormiaków podszytych polarem. Swoją drogą, czy to nie sadyzm zabierać człowieka wymiotującego pod pokład, gdzie nawet współcześnie wentylacja, to rzecz zwykle pozostawiająca wiele do życzenia, a jak jeszcze się człowiek sztachnie zapachem potu, kambuza i całego tego zatęchłego powietrza... no kolega na rejsie na Północnym, to wolał spać na pokładzie w deszczu jeśli była większa fala. xD Bliżej do relingu xD

A wracając do spraw stricte z tekstem związanych. Nie przepadam za narracją pierwszoosobową. Ot odrzuca mnie, ale tu się przemogłam i w sumie dobrze się stało, bo udało ci się pisać pierwszoosobowo i zarazem jakoś tak charakternie. Do Davea poczułam sympatię zaraz po jego pojawieniu się i mam nadzieję, ze będzie się w przyszłości częściej pojawiał (oraz, że pojawi się ciąg dalszy zanim w bezmiarze mej sklerozy utonie fakt istnienia tego opowiadania). W ogóle całe wyjaśnienia jakim cudem szczur lądowy trafił na pokład przypadło mi do gustu. Całkiem realistyczna, trochę zabawna i skuteczna intryga po stronie autora.

Zdecydowanie weny życzę i połamania pióra/klawiatury. :)
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 08 listopada 2011, 21:33

Dziękuję za komentarze :)

Kolejna część jeszcze nie powstała, ale zamysł już jest. Może odrobinkę smutniejszy. Jeszcze zobaczymy jak wyjdzie w praniu :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Voronwë
Posty: 124
Rejestracja: 01 sierpnia 2010, 17:15
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Voronwë » 10 listopada 2011, 22:07

Napisane bardzo dobrze. Czytało mi się płynnie i nie miałem najmniejszych problemów z zatopieniem się w to co czytam. Za to na pewno plus. Błędów nie udało mi się znaleźć, chociaż tez nie skupiałem się na tym zbytnio. A teraz do fabuły:

Opowiadanie związane z morzem daje sporo możliwości (według mnie). Tematyka morza nie jest chyba jeszcze tak przerobiona z każdej strony, jak inne biorąc za przykład, ostatnio zbyt modne, wampiry (inna sprawa, że wszystko się da, trzeba tylko chcieć i mieć odrobinę kreatywności). Ponadto daje możliwość lawirowania między tym, a tym, aby sprawić, że każdy znajdzie coś dla siebie. Tobie udało się średnio. To dopiero sam początek i może to pójść jeszcze w każdą stronę, ale to możesz uznać, jako sugestię na dalsze części.
Nad „Hoo” już się nie będę rozwodził. Za bardzo Ci już posłodzili, żebym ja dodawał coś jeszcze. Zresztą cały tekst jest taki luźny, co jest dobre, ale na dłuższą metę może okazać się zgubne, jeśli nie będzie przerywany czymś trochę innym.
Teraz trochę bardziej jeśli chodzi o mój gust.
Neptun, ale dlaczego tylko wzmianka. Fragment wiersza lub jakiś cytat który nie wiązałby się w ogóle z tekstem, ale w ogólnym rozrachunku okazałoby się, ze świetnie pasował do wszystkiego. Wtedy już byłbym Twój.
No, ale jednak miałaś inny zamysł. Ogólnie jest dobrze (może nie powalająca, ale na pewno dobrze) i z chęcią przeczytam kolejne części wierząc, że nadal utrzymają poziom ;)

Kłapouchy.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 21 stycznia 2012, 00:27

No niech będzie, że z dedykacją dla Vora xD



- No to jak, Joe? To masz ochotę się napić? – zagadnął Dave. Wprost marzyłem o ciepłej herbacie… !
- Byłbym wdzięczny za kubek mocnej bez cukru – uśmiechnąłem się z wdzięcznością. Mój towarzysz zniknął w tłumie, a ja po cichu wycofałem się pod ścianę i, zamykając oczy, oparłem o przyjemnie ciepłe deski, na chwilę zapominając o kołysaniu pokładu. W pomieszczeniu panował gwar i zaduch, zapach morza i soli, oraz wiele innych, w których pochodzenie wolałbym nie wnikać, mieszały się ze sobą i atakowały nozdrza. Z upływem czasu przyzwyczajałem się jednak, i ku własnemu zdumieniu doszedłem wreszcie do wniosku, że mógłbym to polubić. Oczywiście z umiarem, w końcu nadal pozostawałem rodowitym londyńczykiem i moje poczucie cnót oraz przyzwoitości…
- To trzymaj! – Mój osobisty marynarz siłą wepchnął mi ciężką szklankę w dłoń. Dziwne, u nas w domu herbatę pija się wyłącznie w filiżankach. Zaakceptowałem jednak tę kolejną odmienność i nie otwierając oczu, a także nie dbając o wymogi etykiety, pociągnąłem solidny łyk.
Moja droga babka zawsze powtarzała, że Earl Greya winno się podawać w porcelanowej filiżance o wysokości siedemdziesięciu dwóch milimetrów, z Zastawy Szlachetnych Przodków, ustawionej na spodeczku do kompletu. Herbata koniecznie sypana, parzona przez dokładnie sto szesnaście sekund. Nie słodzona. Podawana na gorąco. Babka powtarzała także, że konieczną dla zachowania dobrych manier jest ostrożność. Szczególnie ostrożność przy piciu wrzątku z herbatą.
Moje gardło zapłonęło żywym ogniem, po nim przełyk i w końcu żołądek. Może, gdybym stosował się do porad babki, zdążyłbym to wypluć. Ach, nie. Plucie też było niekulturalne.
Największym zdziwieniem było dla mnie odkrycie, że właściwie nie podano mi herbaty.
- Co to, u licha jest?! – wychrypiałem, zginając się wpół i niemal upuszczając ową ciężką szklanicę. Niemal, gdyż kilkoro marynarzy z przerażeniem w oczach rzuciło się, by ją złapać i podtrzymać.
- To? To mocna bez cukru! No wiesz, żołądkowa gorzka. Prosto z Królestwa Polskiego! – ucieszył się Dave. – Właściwie to jak na szczura lądowego, to dobry gust masz! – kontynuował, podczas gdy ja, niemalże w konwulsjach, zwijałem się na czworakach przy ścianie.
Nagle, tknięty dziwnym uczuciem, uspokoiłem się i zerwałem na równe nogi. W mesie ponownie zaległa cisza, lecz teraz pełna szacunku. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna o czarnych włosach, przetykanych siwymi pasmami. Dziurawe, czarne spodnie nieco opinały się na zaokrąglonym brzuchu, nie do końca przysłoniętym przez granatową marynarkę garnituru. W prawym kąciku ust podrygiwała lśniąca fajka, a na pokaźnej kruczej brodzie srebrzyły się płatki popiołu. Żeglarz obrzucił pomieszczenie uważnym spojrzeniem, po czym podkuśtykał do jednego ze stołów i zasiadł na ławie, w miejscu zwolnionym przez jakiegoś uczynnego towarzysza wyprawy.
- Wina, kobieto! – ryknął mężczyzna, po czym rąbnął pięścią w stół i roześmiał się gromko. Reszta zgromadzonych ochoczo poszła za jego przykładem, tylko ja gapiłem się na to wszystko bez zrozumienia. Dave zauważył moją niemrawą minę i postanowił zainteresować się, co też chodzi mi po głowie.
- No to co też chodzi ci po głowie? – zapytał, nadal szeroko uśmiechnięty.
- Kto to i czemu wszyscy śmieją się z tego, co powiedział? – rzuciłem wprost.
Marynarz przez chwilę patrzył na mnie z niedowierzaniem. Po chwili zaś, z zakłopotaniem. W końcu podrapał się po głowie.
- Wiesz, Joe, ciągle zapominam, że ty to jeszcze szczur lądowy – westchnął ciężko. – Bo to na naszej pięknej Selenie nie ma kobiet. No, poza samą Seleną, ale ona to drewniana, wiesz, to się nie liczy.
- Acha – przytaknąłem, odruchowo wycierając ręce w spodnie, gdy przypomniał mi się dotyk tych oślizgłych glonów.
- A to – Dave wskazał nowoprzybyłego mężczyznę – to kapitan jest.
- Kapitan? – powtórzyłem bezmyślnie. Przecież kapitanowie wyglądali inaczej…
- No, a kogoś się spodziewał? Hiszpańskiej Inkwizycji?! – zarechotał mój towarzysz, jednak zaraz zerknął na mnie ponuro, widząc, że nie podzielam jego entuzjazmu.
*** Po jakimś czasie nieprzyzwoite ballady żeglarzy stały się niepokojąco przyzwoite. Nastrój widocznie zaczął się zmieniać, a wiodący wokalista widocznie, a raczej słyszalnie, wyciągać żałośnie brzmiące nuty. W zgromadzonych zaczęła się odzywać ich wrodzona wrażliwość. Niemalże wyszlochali jakąś „Balladę o wikingu”*, ostatnie posępne słowa topiąc w kuflach.
- No to na zakończenie Chłopcy, co panowie? – zaproponował ktoś, a wszyscy przytaknęli ponuro.
Rozległo się próbne brzdąknięcie gitary, a zaraz potem płynna melodia. Siedziałem wśród marynarzy, targany jakimś dziwnym, wewnętrznym niepokojem. Śpiew, i w ogóle cały ten krótki pobyt na statku, wywoływały we mnie nieznane dotąd uczucie tęsknoty. Pomimo, że tak niedługo, bo zaledwie dzień, spędziłem na morzu, czułem, że tu jest moje miejsce, że tu może mnie spotkać nawet sama śmierć. Nie znałem słów szanty, jednak nikt tego ode mnie nie wymagał, nikt niczego ode mnie nie wymagał. Stałem się częścią czegoś większego, jakiejś niezwykłej rodziny, wcale nie przykładnej i wyrafinowanej, nie takiej, jaką zostawiłem na lądzie.
Czułem się wolny.

Tak niewielu zostało dziś ich,
Resztę zabrał Neptun pod dach.
Choć na ustach wciąż uśmiech, to w sercach lód,
W kuflu miesza się rum i strach.

To ostatni chyba już rejs,
Cios sztyletem lub kula w pierś.
Bóg na szkuner w niebiosach zabierze ich,
Wszystkich chłopców z Botany Bay.

Już nad Hornem zapada noc,
Wiatr na żaglach położył się,
A tam jeszcze korsarze na Botany Bay
Upychają zdobycze swe.**


* http://www.youtube.com/watch?v=rLfdkqqYg_8
** Chłopcy z Botany Bay, ostatnie zwrotki
Obrazek

Awatar użytkownika
Voronwë
Posty: 124
Rejestracja: 01 sierpnia 2010, 17:15
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Voronwë » 21 stycznia 2012, 22:53

A więc moje ego czuje się mile połechtane ^ ^

Motyw z herbatą, w sumie przewidywalne, że nie dadzą mu herbaty, ale to jest nieważne. Ważne jest to, że piszesz tak lekko i jestem w sumie pełen podziwu, że to zostało opublikowane dwie (trzy?) godziny po napisaniu. A i tak zachowuje poprzedni poziom. U mnie byłoby to zapewne w stanie opłakanym, dlatego jeszcze raz pokłony.

Wiesz, tak ty na pewno wiesz jak trudno komentuje się teksty, które nam się podobają. a to jest takie na każdą porę dnia i humor. Aż się miło czyta ;)

No i szanty, ech...

No koniec tego słodzenia. Znalazłem aż jeden błąd (ale bardzo się nie skupiałem):
Nastrój widocznie zaczął się zmieniać, a wiodący wokalista widocznie, a raczej słyszalnie, wyciągać żałośnie brzmiące nuty.
To coś zgubione. Jakieś "zaczął" po słyszalnie.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 22 stycznia 2012, 10:53

Raczej nie zgubione. Tak specjalnie, na zasadzie "nastrój zaczął się zmieniać, a [...] wokalista [...], wyciągać żałośnie brzmiące nuty." Mam nadzieję, że teraz to już nie błąd :D

Dziękuuuję ^^
Obrazek

Awatar użytkownika
Voronwë
Posty: 124
Rejestracja: 01 sierpnia 2010, 17:15
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Voronwë » 22 stycznia 2012, 11:29

nie wiem, mi to nie brzmi ^ ^ naczy się rozumiem o co Ci chodzi, ale ja po prostu się "zgubiłem", a co za tym idzie wybiło mnie to z rytmu. No, ale Ty tu rządzisz :d

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 23 stycznia 2012, 13:50

Oj, z tą Śmiercią tutaj to widać, że jedna część raz na ruski rok się pojawia, więc ten tekst raczej powinien czuć się zaniedbany :D

Dzięki za opinię ;)
Obrazek

Awatar użytkownika
anabella

RE: Śmierć na morzu

Post autor: anabella » 26 stycznia 2012, 20:29

Haha no dobre i śmieszne i zabawne ale narazie mało tu jest przygody chyba nawet nie ma więc niech ci to ktoś przeniesie gdzie indziej bo to nie ten dział chyba ci się pomylił. Ale czytało się fajnie i był humor i ciekawie, chętnie poczytam więcej o piratach. No i to chyba powinno być w fantasy bo piraci nie istnieją haha.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 26 stycznia 2012, 20:39

1. Ale jakich piratach? oO
2. Jak to nie ma przygody? Przeczytałaś ten tekst w ogóle? oO
3. Jestem moderatorem,. sama mogę sobie przenieść, ale przepraszam bardzo, nie napisałam nigdzie, że to w teraźniejszych czasach. A piraci oczywiście, że byli. I są. Na przykład ci z Somalii. oO

+popracuj nad interpunkcją, bo twoich komentarzy nie da się czytać.
Obrazek

ODPOWIEDZ