UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Śmierć na morzu

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Gasp » 24 sierpnia 2011, 22:14

Kucharki?
Kobieta na statku przynosi pecha (podobno).
Ja czekam na poznanie z bliska załogi. Na razie są bardzo barwni, ale raczej zlani w jedną całość. Wyobrażam sobie jak teraz będą się "dzielić".
Oczekiwania są duże.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 25 sierpnia 2011, 22:49

Mi też się dobrze czytało Wampiratów, wszystkie cztrey części. Nawet umiałam tę piosenkę na pamięć. "Opowiem ci o wampiratach...".

Oczekiwania są duże? Tym trudniej dla mnie, bo już czuję presję xD
Nie chcę Was zawieść, no!
A teraz i tak musicie czekać, aż mi wena przyjdzie...
Obrazek

Awatar użytkownika
Dolar

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Dolar » 25 sierpnia 2011, 23:05

Nie chcę Was zawieść, no!
Jak Kate z Diabla.
I to była szanta, nie piosenka.
:D

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 10 października 2011, 20:30

*** Tonę… czuję się wolny, a zarazem uwięziony. Tonę… gdy patrzę w górę, widzę niesamowitą taflę błękitnej wody, przebijający się pojedynczy promień słońca. Tonę… wokół są ludzie. Czemu nikt mi nie pomoże? Tonę, tonę, tonę…
- To o czym śnisz, Joe?! – wrzasnął mi ktoś do ucha, a ja instynktownie poderwałem się w miejscu. Nie było to najlepszym pomysłem, gdyż moja głowa od razu natrafiła na mocną przeszkodę. Siłą rzeczy odbiła się od niej, a mnie pozostawiła uczucie bólu i otępienia.
- Teraz już o niczym – warknąłem w odpowiedzi. Cóż, taka pobudka nie miała prawa wpędzić mnie w dobry humor.
- No to ty biedny jesteś – zauważył wnikliwie Dave. – Ale pamiętaj, jak ci się śni morze, to źle. To bardzo, bardzo źle. Śni – mówisz. Jasne?
- Od razu przybiegnę – mruknąłem ironicznie. No cóż, obraziłem się, prawda. Wiedziałem, że to głupie, no ale co zrobić?
- To tak trzymać, Joe! – Dave wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i mocno walnął mnie w plecy. – A teraz to przestań się już wylegiwać i chodź do nas, to popijemy sobie. To całe szczęście, że już cię nie mdli!
Oczywiście. Jak mogłem o tym zapomnieć? Na samą wzmiankę poczułem, jak coś kręci mi się w brzuchu, usiłując wydostać na zewnątrz. Już chciałem zaprotestować, mówiąc, że źle się czuję i muszę zostać w koi, ale mój znajomy był szybszy. Wyciągnął rękę, złapał mnie za ramię i „po przyjacielsku” postawił na nogi jednym szarpnięciem.
- No to chodź, Joe. Wyglądasz doskonale, to będziesz się dobrze bawił! – zapewnił mnie Dave, przecząc wewnętrznym reakcjom mojego żołądka.
Statkiem bujało. Nie tak bardzo jak wcześniej, ale jednak. Wtedy jeszcze nie byłem przyzwyczajony do tych cosekundowych zmian położenia gruntu pod nogami, więc właściwie trudno się dziwić, że obijałem się o ściany wąskiego korytarza idąc przed siebie. Mój towarzysz nie miał oczywiście najmniejszego problemu z zachowaniem równowagi. Chyba był już przyzwyczajony do tych ekstremalnych warunków. Może dlatego żeglarze na lądzie tak śmiesznie się kiwali?
Z końca korytarza dobiegał dźwięk gitary i chyba harmonijki, a także, oczywiście gromkiego śpiewu, chyba już nieco podpitych marynarzy. Najpierw niewyraźne, lecz potem bardzo dobrze słyszalne słowa piosenki wprawiły mnie, jako przykładnego obywatela Anglii, w… szok. Nie wiedziałem, czy cieszyć się, czy nie, że usłyszałem tylko fragment całego utworu.

Ach Kongo River, a potem Chiny;
Razem hoo!
W kabinach same sukinsyny.
Razem weźmy go, hoo!
Brać się chłopcy, brać się, a żywo!
Razem hoo!
Cholerne brzegi Kongo River,
Razem weźmy go, hoo!
Ach, powiedz, kto tam jest kapitanem,
Razem hoo!
John Mokra Śliwa - stary palant.
Razem weźmy go, hoo!
A kto tam pierwszym oficerem
Razem hoo!
Sam Tander Jim cwana cholera.
Razem weźmy go, hoo!
Brać się chłopcy, brać się, a żywo!
Razem hoo!
Cholerne brzegi Kongo River,
Razem weźmy go, hoo!
A kogo tam mają za drugiego,
Razem hoo!
Sarapę- Johna Piekielnego.
A bosman- czarnuch zapleśniały
Razem hoo!
Jack z Frisco liże mu sandały.
Razem weźmy go, hoo!
Brać się chłopcy, brać się, a żywo!
Razem hoo!
Cholerne brzegi Kongo River,
Razem weźmy go, hoo!
Kuk lubi z chłopcem pobaraszkować,
Razem hoo!
I nie ma czasu by gotować.
Razem weźmy go…


Ostatnia desperacka próba zatrzymania się w korytarzu i powrotu do ciepłej kajuty spełzła na niczym, gdyż Dave po prostu wepchnął mnie do środka, nie przejmując się moim wyraźnym oporem. Ale ci żeglarze niewychowani.
Siłą rozpędu wpadłem do niewielkiego, zatłoczonego pomieszczenia, jak się później dowiedziałem – mesy. Pełniła funkcję jednocześnie jadalni i miejsca spotkań. W środku znajdowało się w tej chwili około sześćdziesięciu mężczyzn i o ile przed chwilą darli się wniebogłosy, teraz, jak na komendę, zamilkli.
Cóż, poczułem się dziwnie, prawda. Wszystkie pary oczu skierowały się na mnie oskarżycielsko. No tak, przerwałem im w zabawie. Jednak, z tego, co pamiętałem, niektóre jej momenty się powtarzały.
- Hoo? – zapytałem, jak miałem nadzieję, dosyć cicho, mojego towarzysza. Nie doceniłem jednak akustyki pomieszczenia. W jednej chwili wszystkie twarze rozpromieniły się w najszerszych na świecie uśmiechach, pokazujących… ponownie wszystkie zęby i ich braki.
- Hoo! – zakrzyknęli jednym głosem zgromadzeni. Gitarzysta jakby tylko na to czekał, od razu zaczął grać dalej i zaintonował kolejną zwrotkę. Wcale nie bardziej kulturalną od poprzednich.
Dobrego było tyle, że o mnie zapomniano. Przynajmniej na jakąś minutę.



Jest kolejny fragmencik.
Szanta to "Kongo River", jak najbardziej prawdziwa.
Tu można sobie posłuchać - http://www.youtube.com/watch?v=SvU-pxCIdfw

Dzięki za uwagę. To nie koniec... ;)
Obrazek

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Gasp » 10 października 2011, 23:41

Myślę, że to czytelnicy powinni dziękować.
Ja dziękuje. Żagle poznaje tylko przez szanty/pieśni kubryku (jak kto woli), więc całkiem odnajduję się w sytuacji Joe'go - przyjemne.
Pytanie "Hoo?" - wprost wspaniałe.
Bardzo dobrze, że to nie koniec - czekamy.
(A tak, żeby nie było za słodko - "gitarzysta" na statku trochę zgrzyta. Choć przyznam, nie mam najmniejszego pojęcia jak go zastąpić.)
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Eranor » 14 października 2011, 22:00

Pierwsza część:
Nacieszyłem się chwilą i postanowiłem wrócić do domu, po czym opowiedzieć wszystkim tę niesamowitą przygodę.
Nie nazwałbym tego przygodą. Użyłbym tutaj innego słowa, chyba że ma to nam ukazać bohatera. Czym dla niego było takie niby nic.
- Nie jestem... - chciałem znów zaprzeczyć, jednak urwałem, gdyż statek znów się przechylił, a ja poczułem niemile znajome kołowanie w brzuchu, domagające wydostania się na zewnątrz tą samą drogą, którą do niego trafiło.
Powtórzenie.



Zacznijmy tak... nie bardzo wiem w jakim czasie rozgrywa się akcja, ale biorąc pod uwagę to, że jest to statek, a nie pływająca konserwa, oraz fakt, że załoga śpi pod pokładem (chociaż z tą kajutą... hmm dobra zostawmy, nie czepiajmy się każdego drobnego szczegółu) mam jako takie pojęcie czego się spodziewać. I jak odbierać.

Co do tekstu: albo jestem już zbyt zmęczony po poprzednich, albo nie było jakichś wyraźniejszych błędów. Czytało się nawet dość. Bez zgrzytów, lecz... czegoś mi brakowało. Brakowało czegoś tak nieuchwytnego, że nie jestem w stanie w tej chwili powiedzieć o co chodzi; może o język, może o styl, a może o moje widzimisię, aby było dobrze.
Mam nadzieję, że następne części będą ciekawsze i lepsze. Ta była ok. Po prostu ok. Jednakże mnie ciężko zadowolić, pisząc o okrętach. Jak poczuję bryzę i kropelki wody czytając, dopiero wtedy będę zadowolony. Póki co nic więcej napisać się nie da ;>
Swoją drogą, czemu Joe?

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 14 października 2011, 23:07

Joe? Nie wiem. Może mój mózg by Ci powiedział, ale nie odpuszczam go do głosu. Jeszcze coś głupiego palnie...

Er, dzięki za szczerą opinię i drastyczne przerwanie cukrowego łańcuszka xD
Obrazek

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Eranor » 14 października 2011, 23:11

Oj tam drastyczne.

Awatar użytkownika
Cosinus
Posty: 241
Rejestracja: 26 września 2010, 11:15
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Cosinus » 19 października 2011, 15:16

Ja lubię historie o morzu, w szczególności o piratach, więc w tym względzie ciężko mnie zadowolić.
W Twoim tekście nie zauważyłem żadnych znaczących błędów. Przedstawione fragmenty wprowadzają ciekawą atmosferę, ale czekam na ciąg dalszy, bo jak rozumiem to jest tylko początek czegoś większego, i wtedy się zobaczy :)
BTW dział obyczajowe/psychologiczne jakoś nie pasuje mi do morskich opowieści.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 22 października 2011, 12:28

A co innego proponujesz? :D Mi też niezbyt pasuje, ale co zrobić.
Obrazek

Awatar użytkownika
Eranor

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Eranor » 22 października 2011, 12:47

Brakuje działu "przygodowe"
Tonę… czuję się wolny, a zarazem uwięziony. Tonę… gdy patrzę w górę, widzę niesamowitą taflę błękitnej wody, przebijający się pojedynczy promień słońca. Tonę… wokół są ludzie. Czemu nikt mi nie pomoże? Tonę, tonę, tonę…
Zły początek, oj zły. W sensie, że już coś mi się nie podoba :P Jak na mój gust wielka litera po wielokropku tutaj. O ile pierwsze zdanie można przepuścić, to drugie do mnie krzyczy, a trzecie robi krzywe miny, tak jakby chciało ukryć, że coś z nim nie tak.

- No to ty biedny jesteś – zauważył wnikliwie Dave. – Ale pamiętaj, jak ci się śni morze, to źle. To bardzo, bardzo źle. Śni – mówisz. Jasne?
Myślę, myślę i myślę i za holendra nie mogę tego rozszyfrować. O co tu chodzi? Albo raczej miało chodzić? Jesteś pewna, że tak to miało wyglądać? I myślnik i słowa nie mają tutaj sensu.
Wtedy jeszcze nie byłem przyzwyczajony do tych cosekundowych zmian położenia gruntu pod nogami, więc właściwie trudno się dziwić, że obijałem się o ściany wąskiego korytarza idąc przed siebie.
Niby może być, ale... jak już się czepiam :P Brzmi mało morsko. Może jednak pokład/deski?
Z końca korytarza dobiegał dźwięk gitary i chyba harmonijki, a także, oczywiście gromkiego śpiewu, chyba już nieco podpitych marynarzy.
Z reguły nie tykam wtrąceń, aczkolwiek w tym wypadku "oczywiście" wydaje mi się być częścią wtrącenia.

Najpierw niewyraźne, lecz potem bardzo dobrze słyszalne słowa piosenki wprawiły mnie, jako przykładnego obywatela Anglii, w… szok.
Może nie, że słyszalne. Może coś, że później już był w stanie rozróżnić słowa, czy coś w ten deseń, bo jakieś takie to zdanie dziwne mi się wydaje.
Poza tym... dobre jest xD "jako przykładnego obywatela Anglii, w... szok." To było dobre :D Tylko tego przecinka nie jestem pewien.



No cóż... co by tu można było napisać. Niewiele, ponieważ nadal mało tekstu jest i...hmm dużo się nie wydarzyło. Dwie... dwie i pół scenki jak do tej pory. Liczę, że rozkręcisz jeszcze wszystko i wywiemy się czegoś więcej.
No i chciałbym w końcu poczuć pod stopami deski kołyszącego się pokładu. Póki co jednak skupiasz się na ludziach. Niestety nie przybliżyłaś mi ich nadal zbytnio, podobnie jak głównego bohatera, o którym tak naprawdę prawie nic nie wiadomo.
Podoba mi się za to fakt, że widać ( i liczę, że to się nie zmieni) że wiesz o czym piszesz. Niby niewielkie wspomnienia w postaci myśli i pytań bohatera, ale jednak, pozwalają zapoznać się i, jednocześnie, ukazują Twoją znajomość tematu.
Technicznie wypisałem już wszystko i poziom utrzymuje się taki jak przy poprzedniej części.
Ach i na koniec. Liczę, że spodoba mi się to, co zasugerowałaś na początku tej części :>

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 23 października 2011, 17:48

Dzięki, dzięki ^^ Jak będę miała w końcu jakąś wolną chwilkę, to wezmę się za poprawianie tego wszystkiego.

@Er, co do tego "śni - mówisz". Chodziło mi o... jakby uchwycenie zależności akcja - reakcja. Ten myślnik miał pełnić tam rolę takiego prostego "to". Tylko nie chciałam go tam wrzucać, bo wydało mi się, że tak będzie bardziej obrazowo ^^
Obrazek

ODPOWIEDZ