UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Śmierć na morzu

KRYMINAŁ, HORROR, THRILLER, SENSACJA
Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie. ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 21 sierpnia 2011, 20:43

Z dedykacją dla przygód morskich, których doświadczyłam, dla Neptuna i dla siebie. Bo żeglarstwo uzależnia...

Śmierć na morzu

Właściwie, to nie było żadnej przyczyny, dla której znalazłem się właśnie tam - na statku handlowym, płynącym do Afryki. Nie wierzę w Boga, za to po kilku dniach żeglugi uznałem, że dobrym interesem byłoby wyznawanie Posejdona, tudzież, jeśli ktoś woli go tak nazywać, Neptuna. On miałby wyznawcę, a ja nadal bym żył.
A było to tak: pewnego razu chodziłem sobie po Londynie, jak zazwyczaj po śniadaniu, aż trafiłem do portu. Spodobały mi się statki. Były takie wielkie, majestatyczne, miały ogromne maszty ze zwiniętymi żaglami. Najpierw postanowiłem dotknąć kadłuba. Piękny, drewniany, ozdobiony cudownym galionem w postaci kobiety w zwiewnej sukni przyciągał mnie niczym magnes. Naprawdę, chciałem go tylko dotknąć. Nie wszedłbym na pokład statku, gdyby nie to, że nie mogłem dosięgnąć tej przeklętej figury. Trap był opuszczony, co było całkiem zrozumiałe. Marynarze wciąż wchodzili i schodzili ze statku, szykując go na wyprawę. Wmieszałem się w tłum. Po prostu chwyciłem jakiś zwój lin i podążyłem za innymi. Nikt się nie spodziewał, że ktoś może tak zrobić. Z perspektywy czasu wcale się temu nie dziwię.
Wszedłem na pokład i poszedłem na dziób okrętu. Tak, jak sobie wymarzyłem, dotknąłem galionu. Wtedy miałem zupełnie inne odczucia. Pomyślałem, że jest miękki i gładki niczym jedwab. Teraz wiem, że był po prostu cały w glonach.
Nacieszyłem się chwilą i postanowiłem wrócić do domu, po czym opowiedzieć wszystkim tę niesamowitą przygodę. Zapomniałem tylko o jednym drobnym szczególe, a mianowicie o zwoju lin, który rzuciłem wcześniej obok siebie. Zdążyłem zrobić jeden krok - oczywiście prosto w zastawioną nieumyślnie pułapkę. Była skuteczna. Tak bardzo, że przewróciłem się i uderzyłem głową w burtę, tracąc przytomność.

***

Myślałem, że nikt już nie wykorzystuje metody cucenia nieprzytomnych za pomocą wiadra wody. Nie ma lepszego sposobu, by przekonać się o swojej pomyłce, niż doświadczyć tego na własnej skórze.
Z twarzy spływały mi strugi zimnej wody, koszula przyklejała się do torsu, a do mózgu powoli docierało wrażenie podobne do tego przy szoku termicznym. Zerwałem się do pionu prawie nieświadomie, od razu wpadając na kogoś stojącego nade mną z wiadrem. Nie był to najlepszy pomysł, ale jak dobrze wiadomo, nie pierwszy taki ostatnimi czasy.
Świat zakołysał mi się pod nogami, a następnie pod ich wyższą częścią, gdy wylądowałem ponownie na ziemi. Przez chwilę nie wiedziałem co robić, gdy nagle odpowiedź przyszła sama. Najpierw wszystko uniosło się w górę, a ja poleciałem na plecy. Nie minęła długa chwila, a już, zaciskając powieki, ześlizgiwałem się w dół, niczym po zjeżdżalni na placu zabaw. Wydawało się, że trwa to nieskończenie długo, całe wieki, podczas których pokonałem miliony kilometrów. Gdy odważyłem się otworzyć oczy, nadal byłem w tym samym miejscu, co przedtem, z różnicą może pięciu centymetrów.
Znienacka tuż przede mną pojawiła się uśmiechnięta gęba. Uśmiechnięta tak szeroko, że ukazywała wszystkie zęby, zarówno białe, jak i złote. Nie zapominając o dziurach w miejscach, gdzie wcale ich nie było. Cała ogorzała od słońca i wiatru twarz, razem z czupryną ciemnych włosów i krótką, rozwichrzoną brodą należała do mężczyzny, którego w większości można było opisać jako średniego. Był w średnim wieku, średniego wzrostu i średniej postury. Za to ręce miał wcale nie średnio umięśnione, a tatuaż przedstawiający jakąś rybę i czaszkę, prezentujący się ładnie na lewym przedramieniu, także wyglądał niezwykle.
- Hej Joe, parszywy szczurze lądowy, to jaki wredny wiatr cię tu przywiał? - zakrzyknął mężczyzna, czując na sobie moje spojrzenie. Muszę przyznać, że przez chwilę zastanawiałem się, do kogo to powiedział. Moje wątpliwości zostały rozwiane, gdy tylko dostrzegłem jego wyczekujące spojrzenie, wbite we mnie.
- Nie jestem Joe. - Moje odpowiedzi na pytania z zaskoczenia zawsze były szokująco inteligentne.
- To już nie mój problem, Joe. - Zęby złote, białe i dziury po tych brakujących znów błysnęły mi przed oczami.
Świat wybrał tę chwilę, by ponownie się zakołysać, uświadamiając mi dwie sprawy. Po pierwsze, zjadłem dziś duże śniadanie. Po drugie, płynąłem statkiem po morzu, oceanie, czy innym jeziorze. Nie tak miało być. Nie tak miało, do cholery, być. Chciałem tylko dotknąć tej durnej, drewnianej baby.
- Dave! - wydarł się nowy głos. - Dave, co tam chowasz?!
- Chodź i zobacz! - Mój rozmówca pomachał ręką do jakiegoś punktu za moją głową.
Usłyszałem tupot nóg i to wcale nie jednej, jak się spodziewałem, a kilku par. Zostałem otoczony wianuszkiem mężczyzn, pod wieloma względami przypominających tego, który mnie obudził. Każdy z nich, oprócz jednego, miał tatuaż, kilkoro posiadało w uszach kolczyki. Patrzyli na mnie ze zdumieniem i zainteresowaniem, podejrzliwie, aczkolwiek nie wrogo.
- Kto to jest, Dave? - zapytał Ten-Bez-Tatuażu.
- To jest Joe, jakiś szczur lądowy. Pewnie chciał pogłaskać Selenę po cyckach, to się napatoczył. Z wrażenia to aż go zemdliło. - Widać jednym z hobby Dave'a było powtarzanie słowa "to", gdzie tylko się dało.
- Nie jestem... - chciałem znów zaprzeczyć, jednak urwałem, gdyż statek znów się przechylił, a ja poczułem niemile znajome kołowanie w brzuchu, domagające wydostania się na zewnątrz tą samą drogą, którą do niego trafiło.
Żeglarze popatrzyli po sobie, uśmiechając się szeroko, po czym kilku z nich złapało mnie za ramiona i pociągnęło w stronę burty. Przestraszyłem się, że chcą mnie wyrzucić, otworzyłem więc usta do krzyku, jednak zamiast niego wydostało mi się z gardła poranne angielskie śniadanie. Na szczęście wisiałem już w połowie wychylony przez reling, trzymany przez trójkę mężczyzn z tatuażami i wszystko trafiło nie na pokład, a do wody.
Za mną rozległy się gromkie brawa i śmiechy, ktoś krzyknął coś o chrzcie morskim, ktoś o oddaniu Neptunowi pokłonu, a wszystko to najprawdopodobniej było komentarzem do mojego małego wypadku. Zostałem ponownie wciągnięty na deski pokładu dziobowego i usadzony na nich tak, bym mógł oprzeć się o bakburtę. Wszystkie skierowane na mnie spojrzenia były teraz przyjazne, a twarze roześmiane.
- Idź spać, Joe! - krzyknął ktoś. - Dave, zaprowadź go do kajuty, uczcimy jego przybycie dziś wieczorem.
Nagle poczułem się strasznie zmęczony, powieki same mi opadały. Jakimś cudem Dave dźwignął mnie na nogi i zaciągnął pod pokład, po czym wcisnął na jakąś koję i rzucił koc. Usnąłem niemal od razu, ukołysany siłą fal, po których przemykał statek. Nie budziłem się aż do wieczora, wykończony nie wiadomo czym.


[Ciąg dalszy może się pojawić, jednak czasu przybliżonego, a nawet oddalonego nie znam]
Obrazek

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Gasp » 22 sierpnia 2011, 23:29

Nie wiem do końca dlaczego, ale cały tekst czytałem z uśmiechem na ustach. Wręcz niesamowicie mi się podoba, aż niepokojąco. Nie żegluje, ale nie da się ukryć, że to jedno z moich "marzeń" na daleką przyszłość, może stąd te zachwyty? A tak, żeby nie było za słodko:
Maradine pisze: Zostałem otoczony wianuszkiem mężczyzn, wyglądających mniej więcej tak, jak ten, który mnie obudził.
Samo w sobie, to zdanie nie jest tragiczne, ale odcina się bardzo od reszty, do końca nie wiem dlaczego.
Poza tym końcówka brzmi nienaturalnie, ale mam wrażenie, że była dopisywana tylko dla zamknięcia kompozycji.

Tym nie mniej, czekam na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Dolar

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Dolar » 23 sierpnia 2011, 20:12

Czemu? To zdanie wygląda normalnie.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 23 sierpnia 2011, 20:52

Może dlatego, że kogoś zazwyczaj otacza wianuszek kobiet, nie mężczyzn? xD
Obrazek

Awatar użytkownika
Dolar

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Dolar » 23 sierpnia 2011, 20:58

Ja Nie Jestem Jakimś Casanovą Do Cholery xd.
Wybieram jedną zdobycz i muszę ją upolować :D.

EDIT na życzenie Maradine: Bardzo mi się podobało. Nie szukałem błędów, lecz oceniałem artystyczną wartość. I Nie Jestem Zwierzakiem Tylko Myśliwym Do Jasnej Anielki.

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 23 sierpnia 2011, 21:08

To nieeleganckie, przyznawać się, że jest się dzikim zwierzem! Jeszcze w temacie z utworem. A fe! Sio mi stąd, jak nie masz nic o tekście do dodania ^^
Obrazek

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Gasp » 23 sierpnia 2011, 22:11

Taaa...
Konkretnie miałem na myśli "wyglądający mniej wiecej tak". To jest mniej więcej nie powalający opis, a cały tekst, jak już zaznaczyłem wyżej, szalenie mi się podobał. Stąd zaznaczenie go.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Maradine
Posty: 795
Rejestracja: 15 lutego 2011, 16:31
Lokalizacja: Elantris
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Maradine » 23 sierpnia 2011, 22:37

"Zostałem otoczony wianuszkiem mężczyzn, pod wieloma względami przypominających tego, który mnie obudził." - czy brzmi lepiej?
Obrazek

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Gasp » 23 sierpnia 2011, 23:05

Tak, według mnie zdecydowanie lepiej.
Dziękuje.
Teraz w spokoju czekam na dalszy ciag.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
Dolar

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Dolar » 24 sierpnia 2011, 16:55

Uwielbiam opowieści na morzu. Bardzo dobrze czytało mi się Wampiratów i tekst Maradine. Oby tak dalej.
<Prośba o krwawe przygody.>

Awatar użytkownika
Ghar'Amel
Posty: 269
Rejestracja: 24 lutego 2011, 16:18
Lokalizacja: Przybywam z Internetu.
Kontaktowanie:

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Ghar'Amel » 24 sierpnia 2011, 17:06

Amel się spodobało. Mara! Ty masz napisać dalszą część! :D
Błędów nie było - chyba. Choć raczej nie, bo jakoś nic nie wychwyciłam. Mam dwa pytania: dlaczego, do licha, mówili na niego Joe? I jak miał na imię, skoro nie Joe?
Brakuje tylko gry w kości i rumu. Marynarze jak się patrzy!
Nie ma mnie nawet wtedy, gdy myślicie, że jestem.*like a ghost!*

Awatar użytkownika
Dolar

RE: Śmierć na morzu

Post autor: Dolar » 24 sierpnia 2011, 21:00

I brakuje potańcówek z udziałem kucharek :D

ODPOWIEDZ