UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Fortunteller

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Unni
Posty: 66
Rejestracja: 26 lipca 2015, 16:54
Lokalizacja: Miasto Fabryk i Magazynów
Kontaktowanie:

Fortunteller

Post autor: Unni » 18 kwietnia 2018, 21:55

Oto moje NaNowe dzieło, które udało mi się nieco poprawić przy okazji Campa. Wszelkie rady i wyłapane błędy mile widziane :)
Jak zawsze pewnie są literówki, ale ja ślepa, więc nie widzę za bardzo, no i za dużo ponglisha w użyciu :(

Kocisko przeciągnęło się leniwie, wyprężyło swoje królewskie cielsko i dumnie usiadło na szczycie półki. Żółte oczy uważnie śledziły cienie kłębiące się w szklanej kuli, cienie, których kobieta siedząca przy stoliku zdawała się nie dostrzegać. Zamruczał głośno, miauknął — przypominając o swojej boskiej obecności — po czym wyprężył się dostojnie. Brak reakcji. Kocisko uznało, że kobieta jednak jest zbyt głupia I nie warta jego uwagi, więc zaczęło wieczorną toaletę.

Gabinet był ciasny, przytłaczający, wypełniony duszącym zapachem palonych kadzideł z drzewa sandałowego. Woń miała odstraszać niektóre nadprzyrodzone istoty, raczej bezskutecznie. Kiki gapiła się w swoją szklaną kulę, ale nie mogła nic dojrzeć prócz odbicia paskudnego żyrandola zniekształconego przez sferyczny kształt. Nie była najlepsza wróżbitką. Nie posiadała oka jasnowidzenia, nie wyczuwała obecności nadnaturalnych istot, nigdy nie nawiedził jej żaden duch. Jedyne co miała, to nieco cygańskiej krwi po jednej z prababek i odziedziczona po niej talię kart tarota. A jednak siedziała w tym ciasnym gabinecie, obwieszona tandetnymi wisiorkami, i zajmowała się przepowiadaniem przyszłości oraz odnajdywaniem przeszłości. Czarne kocisko czasami dotrzymywało jej towarzystwa, bo zwierzak głównie traktował ją z góry i dumnie stąpał po podłodze. Ćandra — bo najlepsze imię dla kota, to boskie imię — przyczepił się do niej, gdy był jeszcze maleńkim kociakiem i nie poruszał się z dzisiejszą gracją. Wystraszona mała kulka wlazła przez otwarte okno do domu i już nie dała się z niego wypędzić. A z nią pewne przeczucie nadchodzących zmian.

Starsza pani w futrze, która przyszła po dobrą wróżbę dla swojego syna, cmokała ustami z niezadowoleniem.
— Co z pani za wróżka? — narzekała. — No przecież ja płacę, to oczekuję! Co to za jakieś brednie? Że niby stracę syna?
Fuknęła głośno i zmieliła w ustach przekleństwo.
— Nie po to tutaj przyszłam! Oszustka!
— Ale prosze pani, karty nie kłamią… — Kiki próbowała się bronić przed atakiem.
— Karty? Karty?!
Kobieta walnęła otwartą dłonią w stolik, po czym szybkim ruchem wyciągnęła długie łapsko i zrzuciła karty na podłogę. Wszystkie spadły koszulkami do góry, prócz dwóch: wieża i księżyc uporczywie przypominały o swoim istnieniu. Kiki popatrzyła na dwie karty, te same, które wcześniej leżały na jej stole w towarzystwie kilku innych. Nie mogła się mylić aż tak bardzo, skoro obie karty spadły na ziemię twarzą do góry. Tylko te dwie. Westchnęła cicho i zaczęła je zbierać, zupełnie nie słuchając niemiłej tyrady pani w futrze. Usłyszała tylko trzaśnięcie drzwiami, oznajmiające, że klientka sobie poszła nie płacąc za wróżbę.
Kiki zdawała sobie sprawę z tego, że nie była najlepsza. Jej wróżby zazwyczaj były nieprzychylne, tak jakby karty zmówiły się przeciwko niej. Na Wieże napatrzyła się już tyle razy, że doskonale znała każdą kreskę i kropkę na karcie, każdy odcień ciemnych kolorów, a złowieszczy wizerunek tak bardzo wrył się w pamięć, że śnił się po nocach. I pewnie umiałaby ją sama namalować z zamkniętymi oczami. Nieszczęsna karta numer szesnaście.
Wytrącona z rytmu, osamotniona wewnętrznie, Kiki postanowiła zamknąć swój mały gabinet wróżb i odpocząć po tak bardzo spapranym dniu. Nie uśmiechało jej się kolejne spotkanie z jakąś podstarzałą damą, która uzna, że jej karty kłamią, a ona opowiada brednie.

Ćandra wpatrywał się w ciemny kąt pomieszczenia z pewnym zaciekawieniem. Kiki może i zwróciła na to uwagę, ale nie na tyle, by zainteresować się co kocur widzi w tymże kącie. Tymczasem w rogu działy się rzeczy niezwykłe — stało tam Coś. Coś miało nogi i ręce, miało niby-płaszcz, w którym nie odbijało się światło, i miało też twarz ukrytą w cieniu kaptura. Ćandra usilnie chciał pokazać, kto jest w domu panem i dumnie wyprężył swoją kocią pierś. Źrenice w żółtych oczach zwęziły się, kot pokręcił wąsem i miauknął na powitanie przybysza. Kiki znów spojrzała na kocura, ale nie rozumiała jego postawy. I poszła nie przejmując się dziwniejszym niż zwykle zachowaniem zwierzaka.
Coś nadal stało w kącie, nieruchomo i równie dostojnie jak kot. Zjawa zrobiła jeden krok, kot podniósł się na cztery łapy; Zjawa zarobiła drugi krok - kot nastroszył się cały i pokazał zęby; Zjawa przyłożyła palec do ust i wydała z siebie jakieś dziwnie nieme “ciii”. Ćandra zareagował w nadzwyczajny sposób, przeciągnął się leniwie, ale nadal dostojnie, zamiauczał z mieszaniną znudzenia i przyzwolenia, i wskoczył na stół. Otarł się o szklaną kulę i zwinął wokół niej w ochronnym geście. Ciemne Coś ruszyło na obchód pokoju. Obejrzało grzbiety niby-magicznych książek na półce, pogasiło paskudne kadzidełka, które śmierdziały drzewem sandałowym, dotknęło talii kart leżącej na stoliku w nieładzie. Usiadło w fotelu, który zajmowała Kiki i rozwiało się tak samo nagle, jak wcześniej pojawiło w kącie. Ćandra spojrzał z zainteresowaniem w stronę fotela, po czym ziewnął i zasnął owinięty wokół kryształowej kuli, w której kotłowało się mnóstwo cieni.

Zjawa przyglądała się wróżbitce już od długiego czasu, chowając się szklanej kuli. Musiała wyjść na zewnątrz, bo kobieta nie potrafiła jej wyczuć — jej trzecie oko było ślepe. A jednocześnie jej duszyczka była jasna i czysta, i wabiła swoim słodkim zapachem. Tylko ten zwierzak był nieco irytujący, zachowywał się jak rycerz na białym rumaku. Jak każdy kot widział Zjawę, panoszył się i pokazywał, że jest władcą tego terenu. Wcale nie pomagało jego nocne imię, które niczym tarcza otaczało futrzaka. Wszystkie koty, które nosiły boskie imiona, szczególnie takie związane z ich nocnym trybem życia, stawały się swojego rodzaju obrońcami, czy patronami. A jeśli były to tak uparte kocury, to sięgnięcie po białą duszę było niezwykle utrudnione, ale nie niewykonalne.
Zjawa czekała. Odpowiedni moment na zbliżenie to podstawa, odpowiednie kłamstwo to klucz do sukcesu. Czyste duszę są zazwyczaj tak bardzo niewinne i nie spodziewają się, że ktoś może je oszukać, żeby zawładnąć ich światłem. Wróżbici tego nie mają, ich trzecie oko sprawia, że wiedzą zbyt dużo, a ich dusze bardzo szybko stają się poplamione. Czasami nawet przegniłe, jeśli trafi się na wiekową babę, która nawet nie musi patrzeć, by widzieć.

Kiki nie spała zbyt dobrze. Od kilku dni miała ten sam sen pełen cieni i niewyraźnych kształtów. W ciągu dnia wydawało jej się, że słyszy głosy albo czuje czyjąś obecność. Siedziała zrezygnowała w swoim wielki fotelu wróżbitki. To był kolejny dzień, gdy nikt nie przyszedł po dobrą wróżbę. Bo zwyczajnie takich nie miała. Od dłuższego czasu przepowiadała tylko złe rzeczy, karty nie chciały się ubłagać i zmienić swoich przyzwyczajeń. Inaczej nie potrafiła wróżyć — szklana kula była efektowną dekoracja, która z jakiegoś powodu przeszkadzała jej kocurowi. Ćandra nie dawał za wygrana i próbował albo na niej spać, albo stoczyć ja ze stolika, gdy nie patrzyła. Tym razem wygoniła go na polowanie, bo nie czuła się na siłach, by kolejny wieczór spędzić przy akompaniamencie miauczącego kota.
A jednak nie był to spokojny wieczór, coś było nie tak. Gabinet wydawał się ciemniejszy, a powietrze gęste. To musiała być ta jesienna aura, która wcale nie poprawiała Kiki samopoczucia. Światło nagle zamigotało. Czyżby jakieś spięcie?
Kiki zdało się, że dostrzegła w kącie jakiś ruch. Nie pierwszy raz w ciągu kilku ostatnich dni. Wyczuwała czyjąś obecność, jakby ktoś stał za jej plecami, a nawet dyszał jej w kark. Raz była prawie pewna, że dojrzała kątem oka zarys wysokiej postaci, ale nikogo nie zobaczyła gdy odwróciła głowę. Innym razem miała wrażenie, jakby Ćandra trącał kogoś łapą - próbował pozbyć się intruza z jego ulubionego fotela - a po chwili odszedł dumnie wyciągając ogon, jakby znudził się stara zabawką.
Światło znów zamigotało, najpierw przez sekundę, a później zaczęło strzelać sobą intensywnie. Trwało to kilka sekund, ale zdecydowanie nie było zwyczajnie, żadne spięcia tak nie działają. I kiedy już się uspokoiło, a żarówka znów dawała nie tak jasne światło w zimnym pokoju, Kiki zobaczyła to COŚ.
Zjawa stała w kącie pokoju, była wysoka, dziwnie ciemna, okryta długim płaszczem, a w miejscu jej twarzy był cień. W pokoju zrobiło się nieco zimniej, mroczniej, dziwniej. Kiki siedziała w swoim fotelu i patrzyła szeroko otwartymi szarymi oczami. Patrzyła z wyrazem niedowierzania, nie krzyczała, po prostu patrzyła. Zjawa wyciągnęła do niej dłoń, kościstą i szponiastą. W głowie Kiki odezwał się głos, odbijał się echem od innych myśli, jakby dochodził do niej z bardzo daleka.
— Chodź moje dziecko, pokaże ci drogę, pokaże ci jak otworzyć trzecie oko, byś widziała…
Niewielki sprzeciw, który pojawił się w głowie Kiki był natrętną muchą, która irytuje, ale jest jednak zbyt mała, by była ważna.
— Chodź moje dziecko, zobacz ze mną przyszłość, zobacz swoje możliwości…
Głos Zjawy wołał i nęcił. Kiki poczuła nagle kocią łapę na swoim kolanie, która trącała ją uparcie, jakby domagała się uwagi, ale Ćandra był jak ta maleńka mucha, jak ten nieważny impuls sprzeciwu.
— Chodź moje dziecko, otworzę ci drogę…
I Kiki poddała się, chwyciła wyciągnięto do niej lodowatą dłoń Zjawy. Gdy ich palce się styknęły, poczuła mocne szarpnięcie, tak bardzo dziwne, jakby ktoś wyrwał ją z jej własnego ciała. A potem zaczęła spadać w ciemność, spadać głową w dół i wirować w tym całym spadaniu. Ciemność była coraz ciemniejsza, ale Kiki widziała to, co do tej pory było dla niej niewidzialne. I żałowała. To był ból i cierpienie, krzywda i samotność, ciemność i strach, paniczny wszechogarniający strach. Niekończące się spadanie nasycone tym wszystkim co mroczne i nieprzeznaczone dla ludzkiego oka, niedające się opisać słowami obrazy. I gdy już myślała, że ta tortura nigdy się nie skończy, to ta dziwna ciemność zgasła, wirowanie ustało i nastała zimna pustka. Pustka, która różniła się od ciemności, i od wszystkiego innego co znała. Pustka ogarniała ją całą, wypełniała nicością, i Kiki zaczynała znaczyć coraz mniej. Zapadała się w nicość.

Ćandra patrzył jak Kiki szamocze się przez chwilę na fotelu, a potem osuwa się na niego jakby bez życia. Otwarte oczy kobiety tępo gapiły się w przestrzeń. Nie było Zjawy, nie było też i Kiki, był tylko Ćandra i ciało kobiety.

W gabinecie unosił się zapach lawend, a pomieszczenie oświetlało trzynaście dużych świec. Kiki czytała karty dla młodego mężczyzny, który przyszedł ze starszą panią w futrze.
— Czeka cię wspaniała przyszłość. Miłość i bogactwo… — mówiła cichym głosem pełnym charyzmy i pewności siebie.
Na koniec Kiki wyciągnęła dłoń po zapłatę i tylko Ćandra widział cień innej dłoni — bladej, o kościstych i szponiastych palcach — nałożony na delikatną dłoń wróżbitki.


WEIRD is a side effect of being AWESOME - niepoprawny blog Iwony Mag. My professional aspirations were simple - I wanted to be an intergalactic princess. Janet Evanovich

Awatar użytkownika
kreSka
Posty: 10
Rejestracja: 01 marca 2018, 20:50

Re: Fortunteller

Post autor: kreSka » 21 kwietnia 2018, 10:18

Kiki poddała się, chwyciła wyciągnięto do niej lodowatą dłoń Zjawy. Gdy ich palce się styknęły, poczuła mocne szarpnięcie, tak bardzo dziwne, jakby ktoś wyrwał ją z jej własnego ciała. A potem zaczęła spadać w ciemność, spadać głową w dół i wirować w tym całym spadaniu. Ciemność była coraz ciemniejsza, ale Kiki widziała to, co do tej pory było dla niej niewidzialne. I żałowała. To był ból i cierpienie, krzywda i samotność, ciemność i strach, paniczny wszechogarniający strach. Niekończące się spadanie nasycone tym wszystkim co mroczne i nieprzeznaczone dla ludzkiego oka, niedające się opisać słowami obrazy. I gdy już myślała, że ta tortura nigdy się nie skończy, to ta dziwna ciemność zgasła, wirowanie ustało i nastała zimna pustka. Pustka, która różniła się od ciemności, i od wszystkiego innego co znała. Pustka ogarniała ją całą, wypełniała nicością, i Kiki zaczynała znaczyć coraz mniej. Zapadała się w nicość. Tak się umiera prawda ?... piękne choc przerażające...

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1820
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Fortunteller

Post autor: Kruffachi » 22 kwietnia 2018, 16:07

Przeczytałam i niestety nie mam wrażenia, że przeczytałam dobry tekst :/ Fabuła mnie raczej donikąd nie zaprowadziła, styl nie urzekł, a wielość perspektyw w tak krótkiej formie, zamiast ją urozmaicić, jeszcze bardziej zatarła tekst. Szukając odpowiedzi na pytanie, co było tematem opowiadania, znajduję właściwie jedną odpowiedź - że wróżbiarstwo deprawuje. Czy to prowadząc do opętania, czy to przez fakt zobaczenia zbyt dużej ilości rzeczy. Ta druga część jest znacznie ciekawsza i w sumie tak, stanowi niezły punkt wyjścia, ale trzeba by go całkiem mocno poobrabiać i zadbać, żeby pogłębić myśl, która jednak padała już parokrotnie w rozmaitych tekstach kultury (że wiedza, a zwłaszcza wiedza plus magia niszczą). U Ciebie to taki akapit, który właściwie też okazuje się ślepym zaułkiem w sensie refleksji i służy tylko jako wytrych, za pomocą którego Zjawa dostaje się do duszy Kiki. Więc, de facto, w fabule się ten hipotetyczny temat nie odbija.

Na postaciach też trudno się oprzeć, bo Kiki nie jest jakoś szczególnie ciekawa. I nawet jeśli wydaje się dziewuszką sympatyczną (choć w stylu, za którym nie przepadam w literaturze), to trochę za mało, żebym się miała przejąć jej losem tak po prostu albo żeby miał mnie on wystraszyć. Do tego zestaw rekwizytów (kota również traktuję jako rekwizyt, choć trochę "udaje" postać) jest raczej standardowy, co zapewne sama przyznasz. Więc wychodzi z tego taka scenka, która sama w sobie niestety nie za dobrze się broni. Może gdyby stanowiła element jakiejś większej całości. Bo z krótką formą to jest tak, że na czymś musi się opierać - na fabularnym pomyśle, na mocnym twiście albo na oryginalnej myśli. Tu żaden z tych obszarów nie dał mi niestety satysfakcji. W sumie znacznie chętniej niż o Kiki i Zjawie poczytałabym o tej kobiecie (też potraktowanej raczej stereotypowo - niestety. I chyba ciut niesprawiedliwie, bo jednak wróżbę usłyszała dość ciężką) i o tym, jak spełniła się przepowiednia.

Ze stylem też mam problem i nie chodzi tylko o dość sporą liczbę powtórzeń (zwłaszcza słowo "karta" pojawia się niezliczoną ilość razy i we wszystkich konfiguracjach), a bardziej o to, że to tali styl pisania "na ciepło" z dużą ilością uosobień i synonimów nacechowanych stylistycznie, co odbiera napięcie i jakikolwiek element grozy, a może w nim i w samej konstrukcji Zjawy mógłby się kryć ratunek.

Nie kapuję też, skąd angielski tytuł.

Podsumowując - jednak totalnie nie mój klimat, nie znalazłam niczego, żeby się "zaczepić" :/ Ale może jako wprawka do tego, by pisać więcej i regularnie - o, to popieram :D
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Unni
Posty: 66
Rejestracja: 26 lipca 2015, 16:54
Lokalizacja: Miasto Fabryk i Magazynów
Kontaktowanie:

Re: Fortunteller

Post autor: Unni » 23 kwietnia 2018, 19:47

Kruffachi pisze:
22 kwietnia 2018, 16:07
Przeczytałam i niestety nie mam wrażenia, że przeczytałam dobry tekst :/

Nie kapuję też, skąd angielski tytuł.

Podsumowując - jednak totalnie nie mój klimat, nie znalazłam niczego, żeby się "zaczepić" :/ Ale może jako wprawka do tego, by pisać więcej i regularnie - o, to popieram :D
So, ok, rozumiem. Nie było to arcydzieło, no ale poczułam się jakbym dostała kimchi slapa... Próbuję się podnieść z długiego nie-pisania, chyba się nie udało. I szczerze, to teraz czuję się zniechęcona, chociaż wiem, że masz sporo racji.

Tytuł taki, bo nie ma polskiego odpowiednika i żadna "wróżka" mi zwyczajnie nie pasowała. A nie jest też to coś, co miałam pokazać całemu światu, więc mogłam równie dobrze dać "utwór bez tytułu".
WEIRD is a side effect of being AWESOME - niepoprawny blog Iwony Mag. My professional aspirations were simple - I wanted to be an intergalactic princess. Janet Evanovich

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1820
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Fortunteller

Post autor: Kruffachi » 23 kwietnia 2018, 20:10

Wszelkie rady i wyłapane błędy mile widziane :)
Zamiast tego wystarczyło napisać, że potrzebujesz dopingu.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 117
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Fortunteller

Post autor: Ag. » 23 kwietnia 2018, 21:42

Tekst podoba mi się przede wszystkim na poziomie pomysłu, choć mam wrażenie, że są w tym tekście aż dwa różne, wymieszane ze sobą, a można by je spokojnie rozbić na dwa teksty.

Po pierwsze mamy więc dziewczynę, która igra z magią, ale zupełnie nie ma do tego ręki. Nie ma trzeciego oka, wróżenie słabo jej idzie, ale stara się kombinować. Wydaje mi się, że do tego lepszą ilustracją byłaby scena, w której przychodzi klienta niezadowolona, bo jej przepowiednia się nie sprawdziła. Na przykład Kiki jej wywróżyła, że jej syn zdobędzie dziewczynę X, a ta wychodzi za innego. To by było lepszym poparciem dla jej braku zdolności. I wtedy nic dziwnego, że Zjawa wchłonęła jej duszę, bo jak się człowiek na magii nie zna, to nie powinien z nią zadzierać.

Druga rzecz to zawsze pechowe wróżby. Ma sens, że Zjawa ukryta w szklanej kuli wywołuje pecha, ale jeśli Kiki jest słaba w swoim fachu, to chyba nie powinna umieć ich odczytywać? Raczej odczytywałaby wesołe rzeczy, żeby zadowolić klientów. Po prostu nie widzę powodu, dla którego bycie słabą fortuneteller miałoby się przekładać na przepowiadanie wyłącznie pecha. Tutaj można by też bardziej rozbudować wątek upierdliwych klientów, którzy wcale nie chcą znać prawdy, tylko szukają rozrywki. Coś więcej można by się rozpisać, że Kiki irytują.

Także ja tu widzę dwa oddzielne wątki, w zasadzie oba można by wykorzystać, gdyś chciała mieć dwa opowiadania zamiast jednego :D Natomiast zaskoczenie mnie zaskoczyło, bo nie wiem, czemu Zjawa chciałaby zarabiać pieniądze :D Chcę teraz znać szczegóły, za co nimi płaci :D

Ogólnie jednak takie magiczne klimaty lubię, podoba mi się właśnie ta ironia, że Kiki igra z mocą, o której nie ma pojęcia i sama się w kłopoty wpakowuje, choć jako fortuneteller powinna wiedzieć, co robi. Chyba lubię, jak są nieszczęśliwe zakończenia.

Co do stylu, to oczywiście cierpli trochę przez liczne błędy i brak ćwiczeń, aczkolwiek wszystkie troje teksty mają raczej podobne klimaty, masz więc swój sposób opowiadania historii, taki trochę złośliwy czy żartobliwy. To chyba dobrze, mieć swój własny rozpoznawalny styl :) Musisz tylko więcej pisać, oszlifować go.

Łapanka:
zbyt głupia I nie warta jego uwagi
Wielkie "I" zamiast małego "i".
odziedziczona po niej talię kart
odziedziczoną
bo najlepsze imię dla kota, to boskie imię
przecinek niepotrzebny
No przecież ja płacę, to oczekuję!
jak
zmieliła w ustach
zmięła
Ale prosze pani
proszę. Ja bym się pokusiła też o „Ależ”.
które wcześniej leżały na jej stole w towarzystwie kilku innych
trochę dziwne podkreślenie, wiemy już, że na stole leżało kilka kart.
Na Wieże napatrzyła
Wieżę
by zainteresować się co kocur widzi w tymże kącie.
by zainteresować się, co kocur widzi w tymże kącie.
I poszła nie przejmując się dziwniejszym niż zwykle zachowaniem zwierzaka.
Poszła gdzie?
Zjawa zrobiła jeden krok, kot podniósł się na cztery łapy; Zjawa zarobiła drugi krok - kot nastroszył się cały i pokazał zęby; Zjawa
Wydaje mi się, że po średniku małą literą.

Najpierw piszesz Coś, a potem od razu Zjawa, bez wyjaśniania, kiedy się dowiedzieliśmy, że to Zjawa. To może albo jedno, albo drugie cały czas byłoby lepiej.
efektowną dekoracja
ą
nie dawał za wygrana
ą
nikogo nie zobaczyła gdy odwróciła
nikogo nie zobaczyła, gdy odwróciła
stara zabawką.
starą
zaczęło strzelać sobą intensywnie.
? Nie wiem, co to znaczy.
Chodź moje dziecko, pokaże ci drogę, pokaże ci jak otworzyć trzecie oko
Chodź, moje dziecko, pokażę ci drogę, pokażę ci, jak otworzyć trzecie oko
wyciągnięto do niej
ą
ich palce się styknęły
zetknęły
Kiki szamocze się przez chwilę na fotelu, a potem osuwa się na niego jakby bez życia.
Jeśli już siedziała na fotelu, to nie mogła się na niego osunąć, mogła się osunąć na podłogę.
zapach lawend
lawendy
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

Awatar użytkownika
Unni
Posty: 66
Rejestracja: 26 lipca 2015, 16:54
Lokalizacja: Miasto Fabryk i Magazynów
Kontaktowanie:

Re: Fortunteller

Post autor: Unni » 26 kwietnia 2018, 19:56

Ag. pisze:
23 kwietnia 2018, 21:42
Tekst podoba mi się przede wszystkim na poziomie pomysłu, choć mam wrażenie, że są w tym tekście aż dwa różne, wymieszane ze sobą, a można by je spokojnie rozbić na dwa teksty.
Może coś w tym jest.
Ja mam teraz bardzo różne myśli, co do mojego "dzieła" - w większości złe. :potato:
Jestem na etapie głębokiego zwątpienia nawet w siłę tego pomysłu (dzięki Kruff), ale jest mi bardzo miło, że jednak komuś się podobało cokolwiek :D Jeśli zdecyduję się w tekście grzebać, to na pewno wezmę wszystko pod uwagę, również zagubione literówki ;)
WEIRD is a side effect of being AWESOME - niepoprawny blog Iwony Mag. My professional aspirations were simple - I wanted to be an intergalactic princess. Janet Evanovich

ODPOWIEDZ