UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Dola mędrca

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Nazareth
Posty: 65
Rejestracja: 20 stycznia 2017, 13:06

Dola mędrca

Post autor: Nazareth » 25 marca 2018, 08:14

Dzień był przepiękny, ani za ciepły ani za zimny. Na niebie, w pobliżu wesołego słońca, leniwie sunęła tylko jedna mała chmurka. Wilgotna bryza niosła ze sobą słony zapach oceanu i odświeżający chłód. Piasek pod stopami Rogera chrzęścił z każdym krokiem, przyjemnie łaskocząc, gdy wpychał się między palce. To było idealne popołudnie na spacer i mężczyzna przemierzał już plażę od ponad godziny, ale nie miał zamiaru się zatrzymać. Szum fal hipnotyzował, kolorowe parasolki wabiły, powabne dziewczyny ubrane w skąpe bikini dawały energię do dalszej drogi. Aż ostry ból przeszył jego stopę i sprawił, że Roger zaczął podskakiwać na jednej nodze jak wariat, łapiąc rekami zranioną część ciała. Chwilę później stracił równowagę i w akompaniamencie salwy śmiechu grupy nastolatków, runął siedzeniem w rozgrzany piach.
– Niech to... – zasyczał, i udał, że zajmuje się swoją nogą, aż roześmiane dzieciaki poszły dalej.
Po krótkich oględzinach, okazało się, że nic wielkiego się nie stało, małe zadrapanie, jedna kropelka krwi. Roger podczołgał się na czworaka do miejsca, w którym postawił ostatni krok i powoli, ostrożnie zaczął rozgrzebywać piach, by odnaleźć to na czym się skaleczył. Po chwili odgrzebał kawałek wygiętej błyszczącej rurki o ostrej spłaszczonej końcówce.
– Aha! – krzyknął z satysfakcją.
Złapał za przedmiot i pociągnął. Ku swojemu zaskoczeniu, zobaczył, że to za co trzymał nie było zwykłym śmieciem, wymytym na brzeg przez ocean, ale czymś na kształt pozłacanego imbryczka do herbaty.
– Niesamowite, czego to ludzie nie wyrzucają – wymamrotał, do siebie pod nosem. – Zaraz, zaraz... hahaha!
Roger zaczął się głośno śmiać, obracając w palcach błyszczący przedmiot i śmiejąc się jak dziecko.
– Wiem co to jest! To lampa! Jak lampa Aladyna. Szkoda, że nie znalazłem takiej gdy byłem dzieciakiem, ale byłby ubaw.
Mężczyzna wpatrywał się przez chwilę w przedmiot a potem rozejrzał dookoła i gdy upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu z łobuzerskim uśmiechem potarł lampę przedramieniem, tak jak robił to Aladyn w kreskówce. Zasyczało! Zabulgotało! Lampa zrobiła się gorąca i Roger upuścił ją na piasek, panicznie odpychając się od niej rękami i nogami. W końcu udało mu się wstać na nogi i był już gotowy do ucieczki, ale jego wzrok, zatrzymał się jeszcze na chwilę na tajemniczym przedmiocie. Siedział na nim dżin. Nie był wielki, jak zazwyczaj pokazuje się go w bajkach, miał może dwadzieścia centymetrów wzrostu. Nie był też niebieski. Był ciemnoskóry, jak Arab, którego przypominał z urody. Miał za to turban i wyszywaną złotą nicią karmazynową kamizelkę, to dzięki nim Roger rozpoznał w nim dżina, no i dzięki temu, że wyszedł on z lampy, oczywiście.
– Dobra – powiedział dżin. – Tym mnie wezwałeś, jestem na twoje usługi i tak dalej, i tak dalej. Wiesz jak to się wszystko odbywa, więc powiedz już swoje życzenie. Tak, jedno. Nie, nie możesz prosić o więcej życzeń. Tak, to dzieje się naprawdę, i tak dalej, i tak dalej. Oszczędźmy sobie durnych wstępów i kretyńskich pytań, życz już sobie czegoś i zagrzeb moją lampę z powrotem w piachu, tylko z łaski swojej, trochę głębiej niż ostatni jełop.
– Ale... To znaczy... – Roger nie mógł wydusić z siebie jednego zdania.
– Chłopie! Krótka piłka! Życz już sobie czegoś, ja ci to dam i kończmy z tym! Co to będzie? Pieniądze? Sława? Kobiety? Więcej pieniędzy? Cokolwiek, już!
– Cokolwiek?
– Cokolwiek zapragniesz, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem i tak dalej, i tak dalej.
– Wiedza! – odparł mężczyzna szybko, była to pierwsza rzecz jaka przyszła mu do głowy.
– Wiedza? – zdziwił się dżin. – Przynajmniej jesteś trochę oryginalny. Jaka wiedza?
– Cała wiedza – kontynuował Roger, nie bardzo wiedząc co mówi i nie bardzo wierząc w to co się dzieje. – Chcę wiedzieć wszystko. Daj mi całą wiedzę wszechświata.
– Fiuuu... – zagwizdał dżin przez zęby. – Czyżbyśmy byli trochę chciwi?
Człowiek otwierał już usta, by coś powiedzieć ale mała istota siedząca na lampie, podniosła w górę ręce i opuściła głowę w przepraszającym geście.
– W porządku, w porządku, możesz być chciwy jeśli chcesz. Ale muszę zapytać: jesteś pewien, że tego właśnie chcesz?
– Mam tylko jedno życzenie. Jeśli będę miał całą wiedzę wszechświata, będę wiedział jak zarobić pieniądze, będę też wiedział jak zostać sławnym i jak zdobywać kobiety, więc sam będę mógł spełniać swoje kolejne życzenia. – Skończył mówić z uśmiechem i wyrazem dumy wymalowanym na twarzy. – Tak. Jestem pewien, że tego chcę.
–Pfff... No dobra.
Dżin klasnął w dłonie. Zasyczało! Zaszumiało! Błysnęło! Głowa Rogera zrobiła się z razu bardzo lekka, a za chwilę bardzo ciężka. Myśli płynęły przez nią, myśli nieznane, niepojęte, dopiero co zrozumiane, ale pominięte, bo nie ważne, bo były już inne, czekające w kolejce i pędzące. Uczucie temu towarzyszące było takie jakby głowa rosła i kurczyła się naraz, przyjmowała informacje, ciągi cyfr i wzorów, równań których jeszcze nie stworzono, które dawno zapomniano, które nigdy nie powstaną i nigdy nie powstały. Rośliny, zwierzęta, owady formy życia tej planety i innych, wymarłych i nienarodzonych, teoretycznych i nieosiągalnych, prawdopodobnych i nierealnych. Wszystko to z prędkością światła, prędkością czarnej materii, przyciągania czarnej dziury, przyspieszeniem, którego jednostkę znał tylko Roger. Zniknęła plaża, ocean, niebo i słońce, rozpadły się na drobinki atomów, elektronów, kwantów, kwarków i galaktyk. Okruszki wszechświatów – obecnych, równoległych, potencjalnych, wszystkich zamkniętych w jednym ziarnku piasku, które było...

***

–A tamten mężczyzna? Kim on jest? – spytała Kate.
–Ooo... to jest pan Jones. Robert Jones – odpowiedziała Anna. – Jest naszym specjalnym gościem.
–Specjalnym gościem?
–O tak! Oni wszyscy są tu gośćmi Kate, musisz się tego nauczyć, i wszyscy są wyjątkowi, ale pan Jones najbardziej.
Obie kobiety zbliżyły się do Rogera i przez chwilę mu się przyglądały.
–Dlaczego akurat ten pacjent jest taki szczególny?
–Gość, Kate! – skarciła ją starsza pielęgniarka. – Chyba ci mówiłam, że nie lubimy słowa pacjent.
–Dobrze, gość – powiedziała dziewczyna przewracając oczami. – Co w nim takiego specjalnego.
–Nic.
–Jak to nic, przecież mówiłaś, że jest wyjątkowy.
–To jest w nim właśnie wyjątkowe Kate. Według wszystkich lekarzy jacy go kiedykolwiek badali, pan Roger Jones jest okazem zdrowia. Nie dolega mu absolutnie nic, a jednak... – zawiesiła głos. – Od dwudziestu lat siedzi tylko na tym krześle i patrzy się przed siebie, taka szkoda. Taki przystojny mężczyzna.
Młoda pielęgniarka spojrzała na starszą koleżankę a potem na Rogera, z powątpiewaniem.
–No nie wiem... może po prostu, dla mnie jest trochę za stary.
Anne roześmiała się i przykucnęła obok swojego ulubionego pacjenta, odgarniając mu grzywkę z twarzy.
–Faktycznie jest od ciebie dużo starszy, ale jak można się oprzeć tym oczom? Pan Jones ma takie mądre oczy...[/interlina]
Z mroku zabobonu wyszliście i w mrok zabobonu powrócicie, ażeby tarzać się w grzechu i bujnie obrastać diabelstwem!

Awatar użytkownika
Xanttis
Posty: 79
Rejestracja: 23 października 2017, 23:41

Re: Dola mędrca

Post autor: Xanttis » 25 marca 2018, 13:33

No to pierwsza uwaga to formatowanie tekstu. Interlinia, pauzy zamiast myślników itp., ale tekst krótki, więc nie przeszkadzało to w czytaniu, taka uwaga na przyszłość :) .
Zdaje się że ten link jest o tym, ale był jeszcze z tymi pauzami m.in. tylko, że nie pamiętam gdzie :facepalm: , może ktoś inny będzie kojarzył.

Druga uwaga jest o bohaterach. Najpierw dwukrotny błąd przy imionach: w drugiej scenie jest Robert Jones, a poniżej Roger - tak jak w pierwszej scenie. No i druga - jest Anna i Anne, ale to może akurat literówka :). Mam przez to małą obawę, że pisane to było na szybko i bohaterowie podlegają historii, a spróbuj wykreować bohaterów, "posłuchać co mają do powiedzenia" i wrzucić ich w tą historię, całość zyska na głębi, bo zdarzenia, decyzje i reakcje bohaterów - tak samo jak u rzeczywistych ludzi - mają podłoże w nas samych i w naszych doświadczeniach czy poglądach. Nada to też realizmu temu wszystkiemu, bo czytelnicy lubią utożsamiać się z bohaterami, lub przynajmniej - jak ja - chcą wierzyć, że ten bohater jest z krwi i kości, że jest niematerialnym człowiekiem. Jak do tego usiąść? Przykładowo - Roger natrafił na lampę Aladyna. Wybierając życzenie, by posiąść wszelką wiedzę powstaje pytanie "dlaczego tak? Co za tym stoi? Czy to tylko przypadek, czy może wiedza i mądrość są jednymi z najważniejszych wartości według Rogera?" Jakakolwiek jest odpowiedź na poprzednie pytanie, to pojawia się kolejne - "czy i co w jego życiu lub osobowości spowodowało, że to przypadkowy wybór lub ważna wartość? Jakieś jedno wydarzenie, ciąg wydarzeń, wychowanie w domu?".
Historii bohaterów nie trzeba przedstawiać w opowieści, ale warto mieć jej choć zarys, by bohaterowie byli bardziej 3D :). Może Ci się to wydawać zbędne i te rzeczy dla czytelnika są zbędne, bo tak jak my żyjemy teraz, tak i bohaterowie żyją w czasie teraźniejszym, i zarówno my jak i oni nie przypominamy sobie w każdej sekundzie o całym naszym życiu, ale zarówno my jak i oni je przeżywamy, już trochę lat przeżyliśmy, jeszcze wiele przed nami i mamy już bagaż doświadczeń, plus typ osobowości i poglądy, które razem kreują nasze decyzje, zachowania i szlaki jakimi podążamy. Przy budowaniu wiarygodnego świata i historii, musisz mieć wiarygodne postaci. W kanciapie redaktorów na tym forum możesz poszukać trochę o tym, ale w internecie także z pewnością. Ja wspieram się także książkami o pisaniu, zawsze znajdą się jakieś ciekawe porady i uwagi, jak wykreować trójwymiarowego bohatera :).

No i na koniec o tej historii. Pomysł może być ciekawy, ale potrzebuje szlifu. Też mam nadal generalnie ten problem, że choć - wydaje mi się - mam ciekawy pomysł, to moje narzędzia i warsztat nie wyciskają z niego tyle, ile bym chciał. W sensie, że to, co przelewam na papier, to nie jest pełnia tego, co widzę oczami wyobraźni kreując fabułę. No, ale to trzeba pisać i szlifować, bo inaczej się nie da. Talent to tylko silna wola i chęć pracy nad sobą.

Mam nadzieję, że pomogłem :). Powodzenia!
"Wszyscy muszą być podobni jeden do drugiego. Każdy człowiek wizerunkiem innego człowieka. Wtedy wszyscy są szczęśliwi, bo nie ma gór, by się przed nimi zginać ze strachu i porównywać się z nimi" ~ 451 stopni Fahrenheita, Ray Bradbury

ODPOWIEDZ