UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Takk, men nei...

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Takk, men nei...

Post autor: Kanterial » 02 sierpnia 2017, 12:03

Czytałam tę wstawkę dwa razy – raz tuż po wrzuceniu i raz wczoraj. Nie żeby to był jakiś przemyślany eksperyment, ale myślę, że wnioski jakie wyciągnęłam, trochę chociaż zobrazują moje odczucia. Wtedy przy pierwszym czytaniu byłam jeszcze całkiem-całkiem w temacie i pamiętałam o wiele więcej szczegółów z poprzednich kawałków tekstu. Byłam wciągnięta, zaintrygowana Carlem i nastawiona na wyjaśnienia. Przez całe czytanie miałam WTF wypisane na twarzy. Teraz jest już sierpień, przeczytałam znów, znów miałam WTF na twarzy, ale to WTF się niczym nie różniło od poprzedniego :facepalm: . A dziś rano przeczytałam całe „Takk…” od nowa i nadal nic się nie zmienia w moim zupełnym niezrozumieniu ostatnich dwóch fragmentów. Ja totalnie nie wiem o co chodzi. Czy to moja wina, czy nie tylko moja, ciężko mi ocenić, ale skoro takie głosy już się pojawiły, to może jednak coś jest na rzeczy.
Nie pojmuję o czym mówi Carl. Jego monolog nie ma dla mnie sensu i traktuje o czymś w ogóle nie sprecyzowanym. To już są jakieś dalekie rozkminy w momencie, gdy ja nie znam źródła problemu. Znaczy ok, czaję sprawę z genetyką, rozumiem też, że Carl nie stoi (tak dosłownie) za przynajmniej jednym z zamachów, ale… zagadką są dla mnie jego postulaty, pojęcia nie mam, czego on chce od ludzi i świata, co chce komu pokazać i jakim sposobem, czy idzie o „uzdolnionych” czy nie tylko, na jaką cholerę mu Lars… mogłabym wymieniać dalej. Tak, mogłabym wymieniać dalej, bo oto wrzucasz do tej mieszanki również Axela, który w bliźniaczej(!) niedoprecyzowanej sytuacji, otoczony chaosem, milczący, nie umiejący ułożyć myśli (normalnie Lars numer dwa) pałęta się w jakiejś wielkiej sprawie ważnego człowieka (pan tatko) nie wiedząc jaka jest jego rola i o co kaman. To znaczy może on wie. Może i Axel i Lars mają jakieś mgliste pojęcie o mechanizmach w które są wkręceni. Wtedy szkoda jedynie, że nie dzielą się swoją wiedzą z czytelnikiem.
Bo właśnie, to chyba chciałam napisać jako podsumowanie – ja nie uważam, że w tekście jest zbyt wiele tajemnic. Że odsłaniasz zbyt mało kart, jak to fajnie ujęła Kili. Dla mnie problemem jest to, żer twoi bohaterowie – moi bohaterowie – a więc Lars i Axel, oni wcale nie stanowią łącznika między światem przedstawionym a niezaspokojoną ciekawością czytających. Nie. Oni są jak zwierzaki w zoo, zwłaszcza Axel. Dajesz mi niby widzieć jego oczami, ale tak tylko złudnie. Czytam o nim i obserwuję go, ale nie mam wstępu do wnętrza jego głowy. Ten wstęp dałaś mi parokrotnie u Larsa, ale niestety nie tam, gdzie był potrzebny. Ja nie mówię, że Lars powinien wiedzieć wszystko i myśleć o tym, co wie, dla mojej wygody. Może się mylić. Może tylko przypuszczać. Ale ja bym chciała wiedzieć CO on przypuszcza i dlaczego. Tak samo Axel. Niechby oni choć snuli jakieś rozkminy logiczne w typie „aha, no dobra, czyli jest tak i tak, więc pewnie to znaczy że to i tamto, bo cośtamcośtam”. Tymczasem oni wpadają w wir i mają tendencję do skrywania swoich poglądów nawet przede mną, odbiorcą tekstu. Już ten wywód o tym, że Lars „kolekcjonuje” w głowie pytania, pozwalając niezrozumiałemu monologowi Carla płynąć… myślałam że walnę głową w blat :facepalm: jak mogłeś Lars, dlaczego mi to zrobiłeś? Why, nande? Nawet twoja rozmowa z paprotką niczego nie wyjaśnia…
Dobra, to się wygadałam XD chyba po prostu irytuje mnie ciągła świadomość, że nie wiem o czym jest tekst, który lubię.

Bardzo, bardzo mi się podoba (mimo tych uwag wyżej). Twoje postacie dzielą co prawda pewne cechy wspólne i mocno dające o sobie znać, ale taki jest twój styl i przyjmuję to bez zastrzeżeń. Lubię to, że wszyscy zdają się czytać w sobie z wysiłkiem, szukając jakichś najmniejszych zmian mimiki, znaczących ruchów, reakcji itd. Widać, że zwracasz na to uwagę i tę uwagę rozdzielasz równo pomiędzy wiele scen. Tu ktoś się pilnuje, by nie przestępować z nogi na nogę, tu ktoś powstrzymuje grymas, tu używa nieswojego gestu. Zupełnie przyjemny zabieg, doceniam. Dialogi, mimo że mocno nacechowane podobnym poczuciem humoru i próbami jakby uzyskania efektu WOW u rozmówcy, siedzą w tym tekście. Pasują. Nie będę się ich czepiać, bo sprawiają mi przyjemność czasem nawet udaje się wywołać uśmiech tą czy tamtą uwagą, trafionym zdaniem. Fajne tu były rzeczy, które mogłabym wyipsac, ale może wymienię z pamięci: ten test (alko i teczka w kuchni) Axela, opis Rune’a (ten pierwszy i ten z uśmiechem mówiącym „zrobię to choćbyś miał polecieć nieprzytomny”), oczywiście paprotka (jprdl, Lars, mistrzu), niepojęte zachowanie Carla, szczeniacki błąd Larsa (fajnie, że sobie uświadomił, że go wykiwała) i wspomnienie o ojcu. No i obraz Axela z psem na udzie i książką w ręce. Uwielbiam.

Liczę, że trochę mi czegokolwiek wyjaśnisz następnym razem :D inaczej moja przeogromna sympatia dla bohaterów może zostać przyćmiona żalem z powodu nieogarniania fabuły. Chwilowo czyta mi się (poza tym jednym aspektem) świetnie. No, może trochu technicznie coś mnie zatrzymało… to chyba były zdania z „tak”:
Wydawał się powątpiewać, ale tak Axel był trzeźwy.
Bo tak nadal masz dostępy.
Chyba po „tak” przydałyby się przecinki. W ogóle trochę przecinków by się przydało, ale to już jest sprawa dla ciebie, by się z nimi bić XD

kocham!
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 423
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Takk, men nei...

Post autor: Kompot » 12 października 2017, 14:04

Pierwszy rozdział.
Możliwe, że moja ocena się zmieni po przeczytaniu całości, nie wiem. Zobaczymy.
Z jednej strony podobało mi się bardzo, to jak potraktowałaś wstęp do opowiadania o superbohaterach. Wejście od kuchni w ich życie, wydaje mi się szalenie ciekawe i szczere. Nie wydaje mi się za to, żeby ten fragment był przegadany, bo mam wrażenie, że w interesujący sposób zarysowałaś tam głównych bohaterów. Pewnie można by poprzycinać niektóre fragmenty, ale moim zdaniem tekst by stracił na tym. Kryzys pojawia się pod koniec fragmentu i to jest super, ale można by pokusić się o dodanie na początku haków, które mniej cierpliwych zmotywowałyby do czytania dalej, o piciu kawy, relacjach chłopaków i ich podejściu do życia. Niegroźny wypadek, mógłby być czymś epickim gdyby chłopcy zamiast wzywać lawetę (nie wiem jak wyglądał :D), poradziliby sobie za pomocą swoich mocy. Albo gdyby musieli się kontrolować przy świadkach zdarzenia, albo gdyby ten wypadek był spowodowany nadnaturalnymi umiejętnościami. To są banalne przykłady, ale chcę powiedzieć, że możesz naturalnie wpleść do tego startu multum różnych interesujących czytelnika szczegółów, które wzbudzą niejasne przeczucia już wcześniej. Nawet przepalanie bezpiecznika w ekspresie do kawy mogłoby być ciekawe, jako przerywnik w rozmowie. Przez to, że w tym fragmencie ujawniasz super moc jednego z nich, oczywiste jest to, że nie zostawiasz tej niespodzianki na dalszy etap. I dobrze.

W trakcie czytania będę doklejać do tego komcia kolejne uwagi. Nie chcę się pogubić i wolałabym, móc dodawać uwagi po każdym fragmencie.
Mam nadzieję, że nie naśmiecę przez przypadek.
Obrazek

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Takk, men nei...

Post autor: Krin » 25 stycznia 2018, 19:06

Tekst czytałam już jakiś czas temu, więc będzie to komentarz na temat tych rzeczy, które zostały ze mną nawet po tak długim czasie.

1. Wiadomo, że nic nie wiadomo

Wiem już, że taki masz styl, że rzucasz czytelnika na głęboką wodę i nie dajesz mu koła ratunkowego, ale mam wrażenie, że momentami przydałoby się nad nim zlitować, zanim się utopi. Nie dosyć, że zaczynam się zniechęcać, gdy nic nie rozumiem, to często przez niezrozumienie jednej rzeczy, nie jestem w stanie nawet zapamiętać kolejnych, bo mam w głowie taki galimatias i czuję się, jakbym dryfowała po tekście bez celu.

Np. nie wiem zupełnie, co wie Lars na temat Axela i jego bandy, która wygląda na sporą i to mnie frustruje.

2. Wysadzanie ludzi to prawdziwy problem, o eugenice nie warto wspominać

Jakoś tak Lars wydaje mi się w ogóle nie zastanawiać nad konsekwencjami eugeniki - nad tym, że mnóstwo osób nie będzie mieć dzieci, że i tak już ledwie pełzający europejski przyrost naturalny padnie całkowicie, że w sumie to najlepszymi kandydatami do rozmnażania będą ludzie z regionów ubogich, w których selekcja naturalna trwa do dziś itp. itd.

3. Lars i jego paprotka

To było... dziwne. W sumie trochę śmieszne, ale gdybym otworzyła taką powieść w księgarni, zaczęłabym się zastanawiać, co autor miał na myśli. Jaki cel ma całe to mówienie Larsa do siebie? Pokazanie, że coś z nim jest nie do końca w porządku? (Nie mówię, że jest jakiś chory, ale coś np. emocjonalnie nie domaga itp.) Pozostałe sceny wydają się na to nie wskazywać.

4. O mój borze zielony Marsza trafiła w to, co Krin kocha najbardziej...

Przyznaję się, że ludzie z mega-mocami, którzy je ukrywają to jeden z moich ulubionych motywów ever. To jest też jedna z rzeczy, które lubię przy nekromantach, którzy mają swoje nekromanckie moce i się z nimi ukrywają, choć u nich dochodzą przy tym jeszcze inne czynniki... Ogólnie mimo wymienionych powyżej wad zajarał mnie ten tekst i czekam na ciąg dalszy, a zwłaszcza czekam na moment, w którym Carl dowie się o zdolnościach Larsa i co z tego wyniknie.

W ogóle zaje...yghym *kaszlnięcie* opisujesz te moce, tak jakoś inaczej niż inni, choć władanie prądem i podnoszenie przedmiotów to dość ograne w fantastyce sztuczki. Ale to, że Lars rozpoznaje instalację elektryczną i w czajniku ma specjalny bezpiecznik, a Axel słodzi herbatę, nie dotykając łyżeczki... Fajnie wychodzą tę umiejętności przy opisie takich codziennych rzeczy. W ogóle bardzo mi się podoba wyobrażenie ich życia razem w tym domu, normalnie dwóch kosmitów, którzy wreszcie mogą być sobą.

Więc chciałabym podsumować słowami: weź pisz, bo Cię kopnę. :heart:
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

ODPOWIEDZ