UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Zachęcamy do głosowania na TEKST WRZEŚNIA oraz w INSTANCIE

Wiatru nie zatrzymasz

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Kruffachi » 01 sierpnia 2016, 15:03

To jest naprawdę stary tekst, jakoś z początków mojej forumowej egzystencji (nie, nie tu, w ogóle), może drugi albo trzeci opublikowany w sieci, co by znaczyło, że ma około sześciu, siedmiu lat. Wersja oczywiście sprawdzona, zredagowana i odświeżona, także teges, zarzuty będą mimo to jak najbardziej aktualne i na pewno wiekiem tekstu nie zamierzam się zasłaniać. Tytuł zmieniłam, więc może się okazać, że ten i ów jednak pamięta. Kiedyś jednak był on brzydkim spoilerem, ale też napisałam to na pojedynek literacki i tak brzmiało hasło wywoławcze. Wrzucam, bo znalazłam podczas przeglądania starych plików w poszukiwaniu Smutnej, a ostatnio słowiańszczyzna jest na topie ;)




Wiatru nie zatrzymasz

Kiedy Izbor mówił, że odchodzi, wszyscy wiedzieli, że nie żartuje, bo nie żartował nigdy. Porzucał ich, porzucał cały ten syf i naprawdę szedł szukać lepszego życia za wzgórzami. Nawet ja dałam się nabrać jego przekonaniu i myślałam, że rosły syn kowala nie kłamie, ale Izbor wrócił trzy dni później.
W sosnowej trumnie.
To było bardzo dziwne tak właściwie. Niby nic nie stało na przeszkodzie, żeby stąd odeszli, opuścili wyjałowioną dolinę, wyrwali się wreszcie z nędzy i zaczęli nowe życie gdzieś, gdzie ziemia nadal chciałaby rodzić, a w strumieniach pływałyby ryby. Ale ilekroć ktoś próbował opuścić przeklęte miejsce, ilekroć ktoś usiłował przekroczyć umowną granicę wyznaczoną przez brzezinę, kończył jako okrwawione flaki rozciągnięte na długości dobrych paru łokci.
Izbor podobno zginął już tego samego dnia, którego wyszedł z wioski. Starsi dostali go tak późno, bo dwie doby trwało zbieranie jego trzewi i pakowanie ich do skrzynki. Mieszkańcy osady woleli zatem nie podnosić wieka. Wsadzili trumnę do ziemi nienaruszoną – taką, jaką ją dostaliśmy od Przygranicznych. Nawet nie sprawdzali, czy cokolwiek jest w środku. Nikt też nie odważył się zadbać, by biedak spoczął twarzą do ziemi.
Po cichu wierzyłam, że istotnie niczego w środku nie ma, bo Izbor wydawał mi się zawsze sympatycznym chłopakiem, z tych figlarnych, ale samo powietrze nie byłoby tak ciężkie. Akurat o tym coś wiem.
Kiedy tak staliśmy jak głupki nad świeżo usypanym kopczykiem, a baby rozdzierały szaty w żałobnym szale, wniosek wydawał się oczywisty – zostali tu uwięzieni na wieki.
Pochowali Izbora na obrzeżach wioski, rzut kamieniem od linii drzew wyznaczających granicę bezpiecznego świata. Wszystkich niedoszłych uciekinierów zakopywali w tym miejscu, w nadziei, że jeśli to, co ich zabiło, postanowi dobrać się do szczątków, żywi nie będą zmuszeni tego oglądać.

*

Przybył dwa dni po pogrzebie Izbora.
Miał postać jeźdźca na dziwnym koniu, którego skóra zdawała się kłębowiskiem czarnych, ruchliwych węży. Siwa grzywa i ogon wierzchowca przypominały splątane włosy starca, a oczy rozżarzone węgle. Cienkie jak babie lato kosmyki kołysały się w rytmie wiatru, a z chrap wydobył się straszliwy smród zgnilizny – smród zaświatów. Sam jeździec miał pozory ogromnego mężczyzny o czarnych włosach, długich do połowy pleców. Kiedy jednak zwrócił ku mnie twarz, zobaczyłam białe, jarzące się oczy. Puste jak oczy ślepca.
Stałam naprzeciw niego sama, drżąca, otulona jedynie wełnianym szalem zarzuconym na nocną koszulę. Boso. Starając się powściągnąć strach, oceniłam szybko sytuację. Nie przedstawiała się najlepiej – za plecami miałam tylko śpiącą wioskę, a to raczej marne wsparcie. Z chaty wygoniła mnie nadpsuta brukiew, która wszczęła rewolucję w kiszkach i od zachodu słońca aż do teraz przewracała je na lewą stronę. Normalnie nie ruszam się nigdzie po zmroku – jestem zajęta – ale napar nie pomógł i musiałam dać upust potrzebom.
– Kim jesteś? – spytałam, tkwiąc jak sparaliżowana. Rzeczowość tonu mnie samą zbiła z tropu. Dziwne nerwowe reakcje. Zawsze ułatwiają życie.
Nie odpowiedział. Zaczęłam podejrzewać, że to halucynacja, wynik odwodnienia. Odwróciłam się więc z zamiarem powrotu do chaty, ale wtedy coś podcięło mi nogi. Runęłam na twarz. Dźwignęłam się na łokciu i wyplułam gorzkie błoto z ust. Kątem oka dostrzegłam, jak jeden z czarnych węży, kurcząc się ze świstem, z powrotem staje się końskim bokiem.
– Dokąd idziesz? – Gniewny syk. Wrząca wściekłość uwięziona w dwóch słowach.
No ładnie, podpadłam upiorowi.
– Do chaty – palnęłam, podnosząc się na kolana i poprawiając ubłocony nieszczęśliwie szal. – Zimno mi.
Węże oplotły moje ramiona i obróciły brutalnie twarzą do upiora. Przemykały też po skórze szyi oraz policzku, zimne i oślizgłe, niemal paraliżując mnie serią dreszczy. Chciałam krzyknąć, ale jedna z macek owinęła się wokół gardła.
Ach, więc o to chodzi, pomyślałam. Nie dam się sprowokować. Nawet na to nie licz, brzydalu.
Pętla zacisnęła się mocniej i przed oczyma zobaczyłam ławicę ciemnych wirujących plamek. Pamiętam nawet, że zmówiłam krótką modlitwę. Perunie, miej mnie w swej opiece. Coś takiego.
Puścił. Nie wiem dlaczego, ale puścił. Zaczerpnęłam kilka nerwowych, szybkich oddechów, chwytając się odruchowo za gardło. Dopiero po chwili, kiedy przestało mi się tak bardzo kręcić w głowie, dostrzegłam, że okno jednej z chat rozjarzyło się blaskiem łojowej lampy. Paskud najwyraźniej nie chciał mieć świadków, ot co.
Mężczyźni, uznawszy, że nic im nie grozi, bo przybysz nie tknął nawet samotnej dziewczyny, zaczęli wylegać z chat. Głupcy. W ciemnościach nie mogli dostrzec ani macek, ani potwornych oczu upiornego jeźdźca. Wiedziałam, że kiedy podejdą z lampami, będzie już za późno.
Korzystając z okazji, dałam nogę i schowałam się za ich plecami. Nawet, gdyby po wiosce miała zostać tylko dziura w ziemi, z pewnością nie miałam ochoty ginąć jako pierwsza.
– Kim jesteś i czego chcesz? – warknął Gnierat, potrząsając widłami.
Widłami. Widłami chciał przepędzić zmorę.
– Szukam pracy.
Przyznam, że odpowiedź mnie zaskoczyła. Poczułam, jak moja twarz zmienia wyraz, i byłam szczęśliwa, że nikt poza upiorem nie może tego zobaczyć.
– Pracy? – Gnierat zbliżył się do jeźdźca i uniósł lampę, by lepiej mu się przyjrzeć. Kiedy w ciemności błysnęły białe oczy, cofnął się przerażony. Wymamrotał pod nosem modlitwę do Rujewita.
– Mogę was uwolnić. Byłem za drzewami. I żyję.
No, tego ostatniego akurat nie byłam taka pewna.
– Zabijasz potwory? – zapytał naiwnie Gnierat.
Usłyszałam, jak mieszkańcy osady szepczą klątwy i wciągają z sykiem powietrze, nie wiedząc, że powinni bać się go może bardziej niż tych rzekomych potworów.
– To zajęcie dla dzieci.
Nad głowami wieśniaków przetoczył się pomruk konsternacji.
– Mówiłeś, że możesz nas uwolnić – rzucił ktoś, kogo twarzy nie dostrzegłam, oślepiona nieco łuną płomyków lamp.
– I uwolnię was. Choć nie za darmo.
Chłopi stawali się nerwowi. Wiedzieli, że nie mają czym zapłacić. W końcu ziemia nie rodziła dobrze od kilku lat.
– Chcę jej.
Kobieta, za której plecami się schowałam, struchlała, myśląc, że chudy palec z postrzępionym paznokciem wskazał ją. Wiedziałam jednak, że jest inaczej.

*

Szłam za zadem jego konia jak jakaś niewolnica. Jeden z węży owinął mi się wokół szyi i zaciskał przy każdym nieostrożnym ruchu, więc musiałam być grzeczna. Ręce zostawił mi wolne, ale zdrowy rozsądek powstrzymywał mnie przed ucieczką. Podejrzewałam, że gdybym dała mu podstawy do podejrzeń o niecne zamiary, czarna macka zacisnęłaby się i zmiażdżyła mi kark. Jasne, mogłam zrzucić ciało i odlecieć, ale to nigdy nie jest przyjemne. Poza tym poczułam się lekko zaintrygowana.
Chłopi oddali mnie, jeszcze zanim upiór zdążył wypełnić swoją część umowy. Ja też – w jakimś sensie – stanowiłam dla nich problem.
Dawniej moja pozycja w wiosce była lepsza, bo też rządzili nią mężczyźni, a większość z nich była gotowa całować mi stopy i to dosłownie. Miałam każdego, którego chciałam mieć, a oni spełniali moje zachcianki i nosili mnie na rękach. Bronili przed własnymi żonami, matkami i córkami, nie wiedząc nawet, czego bronią. Potem nastał głód, a chłopi uparli się, że uporają się z zagrożeniem zza drzew. I tak ginęli jeden po drugim, a baby – co całkiem zrozumiałe – nieszczególnie za mną przepadały. Miałam dość sprytu, by od razu nie dać się wytarzać w gnoju, ale wiedziałam, że sytuacja staje się z dnia na dzień coraz gorsza.
I wreszcie znalazły sposób, żeby się mnie pozbyć. A niech ich chłopom kutasy uschną!
– I jak ci się podoba ciało? – spytał niespodziewanie jeździec.
– Średnio – mruknęłam, wspominając niedawną sraczkę.
Upiór zaśmiał się i potrząsnął głową.
– Dlaczego kobieta? – drążył.
– Nie wiem. Chyba po prostu lepiej dogaduję się z mężczyznami. Nie chcą od razu zakładać rodziny. I z reguły nie zachodzą w ciążę, a wiesz, puszcza się potem taka na prawo i lewo i śmie ci wmawiać, że bachor wziął się z powietrza.
Wyglądało na to, że brzydal doskonale wiedział, kim jestem. Ja też nabierałam podejrzeń, co do jego tożsamości. Ała, nie mogłam pozbyć się myśli o alle. A to oznaczałoby, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny… znaczy wiatru.
– Dlaczego się za to nie wzięłaś? – odezwał się znowu.
– Za co?
– Za to, co rozszarpywało wieśniaków.
– Ach – uśmiechnęłam się krzywo – nie lubiłam tych głupców na tyle, by dla nich ryzykować.
– Nie ryzykowałabyś. To zwykła boginka.
– Boginka? – zdziwiłam się.
– Musieliście ją czymś wkurzyć.
– A, tak – przypomniałam sobie – wychłostali jakiś czas temu baboka. Śmiertelnie.
Nigdy tego nie zrozumiałam. Chłopi byli przekonani, że jeśli boginka podrzuca im swoje młode, należy usadzić je na kupi gnoju i zbić. Tym razem bili na tyle mocno, by babok – mimo mocnej skóry – zmarł. Biedny dzieciak. Może niezbyt mądry i urodziwy, ale biedny.
– Zabiłeś ją?
– Mówiłem, że nie zabijam potworów.
– W takim razie, jak zamierzasz ich uwolnić? – nie rozumiałam. Boginki są zbyt głupie, by z nimi negocjować. Nie przekonałby jej, żeby zmieniła rejon żerowania.
– Będziesz musiała znaleźć inną wioskę. Ta już nie istnieje.
Zamarłam z otwartymi ustami i przez dłuższą chwilę nie byłam w stanie wydusić z siebie nawet słowa. Zrozumienie zwaliło się na mnie czarną falą. Potrzebowałam czasu, by dotarło do mnie, jak bardzo mnie to nie obchodzi – by ze mnie uleciało.
– Jesteś latawcem, poradzisz sobie. Tacy jak my zawsze sobie radzą – dokończył bezlitośnie, wobec mojego milczenia.
Miał rację.
Tacy jak my zawsze sobie radzą. Wiatru nie zatrzymasz.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Joa » 01 sierpnia 2016, 17:25

SpoilerShow
Cienkimi jak babie lato kosmyki kołysały się w rytmie wiatru
Nie rozumiem.
Kątem oka dostrzegłam, jak jeden z czarnych węży, kurcząc się ze świstem, z powrotem stającego się końskim bokiem. 
Nie rozumiem x2.
Poczułam, jak moja twarz zmienia wyraz, szczęśliwa, że nikt poza upiorem nie może tego zobaczyć.
Była szczęśliwa ona czy twarz? Jeśli twarz zmieniła wyraz na szczęśliwy, to czy twarz również była szczęśliwa, że nikt poza upiorem tego nie widzi, czy może ona?

Czytało się prawie płynnie, tylko te momenty, które wypisałam w spoilerze wytrąciły mnie z lektury, a nastawiałam się, że będzie bezbłędnie. Heh, Krowo. Wiesz, że masz - nawet jeśli to tekst sprzed wielu lat - jakąś zdolność pisarską i czyta się Ciebie dobrze, to się nie zmienia. Jesteś już wyrobioną autorką, co do tego nie ma wątpliwości. Jedną z niewielu osób na forum, której teksty mają stały poziom, nie ma wahań. Podziwiam Cię za tę ciężką pracę, którą włożyłaś, by móc właśnie tak pisać.
Sama miniatura jest ok. Nie powala, choć rzeczywiście mnie zaskoczyła - ale mnie łatwo zaskoczyć właściwie :facepalm: Najlepsze momenty dla mnie to moment, w którym główna bohaterka/er (rodzaj nijaki?) spotyka jeźdźca i następuje opis jego wyglądu (bardzo plastyczny, wystarczający w zupełności; oślizgłość, obrzydliwość, te węże, macki, fuj) i moment, gdy czytelnik ogarnia, że to nie taka zwykła dziewczyna.
Słowiańszczyzna jest na topie, cytując Ciebie, gdy cytujesz innych.
Podobało mi się, bo zgrabne, bo idealne na odstresowanie się, przeczytanie do herbaty. Trzymasz poziom, zaciekawiasz historią, wszystko gra.
Mój komentarz nie zrzuci Cię na kolana najpewniej, zdaję sobie z tego sprawę, ale to tylko sygnał, że przeczytałam, że uważam, że jest ok, że fajne do herby, bo tak naprawdę czekam na coś innego Twojego autorstwa, co lubię w Tobie najbardziej.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Kruffachi » 01 sierpnia 2016, 17:44

Dziękuję ślicznie za tak szybkie przeczytanie i tak, wiem, że czekasz, chciałabym, ale są problemy realne (właściwie już pokonane, skoro znalazłam plik) i te irracjonalne, ubzdurane, ale to nie tak, że bym nie chciała.

Wszystkie trzy buble poprawiłam ;)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 481
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Krin » 03 sierpnia 2016, 13:00

I znów mam ten sam problem. Zupełnie nie rozumiem, o co chodzi. Nie rozumiem, kim takim był jeździec, kim była dziewczyna ani co się stało z nieszczęsną wioską i dlaczego. (To znaczy wiem, że to sprawka przybysza, ale nie wiem po co mu to było.) Nie wiem po co zabrał ze sobą dziewczynę, skoro wszystko wskazywało na to, że zamierza ją wypuścić.

Nie kupuję też nagłej zmiany zwykłej dziewczyny w dziewczynę, która jest kimś więcej. Po co ona tam niby siedziała, skoro tak nie lubiła tej wioski? Początek tekstu sugeruje zupełnie inne uczucia wobec mieszkańców, szczególnie tego, który zginął, a przede wszystkim niewiedzę na temat tajemniczego zagrożenia. Wydało mi się, że w środku pisania nagle zmieniłaś koncepcje.

Próbujesz być tak delikatna w przekazywaniu informacji, że wcale ich nie przekazujesz. Uświadomiłaś mi, dlaczego nie lubię czytać opowiadań - większość jest tak przekombinowana, że doznaję tylko zniechęcenia przy próbach pojęcia, co autor miał na myśli. Gorsze niż szkoła... brrr...

Podobnie było z "I nigdy nie wracaj", ale tamto ujęło mnie światem i klimatem. To nie ujęło mnie niczym. Przykro mi. Trochę po tobie pojechałam teraz, ale to pewnie przez niemiłe skojarzenie z nominowanym w zeszłym roku do Zajdla opowiadaniem Marty Krajewskiej (nie pamiętam tytułu), które mnie zniechęciło nie tylko do tej autorki, nie tylko do całej "Nowej Fantastyki", ale do polskiej fantastyki w ogóle, która kojarzy mi się teraz jako niestrawna, niezrozumiała i nudna. A przecież lubię słowiańskie klimaty, lubię demony, potwory i mrocznych jeźdźców.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
DeathAwaits
Posty: 9
Rejestracja: 04 lipca 2016, 09:19

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: DeathAwaits » 03 sierpnia 2016, 14:43

Przeczytałam i ten... takie krótkie trochę to było. Nawet nie tyle mam na myśli rzeczywistą długość, co ilość informacji zawartą w tekście. Wszystkiego mało - a najbardziej fabuły i klimatu. (Uprzedzam, że to może nie być pozytywny komentarz, niemniej nie bierz tego do siebie, inny Twój tekst - "A gdyby wszystkie mosty", który czytam od jakiegoś czasu - bardzo mi się podoba.)

Po przeczytaniu czegoś lubię się zastanawiać, o czym to dane coś było. Tworzę sobie w głowie kilku zdaniowe streszczenie, żeby upewnić się, czy wszystko rozumiem, czy dostrzegam związki pomiędzy wydarzeniami. W tym przypadku wygląda to tak: Latawiec udaje/przeistacza się w dziewczynę (po co?). Mieszka na wsi wśród ludzi, za którymi podobno nie przepada (po co?). Pewnego dnia do wsi przyjeżdża upiór (po co?) i zabiera ze sobą dziewczynę/latawca (po co?), którą potem wypuszcza (dlaczego?). Mimo, że to krótki tekst, to linia fabularna jest dość miałka (nawet jak na krótki tekst!). Chodzi mi o to, że mamy wydarzenia, ale nie mamy żadnych wskazówek, jak je interpretować, jak je wartościować, jak je zapamiętać. Tutaj dodam, że odniosłam wrażenie, że stworzyłaś ten tekst wyłącznie po to, żeby wywołać w czytelniku uczucie zaskoczenia (
SpoilerShow
"Jak to?! Dziewczyna to nie dziewczyna a latawiec?!"
), niemniej to trochę mało, żebym (przynajmniej ja) ten tekst zapamiętała. Zwłaszcza, że sam efekt tego zaskoczenia osłabiłaś, stosując specyficzne konstrukcje zdań.
SpoilerShow
Mam na myśli np. to: "Izbor podobno zginął już tego samego dnia, którego wyszedł z wioski. Starsi dostali go tak późno, bo dwie doby trwało zbieranie jego trzewi i pakowanie ich do skrzynki. Mieszkańcy osady woleli zatem nie podnosić wieka. Wsadzili trumnę do ziemi nienaruszoną – taką, jaką ją dostaliśmy od Przygranicznych." W pierwszej chwili pomyślałam, że coś jest nie tak z podmiotem (najpierw oni dostali i wsadzili trumnę, potem już my dostaliśmy). Po chwili jednak przyszło mi do głowy, że to zabieg mający wskazać nam transgresyjny charakter narratora, który trochę jest w społeczności, a trochę wykracza poza nią (coś jak w "Zestawie do śmierci", czasem Duduś coś robi, ale czasem już coś robimy z nim). Przez te zabiegi osłabiłaś ten efekt zaskoczenia na końcu, bo niejako przeczuwałam, że dziewczyna jest kimś obcym. A to sukcesywne osłabianie efektu zaskoczenia, wskazuje, że jednak chyba nie chciałaś, żeby cały tekst sprowadzał się do tego zaskoczenia wywołania?
Popieram też zarzut Krin. Pod koniec dowiadujemy się, że dziewczynie w sumie nie zależało na wsi i jej mieszkańcach, mimo tego, że w pierwszej części tekstu zdaje się przejmować losem Izbora. Więc jak to w końcu jest? Może ma ambiwalentny stosunek do tego wszystkiego, ale ja jako czytelnik mam teraz tylko mętlik w głowie. W tej chwili wygląda to tak, jakbyś właśnie zmieniła swój zamiar w trakcie pisania opowiadania.

Ilustrując to przykładem: Twój tekst to fajny szkielet, ale mięcha trochę brak.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Kruffachi » 03 sierpnia 2016, 15:07

Dziękuję Wam obu za komentarze :D Wszystkie zarzuty oczywiście przyjmuję na klatę (miałka fabuła, brak klimatu, owszem), a pod spodem tylko małe wyjaśnienie, które być może sprawi, że mój zamysł będzie bardziej wyraźny (no bo nie, nie zmieniłam go w trakcie pisania ;) Tematem przewodnim zabawy było hasło "latawiec", więc od początku miałam to na uwadze).

Cała motywacja bohaterki i jej stosunek do wioski to takie latawcowe "bo seks". Latawce to demony związane z wiatrem, a wiatr dla Słowian to symbol rozwiązłości, niestałości i cielesnych rozkoszy. Więc Latawce przyjmowały postać pozornie najnormalniejszych w świecie pięknych dziewcząt/chłopców i dla zabawy uwodziły śmiertelników, niekiedy doprowadzając do ich śmierci, a kiedy indziej, odchodząc znudzone. Żadnych ludzkich odruchów, żadnej sympatii w naszym rozumieniu. Dlatego też cała słabość do Izbora opiera się na tym, że był dobrym kochankiem. Podobnie jak do innych mężczyzn i w efekcie wioski. Jest tam fragment o tym, że sytuacja bohaterki zaczęła się zmieniać, gdy w wiosce zaczęło brakować facetów. Miała do tego stosunek czysto przedmiotowy i siedziała sobie na miejscu, bo odpowiadali jej miejscowi panowie, ale nie zamierzała dla nich ryzykować, tak jak nie ryzykowałaby dla zwyczajnej zabawki.

Ałły to stworzenia znacznie mniej opisane w folklorze, ale także związane z wiatrem - stąd ta solidarność i fakt, że jeździec zabrał z wioski bohaterkę, zanim miejsce zostało zniszczone.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Kanterial » 03 sierpnia 2016, 18:24

Działaj, mózgu, chcę napisać komentarz. No, epicko nie będzie raczej :facepalm: i chyba rzucę tylko swoimi odczuciami, bo jednak tekst sprzed lat, młoda Kili, do tego narzucone hasło - nie ma się co spinać i czepiać. Na luzie podeszłam.

Po pierwsze propsy za odejście na trzy dni, lubię, widać pisane nam było się spotkać i czułaś już wtedy, że trzy dni to dobry okres czasu, w sam raz na odejście. Hehe.
Gdybyś się dopiero zarejestrowała i rzuciła tym tekstem, to bym napisała "oo, nieźle nieźle, widzę potencjał, są braki w warsztacie ale samo pisanie ci wychodzi, jestem na tak" czy coś. Ciężko mi w sumie się wypowiadać o tak dawnej twojej pracy. Na pewno (moim zdaniem) jest kolosalna różnica. Postęp wielki. Całe szczęście, bo nie mogłabym cię czytać z przyjemnością, gdybyś pisała na takim poziomie, na jakim widzę to opko XD
Przede wszystkim wyczucie. To się zmieniło przez lata - tego tu brakuje. Takiego podejścia z doświadczeniem, samokontroli, takiego obycia z własnym pisaniem. Brakuje (brakowało) ci wtedy, uważam, umiaru w pewnych kwestiach i nie raziły cię rzeczy, które byś teraz napisała inaczej. Wybacz, jeśli się mylę. Widzę to głównie (ten wspomniany "brak wyczucia autorskiego" w:
- zmasowanej opisówce (scena spotkania z upiorem na koniu, gdzie dostajemy akapit o wyglądzie, prosto z mostu, koń taki a taki, jeździec taki a taki, długie to spowalniające akcję)
- braku dynamiki (nie widziałam ruchu postaci, to dla mnie nowość u ciebie, czegoś brakowało, dla mnie babka ani nie upadła, ani jej wąż nie oplótł, takie to statyczne w odbiorze, nie wizualizowałam)
- niejasnych koncepcjach postaci (brak umotywowania). Np - jeździec z pierwszego ujęcia i z drugiego. Dwie różne postacie. Skoro chciał ją zabrać/ocalić/miał kaprys z nią pogadać to w sumie na kij akcja z "wściekłością i gniewem", oplataniem wężami i straszeniem? Wjazd na wioskę z pełną pompą, wiadomo, w stylu upiora, ale to takie filmowe. Jeśli chciał jej, to bezsensowna wydaje się cała scena straszenia i duszenia. Nie leży mi. No i później ta "uprzejmość" wręcz, no bo te słowa, że tacy ja my sobie radzą, to takie dość miłe, łączące, nie z góry i tak dalej.

No, tyle mnie w oczy piekło.
Plus daję za samą bohaterkę, bo od początku coś wskazywało na jej wyjątkowość, nie tylko pierwsze akapity i sposób myślenia, ale też (no, wiadomo) reakcja podczas spotkania jeźdźca. Już mi się alarm odpalił, że, halo, raczej mało ludzkie te jej odruchy i mało realna wizja zachowania. Więc poczułam ulgę, gdy się serio okazało, że nie z dziewczyną mamy do czynienia. Tyle ode mnie.
SpoilerShow
Ten przecinek:
Ja też nabierałam podejrzeń, co do jego tożsamości.
Cieszę się, że wrzuciłaś i że znalazłaś.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Ag.
Posty: 117
Rejestracja: 05 czerwca 2015, 19:24
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Ag. » 06 września 2016, 20:06

Hm, nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale tekst ma dla mnie dziwny rytm. Chciałam napisać, że w pierwszym akapicie są same krótkie zdania, a w drugim nagle jedno długaśne, ale nie, w pierwszym też są długie. Tylko te przecinki jakoś je tak tną topornie. To chyba nie jest zbyt przydatna uwaga :facepalm:

Co do tekstu, to mam wrażenie, że zakończenie przyszło trochę za szybko. Szast-prast i po wiosce. A dziewczyna jest niezwykła. I upiór też. Ale w sumie wiele nie jest wyjaśnione, szczególnie dużo wprowadzania klimatu czy świata przedstawionego to tu nie ma, a jak przeczytałam, że słowiańskie klimaty, to jednak liczyłam na więcej.

Najbardziej chyba podobał mi się upiór na sam koniec, taki spokojny, stonowany, jak głaz. I to jego "szukam pracy". Ale główna bohaterka jakoś mnie odrzuca. Tzn. rozumiem, że taka miała być, bez emocji i niesympatyczna, ale głównie mam problemy z jej sposobem narracji, jakimś takim przesadnie złośliwym, bezczelnym, byle jakim. Np. "Widłami. Widłami chciał przepędzić zmorę." Widzę ją, jak przewraca oczami, jakby strofowała niegrzeczne dziecko, a sytuacja wydaje się przecież znacznie poważniejsza.
Trochę jeżozwierz, trochę być może Asperger, trochę pisarzyna.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1832
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Wiatru nie zatrzymasz

Post autor: Kruffachi » 06 września 2016, 20:16

Dziękuję Wam obu bardzo ślicznie, wszystkie uwagi magazynowane, mielone i przetwarzane na obecny użytek <3

Nad tym rytmem będę musiała jeszcze podumać. Przeczytam sobie ten początek, spróbuję znaleźć problem. Fakt, że był parę razy przerabiany, to się zapewne na nim odbiło.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

ODPOWIEDZ