UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

Cienie

FANTASTYKA
W odróżnieniu od literatury realistycznej, fantastyka jest literaturą bardzo aktualną. ~ Kir Bułyczow
Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Cienie

Post autor: Gorgiasz » 05 grudnia 2015, 17:50

Wyniosłe, pochylone drzewo, otoczone szumiącym kręgiem liściastego potomstwa, które niegdyś wysunęło ku słońcu swe zieleniejące ręce, hojnie rozrzucając nasiona dłonią dobrego siewcy, w modlitewnym ukłonie pochylało się nad niewielkim obejściem, otulając je opiekuńczym cieniem. Niezrażone deptaniem mroku swego płaskiego, nieistniejącego ciała przez stado szykujących się już do snu kur, bez pośpiechu penetrowało wszystkie zakątki niewielkiego podwórza. Widziana z oddali górna część jego bujnej korony, przybierała kształt przyczajonej jaszczurki z wygiętym grzbietem, rozwartym pyskiem i opuszczonym ku ziemi zwiniętym łukiem ogona, skupionej na wyczekiwanej ofierze, ukrytej w zaróżowionych nadchodzącym wieczorem wstęgach pobliskich pól.
Przykucnięta nieco z boku za wzniesieniem terenu, okazała stodoła z lekko zbutwiałych desek, prezentowała tylko szczytowy trójkąt podtrzymujący dwuspadowy dach, w którym brakowało jednak boskiego oka. Ale było gdzieś tam ukryte, musiało tam być, zamknięte teraz, nierozpoznane, bo trójkąty zawsze mają oko, zawsze patrzą i czuwają, wszystko widzą i pamiętają, choć milczą wyniośle, uparcie, niosąc przez wieki powierzoną im tajemnicę. Złocisto rdzawe światło w tonacji późnego Rembrandta, przysiadło nań bez skrępowania, badając kąty i proporcje rozgrzanego jego ciepłem wysuniętego pokrycia, uszlachetniając chropowatość poszarzałego z upływem lat drewna i przypominając mu dawno minioną młodość, błyszczącą niegdyś w nabrzmiałych kroplach pachnącego brązu spływających łez żywicy, które dawno zniknęły. Nikt nie wiedział – i nie mógł wiedzieć – co z nimi stać się mogło lub musiało.
Dwa wydłużone cienie tkwiły nieopodal, wśród rozłożystej kępy maków. Dwie pary czujnych, przenikliwych oczu i jeszcze czujniejszych uszu, rejestrowały najmniejszy ruch, najcichszy szelest, każde nadchodzące zagrożenie, przeczesując kolejne warstwy czasu i przestrzeni, we wszystkich obserwowanych światach.
- Będzie ogień, wielki ogień – mruknął pierwszy.
- Kiedy?
- Gdy słońce zaśnie i znów się zbudzi.
- Aha. - Drugi w skupieniu począł lizać szaroburą łapę.
Łąka na której siedziały, rozciągała się na powierzchni ledwie widocznego wzgórza, będącego echem zapomnianego kurhanu, który skrywał szczątki tego, kto niegdyś, przed wiekami, władał tą ziemią, a przynajmniej takie wrażenie poniósł w kolejną podróż. Rozbieganymi plamami różnobarwnych kwiatów, pozostawała wpatrzona w ciemniejący błękit nieba, jakby szukając czegoś, co je podtrzymuje, czy to żerdzi, czy to wiary, i leniwie przeliczając wolno sunące obłoki, dumnie prezentujące lekko poszarzałe, pękate brzuszki. Wyciągały ku sobie pierzaste, jeszcze pełne nieśmiałej bieli postrzępione dłonie, splatając je tęsknotą i pragnieniem ulotnego uścisku, który po chwili ginął na zawsze, wtopiony w pochłaniającą go, drapieżną czeluść stężałej w lipcowym poranku, przejrzysto szklistej ultramaryny.
- Wiesz... – Po dłuższej chwili znów rzucił pierwszy. - Trochę szkoda, dachu nie będzie, miękkiej poduszki, ciepłej ręki. No i czasem coś w misce się trafiło.
- Ludzie spłoną?
- Nie, dym ich zadusi. Troszkę się tylko przysmażą. Ale nawet spróbować nie wypada.
- Nie wypada – przytaknął drugi, zająwszy się teraz futrem na piersi.
- Może zmienimy bieg tych obrazów? Przenieśmy ten dzień z innego.
- Mrrr... Pełny rytuał trzeba by odprawić. I dźwigać cały nowy świat, a pewnie będzie ciężki. Nie chce mi się. Lepiej poprośmy boga ognia, żeby odpuścił.
- Tutaj dyżur ma tylko jeden, uniwersalny taki, od wszystkiego znaczy, chyba do niego by trzeba.
- A ludzie nie mogą?
- Przecież są ślepi. Zresztą i tak nigdy ich nie słucha.
- A nas wysłucha? – Zaniepokoił się szarobury, zaprzestawszy chwilowo niedokończonej toalety.
- Nie musimy z nim gadać, on nas nie dotyczy, to tylko ich bóg, my możemy do innych, z innymi łatwiej... Tak, masz rację, zrobimy jak radzisz, pamiętasz kto jest od ognia?
- Zaraz... Agni, Moloch, Hefajstos, Swarożyc... - wymieniał powoli, drapiąc w zamyśleniu ucho i mrużąc żółte oczy, jakby gdzieś tam przywoływał i patrzył w wyliczane boskie oblicza.
- O! Ten mieszka niedaleko – przerwał jego przyjaciel.
- Jakąś ofiarę by trzeba mu złożyć? Jak sądzisz?
- Myślę, że para myszy wystarczy. Synogarlice trudniej złapać.
- Zajmę się tym, a ty skocz do niego, skoro wiesz gdzie go szukać.
- Tylko najpierw trochę się zdrzemnę.
Cienie zmieniły kształt. Materialne ciało drugiego prychnęło z cicha, powstało, wygięło grzbiet, ruszyło kilkakrotnie puszystym ogonem i zapadło w wybujałych kępach traw, podczas gdy niewielki półokrąg pierwszego znieruchomiał, przytulony do czerni miękko lśniącego wzniesienia, ostro rysującego się pośród przełamanej radosnymi kolorami kwiecia, nastrojowo i usypiająco szemrzącej zieleni. Pozbawione czujnych spojrzeń niepotrzebne już inne światy, odeszły w swe niebyty, pozostawiając na straży jeden tylko, w którym pochylony wiekiem prastary dąb, bezustannie obejmował swą troską zagubione wśród łąk i pól, samotne domostwo.
Pręgowany wrócił po kwadransie, przynosząc znieruchomiałą już zdobycz, popatrzył z nieukrywaną zazdrością na śpiącego kompana, westchnął, przetarł wąsy i wiedziony poczuciem obowiązku, wyruszył na kolejne polowanie.
A czarno biały śnił. Śnił, że wszystko było absurdalnie proste, niby pojedyncze takie. Zniknął chaos i wszelkie splątanie. I stała się światłość. Oczywista, określona, jedyna. Siedząc w pokoju, na wytartej nieco poduszce, leżącej na szerokim, jasnobrązowym blacie, patrzył przez przybrudzoną szybę na biegnącą w dole ulicę, po której chodzili ludzie bez swoich sobowtórów, bez cieni, tak jak zawsze widzący tylko jeden świat i jedno życie, jeden ciąg kolejno następujących po sobie, spójnych obrazów. Przecież to oczywiste, zwyczajne takie, normalne, inaczej być nie może. Jak dobrze tak żyć. I jak dobrze być kotem. Prawda jest jedna, ustalona na wieki wieków. Jakże mógł sądzić, że istnieje coś jeszcze, że może coś zmienić, o czymś decydować, dokonywać wyborów? To chyba był tylko głupi, zły sen, przywidzenie jakieś, majak... zapomnieć jak najszybciej. Zjadł już dziś śniadanie, pyszne zmielone mięsko, jeśli pomruczy, to człowiek na pewno nie pożałuje śmietany, białej takiej, tłuściutkiej, pachnącej, pogłaszcze jeszcze ciepłą ręką, podrapie, a potem obiad, znów coś smacznego i kolacja albo dwie. Ciekawe, czy ser będzie tak biały, jak jego starannie wypielęgnowany brzuszek. Przedtem pójdzie na spacer, pogoni kilka gołębi, myszy dawno już nie ma, może wygrzeje się w ciepłych promieniach słońca, poskacze po deskach w rogu ogrodu, albo wlezie na stojące tam pochylone, stare drzewo i rozejrzy po okolicy. Wszystko dzięki mądrym gospodarzom, którzy wiedzą o wszystkim, i wszystko co dobre i potrzebne mogą załatwić, no, może z wyjątkiem tego wstrętnego psa za siatką. Piękny jest ten świat. Jak dobrze...
- Wstawaj leniu. – Pręgowana łapa tarmosiła bezlitośnie. - Masz tu dwie, jak obiecałem i idź do tego Swarożyca czy Swaroga, używa kilku imion, pszczoły mówiły, ciekawe dlaczego. Tylko nie daj się wykiwać, bo już nigdy nie dostaniesz nawet tej skisłej śmietany.
No tak, rzeczywistość. Trudno, trzeba iść. Wstał więc, przeciągnął, mruknął coś pod różowym nosem i chwyciwszy zębami ogony martwych myszy, niespiesznie powędrował w sobie tylko znanym kierunku, szarobury zaś z rozkoszą zajął nagrzane miejsce.
Mijały lata.
Wielokrotnie wędrujące słońce obejmowało szczytową ścianę starej stodoły, śniącej wówczas, że rośnie, potężnieje, kamienieje w piękno oblicza fasady jednej z katedr Moneta, zaklętym w nieprzemijaniu czasu i płomiennej, wirującej feerii barw. Często otaczał ją krąg pobożnych kur i wron, które wydziobując z ziemi biegający lub pełzający posiłek, pochylały swe małe łebki w wiernopoddańczych pokłonach. Czuwające z przeciwnej strony, zwarte oddziały pokrzyw i łopianu, broniły tyłów przed opadającymi z góry promieniami, którym nigdy nie udało się przedrzeć na północną jej część, nieśmiało tylko zerkając tam swym odbiciem od puszystej bieli cierpliwie wędrujących stad obłoków. Niepokorna młoda brzoza, zagubiona samosiejka, szybko wdarła się w pole trójkąta, łamiąc harmonię jego światła i zamyślenia, coraz śmielej unosząc swe gałązki, próbując nimi dosięgnąć i przytulić niebo. Proste teraz okna wyremontowanego domu, obojętnym i nieco wzgardliwym spojrzeniem obejmowały całość obejścia, beznamiętnie odbijając i rejestrując w swych szybach korowód mijających dni. Obora zniknęła, a w miejscu tym przysiadł rozłożysty garaż, skrywający w swym wnętrzu lśniący srebrzysty pojazd, płoszący nieraz stadko rozgdakanych kur.
Czarno biały często siadywał u stóp starego drzewa, ocierając się o szorstki, wystający korzeń, na którym kiedyś starannie ułożył dwie martwe myszy. Teraz był już prawie sam, jedyny przyjaciel dawno przeszedł na Tamtą Stronę, ale jego cień przychodził czasem, choć rozmawiali niewiele, po prostu byli razem, to wystarczyło, to było najważniejsze, obaj znali smutek samotności i tęsknotę za wspólnym minionym, które zawsze wydaje się lepsze, piękniejsze, bo wtedy jeszcze żyły pragnienia, wtedy chciało się czegoś dokonać, dla siebie, dla innych, albo tak, po prostu. Zdarzało się, przechodził człowiek, przystanął nieraz, pochylił aby pogłaskać starego domownika i odgonić ciążące mu myśli przymilnym, kocim mruczeniem. Ten przesuwał się wówczas dyskretnie, żeby swoim cieniem zasłonić tamten, po co mieszać ludziom w głowach, wiedział, że tego nie lubią. I nikt nigdy nie zauważył niczego niezwykłego, choć pewnie i tak zabrakłoby odwagi, aby ujrzeć to, co istniało naprawdę.
A potem znów siedziały razem, nieuchwytnie rosnące i malejące z upływem godzin dwa nieruchome, milczące cienie, długo, bardzo długo, czasem w dzień, czasem w nocy, w blasku słońca, w blasku księżyca.

Aleksander Litto Strumieński

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Cienie

Post autor: Siemomysła » 21 grudnia 2015, 13:38

Hej, hej, Gorgiaszu!

To nie tak, że prosiłam, żebyś coś wyszukał i wrzucił, a potem olałam i nie przeczytałam. Przeczytałam od razu, przeczytałam. Lubię Ciebie czytać. Tylko tak mi zawsze trudno powiedzieć coś więcej ponad to lubię właśnie albo podobało się i tak dalej. Bo nie ukrywam, że bym chciała choć udawać, że mówię mądrze.
A tu - nie potrafię siebie przeskoczyć. Ot lubię po prostu Twoje opisy, lubię wędrówkę słońca nad stodołą i lubię, że tam zmiany następowały, a miejsce trwało i cienie trwały, bo gospodarstwu mych dziadków nie było dane, gdy dzieci do miasta pojechały. I zawsze wiedziałam, że koty wiedzą więcej, widzą więcej i dobrzy z nich strażnicy.

Pisz, pisz!
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
katedra
Posty: 18
Rejestracja: 03 stycznia 2016, 12:29
Kontaktowanie:

Re: Cienie

Post autor: katedra » 03 stycznia 2016, 13:04

Nie lubię tego typu opowiadań, bez obrazy dla autora!
Oglądam dużo filmów i to właśnie przez to moje własne teksty przypominają bardziej scenariusz. Dlatego przykładam dużo do praktycznej użyteczności słów. Brzmi to dość dziwnie, ale innymi słowy mówiąc: nie lubię pustosłowia i przerostu formy nad treścią. Nie lubię zdań wielokrotnie złożonych i tekstów opierających się na kwiecistych opisach.
Jak dla mnie za dużo kwiatków, pereł i klejnotów, za mało mięcha i konkretów.
Sama treść - mglista. Tekst za krótki, wiele niedomówień, wiele pytań i brak odpowiedzi.

Awatar użytkownika
Heap
Posty: 27
Rejestracja: 18 października 2015, 15:55

Re: Cienie

Post autor: Heap » 17 stycznia 2016, 15:09

Intrygujące. Miałem problemy z interpretacją, ale to chyba plus, musiałem mocniej użyć mózgu, wyobraźni czy co tam mam.
Stylistycznie bardzo mi się podoba środek tekstu, ale początek nie jest zły, tym bardziej zakończenie. Całość wydaje mi się jakimś przedstawieniem trwającym od rana do wieczora podczas jednego dnia.
Sporo ogólników w tym małym komentarzu, bo nie mam o czym pisać. Po prostu dobre.
Heap jest tylko jeden.

Awatar użytkownika
Martys
Posty: 61
Rejestracja: 22 lipca 2015, 12:02
Kontaktowanie:

Re: Cienie

Post autor: Martys » 11 lutego 2016, 11:38

Ładne. Ale tak ładne, jak może być obraz czy poezja, bo jako proza to czyta się ciężko, przynajmniej mi. Dlatego wolę się nastawić, że oto mam przed sobą poetycki opis obrazu. Wiersz bez rymów i podziału na wersy. Ujęcie chwili, nie historii. Są to dla mnie sceny, kilka scen, następujące po sobie, ale nie w ciągu, jak by to się chciało oczekiwać. Nawet w momencie, gdy jeden z kotów poszedł zapolować, czy jak wracał, obraz był statyczny. Bardzo ciekawe podejście. Trudne, ciężko mi się skupić, meczę się w połowie dłuższego zdania, ale przemęczyć się warto. Cieszę się, że nie piszesz wierszy, bo bym traciła kawałek dobrego tekstu.
"He never sleeps, the judge. He is dancing, dancing. He says that he will never die."
Cormac McCarthy, Blood Meridian, or the Evening Redness in the West
"What on earth is less reprehensible than the life of the Levovs?"
Philip Roth, American pastoral

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Cienie

Post autor: Gorgiasz » 14 lutego 2016, 20:50

Ad katedra
Nie lubię tego typu opowiadań, bez obrazy dla autora!
Twoje święte prawo.
Oglądam dużo filmów i to właśnie przez to moje własne teksty przypominają bardziej scenariusz. Dlatego przykładam dużo do praktycznej użyteczności słów.
Praktycznie nie oglądam filmów wcale, więc zapewne pewne kwestie postrzegamy inaczej. Ale również przywiązuję dużą wagę do praktycznej użyteczności słów. Chociaż podejrzewam, że rozumiemy co innego pod tym pojęciem. Jakby co – to chętnie podejmę dyskusję na ten temat.
Brzmi to dość dziwnie, ale innymi słowy mówiąc: nie lubię pustosłowia i przerostu formy nad treścią.
Trochę mnie dziwi taka ocena, ale cóż, przemyślałem ją dokładnie i nie mogę się zgodzić.
Nie lubię zdań wielokrotnie złożonych i tekstów opierających się na kwiecistych opisach.
Rozumiem.
Jak dla mnie za dużo kwiatków, pereł i klejnotów, za mało mięcha i konkretów.
Nie mam pewności, co rozumiesz pod pojęciem „mięcha”, ale staram się to sobie jakoś wytłumaczyć. Konkrety – moim skromnym zdaniem – jednak są. Co do kwiatków, pereł i klejnotów – to z podziękowaniem.
Sama treść - mglista. Tekst za krótki, wiele niedomówień, wiele pytań i brak odpowiedzi.
Do pewnego stopnia jest to zamierzone. Reszta – to subiektywne odczucia.

Ogólnie – bardzo Ci dziękuję za tę opinię. Bardzo cenię sobie krytykę i będę szczegółowo zastanawiał się nad tymi uwagami.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Cienie

Post autor: Gorgiasz » 14 lutego 2016, 20:54

Ad. Heap
Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że tekst zyskał Twoje uznanie.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Posty: 135
Rejestracja: 04 września 2014, 07:39

Re: Cienie

Post autor: Gorgiasz » 14 lutego 2016, 20:59

Ad. Martys
Dziękuję za wizytę i za miłe słowa. Wierszy rzeczywiście nie piszę (czasem coś okolicznościowego na zasadzie żartu, względnie tłumaczenie). A że styl miewam ciężki, to zdaję sobie sprawę. Mea culpa, staram się jak mogę, no ale...

Awatar użytkownika
Kalypsol
Posty: 11
Rejestracja: 13 września 2017, 23:08

Re: Cienie

Post autor: Kalypsol » 16 września 2017, 00:35

Nie słuchaj Ich kimkolwiek jesteś. Jakby to powiedział jezus (celowo pisane z małej litery): "...przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią..." Ja osobiście uważam, że te wielokrotnie zbudowane zdania i zawarte weń porównania były wręcz rewelacyjne. Tyle tylko, że przezeń mało z tego zrozumiałem, bo gubiłem się w gąszczu opisów, jednakże mea culpa - spróbuję jeszcze raz. Tym razem uważniej.

Awatar użytkownika
Kompot
Mącikompot
Posty: 423
Rejestracja: 21 sierpnia 2012, 23:40

Re: Cienie

Post autor: Kompot » 16 września 2017, 17:55

Hej.To chyba pierwszy twój tekst jaki do tej pory przeczytałam, więc nie wiem czy wspomniana kwiecistość zdań jest dla ciebie znamienna, czy to osobisty eksperyment. Przez to, że tekst jest, krótki odnosiłam wrażenie, że to musi być eksperyment. Mam wrażenie, że jest tutaj lekka nierównowaga między tym jak opisujesz, a samą treścią. Tak jakbyś na tym pierwszym bardziej się skupiał. To nie zarzut, chociaż faktycznie zbyt ciekawe były same koty, zakopane pod metaforami i przez to może czuję niedosyt.
Bardzo zaciekawiła mnie, sama możliwość przeżywania wielu perspektyw naraz, wielu żyć. Dlatego żałuję, że tekst nie jest dłuższy. Że niewiele zostało powiedziane o tych cieniach, które jak mniemam, pojawiają się w wyniku przenikania rzeczywistości. Właśnie sporo jest w moim mniemaniu niedopowiedzeń. To nie jest złe oczywiście, ale szkoda potencjału trochę.

Poniżej napiszę co mi nie zagrało w twoim tekście, to subiektywna opinia, oparta do tego na mojej niewielkiej wiedzy z tego zakresu, więc jeśli nie będzie cię interesowała lub moje niejasne tłumaczenia będą niejasne jak cholera, śmiało omiń.

"Łąka na której siedziały, rozciągała się na powierzchni ledwie widocznego wzgórza, będącego echem zapomnianego kurhanu, który skrywał szczątki tego, kto niegdyś, przed wiekami, władał tą ziemią, a przynajmniej takie wrażenie poniósł w kolejną podróż. Rozbieganymi plamami różnobarwnych kwiatów, pozostawała wpatrzona w ciemniejący błękit nieba, jakby szukając czegoś, co je podtrzymuje, czy to żerdzi, czy to wiary, i leniwie przeliczając wolno sunące obłoki, dumnie prezentujące lekko poszarzałe, pękate brzuszki." - Mam tutaj problem z brakiem połączenia między zdaniami. Właściwie, takie wrażenie odnosiłam parokrotnie. "kto niegdyś, przed wiekami, władał tą ziemią, a przynajmniej takie wrażenie poniósł w kolejną podróż." tym kończysz antropomorficzny opis łąki, po czym wracasz znów do kolejnego antropomorficznego opisu łąki "Rozbieganymi plamami różnobarwnych kwiatów, pozostawała wpatrzona w ciemniejący błękit nieba...". Nawet z najszczerszymi chęciami nie wiem, kto właściwie jest podmiotem. Łąka, koty, władca. Nie wiem co tu zaszło. Znaczy wiem, ale ciężko przeczytać to z uczuciem lekkiego płynięcia wraz z tokiem rozumowania autora.

"Zdarzało się, przechodził człowiek, przystanął nieraz, pochylił aby pogłaskać starego domownika i odgonić ciążące mu myśli przymilnym, kocim mruczeniem." - tu podobnie. wiadomo kto głaszcze i kto odsuwa ciążące myśli, ale brzmi odwrotnie jakby człowiek odganiał ciążące myśli kota.

Ostatnie małe do przemyślenia w przyszłości, może. W tym krótkim tekście narrator opisuje coś za pomocą porównań do obrazów/malarzy, które nijak się mają do siebie nawzajem. To jak postrzeganie kotów miałoby wytłumaczyć takie porównanie, też zbyt wiele nie tłumaczy. Obrazy są świetne, bo wiele upraszczają (można wygooglać i sprawdzić co autor chce pokazać) i do tego pokazują, że autor ma wiedzę z zakresu podstawowej historii sztuki. Problem polega na tym, że dwa takie "leniwe" porównania w jednym tekście, świecą po oczach.

To chyba tyle. Pozdrawiam. Powodzenia.
Obrazek

ODPOWIEDZ