UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Czy ostatnio leci coś fajnego w kinie? A może widziałeś fajny film?
Awatar użytkownika
Luck315

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Luck315 » 21 lipca 2012, 11:17

A mnie się podobają i filmy i książki. Przeczytałem na razie 5 części i kończe szóstą. Co do tego języka jakim pisana jest książka, to ja akurat nie widze w tym nic złego. Uważam, że ważniejszy jest przekaz i treść książki niż to jak jest pisana. Prosty język pomaga lepiej zrozumieć książkę i wszystko co wnosi.

Awatar użytkownika
Slaxl
Posty: 41
Rejestracja: 30 września 2012, 13:33

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Slaxl » 08 października 2012, 23:44

Najpierw obejrzałam film ze znajomymi, potem przeczytałam książkę, potem znów obejrzałam film.
I zdecydowanie stwierdzam, że ekranizacja książki "Igrzyska Śmierci" jest beznadziejna. To oczywiste, że w filmie mniej integrujemy się z bohaterami, ponieważ w książce dokładnie przestawione są ich uczucia, no ale ten film to totalne dno. Słabe rozstawienie scen: dużo było w Panem, mało na arenie, a powinno być na odwrót, wtedy byłoby zdecydowanie ciekawiej.
Nie przeżywało się śmierci Ruu, lodowatych nocy, podczas których Katniss walczyła o przetrwanie, uczuć pomiędzy nią a tym chłoptasiem którego imienia nie pamiętam ;p
"Igrzyska Śmierci" - książka, czy film? Zdecydowanie książka.

Awatar użytkownika
Dr. Gonzo

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Dr. Gonzo » 02 grudnia 2012, 17:53

Prosty prostym, ale na Książę pół krwi zakończyłem przygode z książkowym Harrym i to tak w połowie. Książka dla dzieci, moje zdanie, a film niewiadomo jaki mroczny. Ale nie o tym chciałem.
Autostopem przez galaktykę - książka zdecydowanie lepsza, aczkolwiek film też niczego sobie. Uśmiałem się i na tym i na tym. I rewelacyjna Zooey Deschanel, to największy plus filmu.
Nie spotkałem się jeszcze z ekranizacją lepszą niż książka. Zawsze coś ominą, albo zmienią.

Awatar użytkownika
Kandara
Posty: 238
Rejestracja: 25 lipca 2012, 00:51

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Kandara » 08 grudnia 2012, 19:37

Moim zdaniem ekranizacje książek o Harrym Potterze są bardzo nierówne. Są pośród nich filmy: dobre, złe i te "pośrodku". Do pierwszej kategorii zaliczają się:
Harry Potter i Kamień Filozoficzny, czyli pierwsza cześć cyklu, będąca milutkim kinem familijnym, które bez żenady może oglądać każdy. Plusem jest też duża wierność książce, ukazanie większości wątków, a co za tym idzie "spójność" fabularna, z którą w pozostałych częściach różnie bywa. Do tego jeszcze muzyka... tak myślę, że idealnie oddaje klimat Hogwartu. Dlatego w tym przydatku stawiam znak równości pomiędzy książką, a filmem.
Harry Potter i Komnata Tajemnic, no tutaj już w wieloma wątkami twórcy obeszli się dość brutalnie. Jedne okroili do granic możliwości, inne całkowicie pominęli, a jeszcze inne zmodyfikowali wg. własnego widzimisię... Ale to dalej dobre kino i pomimo zmian całkiem niezła (i spójna) ekranizacja, chociaż napięcie w książce było o niebo lepiej zarysowane. Dlatego w tym przypadku wygrywa książka.
Harry Potter i Więzień Azkabanu, zbytnią wiernością, ta ekranizacja akurat nie grzeszyła, ale co z tego? Lepszego Syriusza znaleźć nie mogli. Dlatego tutaj znowu remis.
Harry Potter i Insygnia Śmierci, cz I i II, Tak podobały mi się i to bardzo, chociaż przyznam, że kiedy usłyszałam, że mają zamiar podzielić to na dwa filmy, pomyślałam sobie, że to tylko taka zagrywka, mająca na celu wyciągniecie od fanów jak największej ilości. A potem... potem obejrzałam filmy i stwierdziłam, że to jednak był dobry pomysł. Dzięki temu książka nie jest "za bardzo wykastrowana", a jeśli ogląda się je uważnie to nawet da się nie zgubić wątku. I tutaj muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyła mnie ilość akcji w pierwszej części. O ile bowiem książka wydała mi się dość nudna (czytałam z miesięcznymi przerwami), o tyle film od początku wciągnął i nie dłużył się ani przez chwilę. Swoistego klimatu dodała "inscenizacja" bajki o trzech braciach. Naprawdę porządnie to wyglądało. Co ciekawe, dobry poziom utrzymuje się do prawie do samego końca drugiej części. Prawie, bo epilog został niemalże w całości popsuty, ale trudno, nie można mieć wszystkiego. W tym przydatku wygrywają filmy. Zdecydowanie.
Drugą kategorię stanowią:
Harry Potter i Zakon Feniksa - Bo wszystko pędzi na łeb, na szyję i trudno zorientować się gdzie aktualnie jesteśmy. Z książki powycinano co się da (ale w sumie to nie powinno dziwić, w końcu piąty tom jest najgrubszy), ważne sceny zmieniono, skrócono, odarto ze swoistej, nazwijmy to głębi. A moment kulminacyjny i walka w departamencie tajemnic, to już kompletna porażka. W sumie nawet nie da się tego nazwać walką.
SpoilerShow
Śmierć Syriusza wciśnięta jakby na siłę, zupełnie pozbawiona mocy. No, bez jaj! W książęce był to zażarty pojedynek, a w filmie Bellatrix, zwyczajnie wychyla się zza jakieś półki i ciska zaklęciem w Łapę... Zero napięcia, zero jakichkolwiek emocji...
Chyba nie muszę wspominać, że książka górą.
Harry Potter i Księże Półkrwi, chyba nie wymaga komentarza. Wszystko skrócone, poobcinane i niemiłosiernie spłycone. No dobra sceny z młodym Woldziem zasługują na uwagę, ale cała reszta nie nadaje się prawie do niczego. A poza tym, jak można w taki sposób potraktować tytułowy wątek... i koniec końców wyjaśnić zagadkę księcia półkrwi w taki sposób, żeby właściwie to jej nie wyjaśnić... No jak? porażka i tyle. Książką znów wygrała.
W ostatniej "grupie" mamy tylko jeden film:
Harry Potter i Czara ognia , tak tak. Akcja dzieje się trochę za szybko, sporo wątków wycięteo sporo przeinaczono, ale ciągle jeszcze ma to klimat, ciągle da się oglądać, nie gubiąc się za bardzo. Wydarzenia mają sens, ciąg przyczynowo-skutkowy nie zawodzi... Nawet udało się pokazać jakieś uczucia bohaterów ich charaktery.. no ujdzie. Ale książka lepsza.
Obrazek Księżycowa weno, działaj!

Awatar użytkownika
Gasp
Posty: 99
Rejestracja: 14 maja 2011, 13:39
Kontaktowanie:

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Gasp » 14 marca 2013, 16:37

Tak dla porządku do beznadziejnych ekranizacji dorzucę ostatnią nowinkę czyli Hobbita - podobno się podoba, ale mi zdecydowanie nie przypadł do gustu. Spłyca część wątków, niektóre dobudowuje (choć przyznam, że akurat pomysł wprowadzenia postaci Czarnoksiężnika mi się podoba), a mimo to pozostaje bardzo niespójny, zarówno klimatycznie i treściowo.
Podobno książkowy "Forrest Gump" jest gorszy od filmowego, ale zaznaczam, że w tym wypadku pierwowzorem był właśnie film. Co może podeprzeć tezę, że liczy się to, co jest oryginalne. W sumie banał wyszedł.
Harry, I'm going to let you in on a little secret: every day, once a day, give yourself a present. Don't plan it; don't wait for it; just let it happen. It could be a new shirt in a men's store, a catnap in your office chair, or two cups of good, hot, black, coffee. Agent Cooper w Twin Peaks Davida Lyncha Mind the Gasp. (Szczaw)

Awatar użytkownika
ilzen

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: ilzen » 02 kwietnia 2013, 00:56

Forrest Gump. Świetny film, a książka to jakaś durna kreskówka dla uczniów szkoły podstawowej chyba.

Awatar użytkownika
Lilia

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Lilia » 06 maja 2013, 19:10

Ekranizacja książki Stephen Kinga "Lśnienie" - jestem zdania, że została dobrze wykonana w 1980 roku. ostał utrzymany klimat książki. Mrocznie, tajemniczo. Film trzymający w napięciu cały czas. Oczywiście nie mówię o efektach specjalnych, muzyce - ponieważ w 1980 r. nie było takich technik jak teraz. Oglądając go 10 lat temu odebrałam go pozytywnie. Polecam ;)

Awatar użytkownika
Misa

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Misa » 07 maja 2013, 19:47

To ja wyjdę od tego, co mi się nasunęło jako pierwsze - ekranizacja "Pamiętników wampirów" xD
Książkę czytałam, gdy byłam o wiele młodsza. Bardzo mi się podobała i mimo, że teraz już zupełnie takich rzeczy nie czytam, to czasem do niej wracam, bo uważam, że jest sympatyczna :3 Chyba większość osób słyszała o tym, że istnieje serial o tym tytule... Serial na podstawie serii książkowej. Tyle, że te podstawy nawet się walą. Bohaterowie zupełnie inaczej przedstawieni, jedyna osoba z obsady, która mi pasowała, to Ian Somerhalder. Ale pomijając już kwestię tego, to fabuła zupełnie samodzielna - nie mówię, że zła, bo zła nie jest - naprawdę fajnie zrobiona, ale kiedy czytało się książkę (napisane są one zresztą dość nieciekawym stylem, ale przeze mnie, jak wspominałam, lubiane) ma się dużą nadzieję na to, aby twórcy adaptowali najlepsze wątki i zrobili z nimi coś naprawdę fajnego. Niestety - jak wszystko zmienili, tak też na owe wątki liczyć nie można, jeśli ktoś się orientuje w temacie, to byłabym naprawdę usatysfakcjonowana, gdyby jakoś ciekawie zaprezentowali postaci kitsune czy choćby Mroczny Wymiar. Ogólnie rzecz biorąc serial fajny, ale z pierwowzorem ma niewiele do czynienia, co może być irytujące, bo wiele rozwiązań i klimat z powieści wydają się być oryginalniejsze, ale to już po części moje zdanie.
Wspominając wcześniej wymienione - nie podobały mi się filmy "Seria niefortunnych zdarzeń" oraz "Atramentowe serce". Oba straciły wiele na skutek obcinania wielu aspektów, choć ten pierwszy utrzymał coś fajnego z klimatu.
Kiedyś czytałam też "Percy i bogowie olimpijscy" i tutaj znów z sentymentu jestem na bieżąco z następną powiązaną z tym serią, ale film to była porażka. Już ze zwiastuna drugiej części widać, że reżyser chce naprawić wszelkie błędy poprzednika i sprowadzić to na dobre tory, ale niektórych rzeczy nie da się już zmienić - jak na przykład wiek bohaterów.
A jak już przy wieku bohaterów jestem, to na najgorszą ekranizację dziejów zapowiada się "Seventh son" na podstawie "Kronik Wardstone". Kocham te książki, sentyment ogromny - pierwsza książka, jaką przeczytałam, ale już patrząc na obsadę filmu, doznaje się wrażenia, że to popsują. W jednej części chcą zmieścić jeszcze nieskończoną, a mającą sobie liczyć 15 tomów serię, w dodatku wprowadzając masę bohaterów, których nie było, usuwając ważnych bohaterów, którzy się pojawiali. Mówię temu filmowi: NIE i modlę się, żeby przerwali nad nim pracę. Niech im zabraknie pieniędzy, proszę! Przykładem istnego idiotyzmu w tym przypadku jest choćby to, że główny bohater, mający na początku książki bodajże 12 lat (nie jestem w tej chwili pewna), w filmie jest grany przez aktora 27-letniego, a dziewczyna, z którą, że tak to nazwę, przez wszystkie części mają się ku sobie, jest pozostawiona w wieku oryginalnym. Ze Stracharza (tak ładnie to brzmi w ogóle), zrobili jakiegoś rycerza, co nie przemawia do ŻADNEGO fana i wszyscy głośno się temu sprzeciwiają ;/
To tyle ode mnie, z tytułów, o których mogę w tej chwili coś powiedzieć. Nie zawsze oglądam ekranizacje, przyznam szczerze.

Awatar użytkownika
Nidabe

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Nidabe » 17 sierpnia 2013, 22:08

Nienawidzę oglądać ekranizacji, czy tam adaptacji łotewa, książek, które czytałam. Nienawidzę. I już nawet pomijając opuszczone momenty, zniekształconych bohaterów, zupełnie nową fabułę wydaną pod tym samym tytułem. To zwyczajnie burzy obraz, który sami stworzyliśmy podczas lektury. Dlatego, gdy już zdarzy mi się oglądać, co wcześniej zdarzyło mi się przeczytać: potrafię na głos, z pełną bulwersacją, informować wszystkich dookoła lub pusty pokój o niedociągnięciach filmu.
Po prostu nie lubię. Bardzo.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Siemomysła » 24 grudnia 2014, 08:30

Staram się zwykle najpierw przeczytać, potem obejrzeć. A to dlatego, że łatwiej mi przyjąć zmiany, ingerencję w treść, czy wydźwięk, w tę stronę. Po prostu ogarniam, że w filmie się może nie zmieścić, że to obraz i czym innym ma mnie uderzać, że coś usunięto, pominięto i tak dalej. To w pewnym sensie naturalne. Natomiast oczekuję, że w książce będzie więcej, a nie mniej - zawsze więcej i jeśli jest mniej, jeśli najpierw obejrzę film i na ekranie pojawi się coś, czego potem w książce nie znajduję, bo autor adaptacji postanowił to dodać, to wtedy czuję się w pewien sposób oszukana. Po prostu wolę, gdy to książka pozostaje dla mnie wzorcem i dlatego, gdy widzę plakat, czy trailer, który mi się spodoba, zaciekawi i okazuje się, że film powstał na motywach książki, najpierw czytam. Tak było z "Atlasem Chmur" i jestem bardzo zadowolona, iż przed pójściem do kina zdecydowałam się na przeczytanie książki.
W tym przypadku jak dla mnie książka i film to dwie różne rzeczy, choć oczywiście film jest inspirowany książką. Na co innego jednak moim zdaniem postawił autor książki, na co innego twórcy filmu. Pewne wątki zostały w filmie przerobione w dość inwazyjny sposób, widz został zmanipulowany, by podążyć w innym kierunku. Zupełnie co innego niosło nadzieję na koniec książki, zupełnie co innego na koniec filmu.
Co istotne jednak, jak myślę, to to, że i książka i film bardzo mi się podobały, choć najlepszej - moim zdaniem - sceny filmu nie ma w książce, a najpiękniejszy - znów moim zdaniem - fragment książki w filmie nie zaistniał zagubiony pod kolorem i dźwiękiem.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Aprics

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Aprics » 14 lutego 2015, 22:59

Tak się zastanawiam... Czy "Gra o Tron" to jakiś temat tabu? :D
Aż się zdziwiłam, że o takim hiciorze nikt nie wspomniał ani słowem. Chyba że ekranizacje serialowe się nie liczą.
Ja tam jestem serialowym pochłaniaczem i tutaj akurat Gra o Tron nie jest żadnym wyjątkiem (przyznaję się bez bicia do odliczania dni do premiery kolejnego sezonu). Pierwszy sezon wciągnęłam dosłownie jednym tchem.
Serial był pierwszy. Jakoś tak się złożyło. Potem sięgnęłam do książek, które zresztą wchodzą w podobnym tempie (obiecywałam sobie na początku, że nie będę wyprzedzać akcji serialu, ale jakoś... nie wyszło).
Jedyną rzeczą, której nie mogę przeboleć (do tej pory) jest rozjazd pomiędzy książkowym wiekiem głównych bohaterów a doborem aktorów. I fakt, że większość wątków, które są chyba najważniejsze dla Pieśni Lodu i Ognia poruszana jest albo pobieżnie albo wcale.

Ale mimo wszystko uważam, że to dosyć dobra ekranizacja. Zresztą, kręcenie serialu na podstawie czegokolwiek daje dużo większy potencjał - zwłaszcza czasowy - żeby zahaczyć o większość fabuły. Nawet gdyby mieli na każdy tom poświęcić dwa trzygodzinne filmy, to dalej trochę mniej niż 10 odcinków po godzinie każdy.

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Ekranizacje książek - które dobre, które złe?

Post autor: Siemomysła » 09 kwietnia 2015, 21:36

Na początek powiem: nie czytałam i nie oglądałam "Gry o Tron" i w tej chwili nie mam tego w planach na najbliższą dziesięciolatkę, więc nie mogę się odnieść w żaden sposób do tego, czy jest to tabu, czy nie.

A potem powiem: absolutnie mnie ostatnio ujęła adaptacja "Gwiezdnego Pyłu" Gaimana. Była inna niż książka, także fabularnie, a jednak wyjęła z niej to, co mogło być obrobione za pomocą filmowego obrazu tak, by powstał świetny, zabawny film przygodowy, a jednocześnie te zmiany wcale nie odebrały magii książce. Po prostu podziw i radość, że się da.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

ODPOWIEDZ