UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Dział dla pracowitych ;)
Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Tal Shiar » 20 maja 2018, 15:04

Z serii Szkice w trzydzieści minut. Scena przedstawiająca stłuczkę znajomego z dostawczym Fiatem.
SpoilerShow
Pisk hamującego samochodu przedarł się przez gęste powietrze majowego poranka.

Niebieska Toyota stała w poprzek drogi z rozbitą lampą. Dostawczy Fiat, zahamował z piskiem opon kilkanaście metrów dalej. Uderzeniu, które wprawiło w przerażenie stojącą na poboczu grupkę osób. Jeden z nich, Greg - niekwestionowany lider grupy, niski mężczyzna ze śladami siwizny na głowie odruchowo rzucił się ku rozbitemu samochodowi. Stał tuż za nim, nie zdawał sobie sprawy z błahości zaszłej sytuacji.

- Leon, Leon, nic ci nie jest?! - energicznie wołał do mężczyzny, w niebieskim aucie. W pierwszej chwili przez jego głowę przewinęła się myśl prawdziwego wypadku, rannych uczestników i pędzącej na sygnale karetki.

Na siedzeniu pasażera siedziała kobieta w średnim wieku. Obawiając się większej szkody, szybko odpięła pas i otworzyła drzwi. Widział, że kierowca jest w pełni przytomny, mówi i bez problemu wychodzi, więc nie bała się o niego. Z rozbitego samochodu należy się jak najszybciej wydostać, przypomniała się jej jedna z lekcji w czasie kursu nauki jazdy. Z roztrzęsionymi nogami wydostała się z miejskiego auta, zmierzając ku stojącemu obok wysokiemu mężczyźnie oraz grupce znajomych. Wtedy też, usłyszała głos kłócących się mężczyzn.

- Panie! Wjechał pan w mój samochód! Nie patrzył pan w lusterka?! - głos podnosił starszy z nich, kierowca Fiata. Drugi, młodszy, z którym jechała był wyraźnie podenerwowany. Jego głos zaczynał się łamać.

- Patrzyłem! Zajechał mi pan drogę! - nieskutecznie próbował się bronić. Roztrzęsiona kobieta nie mogła wydać z siebie żadnego głosu. W jej głowie krążyła tylko jedna myśl. Nie patrzył, nie patrzył. Przypadkowo wypowiedziała to na głos, gdy grupka gapiów zdążyła ją otoczyć.

- Halina, nic ci nie jest? - były to pierwsze słowa jakie dotarły do niej po wypadku. Nie wiedziała, kto je wypowiedział. Była jeszcze w szoku. Co prawda to uczucie rozwiało się po kilku minutach, ale w tym momencie nie wiedziała jeszcze co właściwie się stało. Co prawda przedostawały się do niej skrawki rozmów toczonych pomiędzy kłócącymi się mężczyznami i próbującego ich godzić Grega, jednak nie była w stanie ich wychwycić. Myślała teraz o mężu, który na nią czekał. Zastanawiała się dlaczego wsiadła do samochodu z tym wariatem, przypominając sobie tym samym jego wcześniejsze wybryki. Będący w wieku jej syna Leon nigdy nie był dobrym kierowcą.

Po chwili dotarło do niej, jaka scena rozgrywała się w jej pobliżu.

Leon rozpaczliwie szukał swoich dokumentów. Najwyraźniej musiał je zostać w domu, tuż przed wyruszeniem. Greg uspakajał podenerwowanego kierowcę Fiata, który dzięki swojej spostrzegawczości w porę zjechał na lewą stronę drogi. Mogło być gorzej. Gdyby kontynuował swoją jazdę, nie zauważając wyskakującej Toyoty, mógł uderzyć prosto w jej drzwi. A to skończyłoby się poważnymi ranami kierowcy a być może także jego pasażerki. Halinę przeszył dreszcz po tym jak uświadomiła sobie, że Bóg nad nią czuwał tego dnia. Wiedziała, że bez tego, nie zobaczyłaby się ze swoim mężem, czekającym trzysta metrów dalej, dziećmi oraz wnukami. Wbrew temu co inni sądzili, wierzyła, że to Bóg jej pomagał przez sześćdziesiąt lat jej życia.

***

Leon spisywał dokument poświadczający jego przyznanie się do winy. Kosztowało go to tylko czterysta złotych, w przeciwieństwie do wizji mandatu jaki dostałby, gdyby rozgniewany kierowca Fiata wezwał policji. Jednak wiedział, że prawdziwe piekło czeka go w domu, gdzie będzie musiał wytłumaczyć swojej żonie dlaczego ich wspólny samochód stracił lampę a jego portfel schudł o niemalże pół tysiąca. Dreszczem napawała go wizja scen jakie będą się dziać kilka godzin później. Było jednak gorzej. Zapomniał wziąć ze sobą portfela, co sprawiało że nie miał ani dokumentów, ani pieniędzy. Greg, ten poczciwy mężczyzna pojechał do jego żony aby ta przekazała mu określoną kwotę na poczet "dogadania się" z poszkodowanym. Spodziewał się, że jego teściowa, która mieszkała w pobliżu zaraz się o tym dowie. A to nie skończy się dobrze. I nie skończy się w jeden dzień. Przerażające wizje wojny domowej przerwał znajomy głos, który usłyszał tuż nad swoim uchem.

- Leon! Jak ja się cieszę, że cię widzę! - wykrzyknął z radością w głosie Mirosław, wysoki blondyn, któremu Leon ciągle przygadywał. Wiedział, że na jednym zdaniu się nie skończy. Znajomy podszedł do samochodu i zaczął oglądać stłuczoną lampę, wyrażając podziw dla nowego osiągnięcia trzydziestoczteroletniego Leona.

Po chwili odskoczył od auta, co wprawiło Leona w osłupienie. Zdziwił się, dlaczego ten blisko dwumetrowy mężczyzna nagle przeraził się niewiadomej rzeczy. Przerwał pisanie dokumentu i spojrzał za siebie.

Ujrzał ją. Niższa o głowę teściowa stała tuż za nim i wpatrywała się morderczym wzrokiem w swojego zięcia. Jej niebieskie oczy wyrażały wściekłość, która mogła zostać przemożona tylko w jeden, jedyny sposób.

Oj, zaboli - pomyślał Leon na sekundę przed ciosem.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1830
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Kruffachi » 20 maja 2018, 15:06

Prosiłabym jednak najpierw zapoznać się z regulaminem działu, zwłaszcza pierwszym punktem ;)

viewtopic.php?f=151&t=4366
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Tal Shiar » 20 maja 2018, 15:12

A to nie łatwiej było w ustawieniach działu ustawić blokadę zakładania tematów? ;)

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1830
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Kruffachi » 20 maja 2018, 16:35

Zasady są dość jasne, więc zwykle wystarczy takie zabezpieczenie w tematach przeznaczonych do publikacji całych tekstów właśnie. Tymczasowo temat zamykam, otworzę, jak tylko zostanie spełniony wymóg 10 postów.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Tal Shiar » 20 maja 2018, 17:39

Niezdarna próba stworzenia szkicu sci-fi. Czytać tylko na swoją odpowiedzialność.
SpoilerShow
Bojąc się porażki, nie osiągniesz zwycięstwa.

Stary admirał siedział w bujanym fotelu. W stojącym przed nim kominku tlił się płomień, zupełnie jakby ostatkiem sił chciał ogrzać bohatera narodowego Stanów Zjednoczonych. Ten, uparcie wpatrywał się w swoje zdjęcie wykonane kilkadziesiąt lat wcześniej. Był wówczas młody, silny i zdrowy. Marzył o lądowaniu na Marsie - Czerwona Planeta zawsze go fascynowała. Już od najwcześniejszych lat godzinami zaczytywał się w pełne sensacyjnych opowieści dzieł literackich z dziedziny fikcji naukowej co stanowiło idealną odskocznię wobec ponurego świata jaki go otaczał. Po śmierci ojca, który od końca wojny zmagał się z chorobą psychiczną nabytą w japońskiej niewoli był wychowywany tylko przez nadopiekuńczą matkę. Fascynacja dziecięcych lat przetrwała wczesne lata życia Zacharego gdy dowiedział się o wczesnych podbojach kosmosu. Śmiałkowie tacy jak Jurij Gagarin czy Alan Shepard w imieniu całej ludzkości zdobywali się na wiele wyrzeczeń, zostając tym samym pierwszymi ludźmi w Kosmosie. John Glenn jako pierwszy Amerykanin w kosmosie okrążył Ziemię stając się inspiracją dla młodego pokolenia Amerykanów. Co prawda, niejednokrotnie wiązało się to z wielkim ryzykiem dla gwiezdnych podróżników. Niektórzy z nich poświęcili swoje życia dla większego dobra ludzkości. Gus Grissom spłonął żywcem w wadliwej kapsule Apollo 1, Władimir Komarow zginął w czasie lądowaniu statku Sojuz 1. Osiemdziesiąt ludzi poniosło śmierć w czasie katastrofy na Bajkonurze w październiku 1960 roku. Wszyscy ci ludzie zginęli aby reszta zapamiętała swoje błędy i nigdy ich nie powtórzyła. Kolejne pokolenia miały nieść pochodnię niepowstrzymanego postępu ku świetlanej przyszłości. Ryzyko było z tym związane od wielu lat.

Udało im się to a kolejne pokolenia śmiało niosły pochodnię niepowstrzymanego postępu ku świetlanej przyszłości.

A przynajmniej tak nam się zdawało.

Wszystko zmieniło się w 1965 roku. Nie chodziło tutaj oczywiście o wybory prezydenckie sprzed kilku miesięcy. Wszyscy wiedzieli, że Barry Goldwater ze swoimi ekstremistycznymi poglądami nie ma szans na trwałą obecność w waszyngtońskim Białym Domie. Ani o obalenie Chruszczowa. Sprawa nie toczyła się także o stawkę Wietnamu, który zaczynał zajmować nagłówki głównych gazet w prasie Zachodniego Świata. Żadna z ziemskich, drobnych spraw nie mogła przyćmić najważniejszego odkrycia w dziejach ludzkiej historii.

To co wówczas odkryliśmy, zmieniło postrzeganie świata. Stworzyło nowe warunki rozwoju ludzkości, zaprzepaściło stare podziały, zakończyło wojny, zasklepiło rany. Otworzyło nowe.

Mariner 4, druga misja zmierzająca ku Marsie odkryła coś niesamowitego. Coś wspaniałego, co na zawsze odcisnęło swoje piętno na całej ludzkości. Coś, co zmieniło świat jeszcze bardziej niż dwie Wojny Światowe, Zimna Wojna czy nawet biblijny Potop. Kanały! Mały posłaniec ludzkości, zamknięty w szczelnej, metalicznej obudowie przesłał zdjęcie czegoś, co natychmiast zostało zinterpretowane jako kanały marsjańskie. Giovanni Schiaparelli miał rację przez cały czas. Jakimi byliśmy głupcami, że go nie posłuchaliśmy! Wszyscy, którzy jak dotąd twierdzili, że jego teorie są nieprawdziwe powinni drżeć przed sądem historii jaki się nad nimi dokonał.

- Po usłyszeniu wieści o kanałach marsjańskich byliśmy gotowi aby wyruszyć - rzekł admirał młodej kobiecie, ubranej w prosty, czarny żakiet, czarną spódnicę i białą koszulę. Jej duże, brązowe oczy z przejęciem wysłuchiwały opowieści człowieka, który na zawsze zmienił ludzkość. Była dziennikarką. Gnidą poszukujący nowości aby zrobić karierę jak to niektórzy mawiali. Ale nie zmienia to faktu, że wychowała się w najlepszej erze ludzkości i także była zafascynowana gwiazdami. Admirał po chwili przerwy dodał - pytanie nie zaczynało się od: czy. Pytanie zaczęło się od: kiedy. Wszyscy oczekiwali co zrobi nowy prezydent.

- I co zrobił? - z przejęciem odrzekła dziennikarka. Admirał starał się przypomnieć jej imię ale nie był w stanie. Żył tylko opowieścią. Nic więcej się dla niego nie liczyło. Nie zauważył tego, że kobieta zdążyła już zapisać cztery strony wywiadu.

- Coś co nas wszystkich zawiodło. Ten nadęty bufon wezwał naród aby zachował spokój i skupił na wewnętrznych problem - z rozgoryczeniem w głosie stwierdził rozmówca - Drugi biegun polityki był bardziej skłonny do ryzykownych posunięć. Richard Nixon miał swój udział w założeniu NASA - ciągnął dalej - obiecał nam podbój kosmosu.

Rzeczywiście. Lyndon Baines Johnson, prezydent, którego ludzie wybrali na prezydenta stwierdził, że należy zachować spokój. Był poirytowany entuzjazmem naukowców NASA, którzy zaproponowali mu zaplanowanie załogowego lądowania na Marsie.

- Jeszcze nawet nie spełniliśmy obietnicy Kennedy’ego! - admirał imitował teksański akcent prezydenta. - Te słowa były początkiem końca jego kariery polityka. Wojna w Wietnamie, wysyłanie poborowych na rzeź prosto w dżunglę była wystarczającym powodem aby nie przedłużyć jego kadencji. - popatrzył się na kobietę. Wreszcie przypomniał sobie jej imię i dodał - Lindsay, moja droga Lindsay. My nie chcieliśmy wojny Lyndona Johnsona. My chcieliśmy odkrywać nowe planety, śmiało zmierzać dokąd nie dotarł jeszcze żaden człowiek. A ten stary dureń powiedział, ze mamy się skupić na sprawach naszego kraju! Zamiast zawrzeć pokój i spełnić marzenia milionów ludzi żyjących na tysiące lat przed jego narodzinami, on wysyłał młode pokolenie Amerykanów na śmierć! Nawet Breżniew miał więcej rozumu!

- Co było dalej? - kontynuowała zaciekawiona kobieta. Odłożyła dyktafon, zupełnie o nim zapomniała, wsłuchując się w opowieść legendy.

Urodziła się trzydzieści lat później. - Przypomniał sobie Zachary i ciągnął opowieść dalej. - Przez niego zaprzepaściliśmy szanse na to aby być pierwszymi w kosmosie. Sondy radzieckiego programu Mars lądowały na Czerwonej Planecie podczas gdy my marnowaliśmy miliony dolarów na zabijanie Wietnamczyków. Ludzi, którzy tak samo jak my mieli marzenia, pasje i tak samo jak wszyscy inni chcieli żyć. - Chcieli żyć. A my pozbawialiśmy ich życia. Powstrzymał się przed tymi słowami, nie chciał wprowadzać pesymizmu w opowieści, która miała porywać tłumy, inspirować miliardy ludzi do podjęcia kroku w kosmos. - Wiesz co przeważyło szalę gniewu?

- Nie - odpowiedziała kobieta, która oczyma wyobraźni już błądziła po czwartej planecie od Słońca.

- Lis Breżniewa. - krótko odparł admirał. - Przerośnięty fenek pustynny, który podszedł do sondy Mars 3 i powąchał tą cholerną bryłę metalu. Rozumiesz? Sowieci odkryli życie na Marsie. I do tego pozyskali kolorowe zdjęcia z jego powierzchni! Co prawda sonda, przestała działać po kilku minutach ale to tylko rozbudziło nasze marzenia. Co jeśli to pozaziemska cywilizacja niszczyła nasze urządzenia aby nie ujawnić swoich sekretów?

Łza popłynęła po policzku admirała. W czasie tego odkrycia, studiował inżynierię kosmiczną w Stanach Zjednoczonych. Należał do komitetu studenckiego, który wystosował petycję do Prezydenta Stanów Zjednoczonych aby ten zajął się sprawą pozaziemskiej eksploracji kosmosu. Był nawet jej przewodniczącym. On, dwudziestopięciolatek w zbyt dużych okularach. Czarnowłosy olbrzym pojawił się na łamach największych gazet USA po tym jak osobiście spotkał się z Johnsonem.

Pamiętał ten dzień zupełnie jakby działo się to wczoraj. Biały Dom. Gabinet Owalny. On, Johnson, przedstawiciele prasy. Górujący nad prezydentem student, przyszły astronauta i admirał odczytywał petycję podpisaną przez tysiące studentów na terenie całego kraju.

W imieniu społeczności studenckiej Stanów Zjednoczonych Ameryki, wzywamy Prezydenta Lyndona Bainesa Johnsona aby ten zajął się bezzwłocznie sprawą pozaziemskiej eksploracji kosmosu. Wzywamy Administratora Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej James’a E. Webb’a aby ten przedstawił realistyczny plan lądowania na Marsie bezzałogowej sondy a następnie ludzi i ich bezpieczny powrót na Ziemię. Wzywamy naród amerykański do wsparcia tej inicjatywy, powstałej w wyniku umiłowania światowego pokoju, wolności i naukowej ciekawości, współnej dla każdego narodu na świecie.

- Johnson nic nie zrobił. Co prawda powołał do życia komisję w celu stworzenia planu badania Marsa ale było już za późno. Jego polityczny rywal, Richard Milhous Nixon wyraził swoje poparcie dla naszej inicjatywy i zaprosił nas do siebie, do Nowego Jorku. Był to pierwszy krok ku pierwszym prawdziwym misjom międzyplanetarnym.

- Admirale, czy poparł pan Richarda Nixona w czasie jego kampanii prezydenckiej z 1968 roku?

- Oczywiście. Był to jedyny krok w celu postawienia pierwszych kroków w kosmos. Co prawda misje Apollo zostały wstrzymane, podobnie jak sondy, które miały odkrywać planety zewnętrzne i ich księżyce ale było warto.

To prawda. Dwudziestopięcioletni student pośrednio przyczynił się do wyboru Nixon i Volpe’a na najważniejsze stanowiska Stanów Zjednoczonych. Rok później został przyjęty w szeregi NASA. Mimo to nie były to najlepsze lata jego życia. Te miały dopiero nadejść. Seria sond jaka miała zbadać Jowisza, Urana, Neptuna i Wenus została anulowana i przekierowana w stronę Marsa.

- Rok 1971 przyniósł jeszcze większe zmiany. Sowieci wysłali Marsochoda, który zaczął badać powierzchnię czwartej planety. Działał tylko przez tydzień ale wzbogacił naszą kulturę o coś jeszcze bardziej niewiarygodnego. Zrobił tylko trzy zdjęcia. Jedno przedstawiało Lisa Breżniewa, drugie owcę. Trzecie wstrząsnęło całym światem. - przerwał, po czym łamiącym się głosem dodał - Człowiek. Pasterz. Ze stadem owiec. Wyglądał majestatycznie, zupełnie jakby pojawienie się pojazdu nie stanowiło dla niego nowości.

Kolorowe zdjęcia tajemniczego pasterza szybko obiegły świat. Drukowane z czerwonym sierpem i młotem miały przypominać światu, kto dokonał tego odkrycia. Jednak mało kto przejmował się jaki kraj dokonał odkrycia. Po raz pierwszy ilustracja zawierająca barwy komunizmu radzieckiego była tak szybko przyjęta w Stanach Zjednoczonych. Wysoki mężczyzna, ubrany w grube szaty chroniące go przed zmieniającymi się warunkami marsjańskiej atmosfery siedział na dromaderze. To był Mars a więc wszystko było było większe niż na Ziemi. Słabsza grawitacja spowodowała, że mężczyzna mierzył być może dwa i pół metra, jego wierzchowiec także był nadnaturalnych rozmiarów. Ostre rysy twarzy wzbudzały szacunek, przenikliwe brązowe oczy spoglądały wprost na łazik zupełnie jakby rozumiały, że patrzą na wytwór innej cywilizacji. I nie dziwiły się tym.

- Pomyśl jaką reakcję wprowadziły te zdjęcia! - zaśmiał się admirał. Zakaszlał jednak gwałtownie - Wybacz mi Lindsay. Moje płuca już nie są takie same jak czterdzieści lat temu.

- Spokojnie admirale. Niech pan odpocznie. - życzliwym głosem i uśmiechem na ustach odpowiedziała jego rozmówczyni. Poszła do kuchni, gdzie poprosiła robota o przygotowanie gorącej herbaty. Była jedną z nielicznych, która życzliwie prosiła maszynę o przygotowanie posiłku. Twierdziła, że tylko w ten sposób można nie zatracić człowieczeństwa i uprzejmości. Chwilę później przyniosła napój w ulubionym kubku admirała. W kolorze rdzawego Marsa, z wygrawerowanym imieniem „Iraksz”. Zawsze chciała spotkać się z jedyną miłością życia admirała. Widziała ją tylko raz, dwadzieścia lat temu. Była niezwykle wysoka, bardzo szczupła. Miała duże, niebieskie oczy, które wydawały się świadczyć o jej niezwykłej wiedzy. Mądre spojrzenie wysokiej kobiety na zawsze utkwiło w umyśle Lindsay.

- Dziękuję. - miłym głosem rzekł admirał, gdy dziewczyna podała mu kubek herbaty. Spróbował się napić ale tylko się oparzył. Odłożył więc kubek na kamienny kominek, tuż obok zdjęcia, które zrobił Irakszy w chwili przybycia do jego domu. Uśmiechnął się czule na samą myśl o swojej ukochanej żonie i kontynuował fascynującą opowieść o swojej historii. Zazwyczaj nie rozmawiał z dziennikarzami ale tym razem zrobił wyjątek. Lindsay wydawała się być uczciwą kobietą, zafascynowaną kosmosem podobnie jak on kilkadziesiąt lat wcześniej.

Nowe pokolenie musi zając miejsce starego aby dokonać jeszcze ważniejszych rzeczy.

- Gdzie to ja skończyłem? - próbował sobie przypomnieć starszy mężczyzna. Jego pamięć nie była już taka jak kiedyś. - A wiem. Marsochod - po czym kontynuował - Burza jaka po nim nastąpiła, zmusiła Nixona do pełnego wsparcia programu kosmicznego. Zapomnieliśmy o Kennedym i jego lądowaniu na Księżycu. Teraz mieliśmy lecieć na Marsa! Lata siedemdziesiąte stały się dekadą zmagań kosmicznych, nie militarnych. Nawet Sowieci ograniczyli swoje wydatki zbrojeniowe aby zdobyć finanse na program kosmiczny. Słyszałaś o tym co zrobili z Układem Warszawskim?

Na pewno o tym słyszała. Ale to nie znaczyło, że stary admirał, który nigdy nie lubił sławy nie mógł o tym opowiedzieć. Zawsze chciał mieć dzieci, ale okazało się, że nie może ich mieć ze swoją żoną. A gdyby te miały swoje dzieci to wnuki admirała byłyby w wieku młodej dziennikarki. Jeśliby się dokładniej jej przyjrzeć, można by było dojść do wniosku, że była nieco podobna do matki Zacharego. Matki, która zmarła gdy ten młody. Jej śmierć spowodowała, że uciekł w świat podróży kosmicznych wyobrażając siebie stojącego na Czerwonym Lądzie, otoczonego przez ciekawskich Marsjan, którzy wyszli z podziemi aby podziwiać pierwszego człowieka, który postawił stopę na ich lądzie. Żałował, że nie dożyła do momentu jego sławy, być może byłby w stanie znaleźć dla niej lepszych lekarzy, którzy by ją wyleczyli ze śmiertelnej choroby. Widział, że kobieta otworzyła usta ale nie słyszał jej odpowiedzi. Był zbyt zajęty historią aby ją usłyszeć.

- Breżniew postanowił zabrać naukowców ze wszystkich krajów do Związku Radzieckiego. Polska, Wschodnie Niemcy, Czechosłowacja, Rumunia, Bułgaria i inne kraje wysyłały swoje najtęższe głowy aby te wspólnie pracowały nad największą misją w historii całego świata.

I to zadziałało.

- Marsochod został zastąpiony nowszymi modelami łazików. Wyposażone w lepsze silniki elektryczne zasilane energią solarną niestrudzenie przemierzały powierzchnię Marsa. Ich czujniki, wykonane przez najlepszych inżynierów Bloku Wschodnie nieustannie rejestrowały parametry planety. Kamery, wykonane w najlepszej jakości bez względu na koszt przesyłały zdjęcia w wysokiej rozdzielczości. Komputery pokładowe, wykonane przez tego Polaka - na chwilę się zatrzymał, próbując przypomnieć sobie to dziwne nazwisko - Karpińskiego działały bez zarzutu przez wiele miesięcy. Ofensywa ruszyła. I nic nie miało ich powstrzymać. W tym samym czasie satelity polarne tworzyły pierwsze mapy planety wykonane w wysokiej - jak na tamte czasy oczywiście - rozdzielczości.

Rosjanie wydali miliony. Ale było warto.

- Znowu nas wyprzedzili. Wysłali stację orbitalną. - chwilę później dodał admirał.

Czerwona Gwiazda, duma Związku Radzieckiego została wystrzelona w kierunku Marsa pod koniec roku 1977. Pierwsza modułowa stacja kosmiczna była w pełni zautomatyzowana. Jej moduł zasilający pozwalał na teoretycznie nieskończony czas misji - użycie energii solarnej i reaktorów RTG zapewniało porządny dostęp do energii elektrycznej. Była w stanie pomieścić cztery osoby w czasie normalnej pracy przez rok w porywach do dwunastu w nadzwyczajnych okolicznościach. Następny był bezzałogowy lądownik, który zadokował do stacji kilka miesięcy po jej przybyciu na orbitę.

- Rosjanie byli w pełni przygotowani na lądowanie na Marsie. I na stała obecność na jego orbicie. W 1978 roku wysłali na orbitę statek gotowy do przeniesienia załogi na Czerwoną Planetę. Ich plan lotu był prosty. Wynieść załogę na orbitę okołoziemską, zadokować do stacji kosmicznej, przesiąść się do statku kosmicznego. Następnie mieli podjąć lost na Marsa, zadokować do następnej stacji kosmicznej, przesiąść się do lądownika i dotrzeć na powierzchnię Marsa. Było to bardziej podobne do Star Treka niż nasze wysiłki - wystrzelenie dwóch kolosalnych rakiet, złożenie statku z dwóch komponentów na orbicie i podróż na Marsa.

Rok później Stany Zjednoczone wysłały załogową misję na Marsa. Były prezydent Richard Nixon osobiście nadzorował start Aresa - największego przedsięwzięcia jakie kiedykolwiek zostało podjęte. Ogromna rakieta, przerastająca starego, poczciwego Saturna V wyniosła moduł dowodzenia wraz z załogą. Admirał wciąż pamiętał start monstrualnego statku międzyplanetarnego. W jego umyśle rozgrywała się kakofonia dźwięków, jakie słyszał po odpaleniu silników, wstrząsy, które zostały zarejestrowane przez mierniki kosmodromu im. Dwighta Davida Eisenhowera jako małe trzęsienie ziemi. I płomienną przemowę Richarda Nixon wzywającego naród amerykański do dalszego poznawania Wszechświata poprzez podejmowania ryzyka, niezbędnego przy takich przedsięwzięciach. Na orbicie moduł dowodzenia połączył się z jeszcze większym od niego modułem lądownika a następnie podjął kilkumiesięczną, historyczną misję na Czerwoną Planetę.

Admirał wygodnie oparł się na wyściełanym sztucznym futrem fotelem. Nigdy nie było zwolennikiem zabijania zwierząt dla futer. Nawet jedzenie mięsa uważał za okropny obowiązek pochodzący z uwarunkowania genetycznego ludzkości. Niekiedy napawało go to obrzydzeniem, podobnie jak jego żonę. Przezywany jako najchudszy z astronautów, z chęcią porzucił zwyczaj jedzenia mięsa zwierzęcego na rzecz syntetycznego mięsa hodowanego bez użycia komórek zwierzęcych. Teraz wygodnie siedział w swoim fotelu i wpatrywał się w przygasający płomień w kominku. Jego zatroskana twarz wskazywała, że rozmyśla o przeszłości, o tym co działo się w 1979 roku. W pewnym momencie spojrzał na zdjęcie swojej żony i z nostalgią w głosie rzekł:

- Byłem na Marsie. I poznałem tam światło mojego życia.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1830
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Kruffachi » 21 maja 2018, 18:04

Jeśli mogę coś doradzić - Sztambuch służy do publikacji małych wycinków "dziennego urobku" w celach motywacyjnych, nie zamieszczania długich fragmentów i pełnowymiarowego komentowania ;)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Tal Shiar » 21 maja 2018, 18:34

Kruffachi pisze:
21 listopada 2015, 17:28
3. Na razie nie zostało wprowadzone żadne ograniczenie dotyczące długości zamieszczanych fragmentów, ale to mają być tylko krótkie urywki, ot, coś, czym warto się pochwalić, więc namawiam do zachowania zdrowego rozsądku ;)

Przecież to jest dosyć krótki fragment tekstu, napisany w jakąś godzinę. Nie widzę w tym nic co by było dużym wycinkiem - nie ma wszak kilku stron A4 ani dziesiątek tysięcy słów. Dla mnie jest to dosyć krótki tekst, ale dostosuję się.

Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Tal Shiar » 22 maja 2018, 21:37

Insurekcja.

Uzbrojony w ręczne działko laserowe kapitan wkroczył na mostek okrętu flagowego Flotu Imperium Malachat. Nie był w stanie wytrzymać hipokryzji dowództwa floty, bezzasadnych kar, irracjonalnych decyzji, personalnych nadużyć. Ktoś musiał skończyć ten cykl chaosu w Pierwszej Flocie jaki pojawił się tuż to wyruszeniu z Ziemi, dwunastej kolonii w kierunku odległej Primy Alpha, zbuntowanej planety rządzonej przez autorytarną Radę Weteranów.

Oczom kapitana ukazał się zaspany admirał, który opowiadał swojemu zastępcy o nocy spędzonej z pierwszą oficer Melessą. Dookoła niego załoga wykonywała leniwie swoje rutynowe zajęcia. Oficer komunikacji nasłuchiwał oznak życia pobliskich planet, licząc na to że Weterani pozostawili kogoś przy życiu. Oficer naukowy skanował otoczenie statku w nadziei na znalezienie organicznego śladu najnowszych okrętów wroga. Sternik i nawigator machinalnie sprawdzali kurs statku, zupełnie jakby ta stara beczka miała się zbuntować.

- Admirale Nelson! - zawołał w kierunku dowódcy. Ten, z wyraźną miną dezaprobaty odwrócił się chcąc zaprotestować przeciwko zakłócaniu spokoju na mostku. Jednak nie zdążył.

Kapitan wystrzelił z działka. Wiedział, że nie wyjdzie stąd żywy. Ale był pewny, że zabierze tego starego spaślaka ze sobą. Do krainy wiecznej zgryzoty i cierpienia.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1830
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Kruffachi » 22 maja 2018, 21:45

Komuś tu wyraźnie kosmosy nie służą, jak widzę... Ciekawy punkt wyjścia :)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Tal Shiar » 23 maja 2018, 08:38

Kruffachi pisze:
22 maja 2018, 21:45
Komuś tu wyraźnie kosmosy nie służą, jak widzę...
Dlaczego?

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1830
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Kruffachi » 23 maja 2018, 13:31

No cóż, jeśli ktoś strzela do swojej załogi, podejrzewam zaawansowany efekt kabinowy lub srogą frustrację :P
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Tal Shiar
Posty: 10
Rejestracja: 20 maja 2018, 13:58

Re: Ogłoszenia Najwyższej Rady Głównego Dyrektoriatu Agencji Wywiadowczej Romulańskiego Imperium Gwiezdnego

Post autor: Tal Shiar » 23 maja 2018, 13:48

Kruffachi pisze:
23 maja 2018, 13:31
No cóż, jeśli ktoś strzela do swojej załogi, podejrzewam zaawansowany efekt kabinowy lub srogą frustrację :P
Albo walczy o wolność swojego ludu od totalitarnego reżimu ;)

ODPOWIEDZ