UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Zapraszamy do udziału w nowym INSTANCIE! :D

Zachęcamy też do głosowania na TEKST WRZEŚNIA!

Vandarothowe śmietnisko.

Dział dla pracowitych ;)
Awatar użytkownika
Vandaroth
Posty: 56
Rejestracja: 29 maja 2015, 17:13

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: Vandaroth » 19 listopada 2016, 09:37

Kawałek jeszcze nie do końca poprawiony. W dalszym ciągu uważam, że coś mógłbym tutaj zmienić, coś usunąć i coś dodać, ale ostatnio mam jakiś pisarski regres i nie potrafię zabrać się do pisania. Wrzucam więc to co napisałem i dalej będę kombinował nad poprawkami.
Krakanie wron nosiło się na okolice. Roger Ventiro przelotnie spojrzał na strażnicze drzewo. Gigantyczne ptaki, opierzone w czarne niczym smoła pierze, pełniąc swoją wartę na czubkach wyschniętego dębu, wpatrywały się z ciekawością w odzianego w czarny płaszcz mężczyznę. Roger nie bez powodu dzisiaj przyszedł w to miejsce. Przystanął przy ogromnym grobowcu, wpatrując się w wykuty na nim napis osób mu bliskich, z którymi nie zdążył się pożegnać. - Thomas & Alice Ventiro - głosił napis.
Tego dnia zamierzał zgrzeszyć, żeby spotak się z nimi w innych okolicznościach. Pragnął ujrzeć ich ostatni raz w swojej obecnej postaci, oraz powiadomić o swojej decyzji. Postanowił wyrwać się ze stagnacji. Życie w tym samym miejscu i walka o przetrwanie, była dla łowcy niczym drzazga w oku snajpera. Roger zdawał sobię sprawę z tego, że jest ostatnim potomkiem rodu Ventiro, dlatego jak jego ojciec, oraz wcześniejsi łowcy również chciał dostąpić zaszczytu inicjacji, oraz uzyskać iskrę Zyryfa - z małą różnicą. Świat jaki znał sprzed dziesięciu lat, przestał już istnieć. Pragnął odnaleść nową drogę, która poprowadzi go do centrum chaosu, który miał czelność wbić zatruty sztylek w serce tej planety. Mimo, iż droga nie będzie usłana różami, on posiadał waleczne serce i nieustępliwy charakter. Pamiętał kiedy ojciec opowiadał mu w dzieciństwie historie o Zyryfie wszystko wiedzącym. Thomas Ventiro uważał go za coś magicznego. Zawsze powtarzał, że Zyryf jest świętą biblioteką rodziny Ventiro. Roger zafascynowany historiami ojca, ćwiczył każdego dnia i nocy by w przyszłości, kiedy osiągnie pełnoletność mógł dostąpić zaszczytu i stanąć u progu jego wrót. Progu wrót? Czy byty niematerialne, posiadają coś takiego jak wrota? Teraz kiedy nad tym myślał, nie był tego pewny. W każdym razie, chciałby podążać drogą, którą przebyli jego przodkowie, z tą różnicą, że pragnął wydeptać własną ścieżkę.
Tsunami nostalgicznych wspomnień przerwał podmuch silnego wiatru.
Położył torbę na pomniku, po chwili wyjął z niej małą srebrną miskę, diabelskie zielę oraz woreczek smoczego piasku. Z tym ostatnim walczył dwa miesiące, żeby go zdobyć. Smoczy piasek można było znaleść tylko w u podnóża gór aralskich i tylko na mokrych terenach, głęboko pod ziemią. Udało mu się jednak znaleść wystarczającą ilość, żeby teraz złamać tabu i móc spotkać się z rodzicami.
Umieścił w misce małą ilość diabelskiego ziela, podpalając je. Odczekał chwilę. Kiedy tłuszcz roślinny zaczął podsycać ogień, dosypał do płomieni garść smoczego piasku. Plomienie zmieniały kolor z czerwonego na zielono fioletowy. Dym natomiast stawał się krwisto czerwony.
Siedząc w pozycji kwiata lotosu, oczyszczał umysł ze zbędnych myśli. Liczyło się tylko jedno. Jego rodzice i nic więcej. Starał sobie przypomnieć ich twarze. Matkę zapamiętał jako piękną kobietę, o twardych, konserwatywnych poglądach, nigdy nie odmawiającą pomocy bliźniemu. Ojca natomiast pamiętał mniej. Główną tego przyczyną był fakt, iż łowców potrafiło nie być w domu nawet przez dwa miesiące. Kiedy jednak przebywał w domu, ojciec posiadał dwa charaktery. Twardego mentora, oraz kochającego ojca. Za to Roger go szanował.
Dym z miski stawał się coraz gęstszy. Roger czuł jak wlatujący przez dziury nosa odór, podwrażnia mu śluzówki.
Wrony wzbiły się w powietrze, tańcząc na zachmurzonym niebie. Wydawały z siebie dźwięki, jakby przeczuwały, iż coś ma się zaraz wydarzyć.
Źrenice Rogera, zaczęły nienaturalnie się zwężać, przypomianając kocie oczy. Czuł, że traci kontakt z rzeczywistością. Nie potrafił porównać tego co z nim się dzieje, do żadnej sytuacji w życiu. Miał wrażenie, jakby zasypiał, chociaż wcale nie chciało mu się spać. Po chwili widział już tylko ciemność. Był pewny, że opuścił cielesną powłokę. Przybrał teraz postać czegoś w rodzaju ciała astralnego. Nie potrafił dostrzec niczego. Czy to tak się czuje człowiek po śmierci? Tego nie wiedział, ale miał nadzieję nie zostać tutaj na zawsze. W chwili obecnej nie wiedział co z nim się dzieje. Nie czuł podłoża po którym stąpa, nie potrafił niczego doktnąć, nie miał czucia w palcach. Ciemność sprawiała, że czuł się niczym kret w dziurze. Z jednej strony uczucie to było straszne, z drugiej podniecające. "Przypomnij sobie, po co tutaj przyszedłeś" - pomyślał. Spowrotem w jego myślach, ukazali mu się rodzice, tym samym sceneria zaczęła się zmieniać. W dalszym ciągu nie czuł po czym stąpa, lecz tuż przed nim ukazały się drzwi.

Awatar użytkownika
A'Meer
Posty: 4
Rejestracja: 10 stycznia 2018, 21:18

Re: Vandarothowe śmietnisko.

Post autor: A'Meer » 10 stycznia 2018, 22:05

Przyjemne:) Jak dla mnie ciut za dużo opisów (w książkach nadmiaru unikam jak ognia i sama staram się nie stosować), ale to tylko bazgranina świeżaka:)
Ps: Jako, że nie umiem jeszcze stosować cytatów (próchnem jestem, wiem;)), napiszę tylko, że gdzieś obok oczów zamiast oczu, jest "zza klatki dla ptaków..." (mi bardziej pasuje "w klatce...").

Ale czego bym się nie czepiła- jest moc!

ODPOWIEDZ