UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

*** [gruntowna redakcja]

Tekstów nie ma, zostały same komentarze
Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

*** [gruntowna redakcja]

Post autor: Kanterial » 01 maja 2017, 18:15

***

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 01 maja 2017, 18:16

***
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1824
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: Kruffachi » 01 maja 2017, 23:08

Trochę nie wiem, od czego zacząć. Więc może od początku.

Tekst jest inny, niż się spodziewałam. Wiesz, człowiek czyta sztambuch (ile to już miesięcy), łapie urywki, łapie żarty kontekstowe, nawiązania i siłą rzeczy coś sobie zaczyna wyobrażać. No i to jest oczywiste, że wyobrażenie będzie błędne, bo urywki to urywki, a żarty zawsze są przegięciem i wyłuskaniem rzeczy najbardziej nośnych. Ale gdybym miała teraz odpowiedzieć na pytanie, czego się spodziewałam i jak to coś różni się od tekstu właściwego, nie potrafiłabym. Czymkolwiek było "tamto" już tego nie ma, bo skutecznie zastąpiłaś je tym, co jest.

Zaskoczył mnie też Wolf. Okazało się, jak mało o nim wiem, jak wiele zmienia zmiana perspektywy i pozwolenie bohaterowi, żeby mówił o sobie własnym głosem i sam siebie oceniał, sam siebie określał. Wiem, może trochę potocznie nadaję postaci psychologiczną autonomię, bo jednak za tym wszystkim zawsze jest głowa i ręka autora, zawsze jest jakiś plan, choćby podświadomy, zawsze jest się jednocześnie wewnątrz, w bohaterze, i na zewnątrz - w teście jako konstrukcie. I taka personalizacja jest fajna przy lekturze, może mniej fajna przy literackiej analizie, czy też jakiś jej pochodnych, które tu sobie uprawiamy radośnie. Z tych nowych rzeczy - albo niewyłapanych - uderzyła mnie ta kwestia zapachu. Albo nie, niekoniecznie i nie dokładnie ona, bo widziałam Wolfa takiego w tym aspekcie "zwierzęcego", z tym wyczulonym węchem, z tą łatwością w podniecaniu się, ale ten aspekt maskowania. Tego ciągłego prania. I te szczegóły dotyczące proszku i płynu, to wymienianie zniszczonej praniem garderoby, ta pościel. Jeden z mocniejszych akcentów tej wstawki.

Relacje Wolfa z młodzieżą też są nieco inne, niż mi się wyobrażało (btw, KSM, jprdl, kontakty z nimi = trauma życia > . < ), ale nie wiem, dlaczego mi się wyobrażało co innego, skoro na ten temat wcześniej ujawniałaś niewiele. Michał. Znałam takich Michałów (bo o rozmowę o powołaniu chodzi, prawda? A nawet jeśli nie, nie zmieniam zdania, że znałam), tzn. tak ogólnie ten typ, myślę, że potrafię włożyć portret w przegródkę i ja go po prostu widziałam - w każdej scenie z inną twarzą. I ten ból tej niezręczności. To też mocno czułam. To napięcie między tym, co jest, a tym, jak można sobie wyobrażać, że jest, jak Wolf wyobraża sobie, że wszyscy wyobrażają sobie, że jest. Serio. Nigdy wcześniej nie odebrałam go jako człowieka, który aż tak mocno by się tym przejmował. Raczej w drugą stronę. Myślałam, że będzie miał to w dupie, że wręcz będzie tym sobie pogrywał. A tu jest kapłaństwo jako nałożony na siebie kaganiec. Niemal wszystko, co robi Wolf, to nałożony na siebie kaganiec. To jest... okrutne. Więc tak, Krone jest okrutny, wiedziałam, że jest okrutny, ale w zupełnie inny sposób. Jakby zmienił wektor agresji. I teraz chcę wiedzieć jak, bo coś mi mówi, że nie było tak zawsze.

Wątek kapłaństwa w ogóle rozwala mi mózg. Lubię, naprawdę lubię, w liceum zaczytywałam się Grzegorczykiem, więc gdzieś tam byłam na tę gorycz, na te rozterki, na ludzi po prostu przygotowana, ale to jest inne ujęcie. Inne wykorzystanie tematu, bardziej jednostkowe, dziksze, bo też Wolf jest dziki. Risercz widać, ale w tym sensie, że nie wszystko to są sprawy, nad którymi przeciętny zjadacz chleba - czy to wierzący, czy niewierzący - się kiedykolwiek zastanawia. Nie w tym sensie natomiast, żebym czuła, że mi się ten risercz pokazuje. Pojawiało się to, co ważne dla Wolfa i dzięki temu wygląda świetnie.

Adam. Bo Adam nie daje mi spokoju. Nie ma go w tej wstawce, nie ma jako postaci, a tak bardzo jest jej osią. Nie wiem, może to już obopólna obsesja. Nie wiem. Ale to było tak cholernie intensywne. Motyw tych rąk, patrzenia na dłonie, pytań o blizny, krycia się za dowcipem - to jest mocna zanęta. To jest jedna z tych rzeczy, jakie chce się wiedzieć, ale nie natychmiast - do których chce się właśnie z czytelniczą przyjemnością dochodzić. O ich relacji nie będę pisała wiele, bo wiem głównie to, co wiedziałam z "Wilków...", teraz dostałam perspektywę Wolfa. To jego skomlenie o uwagę, to prowokowanie. Boję się o ich obu. Tu też zaskoczenie, bo myślałam, że wystartujesz w przeszłości i dojdziesz po prostu do momentu, w którym zaczynają się "Wilki". Teraz, wiedząc, że zakończenie "Wilków..." nie jest zakończeniem sensu stricto, boję się znacznie, znacznie bardziej.

I na koniec parę słów bardzo osobistych,
SpoilerShow
bo czuję się w jakiś sposób pokonana. Zła, sfrustrowana, może nieco wściekła. Jutro mi przejdzie. Jutro zostanie tylko to dobre i chęć na więcej, ale to uczciwe napisać, co się czuje. No więc ja czuję się jak wówczas, gdy wydaje mi się, że jestem kimś, bo napisałam parę tekstów, a potem sięgam na półkę po tę czy inną książkę i ta książka wali mnie kijem po nerkach, a potem okazuje się, że wali kijem po nerkach wszystkich i że wciągają ją nosem, rzucają z pazurami, wgryzają. To się chyba nazywa zazdrość. Przy czym, kurczę, zdecydowałam się to napisać wprost i szczerze w nadziei, że zostanie odebrane tak, jak bym chciała. To nie jest tak, że zakładam, że jesteś kimś, kto poczuje się po przeczytaniu tego lepiej. Nie. Może nawet - prawdopodobnie bardzo - będzie odwrotnie, za co przepraszam. Ale ja też czuję się tak dość rzadko - zazdrosna i o skille, i o czytelników. Więc uczciwość wymagała.
Dziękuję. Wrzucaj. Jestem na posterunku.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 06 maja 2017, 21:24

***

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 06 maja 2017, 21:26

***
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1824
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: Kruffachi » 06 maja 2017, 23:03

Miałam tę myśl. To była jedna z tych myśli, których się bałam, choć pierwsze zdania całości namieszały mi w głowie i zgłupiałam. Ale miałam tę myśl. I mimo to, mimo że jakoś tam się wewnętrznie na taką opcję przygotowałam, a kiedy Maria rzuciła "Wyjdź" wiedziałam już na sto i jeden procent, to zrobiło mi się zimno. Źle. I trudno czytało się ciąg dalszy. Nie wiem, jak będzie się czytało następne rozdziały z takim ciężarem. Może z czasem zapomnę, że wiem więcej i zacznę śledzić tekstowe "teraz" bez obciążenia, ale nie wydaje mi się. Sądzę, że to będzie wyskakiwać zza rogu w konkretnych momentach i nieustająco o sobie przypominać, kiedy już zacznę czuć się w miarę bezpiecznie.

Oczywiście, że jest to akcent, który zdominował odbiór wstawki i teraz ogromnie żałuję, że nie zapisywałam sobie uwag na bieżąco, bo trochę trudno wracać do odczuć, które miałam wcześniej. Ale ta rozmowa o goleniu. Rzecz jasna teraz rozumiem, pamiętam, że w pierwszym momencie zrozumiałam inaczej. I nie wiem, co o niej myśleć. Bo z niej wyziera straszliwy ból, jakby ostatnia bardzo koślawa próba dania do zrozumienia, że zależy, a z drugiej w kontekście staje się potwornym, okrutnym ciosem, przed którym Wolf nie ma szansy się obronić, a Adam doskonale o tym wie. Może gdyby nie był pijany, może, może, może. To "może" jest najgorsze. I ten fakt, że poczekał, aż Wolf wróci. Jakby mało było krzywd. Ale też coś sprawia, że nie potrafię myśleć o Adamie jak o kacie i to chyba nie tylko słabość do postaci (choć może trochę też, nie jestem pewna), bo brak empatii brakiem empatii, bycie diwą, skłonność do dramatyzowania, to wszystko OK, ale jest też paskudna (hipotetycznie), tocząca przez lata choroba, która po prostu zamienia ludzi w paradoksalnie nieczułych i okrutnych, po prostu okropnych, choć sami tak potrzebują, żeby ktoś się do nich przebił. To jest to, o czym pisałam przy okazji "Chmur", to pokutujące, szkodliwe i durnie romantyczne wyobrażenie na temat depresji, które z paskudną, złą, zarzyganą rzeczywistością nie ma niczego wspólnego i pośrednio pokazujesz tę brudną część - to, że pośrednio, jest tym cenniejsze. Dziękuję. Plączę się i bredzę, wiem. Nie potrafię składnie pisać, kiedy pojawia się ten temat. Ale tak gwoli podsumowania tego wątku - zwykle niemożebnie mnie wkurza i mam ochotę szorować pyskami piszących po żużlu. Tu nie. Amen.

Sen Wolfa. Był okropny. Cudownie napisany, naprawdę cudownie, choć jakoś na granicy grania formą w tego typu tekście (tak mi się zdaje), ale okropny. Nie wiedziałam, czy zdołam go przeczytać do końca. Zdołałam. I jak czułam się brudna, tak potem jakby mnie ktoś umył. Piękne zabiegi, piękna architektura słowa i świetnie przekazana treść. Wolf mnie niemalże od siebie odstraszył. Bo niby kaganiec, niby odraza do samego siebie, ale trudno było mi nie pomyśleć, że odraza ta jest zwyczajnie słuszna i proszę bardzo, mogę dosypać czwartą miarkę proszku osobiście, jeśli to tylko ma zmazać tę obleśność czającą się na tyłach mózgu.

Trudno jest mi napisać cokolwiek o '95, bo to już czytałam z częściowo wyłączonym mózgiem. To, co widzę, to Śliwę, dziki entuzjazm Wolfa w zderzeniu z dystansem (nie, to nie jest dobre słowo, znajdziesz lepsze, bo wiesz, o co mi chodzi) Adama i ten układ między nimi. I fakt, że układ ten z jakiegoś powodu Wolfa nie boli.

Dwa cytaty:
– To nie Bóg spał – mówię tylko – to myśmy spali.
– Ciebie wpuściła – stwierdza Czachowska niechętnie. Nie wiem, czy słyszę zawód w jej głosie, czy sobie wmawiam.
– Bo ja jestem swój – tłumaczę cicho.
– Bo ty jesteś taki jak ona – prostuje Monika
(to mnie uderzyło po raz drugi w kontekście Trójkąta)

Nie zasnę.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
nuklearna_wiosna
Posty: 134
Rejestracja: 21 stycznia 2014, 01:44
Lokalizacja: w czarnej dupie
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: nuklearna_wiosna » 07 maja 2017, 15:08

Przeczytałam bardzo szybko, od razu, jak tylko wrzuciłaś, zresztą wiesz. Ale zastanawiałam się, czy będę w ogóle w stanie to kiedykolwiek skomentować, ponieważ ten tekst wywołuje we mnie taki dysonans, jak chyba nic innego na forum. Widzę już chyba Twój styl i są jego elementy, które podobają mi się szalenie, a są takie, których do tej pory nie mogę przetrawić.

Na pewno miałam zupełnie odmienne odczucia niż Kruff na temat wnętrza głowy Wolfa. Mnie nie zaskoczył. Dostałam takiego, jakiego się spodziewałam po lekturze „Wilków”. Już po tamtym opowiadaniu mniej więcej orientowałam się, że mam do czynienia z człowiekiem, który uparcie i zawzięcie ucieka od siebie i, owszem, bardzo się przejmuje swoim wizerunkiem w oczach innych. Już w „Wilkach” Adam gdzieś między wierszami daje do zrozumienia, że Wolf próbuje jednocześnie zbliżyć się i oddalić od jego rodziny, że z uporem unika tego, czego szuka, ukrywa i dusi w sobie to, co najbardziej chciałby uwidocznić. Takiego Wolfa od tamtej pory widziałam i taki mi się tutaj objawił. To dobrze. Dzięki temu mam płynność, nie muszę przestawiać mózgu i skupiać się na uwierzeniu w „nowego” Wolfa. Oba teksty doskonale ze sobą korespondują, w moim odczuciu i uzupełniają się bez zgrzytów.
Nie jest oczywiście tak, że niczego nowego się o Wolfie nie dowiedziałam. On sam o sobie opowiada znacznie bardziej szczegółowo niż mógłby to zrobić Adam, czy w ogóle ktokolwiek, więc wejście w jego głowę to dobry pomysł, tak myślę.
Najbardziej podoba mi się początek. Gdyby to był jakiś inny bohater, albo gdyby Wolf nie zaintrygował mnie już w „Wilkach”, być może miałabym problem z tym, że tak drobiazgowo opisuje niemal każdą wykonywaną czynność. Zwłaszcza, że to pierwszoosobówka, a ludzie, z reguły, nie skupiają się na codzienności tak bardzo. Normalnie trudno byłoby mi zrozumieć, dlaczego ktoś się tak nad tym rozwodzi. Ale to nie „ktoś”, tylko Wolf i właśnie to opisywanie każdego najmniejszego kroku, ruchu, wydaje mi się dla niego bardzo charakterystyczne. Widzę w tym jakiś wysiłek, jakby w każdej sekundzie swojego życia zmuszał się do tej normalności, która komuś innemu przyszłaby zupełnie naturalnie, dlatego też jest jej bardziej świadomy. Cały opis wycieczki to takie świadectwo małego sukcesu – udało się, wszystko poszło prawie normalnie.
Wolf zdaje się mieć nieustanne poczucie balansowania na cienkiej linie. Jakby ta jego z trudem budowana normalność mogła się w każdej chwili rozsypać, nawet jeśli realnie nic jej nie zagraża. To, że zaniósł ranną dziewczynkę z powrotem do schroniska, tylko dla niego było prawdopodobnie faktycznie niezręczną sytuacją. Co innego miał z nią zrobić? Za nogę zaciągnąć? W sensie za tę zdrową? Gdyby o tym opowiadał ktokolwiek z uczestników wycieczki, poświęciłby sytuacji może jedno zdanie. Natomiast Wolf swoją... wolfiością zbudował takie napięcie, jakby się tam zaraz miało wydarzyć bógwico zakończone apokalipsą.

No i teraz – nie jestem pewna, czy rozpoczęcie historii w tym momencie, w którym ją rozpoczęłaś, do końca mi odpowiada. Wolf jest patologicznie owładnięty swoją przeszłością, o której za mało wiem, by w pełni docenić jej wpływ na teraźniejszość. Wpływ gigantyczny, bo przecież nie ma wątpliwości co do tego, że Wolf nie jest w stanie normalnie żyć przez to, kim był. Ale ja nie wiem, kim był. Kim jest. Same ogólniki. Łatwo się podnieca – ale co z tego wynika? Wydaje się, że w tej chwili jest w stanie to kontrolować i mocno się na tym skupia. Dlaczego? Tylko dlatego, że jest księdzem? Czy w jego przeszłości wydarzyło się coś związanego konkretnie z tym aspektem życia, co go skłoniło do przykładania teraz tak dużej wagi do tej kwestii? Ma skłonności autodestrukcyjne – ale skąd się wzięły? Na ile Wolf zagraża sam sobie? Na ile zagraża innym? Czy faktycznie jest w stanie się złamać i zrobić coś, czego absolutnie nie powinien? Obsesje, specyficzne nawyki – wszystko opisane dokładnie i obrazowo, a jednak, jak dotąd, zawieszone w próżni. Nie zam ich genezy, nie wiem, jak je odczytywać, jak je traktować.
Przez jakiś czas to działa. Boję się. Boję się Wolfa i o Wolfa. Chcę się zagłębić w jego historię. Ale im dalej, tym zainteresowanie maleje, bo nie dostaję żadnych odpowiedzi. Nie pojawiają się nawet nowe pytana. Po prostu powoli napięcie spada, poprzez powtarzanie kolejny raz tego, co już zostało powiedziane. Wiem, że to pierwszoosobowa rozkmina pijanego Wolfa i wolno mu dowolnie chaotycznie bredzić i się powtarzać, ale moja uwaga słabnie odwrotnie proporcjonalnie do stanu upojenia Kronego. Już wiem, że nic mi nie powie, niczego nie wyjaśni, nie da żadnej nowej perspektywy. Będzie się po prostu samobatożył i użalał nad sobą i ja tak właściwie to dalej nie wiem do końca, dlaczego. Ciągle nie mam niczego, co by mi pozwoliło osadzić jego opłakany stan w tej konkretnej sytuacji.
Obserwuję go i jest mi go żal, czuję współczucie, pomieszane z odrazą, ale to wszystko dotyczy tylko wycinka rzeczywistości. Widzę kilka dni z życia nieszczęśliwego, miotającego się szaleńczo, zagubionego człowieka, który ewidentnie ma problemy ze sobą, ale nie wiem, kim on jest, skąd się te problemy wzięły. Nic nie wiem. Tak sobie patrzę tylko.
Dlatego się właśnie trochę... nie, „zniechęciłam”, to złe słowo. Po prostu od pewnego momentu czytałam już tylko w nadziei, że zaczną się w końcu fragmenty z przeszłości, które wniosą coś nowego do obrazu, który już mam. Dotyczy to także relacji Adama i Wolfa, o której wiem tyle, że jest cholernie głęboka, cholernie trudna. I cholernie pozbawiona kontekstu. Z „Wilków” wiem przynajmniej tak trochę, co ich poróżniło, ale wciąż nie wiem, co połączyło. I to aż tak mocno. Tak toksycznie. We wszystko muszę wierzyć Wolfowi na słowo, a ja nie lubię wierzyć na słowo. Dlatego cieszę się, że przeskoczyłaś wreszcie w przeszłość i na własne oczy będę mogła śledzić wydarzenia, które doprowadziły do dramatu z szesnastego lipca dwa tysiące czternastego roku. Jestem cholernie pewna, że jak już po wszystkim wrócę do początku, spojrzę na te pierwsze rozdziały zupełnie inaczej.

Przez to wszystko, co powyżej, wielu rzeczy nie jestem w stanie w pełni docenić i skomentować tak, jak na to zasługują. Nie widzę całości i mnie to wkurza. Jeśli chodzi o bohaterów, to o Wolfie wiem tyle, ile mi powiedział, czyli sporo, a jednocześnie prawie nic. Zdecydowanie lepiej czyta mi się Wolfa trzeźwego niż pijanego, to mogę z całą stanowczością (i strzelistością) stwierdzić. Swoją drogą duży plus, że udało Ci się nienachalnie a jednak widocznie zmieniać styl wypowiedzi postaci wraz ze stopniem upojenia. Super!
W moim odczuciu trzeźwy Wolf wprowadza napięcie – to jego dostrzeganie w każdej sytuacji potencjału katastroficznego, żmudna, codzienna walka o normalność... Inna sprawa, że przez zbyt małą ilość danych nie jestem w stanie w pełni w to „ wsiąknąć”, ale to tak na marginesie. Natomiast pijany Wolf to emocje, te, których się właśnie na trzeźwo tak bardzo wystrzega. Fajnie to wyszło. Podoba mi się też jego postrzeganie świata, takie bardzo... organoleptyczne, bo „zmysłowe” to złe słowo. Nie ma wątpliwości, że Wolf czuje i rejestruje otaczającą go rzeczywistość – kształt paczki papierosów w kieszeni, zapachy, smaki, temperaturę butelki, to, że mu dresy spadają... Takie detale uwiarygodniają zarówno opis świata, jak i przedstawienie postaci.
Adam, za to absolutnie nie jawi mi się jako człowiek z krwi i kości, a raczej jako postać wręcz nie do końca realna. Nie żywa osoba, a jakiś duch przeszłości, Nemezis Wolfa. Gdybym nie przekonała się w „Wilkach”, że Adam faktycznie istnieje, ma jakieś życie, i na co dzień funkcjonuje normalnie w społeczeństwie, odbierałabym go jako jakiś bezkształtny cień, który zaległ na życiu Kronego dawno temu i zalega nadal. I pewnie będzie zalegał. Ta ich z jednej strony szeroko roztrząsana, a z drugiej tak cholernie niedopowiedziana relacja nadaje temu wszystkiemu niepokojącą, wręcz tajemniczą otoczkę.
Poczucie niesamowitości potęguje fakt, że Monika też nie jest człowiekiem. To znaczy jest, oczywiście. Ale nie jest. Ja jej w ogóle nie odbieram jako autonomicznej bohaterki, która by miała jakąś osobowość, życie, cokolwiek. Monika nie zachowuje się jak dziecko. Wygłasza głębokie uwagi, złości się niemal jak zraniona kochanka, a jednocześnie nie potrafi poznać, że Wolf jest pijany, choć jest na tyle duża, że przecież powinna. Albo może właśnie potrafi, tylko się tym nie przejmuje. Ale jaka dziesięciolatka przejdzie ot tak sobie do porządku dziennego nad wujkiem w stanie upojenia alkoholowego? Dzieci w tym wieku nie lubią pijanych. A Monika ma to gdzieś. Nie jest ani wystraszona jego stanem, ani zła, ani rozbawiona, w ogóle tego nie komentuje. Jest tam jakby tylko po to, żeby nakręcać Wolfa na coraz bardziej ponure myśli i prowokować do niewesołej autorefleksji. Ona nie jest dziesięcioletnią dziewczynką z Karpacza, tylko sumieniem Wolfganga Kronego. To przez myśli o Monice Wolf filtruje swoją „grzeszność”, w każdym jej słowie dopatruje się drugiego dna i aluzji co do swojej natury.
Od Adama i Moniki znacznie bardziej realne wydają się choćby dzieciaki na obozie, ledwie wspomniany wikary Piotr, czy nawet Stojke. Oni wszyscy gdzieś tam są i sobie żyją swoim życiem, podczas gdy rodzina Czachowskich to cienie w głowie Wolfa, wpływające na niego w jakiś niepojęty sposób i jakby oderwane od swoich żywych odpowiedników. Dla mnie Czachowscy, o których Wolf ciągle myśli, to nie są ci sami Czachowscy, którzy mieszkają przy Wilczej, chodzą do pracy, do sklepu, odbierają córkę z przedszkola i tak dalej. Nawet nie wiem, ile faktycznie wspólnego mają jedni z drugimi. Wolf utrzymuje, że z nimi rozmawia. Przynajmniej z Marią i Moniką. Ale, jak dla mnie, to on pod pretekstem rozmów z nimi, rozmawia tak naprawdę sam ze sobą.
Nie powiedziałabym, że mi to przeszkadza, ale też nie wiem, czy taki nieco irracjonalny i surrealistyczny odbiór tej rodziny był zgodny z Twoim zamierzeniem. Po zapoznaniu się z wątkami z przeszłości pewnie i to się zmieni i zdołam zobaczyć w Czachowskich ludzi.

Brak konkretów, przez który powierzchownie postrzegam wszystko i wszystkich, a także zapewne pijackie, chaotyczne wywody Wolfa sprawiają, że klimat jest dla mnie nieco oniryczny, niesamowity, rozmyty, pomimo niewątpliwego realizmu opisów. Osobiście wolę momenty zakotwiczone twardo w realnym świecie, bo w Twoim wykonaniu bardziej podoba mi się codzienność, chropowatość, niekoniecznie ładna rzeczywistość, aniżeli wewnętrzne rozterki, sny, pijackie wizje i rozkminy. Fragmenty z 1995 roku dają nadzieję, że dalej będzie jeszcze trochę tej rzeczywistości i na nią będę czekać.
I na wyjaśnienie, o co im wszystkim, do ciężkiego diabła, właściwie chodzi.
"Everything ic connected" ~Dirk Gently

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 12 maja 2017, 13:19

***

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 12 maja 2017, 13:20

***
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1824
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Nie po drodze

Post autor: Kruffachi » 14 maja 2017, 00:41

To była dobra wstawka. I mam po niej mętlik. Bo choć uśmiechnęłam się parę razy, a ze trzy fragmenty odczytałam głośno wspóle, to jednak głównie byłam przerażona. Sytuacją i nimi oboma, choć każdym aspektem inaczej i na swój sposób. To było właściwie stałe uczucie. Dyskomfort. Zażenowanie, ale nie tekstem, tylko tym, co tekst opisuje, żeby to było jasne i w ogóle. Nie wiem, może polecę po prostu miejscami, które mi najmocniej w głowie siedzą.

Więc po pierwsze, to chyba scena w sklepie. W poprzedniej wstawce, przy śnie z Moniką, Wolf mnie odstręczał, ale cały czas miałam ten filtr, że to sen, że na jawie z tym walczy, że przynajmniej nie wiem jeszcze o tym, żeby faktycznie fizycznie kogoś skrzywdził. Tu pojawiają się myśli o tej dziewczynie i ten wstręt wrócił znacznie mocniej. Bo OK, jest tu młodszy, ale już też nie nastoletni, jest alkohol, ma chorą wyobraźnię, co się potwierdza potem, ale to było po prostu wstrętne. Może tym wstrętniejsze, że przecież nie na pokaz. Na pokaz był chamski podryw, potem złość i ból skopanego ego, ale nie fantazje.

(W tak zwanym międzyczasie miałam tę myśl: Wolf, ty gupku. Tak mu nie pomożesz. Fajnie, że chcesz pomóc, ale tak mu nie pomożesz, schowaj swoje pierdzielone trzy grosze w kieszeń, nie jesteś alfą i omegą, kutasie. Czy jakoś tak)

Scena z piciem za przyjaźń. Też przerażająca, chociaż inaczej. Chyba w tym momencie dotarło do mnie, jak to samobójstwo było nieuniknione w gruncie rzeczy, bo pewne granice zostały przekroczone przez Adama bardzo wcześnie. To już nie jest takie młodzieńcze samookaleczenie się i fantazje dojrzewającego umysłu pod presją, acz jeszcze nie do końca potrafię zdecydować się, co dokładnie - czy podjęta w tym wieku a odroczona decyzja, czy wołanie o pomoc. Ale bardziej wygląda mi na to pierwsze. Gdyby Adam tylko gadał. Ale nie. Jest to rozcinanie ręki. Powolne, masochistyczne. Bardzo znaczący epizod, tak sądzę. I dialog, który nastąpił potem, też mocny. Cały czas ich kontrastujesz, to widać, to się sprawdza, to buduje obie postaci, a tu uwypuklasz ten aspekt, który chyba mnie najbardziej jara w tym zestawieniu, czyli tę bezmyślną szczerość Wolfa (nawet wówczas, gdy coś ukrywa) i splątanego we własnych maskach Czachowskiego. I to, że postanawia być szczerym. Od dziś. A przecież wiadomo, że to bzdura, że mu się nie uda i to nie tylko dlatego, że czytelnik zna ciąg dalszy.

Kot. Kot mnie przeraził, a raczej ten nieogar Wolfa w kwestii działania żywych stworzeń. Wydawałoby się, że on taki zezwierzęcony, że może będzie to wyczuwał, ale nie. To jego zdziwienie. Wiem, naćpany, ale to jego zdziwienie. Mam w głowie obraz. I żarty na krawędzi, a potem za krawędzią. I scena z panią Łucją. Dosłownie scena, bo Czachowski wchodzi w zupełnie inną rolę. Nagle taki panicz na włościach. Gdzie jest Adam? - chce się pytać, a potem chce się pytać jeszcze - Co to jest Adam?

Scena z przytulaniem była bardzo bolesna. Raz - ale mniejszy raz - przez to stwierdzenie nieszczerości, mimo wcześniejszej deklaracji, ale bardziej, bo frustracja Wolfa. Bo jego poszukiwanie odpowiedzi na to, co właściwie do Adama czuje i na czym polega ta relacja. I w ogóle między nimi jest ogromna intymność - to wymienianie się ubraniami, ba, nawet bielizną, wcześniej było o dymie z ust - jest ogromnie dużo cielesności, jest zapach i koszulka na twarzy, i to wszystko jest potwornie mocne, a kiedy dochodzi do faktycznego kontaktu, do przytulenia, wkrada się w to coś nieswojego. Nie na miejscu. I nie wiem, jakby sprawa, zamiast się rozjaśniać, znów zawraca. No bo sam Wolf przyznaje, że erotycznego podniecenia nie ma, ale jest duża potrzeba fizycznego kontaktu. I okazuje się, że to kolejna potrzeba, która nie może być tak naprawdę zaspokojona. Co najwyżej pośrednio.

Więc bolało. I znowu mam to wrażenie, że w głowie kłębi się znacznie więcej, niż jestem w stanie przelać w komcia. I to też boli. Bo jeszcze bym chciała o wiaderku z hormonami chociażby. I o głaskaniu kamiennych psów. I o masie innych rzeczy, które są odłamkami w mojej głowie i których nie potrafię na razie złożyć w sensowne wypowiedzi. Może będą wracały, jak dzisiaj wrócił do mnie ten papierosowy pocałunek. Wtedy będę pisać.

Kocham.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 17 maja 2017, 15:59

***

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Nie po drodze

Post autor: Kanterial » 17 maja 2017, 16:01

***
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Zablokowany