UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

***

Tekstów nie ma, zostały same komentarze
Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

***

Post autor: Siemomysła » 24 września 2016, 16:31

Autorka raz jeszcze dziękuje za pomoc przy ogarnianiu i słowa wsparcia.
Tekst usunięty z powodu planów i nadziei puszczenia go na szersze wody.
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

***

Post autor: Joa » 25 września 2016, 15:05

No cześć.
Obrazek
SpoilerShow
(Zaczynam już któryś raz ten komentarz, bo sobie uzmysłowiłam, że niewiele mam do powiedzenia i nie wiem właściwie, jak ubrać w słowa myśli. Także nie będzie turbo fajnie, raczej posucha, przepraszam :facepalm:)
Heh. Podobało mi się, choć nie od początku. Momentem przełomowym była informacja o zapachu mchu. Pamiętam podobną chwilę właśnie u Lema, też mnie podobny szczegół chwycił za serce. Zresztą widać inspirację Lemem, więc powinnaś być bardzo zadowolona, bo to w tym wypadku komplement (chociaż komplementem byłby pewnie zawsze, bo kto nie chciałby pisać jak Lem lub mieć w swoim pisaniu czegoś z Lema?).
Nie byłam przestraszona, ale pod koniec czułam już niepokój i jakiś rodzaj smutku. Trudno się wywołuje strach słowami - ja nie umiem ani takiego uczucia nimi wzbudzić, ani poczuć, więc wychodzę z założenia, że się nie da. Jedynie niepokój, że coś jest nie tak, że coś niehalo. I to niehalo czułam, więc :c[]:
Niezmiennie trzymasz poziom pisarski, nie wiem, jak Ty to robisz, ale trzymasz. Nieważne co piszesz, to zawsze nie spada poniżej dobrego poziomu.
Ciężko mi napisać cokolwiek o bohaterach - robocie i Świderskim - bo jest to zbyt krótki tekst. Nie da się z nimi zżyć, choć poczułam coś w rodzaju zrozumienia i bólu - szczególnie, gdy Paweł trafił do innych "zepsutych" ludzi.

Coś, co mi się nie podobało tylko, to tytuł tekstu. Nazywanie w sf utworów statkami lub planetami, które w nim występują jest dość częste i mnie osobiście odstrasza. Ale to szczegół.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 480
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

***

Post autor: Krin » 27 września 2016, 18:06

Na pewno jest to bardzo dobrze napisany tekst, choć w kilku miejscach na początku miałam wrażenie, że nieco przesadzasz z tą grozą, ale może tylko się czepiam, bo wobec tekstów na forum jestem prawie tak surowa jak wobec własnych. ;)

Może opisze, jakie emocje i przemyślenia towarzyszyły mi podczas czytania, bo to na pewno się przyda.
W pierwszym fragmencie dość długo mi zajęło ogarnięcie, że przecież woda za cholerę nie ma gdzie kapać w kosmosie i ten fragment z kroplą niewątpliwie mi w tym pomógł. (W końcu też nikt nie powiedział, że na statku musi panować nieważkość.) I tutaj faktycznie nastrój się zrobił trochę gęsty. Zaczęłam się zastanawiać, co to do cholery może być.
Pierwsze pojawienie się robota było dla mnie oczywiście zmyłką. Sądziłam, że to Świdecki wszczął alarm, ale też zastanawiałam się, jak ta podróż mogła trwać już pięćdziesiąt lat. Kurczę, chciałabym tak ładnie dezorientować czytelnika, jak ty to robisz.
Z kolejnym pojawieniem się robota też jeszcze nie do końca ogarnęłam, że Świdecki śpi i się zaczęłam zastanawiać, czy może oni nie czuwają na zmianę.
Oczywiście za trzecim pojawieniem się robota już ogarnęłam. I to jest naprawdę piękne. Robot, miejscami wydający się niesamowicie ludzki, robot wręcz o artystycznej i wrażliwej duszy, chciał dobrze, a zamiast tego zafundował pasażerom koszmary. I jeszcze ta nazwa - "kołysanka". I to oddzielanie martwych od żywych. To jest niepokojące.
Nie powiedziałabym, że tekst wywołał we mnie grozę, ale na pewno niepokój. Na pewno też mnie zaciekawił. Nie mogłam przerwać czytania w trakcie, tylko musiałam skończyć, a to już super cenne.

Piszaj, Siem! :heart: Lubię czytać takie teksty, bo przypominają mi, jak ważne są niektóre elementy.
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1825
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

***

Post autor: Kruffachi » 28 września 2016, 09:36

Im dłużej o tym opowiadaniu myślę, tym bardziej subtelne mi się wydaje. Już pisałam, że groza w "Fortunie" jest taką grozą tła, nieoczywistą, subtelną właśnie - trudno, powtórzę się, ale nie znajduję lepszego określenia. Najpierw jest to groza zawarta w szczególe, w odgłosie kapania, i faktycznie trzeba nieco skojarzyć fakty, żeby zrozumieć, dlaczego powinno to niepokoić. Z tego względu zmieniłam swoje początkowe zdanie na temat sceny z szybująca bez grawitacji kroplą, która w pierwszym momencie wydawała mi się nieco łopatologiczna, a potem ogarnęłam, że hola, nie każdy gustuje w kosmosach, więc nie każdy szybko to złapie, nie tyle nawet ze względu na brak wiedzy, co po prostu brak obrazków i skojarzeń, które można szybko przywołać z pamięci podręcznej.

Drugi etap straszenia, również nieoczywisty, to uświadomienie sobie całej sytuacji bezwolnych ludzi zamkniętych w puszkach i wystrzelonych w kosmos. Tak wiele może pójść źle. Tak wiele - najwyraźniej - już poszło. Ba, oni przecież lecą w nieznane, to obiektywnie dopiero początek. Wyobrażenie sobie siebie na takim miejscu powoduje dreszcza. Co prowadzi bezpośrednio do trzeciego etapu - zderzenia z żelazną logiką maszyny. Co gorsza, maszyny, która "chce" dobrze, ale nigdy nie pojmie ludzkiej umysłowości. Ogólnie tworzy to obraz bardzo niepokojący i dźgający w nerę.

Gdybym miała się czepiać - tytuł, to raz, acz w troszkę innym kontekście niż Rolf. Po prostu wydaje mi się, że tym razem wieloznaczność tytułu jest nadto oczywista i trochę psuje efekt. Dostałam nim po oczach jak latarką. Druga rzecz jest taka, że dość szybko wychodzi na jaw, co jest grane, a to automatycznie powoduje spadek napięcia i przez to także spadek poziomu odczuwania grozy.

Niemniej, to nadal kawał klimatycznego, kameralnego science fiction, niby w starym stylu, ale jednak z bardziej nowoczesnym, pesymistycznym - lemowskim właśnie - przesłaniem.
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Kimchee
Posty: 197
Rejestracja: 08 stycznia 2014, 18:26
Kontaktowanie:

***

Post autor: Kimchee » 02 października 2016, 11:52

Przeczytałam już jakiś czas temu, ale nie komentowałam od razu, bo w moim odczuciu tekst zasługiwał na coś lepszego niż mogłam spłodzić w tamtym momencie. Ale już teraz wiem, co napisać :)

Myślę, że pan Lem byłby zadowolony, gdyby wiedział, że jego twórczość kogoś tak natchnęła ;) Nie jestem znawczynią jego twórczości, ale kilka książek przeczytałam i klimat mi pasuje. Może opowiadanie nie straszy, a przynajmniej nie straszy w taki klasyczny sposób, który z grozą się kojarzy (najbliżej do tego samemu początkowi). Na początku chciałam nieco kręcić nosem, że może trochę za szybko odsłaniasz karty, ale potem uświadomiłam sobie (nie wiem, czy słusznie), że chodziło o zupełnie coś innego. Że prawdziwa groza tego opowiadania to nie ten początek, tylko odpowiedzi, do jakich dojdzie się, gdy człowiek doczyta do końca i zacznie się zastanawiać nad całą „postacią” robota. Tak, to całe złożenie załogi na barki maszyny wydaje mi się naprawdę creepy. Czytając, naprawdę widziałam tego robota sunącego pustymi korytarzami.

I taka konkluzja – że maszyna jednak nie zastąpi człowieka ani nigdy go do końca nie zrozumie. Nawet gdyby miała wszystkie bazy danych świata i najszybszy procesor, pewnych barier przeskoczyć się nie da brrrr.

Kawał dobrej roboty.

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

***

Post autor: Kanterial » 09 października 2016, 18:33

Pewnie cię nie zaskoczę, wskazując mój ulubiony moment (czyli taki, który mnie ruszył najmocniej, bo to na jedno wychodzi):
SpoilerShow
Inżynier Paweł Świderski popłynął łagodnie w głąb śluzy.
Tam, w całkowitej ciszy, czekali na niego inni trwale zepsuci koloniści.
Zwłaszcza trwałe zepsucie i użycie tu pełnego imienia i nazwiska sprawiają, że do mnie trafia. Dobrze wyczute, umiesz.

Wspomniałam już na GG o wiadomym opowiadaniu z serii Pirxów, więc nie będę klikać tego samego, niemniej - wrażenie nie znika przy ponownym czytaniu, przeciwnie, nawet przybiera na sile. Komentarz dość zwięzły - mnie ta odsłona ciebie nie wprawiła w szczególny zachwyt. Tekst przeciętny - co akurat w twoim przypadku sprowadza się do tego, że "dobry" - i nie wybił mi się jakoś ponad inne twoje. Przez to, że (nie wiem, na ile chciałaś, a na ile byłaś zobligowana) cały klimat, niektóre zdania, nawet, mm... sama nie wiem, atmosfera, to wszystko kojarzy mi się aż do bólu z Lemem, nie byłam w stanie czerpać pełnej przyjemności z czytania. Nie doszłam może do momentu, gdy bym ci mogła wyrzucić jakąś "wtórność" po-Lemową, jasne, że nie, tylko no jednak jakbym czytała tekst, który się pod Lemowy podszywa. I choć to mu nie ujmuje stylu, nie ujmuje polotu, niczego, no niestety, mnie wadziło.
Miałam wrażenie, że nie postawiłaś tu na swoją indywidualność, a dałaś się wciągnąć w bardzo (bardzo!) charakterystyczne brzmienie sc-fic, które Pan Stanisław prezentował.

Jeśli chodzi o element grozy (bo to było w konkursowych ramach, racja) to nazwałabym go raczej elementem niepokojącym, może wręcz przytłoczeniem psychicznym. Ono się dobrze w tej roli sprawdza, moim zdaniem przynajmniej - poczucie nie tyle zagrożenia, co właśnie jakiejś bezsilności i ciągłego niedopowiedzenia bardzo mocno siada u czytelnika na "komfort", więc siłą rzeczy czytanie staje się, eheh, "niewygodne" męcząco-przygnębiające. Tym jest u ciebie groza - tak ją odbieram. Jednocześnie sądzę, że to bardzo nieklasyczny wybór, ludzie piszą (czytają?) chętniej coś zwyczajnie strasznego, coś fizycznie lub psychicznie bazującego na pierwotnych odruchach. Coś, co, będąc odpowiedzią na odgórny nakaz "element grozy!" przybiera postać rzeczywiście groźną. Niczego takiego u ciebie nie było i dlatego nie zdziwiłabym się, gdyby 50% czytelników wprost uznała "nie no, element grozy to to nie był". We mnie trafiłaś, zaznaczam.
//przepraszam, chyba brzmię bardzo nieskładnie, dawno nie komentowałam

Im dalej tym lepiej (tak, ma to też wiele wspólnego z cholernie Lemowym pierwszym akapitem, później ze mnie zeszło) i właściwie zaliczyłam takie przyjemne uczucie płynięcia fabułą - nie parłam jakoś na rozwiązanie zagadki, dobrze wymierzyłaś czas tego tekstu, nawet nie zaczęłam jakoś się głowić, dociekać, rozwiązanie pojawiło się łagodnie na horyzoncie i wszystko nabrało sensu. Bardzo, najbardziej chyba, chwalę cię tym komentarzem za pomysł. Jest dobry, a o to trudno w sc-fic czasami. Doceniam.
Chyba tyle ode mnie.
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

ODPOWIEDZ