UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!


Tytuł PROZY LIPCA
zdobyło ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee.

Serdecznie gratulujemy! :D

***

Tekstów nie ma, zostały same komentarze
Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1450
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Para idealna

Post autor: Kanterial » 08 lipca 2016, 21:26

Spoiler z poprawkami:
SpoilerShow
Szedłem za nimi, wzdłuż rzeki, człapiąc równie wolno jak oni i starałem się, by moje zbyt natarczywe spojrzenie(zbędny) nie wywołało swędzenia, które mogłoby dać im do myślenia.

Drobne kropelk(,)i wypadające z ust w przytłumionym świetle pomieszczenia, rozbłysły na chwilę, nim opadły pomiędzy smugami papierosowego dymu.

Przepychali się w drzwiach, śmiejąc się głośno niczym dzieci i widziałem krytyczne spojrzenia jakim(i) obrzucali ich drepczący chodnikiem ludzie.

Wykrzywiłem się paskudnie do kolejnego, zupełnie niewinnego zresztą, przechodnia i ta swoista zemsta(zbędny) złączyła mnie z nimi.
szczerze mówiąc rozbiłabym to zdanie na dwa, proponuję kropkę za słowem "przechodnia".

Stolik w kącie, przy którym zwykle dobrze mi się siedziało(,) był wolny.

Sięgałem po kolejnego papierosa, konstatując, że wypaliłem pół paczki, gdy wypełniający pomieszczenie(,) duszny zaduch(zbędny) zmienił kolor.

Leżeli na trawie porastającej brzeg, całowali się zachłannie, jego ręce błądziły pod jej sukienką. Chichotała mu w twarz, udając że się broni. Odepchnęła go mocniej, a on opadł na plecy obok niej.


Mimo wszystkich lęków, ciężkiej atmosfery w mieszkaniu i nieodwołalnie już – jak mi się wydawało – utraconej szansy na miłość, gdy końcem maja po raz pierwszy zobaczyłem twarzyczkę mojej córki(,) serce dosłownie wywinęło mi koziołka.
wybitnie nie podobają mi się trzy ostatnie słowa tego zdania. Są całkiem oderwane od tekstu, nie pasują, to zdrobnienie, sam frazeologizm, no... no fatalny do tak głębokiego tekstu, on jest zbyt
w sensie niby wiem, że nawet później tłumaczysz w tekście - że tylko te słowa oddają stan rzeczywisty - ale no, ja apeluję, przynajmniej bez zdrobnienia, Siem, toż to wygląda jak wesoła, kolorowa serwetka w smoki, położona obok czarnego talerza w wykwintnej restauracji pięciogwiazdkowego hotelu


Podszedłem do wózka (i) wyjąłem małą, nieudolnie próbując ją uspokoić.

To wtedy dowiedziałem się jaki to może mieć katastrofalny wpływ na naszą córkę.
zdanie, uważam, mogłoby być napisane na kilka innych sposobów i wyglądałoby o wiele lepiej ze zmienionym szykiem. Powtórzenie "to" jakoś nie brzmi w tym układzie. Myślę też o "jaki to może mieć katastrofalny wpływ" i zdecydowanie "jak katastrofalny wpływ może to mieć" wygląda bardziej "trafnie", akcentując wydźwięk, o jakim, podejrzewam, myślałaś. Wysunęłoby to na pierwszy plan "katastrofalnosć". Na boga, czy ja brzmię logicznie? Ogarniasz, co mi chodzi? :facepalm:

Musiałem się przekonać, że się mylę, musiałem ich zobaczyć jeszcze raz.
te dwa "się" kłują w oczy blisko siebie

Nigdy nie dostałbym za nie żadnej nagrody, ale zatrzymałbym ich zanim dopadnie ich szarość.
zdanie do edycji wg mnie - bo przedmiot wypowiedzi skacze. Najpierw chodzi o jakieś "dzieło" bohatera (nie dostałbym za nie nagrody) a zaraz po przecinku mowa już o parze idealnej (zanim dopadnie ich szarość). Nie wiem, ale coś z tym trzeba zrobić, bo zatrzymuje, sama najlepiej zdecydujesz

Mrugałem oczami i oddychałem głęboko.
jasne, że oczami mrugał. Aż zbyt jasne, żeby o tym wspominać, Siem

Oględziny samochodu wykazały pęknięcie sztywnego przewodu tylnego lewego zacisku hamulcowego w miejscu mocowania do cylinderka hamulcowego.

Co mnie ruszyło, czyli najlepsze momenty w tekście:
SpoilerShow
Zdejmowali kolejne pozycje i pokazując sobie palcem warowne budynki, egzotyczne rośliny, skaliste pagórki i szmaragdowe wody, wydawali na przemian mniej lub bardziej prawdziwe okrzyki zachwytu. Chyba nawet nie planowali tak naprawdę nigdzie jechać.
Człowiek za ladą potakiwał, mruczał swoje niewyraźne "zdarza się", a w końcu wyrwał mi broszurę, której mimo deklaracji, nie wypuszczałem z dłoni. Podsunął ją pod czytnik, wymienił kwotę, przyjął gotówkę, a na koniec, wydając resztę, rzucił, że nie ma sprawy i zapraszamy ponownie.
Nie zamierzałem przychodzić ponownie.
Poszedłem w jego kierunku. Bezmyślnie. Ciągnięty na smyczy utkanej z chorych potrzeb.
Tej nocy nie spałem. Siedziałem w kuchni nad kubkiem zimnej herbaty i żegnałem się z moją obsesją.
Smród na wpół przetrawionego mleka ulanego wprost na marynarkę tuż przed wyjściem na ważne spotkanie przyprawiał mnie o mdłości. Nie potrafiłem sobie poradzić z utrzymaniem śliskiego ciałka nad powierzchnią wody podczas kąpieli. Spałem w salonie z zatyczkami w uszach, bo przecież musiałem być wypoczęty – zarabiałem na rodzinę.
A w końcu poprosiłem szefa o złożenie zapotrzebowania na biurko. Wtedy Jagoda oskarżyła mnie, że uciekam i miała rację. Nawet nie próbowałem zaprzeczać.
Mam totalną pustkę w głowie podczas pisania tego komentarza.
Tekst jest dla mnie, w sam raz dla mnie. Zawiera wszystko to, co lubię w pisarstwie - ludzką przyziemność, trochę okrucieństwa, beznadziejność, rezygnację i dojmujący bezsens działania, sponsorowany świadomym wyborem jednostki.
Właściwie gdybyś jeszcze dodała przemoc i podteksty, to byłabym wniebowzięta. Nie, żart. Nie chcę spłycać komentarza, próbuję być śmieszna, bo zupełnie nie mogę zebrać myśli :facepalm:

No więc wszystko to, co mnie rusza, co u mnie wywołuje głębsze myśli, melancholię, w której uwielbiam się babrać - to tutaj jest. Główny bohater, zbudowałaś go w sposób niecodzienny. Praktycznie go nie znamy, nic o nim nie wiemy, nie odkrywasz go i nie przybliżasz. Łączy mnie z gościem jedynie jego sytuacja. To jest ciekawe, fajne. Dajesz smaczki, takie jak ten w sklepie, kiedy facet przychodzi oddać przewodnik - widać tę jego poczciwość, taką prostą logikę, może dobre wychowanie, trudno określić, to jest w każdym razie coś, co ujmuje w ludziach. Porządność jakaś, trochę moralności. No właśnie, dajesz do zrozumienia, że bohater nie jest zły. Wręcz przeciwnie. W całym tekście pokazywałaś tak naprawdę (paradoksalnie!) jego wrażliwość. Jakiż on jest głęboki, jaki, powtórzę się, wrażliwy właśnie... mnie to osobiście ruszyło, lubię cholernie. Jego przemyślenia, jego reakcje, całą tą spiralę emocji i zdarzeń, w którą on wpada - wiedząc doskonale co się dzieje i znając mechanizmy! - całkiem bezwolnie. Uwielbiam. Rusza mnie. Właśnie, facet jest bezsilny. Widzi, czuje i rozumie prawdopodobnie X razy więcej od większości ludzi, którzy sobie tak po prostu żyją i, dajmy na to, są szczęśliwi.
Jak on mi się cholernie podoba, jak bardzo widzę w takich postaciach sens i cel własnego pisania.

Związek z Jagodą, a raczej jego powolny rozkład – po prostu tak w sedno, że brakuje słów. To milczenie, te zrywy żałosne, jednodniowe podrygi, seks, później znów milczenie, tak bardzo chciałabym ci powiedzieć, że uważam cały zamysł za udany w stu procentach. Ten wycinek właśnie. To, co jest (było) między bohaterem a Jagodą. Niby wiesz, niby w środku jest taki okropny żal, przemieszany z poczuciem obowiązku, myślisz o tym i planujesz coś naprawiać, ale tak naprawdę – jeśli chcesz być szczery sam ze sobą – wiesz doskonale, że naprawiać nie ma czego, a to złudzenie nadal trwającej miłości jest po prostu konieczne, musi przejść i minąć, musi pobyć przez pół roku lub rok, zanim zniknie. Jakby mnie ktoś spytał, co, moim zdaniem, czuła twoja postać, to powiedziałabym, że żyła złudzeniami z przyzwyczajenia i wolała wręcz skupić się na obserwacji, niż podjąć próby na poważnie. On wiedział, że to koniec, od kiedy ten tekst się zaczął. Naprawdę, to, co on zrobił w twoim opowiadaniu…
No jakby leżał zdychający pies u weterynarza, a weterynarz patrzył i się wahał: „niby można uśpić, ale no jednak w sumie – na co on zdycha, cholera? zbadam raz jeszcze – tak czy siak zdechnie”, żeby nie móc sobie zarzucić, że tak zupełnie nic nie zrobił.

Zdecydowanie najmocniejszym i najlepszym posunięciem w tekście jest zamieszczenie informacji o serii wadliwych samochodów. No – k*rwa. Przecież to jest tak… Ile to robi, jak bardzo wprowadza wątpliwości, jak miesza, jak zmienia znów widzenie głównego bohatera – teraz to już sami nie wiemy, czy zrobił to, czy nie, czy wmówił sobie, czy nie, czy sam fakt, symboliczny, że wpadł na ten pomysł i zdążył go rozplanować i rozważyć, jest wystarczający, by o coś posądzać? Czy powinien cierpieć? Tyle pytań, jedno głupie zdanie o hamulcach. Świetny pomysł.

Druga najlepsza rzecz – ostatnie zdanie. Pointa. To jest, uważam, sens całego utworu, by go zamknąć czymś równie poruszającym. Albo wyjaśnić coś nienazwanego i zszokować, albo jebnąć gigantyczny, niepokojący, przerażająco niedomówiony znak zapytania. To zrobiłaś. Zawiesiłaś koniec pomiędzy „znów wpadnę w obsesję” a „nawróciłem się” i dokonałaś tego w kilku słowach. Można lepiej skończyć?

Twój tekst, jak widać powyżej, podoba mi się niezmiernie i rusza. Trafiłaś w tematy, które mnie jarają. Ale wiesz, czegoś brakuje. Nie umiem nazwać, to są takie przebłyski, ogólnie niezauważalne, a jednak, no… Na przykład moment, kiedy bohater widzi własną córkę po raz pierwszy. Jest niby opis, jest ten (na boga Siemomysło zaklinam cię, zmień to) „koziołek” fiknięty przez serce. I co? Co to znaczy? Co się dzieje? Nie ma pewności o co chodzi – czy postać była pozytywnie porażona? Czy negatywnie? Wzruszył się, przeraził? Zszokował, że jest ojcem, ucieszył? Nic, nic nie wiadomo, i to się okropnie kłóci zresztą tekstu, gdzie jednak widać i przemyślenia i, poniekąd, uczucia tego mężczyzny. To samo w scenie z dzieckiem, gdy on podchodzi do śpiącej Jagody i wyciąga córkę z wózka. Ten moment, gdy żona odbiera mu dziecko – ze strachem. I brak wyjaśnienia. Brak reakcji. Brak myśli – czego się bała, dlaczego się bała, jak to wpłynęło na postać, jakie wywołało emocje, dobiło, rozzłościło? Totalna niewiadoma, on po prostu idzie do kuchni, po czym wypada na zewnątrz, szukać tych swoich ofiar.
To były, btw, od początku jego ofiary. Było to widać od pierwszego zdania, opisującego stosunek bohatera do „pary idealnej”. Oni go nie rozczulali, oni wcale nie podobali mu się jako ludzie, nie miał do nich słabości i nie chciał ich chronić. Chodziło wyłącznie o tą durną bańkę, o chemię, o sytuację – zupełnie pozbawioną czynnika ludzkiego. Tak to odbierałam.

Zauważasz rzeczy, które aż miło przeczytać, obdarte z kłamliwej otoczki codzienności i przyjętych norm. Obrzydliwość zapachów, które się pojawiają wraz z dzieckiem w domu, to niepojęte "szczęście" bycia matką momentami - zarżnięcie się do upadłego i utrata sił na samą siebie. Nieszczere okrzyki zachwytu, niby złe z założenia, ale tak naprawdę będące aktem dobrej woli, nie fałszywości. Pogodzenie się z własną ułomnością i takie masochistyczne patrzenie, jak wszystko się wali (ale nie tak całkiem, żeby nie było, że się poddaje walkę i jest obojętnym). Tak dużo szczegółów.

Nie wiem, Siem, co mogłabym więcej ci napisać. Garść szczerości ode mnie? Chyba doskonale widać. Tak, ruszasz mnie, tak, lubię cię w psychologii (o niebo bardziej niż w romansach, bo ich z kolei nie znoszę). Tak, pochłonęłam ten tekst dwa lata temu i zabolało mnie, że już nie mogę się zalogować i ci o tym powiedzieć, bo przecież sama usunęłam sobie hasło, żeby nie wracać na forum. I tak, wiem, co lubisz w komentarzach, bo lubię dokładnie to samo.
Zobaczyć myśli czytelnika w tym konkretnym momencie, gdy dotyczą bezpośrednio mojego tekstu. Dowiedzieć się nie o poprawności, stylu czy pomyśle – dowiedzieć się, jakie wywołałam uczucia. Jasne, inne rzeczy też się liczą. Trochę tam. W ogóle, rysowałam ci rysunek do tego komentarza, ale co chwilę łamał mi się ołówek i wiesz, to był chyba znak, więc rzuciłam to w cholerę.

Czasem jak czytam swoje własne myśli w wypowiedziach innych osób, to robi mi się tak dziwnie. Ale kiedy czytam o sobie samej w czyimś tekście i dopada mnie poczucie, że może po prostu mnie znasz, to już jest coś… nie wiem. Chyba wspaniałego. Nawet można zapomnieć, że się jest na zewnątrz zupełnie pozbawionym głębi dresem, bo przecież gdybym serio nim była, to nie wzruszałabym się, czytając o głębokich rzeczach.

Weź, ten komentarz był dłuższy, zanim go usunęłam. Ale może dobrze się stało, bo lałam tyle szczerości i emocjonalnego spontana, że mogłoby cię zemdlić :facepalm:
dahin ist mein Glanz und mein Vertrauen auf den Herrn

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Para idealna

Post autor: Joa » 11 lipca 2016, 12:55

Czytałam już dawno, jako gość na Literce, pod kołdrą, w mieszkaniu na krakowskim Kazimierzu. Musiałam sobie znów przypomnieć, zapominam okropnie szybko teksty, ich fabułę, bohaterów, szczegóły, ale pamiętam emocje (Pilch pisał, że tak to jest z nami, zapominamy, by sobie przypomnieć to, co czuliśmy, znów się zachwycić, wzdrygnąć, więc musiałam przeczytać raz jeszcze). Od pierwszych akapitów znów czułam ból, tak to chyba jest, gdy mi się coś podoba, gdy doceniam słowo pisane. Może dlatego najlepiej dać mi do czytania książki/opowiadania/powieści, które są trudne, ciężkie. A "Para idealna" taka jest. Ciężka, trudna. Nie jest płaska.
Ten tekst nie sprawił mi przyjemności, która utożsamiana jest z radością, uśmiechem, pozytywnymi emocjami, ale ją sprawił, rozumiesz? Poczułam się - nie wiem, rzadko tak mam - jakbyś pisała to dla mnie, dla nielicznych ludzi, nie dla wszystkich. Dla garstki, która jest w stanie siedzieć i przeżywać to, co się dzieje. Chłonąć wylewające się uczucia bohatera, współczuć mu? Nie wiem, czy mu współczuję, czy mi go żal, ale jakaś część mnie, nie jest w stanie uznać go za psychopatę. Boję się go nieco, boję się z tego względu, że mam czasami wrażenie, że siedzi we mnie ktoś taki jak on, dlatego tak bardzo chciałabym Twojego bohatera nie lubić. Nienawidzić. Za to jego chore podglądanie, potoki smutku, które za nim się ciągną, jego pragnienia, nieporadność. A nie umiem określić, co do niego tak naprawdę czuję. To jest kunszt - chyba. Bo to nie jest obojętność, on nie jest dla mnie neutralny, myślę o nim. Jest tak zwykły, przeciętny, a jednocześnie opisałaś go nieszablonowo. Ktoś wspomniał, że popełniłaś błąd, że pierwszoosobówka, że mężczyzna, że zbyt skomplikowane myślenie (lub zbyt kobieco-uczuciowe, jak kto woli). Nie umiem powiedzieć, że to do końca prawda, może rzeczywiście, ale ja bym tego nie zmieniała, pod żadnym pozorem.
Drżą mi ręce, gdy piszę ten komentarz, drżały gdy czytałam i myślałam nad tekstem. Masz coś, Siem, wiem, że wiesz, w głowie, co do mnie trafia. Boże, jakby było więcej takich ludzi jak Ty, którzy tak opisują rzeczywistość i są takimi osobami, dobrymi i wrażliwymi. Tak umiejętnie opisujesz coś, co nie da się nakreślić bez przerysowania. A Tobie się udało. Cały mój komentarz jest nieskładny, bo nie umiem napisać go porządnie, punkt po punkcie wypisać to, co zawarłaś. Nie umiem dokładnie ująć tego, co myślę.
Skupiam się tylko na bohaterze, to fakt, ale on jest przyczynkiem. Jego relacje z żoną, chłodne, nienaturalnie chyba zwyczajne w dzisiejszych czasach, brak większych uczuć do dziecka, nakreślone tak naprawdę przez kilka dosłownie scen (strasznie mną wstrząsnęła ta, w której leżą i się obściskują, wypowiedzieli w niej pierwsze słowa w tekście, jeśli się nie mylę - jezu, jak ja się zdziwiłam, że oni istnieją, tak jak i bohatera zdziwiło, że mogą być na siebie źli), one takie powinny być. Mają być jak makieta, bohater ma być najważniejszy. I jest. To świetnie współgra. Bez bohatera nie ma tego świata, tej historii. W tym przypadku nie miałoby to racji bytu, wszystko tu dla mnie współgra, oddziałuje tak, jak powinno. Zostawia zadrapania w środku w takich miejscach, że długo nie można zapomnieć.
Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. Zwróciłam uwagę jedynie na bohatera, przepraszam. Mogę wspomnieć, że ruszyły mnie nawiązania do miejsc, które znam (widziałam wszystko, jakby to były moje wspomnienia). Nie było ich dużo, ale to ogromny plus.
Po tym komentarzu będę musiała się ogarnąć, zrobić jakąś herbatę, czy coś, nażreć się słodyczy, bo znów czuję się jak on i tak bardzo chciałabym mu pomóc, choć nie wiem jak.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Zablokowany