UWAGA! W PRZYPADKU PROBLEMU Z LOGOWANIEM NALEŻY WYCZYŚCIĆ CIASTECZKA WITRYNY!



Tytuł Tekstu Września otrzymało "Jak [nie] zostać bohaterem" - GRATULUJEMY! :D

Gust [tytuł roboczy]

"Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie." ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 152
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Prophet » 21 sierpnia 2014, 20:53

We are what we are, you are what we are, make us silly, little lie…

Dzwonek telefonu boleśnie wwiercał się w obolałą czaszkę. W każdy poranek obiecywał sobie, że zmieni sygnał, ale nadal tego nie zrobił. Miał świadomość, że gdyby to było coś innego, nie zmusiłoby go do odebrania, czy chociażby otwarcia oczu.

C’mon baby, let’s go back, to the party on the track…

- Noż cholera…
Chcąc nie chcąc zwlókł się z łóżka i zaczął szukać telefonu. Nieszczęśliwie nie było go tam, gdzie spodziewał się go znaleźć, czyli w kieszeni spodni, koszu na bieliznę, zmywarce ani pod łóżkiem.

Higher, higher, to the moon, like a master on the tour…

Telefon zamilkł, a on sam zaklął szpetnie, zalegając twarzą w dół na dywanie. Nie, dziś na pewno nie jest w stanie egzystować jako człowiek. Nie ma najmniejszej szansy, że ruszy swój leniwy zadek z tego właśnie miejsca. I właśnie w chwili, gdy poprzysiągł sobie nie ruszyć się z obecnego miejsca do końca świata, a przynajmniej do pory obiadu, ktoś zapukał do drzwi.
- Wypierdalać… - wymamrotał w dywan.
Pukanie jednak nie ustało. Gorzej, chwilę później zgrzytnął otwierany zamek i ktoś wszedł do środka. Kątem oka zarejestrował tylko dwie pary butów – męskie mokasyny swojego partnera i kobiece szpilki. Dwie pojedyncze synapsy w mózgu zetknęły się ze sobą i w jego świadomości zaistniała myśl, że to bardzo dziwne, iż Terkowski doznał rozmnożenia kończyn. Przekręcił głowę tak, by zobaczyć ten zmutowany cud natury. Zamiast jednak czteronogiego mutanta zobaczył dwie osoby. Skomentował to więc na tyle inteligentnie, na ile był w stanie.
- Hę?
- Detektyw Gust? – zapytała kobieta, wyraźnie zmieszana widokiem mężczyzny w samych bokserkach zalegającego na środku salonu.
- No jaha, że on. A kto niby? – burknął właściciel mokasynów. Widać po nim było, że towarzystwo kobiety niezbyt mu pasowało.
Gust, niewiarygodnym cudem i przy zaangażowaniu zaawansowanego technicznie mechanizmu, zwanego mięśniami, podniósł się z dywanu, by po chwili, z gracją kłody, upaść na kanapę.
- O co chodzi? – zapytał, gapiąc się w sufit. Kawa. Tak, tego potrzebuje. Kawy. Bez tego smolistego napoju bogów nie zrozumie nic, oprócz tego, że chyba dostali kolejną sprawę. Ale kim do cholery jest ten babsztyl?
- Dokonano czynności odebrania życia obywatelowi płci męskiej…
- Mamy trupa. – przerwał jej Terkowski.
- Gdzie?
- Filharmonia.
Podniósł się z kanapy i skierował do kuchni, bardziej na wyczucie niż cokolwiek innego, gdyż powieki nadal odmawiały utrzymywania się w górze. Tak samo na wyczucie odpalił czajnik, wyciągnął z szafki dwa kubki i nasypał kawy. Gust lubił pracować z Terkowskim. Ten nie zadawał głupich pytań, ani nie rozwlekał swoich wypowiedzi zbędnymi słowami. I zawsze czekał, aż jego współpracownik doprowadzi się do stanu używalności.
Głośne pstryknięcie dało znak, że pora zalać kawę.
Oparł głowę o szafkę i na autopilocie chwycił czajnik, wlał wrzątek do kubków, po czym odstawił czajnik do zlewu. Upił dwa łyki kawy. Wyjął czajnik ze zlewu i postawił na szafce. Kolejne kilka siorbnięć i powieki zaczęły współpracować. Zadowolony z efektu, poszedł się ubrać, bo, jak trafnie stwierdziła pojedyncza synapsa, nie wypada świecić bokserkami w czaszki przed obcym babsztylem. Bardziej podświadomie niż świadomie zgarnął ze stołu jednego ze szczurków, które, nie wiedzieć kiedy, spierdzieliły z klatki.
Tymczasem w salonie pseudo kowboj oparł się o parapet i zajął się karmieniem szczurków, znaczy szczurzyc. Były to ulubienice Gusta, jak i każdego, kto miał okazję je poznać. Dariusz Terkowski spojrzał na Anetę Nowak, nową stażystkę, wyraźnie zdezorientowaną całą sytuacją.
- Pani uspokoi i usiądzie... – rozejrzał się po pomieszczeniu -…gdziekolwiek. On potrzebuje chwili, co by zacząć jarzyć.
- Wolę postać - odparła, obserwując jak Tarija z Sharon spacerują sobie po ramieniu detektywa. Nie lubiła szczurów. Ani myszy. W ogóle nie lubiła gryzoni. Nie żeby miała powód, po prostu zwierzęta nie wpasowywały się w jej ułożony świat, a ona nie miała zamiaru tego zmieniać.
Zapadła niezręczna cisza, przerywana jedynie cichymi odgłosami dochodzącymi z kuchni. Aneta, rozejrzała się po pokoju. Gdzieniegdzie, na oparciach krzeseł i foteli, leżały ubrania, co ją, jako pedantkę, doprowadzało na skraj załamania nerwowego. Wzrokiem natrafiła wreszcie na regał pełen szpargałów. Na jednej z półek dostrzegła, jak jej się zdało, przejaw minimum intelektualnego Gusta, a mianowicie skrzypce. Podeszła i już wyciągała rękę po instrument, gdy Terkowski chwycił ją za nadgarstek.
- Pani nie tyka, bo się Miha zdenerwuje. Skrzypce to świętość.
Ten właśnie moment wybrał Gust by wyjść z kuchni z na pół wypitą kawą i, nadal w samych bokserkach i ze szczurem na ramieniu, przejść do sypialni. Kobieta wprost nie mogła uwierzyć, że ktoś „taki” mógłby choćby wiedzieć jak trzyma się smyczek.

Otworzył szafkę i stanął przed pierwszym poważnym wyborem: czarna koszulka, czarna koszulka czy może jednak czarna koszulka? Ostatecznie wybrał czarną koszulkę i pierwsze z brzegu spodnie, przy których zakładaniu, tradycyjnie, przypierniczył głową w półkę z książkami. Zaklął pod nosem i zaczął szukać skarpetek. Te odnalazły się, o dziwo, w szufladzie na bieliznę, razem z telefonem. Wygrzebał spod łóżka trampki. Uznał za duży sukces założenie lewego na lewą stopę, a prawego na prawą. Dopił kawę. Olał wiązanie i po prostu wepchnął sznurówki do butów. Stwierdziwszy, że chyba wypada przypominać istotę cywilizowaną, poczłapał do łazienki.

***

Wyszedł z pokoju, przeciął salon i już w drzwiach rzucił:
- Ruszcie się, nie będę na was czekał.
Trzasnął drzwiami, pozostawiając pozostałą dwójkę z mieszanymi odczuciami. Dariusz zastanawiał się, czy Gust aby na pewno już się obudził. Nowak zastanawiała się, czy obaj mężczyźni posiadali choć jedną klepkę w mózgu.
Zszedł na dół i, zanim Terkowski zaproponował przejazd swoim autem marki "to nie rdza, to szlachetna patyna", wsiadł do swojego wehikułu marki "prędzej się zesrasz niż mnie naprawisz" i odpalił silnik. Rura wydechowa wykaszlała kilka smolistych wydechów i po chwili słychać było miarowe 'pyr pyr pyr'. Rozsiadł się wygodnie, czekając aż pozostała dwójka się doczłapie. I tak nie był w stanie prowadzić, ale bezpieczniej było pozwolić kowbojowi prowadzić swój wóz niż wsiąść do czegoś, co grozi rozpadem na molekuły na pierwszym napotkanym wyboju.
- Naprawdę mamy jechać tym... czymś? - zapytała Aneta z miną jakby coś śmierdzącego jej pod nos podsunięto.
- Zawsze możesz jechać trumną na kółkach. - Wskazał na auto partnera.
- Oj. Jużech nie marudźcie. Gust, nastąp się, ja prowadzę.
Posłusznie przesiadł się na miejsce pasażera. Nie żeby nie powtarzali tego schematu za każdym razem, gdy musieli gdzieś razem jechać. Darek po prostu nie wytrzymywał nerwowo, słysząc na każdym skrzyżowaniu "czy już jest zielone?".
Dziewczyna z oporem i wyraźną pretensją wsiadła z tyłu. W oczy rzuciła jej się czarna tekturowa teczka i już miała ją w rękach z zamiarem zerknięcia do środka, gdy Gust odwrócił się i wyrwał jej ją z ręki.
- Sorki, to prywatne. - odparł z uśmiechem.
- Skoro już mamy pracować razem, to powinnam wiedzieć, co...
- Nie, nie powinnaś. I nie pracujemy razem, PRAKTYKANTKO.
Dziewczyna nadęła poliki, ale zanim cokolwiek odparła, kowboj ruszył z piskiem opon. A Gust czekał na wybuch. Był pewien, że panna nie odpuści, wyglądała na upartą. W najgorszym przypadku przez całą drogę będą słuchali monologu jej zawyżonego ego. Nie mylił się.
- Gorzej być nie może.

***

- A jednak może…
Droga na miejsce była trasą przez piekło. Nowak, nie dość, że cały czas paplała o sobie i sprawie tak, że nie był w stanie jej zrozumieć, to jeszcze miała czelność go pouczać. Jego! Detektywa z kilkuletnim stażem pracy, podczas gdy sama świeżo, co wyfrunęła z czułych objęć akademii. Gust po raz pierwszy od dawna ucieszył się z dojechania do miejsca pracy.
W filharmonii powitała ich taśma policyjna, trup na scenie i koleś z pędzelkiem, odrysowujący kontur nieboszczyka. Gust zaczął rozglądać się po miejscu zbrodni, podczas gdy stażystka zdawała relację z tego, co udało jej się z Terkowskim ustalić.
- …około piątej rano konserwator przyszedł tu zamieść i znalazł denata…
Detektyw zerknął do notesu kolegi. Zmarły, Angus Hohentern, był wokalistą kapeli folkmetalowej Rotten Kidney Clover. Miał to być ich pierwszy koncert w Polsce.
- …znaleziono list pożegnalny…
- Stop. – przerwał jej. – Mogę zobaczyć ten list?
Aneta podała mu zabezpieczony skrawek papieru. Wyglądał jakby go wyciągnięto psu z gardła, no ale kto zrozumie artystę…
- Hm… Jak myślisz, z czym mamy tu do czynienia, stażystko? – zapytał, gdy już zapoznał się z treścią listu. Dziewczyna spojrzała na niego jak na idiotę.
- Z samobójstwem oczywiście. Zostawił list…
- I nie zdziwiło cię to, że list został napisany po polsku, przez faceta, który pewnie nie znał słowa w tym języku? – wtrącił się. – I do tego jest PRZYBITY do sceny oszczepem? – Spojrzał na Nowak, w głębi ducha napawając się faktem, że może jej teraz odpłacić.
- A-ale… list…
Po sali rozniósł się echem odgłos uderzenia dłonią w czoło.
- Z kim ja, kurwa, pracuję… - wymamrotał pod nosem Gust. Już wiedział, że to będzie długi i ciężki dzień.
Terkowski odchrząknął przerywając dość niezręczną ciszę jaka nastała.
- Em, przesłuchałem świadków, znaczy sprzątaczkę i nocnego stróża.
- I?
- Niewiele nam rozjaśnili. Stróż twierdzi, że nic nie widział. O dwudziestej przejął zmianę, obchodząc budynek nikogo nie widział, oprócz kapeli rozkładającej się na scenie. Ponoć około dwudziestej trzeciej kapela wyszła, wtedy poszedł jeszcze raz obejść budynek i nikogo nie było. Rano zaalarmowała go sprzątaczka twierdząc, że ktoś leży na scenie i nie oddycha.
- A sprzątaczka?
- Jeszcze mniej. Skończyła pracę o dwudziestej pierwszej, gdy kapela była na scenie, Oprócz nich nie było w budynku nikogo obcego. Następnego dnia przyszła o szóstej na swoją zmianę i znalazła trupa na scenie. Natychmiast zaalarmowała stróża. Nic nie ruszała.
- Czyli do morderstwa doszło pomiędzy dwudziestą trzecią a szóstą rano. To wystarczająco dużo czasu by nawiać z miasta. I żeby posprzątać. Albo sprawca jest nieskończenie głupi, albo się spieszył, co pozwala stwierdzić, że mordu dokonano koło czwartej, piątej rano. Niech ktoś zabezpieczy taśmy z monitoringu.

***

Godzinę później znów siedzieli w „wehikule tajemnic” jadąc na Komendę. Mieli niestety wątpliwej przyjemności przymus przejechania przez centrum miasta w czasie komunikacyjnego szczytu, w związku z czym od pół godziny stali na światłach przed wjazdem w środek tego chaosu. Co gorsza, organizm Gusta począł domagać się jakichkolwiek kalorii, oznajmiając to uczuciem skrętu kiszek.
- Terkowski...
- Tam gdzie zwykle? - Kowboj jakby czytał mu w myślach. Pewnie tak by pomyślał, gdyby nie była to wręcz tradycja.
- Ty cholerny jasnowidzu. Oczywiście, że tak. Umieram z głodu. - Mihael żywił się tylko w trzech miejscach i o ile nie było to jego własne mieszkanie, o tyle do drugiego z miejsc w godzinach pracy żaden zdrowy na umyśle człek by nie pojechał. Została więc trzecia opcja, mianowicie Knajpa o nazwie "KebageddonCafe" - najlepszy i najtańszy kebab w okolicy. Najlepszy, bo najtańszy. No i mieli kawę. Dobrą kawę, napój bogów, napar, bez którego Gust nie potrafił funkcjonować dłużej niż cztery-pięć godzin. No i kebab. Duży, wypchany mięsem i warzywami kebab. Gust dostawał tam zawsze porcję mięsa ekstra za uno - bycie stałym klientem, dos - wygląd anemika nad grobem.
Dodatkowym atutem knajpy była jej lokalizacja z dala od centrum, w połowie drogi między miejscem, gdzie się teraz znajdowali, a Komendą. Zamiast się przez nie przebijać omijali je od północy, przy okazji zapychając czarną dziurę powstałą w żołądku Mihaela.

***

[tab-30]Komenda składała się z korytarzy. Mnóstwa korytarzy. I maleńkich klitek podczepionych do nich, bo biurami czy gabinetami tego nazwać nie można było. Jedno było pewne - gdyby ktoś postanowił uciec z aresztu i nie pamiętał drogi, zdechłby z głodu szukając wyjścia. Ciemnozielone ściany korytarzy i tego samego koloru podłoże rodzaju gumoleum nie wpływały pozytywnie na nastrój.
Sama osobista klitka Terlikowskiego i Gusta nie wyglądała lepiej. Wprawdzie było okno z widokiem na mur sąsiedniego budynku, ale nie dawało zbyt wiele światła. Dwa ciemnobrązowe biurka stojące tak, by siedzący przy nich mieli siebie naprzeciw, ledwie mieściły się w środku. W dodatku, jak zauważył smutno Miha, dopakowano im mały, kwadratowy stolik koło drzwi, więc nie można było ich już otworzyć na oścież, nie obijając o rzeczony mebel. Domyślił się, że to miejsce pracy dla Nowak i mimowolnie lekko się uśmiechnął wizualizując sobie jak będzie się męczyła. Z satysfakcją rozsiadł się na swoim krześle i natychmiast zjechał pionowo w dół, gdyż krzesło, jak połowa sprzętu biurowego na komendzie, miało własne, złośliwe życie. Za każdym razem, gdy ktoś na nim siadał, maksymalnie się obniżało, zaś gdy wstawał wyskakiwało do góry niczym z procy. Westchnął i otworzył akta leżące na biurku.
Ze zdjęcia spoglądał na niego zmęczony życiem 22-letni szatyn. Akta twierdziły, że nie ukończył edukacji, za to miał talent do wpadania w kłopoty. Pięć spraw o pobicie, osiemnaście razy prowadzenie po pijaku, trzy razy złapany z prochami, cztery sprawy o alimenty... Gust zastanawiał się, jakim cudem ktoś taki znalazł się w zespole i dalej - jaki menadżer miał odwagę taki zespół promować. Chwilę później akta uświadomiły go, że denat był zwycięzcą konkursu młodych talentów. Tak jak reszta zespołu. Równie dobrze mogli zrobić łapankę na ulicy. Sami indywidualiści, na pewno dochodziło między nimi do spięć i bójek. Detektyw współczuł menadżerowi, który musiał ich dyscyplinować.
Głośny huk z okolic drzwi oderwał go od akt. Spojrzał w lewo i ostatkiem sił opanował się na tyle, by się nie roześmiać. Dziewczyna, żeby zaoszczędzić miejsce na biurku, ułożyła sobie wszystkie wg niej potrzebne dokumenty w trzy gigantyczne wieże, które właśnie runęły. Spojrzał na Terkowskiego i zadał mu nieme, wzrokowe pytanie:
- Powiedzieć jej o kartonach?
Dariusz ledwie zauważalnie pokręcił głową.
- Nie, niech się męczy i kombinuje.
Prawdą było, że KAŻDY pracownik znał tę wysłużoną metodę trzymania akt - wrzucenie ich do wielkiego kartonu stojącego pod biurkiem i wyciąganie na wierzch tylko tych aktualnie potrzebnych. Gdyby dziewczyna nie zalazła im obu za skórę pewnie powiedzieliby jej o tym, ale w chwili obecnej nie mieli do niej za grosz sympatii. Obaj zgodnie wrócili do czytania akt.
- Pomoże mi ktoś wreszcie? - rzuciła ze złością.
Odpowiedziała jej cisza przerywana jedynie szelestem przekładanych kartek.
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 481
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Krin » 23 sierpnia 2014, 21:17

Zebranie i uporządkowanie myśli było trudne, ale już wiem, jak się do tego zabrać. Możliwe, że połowa z tego, co tu napisano jest nietrafna lub niezrozumiała, ale boje się czytania swoich postów po raz drugi. Lecimy...

Zacznę oczywiście od tego, co pierwsze rzuciło mi się na myśl. Jest to humor w tekście. Miejscami wywołuje u mnie szeroki uśmiech, ale cóż... miejscami po prostu mnie męczy. Nie lubię, kiedy ktoś cały czas leci na takich humorystycznych opisach. Proszę nie zrozumieć mnie źle. Lubię je, ale mam wrażenie, że były one w tym przypadku trochę przesadne. Moim zdaniem jedną trzecią z nich można by wyrzucić, zostawiając te lepsze z korzyścią dla tekstu. No chyba, że ma to być tekst, w którym chodzi o takie jechanie po bandzie, ale nie odniosłam takiego wrażenia. Gdyby to się odnosiło do różnych rzeczy, a nie prawie wyłącznie do nieogarnięcia i ogólnej dziwności głównego bohatera, to też byłoby lepiej. To takie trochę ciągłe gadanie o tym samym.

Drugą sprawą są postacie. Główni bohaterowie kojarzą mi się z Holmesem i Watsonem. Nie takimi jakimi byli oni oryginalnie w książce, ale takimi jakimi występowali w serialu wyreżyserowanym ostatnimi czasy przez BBC. Szczególnie, że jeden z nich gra na skrzypcach... Wzięłabym to za parodie, ale nie wiem, jak da się sparodiować coś tak śmiesznego. :D
Trzecia postać - pani Nowak w ogóle do mnie nie przemawia. Wydaje mi się, że aż tak głupim, jak ona być nie można. Każdy, kto ma w domu telewizor pomyślałby od razu, że to nie było samobójstwo. Ba! Niektórzy doszukiwaliby się w tym wszystkim udziału ruskiej mgły i masonerii... Znowu przychodzi mi na myśl Sherlock Holmes i inspektorzy, z którymi się musiał użerać. Podejście do tematu też zdaje mi się Holmesowe, filmowe. Naturalnie, nie znam się na tym, ale mam pewne wątpliwości, co do realiów.

Kolejną sprawą, która również rzuciła mi się w oczy są tzw. przeze mnie "urywki", czy też "strzępki". Tyczy się to właściwie dwóch rzeczy. Pierwszą jest zupełnie dla mnie niezrozumiałe umiejscowienie odstępów między akapitami oraz pisanie super krótkich scenek. To się łączy, choć u ciebie to chyba głównie to pierwsze. Mam wrażenie, że tekst jest zbiorem strzępków. Te odstępy sugerują mi zakończenie sceny. Wychodzi więc zbiór scenek, z których większość nie wnosi nic do tekstu. Wtedy kiedy jest to tylko wrażeniem zakończenia sceny to trudno mi to nazwać błędem, ale faktyczne super-krótkie, zbędne scenki mnie po prostu rażą. Wydaje mi się to wszystko trochę niezaplanowane dokładnie, pisane na żywioł. Albo to taki nawyk po pisaniu tekstów grupowych, które (o ile się orientuje) są w takich krótkich fragmentach zazwyczaj.

No i tu mi powraca jeszcze jedna sprawa, która miała być wspomniana gdzieś wyżej, ale tak jakoś nie wyszło. Jest to mianowicie akcja. Jakby miejscami za wolna lub za szybka. Nie wiem wprawdzie jak długi tekst to ma być, ale jakoś brak mi tu równowagi między akcją a nabijaniem się z głównego bohatera. Wydawało mi się, że skracasz wszystkie fragmenty, które tego nie dotyczą. Tak jakby trudno się ci to pisało.

(Mam nadzieje, że napisałam wszystko, co miałam, bo mam trochę zaćmienie mózgu.)

Niemiły i ogólnikowy mi ten komć wyszedł. :( Tak właściwie to całkiem miło mi się czytało. Nie było źle przecież. Nie musisz się chować pod żelbetonową płytą, bo Krin to się mądrzy, choć sama tak właściwie to nic nie umie. Umie tylko ludziom błędy wytykać. Często niesłusznie.

Pisz i nie biadol, że źle! Do odważnych świat należy. :nano:
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Siemomysła » 02 września 2014, 10:27

Dzień dobry!

Wreszcie się ogarnęłam, nie dość że przeczytałam drugi raz, to nawet wiem co powiedzieć! :u:
Po pierwsze: ten tekst ma ogromną szansę być świetną komedią, po prostu komedią, totalnym mózgowym-wypoczynkiem. Mam wrażenie, że to pierwsza tego typu rzecz, jaką na Literce przeczytałam, choć uczciwie powiem, że sporo jeszcze tekstów przede mną, gdybym chciała przekopać całość forum. Śmiałam się praktycznie cały czas do bólu przepony. Co rzuca się w oczy to przesada. Bynajmniej nie w złym znaczeniu - cały motyw przesady stanowi główną siłę tekstu! Bardzo mi się podoba jak wykrzywiasz/przesuwasz rzeczywistość niebezpiecznie blisko granicy absurdu! W tym tekście wszystko zdaje się być bardziej: kawa bardziej smolista, kebab bardziej turecki, auta bardziej na złom, męska solidarność bardziej solidarna, baba bardziej głupia <3 W ogóle to jest takie przegięte! <3 Mam skojarzenia z komediami Mela Brooksa <3

Natomiast jeśli chodzi o to co mnie wybijało z rytmu czytania i co chyba warto próbować ogarnąć to nagłe przejścia między scenami, czy perspektywami. Zaliczałam zwiechy, gdy się narrator się przemieszczał od Gusta do Terkowskiego, nie zawsze dawał znać, że to robi. Podobnie w momencie nadejścia akcji kebab. Trochę miałam skojarzenie z bardzo jaskrawymi/hałaśliwymi malunkami pomiędzy którymi skaczę. Jakby akcja się rwała, miast płynąć? Nie, to nie chodzi o rwanie się, bo rwanie się natychmiast przynosi mi na myśl poszarpane brzegi, a tu nie - każda scena brzegi ma ostre i skończone. Tylko potem jest przerwa - jak głęboka rozpadlina - i następna scena. O! Już wiem - jak taka układanka dla dzieci, gdzie mają one ułożyć z obrazków kolejność wydarzeń. Być może warto tym scenom ogarnąć jakieś spoiwo? Albo rozdzielić je tak do końca? Jakimiś gwiazdkami? Tak sobie dyskutuję sama ze sobą :bag:

Ok, dość. Poniżej w spoilerze kilka literówek, parę momentów zakwiku - parę ledwie, bo jak pisałam, kwiczałam radośnie cały czas, parę uwag innego gatunku.
SpoilerShow
- Nosz cholera…
Noż raczej, bo to coś jak ożeż - kiedyś już komuś szukałam i znalazłam pana profesora Bańko <3 - proszę.
Dwie pojedyncze synapsy w mózgu zetknęły się ze sobą i w jego świadomości zaistniałą myśl, że to bardzo dziwne, iż Terkowski doznał rozmnożenia kończyn.
literówka // a przy okazji całe zdanie <3 Podoba mi się bardzo bardzo bardzo.
Skomentował to więc na tyle inteligentnie, na ile był w stanie.
- hę?
wielką
- No jaha, że on. A kto niby? – burknął właściciel mokasynów. Widać po nim było, że towarzystwo kobiety niezbyt mu pasowało.
Niewiarygodnym cudem i przy zaangażowaniu zaawansowanego technicznie mechanizmu, zwanego mięśniami, podniósł się z dywanu, by po chwili, z gracją kłody, upaść na kanapę.
- O co chodzi? – zapytał Gust, gapiąc się w sufit.
Tu wychodzi na to, że właściciel mokasynów podniósł się z dywanu - znaczy ja to tak zrozumiałam na początku, choć przecież nie było to możliwe… Mam taką sugestię, by tego podkreślonego Gusta przenieść na początek poprzedniego zdania - przed “niewiarygodnym”. Wtedy rozwiąże się sprawa niejasnego podmiotu a i tu rzucanie nazwiskiem tak wewnątrz sceny jakoś mniej gra myślę.
- Pani uspokoi i usiądzie... – rozejrzał się po pomieszczeniu -…gdziekolwiek. On potrzebuje chwili, co by zacząć jarzyć.
Chyba brakuje jakiegoś się.
Na jednej z półek dostrzegła, jak jej się zdało, przejaw minimum intelektualnego Gusta, a mianowicie skrzypce.
PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISK! Uwielbiam to nawiązanie <3
Nowak zastanawiała się, czy obaj mężczyźni posiadali choć jedną klepkę w mózgu.
XDDDDDDDDDDDDDD Ale tak wspólnie? Po zsumowaniu? Jak pół klepki na łeb? <3
- Oj. Jużech nie marudźcie.
? Pytam po prostu, co to? Znaczy jeszcze nigdy się nie spotkałam. Znam cuś jak “Już żech zrobiuł”, ale tak nie.
Rotten Kidney Clover.
XDDDDDDDDDDDDDDDDD
Czytając ten tekst permanentnie kwiczę. Nazwa zespołu, oszczep, pobudka Gusta, ostateczny wybór czarnej koszulki i wszystko, wszystko co dalej. Naprawdę dobra komedia.
- I nie zdziwiło cię to, że list został napisany po polsku, przez faceta, który pewnie nie znał słowa w tym języku? – wtrącił się. – I do tego jest PRZYBITY do sceny oszczepem? –
Reakcja spontaniczna czytelnika: nie wierzę… płakam… :lol:
To wystarczająco dużo czasu by nawiać z miasta. I żeby posprzątać. Albo sprawca jest nieskończenie głupi, albo się spieszył, co pozwala stwierdzić, że mordu dokonano koło czwartej, piątej rano.
Lubię to wnioskowanie, zwłaszcza, że musiałam się zatrzymać, by ogarnąć, bo do tej pory tekst był taki - biegnij Forest, a tu nagle trzeba sobie przypomnieć o myśleniu, bo to wszak kryminał! Dobre przypomnienie.
Knajpa o nazwie "KebageddonCafe" - najlepszy i najtańszy kebab w okolicy. Najlepszy, bo najtańszy.
Hue hue hue hie hie hie hie :facepalm: Poraża mnie głębia moich uwag.
gdyby ktoś postanowił uciec z aresztu i nie pamiętał drogi, zdechłby z głodu szukając wyjścia.
<3 kwiczę, acz powiem Ci, że to “nie pamiętał drogi” chyba wcale nie jest konieczne.
- Pomoże mi ktoś wreszcie? -rzuciła ze złością.
spacja

Chcę wiedzieć: co dalej? Kto zabił? Chcę koncertu na skrzypce! Piszaj, Proroku, piszaj!
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: pierdoła saska » 16 września 2014, 08:56

Jeju, jak ja lubię ten rodzaj absurdu. Nie umiem tak pisać, a chciałabym, za to czytanie sprawia mi kupę frajdy i budzi jakieś przykurzone rejony mózgu odpowiedzialne za radosne dyskusje z tekstem i napady radosnego chichotu - które z boku muszą wyglądać nie do końca normalnie, ale.
W zasadzie poczułam się kupiona gdzieś przy dwóch parach butów, które prowadziły do zmutowanego człowieka, bo tak, oczywiście że mutant jest bardziej logicznym pierwszym skojarzeniem niż, że przylazły dwa humanoidy. W sposób ostateczny kupiło mnie zaś to:
- Dokonano czynności odebrania życia obywatelowi płci męskiej…
- Mamy trupa. – przerwał jej Terkowski.
xD Było urocze (acz ja nie wiem czy ta kropka tam być powinna w środku, raczej nie).
Kawałek dalej poczułam za to więź z bohaterem
Oparł głowę o szafkę i na autopilocie chwycił czajnik, wlał wrzątek do kubków, po czym odstawił czajnik do zlewu.
Coś jak ja przy myciu zębów w mieszkaniu gdzie miałam o co łeb podeprzeć. Teraz muszę usiąść na wannie i się złożyć w pół, by podeprzeć łeb o pralkę. Z randomowych chichotów był jeszcze półświadomy komentarz do tego
Nowak zastanawiała się, czy obaj mężczyźni posiadali choć jedną klepkę w mózgu.
– bo może jest wspólna :P tak mi się pomyślało. Lubię jak mi się przy tekście różne rzeczy myślą. xD I ciągnąc cytatową serię:
Zszedł na dół i, zanim Terkowski zaproponował przejazd swoim autem marki "to nie rdza, to szlachetna patyna", wsiadł do swojego wehikułu marki "prędzej się zesrasz niż mnie naprawisz" i odpalił silnik.
:heart: i
Gust dostawał tam zawsze porcję mięsa ekstra za uno - bycie stałym klientem, dos - wygląd anemika nad grobem.
Czy on mógłby dać namiar znajomym Jewii? xD Bo Jewia może sam nie dotrzeć, zabłądzi czy coś, ale by go podprowadzili czasami xD

Ze zgrzytów mam dwa.
Nie ma najmniejszej szansy, że ruszy swój leniwy zadek z tego właśnie miejsca. I właśnie w chwili, gdy poprzysiągł sobie nie ruszyć się z obecnego miejsca do końca świata, a przynajmniej do pory obiadu, ktoś zapukał do drzwi.
Trzasnął drzwiami, pozostawiając pozostałą dwójkę z mieszanymi odczuciami.
ummmm

A, no i focha... nieładnie się to urywa. Ja chcę więcej. Mogę to nawet boldem napisać. O. Ja chcę więcej. Proszę. Ale to tak na serio. Jak napisałam na początku, lubię taki rodzaj absurdu. Czytanie takich rzeczy winduje mi humor i sprawia, że mi się fajniej myśli, więc... ekhem. Propheeeet... Ześ... Nie bądź świnia, pisz dalej o tej ekipie :ool:
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
Krul_Duch
Posty: 20
Rejestracja: 12 października 2014, 01:52

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Krul_Duch » 13 października 2014, 01:51

Więc tak. Zacznę od tego, że mi się podobało :) Fajne, bardzo przyjemne poczucie humoru. Taka właśnie dobra, przerysowana parodia. Kojarzyło mi się trochę z tym filmem Budapest Hotel. Momentami może rzeczywiście było tego ciut ciut za dużo, ale ogólnie spoczko. Na początku z jedno-dwa takie porównanie mi coś zazgrzytało, zajechało Żulczykiem, którego bohaterka też gadała podobnie, ale przy czytaniu tylu książek zdarza się.

Widzę, że bardzo bierzesz do siebie uwagi innych komentujących. Taka moja mała rada, zapewne nienajcenniejsza - nie słuchaj ich. Idź swoją drogą, bo idzie Ci to naprawdę fajnie, naturalnie. Tekst jest taki... SŁODKI momentami. Dopieszczone dialogi, sytuacje, wpadające w łeb zdania (jak to z jedną klepką). Jeśli ktoś tam Ci robi tyradę na 2000 słów z poprawianiem każdego Ą, Ę, powtórzeniami i dywagacjami w stylu "a ja bym zrobił to tak, a tu powinno być to", to niech najlepiej weźmie i napisze ten utwor sam, swoimi rękami, zamiast głosić prawdę objawioną. Przeczytasz tekst szósty i szesnasty raz, porzeźbisz po tygodniu, miesiącu, dwoch i większość błędów i tarć sama się nagle zlikwiduje. Jak to powiedział jeden z moich kumpli, to jest właśnie 'rzeźbienie' w tekście.

Jeśli chodzi o samą fabułę i postaci, to ciekawi mnie, co dalej. Anetka rzeczywiście trochę drętwa, ale jeśli przypasował Ci taki bezbarwny plastik na stażystkę, to luzik. Jest przeciwieństwem Clarise Starling z Hannibala :P Cóż by CI jeszcze rzec? Zazdroszczę, bo nigdy nie umiałem pisać na wesoło. A poza tym, to pierwsze "dzieło", które spodobało mi się tu po 3-letniej przerwie:)
W jedną girlandę męki me uwiążę,
Jak człowiek, który za tysiące czuje,
I tą girlandą jako świata książę
Czoło uwieńczę i ukoronuję
Niechaj-że na mnie idą duchy węże!
Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
Choćby aż w piekło wiodła - pójdę za nią.

Awatar użytkownika
Kruffachi
sekretarz generalny
Posty: 1833
Rejestracja: 05 grudnia 2013, 21:42
Lokalizacja: Drugie Lewo
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Kruffachi » 15 stycznia 2015, 19:41

Mam bardzo mieszane uczucia. No bo tak - z jednej strony czytało się fajnie, lekko, pośmiałam się. Z drugiej miałam przez cały czas nieodparte wrażenie, że to żarty dyktują przebieg zdarzeń, a nie zdarzenia żarty. To pójście po linii najmniejszego oporu, więc automatycznie mi zaniża ocenę. No bo humor humorem, ale przy okazji chciałabym też dostać spójny tekst z mocną konstrukcją, nie? ;) A tu na przykład taki wypad na kebab. No uruchomił kilka naprawdę kozackich tekstów, uśmiałam się, ale czemu to tak naprawdę służyło? Ani się panowie w knajpie nie zatrzymali na jakąś znaczącą dla sprawy rozmowę, ani nawet nie wcinali tego mięcha potem, kiedy już dotarli do swojej kanciapy. Taki ślepy zaułek. Przywołuję ten, bo największy, ale takich fruwających elementów jest całe mnóstwo. Fajnie byłoby to ze sobą ciaśniej posplatać. Może wówczas też Tobie samej by się lepiej pisało, bo miałabyś więcej punktów zaczepienia - sama nie wiem.

Postaci dobrze wykorzystują komediowe figury, spełniają swoje role, uzupełniają się - jest OK :D Plus nawiązanie do Sherlocka :D Wielkich analiz psychologicznych robić nie będę, bo wiadomo, że nie ten typ tekstu, ale to całkiem fajne realizacje popularnych typów, sympatyczni są jako postaci, nawet jeśli antypatyczni jako ludzie - patrz Aneta.

Humor! :D Tak, za humor wielki plus, tu niewiele mogę zarzucić, bo jest i sytuacyjnie, i słownie. Jedynie narracja wydawała mi się momentami zbyt przeładowana, ale to zapewne kwestia gustu (hehe) i może ewentualnych szlifów, jeśli też dojdziesz do takiego wniosku. No i absurd - ja lubię absurd! :D Sam sposób odkrywania miejsca zbrodni mi się podobał, pointa swoista w postaci oszczepu.

Czekam na więcej, bo mimo tego zarzutu z początku, odstresowałam się przy lekturze, że hej :D Pisz, Błaźnie! B)
Jestem konfundującą fajerą w stuporze.

Dzień z życia admina (dziękuję)

Skrót do Regulaminu
Po dłuższym namyśle wszystko jest jak kiełbaska.

Awatar użytkownika
Shady
Posty: 49
Rejestracja: 12 lutego 2015, 14:26

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Shady » 14 lutego 2015, 22:52

No cóż, nie jest źle, parę błędów takich jak te...
- Mamy trupa. – przerwał jej Terkowski.
W dialogach nie stawia się kropek jeśli jest potem myślnik.

...ale nie jest źle, tekst mnie niezbyt zainteresował ale to wina gatunku, na początku jest nawet ciekawie ale potem już troszkę nudno. Ale nie jest źle, pracuj dalej bo dobrze ci idzie.

Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Prophet
Straż! Straż!
Posty: 152
Rejestracja: 28 czerwca 2013, 18:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Prophet » 03 maja 2015, 17:17

Czytam i czytam te komentarze chyba pięćdziesiąty raz i :heart2: Was wszystkich :D
Tekst się pisze, poprawia i może w końcu wrzucę tu dalszy ciąg, a tymczasem zarzucam króciutką scenkę spoza fabuły, celem sprawdzenia, czy wyszło tak, jak zamierzałam :)

***


Terkowski krążył nerwowo po pomieszczeniu rzucając gniewne spojrzenia swojemu jedynemu podejrzanemu, od których ten powinien już dawno skulić się w sobie i błagać o przebaczenie. Podejrzany natomiast, miast wykonać to nieme polecenie, siedział spokojny i rozluźniony, jakby nie miało to dla niego większego znaczenia.
– A więc twierdzisz, że to nie ty?
– W żadnym wypadku.
– Byłeś na miejscu zbrodni, gdy ją popełniono.
– Owszem.
Aneta wiedziała, że wyprany z emocji, spokojny i pewny głos mężczyzny doprowadzał detektywa do stanu wewnętrznego wrzenia, ale nie mógł sobie pozwolić na utratę panowania nad sobą, mogło to zaważyć na całym śledztwie. Usiadł naprzeciw podejrzanego i utkwił wzrok w jego brązowych, prawie czarnych, tęczówkach.
– Miałeś dostęp do skradzionego mienia.
– To nie znaczy, że je wziąłem.
– Jako jedyny współpracownik wiedziałeś, gdzie się znajdują.
– Nie zaprzeczam.
– Więc logicznym jest, że je zabrałeś – podsumował z satysfakcją w głosie. – Przyznaj się, obaj wiemy, że miałeś na nie ochotę już od dawna.
Zapadła cisza, w czasie której obaj mężczyźni mierzyli się wzrokiem. Obserwująca to wszystko Nowak spoglądała to na jednego, to na drugiego, zastanawiając się, który z nich odpuści pierwszy. Wiedziała, że są uparci, ale nie przypuszczała, że do tego stopnia, by przesłuchanie trwało już trzecią godzinę. Jednakże była też pod wrażeniem umiejętności zarówno Terkowskiego, jak i Gusta. Z drugiej strony zaś bała się, że jeden z nich straci wreszcie cierpliwość i przesłuchanie przerodzi się w bójkę. Wolała, by do tego nie doszło.
– Bredzisz – odparł spokojnie Miha.
Aneta wstrzymała oddech. Dariusz wyglądał jakby ktoś dał mu w twarz. Przeczuwała najgorsze.
– Bredzisz, Terkowski, i to bardzo – ciągnął, nie zważając na mordercze spojrzenie partnera – a wiesz, dlaczego? Bo ja, kretynie, mam uczulenie na żelatynę. Gdybym zjadł ten twój przeklęty kisiel, siedziałbym teraz w kiblu, a nie użerał się z tobą i twoim urojonym kisielowym spiskiem.
Ostatnie zdanie brzmiało jak syk wściekłej żmii i kowboj zrozumiał, że przekroczył cienką granicę Gustowej cierpliwości.
– Więc kto? – wydukał.
Obaj prawie jednocześnie spojrzeli w stronę biurka Nowak. Biurka, bo rzeczonej osoby już w pokoju nie było.
– Pewnie poszła po kisiel – posumował Gust, zanim zabrał się do przerwanej awanturą lektury.

***
Obrazek

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

KLIK

Awatar użytkownika
Siemomysła
Posty: 900
Rejestracja: 25 listopada 2013, 18:37
Lokalizacja: Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Siemomysła » 05 maja 2015, 09:50

Nie wiem jak miało wyjść, ale się uśmiałam setnie. Umisz w humor. A wierz mi, że dopóki nie padło nazwisko Gusta, nie zaczaiłam, że oni tak po kumpelsku się awanturują <3 Zakręciłaś mnie.
c[____]!

Pisz więcej tego związanego z fabułą, proszę!
Trudno zainteresować żonatego mężczyznę i znaleźć czas na czytanie książek
[Stokrota]
Ale jest za późno, zawsze było, zawsze będzie za późno.
[Dr Manhattan]
I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!
[Red Shoehart]

Awatar użytkownika
Krin
Posty: 481
Rejestracja: 17 marca 2014, 16:03
Lokalizacja: nekromanckie pustkowie
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: Krin » 05 maja 2015, 11:55

Czy w kisielu jest żelatyna? Mnie (i nie tylko mnie) wydaję się, że nie. Widzę tu jakieś plątanie się w zeznaniach. ;)

Podobnie jak Siem nie zorientowałam się, że nie jest to prawdziwe przesłuchanie. Wręcz trochę się zagubiłam, o co właściwie chodzi, bo też zupełnie nie pamiętałam imion bohaterów i tym podobnych. Przez te zagubienie niestety wcale mnie to nie rozśmieszyło i po prostu po przeczytaniu musiałam się głębiej zastanowić, żeby odkryć sens tego wszystkiego.

Pisz dalej!
" Człowiek ten, którego nazywano Kruczarzem, nadszedł od północy, od Białej Równiny. I to on powiedział nam w końcu, że tę nieprzyjazną ziemię stworzyli reptilianie - po to abyśmy nie zobaczyli podtrzymującej niebo kopuły i nie dowiedzieli się, że nasza planeta jest płaska, a nie okrągła, jak twierdziło NASA."
- Marszus, "Cała prawda o Białej Równinie"

Awatar użytkownika
pierdoła saska
Posty: 1406
Rejestracja: 08 listopada 2011, 13:09
Kontaktowanie:

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: pierdoła saska » 21 maja 2015, 17:33

Nie wiem jak miało wyjść, ale wyszło zabawnie i zaowocowało takim: srsly… kiesiel?!?! - z mojej strony, jak doczytałam do końca. Całe to napięcie, ta powaga, opanowanie… w imię kisielu. Aww, lubię taki absurd. Jeno mało, wiesz?
Marša: właśnie mnie naszło, że mam świat pełen singli
Søren: tak to jest jak za pisanie się bierze stary kawaler xD bo na starą pannę to się nie zachowujesz

Obrazek

CARPE SCHABOWY! twitter ° instagram ° facebook ° marszowickie pola

Awatar użytkownika
sheriff

Re: Gust [tytuł roboczy]

Post autor: sheriff » 27 maja 2015, 11:02

Jeśli mogę się wtrącić...
Całkiem przyjemne, lekkie i takie "bezstresowe", choć czasami humor nieco jakby przytłacza. Ale niewątpliwie to zaleta tekstu.

Z drugiej strony mam wrażenie, że po jego powstaniu nie został przeczytany ponownie z należytą uwagą. Dlaczego tak myślę? Nic mnie tak nie wkurza jak powtórzenia. Dla mnie to dowód właśnie niechlujstwa i nieprzykładania odpowiedniej wagi do swojej pracy, żeby nie powiedzieć - brak szacunku do czytelnika. Aż tak drastycznie bym nie chciał być odebrany w tym przypadku, dlatego wierzę, że to tylko nieuwaga.

Cztery przykłady:
1 pisze:Nie ma najmniejszej szansy, że ruszy swój leniwy zadek z tego właśnie miejsca. I właśnie w chwili, gdy poprzysiągł sobie nie ruszyć się z obecnego miejsca do końca świata, a przynajmniej do pory obiadu, ktoś zapukał do drzwi.
2 pisze:Przekręcił głowę tak, by zobaczyć ten zmutowany cud natury. Zamiast jednak czteronogiego mutanta zobaczył dwie osoby.
3 pisze:Oparł głowę o szafkę i na autopilocie chwycił czajnik, wlał wrzątek do kubków, po czym odstawił czajnik do zlewu.
4 pisze:Zszedł na dół i, zanim Terkowski zaproponował przejazd swoim autem marki "to nie rdza, to szlachetna patyna", wsiadł do swojego wehikułu marki "prędzej się zesrasz niż mnie naprawisz" i
I na koniec jeszcze jedno. Czasem jest się dobrze przygotować merytorycznie to opisania pewnych kwestii:
W filharmonii powitała ich taśma policyjna, trup na scenie i koleś z pędzelkiem, odrysowujący kontur
Pędzelek? Chyba w ręku lub w kieszeni. Byłem dwa razy świadkiem takiej czynności i kontur technicy obrysowywali zawsze kredą.

Zdroofka
Andrzej

p.s. mam sąsiada policjanta to mnie zabrał ze sobą dwa razy "do sprawy"

Zablokowany