TEKSTEM ROKU 2018 zostało ZAWSZE NA ZACHÓD autorstwa Coffee :D Serdecznie gratulujemy i zapraszamy do lektury!

Grzechy krwi

"Pomysły moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie." ~ Agatha Christie
Awatar użytkownika
AlpenGold

Grzechy krwi

Post autor: AlpenGold » 26 września 2013, 14:49

:bag: Po trylionowym przeczytaniu przestałam widzieć błędy, a i jakaś opinia by się przydała. Tak więc jeśli ktoś by się nudził, to zapraszam do przeczytania. :D To taki nowy projekt, w którego się wciągnęłam i którego nie zamierzam porzucać, tak jak wcześniej to robiłam. : x Dzielę go na krótkie rozdzialiki, a poniżej znajdują się dwa pierwsze (dwa, bo z pierwszego mało wynika, a i są dosyć krótkie [w swej krótkości]). Przyjmijmy, że jest to powieść grozy, aczkolwiek wątpię, że kogoś przestraszę. XD
W obawie przed powtórką z rozrywki - proszę o ocenę wyłącznie tekstu. ;)

1.
— Wszelkie formalności zostały wykonane. Dom prawnie jest już pani, wystarczy odebrać od nas klucze. — Kiedy Joanne usłyszała przez telefon te dwa zdania, omal nie zaczęła dziko tańczyć. Miała już dosyć hałasu miasta i nieświeżego powietrza, dlatego ucieszyła ją wiadomość o tym, że jej nowy dom, usytuowany w głębokiej wsi, jest gotowy do zamieszkania. Czym prędzej odebrała klucze z agencji nieruchomości, załatwiła transport kilku mebli, wsiadła do samochodu i ruszyła w drogę.
Już jako dziecko marzyła o zamieszkaniu na wsi. Lubiła spokój i ciszę. Chciała siadać na werandzie z kubkiem herbaty – która z czasem przerodziła się w mocną, czarną kawę – i książką w ręce. Pragnęła patrzeć na ostatnie promienie słońca przedzierające się przez drzewa pobliskiego lasu albo oglądać gwiazdy na ciemnym, bezchmurnym niebie. Jednak jej rodziców nigdy nie było stać na kupno lub wybudowanie takiego domu. A kiedy umarł tata, razem z mamą ledwo wiązały koniec z końcem. Tym bardziej więc była zadowolona, że w końcu zaoszczędziła na tyle dużo pieniędzy, by spełnić swoje marzenie.
Droga do jej nowego miejsca zamieszkania nie była ani długa, ani skomplikowana. Joanne była tam już trzy razy, więc znała każdy zakręt w liczącej nieco ponad sto kilometrów trasie. Przy okazji napawała oczy widokiem łąk i pól, a klimatyzację zastąpiła świeżym powietrzem, które wpadało do samochodu przez otwartą szybę.
W końcu jej oczom ukazał się drewniany dom. Miał jedno piętro oraz poddasze z małym okrągłym okienkiem. W innych oknach zaś stały, teraz jeszcze puste, doniczki. I co najważniejsze – była weranda. Duża, wolna przestrzeń wokół domu miała być niedługo zapełniona kwiatami, drzewami i warzywami.
Korzystając z tego, że samochód dostawczy jeszcze nie przyjechał, Joanne skierowała się w stronę drzwi, by wejść do środka. Wąską, wyłożoną kamieniami ścieżką dotarła do werandy, która cicho zaskrzypiała, kiedy po niej przeszła. Joanne otworzyła drzwi i przekroczyła próg. Pierwszy pokój na prawo był salonem utrzymanym w typowo wiejskim klimacie. Znajdowały się tam zarówno najpotrzebniejsze rzeczy, jak i te zupełnie zbędne, które znalazły się w tym miejscu z niewiadomych powodów, niepasujące i jednocześnie pasujące do chaotycznie urządzonego wnętrza. Przechodząc prosto przez przedpokój, Joanne dotarła do niedużej kuchni. Jasnozielone ściany nijak nie pasowały do białych kafelek z różowymi kwiatkami, którymi wyłożona była podłoga, jednak Joanne bardzo się to podobało. W szybie białych drzwi, wychodzących na podwórko za domem, wisiała zasłona w czerwono-białą kratkę. Pod ścianą, na której dumnie kwitły „Słoneczniki” van Gogha, stał stół z ciemnego drewna, a wokół niego cztery krzesła.
Joanne wyszła z kuchni i wolnym, statecznym krokiem, jakby bała się, że zmąci wyjątkowy nastrój panujący w domu, weszła na piętro. Schody, wyłożone czerwonym dywanikiem, którego miękkość czuła pod stopami, skrzypiały leniwie, gdy stawiała na nich kroki. Chłonęła ten odgłos, jakby był zwiastunem nowego życia.
Korytarz na piętrze był wąski, jednak pomieszczenia nadrabiały za niego swoją przestronnością. Największy z nich Joanne przeznaczyła na sypialnię. Miał bezpośrednie przejście do innego, w którym zdecydowała się urządzić łazienkę. Pozostałe trzy pokoje nie były przeznaczone do niczego.
Wyszła z domu, głęboko wdychając powietrze, o wiele czystsze od tego z jej rodzinnego miasta,
w którym spędziła ćwierć wieku. Z daleka widziała nadjeżdżającą ciężarówkę. Kiedy zatrzymała się przed domem, wysiadło z niej dwóch mężczyzn.

— Pokwitowanie, proszę — powiedział jeden z dostawców, nie odpowiedziawszy nic na wcześniejsze radosne powitanie Joanne. Podpisała się i uśmiechnęła szeroko do mężczyzny, co tym razem — zdezorientowany — odwzajemnił.
— Dokąd te meble, psze pani? — zapytał drugi i spojrzał na nią wyczekująco.
— Piętro, drugie drzwi po prawej. Niech panowie uważają, schody są strome.
Czuła ogromną radość na myśl o nowym miejscu zamieszkania. Jakby dostała drugie życie. Zacząć wszystko od początku — to było coś, o czym zawsze marzyła. W końcu mogła zapomnieć o wszystkich kłopotach, być zupełnie inną osobą. Nową Joanne Stevens. Nareszcie los spojrzał na nią przychylniejszym okiem i rzekł: „ta osoba zasługuje na odrobinę szczęścia”. Była o tym przekonana.
Wkrótce miała dowiedzieć się, jak bardzo się pomyliła.

2.
Na werandzie oglądała pierwszy — w jej nowym życiu — zapadający zmierzch. Z kubkiem gorącej herbaty w ręce, w zupełnej ciszy, zafascynowana patrzyła, jak słońce zachodzi za horyzont, a niebo ciemnieje z minuty na minutę. Kiedy zdecydowała się umyć kubek, księżyc w kształcie rogalika był jedynym źródłem światła pośród ogólnego mroku.
Zdążyła przekroczyć próg domu, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Z cichym westchnieniem odłożyła kubek do zlewu i poszła otworzyć gościowi.
— Witam przeuroczą, nową sąsiadkę — usłyszała. Głos należał do mężczyzny daleko posuniętego w latach. Uśmiechał się do niej uprzejmie, a z jego oczu biła sympatia. Palcami bawił się guzikiem od marynarki. Sprawiał wrażenie zdenerwowanego, chociaż starał się to zatuszować.
— Dobry wieczór — odpowiedziała Joanne wyraźnie zaskoczona. Nie spodziewała się jakiejkolwiek wizyty po dziesiątej wieczorem, tym bardziej wizyty starszego człowieka. Nie mogąc postąpić inaczej, zaprosiła go do środka.
— Ma godność Bill Raven, miła pani. — Przekroczywszy próg domu, przedstawił się, ujmując jej dłoń i składając na niej delikatny pocałunek.
— Joanne Stevens. — Zamrugała kilka razy, zdumiona zachowaniem gościa.
Stali chwilę w korytarzu, patrząc na siebie. Pan Raven nadal uśmiechał się szarmancko, oglądając ją od stóp do głów, zaś Joanne podążała za jego wzrokiem. Wydał jej się nieco dziwną osobą, jednak wytłumaczyła to sobie podeszłym wiekiem mężczyzny.
— Napije się pan czegoś? — zapytała, kiedy zaprowadziła gościa do salonu. Pan Raven rozglądał się wokół z błogim uśmiechem.
— Szklaneczkę wody, jeśli można — odpowiedział, wpatrując się w starą szafę. Kiedy Joanne kupowała dom, poinformowano ją, że mebel ten ma ponad osiemdziesiąt lat i należał jeszcze do matki pierwszego właściciela domu. Będąc tu pierwszy raz, kobieta długo przyglądała się nienaruszonemu przez czas — i korniki — ciemnemu drewnu, zastanawiając się, choć sama nie wiedziała dlaczego, jaka historia jest w nim zaklęta.
Joanne przyniosła dwie szklanki wody i dzbanek. Chciała uśmiechnąć się do mężczyzny na znak, że bez krępacji może sobie dolać, jednak ten nadal lustrował wzrokiem pomieszczenie z ogromnym zaciekawieniem na twarzy. Odchrząknęła.
— Znał pan poprzednich właścicieli?
— O, tak — powiedział, przygładzając sobie resztę włosów, której czas nie zdążył mu jeszcze odebrać. Zamyślił się, ale po chwili dodał: — Znałem w s z y s t k i c h mieszkańców tego domu.
Co za dziwak.
— Dużo ich było? — zapytała, udając zainteresowanie.
— Niewielu, raptem parę rodzin. Może dlatego pamiętam wszystkie, he, he — uśmiechnął się szeroko i zakaszlał, próbując się zaśmiać.
— No, tak. — Jej śmiech zabrzmiał sztucznie.
Pan Raven nagle spoważniał. Nerwowo przetarł oczy, zastukał kilka razy palcami o stół.
— Pani jest taka piękna... Pani... mi kogoś przypomina... — powiedział to tak cichym i pewnego rodzaju niewinnym głosem, a przy tym spuścił wzrok, że Joanne zrobiło się go żal. Wyglądał na przygnębionego staruszka, który po powrocie domu zastaje tylko echo wspomnień radosnych chwil.
— Naprawdę? Miło mi, że pan tak mówi — odpowiedziała szczerze, wyobrażając sobie, że przypomina mu osobę, którą kiedyś darzył ogromnym uczuciem.
Za dużo się nie pomyliła.

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Grzechy krwi

Post autor: czarownica » 26 września 2013, 19:43

Bardzo spodobał mi się ten tekst. W delikatny, wyważony sposób budujesz w nim nastrój. Umiejętnie wykorzystujesz do tego opis domu i okolicy. To działa na czytelnika, a w każdym razie na mnie. Nie śpieszysz się z akcją, wprowadzaniem kolejnych postaci, utrzymujesz odpowiednie napięcie, skłaniające do dalszej lektury. Nie przedobrzasz w opisach; jest ich akurat tyle, ile trzeba, ile oczekuje czytelnik. Doceniam to, tym bardziej, że sama mieszkam w starym, niemal stuletnim domu pod lasem i stwierdzam, że wstęp doskonale oddaje nastrój, panujący w tego typu miejscach. Czytając to poczułam się, jakbym oglądała film. Początkowo kamera stoi w miejscu, obracając się jedynie wokół, powoli rejestruje poszczególne detale obrazu, pozwalając im zapisać się w świadomości widza i wywołać odpowiedni nastrój. Kiedy w końcu rusza, czyni to powoli, smakując niejako każdą scenę - z namysłem, bez pośpiechu. Zaryzykuję stwierdzenie, że czynisz to w sposób doskonały. Stopniowo dodając kolejne elementy kreujesz swojski, spokojny obraz świata. Na końcu drugiego rozdziału wprowadzasz delikatny dysonans w tej doskonałej harmonii fabuły. Drażnisz czymś nowym, wymykającym się się z dotychczasowego schematu. I zaciekawiasz, a to chyba najważniejsze w tego rodzaju tekście.
Dlatego z pewnością oczekiwać będę dalszego ciągu, mam nadzieję, że niezbyt długo.
Jeśli chodzi o błędy, to, przyznam się nie zauważyłam ich. Może tylko coś z drobnych technikaliów:
Wyglądał na przygnębionego staruszka, który po powrocie domu zastaje tylko echo wspomnień radosnych chwil.
Tu winno chyba być do domu. Ot, uciekło gdzieś do
Pozdrawiam serdecznie.

Awatar użytkownika
NightRaven
Posty: 111
Rejestracja: 16 stycznia 2012, 21:49
Lokalizacja: Kotlina Kłodzka
Kontaktowanie:

Re: Grzechy krwi

Post autor: NightRaven » 27 września 2013, 23:58

Zapowiada się ciekawie ^>^. Stare domy zawsze mają ciekawą przeszłość, oby tylko Jo nie była samotna, bo wtedy będę się bać :D. Ciekawa kreacja starca. I rzeczywiście, podzielam zdanie Jo, jest dziwny. Podobają mi się takie iście KINGOWSKIE wstawki, narracja personalna nie pasuje do horrorów, auktorialna w tym wypadku jest dobrym posunięciem. Ciekawe… zastanawia mnie czy będą jakieś wstawki fantasy? Będą, Alpen? Powiedz, że tak! : D. Choć ostatnio fantasy mi się przejadło.
Chciałbym poznać trochę przeszłość Joanne, ale przecież dopiero początek tekstu. Masz zamiaru zrobić z tego coś dłuższego?

Pozdrawiam,
NR.

Awatar użytkownika
filia croesi

Re: Grzechy krwi

Post autor: filia croesi » 28 września 2013, 11:19

Obiektywnie: Tekst jest według mnie napisany poprawnie, zdania są spójne, dość lekkie, opisujesz w bardzo plastyczny sposób - czytelnik nie ma większego problemu z wyobrażeniem sobie tego miejsca.

Raczej subiektywnie: Jedno zdanie zwróciło moją uwagę:
AlpenGold pisze:Za dużo się nie pomyliła.
Czy można się za dużo pomylić... Wydaje mi się, że tu pytanie brzmiałoby "JAK się pomylić", a "za dużo" chyba nie do końca na nie odpowiada... Dobra, w każdym razie, moim zdaniem lepiej by się tu sprawdzało "za bardzo" czy coś w tym stylu. : )

W przeciwieństwie do pierwszej komentatorki tego wątku uważam, że z akcją się akurat spieszysz. xP A raczej - z zapowiedzią właściwej akcji. Rozumiem w pełni zabieg mający na celu zbudowanie napięcia i wzmożenie czujności czytelnika, rozumiem, po co w opowiadaniu z dreszczykiem umieściłaś te enigmatyczne, wieszczące jakąś grubszą aferę zdania, jednak w mojej opinii wystarczyłoby jedno - końcowe. Bo obecnie już na samym, samiuśkim początku, kiedy czytelnik ledwo zdążył zwizualizować sobie dom i jego mieszkankę, już spodziewa się chryi. x] Nie mówię, że to coś złego, po prostu jak na mnie, dość szybko.

Kiedy pojawi się następna część, pewnikiem ją przeczytam, bo mnie zaintrygowało, cóż to za tajemnicę skrywa ten dom. :] Powodzenia.

Awatar użytkownika
Plastikowy Jezus
Posty: 63
Rejestracja: 23 października 2011, 19:01
Kontaktowanie:

Re: Grzechy krwi

Post autor: Plastikowy Jezus » 29 września 2013, 10:07

— Szklaneczkę wody, jeśli można — odpowiedział, wpatrując się w starą szafę. Kiedy Joanne kupowała dom, poinformowano ją, że mebel ten ma ponad osiemdziesiąt lat i należał jeszcze do matki pierwszego właściciela domu.
Takie trochę powtórzonko, które da się wyleczyć.
Podoba mi się zabieg, który zastosowałaś w tekście. Akcję zaczynasz od momentu, w którym bohaterka wreszcie układa sobie życie. Kupiła dom, uwolniła się od miejskiego życia, pełnego smrodu i hałasu. Może teraz czytać na łonie natury i wgapiać się w gwiazdy. Jest szczęśliwa, a ja cieszyłem się jej radością. Wiem jednak, że zaraz wszystko się spieprzy. Wyraźnie wskazują na to zdania, które umieściłaś na końcu każdego z rozdziałów. Nie wyjaśniają one za wiele, i to też jest plus. Czytałem kiedyś jakiś horror i gość oznajmił tam nagle, że bohater zginie za trzydzieści minut. Zirytowało mnie to, bo jedynym pytaniem, które obecnie sobie zadawałem, było właśnie - czy mężczyzna przeżyje. Moja ciekawość została zaspokojona i ostatnie strony czytało się już słabo. Zbrodnia. Powinni za to wieszać. Albo wytarzać w śmietanie. W Twoim tekście te zdania wydają się być zapisane malutką czcionką. Są takim zapaszkiem, niewyraźną wonią nutelli. Czytelnik przypomina wtedy dziewczynę na diecie, a wiadomo, że żadna nutelli się nie oprze. Chwyta łychę i idzie szukać słodkości. Mam więc nadzieję, że w kolejnych fragmentach nie zaserwujesz nam wafelka ryżowego.

AlpenGold, psychopatyczna żmijo, pisz dalej, bom zaciekawiony.
Pozdrowionka.

Awatar użytkownika
AlpenGold

Re: Grzechy krwi

Post autor: AlpenGold » 29 września 2013, 12:25

Ewko, z Tobą rozmawiałam już na SB, więc powiem tylko jeszcze raz - dziękuję. :heart:
NightRaven pisze:Podobają mi się takie iście KINGOWSKIE wstawki
Haha, miło mi, że tak mówisz, ale nie przesadzajmy (bo się zarumienię). XD
NightRaven pisze:Ciekawe… zastanawia mnie czy będą jakieś wstawki fantasy? Będą, Alpen? Powiedz, że tak!
Wiesz, nic nie będę zdradzać, ale horror zalicza się do fantastyki, więc sam sobie dopowiedz. :D
NightRaven pisze:Chciałbym poznać trochę przeszłość Joanne, ale przecież dopiero początek tekstu.
Tak się składa, że następny rozdział trochę o tym traktuje, więc długo nie będziesz musiał czekać. :P Joanne jest główną bohaterką, więc raczej bez opisywania jej przeszłości się nie obędzie.
NightRaven pisze:Masz zamiaru zrobić z tego coś dłuższego?
Tak, mam zamiaru. :D
filia croesi pisze:Czy można się za dużo pomylić... Wydaje mi się, że tu pytanie brzmiałoby "JAK się pomylić", a "za dużo" chyba nie do końca na nie odpowiada... Dobra, w każdym razie, moim zdaniem lepiej by się tu sprawdzało "za bardzo" czy coś w tym stylu. : )
Właśnie się nad tym zastanawiałam. Chyba wyszło mi zbyt potocznie. xD "Za bardzo" chyba faktycznie będzie brzmiało lepiej.

Plastikowy Jezusie - prawie umarłam, czytając Twój komentarz. XD Zwłaszcza ten fragment o nutelli (czy ktoś jeszcze zrobił się nagle głodny? : x). :D Mam nadzieję, że spełnię Twoje oczekiwania i nie podam wafelka ryżowego. xD
NightRaven, filia croesi, Plastikowy Jezusie - dziękuję Wam bardzo za miłe komentarze i rady, na pewno coś z nich wyciągnę. :heart: :heart: :heart:

Awatar użytkownika
Kanterial
Człowiek Kompromitacja
Posty: 1462
Rejestracja: 26 listopada 2011, 00:36
Lokalizacja: Torgau

Re: Grzechy krwi

Post autor: Kanterial » 09 października 2013, 14:40

Alpen, naprawdę krótko - przeczytałam, na pewno przeczytam następne wstawki. Czy mnie ruszyło, zaciekawiło - sama nie wiem. W przeciwieństwie do PJ poczułam tylko, że nie dano mi szansy wyłapania czegoś i wkręcenia się w jakiś sekret, gdy przeczytałam najpierw, że "się myliła" a później, że "wiele się nie pomyliła". To od razu skreśliło starszego pana jako postać ciekawą czy choć trochę tajemniczą, bo dajesz do zrozumienia, że TO ON. Weszło zło i poprosiło o szklankę wody. No i jak tu cieszyć się, że się jest cwanym i podejrzewa takiego miłego staruszka, gdy po każdym "kawałku" na pół strony pojawia się wskazówka co do omylności głównej bohaterki?
Czepiam się. Ale liczę, że to tylko początek i pozostawisz nam miejsce na wątpliwości!

Wiem, że to pustawy komentarz, ale cóż zrobić? Błędów nie ma, krótkie to jak diabli... o prostu poczekam na więcej. Tylko wstaw. Proszę!
За поворотом, в глубине
Лесного лога,
Готово будущее мне
Верней залога.


"Minę miał poważną, nieomal posągową, a twarz, choć przystojną, dającą do zrozumienia, że jej właściciel został przejechany pociągiem towarowym życia."

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Grzechy krwi

Post autor: Joa » 09 października 2013, 15:49

Hejki, Alpen, hejki.
Zacznę do tego, że klimacik jest. Nie "klimat", ale właśnie klimacik, bo ledwo zarysowana jest cała atmosfera, otoczenie, sytuacja. Mamy dwie postacie, Joanne i staruszka. Do obu postaci nic nie czuję, są mi naprawdę bardzo obojętni. Gdyby teraz Joanne zginęła albo zginąłby staruszek, byłoby mi to okropnie obojętne, bo nic tak naprawdę o nich nie wiem, nawet nie jest w stanie powiedzieć jednej cechy którejś z tych postaci. Nie wiem czy to dobrze. To pewnie wina tak krótkiego fragmentu. To tak jakbyś rzuciła palcem u stopy, a ja musiałabym czekać aż rzucisz całe ciało.
Zdecydowanie najsłabsza rzecz to zakończenia obu części (lub Kanterial). W drugiej pozbawiłaś nas (o tym pisała już Kanterial wyżej) momentu zaskoczenia, z góry (chyba, że zamierzasz nas zaskoczyć zaskoczeniem, że jest zaskoczenie, którego miało nie być)wiemy, że staruszek ma jakąś tajemnicę, może nawet jest tym złym. Nie każdy czytelnik lubi, jak wszystko zostaje mu podane na tacy, w każdym razie ja do tej grupy nie należę.
Chcę żebyś mnie zaskoczyła, że bym powiedziała: "Łał, teraz to jestem jak wypatroszona wiewiórka". Zaskoczyła mnie!".
I chcę dłuższego fragmentu, bo to dla mnie za mało, na rozbudowanie napięcia, na stworzenie odpowiedniej atmosfery, na zaciekawienie.
Czekam!
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
AlpenGold

Re: Grzechy krwi

Post autor: AlpenGold » 09 października 2013, 17:51

Na początek - dziękuję Wam obu za komentarze, są dla mnie niezmiernie ważne. :)
Zacznę od tego, że trochę boję się wrzucać dłuższe fragmenty, bo mam wrażenie, że nikomu się nie chce ich czytać. :P
Jeśli chodzi o to, na co zwróciłyście uwagę, tj. o dawanie do zrozumienia, że to staruszek jest tym złym — długo się zastanawiałam zwłaszcza nad tym drugim zdaniem. Z jednej strony narrację prowadzę w trzeciej osobie, ale z perspektywy Joanne, ale z drugiej narrator ma w pewnym sensie się ujawnić i być jakby komentatorem wydarzeń. No i teraz.... powstaje pytanie czy nie przesadziłam. :bag:
Na razie obie trochę krążycie wokół mojego celu, ale żadna z Was nie trafiła w niego, więc chyba nie jest najgorzej. Zostawię póki co i przekonamy się później, czy mi się udało, czy nie. ;)
Joa - przeraża mnie wizja rzucania samymi palcami od stóp. ;o
No i jeśli jest już okazja... to dalszy ciąg. ;)

3.
Zegar z kukułką zabił właśnie dwanaście razy, kiedy Joanne zamknęła drzwi za gościem. Odetchnęła z ulgą i przeszła do salonu. Usiadła na kanapie i przez chwilę patrzyła przed siebie. Widziała jednak jedynie to, co działo się w jej umyśle. Wspomnienia ostatnich dwóch godzin przesuwały się w nim wolno, zostając tam na tyle długo, by Joanne mogła im się dokładnie przyjrzeć. Wydawało jej się nawet, że słyszy rzężący głos staruszka i już myślała, że przyjdzie jej na nowo przeżyć te ciągnące się w nieskończoność dwie godziny, kiedy zamrugała kilka razy i zaczęła się głośno śmiać.
— Co za dziwny człowiek — powiedziała sama do siebie.
Mężczyzna zadawał dużo pytań i co tu dużo mówić — był wścibski. Joanne jednak, ponieważ od dziecka wpajano jej szacunek do starszych ludzi, odpowiadała cierpliwie na każde pytanie, mając nadzieję, że jest ono ostatnie. Opowiedziała więc panu Ravenowi o całej swojej rodzinie, przeszłości, jaką zostawiła w poprzednim mieszkaniu, marzeniach — tych, które właśnie się ziściły, a także tych, które niechybnie spełnić się miały — czy planach na przyszłość. Poruszyli wiele tematów — począwszy od ulubionej potrawy, przez książki i muzykę, a skończywszy na rozważaniu czym jest śmierć, ilości szczęścia w życiu na jedną osobę i istnienia Boga. Bill Raven, nerwowo — jak to miał w zwyczaju, co już zdążyła zauważyć Joanne — przeczesywał kępkę siwych włosów dłonią delikatnie pokrytą plamami wątrobowymi, kiedy nieśmiało prosił ją o oprowadzenie po domu. Joanne uczyniła to z chęcią, choć ta byłaby większa, gdyby zrobił to w dzień. Czuła już zmęczenie, czego w ogóle nie widziała po staruszku — oczy miał szeroko otwarte, wchodząc do pomieszczeń, nawet tych nieumeblowanych, a z roześmianych ust wydobywał się wesoły głos obwieszczający, że „nic, absolutnie nic się nie zmieniło, wszystko jest takie same, jak za czasów Beatriz i Gerrarda”.
— Beatriz i Gerrad to wcześniejsi mieszkańcy? — zapytała przy czwartym czy piątym pomieszczeniu.
— Tak — odpowiedział pan Raven i z nostalgią rozejrzał się po pokoju. — Byli naprawdę dobrym małżeństwem i jeszcze lepszymi sąsiadami. Nic, naprawdę nic, nie wskazywało na to, że kiedyś to wszystko minie. A przynajmniej, że nie tak szybko... Biedny Gerrard zachorował. Prawdę mówiąc, już wcześniej mu coś dolegało. Był bardzo słaby jak na pięćdziesiąt dwa lata. Tylko że jakoś mu to nie przeszkadzało. Beatriz, młodsza od niego o osiem lat, była jeszcze młodziutka, podczas gdy jego dopadła starość. Kazała mu się leczyć, ciągle mu to powtarzała. Ale kiedy zwrócił się o pomoc do lekarza, było już o wiele za późno — opowiadał ze smutkiem. — Miesiąc. Tyle żył, zanim rak dokończył swoje dzieło. A Beatriz... Szczerze mówiąc — załamała się. Nie widziała poza Gerrardem świata... Nie wiedziałem, że człowiek może umrzeć nie tylko z fizycznego, ale i psychicznego bólu, naprawdę...
Joanne na chwilę zamknęła oczy i wspomnienia wróciły. Wszystkie.
Mówią, że czas goi rany. Joanne wiedziała jednak, że niektóre rany nigdy nie przestają krwawić,
a czas w tej sytuacji nie gra żadnej roli.

Kiedy jej ojciec zginął w wypadku samochodowym, miała trzynaście lat. Z tamtego dnia pamiętała jedynie dzwonek do drzwi, który nie zmusił jej do wychylenia nosa ze swojego pokoju. Usłyszała dwa głosy wypowiadające po sobie te same słowa: „moje kondolencje”. Poczuła ukłucie w żołądku i wzbierające łzy. Są takie chwile, kiedy pewne rzeczy po prostu się wie, chociaż nikt ich nie potwierdził. Tamta była jedną z nich. Mogło chodzić równie dobrze o babcię Joanne, z którą widziała się zaledwie dwa czy trzy razy w życiu. Jednak wtedy wiedziała, że to jej tatuś umarł. Najpierw cichy, potem głośny, żałosny szloch jej matki był tylko upewnieniem, którego Joanne nawet nie potrzebowała. Okrutna prawda okrążyła ją całą, kiedy jedyny rodzic, którego jeszcze miała przy sobie, przyszedł przekazać jej najgorszą z możliwych wiadomości — była półsierotą, nie miała już ojca, zginął w wypadku samochodowym, wracając do ciepłego domu i dwóch kobiet, które bezgranicznie go kochały. Padła matce w objęcia i obie zapłakały rzewnie, pragnąc by świat skończył się w tej sekundzie. Ich życia właśnie rozpadły się w drobny mak i pozbieranie wszystkich kawałków graniczyło z cudem.
Joanne dobrze wiedziała, że w tamtej chwili coś się skończyło. I rzeczywiście — nowy rozdział w jej jeszcze niedługiej egzystencji różnił się pod każdym względem od poprzedniego. Kiedy zdołała jako tako uporać się ze śmiercią ojca, nowy powód do bólu i cierpienia pojawił się szybciej, niż się spodziewała. Jej matka zmieniła się nie do poznania. Schudła, na czym straciła jej dotąd piękna figura, wyglądała na co najmniej dziesięć lat starszą (a mając lat trzydzieści sześć była to ogromna zmiana), z oczu zniknął wesoły błysk, a idealnie ułożona fryzura zamieniła się miejscem z zazwyczaj nieuczesanymi włosami, które o wiele rzadziej miały kontakt z wodą i szamponem. Tak jak wcześniej Jo sądziła, że życie składa się ze wzlotów i upadków, chwil szczęścia i smutku przeplatających się nawzajem, tak teraz uważała, że jest ono jedynie długim, niekończącym się pasmem zmartwienia, bólu i niewyobrażalnie wielkiej tęsknoty za tym, co minęło.
W domu było coraz gorzej. Mama nie pracowała. Po kilku miesiącach chorobowego została zwolniona. Jo wiedziała, że szef zrobił to z wielkim bólem. Rozmawiała z ciocią, która w tamtym czasie bardzo im pomogła.
— Juliet nie przychodziła do pracy, sama wiesz... Musiał to zrobić — tłumaczyła.
Joanne rozumiała. Nie mogła jednak pojąć, dlaczego świat jest tak niesprawiedliwy. W wieku piętnastu lat była głową rodziny, opiekowała się mamą, u której zdiagnozowano depresję, usiłując normalnie żyć z jej zasiłku, renty po ojcu i tego, co zdołała zarobić drobnymi, dorywczymi pracami.
Z trudem skończyła szkołę i kiedy dostała się na studia, stwierdziła, że ma anioła stróża. Znała nawet jego tożsamość.
W końcu jej mama umarła. Ot tak, po prostu, chociaż w wieku czterdziestu trzech lat śmierć nie zabiera ludzi „ot tak”. Pewnej nocy — dwudziestego pierwszego czerwca, tak jak dziadek Carl, ojciec jej taty — zasnęła i już się nie obudziła. Joanne wiedziała, że w końcu nadejdzie taki dzień. Wiadomość o jej śmierci, choć może to być szokujące, przyjęła ze spokojem. Uroniła kilka łez, ale były to łzy szczęścia. Wiedziała, że jej najukochańsza mama już nie cierpi i pocieszała się myślą, że jeśli istnieje jakieś życie pozagrobowe, to na pewno jest teraz z tatą, znowu szczęśliwa.
Tak więc owszem, Joanne dobrze wiedziała, że człowiek może umrzeć z psychicznego bólu. Miała nawet tę egoistyczną myśl, że ona wie o tym najlepiej.
Zrobiła najbardziej współczującą — jednak bez przesady — minę, na jaką było ją stać, a staruszek odpowiedział smutnym uśmiechem. Chyba bardzo lubił tych dwoje.
Na szczęście po obejrzeniu ostatniego pokoju — w którym ograniczył się już tylko do krótkiego, ale jakże teraz, po usłyszeniu historii, treściwego „jak za czasów Beatriz i Gerrarda...” — stwierdził, że pora na niego i skierował się do wyjścia. Stojąc na progu, ukłonił się, po czym szarmancko uśmiechnął.
— Do zobaczenia, panno Stevens — powiedział i poszedł.
Joanne nie przyglądała mu się ani chwili, nie patrzyła jak odchodzi i skręca w boczną uliczkę, znikając jej tym samym z pola widzenia, ani nie machała mu długo, mimo że nawet tego nie widział — po prostu zamknęła drzwi z niemałą szybkością, bojąc się, że Bill Raven, jej nowy sąsiad, zmieni zdanie i zechce zostać u niej kolejne dwie godziny.
Po wspominaniu rozmów z panem Ravenem i salwie śmiechu, jaka ją po tym dopadła, poczłapała do łóżka. Miała położyć się tylko na chwilę, ale z takich obietnic nigdy nic nie wynika, więc kiedy jej głowa poczuła pod sobą miękkość poduszki, Joanne zapadła w głęboki sen wolny od dziwnych sąsiadów.
c.d.n. oczywiście :)

Awatar użytkownika
Joa
Chlor
Posty: 716
Rejestracja: 18 marca 2012, 21:12
Kontaktowanie:

Re: Grzechy krwi

Post autor: Joa » 09 października 2013, 18:23

Wciąż dla mnie za mało. Wciąż nie poczułam nic do bohaterów, wciąż są mi obojętni, może trochę mniej niż wcześniej, ale jednak wciąż. Może gdy zamiast retrospekcji pojawi się rozmowa, jakieś wydarzenie, gdy poznam ich bliżej (niekoniecznie poprzez ich historię i retrospekcję), poznam to, jak reagują to się zmieni. Raczej tak, dlatego większe objętościowo fragmenty byłyby chyba lepsze. Ale wiem, że to Twoja sprawa, jest Ci tak wygodniej.
Podoba mi się przejście z "obietnic" czegoś przerażającego do opisu zdarzeń tego dnia, całkiem zwyczajnego. Nachalnie nie piszesz, że coś się stanie, że zza szafy wyskoczy coś lub ktoś. Możesz dzięki temu stworzyć fajną "ciszę" przed burzą.
Mam nadzieję, że kluczową sprawą jest przeszłość Joanne, bo chyba mało kto przepada za postaciami, które są sierotami, mają smutną przeszłość. Mam nadzieję, że po prostu to musiało się pojawić z jakiegoś powodu, ważnego, a nie by zapełnić lukę w jej historii albo, co gorsza, wzbudzić w czytelniku litośc.
Ufam Ci Goldie!


PS. Zapomniałam napisać, że imponuje mi jak piszesz. Trochę twardo i rzeczowo, ale już całkiem, całkiem dojrzale.
یکی بود و یكی نبود كل شي له بدايه ونهايه

Awatar użytkownika
sheriff

Re: Grzechy krwi

Post autor: sheriff » 10 października 2013, 11:38

Ja również czekam na kolejne epizody, bo te tylko zaostrzyły mój apetyt. Trochę mało aby wyrobić sobie konkretne zdanie na temat bohaterów, ale mnie się już spodobało, a to niezwykle ważne, aby zachęcić czytelnika do odwracania kolejnych kartek. Tobie się to u mnie udało :D

Fajnie budujesz napięcie, powoli, podsycając niecierpliwość wyczekiwania na to co ma się zdarzyć. Półsłówkami niemal, sugestywnie wstawiając odpowiednie zdania w odpowiednie miejsca. Podoba mi się to, dlatego publikuj dalej.

Dwie mam uwagi tylko:
AlpenGold pisze:Zegar z kukułką zabił właśnie dwanaście razy
Wybić konkretną godzinę mógł zegar z mechanizmem gongu, kukułka raczej mogła wywrzeszczeć swoją frazę, choć są i zegary posiadające oba mechanizmy. Nie mniej jednak połączenie obu tych wyrazów ("wybił" z "kukułką") jakoś mi nie pasuje :D

I druga sprawa:
Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że trochę za dużo używasz powtórzeń imienia bohaterki. Moim zdaniem za często się ono pojawia, a można by inaczej skonstruować niektóre zdania aby tego uniknąć. Tym bardziej, że jej imię jest nieco trudno odmienialne w j. polskim co powoduje, że w niektórych miejscach jest niezła łamigłówka dla języka aby to przeczytać.

Zdroofka
Andrzej

Awatar użytkownika
czarownica

Re: Grzechy krwi

Post autor: czarownica » 10 października 2013, 13:09

Przyłączam się do opinii moich przedmówców. Twój tekst niezmiennie mnie ciekawi, więc pisz, Alpen, pisz i wstawiaj!
Masz serce i kfjata :heart: :flower:

ODPOWIEDZ